piątek, 1 listopada 2013

71. Kratka.

*Alex*
    Leżałem na tyle samochodu, wsłuchując się w muzykę dudniącą w tle. Miałem za wysokie mniemanie o sobie. Jestem idiotą i to jest fakt. Skończony kretyn, który udaje bohatera i myśli że to przejdzie. Jednak to nie takie proste. Teraz muszę naprawdę wykazać się resztkami rozumu, by znaleźć Zayna i go uratować. Tylko jak? On może być wszędzie, dosłownie wszędzie. Może powinienem iść z tym na policję? Nie, prędzej mnie zamkną, niż wysłuchają, to bezsensu…
    Było południe i przez chwile nawet zastanawiałem się czy się po prostu nie upić. Rozluźniłbym się, odciął od problemów i może przyszłoby mi coś do głowy. Ale bądźmy poważni, to by tylko zaszkodziło. Myśląc o mojej młodszej siostrze to nie wchodzi w grę. Alkohol nie jest rozwiązaniem i nigdy nie będzie. Więc co kurwa robić?
    Nagle naszła mnie dość głupia myśl. A co jeśli bym do niego napisał? Taka banalna wiadomość „Wszystko ok.?”. Jeżeli porywacz ma jego telefon, odpisze, że oczywiście aby odwrócić od niego moją uwagę. Zay oddzwoni, bo doskonale wiem, że wczoraj miał przy sobie telefon z klawiaturą, na której nie umie wystukać ani jednego wyrazu. Od razu się wścieka i rzuca nim o ścianę. Tylko z niego telefonuje, a trzyma go tylko dlatego, że fajną obudowę. Zaśmiałem się sam do siebie. Tak to jest właśnie mój szwagier. Ehh. Okej, napisałem, teraz tylko czekać na reakcję. Kiedy usłyszałem dzwonek, kamień spadł mi z serca. On żyje! I za chwilkę dowiem się gdzie jest! Spojrzałem na wyświetlacz i zakląłem w duchu. To Alice!

-Hej. Co tam?
-Nie udawaj niewiniątka, bo twój samochód od wczoraj stoi przed moim mieszkaniem i ja tak tego nie zostawię.
-Po pierwsze pożyczyłem swoje auto koledze, a po drugie jest…-urwałem w połowie zdania gdy usłyszałem pukanie w szybę. Skamieniałem, ale odwróciłem się powoli by zobaczyć kto to.
-Chcesz coś jeszcze dodać?

Moja siostra rozłączyła się wchodząc do środka. Jestem skończony…
-Jest mi smutno, że nawet mój brat mnie okłamuje. Kurde, wiesz co? Chyba jednak każdy facet to taki chuj i powinnam zostać lesbijką. To dobry pomysł. Będziemy wychowywać razem moje dzieci i ona nigdy nas nie zostawi. Będzie nas kochać, troszczyć się o nas i nie okłamywać. Świat staję się coraz bardziej tolerancyjny i myślę, że to może się udać.
-Och, uspokój się.
-Nie no ja tu zaraz urodzę! Jak mam być spokojna, skoro widzę, że coś kombinujesz? Pilnujesz mnie?
Zapadła nie zręczna cisza. Jakbym przytaknął, chyba wyszedłbym na tym lepiej, jednak ile jeszcze mam brnąć w kłamstwo? Ciszę przerwał dźwięk sms-a. Oboje spojrzeliśmy się na wyświetlacz mojego telefonu. Zayn. Kurwa. Nie jestem pewien czy nie zakląłem na głos, bo niemal zabiła mnie wzrokiem. Mimo tego wiedziałem, że tego nie skomentuje. Udaje, że on ją nie obchodzi.
-Chciałem się upewnić, że nie pójdziesz na tą imprezę, która miała być w Soho. Było o niej dość głośno. Nawet Bieber i Selena się pojawili…
-Jakoś słabo ci poszło, bo wyszłam z domu. Ale nie tam. Dobra, nie ważne, spływaj stąd, nie potrzebuję obstawy.
Pocałowała mnie w policzek zostawiając samego. Od razu odczytałem wiadomość. Taa, tak jak myślałem. „Jasne, ale nie mam czasu teraz wyjaśniać. Nie dzwoń, muszę przemyśleć w samotności całą tą sprawę z Alice. Spotkamy się za kilka dni.”. Takie uniwersalne…
-Frankie? Pamiętasz mnie jeszcze? Tu Alex, to ja robiłem grafiti na twoim wozie pół roku temu. Masz szansę się odwdzięczyć. Mówiłeś, że umiesz namierzać ludzi po komórach, tak? To świetnie! Spotkajmy się, najlepiej teraz. Podjadę, będę za 20 minut, ok.? Do zobaczenia!

