niedziela, 15 grudnia 2013

76. The chair.

*Harry*
    Siedziałem na bardzo, ale to bardzo niewygodnym krześle. Czy oni sobie w ogóle z tego zdają sprawę, jak bardzo te krzesła są niewygodne?! Boże, kto je kupił? Nie dałbym za nie nawet pensa… A ten smród? Coś strasznego. Mam nadzieję, że Lou nie będzie zmuszony jeść tutejszego jedzenia. Oni tu przecież trują ludzi! Ciekawe czy sami by tego spróbowali.
    Siedziałem na niewygodnym krześle. Narzekałem na cały świat. Na cały świat. Byleby tylko przez chwilę nie narzekać na samego siebie.
    Poprawiając się na niewygodnym krześle, zauważyłem coś kontem oka. O nie. Nie mówcie, że to wesoła brygada przyszła w odwiedziny! Muszę szybko zebrać myśli… Co im powiem? Prawdę. Tylko jak ubrać to w słowa, żeby się nie rozkleić?
-Hazz!-krzyknęła Alice.
Usiadła obok mnie i objęła ramieniem. Próbowałem zdobyć się na najmniejszy uśmiech. Sam nie wiem, co z tego wyszło…
-Czemu nie dzwoniłeś?-naskoczył na mnie Liam.
-To była ciężka noc, nie miałem głowy do telefonów.-powiedziałem to tak formalnie. Tak bezuczuciowo. Jakbym był premierem i przemawiał przed ludem.
-Ja tam nie wiem, nie znam się, ale chyba po to ma się przyjaciół.-bąknął Nialler, zajmując miejsce.
Chciałem coś odpowiedzieć. Z pewnością rzuciłbym jakąś głupią uwagę. Nie miałem ochoty z nimi gadać. Nie po tym wszystkim. Wolałem więc milczeć. Mowa jest srebrem, ale milczenie złotem…
-Harry, pogadaj z nami.-miałknęła Lena, trącając mnie w ramie.
-Przecież gadamy.-odparłem chłodno, po czym znów zapadła cisza.
    Nagle na szpitalnym korytarzu rozbrzmiał stukot obcasów. Jakby ktoś biegł. Normalnie nie zwróciłbym na to uwagi, ale mogła to być jakaś pielęgniarka. Ktokolwiek. Ktoś kto by mi coś powiedział. Wstałem przejęty.
    O matko… Ostatnia osoba, którą chciałbym teraz widzieć. Diana stanęła przy nas i zaaferowana zaczęła wymachiwać rękami. Niech stąd pójdzie. Inaczej sam ją wyprowadzę.
-Gdzie on jest?! Co się stało? Boże, ledwo tu dotarłam, przed wejściem jest ze 20 stacji telewizyjnych! Całe miasto huczy tylko o szpitalu, ale nikt nie wie o co chodzi. No odezwijcie się! Gdzie Louis?!
Dalej zachowywałem pionową postawę. Patrzałem jej prosto w oczy, szukając w głowie jakichkolwiek słów, byle się odczepiła.
-W dupie.-szepnąłem, opadając na to kurestwo.
    Ja byłem na maksa wkurwiony i ona też zaczynała być. Reszta przyglądała się nam bacznie. „Znowu się pokłócą?” Tak, znowu. To nie pierwszy raz i na pewno nie ostatni. Nie wiem co może zmienić tą niechęć, jaką ją darzę.
    W jej oczach zobaczyłem prawdziwy ogień. Skrzywiłem się lekko. Zresztą nie za bardzo mnie teraz obchodzi, czy ją obraziłem, czy nie.
-Posłuchaj Styles. Nie interesuje mnie to, za jaką dziwkę mnie masz. Naprawdę. Mam na to wyjebane. Mimo wszystko cię szanuję, bo jesteś mężem mojego przyjaciela. I w tej chwili masz powiedzieć nam wszystkim co wczoraj zaszło. Bo nie tylko my, ale miliony fanów umierają ze strachu o niego i nikogo, kurwa nikogo, nie obchodzą twoje fochy. Więc może łaskawie zdejmiesz maskę zbuntowanego chłopczyka i z nami porozmawiasz, co?
