niedziela, 10 listopada 2013

72. Placki po węgiersku!

*Zayn*
    Gdy się obudziłem, czułem ból, głód i zimno. Nie było fajnie… Powieki mi się sklejały, nie mogłem otworzyć oczu. Tak bardzo chciałem wiedzieć gdzie jestem. Nie mogłem. Słyszałem jakiś głos. A może tylko mi się zdawało? Nie wiedziałem do kogo mógłby należeć. I przede wszystkim, czy chce mnie zabić, czy dziwnym trafem nie…
-Zen, słyszysz?! Musisz się obudzić! Zen! Błagam, powiedz coś! Zen, dzwonie na pogotowie, jeśli w tej chwili nie dasz cholernego znaku życia.
Chciałem coś powiedzieć, ale to okazało się jeszcze bardziej niemożliwe. Wtedy poczułem, jak strasznie zaschło mi w gardle. Agh, powinienem coś zrobić. Postarałem się ruszyć tą nie bolącą ręką. Przyłożyłem ją do twarzy, starając się zmusić się do całkowitej pobudki. Zamrugałem kilkakrotnie, przywracając się do normalności. Widząc Alexa, upewniłem się co do moich przypuszczeń. Uff, czyli jestem już po dobrej stronie mocy.
-Boli.-jęknąłem.
-Jedziemy do szpitala?-sam nie wiedziałem czy spytał, czy oznajmił.
-Nie, co ty…-zaprzeczyłem, choć sam nie byłem do końca pewien.
Podał mi rękę, aby pomóc usiąść na tylnim siedzeniu jego auta. Powoli dochodziłem do siebie psychicznie i fizycznie, ale nadal nie mogłem sobie przypomnieć co mi właściwie jest. Próbowałem zdjąć kurtkę, aby obejrzeć zranioną rękę. Mój szwagier z zapałem zrobił to za mnie, widać było że sam był przerażony. Lecz tragedia zaczęła się dopiero wtedy. Spostrzegłem, że cała ręką była zakrwawiona.
-To od postrzału. Ale kuli nie ma. Właściwie to tylko cię drasnęła.-zaczął tłumaczyć, gdy posłałem mu pytające spojrzenie.
-Chyba trochę bardzo.
-Oh, nie przesadzaj. Ta krew się tylko rozmazała. Czekaj, może zadzwonię po moją ciocię. Mieszka niedaleko, jest pielęgniarką.
-Może jednak do szpitala…
-To zbyt ryzykowne.
Jego słowa dochodziły do mnie jeszcze jakieś 3 minuty. Bo ktoś mnie postrzelił, tak? Ale kto? I właściwie to gdzie my jesteśmy? Nigdy nie słyszałem o jakiejś cioci Alice… Eh, co się tu dzieje…
    Po 15 minutach byliśmy w jakimś dziwnym, żółtym domu. Otworzyła nam około 40-letnie, zadbana kobieta. Wyglądała na paniusię, ale okazała się bardzo miła i troskliwa. Ucieszyła się, że mnie poznała. Być może nie słyszała o całej aferze, przez którą chyba nikt nie cieszy się na mój widok.
-W co się wplątaliście?-spytała surowym głosem, przemywając ranę.
-Oh, nie ważne. To nie porozumienie. Ktoś nie polubił Zayna…
-Dziwne.-zwróciła wzrok na mnie, posyłając życzliwy uśmiech.
Takiego uśmiechu właśnie teraz potrzebowałem… Przez te kilkanaście dni, nikt mnie nie obdarzył zwykłym uśmiechem. Chyba kupię jej prezent na święta…
-Dobra, gotowe. Zayn, proszę, dbaj o siebie bardziej, masz do wychowania dwójkę dzieci. Nie zgłoszę tego nigdzie, ale liczę, że jakoś to załatwicie. Rozsądnie załatwicie, chłopcy.-pożegnała się z nami serdecznie, odprowadzając do drzwi.
