niedziela, 24 listopada 2013

74. Sneez!

*Alice*
    Droga do szpitala, który był za rogiem minęła błyskawicznie i w ciszy. Nawet gdybym wiedziała co powiedzieć, wstydziłabym się. Jakie słowa były właściwe w takim momencie? Musimy wyjaśnić sobie tak wiele, że nawet nie wiem od czego należałoby zacząć… Poza tym, karetka nie jest do tego odpowiednim miejscem.
-Właściwie to nic pani nie jest. Ten lęk nie spowodował żadnych stałych urazów, tylko lekko panią przewiało, więc przyda się kilka leków na wzmocnienie.-oznajmił mi lekarz, gdy leżałam wykończona po milionach badań.-Tu jest recepta. Można wykupić je u nas, na parterze.
-Okej, to czekaj tu, kochanie. Ja polecę do tej apteki i zaraz po ciebie wrócę. I możemy jechać do domu, tak?-zwrócił się jeszcze raz do doktora.
On do mnie powiedział ‘kochanie’?! Kochanie?! Z całych sił starałam się nie jarać jak głupia, ale było to trudne. Tak jakbyśmy wrócili do siebie. Tak jak kiedyś...
-Najlepiej zostać w nim aż do porodu.-rzekł, a ja zamarłam. What are you pierdoling about?-Oczywiście w przenośni. Proszę się po prostu nie przemęczać, raczej nie pracować i w ogóle uważać na siebie. Widzimy się na następnej wizycie!-przypominając, pożegnał się. Miał naprawdę przyjazny uśmiech, który poprawiał samopoczucie pacjentom.
    Posadził mnie na wózek inwalidzki. Pchał do windy. Bylibyśmy w niej sami, gdyby nie jeden malec z mamą. Szeptał do niej, że jestem niepełnosprawna i taka gruba… Ona natychmiast obrzuciła mnie dokładnym spojrzeniem i uśmiechnęła się pod nosem. Tak, naśmiewajcie się z mojego ogromnego brzucha, proszę bardzo. Obejrzałam się na Zayna. Uśmiechał się i widziałam, że powstrzymywał śmiech. Ehh, walnęłabym mu, gdybyśmy się nie pokłócili, a teraz nie byli w trakcie godzenia…
    To było takie niezręczne. Siedzieliśmy w samochodzie odsunięci od siebie, jak obcy. Nawet kierowca siedział cicho. Na początku zapytał tylko, czy ma jechać do domu.
-Tak, do domu…-odpowiedział mu Zay, wpatrując się we mnie, lecz ja bacznie wyglądałam na ulicę.
Czułam się zażenowana. Jakbym nie miała gdzie iść i była bezdomnym. Jakby nie miał mnie kto przygarnąć. Taka ciężarna porzucona żebraczka, Boże…
    Mój żołądek przewrócił się o 180 stopni, gdy auto zatrzymało się przed domem. Znałam go bardzo dobrze. W końcu spędziłam tu kilka dobrych lat… Mimo, że wiele podróżowałam po globie, to zawsze tylko tu czułam się dobrze. Tylko w naszym łóżku mogłam się wyspać. Tylko wtulając się w niego. A rano schodziłam na dół, czując zapach jedzenia, które przyrządzała Chris lub Nialler. Na samą myśl, że właśnie do tego wracam, miałam ochotę skakać jak małe dziecko. Zayn szedł za mną, ale przed drzwiami przepuściłam go, aby je otworzył. Popatrzył na mnie jak „Hej, ty też tu mieszkasz, możesz to zrobić!”, ale jednak sam pociągnął za klamkę. Na wejściu zastaliśmy Christinę krzątającą się w kuchni wraz ze swoją miłością, Liama oglądającego coś w TV i Larrego malującego farbami po swoich twarzach. Dzieciuchy… Generalnie, codzienny widok. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, doprawdy. Do kogo podbiec i się przytulić? Oczywiście podbiec w moim wykonaniu to podejść w prędkości żółwia, poruszając śmiesznie nogami i trzymając się za brzuch. Obróciłam się na chwilę do Malika, jak gdybym  nie znała tych wszystkich ludzi i się wstydziła. Wtedy usłyszałam już tylko pisk. I mocny ucisk od tyłu. Obracając się zauważyłam naturalnie moją przyjaciółkę.
-Przepraszam cię za tamto…-wyszeptała mi.-Nareszcie jesteś!
Za nią już całe stado, łącznie z Louisem który nadał mojej twarzy trochę kolorów. Wszyscy coś mówili, co wiązało się z tym, że niczego nie zrozumiałam. Tylko kichałam. Pociągałam nosem. Kaszel też miałam… Uroki przeziębienia.
-Jesteś chora?-Liam dopchał się do mnie, kładąc mi rękę na czole.
-Tak, jest.-odpowiedział za mnie Zorro.-Więc teraz idziemy na górę odpocząć, a potem zjemy razem jakąś kolację.
    Bałam się. Tak cholernie się bałam zostać z nim sam na sam. Bałam się tej rozmowy. Bałam się prawdy. Bo powie mi prawdę, prawda? Wręcz sparaliżowana, wchodziłam po schodach, podtrzymywana przez niego. Za sobą słyszałam szepty reszty. Dziwi mnie, że LouLou i Hazz ukrywali się tyle czasu, a teraz nie umieją powiedzieć czegoś, żebym tego nie usłyszała. Paradoks.
-Tylko błagam, nie przeraź się…-rzekł Zayn przed naszą sypialnią, a ja trzęsłam się jeszcze bardziej. Co znowu?!
    Ubrania były wszędzie. Tak jak i śmieci. I cała zastawa stołowa. I nawet na żyrandolu coś wisiało. Dobra, sam sobie to będzie sprzątał. Nie mój problem… Ugh, okej, i tak mu pomogę. Sięgnęłam po czarny t-shirt, który zagradzał mi drogę i zaczęłam go składać. On natomiast, wyrwał mi go z ręki.
-Przestań. Usiądź tu sobie, a ja szybko ogarnę.-uśmiechnął się słabo, sadzając mnie na moim wymarzonym, wiszącym fotelu, o który niegdyś wykłócałam się cały tydzień, uprzednio ściągając z niego różne rzeczy.
Oby robił to jak najdłużej, błagam!
    On chyba też nieźle bał się tej rozmowy. Przeciągał to na tyle, że nawet pościel zmienił. Inna sprawa, że on kompletnie nie umie zmieniać pościeli… Może jeszcze tam nie lśniło, ale wyglądało o wiele lepiej. Przyjaźnie i dostatecznie jak na pokój kobiety w mnogiej ciąży. Jednak dalej nie miał zamiaru usiąść w spokoju. Zaczął czegoś szukać, aż w końcu całą swoją uwagę skupił na mnie.
-Jak się czujesz?
-Dobrze… To znaczy troszkę kicham.-dodałam, czynem potwierdzając moje słowa.
-Okej, weź te leki.-podał mi garść opakowań.-Ja zrobię ci gorącej herbaty, takiej z cytryną i może prześpij się jeszcze. A chcesz coś zjeść? Kiedy ostatnio coś jadłaś? Gdzie ja położyłem te kropelki na katar…
Uśmiechnęłam się pod nosem widząc go takiego… W ogóle go widząc. On był taki idealny. Nawet na chwilkę zapomniałam o tej całej sprawie, którą musimy omówić.
-Zay.-złapałam jego nadgarstki.-Uspokój się wreszcie. Nie umieram i zaraz wezmę leki, ale jest coś, czego nie możemy dalej przekładać. Nie mogę odzywać się do ciebie normalnie, mówić do ciebie "kochanie', przytulać cię, póki czegoś sobie nie wyjaśnimy, tak?
-Tak…-spuścił wzrok, opadając na łóżko.
Pociągnął mnie za rękę za sobą. Siedziałam tak blisko niego i w głębi duszy nie chciałam, żeby się odzywał. Nie chcę wracać do tego wszystkiego, skoro mam go przy sobie. Jednak wolałabym uniknąć wszelkich niedomówień. Ehh, mogę po prostu iść spać, albo nie wiem, zjeść coś? Zjadłabym Subwaya. Ostatnio wprowadzili nowe kanapki, tuńczyk i jajko z takim dziwnym sosem. Świetnie się komponuje. Więc to chyba lepsza opcja, niż siedzenie tu i gadanie…