    Sprowadziła mnie na ziemię, to fakt. Są różne charaktery. Niektórzy są bardziej delikatni, a niektórzy szczerzy aż do bólu. Od nich słyszymy to, co prawdopodobnie wszyscy inni nie mają odwagi nam powiedzieć. Postawiłem się w ich sytuacji. Gdyby na przykład Niallowi się coś stało, a na moim miejscu byłaby Chris, chyba udusiłbym ją, gdyby nic nie chciała mi powiedzieć. Jestem frajerem. Ale krzesła są gorsze…
-Jest mi ciężko, bo to przeze mnie Lou wplątał się w niezłe tarapaty…-uśmiechnąłem się gorzko. Słowa mimowolnie wypływały z moich ust, a wszyscy słuchali mnie z uwagą i z szeroko otwartymi oczami.
-Co z nim jest teraz?-Zayn odezwał się pierwszy, po wysłuchanej historii.
-Sprowadzili specjalną maszynę, która… Która mu pomoże. A potem… Wróci do domu. Wszystko jest okej, naprawdę.-zapewniałem, choć sam nie byłem przekonany co do moich słów. Może chociaż trochę ich uspokoję i będą mogli wrócić do codziennych obowiązków.
-Dobra, to ja dzwonię do menadżera, odwołujemy wszystkie próby, nagrania i wywiady. Rzecznik napisze specjalne oświadczenie do mediów. A nie pomyślałeś o tym, żeby przenieść go do jakiejś… nie wiem, lepszej kliniki? Te krzesła są okropne!-jęknął Li.

*Alice*
    Nic nie widziałam. Zayn zasłonił mi oczy jakąś obleśną chustką w kwiatki i wsadził do samochodu. Chwilę zastanawiałam się, czy to nie aby jakieś porwanie. Na dodatek mi śpiewał jakieś głupkowate piosenki, zaśmiewając się co jakiś czas.
-Kochanie, dziś jest ślisko na drodze.
-Wiem, jestem ostrożnym kierowcą.
-Nie. Ty jesteś beznadziejnym kierowcą i zaraz nas pozabijasz!-zaśmiałam się, aby złagodzić fakt, że uraziłam jego męską dumę.-Może ja poprowadzę?
-Teraz ja jestem głową rodziny i ja będę prowadził. A po drugie to niespodzianka i masz nie wiedzieć gdzie jedziemy.-odpowiedział pewnie.-Ach i jeszcze jedno. Ty jesteś beznadziejną kucharką!
-Zayn!
-No co? Ty możesz, a ja nie mogę?
-Ale ty serio jesteś beznadziejny!
-Ty też!
-Och, spadaj idioto.-rzuciłam, chichotając, a zaraz po tym otrzymałam buziaka w policzek.
    Byłam lekko podenerwowana ze względu na Tomlinsona, ale siedzenie w tym śmierdzącym pomieszczeniu byłoby bezsensu. I tak dzisiaj nie ma możliwości spotkania się z nim. Pojedziemy jutro. O ile przeżyjemy tą podróż…
-Już jesteśmy na miejscu!-zawołał radośnie Zorro i wyskoczył z samochodu.
Fajnie. Tylko kurde szkoda, że ja nie wysiądę, bo mam zasłonięte oczy i brzuch jakbym miała urodzić dwa słonie. Ugh, bądź gentlemanem i otwórz przede mną te cholerne drzwi! Jakby na zawołanie zrobił to i podał mi rękę.
-Nie wiem co kombinujesz, ale robi się zimno.
-Spokojnie, zaraz będziemy w budynku.
-W budynku? Jakim?-ciekawość zżerała mnie w całości.
-Możesz ściągnąć opaskę.
Zanim dokończył ostatnie słowo ja już wszystko widziałam. To było… dziwne. Staliśmy przed ogromną budowlą, która robiła ogromne wrażenie. Tylko… co my tu robimy?
