poniedziałek, 17 lutego 2014

Katastrofa!

    Ej, słuchajcie, katastrofa!
    Zacznę może od początku. Mianowicie, w wakacje telefon wpadł mi do wody i zepsuły się dolne dwa przyciski na dotyk, ale mogłam z tym żyć. Lecz potem, na początku grudnia upuściłam go na beton i cała szybka poszła. Oddałam go do naprawy i szybka razem z dotykiem wyniosła mnie (moją mamę ku ścisłości) 500zł. Punkt, gdzie go oddałam był trochę szemrany, więc odzyskałam go po ponad miesiącu.
    Jakieś 3tyg. po tym, ni stąd ni zowąd, szybka była przełamana na pół. Nawet go nie opuściłam! Ale z tym też nie było najgorzej. W międzyczasie mojej mamie stało się to samo co mi wcześniej (kupiła se ten sam telefon co ja mam, lol) i też oddała do naprawy, płacąc jeszcze więcej niż ja.            
    Tydzień później zepsułam swojego laptopa! On był moim życiem, bez niego żaden z rozdziałów nie miał prawa by powstać! Więc go oddałam do naprawy. Zwrócili mi po 2 dniach, zapłaciłam tylko 2 stówy, byłam zadowolona (mimo straconej całej pamięci i wszystkich plików)(no dobra, trochę rozpaczałam, bo zapisałam tam wszystkie listy, które napisałam do Lou, Li, Hazzy, Zaya i Horana). Niestety, coś spieprzyli. Znów nie mogłam go włączyć i w sobotę wrócił do naprawy. Już się boję, ile znów zawołają.
    3 godziny później mój mały brat prawdopodobnie chciał podać mi mój troszkę już poturbowany telefon i zwyczajnie go upuścił. Stłuczona szybka, ekran po prostu czarny.
    Załamałam się. Ewidentnie położyłam się do łóżka i zaczęłam ryczeć w poduszkę. Jestem zdruzgotana i czuję jakby zabrali mi wszystko...
    Wiem, że zamiast tych wypocin o moim nędznym życiu, wolelibyście jakąś atrakcję, którą wam obiecałam. Zaczęłam już ją nawet przygotowywać. Jednakże przykro mi, to się nie uda, ze względu na zaistniałe okoliczności. Jadę teraz do babci, będę kompletnie odcięta od całego świata, więc obiecane 'coś' pojawi się dopiero ok. 1 marca. Wybaczcie mi.
    Mam nadzieję, że po tym co właśnie przeczytaliście, pozbędziecie się wszelkich podejrzeń, że jesteście pechowi.

Kocham was, moi ludkowie.
Zostaniecie moimi walentynkami, czy już za późno?
Jeśli macie jakieś ciekawe wydarzenia związanie z tym dniem, chętnie posłucham, bo sama nie miałam na co liczyć, haha ;)

PS Zostawiam wam mojego starego imagina o Larrym dla rozrywki. Taaa, na pewno się nieźle ubawicie xd
PS 2 Może za tydzień wrzucę jego drugą część ;)


„See” you soon! xxxxx

*

-Harry, robię jajecznice, zjesz?-Usłyszałem krzyk mojej mamy z kuchni.
-Nie.
-Przecież lubisz.
Owszem, lubię, ale kiedy Louis mi ją robi i kiedy razem ją jemy, niekiedy rzucając nią... Ubrałem w błyskawicznym tempie spodnie, zmieniłem bluzkę oraz zarzuciłem płaszcz.
-Wychodzę.-Zakomunikowałem sztywno.
-Czapka, szalik i rękawiczki. Dzisiaj jest wyjątkowo zimno...
Nie wezmę... Zrobię jej na złość. Trzasnąłem drzwiami i ruszyłem do parku. Wiem, że nie powinienem zachowywać się tak w stosunku do mojej mamy, ale naprawdę mnie wkurzyła.     Właściwie wszystko zaczęło się od mojego niedoszłego pocałunku z BooBear'em, miesiąc temu... Zauważył nas menadżer, ale nic nie powiedział. Właściwie milczał tylko przed nami i naszym mamom nawciskał, że lepiej będzie, jak chwile od siebie odpoczniemy, w rodzinnych miastach, bo może wyniknąć z tego coś niedobrego... Zaśmialiśmy się mu w twarz, kiedy zrozumieliśmy o co chodzi. Jednak nikt nie ustępował. Po tygodniu zatruwania nam życia, usłyszałem od Loui'ego "Może pojedźmy do tej rodziny, tak tylko na chwile, żeby dali nam spokój... Moje siostry dowiedziały się, że przyjeżdżam i teraz mi już nie odpuszczą...". Zabolało mnie trochę, że chce im tak po prostu ulec, ale zgodziłem się. I tak już tkwię w tym Homles Chapel ok. 2 tygodni... Nie, właściwie nie około. Odliczam dokładnie. Nie widziałem już go 15 dni i 13 godzin... Pierwsze trzy doby jakoś zniosłem, ale potem zaczęły się schody. Już tyle nocy nie słyszałem jak idzie do kuchni, tylko po to, żeby otworzyć lodówkę, pogapić się trochę i ją zamknąć... Tak dawno już nie krzyczał na mnie, bo zostawiałem wszędzie bokserki. Tak dawno nie przypominał mi żebym nie pił za dużo koktajli, bo źle działają na mój pęcherz w nocy... Tak dawno nie bawił się moimi lokami, powtarzając, że są cudne... Oraz tak dawno nie usłyszałem od niego "Dobrych snów! Kocham cię!". Zawsze wtedy odpowiadam "W takim razie przyśnij mi się. Kocham cię!". Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Po części z zimna... Mama miała rację, ale nie mogę jej się ciągle słuchać!
    Wieczorem wzięła mnie na rozmowę. Podała herbatę... Kiedy LouLou mi ją robi, zawsze dodaje miód. Czasami też soku malinowego. Wie, że nie lubię takiej z cukrem, a tym bardziej kwaśnej, od cytryny. Pamiętam, jak kiedyś, dla żartu przed koncertem zafundował mi herbatę, tyle, że z prądem, a ja w nerwach, wypiłem ją całą... Miałem mały problem z choreografią i się potykałem co jakiś czas... Później dostałem niezły opieprz...
-Harry, chyba czas porozmawiać...-Wyrwała mnie z zamyśleń rodzicielka.-Nie trzymam cię tu na siłę, jednak wiesz, że wolałabym, żebyś tu został. Nie dawno wprowadzili się obok mili ludzie. Mają przepiękną córkę, rok młodszą od ciebie, moglibyście się zaprzyjaźnić...
-Może i moglibyśmy się polubić...-Zacząłem na co ona się uśmiechnęła.-Ale nie zrobimy tego. Wy naprawdę jesteście nienormalni. Na co wy liczycie, rozdzielając nas? Jeśli już musisz wiedzieć, to jestem zakochany! Kocham Louisa i kilka dni bez niego tego nie zmieni! Mogłabyś oddać mój telefon?
-Kochanie nie mogę. Jest dobrze strzeżony, nie bój się, nic się z nim nie stanie...
-Mamo, każdego dnia, cierpię coraz bardziej... I to nie tylko dlatego, że za nim tęsknię, ale dlatego, że mnie nie rozumiesz...
Zawiedziony poszedłem na górę.
    W nocy nie wytrzymałem. Spakowałem swoje rzeczy i wybiegłem z domu, aby jeszcze zdążyć na pociąg do Doncaster. Całą podróż próbowałem sobie wyobrazić minę Tomlinsona i szczerzyłem się do siebie. Prawie biegiem ruszyłem w stronę jego domu. Tymczasowego domu. Zatrzymałem się i mina mi zrzedła, kiedy zauważyłem moją miłość z jakąś blond ślicznością... Pożegnali się buziakiem i on już miał naciskać na klamkę, by wejść do środka.
-Ej, ty!-krzyknąłem.
Obrócił się rozglądając i kierując po woli w moim kierunku. Im był bliżej tym szybciej się poruszał.
-Harry!-wrzasnął szczęśliwy i rzucił się na mnie.-Tak bardzo tęskniłem! Moje siostry nie rozrzucają bokserek po całym mieszkaniu... Nie miałem się na kim wyżywać!
-Co to była za dziewczyna?-zapytałem.
-Dziewczyna? Aaa mówisz o Eddim... To transwestyta...-zrobiłem zapewne bardzo głupią minę.-Żartuję, to Ellie, przyjaciółka z dzieciństwa.-jakoś ulżyło mi na tą wiadomość.
-Też za tobą tęskniłem, idioto!-wyznałem, ciesząc się jak mały chłopiec.
    Nienawidzę tego uczucia, kiedy śnię i nagle 'spadam', budząc się... Tak, tak naprawdę nie sprzeciwiłem się matce i nie jestem w Doncaster z nim... Kolejny dzień cierpienia, bólu...
I know you've never loved the sound of your voice on tape 
You never want to know how much you weigh 
You still have to squeeze into your jeans 
But you're perfect to me
Podśpiewywałem moją zwrotkę w Little Things, która była praktycznie o nim... Ciekawe co on teraz robi... Czy myśli o mnie... Czemu się nie odezwał? Rozumiem, że nie mam telefonu, ale list... Niee... Lou i list?! A może... Wczoraj popołudniu był listonosz, ale nikt jeszcze nie wyciągał poczty...
    Mimo zimy, wybiegłem w piżamie na ulicę. Wyciągnąłem plik kopert. Rachunek, rachunek, coś z pracy... Jest! O mój boże, nie wierzę! Naprawdę trzymam w ręku list od niego! Złapałem płaszcz i po chwili byłem w parku.
Kochany Haroldzie!
Czemu nie odpowiedziałeś na poprzedni list? Nie doszedł? Wiesz, że nie jestem dobry w tym sposobie porozumiewania się, ale twój telefon jest stale wyłączony. Próbowałem z budki, bo... wstyd się przyznać, ale mi zabrali.
Jak się trzymasz? Ja czuję się okropnie. To przez strach... Boję się, że list doszedł, a ty już się rozmyśliłeś... 
Tęsknota mnie zabija... Nie śpię w nocy. A kiedy jednak usnę to nagle się budzę, dziwiąc się, że nie chrapiesz, ani nic nie gadasz... Potem orientuję się, że cię ze mną nie ma... Dlaczego cię ze mną nie ma? Po ostatnim liście znasz już moje uczucia... 
Jeśli to czytasz, to błagam odpisz! Chociaż napisz, że tam zostajesz, zrozumiem.
Kocham cię, twój Loui.

Muszę przeczytać poprzedni list! Czemu ona go przede mną ukryła?! Jutro mi go odda, nie będzie miała wyjścia...
    Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Nie czekała na proszę. Weszła.
-Dzień dobry, kochanie. Śniadanie już na stole!-cała w skowronkach mnie powitała i zleciała na dół, a ja za nią.
-Gdzie list?
-Co?
-Louis wysłał mi list, ty go wyjęłaś ze skrzynki, gdzie on jest?
-Ale je nie wiem o żadnym liście...
-Nie kłam, mamo...
-Harry to dla twojego dobra... Menadżer mówił...
Prychnąłem rozbawiony i zacząłem wszystko wywracać.
-Co ty wyprawiasz?
-Szukam listu. Nie spocznę, póki nie znajdę...
-Przestań! Sprzątałam.
-Nie masz prawa przetrzymywać cudzej korespondencji! Nawet więźniowie są lepiej traktowani! Jeśli mi go nie oddasz...-wziąłem nóż do ręki.-zrobię coś sobie. Nie żartuję.
-Dobrze! Masz go!-wyjęła z zamrażalnika i rzuciła we mnie.
Zamrażalnik? Serio? Papier był cały w lodzie, a jak się roztopi to będzie mokry i się podrze... Niedobrze...

Kochany Haroldzie!
Co u Ciebie? Jak sobie radzisz?
W Doncaster przyszedł czas na przemyślenia... Strasznie za Tobą tęsknie! Już nie mogę tu wytrzymać! 
Mama chce mnie z kimś zeswatać. Ma na imię Ellie. Czemu ona nic nie rozumie?
Nawet napisałem kawałek piosenki. O Tobie, o nas... Tak! O NAS! Baardzo długo zbieram się, aby ci to powiedzieć. Prawda jest taka, że nawet gdyby zabrali mi powietrze, przeżyję, bo będę oddychać uczuciem do ciebie! Kiedy budzę się rano, lecę do twojego pokoju. Zauważyłeś, prawda? Zawsze mówisz zaspanym głosem:"Loui, kładź się obok, albo spadaj, bo chcę spać!". To najlepszy możliwy początek dnia! Dziś żałuję, że nie tuliłem się z tobą za każdym razem, chociaż miałem na to ochotę. Nie chciałem żebyś coś podejrzewał... Teraz natomiast chcę. Czuję się zajebiście wolny... Wiesz, że ciężej mi pisać taki list do chłopaka niż do dziewczyny, z wiadomych względów. Zawsze powtarzasz "Prawdziwa miłość jest jak słodzenie soli.". Cały czas zastanawiam się co masz na myśli. Najpierw sądziłem, że to znaczy, że ta miłość jest bezsensu. Że prawdziwie kochają tylko idioci. Teraz uważam, że może chodziło ci o to, że tylko wyjątkowi ludzie słodzą sól. Tylko wariaci to robią, a tak kochać, potrafi tylko wariat. Jeśli ktoś nie słodzi soli, myśli że to głupie (jak już to zrobi pewnie jego zdanie się nie zmienia, ale nic nie mówię, bo jeszcze tego nie robiłem). Nie rozumie tego. Człowiek nie zakochany, również nie zrozumie potęgi uczucia. 
Jestem gotowy posłodzić sól.
Mam ochotę uciec z tobą gdzieś daleko. Oderwać się choć na moment od rzeczywistości. Jeśli czujesz to samo co ja, zrób to ze mną! Odpisz, proszę Cię!
                                                                                                            BooBear xx

Zorientowałem się po chwili, że cały się trzęsę. Nie docierało do mnie trochę, że on naprawdę mnie kocha! Co robić? Muszę szybko odpisać.

Kochany Louisie!

Mi też zabrali telefon i na dodatek chowają przede mną listy! To jakiś koszmar! Dlaczego nas to spotyka? Brakuje mi ciebie. Twoich nadzwyczajnie delikatnych rąk oraz zapachu. Tak jakby trochę wanilii, czasami wymieszanej z jabłkami z cynamonem. Kocham to. I te wszystkie małe rzeczy; mieszając kawę drapiesz się po nosie lub za uchem, kiedy wyciągasz pranie zawsze musisz włożyć rękę do pralki, pokręcić, wyobrazić sobie kosmos i dopiero idziesz je powywieszać. To niedorzeczne, ale to nadaje sens mojemu szaremu czasem życiu. 
Niech ludzie mówią co chcą. Pewnie teraz robisz wielkie oczy, bo wiesz, że bardzo przejmuję się opinią innych. Otóż przy tobie wszystko się zmienia. Jestem opętany miłością i teraz liczysz się tylko ty!
Jak najszybciej chcę wyjechać. Pogadamy jak się spotkamy. Będę czekał w MilkShake City w Londynie 24.11.
Kocham cię bardzo!
PS Wiesz... właśnie śpiewam sobie 'Gotta be Lou'. Szkoda, że tego nie słyszysz...
                                                                                                          Curly xx

    Spakowałem torbę i położyłem się do łóżka. Zdecydowałem, że prześpię te kilka dni, bo nie wytrzymam z podniecenia. Jak się przywitamy? Co powiemy sobie kiedy się spotkamy? Wyznamy chłopcom prawdę? A fani? Za dużo tego, nie usnę... I mój plan diabli wzięli...

*kilka dni później*
    Zamówiłem kolejny koktajl. 
    Myślałem, że z wyjazdem będzie trudniej... Mama pojechała na zakupy, ojciec jak zwykle w pracy... Doskonały moment aby się wymknąć i go wykorzystałem. 
Nie przychodzi. A może był wcześniej? Nie, przecież czekam niemal od otwarcia...
-Temu panu proszę już nie robić koktajlów. Nie zdaje sobie pan sprawy jak on po tym sika w nocy!-Usłyszałem znajomy mi głos.
-Louuui!-Wydarłem się nareszcie szczęśliwy.
On cały w skowronkach poprowadził mnie do jakiegoś hotelu. Rzuciłem się na miękki materac.
-To gdzie jedziemy? Himalaje, Rumunia, Majorka, Miami czy Wybrzeże Kości Słoniowej?-zapytałem.
-Z tobą-wszędzie.
-Tęskniłem. Brakowało mi twojego pocałunku na dobranoc, sposobu w który mnie dotykasz. Przechodzi mnie bardzo przyjemny dreszcz. Powiedz, że już mnie nie zostawisz! Czułem się taki... niepełny kiedy ciebie nie było. Po prostu część mojego serca należy do ciebie...
-A ja miałem niepełny brzuch. Bo nie chciałem grzanek od mojej mamy. Tylko ty możesz mnie nakarmić, kochanie...
-Chyba musimy wyjaśnić sobie pewne kwestie...-rzekłem nieśmiało.
-Pewne to jest słodzenie soli, czyli to, że cię kocham. Hazz, mamy całe życie! Wyobrażasz sobie?! Calutkie życie czystej miłości!

***

Niestety życie nie zawsze okazuje się być piękne. Wakacje kiedyś się skończyły i menadżer zabronił chłopcom ujawnienia się całemu światu. Dodatkowo, kazali jednemu z nich mieć udawaną dziewczynę.
-Więc który chcę zostać chłopakiem Eleanor?-pytał.
-Ja mogę...-Po dłuższej chwili odezwał się Tommo.-To chyba nie będzie aż takie straszne!-W jego głosie dało się zauważyć nutkę niepewności. Brał pod uwagę, że będzie go to dużo kosztować i będzie cholernie bolało ich oboje.Ile wiąże się z tym wyrzeczeń, ile kłamstw musi zapamiętać... Podnosił się na duchu słowami "Będzie dobrze". W głębi duszy wiedział, że to zniszczy jego życie...
-Robię to dla ciebie.-szepnął do siedemnastolatka.

2 komentarze:

  1. Jejciu współczuje że nie masz ani komórki ani komputera. Wszystko z czasem sie naprawi i będzie tak jak dawniej.
    A imagin świetny, nie spodziewałam się takiego końca no ale cóż nie zawsze życie jest takie jakie byśmy chcieli.
    Pozdrawiam Żeluś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszyłam się czytając tego imagina. Jest cudowny Ty jesteś cudowna <33

    OdpowiedzUsuń