    Po chwili znów znaleźliśmy się w samochodzie, który przeżył już chyba wszystko. Skoro już nie krwawię, możemy się skupić na tym co się tu dzieję. To naprawdę nie wygodne, bo sam nie wiem co się ze mną dzieje.
-Więc… Opowiesz mi co zaszło? Tak po krótce.
-Po krótce? Jesteśmy teraz w Stockport, pod Manchesterem. Demi, jak twierdziłeś, cię więziła, a ja przyjechałem cię uwolnić. Gdy już mogłeś uciekać od tej wariatki, ty postanowiłeś wrócić się pożegnać. Wyszedłeś z budynku, a ona wychylając się przez okno, próbowała cię zastrzelić. Była zbyt zdenerwowana żeby trafić, ale i tak straciłeś przytomność. Ona się przestraszyła i schowała, a ja podbiegłem tam i szybko zgarnąłem cię do wozu. Odjechałem w bezpieczną odległość i zacząłem cucić. Tu mam płytę z nagraniem. Możesz wracać do Leny.-na koniec historii uśmiechnął się szeroko, a ja poczułem dziwne uczucie, budujące się w brzuchu.
To tak jakbym się dopiero co zakochał i przeżył pierwszy pocałunek. Jakbym wyjechał w trasę na 2 lata i wracał do swojej ukochanej. Jakbym był dzieciakiem, który jedzie na wycieczkę do Disneylandu. Miałem ochotę wstać i polecieć na skrzydłach podekscytowania, szczęścia i miłości.
    Gdy już byliśmy w drodze do Londynu myślałem, że wyskoczę z samochodu i pobiegnę niczym struś pędziwiatr. Alex obserwując mnie, śmiał się pod nosem z moich dygotających kończyn.
-Może do niej zadzwonię? Myślisz, że odbierze? Chyba, że lepiej zrobić niespodziankę, odwiedzając ją w domu. Będzie dziś w domu, tak? Huh, sam nie wiem…
-Zay, nie nakręcaj się. Zadzwoń jeśli chcesz.
-Okej, zadzwonię. Zaraz tylko… Gdzie mój telefon?-pytałem, nerwowo przeszukując wszystkie kieszenie, przy okazji jęcząc z bólu ręki.
Mój towarzysz zachichotał tajemniczo, wręczając mi swój telefon. Ymm?
-Twój ma Demi, stary. Ale dzwoń, bo zaraz tu zwariujesz z ekscytacji.
-Na pewno? Bo może to zły pomysł… Lepszy efekt będzie jeśli…
-Zayn. Licz się z tym, że ona może być zajęta.-powiedział jakby chciał mnie odciągnąć od niespodzianki.-Zadzwoń, mówię ci…
Nie analizując głębiej jego słów, wystukałem odpowiedni numer, przykładając słuchawkę do ucha. Nie wierzę… Ale co ja jej powiem? Jak ją przekonam? Ehh, idę na żywioł! Chyba nawet zaśmiałem się sam do siebie, nie kontrolowałem radości buzującej w moich żyłach.
-Hal… Halo? Tu Zayn…-głos mi drżał jakbym prosił ją o rękę. Wdech, wydech, Zay!
-Halo? Uhm, Alice nie chce teraz gadać.-usłyszałem męski głos po drugiej stronie. Koleś najwyraźniej chciał się już rozłączyć, ale byłem zbyt zaniepokojony, żeby mu na to pozwolić.
-Czekaj! Wszystko z nią w porządku?
-Tak, ona po prostu nie chce z tobą rozmawiać.-odparł oschle, jakbym go zirytował i odłożył telefon.
    Zastygłem w oniemieniu. Co? Co kurwa… Zacisnąłem pięści, a linia mojej szczęki zaostrzyła się. Zrobiło mi się momentalnie gorąco, a gdy zamknąłem oczy, powieki zaczęły mnie szczypać. Jak to się w ogóle stało? Kto to jest? Ponownie przegrzebałem kieszenie w poszukiwaniu telefonu. Ah, no tak, nie mam telefonu… Może to i lepiej. Kiedyś obiecałem sobie, że nie będę zaglądał na strony plotkarskie, lecz teraz bez zastanowienia, zrobił bym to. Odetchnąłem głęboko i zacząłem liczyć od 10 w dół.
-Co jest? Co ci powiedziała?-dopytywał się Alex, przyglądając mi się bacznie w zdziwieniu.
Próbowałem przełknąć tą wielką gulę w moim gardle i wyksztusić choć słowo. Ale jakie słowo?
-Zdradza mnie.
-Zayn, proszę cię, przestań. Ona jest w 28 tygodniu ciąży!
-W dniu tej naszej „akcji” widziałem ją. Była ubrana jakby na randkę, rozumiesz? A teraz odbiera jakiś koleś i mówi mi, że ona nie chce mnie słyszeć. Nie jestem debilem…
-Uspokój się! To przecież niemożliwe. Może to jej kolega, hmm?
-Czy ty siebie słyszysz? Kolega? Twoja dziewczyna też ma takich kolegów? Nie sądzę!
-Ja nie skrzywdziłem twojej siostry tak jak ty moją!
-Zostaw teraz Doniye w spokoju, ok.? To nie ma sensu.
-Jedziemy to wyjaśnić!-oznajmił tonem rządziciela.
-Ja nigdzie nie jadę, dla mnie sprawa jest jasna…
-Jednak jesteś debilem, wiesz? Jeszcze przed chwilą prawie poleciałeś do niej na skrzydłach.
-Posłuchaj… Ryzykowałem naprawdę wiele, żeby wyjaśnić to całe nieporozumienie. Mam wielkiego siniaka na brzuchu i postrzeloną rękę. Byłem więziony w jakiejś piwnicy, bo nie chciałem oddać płyty, ani jej zdradzić…
-Zdradzić… Co się tam w ogóle stało?
-Demi powiedziała, że wypuści mnie jeśli oddam płytę, albo się z nią prześpię. Wiesz, ona ma problemy…
-Ale nic się nie wydarzyło, prawda?
-Najgorsze jest to, że kilka godzin przed twoim przyjściem, ona przyszła do mnie. Niemal naga. I zaczęła mnie całować i w ogóle… Ale nic więcej się tam nie stało, ja byłem ubrany…
Na moje słowa gwałtownie zjechał na pobocze, obracając się do mnie. Oj, chyba będzie mnie opieprzać…
-Co ty pierdolisz? Słuchasz siebie? Cały czas liżesz się z innymi laskami, mając dziewczynę w ciąży i oczekujesz, że ona będzie czekać na ciebie z otwartymi ramionami?! Zastanów się, kto tu jest ofiarą. I rób w tej chwili co sobie chcesz, ale ja nie będę ci pomagać.
    Nie odzywaliśmy się aż do samego Londynu. Rozumiałem jego złość, ale byłem za bardzo pogrążony w smutku, żeby o tym myśleć. Jestem beznadziejnym człowiekiem. Ona zasługuje na kogoś lepszego, o wiele lepszego. Kogoś kto nigdy jej nie skrzywdzi i zaoferuje normalny ślub… Jeśli się rozstaniemy, już nie będzie dostawała masy hejtów, ze względu na mnie. Będzie szczęśliwsza. Mam nadzieję, że dzieci też będą. A ja… Nie będę niczego utrudniał, ona powinna mieć wszystko co najlepsze. Lecz kocham ją za bardzo, żeby żyć na tym samym świecie, nie będąc z nią. Ale przecież mogę umrzeć…

*Alice*
-Nie powinnaś przypadkiem być dziś u lekarza?-zagaiła Chris, podczas przygotowywania posiłku.
-Odpieprz się.-zaśmiałam się, szukając czegoś sensownego w telewizji.
-Nie żartuję, Alice. Powinnaś być bardziej odpowiedzialna.
-Nie marudź. Dziś Brian mnie gdzieś zabiera… Załatwię to po weekendzie.
-Nie podoba mi się ten typ.
-O co wam wszystkim chodzi?-wybuchnęłam, momentalnie zmieniając nastawienie.-On jedyny ma dla mnie czas, pociesza mnie, dba o mnie i zachowuje się jak prawdziwy przyjaciel. Znasz go przecież, od zawsze taki był.
-Chcesz mi powiedzieć, że nie jestem prawdziwą przyjaciółką, tak?
-Nie chodzi o to. Ale to on poświęca mi najwięcej czasu, teraz, gdy najbardziej tego potrzebuję.
-Okej, więc zadzwoń. Niech przyjdzie. Zjecie razem te pieprzone placki które robię już godzinę, specjalnie dla ciebie. I wstałam o 6, żeby pojechać po mięso do nich. Smacznego!
    Moja przyjaciółka wyszła trzaskając drzwiami. Świetnie! Po prostu zajebiście! O niczym innym nie marzyłam! Niech jeszcze Brian ma mnie w dupie, a co, przecież mogę zostać sama. 2 i pół miesiąca do porodu, ale ja zostanę sama. Położyłam się i nakładając poduszką na głowę, załkałam. Tak bardzo chciałabym wrócić do starego życia… Wrócić do Zayna. I może powinnam to zrobić. W mojej głowie narodziła się nowa myśl. A gdybym tak o wszystkim zapomniała? Honor nie jest najważniejszy. Prawdopodobnie będę mieć problemy z zachowywaniem się jak dawniej, z myślą, że zdradził mnie z trzema naraz. Ale może uda się to zaakceptować, nie wiem… Czemu po prostu nie mogę być normalną dziewczyną, która studiuje, ma chłopaka i to wszystko.
    O co mi właściwie do cholery chodzi? Przez ten cały czas odezwał się 2 razy. Właściwie raz po prostu chciał mnie przeprosić, a drugi upił się i nie wiedział co robi. I był na tyle wyrachowany, że się zaręczył! Nie chodzi mi o jakiś jebany ślub, ale urodzę mu dwójkę dzieci, a on nie dał żadnego znaku, że będzie ze mną… no właściwie na zawsze. Nie zależy mi na jakiś obietnicach, bo słowa nie są ważne. Ale czyny. A on nie zrobił nic. Więc jest zwykłym gnojkiem, który wiecznie będzie koncertował i imprezował, pozbywając się wszelkiej odpowiedzialności. Dobry wybór faceta, Lena!
    Gdy tak rozpaczałam, miałam ochotę po prostu się napić. Nachlać się i mieć wszystko w dupie. Albo chociaż połowę wszystkiego. Ale wiem, że nie mogę. Chyba. Nie no, na pewno. Potem będę żałować. Westchnęłam, zdając sobie sprawę, że w tym mieszkaniu nie mam żadnych trunków. Wprowadziłam się już w ciąży… Może i by mi sprzedali, gdyby nie zorientowali się, że nie powinni. Ale nie mam zamiaru sprawdzać. Mimo że bardzo bym chciała. Bo ja jednak nie jestem silna. Ani niezależna. Tylko taką udaję. Potrzebuję go…
    Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie Brian, jak zwykle w dobrym momencie do pocieszenia. Krzyknęłam tylko „Wejdź”, gdyż nie miałam zamiaru zwlekać się z sofy. Usłyszałam jak wchodzi do środka i jest coraz bliżej mnie. Usiadł na skraju kanapy, którą oblegałam, rozpaczając nad beznadzieją, jaką jest życie.
-Wstawaj.-jęknął z irytacją w głosie.
-Dajże mi spokój.
-Nie „daj mi spokój”. Nie będziesz leżała w domu i wypłakiwała się w poduszkę, dopóki ja tu jestem.
-W takim razie… Wyjdź.
-Nie zniechęca mnie twoje chamstwo.-zaśmiał się.
Próbował mnie obrócić, aby widzieć moją twarz, przy czym zaczął mnie łaskotać. Oh, to najgorsze z najgorszych tortur! Jak on mógł?! Tak mu ufałam! Wie, że nawet dotknięcie palcem, tak na mnie działa. Dziwne, że to jeszcze pamięta. Drażnił mnie tak, jak kiedyś byliśmy razem. Jak najszybciej się podniosłam, żeby się ratować przed zagładą.
-Wiedziałem, że zaraz i tak będziesz się śmiać.
-Tak, niesamowite.-zaśmiałam się, odsuwając się od niego na bezpieczną odległość.
-To tylko jedna z moich magicznych mocy.-zabrewkował, posyłając mi nieziemsko czarujący uśmiech.
-Okej, więc… W kuchni są placki po węgiersku, możemy je zjeść, albo wyjść na miasto.
-Chyba lepiej ci zrobi wyrwanie się z tej nory. Mam niespodziankę!
-W takim razie idę się umyć, a ty wiesz… Zajmij się sobą.
    Cała w skowronkach pognałam do łazienki. Co ten człowiek ze mną robi? Przed chwilą nie chciało mi się żyć, a teraz mogłabym nawet zdobyć Mount Everest! Zdjęłam rozciągnięte ciuchy, które uważałam za piżamę i weszłam pod prysznic. Ciepła woda zupełnie zmyła ze mnie cały smutek i pozwoliła poczuć się jakoś tak… Lekko? Mimo codziennie rosnącej wagi. Spojrzałam na duże lustro, które wisiało naprzeciwko mnie. Brzuch serio był ogromny. Po porodzie długo będę musiała wracać do formy. O ile będę miała dla kogo… Eh, na pewno menadżerowie będą mnie do tego zmuszać, więc nie będę się martwić o motywację. Właśnie, po porodzie… Zayn zapisał nas do szkoły rodzenia. Potem jednak pokłóciliśmy się i pomysł zwyczajnie upadł. Może sama bym się zapisała na takie coś? Tylko nie wiem czy nie powinnam być razem z ojcem dziecka, czy coś. Mogłabym chodzi np. z… Brianem. Nie, to odpada. Za dużo by sobie pomyślał, czy coś. Nie chcę wyjść na idiotkę.
    Zorientowałam się, że zapomniałam o spodniach. Mając nadzieję, że w bluzce i ręczniku zawieszonym na biodrach, łatwo przemknę do pokoju, gdzie będę mogła ubrać się do końca.
-Pomóc ci w czymś?-zwrócił się w moją stronę mój gość.
-Nie, dzięki. Ja tylko… Muszę znaleźć jakieś legginsy.
Ku mojemu zdziwieniu Brian podążył za mną. Czułam się trochę niekomfortowo, ale starałam się zachowywać naturalnie. Grzebałam, być może nerwowo po szafkach, w poszukiwaniu nadających się ciuchów.
-Nie mam pojęcia co wybrać.-zrezygnowana opadłam na łóżko, tuż obok niego.
-Mamy jeszcze chwilkę.-niemal wyszeptał.