-O co chodzi?-spytałam oniemiała.
-To jest ta niespodzianka. Chodź do środka!-uśmiechnął się, ciągnąc mnie za rękę.
    Doprawdy, nie wiedziałam co się dzieje. Zayn otworzył jakieś drzwi, weszliśmy do środka, gdzie właściwie były tylko puste ściany. Na podłodze, w rogu leżały jakieś farby. Z drugiej strony widniały pocięte deski i narzędzia. Nie lśniło to również czystością. Wszystko było trochę zakurzone i od razu chciało mi się kichać. Co to do cholery…
-Nasz nowy dom, kochanie.-oświadczył z dumą w głosie.
-Słucham? Jaki dom?
-Pozwól, że ci wytłumaczę. Usiądźmy.-zaczął, przynosząc dwa krzesła.
Klapnęliśmy na nich, a on złapał mnie za ręce.
-Kocham cię. I będziemy mieć dzieci. Nie moglibyśmy dłużej mieszkać w jednym domu z chłopcami. Zrozum, będzie nas za dużo. A to nie byłoby odpowiednie miejsce do wychowywania. Więc zbudowałem dom.
-Ale jak to?-palnęłam głupio.-Gdzie oni będą mieszkać?
-Kochanie, kupili trzy inne domy w pobliżu. Kilka metrów od nas, okej?
-Nie wiem co powiedzieć…-odpowiedziałam, sparaliżowana.
-Spodoba ci się. Chodź, pokażę ci wszystko.-zawołał wesoło i poderwał się z miejsca.-Wiec tu jest salon…
    Najbardziej chyba zaimponowało mi mini studio nagraniowe. On na prawdę pomyślał o wszystkim. Ale coś mi tu nie pasowało. Coś było nie tak i widać to było po mojej minie. Pewnie spodziewał się, że będę skakać z radości. Jestem okropna…
-Coś nie tak?
-Zayn, ja… Też cię kocham i serio jesteś cudowny, tak jak ten dom…
-Więc?
-Nie umiem pogodzić się z tym, że już nie jestem dzieckiem. Tylko się nie śmiej!-ostrzegłam, lekko unosząc kąciki ku górze.
On po prostu uśmiechnął się szeroko i posadził mnie u siebie na kolanach, co chyba nie było przemyślaną decyzją. Poza tym po tym wyznaniu poczułam się głupio, mimo że powiedziałam to jemu. Chciał coś powiedzieć, ale go zwyczajnie zatkało. Boże, co on ze mną ma?
-No bo zobacz jak czas szybko leci.-zaczęłam.-Dopiero co miałam kilkanaście lat, chodziłam z Chris na imprezy, robiłyśmy głupoty, za które nie odpowiadałyśmy, mieszkałyśmy z rodzicami i miałyśmy wszystko w dupie. Zero zobowiązań. Potem się poznaliśmy, miałam osiemnastkę no i wtedy już z górki. Zaczęłam te pieprzone studia, zaczęłam śpiewać. Młodość przecieka mi między palcami. Albo przeciekła…
-Och, gadasz jakbyś miała 80 lat!
-Bo tak się czuję. Dzieci, dom, praca…
-I Zayn…
-Właśnie jeszcze on.
-Czas się jako tako ustatkować, kochanie.
Czy właśnie teraz mi się oświadczy? O mój Boże to chyba jest ten moment… Zbudował ten dom, zaraz będziemy mieć dzieci… Co ja mu powiem? Oczywiście, że się zgodzę. Czekam na tą chwilę odkąd pierwszy raz zobaczyłam go w X Factorze. Wyszczerzyłam się w duchu na samo wspomnienie. Wszystkie moje wnętrzności zaczęły ze sobą tańcować, a ja nie mogłam już usiedzieć na miejscu. Do tego wszystkiego dołączyły się bliźniaki. Ugh, chyba tu zaraz urodzę!
Spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się lekko. Prawie klęczał, właściwie to przy mnie kucał, trzymając mnie za rękę.
-Kopią?-spytał, kładąc dłoń na moim brzuchu.-Jeszcze miesiąc, czekajcie chwilkę! Wiem, że spodobał wam się wasz pokoik, ale spokojnie.
-Do którego tatuś będzie chodził w nocy, aby was uspokoić.
-Ale wy i tak zawołacie mamę, prawda?
-Ugh, chyba śnisz! Jesteś w gorszej sytuacji, bo mam głębszy sen.-zaśmialiśmy się oboje.
-Jest jeszcze coś…-spoważniał, zmieniając pozycję.
-S-słucham.-wydukałam, a moje nogi zaczęły mimowolnie drżeć. Co ten człowiek ze mną robi?!
-Nie wiem… Nie wiem jak ci to powiedzieć.
Dalej, to nie takie trudne! Zaledwie kilka słów. Nie wstydź się, wiesz, że za bardzo cię kocham, żeby się nie zgodzić. Zrób to, zanim będziemy musieli jechać na porodówkę!
-Chodzi o to… Widziałem się z Demi.
-Słucham?-co? co co co co co co co. CO?!

*Zayn*
-To było dziś, kiedy wyskoczyłem do sklepu. Jak wróciliśmy ze szpitala.-odpowiedziałem, oddychając ciężko. Byłem przerażony.
-Kochasz mnie?-spytała.
Wstała i zakryła drobnymi dłońmi twarz. Również się podniosłem, aby spojrzeć w jej oczy. Chyba będzie płakać… Och, gdybym wiedział jak to na nią zadziała, nie mówiłbym o tym. Przynajmniej nie teraz. Założyłem jej pasemko za ucho, zastanawiając się, co odpowiedzieć. To chyba nie czas na sarkazm, ani na „oszalałaś?”.
-Tak. Kocham cię.
-Ja po prostu myślałam… Nieważne. Jak to się stało? Powinieneś bardziej uważać.

    Jajka, mleko i jakiś sok. Ah, no i ziemniaki. Cały czas byłem zdekoncentrowany. Loui zawsze się w coś wplącze… Jest taki od kiedy go znam. Od kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, na bootcampie. Razem z Hazzą podkradali ciastka, które były przygotowane na małe przyjęcie, właściwie takie zebranie ważnych osobistości. Robili to tylko i wyłącznie dla zabawy i adrenaliny, gdyż to były najohydniejsze słodycze, jakie przyszło mi spróbować. Biegali po wszystkich korytarzach jak opętani, chowając łupy w dziwnych miejscach, jak np. koszach na pranie, czy w toalecie… Za którymś razem rozdzielili się i urządzili konkurs, komu uda się schować ich jak najwięcej oraz tak aby nikomu nie udało się ich znaleźć. Lou wszedł do wentylacji. Już nie wyszedł. Wszyscy uczestnicy zaczęli go szukać, jednak on był mistrzem w chowanego. Dopiero po trzech godzinach usłyszeliśmy walenie w rurach. Strażacy rozwalili wszystko, aby go wydostać. Zaklinował się, a wychodząc, skręcił nadgarstek. Tommo-mój mistrz.
    Bałem się trochę iść do większego hipermarketu, więc wybrałem Lidla. Sięgnąłem po koszyk i przemierzałem przez kolejne regały. Przystanąłem na chwilę przy półce z misiami. Były śliczne, doprawdy. Miłe w dotyku i do tego miały przyszyte serduszko. Trzymałem jednego z nich przez krótki czas, przyglądając się uważnie.
-Gdybym to ja miała takiego dostać, ucieszyłabym się. Mimo, że kosztuje tylko 4,5£. Nigdy nie byłam materialistką.-usłyszałem damski głos za sobą, w zasadzie to był szept.
Skamieniałem. Przypominał mi coś. Coś złego. Nie chciałem się odwracać, ale dalej czułem, że ona tam stoi. Niech idzie. Niech się odsunie!