-Więc…
-Teraz będę mówił, ale mi nie przerywaj. Opowiem ci wszystko co robiłem w ciągu tego miesiąca…
-Słucham...-rzekłam cicho, nie będąc przekonaną co do tej rozmowy.
-Załamałem się, bo tak naprawdę sam nie wiedziałem, co stało się tamtej nocy. Wtedy przyszedł do mnie Alex i powiedział, że daje mi 10 dni.
-10 dni na co?
-Nie przerywaj. 10 dni na wyjaśnienie wszystkiego, miał mi pomóc cię odzyskać. Nie wiedziałem od czego zacząć. Najpierw poszperałem w Internecie o tym wszystkim, następnie dowiedziałem się gdzie mieszkasz. Potem zhaczyłem kelnera, który powiedział, że po wyjściu z After Party byliśmy w klubie oraz tamte trzy dziewczyny przekupiły ich, żeby milczeli. Znalazłem ten Pub i okazało się, że pracuje tam brat jednej z dziewczyn. Dalej zająłem szukanie dillera. Jasne dla mnie było, że to nie tylko alkohol tak na mnie zadziałał. Nie mogłem przecież wypić aż tyle, żeby kompletnie nic nie pamiętać. Jednakże stopniowo przypominałem sobie fragmenty tamtej nocy, co również mi pomogło. No i dalej troszkę mi nie szło i miałem moment załamania i…
-Przyszedłeś do mnie, kompletnie schlany. Jak świnia, Malik. Powiedziałeś, że cię zdradzam i coś o Larrym i…-ugryzłam się w język w ostatniej chwili. Przecież nie powiem mu, że poprosił mnie o rękę! Nie ma opcji. Poczuje się nie zręcznie, że powinien to zrobić. Skoro nie chce to nie…
On gdy to usłyszał, wyglądał jakby dostał w twarz i spojrzał mi głęboko w oczy, cały przerażony.
-Wrócimy do tego później… W dalszym ciągu szukałem dillerów. Byłem chyba w każdym klubie w Londynie. W jednym z nich spotkałem Samantę-jedną z tych… kobiet. Okazało się, że mieszka naprzeciw ciebie…-powiedział ciszej, a moje oczy osiągnęły chyba wielkość spodków.
-Żartujesz, tak?
-Niestety nie.
To dlatego spotkałam tam wtedy Alexa? On wcale nie czekał całą noc, aby mnie szpiegować… Od początku ta wersja mi nie pasowała.
-Wracając do tematu, to nie dowiedziałem się nic nowego. Byłem na cmentarzu u twojej mamy i spotkałem cię. Wyglądałaś tak ślicznie… Więc poleciałem wysłać ci róże.
-Jakie róże?-spytałam zdziwiona. Jedyne kwiaty, które otrzymałem to te od Briana…
-166 błękitnych róż. Niebieskie róże oznaczają wierność.
-Czemu aż tyle?
-Wtedy minęło 166 godzin bez ciebie, wiesz?
Taki Zayn mnie rozbraja. Taki Zayn sprawia, że chce mi się płakać ze wzruszenia. Szepczący nieśmiało rzeczy, których nie usłyszałam nigdy od żadnego faceta. I był na cmentarzu, widział mnie kiedy spieszyłam na pseudo randkę z Brianem. Czyli, że on wysyłał mi kwiatki i walczył o to, aby mnie odzyskać, a ja dobrze bawiłam się w towarzystwie innego faceta? Łzy naszły mi do oczu, a w gardle utworzyła się gula, której nienawidzę.
-Nie dostałam ich.-westchnęłam, nie chcąc mówić nic więcej. Jeszcze chwila, a znów bym ryczała.
-To teraz nie ważne.-spojrzał na mnie dosadnie-Twój brat powiedział mi, że zabiera mnie na jakąś akcję. Pojechaliśmy po broń i mieliśmy zaatakować głównego winowajcę, ale przypomniałem sobie o czymś bardzo istotnym…
-Jaką broń? W coś ty się wplątał?!-denerwowałam się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym przez niego słowem. Co się w ogóle stało?
-Słuchaj dalej, kochanie.-o mój Boże, znów użył tego słowa!-Te dziewczyny były przez kogoś wynajęte i nagrywały całe nasze spotkanie, które odbyło się w tym apartamencie, sąsiadującym z twoim. Chciałem za wszelką cenę odzyskać to nagranie, bo wiesz… Ono udowodniłoby ci, że jestem nie winny. No, przynajmniej nie tak całkiem. I pojechaliśmy tam. Wdarliśmy się do ich mieszkania, a one uciekły na dach. Alex za nimi. Ja zostałem w środku i szukałem tej pieprzonej płyty i właśnie wtedy mnie porwali…
-Słucham? Zay, ty słyszysz co mówisz?
-To Demi.
-Co?!
-Demi Lovato nasłała na mnie te dziewczyny, aby wyszło, że cię zdradzam i żebyśmy się rozstali.
Nie rozumiem. Mój mózg powoli przestaje przyswajać te wszystkie informacje. Demi Lovato chciała zniszczyć nam związek, tak? Ale po kiego muchomora? Przecież ona jest taka kochana… Tyle razy nam pomogła. Bardzo pomogła Chris… Nie wierzę. Albo on się przejęzyczył, albo ja się przesłyszałam, albo to w ogóle jakiś sen. Zmęczenie. Tak, to jest to. Zmieniłam pozycję na leżącą i przyglądałam mu się bacznie. Wygląda na poważnego.
-Zayn, ale…
-Uwięziła mnie w piwnicy i powiedziała, że wypuści gdy oddam płytę. Nie chciałem jej oddać, żeby dać ją tobie. W końcu to o to walczyłem te wszystkie dni.-zaczął mówić jak opętany, zdenerwował się. Po tym jak go znam albo czuje się winny, albo się boi.
-Spokojnie…
-Nie wiedziałem co robić, bo ona chciała cię skrzywdzić, a ja nie mogłem się wydostać…-dokończył ciszej, a ja zamarłam.
Sądził, że jeśli nie da mi dowodu, nie uwierzę mu. I pewnie bym mu nie uwierzyła. Ale ze mnie suka… On zrobił tak wiele, by mnie odzyskać. Tymczasem ja myślałam, że zabawia się w najlepsze i zrezygnował ze mnie. Już mnie nie chce. A ja starałam się sobie wmówić, że nie chcę jego.
-Oddałeś ją w końcu?-spytałam, tłumiąc w sobie uczucia, które rozszarpywały mnie od środka.
-Twój brat po mnie przyjechał. I mnie uwolnił. Uciekłem. Zdążyła mnie jeszcze postrzelić, ale to nic takiego. Dziś zostało po tym małe zadrapanie.
-Gdzie?-usiadłam gwałtownie, wyprowadzona z równowagi.
-W ramię, to nie ważne.-chwycił moje barki, by położyć mnie ponownie.
-Spójrz mi teraz w oczy i powiedz, że to wszystko prawda.-rzekłam, nie wierząc. No błagam. Takich rzeczy to nawet na filmach nie ma. Poza tym, po co Dems miała niby to robić?
-Proszę, obejrzyj.-wręczył mi zmaltretowaną kopertę z płytą.
Wyciągnęłam ją ze środka i obejrzałam dokładnie. Widniał na niej napis „Zayn”. To było… Straszne. I że tam jest nagranie, jak te dziewczyny coś z nim robią tak? Nie rozumiem. Więc dlaczego mam to oglądać. Jakoś nie mam ochoty na takie seanse…
-Co na niej jest?
-Sama zobacz.
-Nie, Zayn. Chcę to usłyszeć od ciebie.
-Tam jest nagrane jak mnie całują i rozbierają i mówią, że muszą to nagrać i…
-I?
-I nic poza tym. Właśnie chodzi o to, że nic się nie wydarzyło. Tylko mnie całowały. A ja byłem nieprzytomny. Sprawdź.
Nie pewnie przyglądałam się chwile plastikowemu krążkowi. Obracałam w palcach. Czyli o to walczył Zayn tyle czasu, był porwany, postrzelony… tak? Posłał mi pytające spojrzenie. A ja… Ja po prostu ją połamałam. Nie chciałam tego widzieć. Po prostu nie chciałam oglądać mojego nieprzytomnego chłopaka, którego liżą jakieś dziwki. Po co mi to?

*Zayn*
    Patrzyłem na nią oniemiały. Co ona właśnie zrobiła? Co tu się do cholery dzieje? Tyle przeszedłem dla tego małego gówna, a ona je zniszczyła? I znów będzie obrażona? Co jeszcze mam zrobić?
-O co chodzi?-w moim głosie dało wyczuć się nutkę wkurzenia. Wzdrygnęła się gdy to usłyszała. Chyba miałem prawo. Tyle o to walczyłem… Z drugiej strony, oddałem to jej. Mogła zrobić z tym co chciała...
-Ufam ci, Zayn.
-A wcześniej mi ufałaś?
-Chciałam, ale z każdym dniem wyglądało to coraz gorzej. Sam przecież nie znałeś prawdy.
-Czyli wszystko wróci do normy?
-To wszystko co miałeś mi do powiedzenia?
-Nie.-zaprzeczyłem, a ona posłała mi pytające spojrzenie.-Bo siedziałem u tej Demi, pod ziemią i… Ona miała dla mnie propozycje.
-Jaką?-spytała, jakby od niechcenia. Nie spodziewała się, co zaraz usłyszy.
-Że jeśli się z nią prześpię, wypuści mnie oraz pozwoli zatrzymać płytę. Udowodniłbym ci, że cię nie zdradziłem, tak naprawdę cię zdradzając, rozumiesz? I ona się rozebrała i się całowaliśmy. To znaczy ona mnie całowała. Ale zaraz potem poszła. Do niczego nie doszło, oczywiście.
    Wstała, obracając się do okna. Chyba była w szoku. Nie dziwie się. Tyle strasznych informacji naraz, to niezbyt dobry pomysł, szczególnie dla kobiety w ciąży. Nie wiedziałem co powiedzieć. Przepraszam? Również się podniosłem, podchodząc do niej powoli. Jeśli znowu się obrazi na miesiąc, to nie wiem co zrobię. Schowałem twarz w dłoniach. Mam dość! Po prostu mam dość...
-Czemu nie dałeś mi tej płyty od razu?-odwróciła się, po czym zauważyłem łzy na jej twarzy.
-Chciałem i dzwoniłem, ale odebrał twój chłopak mówiąc, że nie chcesz ze mną gadać.
Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę. Zrobiła 2 kroki, przybliżając się do mnie. Złapała za brzegi mojej dżinsowej kurtki. Zawsze tak robi, gdy jest zdenerwowana.
-Całowałam się z nim, wiesz?
Au. Zabolało. Jednak nie mam najmniejszego prawa mieć o to pretensji. Mogłem się w zasadzie tego spodziewać. Spędzali razem tak wiele czasu… W zasadzie powinienem być mu wdzięczny, że się nią zajął, gdy ja tego nie robiłem. Mam kompletny mętlik w głowie. Czemu to wszystko jest takie pojebane?
-Skończmy z tym. To nie ma sensu.-odpowiedziałem, po dłuższej chwili.
-Z nami?-spojrzała na mnie, a kolejne łezki zapełniały jej śliczne oczy.
-Oszalałaś, głuptasie? Nie wywlekajmy już całej przeszłości, zostawmy to. Mam dość. Bądźmy szczęśliwi, hm?
-Mogę cię przytulić?-spytała, dalej ze smutkiem na twarzy.

    Głupio poczułem się, gdy o to zdanie wyszło z jej ust. Zabiłbym dla niej siebie i resztę populacji. Myślę o niej bez przerwy. Zrywam się rano żeby zrobić zakupy na śniadanie. Czasem po 2 koncertach dziennie śpię 2 godziny, aby móc się z nią zobaczyć lub pogadać na Skype. Wiem o niej wszystko, a ona wie wszystko o mnie. Stale piszę dla niej piosenki, których nigdy nie widziała, ale kiedyś zobaczy. W dniu gdy jej się oświadczę, odśpiewam jej wszystkie dzieła. Bo kiedyś to zrobię, na pewno. Teraz nie mogę, lecz kiedyś przysięgnę jej oficjalnie, że będę u jej boku do śmierci i jeszcze dłużej. Przecież za niecałe 2 miesiące urodzi mi dzieci. Na samą myśl o nich, czułem coś dziwnego w brzuchu. Nie wierzę, że już niedługo będą się tu krzątać 2 maluchy. Nasze. Takie tylko nasze. Będą połączeniem jej i mnie. Będą płakać w nocy, a my będziemy się kłócić kto ma wstać. Będziemy je karmić, kąpać i przebierać razem. A gdy już zaczną raczkować, będziemy biegać za nimi we wszystkie strony. I będziemy je kochać najbardziej na świecie. Tak jak siebie. Na zawsze. Więc dlaczego ona zapytała, czy może mnie przytulić?
__________________________________________________________

Ten rozdział może jest taki nudnawy, ale jest przypomnieniem co działo się ostatnio. Bo ogólnie to planowałam, że oni się będą kłócić jakieś hmm 3 rozdziały. Skłóciłam ich pod koniec czerwca. Minęło 20 rozdziałów. 20. Czaicie? Pozdro dla mnie, rili. Mam nadzieje, że nie jest bardzo chaotyczny.

PS Wgl aaaaaa 1dday! Ale mam takie poczucie winy, że mam ochotę się powiesić, bo spałam akurat u koleżanki i tak oglądałam to 1 okiem. Dopiero jak koleżanki poszły spać o 1 to ja to oglądałam i poszłam spać po 4 ;p Tak ryczałam, że aż się o siebie bałam. I dalej mam ochotę. To oczywiście łzy szczęścia, że jestem tu gdzie jestem, z nimi. A jak u was? 

3 komentarze:

  1. Matko jaki zaje****y!!! wcale nie nudny!! <3 kocham go! kiedy next? proszę jak najszybciej i jakiś dłuuugi! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Pogodziłaś ich w końcu! Kocham Cię skarbie! ^^ Tyle na to czekałam.. I czekam na kolejny rozdział kochana. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nominowałam Cię do liebster Awards! Więcej informacji na moim blogu : http://shesnotafraidbecouseonedirection.blogspot.com/ .
    RiDa

    OdpowiedzUsuń