niedziela, 29 grudnia 2013

77. Wait. I'm pregnant, yep?

*Liam*
    Była wkurzona. I to ostro. Na mnie, na Harrego i na cały świat. Po tych kilku tygodniach zdążyłem już poznać ją w małym stopniu. Tak… Jeśli dym ulatnia się z jej uszu, to najlepiej szukać kryjówki. Siedzieliśmy w samochodzie przed jej domem i sam nie wiedziałem, co powinienem powiedzieć, po milczeniu przez całą drogę.
-Wkurwiasz mnie.-wypaliła.
Może to nie było na miejscu, ale zachciało mi się śmiać. To naprawdę jest wyjątkowa dziewczyna… Na pewno bezpośrednia i szczera, co czasem jest… hm… słodkie.
-Okej, więc o co chodzi tym razem?-spytałem rozbawiony.
-Liam, ty mnie po prostu wkurwiasz… Ugh, chodź na górę, ojca nie ma…-westchnęła i za nim się obejrzałem, już trzasnęła drzwiami.
    Weszliśmy do windy, aby dojechać na 7 piętro. Złapałem ją za rękę, aby trochę ją zmiękczyć. Jednak sądząc po jej minie, chyba nie wiele to da. Nie zareagowała    entuzjastycznie, ale też nie znokautowała mnie jednym ruchem. To chyba dobrze rokuje.        Na trzecim weszła pani z pieskiem. Miała może trzydzieści lat i nie wyglądała na bizneswoman, ale niewiarygodnie zajmowała się swoim telefonem. Kundelek zaczął szczekać. Dość głośno. Gdy nikt nie zwrócił na niego uwagi, skakał na nas. Błagam, nie. To tylko pogarsza moją sytuację. Co robić? Starałem się go pogłaskać. Wyciągnąłem rękę, aby poczochrać jego jasną czuprynę. Był chyba dopiero umyty. Śmielej dotknąłem go też drugą dłonią. Jego pani chyba nawet nie zauważyła, gdy nagle bardzo mnie polubił. Za bardzo… Jakby to powiedzieć… Spodobała mu się moja noga i widział w niej partnerkę seksualną. Chciałem go jakoś odsunąć, nie robiąc większego zamieszania, lecz to nie było łatwe. Przelotnie spojrzałem na twarz mojej towarzyszki. Spoglądała na mnie nieźle ubawiona. Ugh, nie wiem co gorsze, doprawdy…
    Jest! Nareszcie 7! Trochę bałem się, tego co zaraz usłyszę, ale muszę stawić temu czoła. Pewne sprawy trzeba wreszcie wyjaśnić. Nie mogę pozostawiać tego wiecznie w grupie spraw „do przemilczenia”, niestety…
    Otworzyła mieszkanie i weszła pewnym krokiem, rzucając kluczę na komodę pod małym lusterkiem. Wychwyciła w nim swoje odbicie i ułożyła przedziałek. Tylko po to, żeby dosłownie po sekundzie rozczochrać włosy, jak to miała w zwyczaju. Zaraz po tym ruszyła do salonu, opadając na jasną, skórzaną sofę.
-Siadaj.-wskazała mi miejsce naprzeciwko.
-Dlaczego jesteś na mnie zła?
-Kim dla ciebie jestem?
-Jak to kim?-pytałem, nie rozumiejąc dokładnie pytania.
-No kim? Bo każdemu przedstawiasz inną wersję! Mnie mówisz coś innemu, chłopcom coś innego, a fanom to w ogóle wymyślasz, że jestem tym kotem który poleciał w kosmos…
-To był pies.
-Na pewno jakiś kot też tam był!
-Czyli, że żądasz jakiegoś publicznego oświadczenia, czy… Nie wiem. Zależy mi na prywatności.
-I to jest moment w którym wychodzę na sukę, która jest z tobą tylko i wyłącznie dla sławy. Bo nie mogę już błyszczeć przy Lou, więc chwytam się brzytwy. Tak?