-Zayn, popatrz na mnie. Przecież cię nie ugryzę. Przynajmniej nie tu…
Obróciłem się gwałtownie, patrząc na jej diabelskie oczy, które przeraziłyby nawet demonologa.
-Spieszy mi się.
-Pozdrów Louisa. Mam nadzieję, że z nim już lepiej.
-To twoja sprawka?-wysyczałem przestraszony.
-Pozdrów go. Ah, i kup tego misia. Idealny na zaręczyny, prawda? No chyba, że już to zrobiłeś, zaręczyłeś się. Nie? No pochwal się!
-Zamknij się.-rzuciłem zirytowany. Odłożyłem pluszaka, którego ściskałem do tej pory i ruszyłem do kas.
-Gra trwa, Zaynni.
-Chyba, że wcześniej zamkną cię w psychiatryku.
-Chyba, że wcześniej cię zaliczę.

    Gdy już opowiedziałem wszystko Lenie, oczywiście omijając temat zaręczyn, zaczęliśmy się ubierać. Inaczej wyobrażałem sobie ten dzień. Obudzę ją pocałunkiem, zjemy pyszne śniadanie, a potem pokażę jej coś, co tworzę pół roku. Coś co udowodni jak bardzo mi na niej zależy, na naszej rodzinie… Myślałem, że będzie nareszcie szczęśliwa, po tym wszystkim co przeszła. Co ja mam jeszcze kurwa zrobić? Teraz wychodzimy stąd, w sumie pokłóceni.
-Ja… um… Nie pokazałem ci jeszcze czegoś.-wybąkałem.
-Okej, chodźmy.-westchnęła niezadowolona.
    Zeszliśmy kilka schodków pod ziemię, gdzie znajdywał się pokój, który jako jedyny jest w pełni dokończony. Może to trochę głupie, nie wiem. Ale chciałem, żeby wszystko było tak jak ona to sobie wymarzyła. Przed nami ukazała się mini siłownia, a przy niej basen.
-Wow.-szepnęła, przyglądając się wszystkiemu dokładnie.
-Marzyłaś o takim czymś. Kiedyś, w nocy, na plaży, po naszym pierwszym razie mówiłaś mi jak wygląda twój wymarzony dom. Dodałaś „Ah i koniecznie musi tam być siłownia. I basen”. Nie chcę wywierać na tobie żadnej presji. Mogę go sprzedać, to nie problem.
-Nie chodzi mi o to, żebyś go sprzedawał, bo jest cudny. I nie sądziłam, że wtedy naprawdę mnie słuchałeś.-zachichotała.-Po prostu trudno będzie mi się przyzwyczaić do pustego salonu, bez kłócącego się Larrego, Liama, który cały czas nam o czymś opowiada, najczęściej o czymś bezsensownym. Jak mogłabym zapomnieć o pierdzącym i bekającym Niallu.
-Kochanie, nie zrywamy z nimi kontaktu. Będziemy się odwiedzać. Za pewne częściej niż często. A dom będzie oblegany przez nowych lokatorów. Więc jest ok.?
-Bardziej niż ok.-uśmiechnęła się promiennie, co od razu poprawiło mi humor.
    Nie wiele myśląc wziąłem ją w ramiona, na co zapiszczała radośnie. Powoli i niepozornie zbliżałem się do krawędzi basenu, czego ona chyba nie była świadoma. Nagle w całym pomieszczeniu słychać było tylko chlust, a spokojna tafla wody rozszalała się jak opętana. Ostatnie co słyszałem to jej krzyk.
-Malik, debilu!-uderzyła mnie w głowę, lecz nie mocno. Bardziej skupiała się na utrzymaniu się na powierzchni.-Jestem w ciąży!
-Sama mówiłaś, że chciałabyś zrobić coś głupiego.
-Nie powiedziałam tak!
-No, może nie dosłownie…
-Boże, ale ty jesteś głupi…-zaśmiała się mimo wszystko i podpłynęła do drabinek.