*Zayn*
    Całe 5 godzin zastanawiałem się jakie może być wyjście. Jak uciekają więźniowie? M.in. kopią dziury i podziemne tunele, tak widziałem na filmie. Jednak nie ma sposobu rozwalenia tej podłogi. Jedyną nadzieją było okno. Zakratowane z obu stron, malutkie, niecałe 0,5x0,5m. Więc jak rozwala się kraty, hmm. Trzeba znaleźć coś ostrego. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Raczej nic się nie nada, chociaż… Gdybym udźwignął ten stół i walił z całej siły to może by się ruszyła, czy coś… Ugh, jakie to cholerstwo jest ciężkie! No, dalej! Po co były ci te treningi, skoro nawet po małym zmęczeniu nie możesz sobie poradzić? Może napiszę piosenkę? To by było jak:

Au Au nie więźcie mnie
Au Au Demi jest zła
Au Au Lena w niebezpieczeństwie
Au Au a stół ciężki
Au Au ratuj mnie, błagam Cię

    Albo się pomodlę. Modlitwa zawsze pomaga. Uklęknąłem pogłębiając się w modłach i błagałem o to, abym mógł znaleźć w sobie jakąkolwiek moc, by zakończyć tą całą paradę. Gdy skończyłem, podniosłem się, biorąc głęboki wdech. Już miałem działać lecz przerwało mi wejście smoka aka Demetrii.
-Jak sobie radzisz? Znalazłeś już sposób ucieczki czy coś?-spytała bezczelnie.
-Nie oddam ci płyty, jeśli chcesz o to zapytać.
-Cóż…
-Mógłbym chociaż skorzystać z telefonu?
-Ja już to zrobiłam.
-Słucham?
-Skorzystałam z twojego telefonu. Napisałam do twojego byłego szwagra, że masz się dobrze. Po co ma się martwić.
-Dzięki.-odpowiedziałem sarkastycznie. Boże, niech ona się leczy…-W takim razie coś jeszcze? Wolałbym umierać w samotności.
-Nie umrzesz, spokojnie.-to mnie pocieszyła.-Mam dla ciebie propozycję. Wyjdziesz stąd, zachowując płytę.
-Więc co mam zrobić.-oczy zaświeciły mi się, mimo że spodziewałem się czegoś kosmicznego.
Jednak tego nigdy bym nie przewidział. W mgnieniu oka zdjęła swoją zwiewną sukienkę, pozostając przede mną tylko w skąpej bieliźnie. Taak… Więc mam być taką męską dziwką i ‘sprzedać się’ za wolność, dobrze zrozumiałem?
-Chciałabym się pobawić.-rzekła dziecinnym tonem.-W lekarza.
-Hm, czyli za dowód mojej wierności, każesz mi zdradzić moją dziewczynę? Interesujące…
-To nie twoja dziewczyna, bo zerwaliście. Teraz ona też obraca się z jakimś kolesiem. A po drugie udowodnisz swoją niewinność światu, a nas nikt się nie dowie. Zobacz, jesteśmy sami. Żadnych ukrytych kamer. Tylko ty i naga ja, w tym podziemiu. Nie podnieca cię to? Chodź do mnie, zimno mi.
-Demi, po prostu się ubierz i odpuść, proszę…
-Chociaż mnie pocałuj. Raz.
Jeśli mam być szczery to przeszło mi to przez myśl, bo może wtedy dałaby mi spokój. Jednak wiedziałem, że to tak nie działa. Bałem się, że stracę kontrolę. Jestem beznadziejny. Ale przynajmniej umiem powiedzieć ‘nie’. Chyba zastanawiałem się za długo, bo podeszła i zwyczajnie usiadła na mnie okrakiem.
-Chcę cię. Czy to tak wiele?-szepnęła pochylając się nade mną.
