piątek, 18 października 2013

69. *nazwę osłania zajebistość numeru rozdziału*

*Diana*
     Stałam nieruchomo naprzeciw Liama. Bardzo, bardzo blisko. Czułam jego dotyk. Odsunęłam się kawałek. Dalej nie wiedziałam co powiedzieć. Gdy już miałam zamiar otworzyć usta zabrakło mi tchu i zrobiłam głęboki wdech. Czy on…? Czy on jest rozbawiony tą sytuacją. Bałam się na niego spojrzeć, a wzrok zwiesiłam na swoje buty.
-To… To nie miało tak być.
Przybliżył się do mnie. Co on ma zamiar zrobić? Ratunku. Pochylił się do mojego ucha.
-A jak?-spytał niskim i seksownym głosem.
O Boże jego zapach… O Boże. O BOŻE! Specjalnie to zrobił! ‘Zaciągnęłam’ się nim, mrużąc oczy. Jaka odpowiedź jest prawidłowa? A jakie było pytanie? To w ogóle było pytanie? Nie obchodzi mnie to. Chciałabym pocałować go jeszcze raz, ale wiem, że nie mogę. Stałam taka sfrustrowana i szukałam jakiegoś punktu w który mogę się bezkarnie gapić. Wszystko byle nie jego twarz…
-Przepraszam za to…
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam nawet gdzie. Prawdopodobnie w przeciwną stronę i nie dojdę tędy do domu. A teraz nie mogę zawrócić, o nie. Wyszłabym na idiotkę. Okej, zaczekam na jakiejś ławce, lub w kawiarni, on sobie zaraz pójdzie i będę mogła tamtędy przejść. Na głośny dzwonek gwałtownie podniosłam głowę. Oj, chyba idę po drodze rowerowej. Gdzie do cholery w tym mieście jest jakiś chodnik? Poczułam rękę na moim karku. Obróciłam się pewna obaw.
-Gdzie uciekasz? Ja… Chciałem cię gdzieś zabrać. I nie wykręcaj się, wiem że masz czas, bo byłaś umówiona z Lou.
Kuźwa! Co robić? Może udam, że dzwoni mi telefon. Że babcia jest w szpitalu i to ważne. Albo, że mama każe mi… coś załatwić. Wreszcie odważyłam spojrzeć mu prosto w oczy. Jak się kłamało? Nie mogłam nawet wykrztusić słowa.
-Tak…
Nie wiedział co ma ze mną zrobić. Ten pocałunek, jakby w ogóle go nie ruszył. Albo mnie aż tak ruszył, że nie zauważyłam, że go też ruszył. Taak… Chwycił moją dłoń, ciągnąc gdzieś w kierunku parkingu. Szłam za nim jak kukiełka. Było mi już wszystko jedno i teraz wiem co czułam cały ten czas. Okropny wstyd. Jak to się w ogóle stało? Przecież zbliżyłam się tylko do jego policzka, do cholery!
-Ufasz mi?-znów usłyszałam jego ponętny głos.
Przytaknęłam, czekając aż otworzy mi drzwi do swojego kabrioletu. Kiedy siadłam na miękkim fotelu, obitym jasną skórą, zrozumiałam, na jak bardzo ‘zwaciałych’ nogach przyszło mi się poruszać. Dlatego było tak trudno!
    Mimo już nie tak wczesnej pory był upał. W Londynie dawno nie było tak ciepło, doprawdy. Li rozsunął dach i usiadł za kierownicą. Gdy ruszył przymknęłam oczy. Czułam jak wiatr rozwiewa mi włosy, co było dosyć przyjemne. Diana, weź się w garść! Nigdy nie byłaś taką uległą dziewczyną, bojącą się życia. Okej, od teraz zachowuję zimną krew. Otworzę oczy i będę w stanie normalnie mówić. Pozbędę się tego strachu i po części szoku. Raz, dwa, trzy…
-Gdzie mnie zabierasz?-spytałam słodko.
-Zobaczysz.-uśmiechnął się pod nosem.
    Nie było ruchu, więc droga minęła bardzo szybko. Gdy parkował w raczej nieznanym mi miejscu, wychylił się, przygryzając wargę. Czemu mi to robisz? Jeśli znów się na ciebie rzucę, to będzie tylko i wyłącznie twoja wina, słyszysz?
    Wyskoczył z auta nie otwierając drzwi i podbiegł pomagając mi wyjść. Z kieszeni wyciągnął jakąś opaskę. Bez słowa zawiązał ją na mojej głowie, pozbawiając mnie widoczności. Dobra, tylko mnie nie gwałć. Zmienił położenie i nagle poczułam jego rękę na swojej talii. Wzdrygnęłam się pod wpływem jego dotyku, a moje ciało było całe w ciarkach. Oddychaj spokojnie, to tylko jakiś chłopak, pfff. O nie! Czy ja prychnęłam na głos? Czemu on się zaśmiał? Fuck…
-Podnieś nogę.
Zdziwiona wykonałam polecenia i poczułam czyjeś łapska na łydce. Spieprzać. Aaa! Dlaczego stoję na czymś co się buja! Liam, gnoju, zaufałam ci!

*Alex*
    Kurwa! Kurwa! Co mam robić?! One mi uciekły, Zayna porwali… CO ROBIĆ?! Musze do kogoś zadzwonić, komuś powiedzieć… Do tej pory byłem bardzo spokojny. Super kurwa hero który niczego się nie boi… Nawet jak musiałem celować do tej dziewczyny, wszystko było ze mną ok. Teraz się telepię jak galareta. Usiadłem na tym pieprzonym dachu i wyciągnąłem telefon. Więc do kogo? Alice? Haha, odpada. Co bym jej niby powiedział? „No hej, zabrałem ojca twoich dzieci na akcję i przez przypadek go porwali, sorki. Może wiesz jak go znaleźć?” Właśnie się zorientowałem, że z tej pozycji doskonale widzę jej okno. Jest zapalone światło, ale nie widać żadnych oznak życia. Komórka tkwiąca w mojej dłoni dała o sobie znać, wibrując. Zerknąłem na wyświetlacz. „Alice”. Zaśmiałem się sam do siebie. To są chyba jakieś jaja! Wahając się, ostatecznie odebrałem.

-Hal-halo.-cholera! Głos mi zadrżał. Mam nadzieję, że nie zwróci uwagi. Wzrok cały czas miałem wlepiony w jej mieszkanie.
-No hej. Co robisz?
-Ja? Ja siedzę.-brawo, tak. To brzmi tak naturalnie!
-Aha. Bo słuchaj, mam takie pytanie…
-No?
-Kontaktowałeś się ostatnio z Zaynem?
-A o co chodzi?
-Tak tylko pytam. Bo ostatnio z nim gorzej, prawda?
No aktualnie nie jest z nim najlepiej, racja. Nawet nie wiem czy żyje, ale co tam. Pozdro.
-Nie martw się.-rzuciłem od nie chcenia. Błagam, oby się nie dowiedziała, że kłamię, błagam…
-Nie martwię się! Cześć.-rzuciła oburzona i rozłączyła się. Przynajmniej jest spokój.

    Pojawiła się przy oknie! Gwałtownie się ruszyłem, omal nie spadając. Kurwa, muszę uważać. Tu jest 10 pięter! Usiadła na parapecie, patrząc w dół. Proszę, nie patrz w górę! Hmm, nie powinna mnie zauważyć. Mam nadzieję…
    Przyjrzałem się jej dokładniej. Była bardzo smutna, zauważyłem nawet z takiej odległości. Trzymała rękę na pokaźnym brzuchu. Czy płakała? Nie wiem… Ale mi cisnęły się łzy do oczu. Stało się to, czego najbardziej w życiu się bała, a niczym sobie na to nie zasłużyła. Mianowicie została sama i to z dwójką dzieci. Czuję się bezradny i chciałbym jej pomóc, ale sam za nią nie wyjdę… Mogli się zejść z Zaynem, owszem. Ale teraz, gdy go nie ma, raczej tego nie zrobią… Jaki ze mnie idiota! Zaraz stąd skoczę, a ona będzie świadkiem mojej śmierci…
    Po pewnym czasie wziąłem się w garść, ponownie wyciągając iPhona. Okej, dzwonię do Louisa. Powiem mu prosto z mostu o co chodzi, tak.
-Halo?
-Cześć Louis, ma…
-Jeśli to nic pilnego, to oddzwonię, bo za minutę wchodzę na antenę.-rzucił z prędkością światła, rzucając słuchawką.
Sam na rozrabiałem więc sam dam sobie radę. Tak… Sam go znajdę i uratuję!

*Zayn*
    Obudził mnie głośny huk. Ta ciemność stawała się coraz bardziej jasna, a ja nie byłem w stanie otworzyć oczu. Jakieś tłumione głosy dochodziły do moich uszu. Au, moja głowa… Zaraz, więc gdzie jestem? Jest tu bardzo mało miejsca i duszno. Powietrze dochodziło na szczęście przez małą szparę. Spróbowałem ją powiększyć. Udało się. Właściwie to w efekcie otworzyłem bagażnik, w którym siedziałem. Dafuq? Coś ukuło mnie w udo. Sięgnąłem tam ręką. To coś jakby… Płyta! Próbowałem zdobyć płytę, ale przyszli tamci mięśniacy i mnie gdzieś zabrali! Już wszystko pamiętam. Jechaliśmy do ich szefa, tsa…
    Usiadłem, zwieszając nogi. Kurwa, brzuch… Wtedy dostałem w brzuch ouu… Uff, trzeba to jakoś przeboleć… Halo, ja tu jestem! I gdybym chciał, właśnie bym uciekał. Macie szczęście, idioci. O lezą.
-Ej patrz! On wstał!-usłyszałem z oddali.
No, a teraz rzucili się w bieg. Spokojnie! A tylko spróbujcie mnie uderzyć. Trochę płacę za treningi 3 razy w tygodniu… Okej, stanęli tylko naprzeciwko mnie, patrząc otępiałym wzrokiem. Ups, chyba nie posiadają innego spojrzenia, bo oni… Oni po prostu są głupi. Zaśmiałem się w myślach. Niestety nie potrwało to długo, bo wyciągnęli spluwy. Odruchowo sprawdziłem obecność mojej. Kurwa! Zostawiłem w tej jebanej kuchni! Eh, trudno, dam sobie radę…
-Więc jak? Mogę się zobaczyć z tym waszym panem i władcą?-spytałem odważnie. Może zbyt odważnie…?
Najpierw bardzo się zdziwili, co znów mnie rozbawiło. Następnie bez słowa wzięli mnie pod ręce, prowadząc do dużych obrotowych drzwi. To chyba jakiś biurowiec.
    Za moment poznam człowieka który zniszczył moje życie. Są różne typy niszczenia życia. Czasem ktoś komuś przez przypadek. Wystarczy jedna zła decyzja. Ale to nie to. Ta osoba zaplanowała to od początku do końca. Dokładnie w punkcikach, skomplikowany plan zniszczenia życia Zayna Malika. Fascynujące… Albo nie. To po prostu straszne! To jest jak… Jak morderstwo! Ale dlaczego? Co ja jej takiego zrobiłem. Zacząłem intensywnie myśleć, czy kiedyś zaszedłem komuś za skórę, aż tak bardzo…
    Kiedy miałem 10 lat obciąłem garść włosów Rebece, mojej koleżance z ławki. No ale hej, bawiliśmy się! To było nie chcący! De facto była jakąś tam miss i już nie mogła startować w tych wszystkich konkursach, ale włosy odrastają, racja?
    Pięć lat później rozkochałem w sobie nijaką Anne. Ona nie była brzydka, wręcz ładna. Miała kręcone złote loki za ramiona, niebieskie oczy, ładną figurę… Mimo tego była bardzo skromna i nieśmiała. Kiedyś chciałem dodać jej pewności siebie i dolałem tym oliwy do ognia. Laska naprawdę myślała, że ją kocham, ale boję się tego wyznać. Pisała moje imię otoczone serduszkami dosłownie wszędzie! Wtedy nienawidziłem czwartków, bo mieliśmy razem w-f. Doszło nawet do tego, że wbiegła w ścianę, bo się na mnie zapatrzyła! Plotka o naszym związku rozeszła się bardzo szybko i sięgała nawet do grona pedagogicznego. Ja po prostu tego nie chciałem, bo moim ‘crushem’ była Natalie, która nie zwracała na mnie uwagi, sądząc, że mam dziewczynę. Wiem, brzmi jak tania komedia romantyczna. Ostatecznie zgodziłem się z nią chodzić. To trwało jakieś 2 tygodnie, dopóki nie chciała się całować. Krzyknąłem na cały park, że nie chcę. Załamała się. Przez jakiś czas widywałem na jej nadgarstkach rany, nie mogąc nic z tym zrobić. Po roku przeprowadziła się do innego miasta. Nigdy nie czułem tak ogromnego poczucia winy. Nie licząc oczywiście sprawy z Leną…
    Czyżby to była Anne? Nie, nie sądzę… Ona nie zrobiłaby czegoś takiego. Przecież dorosła i zrozumiała, że ja tylko nie byłem zainteresowany. To nie koniec świata. Na pewno potem miała jeszcze miliony chłopaków… Zostawał jeszcze Ben. Och, tak Ben miał prawo mnie nienawidzić. Zaledwie rok przed X Factorem mocno się pokłóciliśmy. Dawniej byliśmy najlepszymi kumplami, dopóki… Nie upokorzyłem go przed całą szkołą. Zrobiłem to nieświadomie, przepraszam, przyjacielu! On powierzył mi swoją największą tajemnicę. Był biseksualny. Tak, dokładnie, był Bi. Pamiętam, że miał charakterystyczną ksywkę Bono. Ja dostałem na święta nowy telefon i nie za bardzo umiałem się z nim obchodzić. Esemesowaliśmy. W pewnym momencie wysłałem mu coś w stylu „Bono, moja mama chyba wie, że nie jesteś hetero.”. I wszystko było okej. Dopóki nie wszedłem na Facebooka… Screeny tej wiadomości były wszędzie! Okazało się, że zaznaczyłem "wyślij do wszystkich"! Nie miałem aż tak wielu kontaktów, jednak wystarczył numer wroga #1 Bena… Ludzie gadali o tym bez przerwy cały rok, dopóki nie trafiłem do programu. Wtedy gadali tylko o mnie, a tamta sprawa ucicha. Ale to był najgorszy rok w jego życiu i od tamtego momentu nie odezwał się do mnie ani razu. Chciałem nawet wcześniej zwrócić na siebie całą uwagę, robiąc różne głupoty, typu publikowanie mega przypałowych zdjęć, lecz nic nie pomagało.
    Morał z tego taki, że byłem straszny, ale niechcący. Teraz ktoś chcę prawdopodobnie zemsty. Tylko kto… Jechaliśmy już windą i teraz stałem przed drewnianą powłoką z tabliczką Prezes. Jeden z pachołków otworzył przede mną drzwi. Człowiek, który chcę mnie zniszczyć i którego nienawidzę z całego serca siedział na kręconym krześle, odwrócony do mnie tyłem. Fotel powoli się obrócił i ujrzałem jego oblicze. CO?!
________________________________________________________

Na początek sorry za tytuł, ale musiałam xd
Więc? Jak obstawiacie, kto to?
Wgl ostatnio wpadłam na taki szalenie szalony pomysł. Mianowicie, żeby zrobić kontynuacje bloga, akcja toczyłaby się po iluśtam latach. Nie ukrywam, że już jesteśmy blisko końca. Nie wiem ile jeszcze, chyba tak min. 5 rozdziałów? Nie wiem sama.
Przykro mi, że też macie burdel w szkole jak ja ;c Już nie wyrabiam, serio. Ostatnio CAŁY DZIEŃ odkąd wróciłam ze szkoły uczyłam się na prace klasowa z bioli i dostałam 3, bo ona se wymyśliła jakieś rzeczy których nie mieliśmy. Mnie to mało obchodzi, bo oceny nie są dla mnie ważne, tylko to co wiem, a o tym co było w programie wiem prawie wszystko ale pani upiera się żebym poprawiła. Nie wiem już sama. Ehhh. Do tego na matmie zaczyna mi się geometria #dead

#Wemuststaystrong!

2 komentarze:

  1. Dobiłaś do magicznej liczby 69!
    Jej! Druga część? Już to lubię!
    Ja też mam 2 takie nauczycielki, które dają coś, czego ni było O.O i weź tu bądź mądry?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha. Tytuł mnie rozwalił! XD
    Rozdział genialnyy! *-* Nie mam pojęcia, kto to może być i nawet nie wiem kogo by tu obstawić. Już nie mogę się doczekać, kiedy to wszystko się wyjaśni.. Ja chcę wiedzieć, kto mu tak struł życie. Czekam na next'a kochana. Love U! ;*

    OdpowiedzUsuń