-Czekaj.-zatrzymałem ją.-Skoro już tu jesteśmy to możemy się trochę przepłynąć…
-Weź ty się lecz, bo…-zamknąłem jej niewyparzone usta pocałunkiem, przyciskając ją do ścianki.
-Dobra, możemy wyjść, ale i tak nie wrócimy do domu w takim stanie.
-Ja nie wiem, jak ty w ogóle zdałeś szkołę, kapucynie.
-Więc musimy się chyba rozebrać i poczekać aż ciuchy nam wyschną, tak?-wyszczerzyłem się.-Zacznij już, a ja polecę po koc do auta.
    Po chwili siedzieliśmy na jedynej kanapie w domu, opatuleni miękkim materiałem. Mebel był jakiś stary i brzydki, wstawiony tu tymczasowo, dla robotników. Alice miała minę jakby chciała mnie zabić, ale w duchu się śmiała. Cieszyła się. Czułem to. Złapałem ją za rękę, lecz w dalszym ciągu nie przerywaliśmy ciszy. Miałem tak straszną ochotę ją pocałować, a to, że byliśmy w samej bieliźnie tylko podkręcało atmosferę. Zrobiłem to w końcu. Wymierzyłem kilkusekundowego całusa w jej usta. Potem w szyję, ucho, ręcę, dekolt, wszędzie. Ona tylko chichotała, bo przy okazji ją łaskotałem. Zawsze śmieszy mnie fakt, jaka jest delikatna. Nawet najmniejszy dotyk ją drażni. W mgnieniu oka zmieniliśmy pozycję na bardziej leżącą, ponownie łącząc nasze usta. Miała dłonie wplecione w moje włosy, a ja szczypałem ją w pośladki, żeby ją trochę powkurzać. Zacząłem powoli ściągać ostatnie części jej garderoby, lecz mnie powstrzymała. Spojrzałem pytająco, podpierając się na łokciu.
-Złaź ze mnie stary zboku.-jęknęła tylko.
-Ale…
-Czy ty nie widzisz, że jestem w 8 miesiącu mnogiej ciąży? Żadnego seksu przez najbliższe 2 miesiące, kochanie.
-Dobrze, nie denerwuj się.
-Bęcwał…-rzuciła, co chyba miało być wyzwiskiem.
-Wiesz jak ślicznie wyglądasz w 8 miesiącu mnogiej ciąży?

-Oh, zamknij się.
__________________________________________________________

Wiem, że jestem straszna. Przepraszam, że ostatnio słabo idzie mi z dodawaniem rozdziałów. Przepraszam, naprawdę. Ale wiecie, szkoła, teraz poprawianie ocen i w ogóle. Teraz siedzę w niedziele do późna i nie odczuwam tego, że rano nie będę w stanie wyłączyć budzika xd
Jeszcze chyba tylko 2 rozdziały i przerwa. Chyba będzie trwała ok. miesiąca. A potem ruszamy z 2 częścią. Co wy na to? Tak jak już mówiłam; będzie ona pod innym adresem i będzie miała o wiele mniej rozdziałów niż jest tu. Ale to będzie takie dopełnienie fajne ;) Ah, no i akcja będzie toczyła się kilka lat później.
PS macie już gotowe prezenty dla rodziny/przyjaciół? + o co poprosiliście mikołaja?
Ja nie mam mikołajek klasowych bo moja klasa nie chciała ;c ale losowałyśmy między sobą z przyjaciółkami i prezenty damy sobie na wigilii naszej, którą robimy co roku ;)

3 komentarze:

  1. Boskie. *-* Niech Zayn w końcu się jej oświadczy. To tak uszczęśliwi Alice.. Czy już mówiłam że jesteś dla mnie mistrzynią? <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominuję cię do Liebster Award :D
    http://what-can-you-lose.blogspot.com/2013/12/liebsten-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj nominuje cię do Liebster Award :)
    Pytania na moim blogu :
    http://angel--fanfiction.blogspot.com/2013/12/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń