piątek, 25 października 2013

70. Go to hell!

*Liam*
    Sięgnąłem do kieszeni w celu odnalezienia kluczy. O, są. Dopiero gdy chciałem wcelować nimi w zamek drzwi, zorientowałem się jak bardzo trzęsą mi się dłonie. Oh, Liam, ty zakochany dzieciaku. Zaraz… Zakochany? Czy ja ją kocham? Kiedy już udało dostać mi się do środka naszej rezydencji, zatrzasnąłem za sobą drewnianą powłokę opierając się o nią. Trudno to stwierdzić, jednak po dzisiejszym dniu, nie będę mógł zasnąć. Zasnąć to za mało powiedziane. Nie będę jeść, czytać, pisać nic. Co ta dziewczyna ze mną zrobiła!

-Tu jest pięknie!-usłyszałem głos zachwyconej Diany. Huraaay!
-Dlatego wybrałem to miejsce.-uśmiechnąłem się jakby sam do siebie.
    Byliśmy na samym środku turkusowego jeziorka. Nasza łódka była ładnie przystrojona i wyposażona w koszyk z jedzeniem. Zorganizowałem piknik na wodzie. O tak, jestem znany z takich akcji. Pamiętam jak wiele lat temu przygotowałem podobną niespodziankę pewnej ślicznej i naprawdę fajnej dziewczynie. Tylko chyba ja byłem niezbyt fajny, bo odprawiła mnie do domu, zrywając wszystkie kontakty. Co cię nie zabije to cię wzmocni, mówią.
-Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego.
Sądząc po tonie jej głosu chyba nie miała zamiaru powiedzieć tego na głos. Jednak powiedziała. To sprawiło mi przyjemność, jednak nie wiedziałem jak się zachować. Powinienem ją pocałować? Nie, ona tego nie chciała, to zwykły wypadek. Ostatecznie powstrzymałem się, zapychając usta soczystymi winogronami.

    Po chwili oprzytomniałem, i wstałem z podłogi. Tak, to wspomnienie mnie „położyło”. Okej, więc co chciałem zrobić? Gdzie powinienem iść? Chyba najpierw wyjdę z przedsionka. Tak, to dobry pomysł. Gdy już znalazłem się w kuchni, zastałem tam Nialla. To raczej oczywiste.
-Co się tak skradasz?-zagadnął stojąc przed otwartą lodówką i wyjadając resztki szynki z opakowania.
-Ja się skradam? Ja się nie skradam. Chyba. Nie wiem. Co? Dobra, nieważne.-słowa wydostawały się z moich ust mimowolnie i w przypadkowej kolejności. A w głowie miałem jeszcze większy burdel.
-Piłeś. Beze mnie. Ohh…
-Ja? Pić? Piłem lemoniadę piłem. Boże, nie słuchaj mnie. I ty też nie. Nie słuchajcie mnie.
-Liam skończ i połóż się spać. Jutro dam ci coś na kaca i tak rozwiążemy sytuacje.-jego twarz złagodniała. Teraz zabierał się za koreczki z wczoraj.
-Nie jestem pijany!-powiedziałem chyba za głośno, na co się wzdrygnął.
Odłożył jedzenie i podszedł bliżej. Chuchnąłem mu na potwierdzenie. A może wciągnąłem powietrze? Albo go oplułem. Sam już nie wiem.
-Z kim byłeś?-spytał głosem nadopiekuńczej matki. Gdy nie otrzymał odpowiedzi, powtórzył pytanie.
-Z Dianą.-obróciłem się na głos Louisa. Czy on wyrósł z ziemi? A nie, ma reklamówkę z Sainsberry’s. Byli z Hazzą na zakupach. I właśnie wrócili, pogrążając mnie jeszcze bardziej…
-Czy to prawda?-irlandczyk był coraz bliżej. Teraz towarzyszył mu też Larry.
-T-tak.
-Co robiliście?
-Byliśmy w parku.-odpowiedziałem bardzo niepewnie.
-W parku?
Czy oni do cholery chcą mnie udusić? Odsunąć się! Nie chcę się wygadać, nie! Chcę iść spać. Albo raczej położyć do łóżka i pomyśleć o tym wszystkim. O tym pocałunku… O mój Boże! Nie mogę sobie o tym przypominać, bo zaraz umrę!
-No dobra, całowaliśmy się!-krzyknąłem z desperacji.
Równiutko, jak żołnierze, zrobili krok do tyłu. No nareszcie! Mogę iść? Jednak wtedy niespodziewanie chwycili mnie pod ręce, sadzając na kanapie w salonie. The Fuck?
-Więc teraz opowiadaj. Wszystko.
[…]
-Po całej akcji odwiozłem ją pod dom. Chciałem ją pocałować. Wiecie, jak na filmach. Jeszcze raz poczuć smak jej ust… Ten zapach… Te dłonie zakleszczone w moich włosach i wiecie… Niewiele pamiętam bo wtedy nie było niczego. Mieliście tak kiedyś? Wszyscy ludzie, samochody budynki, cały ten gwar, zniknęły. Trwaliśmy w bezkresnej jasności, łącząc nasze wargi i nie mogąc się od siebie oderwać. Już nie mogliśmy złapać tchu, ale brnęliśmy jeszcze dalej. Nawet nie wiem ile to trwało, ale spokojnie było najdłuższym pocałunkiem mojego życia. Gdy już powróciliśmy do rzeczywistości, ona żałowała. Więc nie zrobiłem tego po raz drugi…
-Już się nie mogę doczekać relacji, gdy pierwszy raz ją bzykniesz…-Niall przerwał ciszę po mojej opowieści, na co Lou szturchnął go łokciem.
-Niall! Przestań!
-A no tak, zapomniałem, że to twoja była i pewnie nie chciałbyś słuchać takich opowieści.
Momentalnie zerknąłem na Harrego. Zapatrzył się w dal i zwrócił wzrok na Tomlinsona.
-Chcesz mi powiedzieć, że jesteś o nią zazdrosny?-zaczął czepliwym tonem, a jego mąż jąkał się, nie wiedząc co powiedzieć. Może to dobry moment? Może by tak skorzystać z okazji, wymknąć się na górę i w spokoju porozmyślać o tym zapachu, delikatności i tych ustach… O mój Boże, nie. Nie mogę o tym myśleć, chyba zaraz umrę.
    Czuję się młodszy o kilka lat. Jakbym był nastolatkiem jarającym się złapaniem dziewczyny za rękę. To jest takie… Świetne. Już zapomniałem jak to jest tak starać się o kogoś, organizować takie niespodzianki jak ta dzisiaj, skraść nieśmiało pierwszy pocałunek, odliczać sekundy do następnego spotkania… Po prostu poznawać siebie i budować coś od nowa. Danielle tylko była. Kochałem ją, ale gdy ją pocałowałem, nie przeżywałem tego przez następny miesiąc. Owszem, na początku pewnie tak było, ale potem wkradła się rutyna. Niektóre związki przeobrażają ją w głębszą miłość, a inne szukają urozmaicenia poza wspólnym światem. Do nas doszła jeszcze długotrwała rozłąka, kilka innych czynników i bum. Właściwie, możliwe, że nieświadomie doszukiwaliśmy się wymówek, nie wiem tego. Wiem, że to była właściwa decyzja, żeby ruszyć dalej. I… O Boże te usta… O czym ja myślałem?
-Liam! Liam, jesteś tu?
-Ja? Gdzie ja jestem? Co? Tu. Tu jestem. A wy? Boże, co… Dobra, nieważne.
-Widzicie, mówiłem. No zwyczajnie pijany!-zakpił Niall, wciągając makaron na ostro. Ach, ten jego wieczorny głód nadszedł, no tak…
-On się normalnie trzęsie, patrz no na jego kolana…-szeptał Harry do LouLou.
-Kurde, faktycznie. Co z nim zrobimy?
-Liam!-zaczął zaczepiać mnie Nialler.-Motyle ci wylatują ustami!
-Co? Boże, moje motyle! Co? Jakie motyle? Gdzie one teraz są?-słowa wydostawały się z moich ust bez żadnego pozwolenia. Nie obchodził mnie za bardzo żaden dialog. Ona jest taka słodka, jak ona wyglądała, gdy mnie pocałowała… O matko! Ona mnie pocałowała…
-Horan bawi cię to!-wrzasnął Styles, w odpowiedzi na jego „tarzanie się” po dywanie, nie mogąc złapać oddechu. Tak, bawi go to, zdecydowanie.

*Zayn*
    Zszokowany i skamieniały nie mogłem się ruszyć, a tym bardziej wykrztusić słowa. Siedziała tam ostatnia osoba, której bym się spodziewał. Przede wszystkim sądziłem, że to będzie facet. Najwidoczniej niektóre kobiety też umieją tak bezuczuciowo podejść do zadawania ogromnego bólu. Ale żeby ona…?
-Cześć.-obdarzyła mnie szerokim uśmiechem. Kochałem ten uśmiech, naprawdę. To był jeden z tych, które działają jak słońce w ponury dzień.
-Co ty tu robisz?-wydukałem coś bezsensu.
-To moje biuro, raczej co ty tutaj robisz...
-Ja myślałem, że jadę do człowieka, który nasłał na mnie te dziewczyny, który mnie nienawidzi. Wybacz, chyba pomyliłem drzwi…-to co powiedziałem było głupie, lecz nie wpadłem na to w tamtej chwili.
-To właśnie ja.-wypowiedziała, z jakąś dumą w głosie.
-Słucham? Zaplanowałaś zniszczenie mi życia? Ty?-powtarzałem z niedowierzaniem.
-Nie, nie zniszczyłam ci życia. Uratowałam cię, Zayn.
-Więc kto to zrobił?
-A ty tak po prostu przychodzisz, zastraszasz moje dziewczyny, kradniesz nagrania, niweczysz wszystko, nieładnie, doprawdy…-kontynuowała, jakby nie słysząc moich słów.
Zlustrowałem ją dokładnie. To się nie dzieje, to nie ona… Zawiesiłem wzrok na jej szpilki, idealnie dopasowane do stóp, które rozłożyła na biurku, starając się jakoś uspokoić. Co ja mam jej powiedzieć, do cholery?!
-Ach, no tak, nie ładnie z mojej strony. Usiądź.
-W co ty grasz? Czy ja kurwa jestem w jakimś realisty show? Nickelodeon, może BBC, albo TTV? Wyjdźcie z tymi kamerami, to już nikogo nie bawi.
-Z wyjątkiem mnie.-patrzyła mi prosto w oczy, a kąciki jej ust znów się uniosły.
Czy jej uśmiech zawsze był taki fałszywy? Może wyrobiłem sobie o niej taką świetną opinię, że wcześniej tego nie dostrzegłem? Może ona zawsze była taką zimną suką…
-Okej, ja po prostu żądam wyjaśnienia, cokolwiek.
-Oddaj płytę.-szybko zmienia nastroje, teraz była wściekła, ehh. Właściwie ona cały czas taka jest, potrafi tylko dobierać odpowiednie maski.
-Wiem! Disney mnie wkręca! To jest to! Ale nie wiedziałem, że dalej z nimi…
-Zamknij się.-warknęła.-Kurwa, nie wyobrażaj sobie za wiele, to nie tania telenowela. Oddaj płytę.
-To jak? Pogadamy, czy załatwimy to inaczej?
-Inaczej, znaczy?-uniosła brew, podpierając brodę na rękach.
-Znaczy, że nie pomogą ci ani ochroniarze, ani te wszystkie pachołki i to z pewnością nie będzie miłe.
-Przepraszam, czy ty mi grozisz?-prychnęła śmiechem, traktując mnie jak podwładnego.-Chodź.
    Wstała z wielka gracją, poprawiła fryzurę i otworzyła drzwi, wskazując mi wyjście. Okej, nie mam nic do stracenia. Ruszyliśmy w stronę wind, a ja czułem na sobie miliony par oczu. Wszyscy zachowywali się jakby zobaczyli ducha. Może już jestem duchem? Może oni mnie zabili? Może to tylko pośmiertny sen? Ehh, nie wiem, ale właśnie zjeżdżam w jakieś podziemie. Zaraz… Skoro już nie żyje, a ona mnie zabiera w podziemie to znaczy do piekła! Ona zabiera mnie do piekła! Kurwa, opanuj się, dziewczyno! Wystarczająco złego mi wyrządziłaś w życiu, nie musisz robić też tego po śmierci! Zostaw rzesz mnie, nie chcę do piekła, słyszysz! Demi, zawróć to w tej chwili, rozumiesz!
-Co masz taką minę, jakbyś do piekła jechał?
Hmmm, no kurwa nie mam pojęcia czemu! Nie! Te drzwi się otwierają! Okej, jestem silny, zniosę wszystko, taak… Nawet to.
    Poszedłem za nią kilka kroków, spostrzegając, że jest tu bardzo zimno. Bardzo bardzo zimno. Uff, wszystkie chore obawy odeszły… Więc gdzie ona mnie zabiera? Wkroczyliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Było takie… dziwne. W środku gołe ściany, były tam tylko 2 fotele, kanapa i stolik. Nadaje się na jakiś klub miłośników poezji, czy coś… Rozsiadłem się na sofie, a ona naprzeciw mnie z nogami na ławie. Co ona z tym ma…
-Więc co chcesz wiedzieć, słońce?
-Dlaczego, jak, po co to zrobiłaś?
-Jak już mówiłam, szkoda mi się ciebie zrobiło…
-Szkoda? Miałem świetną dziewczynę, która urodzi mi za chwilkę dwójkę dzieci, przyjaciół, którzy mi ufali, kochających fanów, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, zdajesz sobie z tego sprawę?
-Zraniłyby mnie twoje słowa, gdybym nie wiedziała, że kłamiesz. Nie musisz przede mną udawać.
-Nie udaję…
-Wiem, że się bałeś. Nie chciałeś tych dzieci, nie chciałeś być ojcem. Jesteś jeszcze taki młody, a to wielka odpowiedzialność. Jakbyś tak bardzo ją kochał, to byś się oświadczył. Dałeś znak, że chcesz uciec, czyż nie?
-Nie.-na moje zaprzeczenie, zaśmiała się głośno i ironicznie. Zabierzcie mnie stąd, Boże.
-Zayn, znam prawdę. Nie chcesz tak żyć, nie tak to planowałeś. Pomogę ci. Ukryjemy się na mojej wyspie na Malediwach, nikt nas nie znajdzie, nikt nic nie będzie wiedział, upozorujemy naszą śmierć i zaczniemy żyć na nowo. Pod nowym nazwiskiem i z nową kartką, którą dzień po dniu będziemy zapisywać…
Tym razem śmialiśmy się wspólnie. To serio było zabawne, w tej całej sytuacji. Zabrzmiało jak niezły żart, może to serio ta telewizja… Oni się w takich specjalizują, wiem coś o tym.
-Proszę cię, skończmy to. Teraz wyjdę i będziemy udawać, że nic się nie stało. Zapomnę, że Demi Lovato próbowała rozbić moją rodzinę, naprawdę. Ale masz obiecać, że nigdy więcej nie zrobisz nic podobnego.
-A teraz ty mnie posłuchaj.-podeszła do mnie, siadając na kolanach i zakładając ręce na szyi.-Nie próbowałam, bo już to zrobiłam. I nigdy nie pozwolę jej, żeby zniszczyła ci życie. A wyjdziesz stąd, gdy oddasz płytę. Teraz wracam do obowiązków. Ah, chyba twoja była będzie miała małe kłopoty…
    Serce mi stanęło. Za wszelką cenę chciałem się od niej uwolnić, ale w żaden sposób nie mogłem. W końcu była coraz bliżej i bliżej, składając na moich ustach krótki pocałunek. Podniosła się poprawiając bluzkę i wyszła. Zostawiając mnie samego. Teraz mogę bardzo dobrze poznać bezradność, paraliżujący strach i troskę, która rozrywała moje serce od środka.

    Wziąłem kilka głębokich wdechów, lecz to nic nie dało. Stanąłem na równe nogi kopiąc z całej siły w ścianę, meble i wszystko, do czego miała dostęp moja noga. Finalnie z rozbiegu uderzałem w drzwi. Z całej siły. Najmocniej jak potrafiłem. Muszę się stąd wydostać. Muszę ratować cały mój świat. Kolejne uderzenia raniły moje słabe po tej nocy ciało. Ale nie czułem bólu, nie. Czułem strach. Strach i rozpacz. 
______________________________________________________________

Wiem, że rozdział nie jest najlepszy, przepraszam. Tak wgl jest tu ktoś oprócz tych dwóch osób które zawsze komentują (aka Pataxxon i Anne)? Kręci mnie pomysł kontynuacji tego bloga, serio.
PS Mam nadzieje że uda mi się napisać rozdział na za tydz i jakoś dodam bo wyjeżdżam. 
PS 2 Wiem że nie możecie się doczekać zejścia Alice i Zayna, kurna ja też. Powiem tylko jedno-"soon" ;).

4 komentarze:

  1. Genialne! *-*
    Demi Lovato? Serio? A co ona ma do tego? xD
    Chciała go ochronić? Spieprzyła mu przecież życie. Mam nadzieję, ze nic nie zrobią Alice..
    Jesteś genialna. Już tyle rozdziałów czekam, aż się pogodzą. ^.^
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Love U bab! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wypierdalaj, kurwa, na księżyc z tym jebanym "soon"!
    Liam aka. słodka panienka po pierwszym pocałunku (jak tak dalej pójdzie to, on Diane bd wszędzie widział)
    Zayn aka. zakładnik Lovato, 'bohaterki' ratującej mu 'życie'
    No i biedna Alice, nawet nie wie, że Demi coś na nią szykuje....
    Weź pisz i spadaj z 'soon'! Nie damy się nabrać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę Demi Lovato?? Czemu akurat ona??
    A co do kontynuacji bloga to jestem za. Świetna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. To tak....
    Rozdział ogólnie jest super <3
    Ale czemu akurat Demi ? :/
    Nie, że coś, bo fajnie wymyśliłaś wszystko, ale czemu Demi ?
    Mam nadzieję, że Zayn jakoś wszystko ogarnie i nikomu nic się nie stanie :)
    Liam jest genialny xD

    Czekam xx

    mwahh ♥

    OdpowiedzUsuń