Następnie wpiła swoje wargi w moje, łącząc je w dość długim i namiętnym pocałunku. Nie chciałem tego. Na pewno nie chciałem. Po chwili pozbyła się stanika. Czemu po prostu jej nie odepchnę? Nie całuj mnie, kobieto! Muszę jakoś zareagować, bo to skończy się niezbyt dobrze. Do tej pory moje ręce tkwiły w jej włosach, teraz przeniosła je na swoje pośladki, cały czas na mnie leżąc, nie odklejając się chociażby na sekundę. Zorientowałem się, że miałem zamknięte oczy. Nie chciałem patrzeć na to wszystko. Nie chciałem czuć smaku jej ust, ani miękkiej skóry pod palcami. Nie mogę tego zrobić, ale nie daję już rady… Jak jedna zwykła dziewczyna może tak omotać faceta? Demi, zostaw mnie, błagam. Czy ona ma na sobie jeszcze te stringi? Matko, chyba nie. Co się tu dzieję? Nie mogłem złapać oddechu, przez ciągły kontakt naszych ust. Jej doskwierał chyba ten sam problem, bo przeniosła usta na moją szyję i barki i… O cholera, gdzie są moje dłonie?!
    Oboje usłyszeliśmy krzyk jakiegoś mężczyzny. Odskoczyła ode mnie jak oparzona, zakrywając się cienkim materiałem. Nie wiedziała co ma zrobić, więc naciągnęła ubranie na nagie ciało, następnie zakładając majtki. Była nieźle speszona, ciekawe kto to… Sam usiadłem, opierając się o ścianę i poprawiając włosy. Kolejne wrzaski, jakby ktoś ją wołał. Nie wiem kto, ale doprawdy kocham tego gościa i jak tylko stąd wyjdę kupię mu jakiś prezent. Który i tak nie wyrazi wdzięczności jaką go darzę. Bo nie wiem co wydarzyło by się za moment. Nawet nie chcę o tym myśleć.
-Przyjdę potem.-rzuciła w pośpiechu opuszczając moje lochy. Bała się, było widać.
    Im dłużej o tym myślałem tym bardziej byłem zdołowany. Oh, tak, to jeden wielki koszmar. I ja dalej nie wiem, czemu po prostu jej nie odepchnąłem, przecież tego nie chciałem. Naprawdę. Może było mi jej żal? Ona jest taka… Z nią jest coś nie tak, to było widać. Po każdym jej czynie, słowie… To przykre i ja nie chciałem, aby poczuła się źle. Boże jestem beznadziejny. Ale po rachunku sumienia nie chciałem, żeby powtórzyła się sytuacja jak ta z Anne, której naprawdę zburzyłem całą pewność czy akceptacje siebie. Ona chyba potrzebuje psychologa, ale ja też muszę z nią pogadać. Bo boje się tak po prostu uciec. Takie akcje mogą się powtórzyć. Jezu, wpakowałem się w jeszcze większe gówno. Idiota, debil, kretyn…
    To było późnym popołudniem, możliwe, że po 4. Leżąc i kombinując usłyszałem dziwny huk. Dochodził zza okna, o ile można tak nazwać ten skrawek szkła obity z każdej strony. Wstałem żeby zobaczyć co się dzieje. But. Interesujące. Czarny, ubłocony glan. Z czymś mi się kojarzy… Stuknięcie się powtórzyło. Zaczynałem się bać… Czy ktoś to robi przez przypadek, czy jak? Wtedy w zauważyłem kartkę. Odskoczyłem wystraszony, ale zdecydowałem się przeczytać pierwsze zdanie. „To ja, Alex”… O matko, to Alex! Fuck yeah, bracie, teraz mnie stąd zabierz, jak najdalej tej wariatki! „Przygotuj się do wyjścia przez to okno, spróbuję je otworzyć.”. Nie wiele myśląc przesunąłem stół kładąc na nim kilka książek, były opuszczone, leżały w rogu pomieszczenia. Ale to zawsze trochę centymetrów więcej! Tak w ogóle to kurwa on ocipiał skoro myśli że tak zwyczajnie spiłuje sobie kraty w oknie niezauważony. Przecież to takie oczywiste. Westchnąłem, licząc na cud. Gapiąc się na mojego wybawiciela, spostrzegłem, że grzebie czymś cienkim. Co? Tu to raczej piła motorowa, koleś. Dopiero wtedy dojrzałem, że ta krata działa na zasadzie kłódki, którą bezszelestnie można rozpracować. Oh, chyba to sobie wymodliłem, doprawdy. Gdy już się z tym uporał, pozostawała kwestia szyby. Ciekawe jak to sobie zaplanował… Po prostu to wybije? Narobi niezłego rumoru, kurna… Chwila… Ale teraz to mnie zaskoczył. Miał ze sobą coś takiego ostrego i wykroił otwór w szkle niczym kot w butach z Shreka. Wow, naprawdę się przygotował. Dzieliła nas tylko jedna kratka. Jedna kratka od wolności. Jedna kratka od powrotu do Leny, przeproszenia jej, normalnego życia… Moje serce biło coraz szybciej. Jedna kratka. Odetchnąłem głęboko, starając się zrozumieć Alexa.
-Posłuchaj, rozpiłujemy to. Pomożesz mi, będziemy robić to ręcznie. Uważaj, wkładam piłę.
    Nic nie pamiętam z tego momentu. Byłem taki podekscytowany. Czyli to już koniec? Nareszcie koniec? Niestety piłowanie nie było takie proste. Ugh, trudno jest być więźniem, serio… To wymykanie się i ta adrenalina czy ktoś mnie przyuważy i skaże na śmierć, ahh.
    Kratka upadła. Na ziemie. Z hukiem uderzając o kafelki. To nieszczęście które mnie spotkało. To właśnie ta bariera. Lecz coś podpowiadało mi, że to nie może być takie proste. Jestem zbyt pechowy, aby tak po prostu wyjść po mojej piramidzie i wrócić do domu. O dziwo wyślizgnąłem się bez większego problemu. No okej, but mi spadł, ale kij z nim. Niech zostanie tam po mnie jakaś pamiątka…
-Jej, nareszcie jesteś!-przytulił mnie, klepiąc po plecach.
-Tak.-uśmiechnąłem się słabo.-Ale ja muszę do niej wrócić…
-Niedługo wrócisz do Leny… Masz nagranie, prawda? Zresztą, to nie jest najważniejsze w takiej chwili, Boże jak się bałem. Przepraszam, że cię…
-Nie. Mam na myśli Demi. Muszę wrócić do Demi.
-Jakiej Demi?-popatrzył na mnie jakbym w wyniku szoku po traumatycznym przeżyciu stracił pamięć.
-Demi Lovato zaplanowała to wszystko. Chciała odciąć mnie od twojej siostry. Potem mnie tam uwięziła. Ugh, nie wiem od czego zacząć… Muszę do niej wrócić.
-Zayn, zaczynasz bredzić…-popatrzył na mnie z litością.-Ej, ktoś chyba idzie. Biegnij!
-Nie, posłuchaj: masz tu płytę i pilnuj jej jak największy skarb. Zaraz wracam.
    Nie wiem czy byłem pewny co robię. Istniało prawdopodobieństwo, że znów mnie tam zgarnie i znów trzeba będzie robić pieprzone akcje ratunkowe. Ale ja wiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić. Tym bardziej po tym co zaszło… Muszę jej coś wyjaśnić. Jeśli tego nie zrobię, będzie próbować dalej. Okej, wjeżdżam windą. Wdech, wydech… To tylko gwiazda z Disneya, idioto! Nie ma się czego bać. No, prawie… Gdy stanąłem przed drzwiami prezesa, nagle jakby wszyscy zniknęli. Korytarz był pusty, a ja wahałem się, trzymając dłoń na klamce. Poczułem ciarki opływające całe moje ciało. Na trzy? Raz… Dwa… Trzy…
    Śmiało, może nawet przesadnie, wkroczyłem do środka. Ku mojemu zdziwieniu, na fotelu władcy nie zasiadał nikt. Albo mam przewidzenia. Ale raczej nikt. Rozejrzałem się. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem. Może oni już skończyli pracę, skoro żadnej żywej duszy wokół.
-Felice, możesz mi coś z kserować? Nie ogarniam tego nowego sprzętu!-usłyszałem krzyk z sąsiedniego pokoiku.
Wychyliłem się, by ujrzeć właściciela donośnego głosu. Nie myliłem się, to ona. Obróciła się dość gwałtownie. Chyba miała coś powiedzieć, bo zdążyła otworzyć usta, lecz tylko po to by je zamknąć. Widać, że była w szczerym szoku. Zamiast spiskować przeciwko mnie powinna zbudować sobie jakieś lochy i gwałcić tam ludzi. Zwykłe piwnice nie wystarczą…
-Co ty tu… Czyżbyś nie był zamknięty na dole? Kto cię wypuścił? Zwolnię frajera…
-Nie ważne, chciałem pogadać, zanim odejdę.
-Więc jednak… Chcesz to zrobić na biurku?
-Raczej przy biurku. Na krzesłach.
-Na dwóch?
-Jest nas dwoje.
-Dobra, czego chcesz?-skończyła się ze mną droczyć, zauważając, że do niczego to nie prowadzi.
-Zostaw mnie i moją rodzinę, którą kocham ponad życie w spokoju. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nie chcę na ciebie patrzeć, a tym bardziej przebywać w twoim towarzystwie. Jeśli będzie trzeba wystąpię do sądu o papiery na zakaz zbliżania się. Kupię ci krzyżówki i kiedy najdzie cię ochota aby zniszczyć komuś wszystko, po prostu rozwiążesz jedną, ewentualnie dwie. Jesteś uciążliwa dla otoczenia i sama dla siebie. Powinnaś trafić do psychiatry, ale to twój wybór.
-Nie bądź nie miły, bo nie wyjdzie ci to na dobre…
-A teraz wyobraź sobie… Jesteś w ciąży. Całe życie bałaś się, że twój chłopak zostawi cię w takim momencie, ale jesteście szczęśliwi. Bardziej niż kiedykolwiek. Niestety, został on wrobiony w zdradę, przez zwykłą sukę. Rozstajecie się. Zostajesz sama. Sama jak palec, w ciąży, w świecie pełnym morderców, złodziei, gwałcicieli… Po prostu w świecie zła. Nie wiesz czy sobie poradzisz, płaczesz. Codziennie modliłaś się, aby uniknąć takiej sytuacji. Codziennie błagałaś, bo nie chciałaś więcej cierpieć i patrzeć na ból swoich dzieci.
-Nie opowiadaj mi ckliwych historii o swojej panience. I nie radzę wypowiadać więcej wyzwisk pod mój adres.
-Nikt nigdy nie znienawidzi cię tak bardzo jak ja…-rzuciłem i po prostu opuściłem budynek.
    Gdy tylko fala orzeźwiającego powietrza uderzyła w moją twarz, poczułem jakby wolność. Z daleka widziałem samochód którym wrócę do domu. Do swojej miłości. Do wszystkiego co udało mi się w życiu najbardziej. Uśmiechnąłem się leniwie. Potem czułem już tylko ból. Krótki impuls. To nie było jak uderzenie, nie cierpiałem długo. Zraniło mnie przez ułamek sekundy. Upadłem, zamykając oczy. Usłyszałem krzyk, ale nie zwróciłem na niego uwagi. Może to i lepiej. Bo powinienem odpocząć…
__________________________________________________

To ten... troche mnie ponioslo z tą Dems. Ale co tam ;p mam nadzieje ze nie przeszkadzaja wam przeklenstwa (ja na codzien nie przeklinam ale w opowiadaniu czasem lepiej ich uzyc) oraz brak przecinkow bo nie zdazylam w domu zrobic korekty ale wazne ze rozdzial jest ;) pytacie czemu akurat Demi. Oczywiscie nie chcialam jej obrazic jej ani lovatics bo osobiscie ja kocham. Moze dlatego ze sie jej nie spodziewaliscie. Taylor czy Selena bardziej pasuja na taki czarny charakter ;p no zobaczymy co z tego wyniknie.
Love ya xx

2 komentarze:

  1. No nie gadaj że mu się coś stało. Nie mało już wycierpiał ? Rozdział genialny *-* Kiedy następny? Kochamm :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Serio znowu Zayn ma problem ?
    Może tylko się potknął o kamień, albo... Albo ktoś rzucił z dachu długopis ? #lol

    Czekam na nn ;) xx

    Mwahh ♥

    OdpowiedzUsuń