-Tak.-odpowiedziałem, czego raczej się nie spodziewała.-Tak to wygląda.
-Myślałam, że będziesz mniej bezpośredni… Możesz już wyjść.
-Wyrzucasz mnie?
-Wyjdź, bo zaraz będę płakać i nie chcę żebyś tu wtedy był, okej?-rzuciła, po czym schowała twarz w dłoniach.
-Uh, nie wiem jak Lou z tobą wytrzymywał… Nigdzie nie idę, teraz ty mnie wkurwiasz.
-Liam, weź wypierdalaj, co?
-Dobrze!
Szybko wyprowadziła mnie z równowagi, to fakt. Momentalnie znalazłem się przy drzwiach balkonowych i otworzyłem je ostentacyjnie. Wyjrzałem za barierkę mało przekonany. Tu serio jest wysoko. Serio serio…
-To lecę. Pa.
-Rzuć się z balkonu sąsiadki, nie chcę mieć potem problemów!-odkrzyknęła.
-Spoko!-odpowiedziałem, przekładając pierwszą nogę.
    Jestem idiotą. Uświadamiam to sobie właśnie w tej chwili, gdy wiszę na siódmym piętrze. Wystarczy tylko małe potknięcie. Pierwszy raz w życiu zwariowałem tak na punkcie dziewczyny. I chyba nie będę miał szansy zrobić tego drugi raz… Liam, co ty odstawiasz? Zaśmiałem się sam do siebie. Naprawdę zwariowałem…
-Natychmiast tu wracaj, idioto!-warknęła, stając na balkonie.
-Przed chwilą mówiłaś…
-Liam, proszę cię.-powiedziała ciszej.
Obejrzałem się ostrożnie. Jej twarz była całkiem czerwona od płaczu. Chyba nieźle ją wystraszyłem. Może koniec tej szopki? Zaraz straż, policja i karetka się zjawią, co nie będzie miłe. A jak media się dowiedzą… Boże.
    Przeszedłem na jasną stronę mocy, aby więcej nie straszyć ludzi i siebie samego. Podciągnęła nogi do klatki piersiowej i zaplotła je rękoma. Oparła czoło o kolana tak, że nie widziałem jej twarzy. Usiadłem naprzeciw niej, po turecku. Atmosfera była tak gęsta, że można było lepić kulki i rzucać się nimi jak śnieżkami. Co powiedzieć?
-Wiesz, że jeszcze dla żadnej dziewczyny nie zrobiłem czegoś takiego?
-Nie ryzykowałeś życiem, aby śmiertelnie ją wystraszyć? Jej, musisz mnie naprawdę nie lubić.
-Lubię cię.
-Miło mi.
-Zależy mi na tobie. To chciałaś usłyszeć?
-Ja wiem o co w tym wszystkim chodzi… Zerwałeś z Danielle, z którą byłeś długo. Potem skakałeś z kwiatka na kwiatek. A gdy zatrzymałeś się przy mnie, nie chcesz się przyznać przed ludźmi i przed samym sobą, że mógłbyś mieć inną dziewczynę dłużej niż na jedną noc. Ona była idealna, prawda? Nigdy jej nie dorównam i nie wiem czy chcę próbować. Wszyscy ją kochali, pamiętam to.
-Może właśnie dlatego z nią zerwałem. Nie chcę być z kimś takim, to męczące na dłuższą metę.
-Wolisz brzydkie beztalencia, które są chamskie i niezrównoważone emocjonalnie?
-Jeśli te beztalencia są tobą to tak.
-Jeżeli chcesz uprawiać ze mną seks i gadasz takie głupoty, to możesz skończyć.-wypaliła, co mnie zatkało. Kocham tą bezpośredniość.
-Mogę skończyć bo już się na nie złapałaś?
-Nie, nie złapałam się. Poza tym, nie będę tego robić na balkonie.-odpowiedziała, podnosząc się i otrzepując pośladki wypielęgnowanymi dłońmi.
-W takim razie gdzie idziemy?-spytałem, śmiejąc się.
-Chodź na spacer.
-Nie chciałaś tego robić na balkonie, to zrobisz to na spacerze?
-Ale ty jesteś głupi.-pokręciła głową, kierując się do szafy.
Grzebała w niej chwile, szukając odpowiedniej kurtki do wyjścia. Wpatrywałem się tępo, a w mojej głowie błąkało się tysiące myśli. Serio jest niesamowita. Nie potrafię przestać się uśmiechać, gdy jestem w jej towarzystwie. Swoją aurą rozświetla wszystko dookoła. Aż mam ochotę tańczyć, skakać, cieszyć się i robić szalone rzeczy.
    Odwróciła się w jednej ręce trzymając dżinsową katanę, a w drugiej gruby, wełniany sweter.
-W czym iść?-spytała z niezdecydowaną miną.
-W niczym.-rzuciłem niespodziewanie.
W ciągu sekundy chwyciłem jej głowę i pocałowałem znienacka. Chyba mocno się zdziwiła i odchyliła do tyłu. Jednak nasze wargi wciąż pozostały połączone. W efekcie trochę wpadliśmy do małej garderoby. Diana usiadła na drewnianej półeczce, przyciągając mnie do siebie nogami. Payne, co ty wyprawiasz? Cały czas starałem się pogłębić pocałunek, pragnąc większej namiętności. Moje dłonie przestały oplatać jej włosy i nieoczekiwanie zjechały niżej. Pożądanie rosło tak jak i znajome uczucie w podbrzuszu. Traciłem oddech i robiło mi się coraz goręcej. Nie kontrolowałem już swoich ruchów, a moje oczy były zamknięte. Byłem w innym świecie. W naszym świecie. Pragnąłem jej co potwierdzał fakt, że powoli ściągałem jej bluzkę. Nareszcie odkleiłem się od jej ust, teraz całując po szyi.
    Gdy oboje pozbyliśmy się podkoszulek, nagle usłyszeliśmy znajomy dźwięk. Tak jakby… Otwierania drzwi.
-Kurwa kurwa kurwa…-wymknęło się cicho z jej ust, a sekundę po tym jej tata był już w przedpokoju.
-Dzień dobry.-odwrociłem się w jego stronę, świecąc gołą klatą.
Chyba dziś czuję się trochę za pewnie.
-Mógłbyś nie chodzić nago w moim domu? A ty kochanie nie łaź nago przy jakiś facetach!
-Tato!
-No co? Ubierać się i pożegnaj kolegę.-powiedział bezwzględnie, klaszcząc.-No, Liam. Miło było cię poznać, ale chyba nie jesteś odpowiednim chłopakiem… Wiesz, co mam na myśli. Zrozumiesz, gdy będziesz mieć córkę…
-On żartuje.-rzuciła do mnie, ubierając się pospiesznie.-Wychodzimy.-pociągnęła mnie za rękę, gdy jeszcze nie byłem całkiem ubrany…
    Spacerowaliśmy Oxford Street w godzinach szczytu. To nie mogło skończyć się dobrze. Szczególnie, że hormony wciąż buzowały we mnie jak w kobiecie w ciąży. Mimo upływu godziny i przejrzeniu tylu sklepów z ciuchami, dalej czułem się dziwnie. Szalenie. Jakbym mógł wszystko.
-Jeśli kupię ci jakąś sukienkę, to nie będę musiał więcej dyndać na siódmym piętrze?
-Kup mi wille z basenem i sportowe auto.
-Okej.
-Jesteś jednak debilem.
-Robię to, bo mi na tobie zależy, już mówiłem.-zaśmiałem się, sam nie wiem dlaczego. Chyba… po prostu byłem szczęśliwy.
-Wykrzycz to jeszcze.-nieśmiały uśmiech wkradł się na jej twarz.
-Ludzie! To moja dziewczyna i ją kocham! Piss joł.
Wrzeszczałbym dalej, gdyby nie to, że wskoczyła na moje plecy i zakryła niewyparzone usta…