    Był coraz bliżej mnie. Naprawdę blisko. Czułam jego oddech na szyi, zwiesił wzrok na moje usta. To było dziwne, a ja nie wiedziałam jak zareagować. Chciałam się odezwać, lecz żadne z słów nie chciało wejść mi na język. Niekontrolowanie zaczęłam oddychać szybciej i szybciej… Gdy nasze usta dzieliły już zaledwie milimetry, Brian nie tracąc czasu połączył je w pocałunku. To nie było nic z tych nieśmiałych, pierwszych razów. Ok, to nie nasz pierwszy raz, ale zerwaliśmy wieki temu i aktualnie nie jesteśmy razem, więc… Co mu w ogóle strzeliło do głowy?! Zanim się zorientowałam, opadliśmy na łóżko, bardziej angażując się w pracę naszych języków i warg. To było jak jedzenie ciasteczek-kuleczek w czekoladzie. Tak mnie wciągało, że nie mogłam się od nich oderwać. „Jeszcze ostatni, ale teraz już naprawdę!” Wiedziałam, że muszę przestać, ale było to cholernie trudne i diabeł w mojej głowie, namawiał mnie, abym jadła, ile zdołam w siebie wepchnąć. Tak samo czułam się teraz. Byłam świadoma, że popełniam błąd i natychmiast mam się od niego odkleić, lecz coś mnie przyciągało. Błagam, niech on to zrobi! Ehh, teraz jestem w takiej pozycji, że tylko on decyduje kiedy to się skończy. Dobra, koleś, ja jestem bez spodni! Nie wiem, czy powiedziałam to na głos, ale wtedy jedna z jego rąk, powędrowała do mojej talii, odbierając mi ręcznik. Co on sobie wyobraża? Niech zabiera tą łapę z dołu moich pleców! A spróbuj tylko dotknąć mojego tyłka, wolałbyś nie wiedzieć co ci zrobię! Ej, au, mój brzuch! Złaź ze mnie i mojego łóżka! Gdy poczułam, że jednak jego dłonie błądzą po mojej bieliźnie, zaczęłam kopać z całej siły. Jak tylko potrafiłam. Nie chciałam robić tego wcześniej, bo tak jak się spodziewałam, sprawiło mi to lekki ból, ze względu na pokaźny brzuch. Gdy tylko poczuł pierwsze uderzenia, momentalnie się ode mnie odczepił i wstał na równe nogi. Jakby nie wiedział co powiedzieć. Już nie udawaj poczucia winy, cwaniaczku!
-Ja… Po prostu…
-Nic nie mów. Wyjdź i nigdy tu nie wracaj.-wysyczałam, starając się przełknąć gulę w gardle.
-Chcesz już na zawsze być sama? Gdy tylko pojawia się facet, ty automatycznie go odrzucasz. Nie dziwie się twoim byłym, że z tobą nie wytrzymali.

Hormony i te sprawy, ale chyba troszkę przegięłam. Chwyciłam kubek z kawą, który stał na półce nocnej i cisnęłam w niego z całej siły. Oczywiście niecelnie, ale nieźle się wystraszył i jak najszybciej opuścił mój dom. Albo właściwie miejsce w którym sypiam od jakiegoś czasu. Powolnym krokiem podeszłam do drzwi, zamykając je na wszystkie możliwe zamki. Osunęłam się po drewnianej powłoce i załkałam cicho. Dlaczego? Kurwa, dlaczego?
________________________________________

Soo jest bardzo gód bo w czwartek byłam na wycieczce w pt dzien wolny od sql, potem weekend i pon też wolny! #biba Kto chce zabić teraz Briana palec do budki! Ale mnie wkurzył! (Haha, pomińmy, że sama to pisałam i wymyśliłam). A już prawie się zeszli z powrotem! Myślicie, że to koniec kłopotów z Demi? (Jeszcze raz was przepraszam, że akurat z niej zrobiłam czarny charakter xd). 
Wgl czy tylko ja za każdym razem jak widzę Story Of My Life to ryczę? Bez kitu, co się ze mną dzieje ;oo
PS Co do tej wycieczki to byłam w kinie na "Mój Biegun" i powiem tylko; nie idźcie na to, chyba że chcecie przeryczeć 2h. Serio masakra. Psycha zryta ;c (Ale mimo wszystko świetny film.)

3 komentarze:

  1. Cudowny! czekam na next ;* daj jak najszybciej! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu.. cudowne! *-* Co Brian odpieprza? Już jest blisko zejścia się Alice i Zay'a? Nie mogę się doczekać! Xx :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Biegnie wypieprzając się 892641975873561057152075843785674359429138 razy i wkłada palec pod budkę ;D
    Kurde i co ja mam Ci napisać? Chyba tylko tyle, że KOCHAM CIĘ!
    Czytała Krystyna Czubówna ;D

    OdpowiedzUsuń