*Alice, 2 tygodnie później*
-Zaaaaaaaayn! Zayn! O mój Boże! Zayn!-zaczęłam piszczeć, wygramalając się z kołdry.
-To już?-odkrzyknął z łazienki, goląc się.
-Co?
-Rodzisz?
-Nie, pryncypale.
-W takim razie dwie minuty cię nie zbawią, kończę brać prysznic.
-Tak sam?
-Nie chodzę pod prysznic z ludźmi ważącymi więcej niż mój aktualny samochód.
-Nie zepsujesz mi humoru, nawet jak będziesz się bardzo starał. Bo to ja zastąpię dziś wieczorem Taylor Swift na wielkim Festiwalu lat 70’ i 80’!
-Słucham?-trzasnął drzwiczkami prysznica i po sekundzie był przy łóżku. Nagi i cały mokry.
-Jestem super gwiazdą, a ty niee, a ty niee!
-Ja jestem super gwiazdą, a ty jesteś wielką gwiazdą.-rzucił, zaśmiewając się pod nosem ze swojego „żartu”.
-Zakryj się lepiej.-rzuciłam poduszką w jego kroczę.-Chociaż w sumie to nie jest konieczne. I tak nie wiele tam widać.
Pokręcił głową, wracając przed duże lustro, aby się ogolić.
-A dzieci są listonosza!-krzyknęłam ostatni raz i pobiegłam na dół, chwalić się dalej.
    Po chwili siedziałam na kuchennym blacie, powtarzając tekst piosenki i zajadając wczorajszą pizzę. Bylebym tylko zatarła ślady zbrodni zanim przyjdzie Niall, bo chyba on miał zamiar ją zjeść. Usłyszałam kroki na schodach i wstałam jak poparzona, wpychając resztę kawałka do ust i myjąc ręce.
-Alice, co będziesz śpiewać?-usłyszałam głos za plecami.
Odwróciłam się powoli. Nie mogłam nic odpowiedzieć, miałam policzki jak chomik, a kawałek jeszcze wystawał mi z ust. Czyli mówicie, że to nie Nialler…?
Widząc to, Zay zaśmiał się głośno i przytulił mnie do siebie. Ha, ha, ha. Halo, ta pizza zaraz mnie udusi!
-A wawa dawe obomo.-odpowiedziałam.
-Fajnie, fajnie… A kto to śpiewa?
-Whitney Houston.-dodałam po chwili.-I wanna dance with somebody, kochanie.
-Dobrze.
-Tylko tyle? Dobrze? Powinieneś albo skakać z radości, albo się na mnie drzeć, że jestem w ciąży. Czemu się nie drzesz?!
-A czujesz się na siłach, żeby tam iść? Pewnie od zaraz masz próby.
-Tak, dziś jest okej…-odpowiedziałam trochę niepewnie.
-Więc idź. Jestem z ciebie cholernie dumny, wiesz?-złapał mnie za dłonie.
-Ja z siebie też.-zachichotałam i pocałowałam go szybko.
-Ale nie będę mógł przyjść, wylatujemy dziś po 20 do Paryża.
-Jak to?
-Gdybyś mnie wczoraj słuchała, to byś wiedziała. Teraz żyj w niepewności.
-Masz rację, powinnam już wyjść.-stwierdziłam, odrywając się od niego.
-Ubierz się ciepło. To znaczy wystarczy, że przebierzesz się z tej piżamy…
    W mgnieniu oka wciągnęłam na siebie legginsy i jakiś podkoszulek, a włosy upięłam w koka. Mam nadzieję, że przed występem doprowadzą mnie do ładu. Łał, taki występ i taka ja. Taka Whitney i taka ja. Aż maluchy zaczęły wariować z podekscytowania. Zdaje się, że mama miała z nią jakieś zdjęcie. Widziałam w albumie i zawsze śpiewałam do niego I will always love you. Wcale nie byłam dziwnym dzieckiem…
-Kocham cię, daj z siebie wszystko. I zadzwoń po występie!-krzyknął, kiedy ubierałam buty.
-Ty też zrób to coś co masz tam zrobić… No, nieważne. Pożegnaj się z nami, co?
    Położyłam się na środku wielkiej sceny, co pewnie nie spodoba się Bobowi, który właśnie mnie przygotowuje. Egh, mam dość. Zaraz im wymyśle, że się źle czuje. Może to wszystko jest tego warte, ale łatwiej byłoby gdybym warzyła 20 kg mniej… Nie dam rady tak skakać po tej scenie w szpilkach, no way.
-Wszystko w porządku?-spytał choreograf, stając nade mną.
-Oczywiście.-uśmiechnęłam się słodko. Zdecydowanie byłam za miła…
    Od samej rozmowy z Zaynem czułam jakiś niepokój… Słysząc o tym, powinien się rzucać i pluć, że nie mogę tam iść, że to niebezpieczne i takie tam. A on nic. Czyżby się już o mnie nie martwił? Na pewno się martwi… Chyba… W każdym razie, teraz ja martwię się za niego, bo nie mogę usiedzieć w miejscu. Jestem druga w kolejności, a prezenterzy właśnie wyszli na scenę. Ilość zajętych miejsc mnie przytłacza. Dzisiaj jest tu wyjątkowo tłoczno. Nic dziwnego, to wielkie wydarzenie. Miliony czekały na to przypomnienie starej, dobrej muzyki, a teraz ja też mogę w tym uczestniczyć. Uśmiechnęłam się lekko do swoich myśli, co trochę mnie uspokoiło. Będzie dobrze. A gdy tylko skończę, zadzwonię do Zayna. Może już włączy telefon, po wystartowaniu…
    Z każdą sekundą serce biło mi coraz szybciej. Podobnie jak serduszka dzieci, które wierciły się niewiarygodnie. Ehh, nie powinnam tego robić. Nie powinnam występować tak blisko terminu. Jestem głupia. Zayn jest głupi. Czemu mi tego nie zakazał?! Pewnie skończyłoby się to moją wyprowadzką na kolejne trzy miesiące. Jednak ja jestem głupia. Wsłuchiwałam się w Mamma Mia w wykonaniu Rihanny. Dała wielkie show, to fakt. Wspaniałe rozpoczęcie gali, na której prawdopodobnie polegnę, bo powoli ze stresu zapominam tekstu. Wszystkie wersy mieszają mi się w głowie. Jak to szło? Spokojnie, pewnie gdy już tam wejdę nie będzie problemu. Au, nie tylko nie to. Uczucie jak wtedy w metrze, zaczynało atakować cały mój organizm. Dam radę. Jak nie ja to kto? W trójkę raźniej, prawda? No, gdyby tylko one jeszcze były bardziej posłuszne i mi nie przeszkadzały w tak ważnym momencie, było by lepiej, ale nie będę narzekać.
-Jakoś blado wyglądasz…-Bobby wyrósł spod ziemi, i położył swoją łapę na moim czole.-Jest ok., prawda?
-Tak, nie mogę się doczekać.
-O, słyszysz? Riri zeszła. Teraz puszczamy pięciominutową reklamę i wchodzisz! Naprawdę wyglądasz dziwnie… Usiądź.-polecił i znów przepadł.
    Zrobiłam tak, jak powiedział. Usiadłam. Bawiłam się telefonem, po czym zdecydowałam się wejść w kontakt „Malik’. Kliknęłam zieloną słuchawkę. „Abonent jest czasowo niedostępny…’ Blah blah blah. Chyba nie ma co dzwonić do reszty, przecież są razem… Co prawda Chris siedzi na widowni, ale już jej tu nie wpuszczą. To może… Alex? Niech doda mi otuchy.
    Po pięciu sygnałach traciłam nadzieję, jednakże zaskoczyło. Usłyszałam jego głos, co odrobinę zmniejszyło wszelkie skurcze i bóle.
-Halo?
-Cześć. Ja właśnie…
-Wchodzisz za 30 sekund!-usłyszałam krzyk zza wielkich monitorów, co sparaliżowało mnie ze strachu.
-Życz mi powodzenia!
-Powodzenia, ale…-chciał coś dodać, lecz musiałam rzucić słuchawką.
Podniosłam się szybko, czując, że moje nogi to nie nogi, ale wata. Upadłabym, gdyby nie rurka obok, której się podtrzymałam.
-5, 4, 3…
Co robić?! Nie wiele myśląc, zrzuciłam ze stóp wysokie buty i wkroczyłam na boso.
    Byłam tam. Stałam na tej scenie. W moich słuchawkach rozbrzmiewały pierwsze dźwięki. Poczułam się o wiele pewniej i starałam się wykonywać wszystkie ruchy, których się dziś nauczyłam. Dałam się ponieść muzyce i odśpiewałam pierwsze wersy.
-Clock strikes upon the hour
And the sun begins to fade
Still enough time to figure out
How to chase my blues away…
Widownia widząc mnie klaskała, bawiła się i tańczyła wraz ze mną. Patrząc na nich, wszystkie wątpliwości zniknęły. Cudownie było znów wystąpić, gdyż opuściłam estradę na kilka poprzednich miesięcy.
-Oh I wanna dance with somebody
I wanna feel the heat with somebody
Yeah I wanna dance with somebody
With somebody who loves me
Oh I wanna dance with somebody
I wanna feel the heat with somebody
Yeah I wanna dance with somebody
With somebody who loves me
    Śpiewałam dalej, zapominając o wszystkim co czułam przed minutą. To cudowna piosenka, której miałam szansę poświęcić się cała. Tylko czy dam radę wyciągnąć ostatnie słowo w przejściu…?
    O nie. Nie nie nie. Tylko nie to! Kończąc zwrotkę, skurcz niemal zwalił mnie z nóg. Mimo że nie miałam dodatkowego obciążenia na stopach, ciężko było mi utrzymać równowagę. A układ taneczny… Wszystkie kroki zaczęły wylatywać mi z głowy, gdy nie byłam w stanie się ruszyć. Jest tu jakiś stopień lub krzesło? Skoro nie jestem w stanie wykonać tych ruchów, wymyślę własne! Rozejrzałam się wokół, udając, że w tym momencie miał być obrót. Cholera! No nic… Chyba będę zmuszona rozłożyć się na podłodze.
    Zaczęłam najtrudniejszą część kucając, poruszając przy tym biodrami. Wtedy ciężar ciała przeniosłam z nóg na pośladki. Bałam się trochę reakcji Bobbiego i reszty, ale wolałam skupić się na śpiewie.
-I need a man who'll take a chance
On a love that burns hot enough to last
So when the night falls
My lonely heart calls.
Gdy otworzyłam oczy i zamilkłam po długo wstrzymywanym oddechu, byłam z siebie dumna. Ale też cała obolała. Dotknęłam czołem kolan, które ugięłam. Muzyka leciała dalej, przedstawienie trwało, lecz ja odleciałam. Krzyki w słuchawce zaczynały mnie drażnić, więc ją wyjęłam. Spojrzałam na wszystkich zdziwionych i czekających na dalszy przebieg wydarzeń oraz ponownie podniosłam mikrofon.

-Przepraszam, ale chyba właśnie rodzę…-zaśmiałam się krótko. To nie było śmieszne. Ani trochę…
_________________________________________________________

Oks, przepraszam, wiem, że długo czekaliście, ale ostatnio miałam jakieś kłopoty z napisaniem czegokolwiek idk. Chyba zmeczenie. Nie ważne. Ejjj rybki to co mam robić drugą część bloga czy kończymy? To zależy od was, nie będę pisać sama dla siebie ;p
Love ya xxx

4 komentarze:

  1. Zdecydowanie druga część! błagam nie kończ-jesteś cudna !! pozdrawiam,Daria ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Druga część i kolejny rozdział szybciutko :D Rozwaliła mnie na końcu: Przepraszam ale rodzę hahahahaha. Kiedy dodasz następny rozdział??

    OdpowiedzUsuń
  3. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.... Ale żeś dowaliła na koniec! Kończymy? Jak to powiedziała Alice 'No way'

    Nie lubię Cię, w takim momencie przerwać? Ech... Ciężkie jest życie z tb...

    OdpowiedzUsuń
  4. czekamy na drugą część!!!

    OdpowiedzUsuń