niedziela, 13 października 2013

68. Surprises!

*Diana*
     Stałam nie ruchomo. W mieście jest ful ulicznych grajków, jednak ten nie pozwolił się zignorować. Nie olśniewał swoim wyglądem. Właściwie to… Wyglądał śmiesznie. Naprawdę jakiś dziwak. Jego głos… On był niesamowity. I… Albo miał zeza, albo na mnie spoglądał. Ciężko było to dojrzeć, przez te okulary. Podeszłam bliżej, wsłuchując się w tą czystą barwę. Mam wrażenie, jakbym ją kiedyś słyszała… Zaraz, kto tak śpiewa? No tak! Głos podobny do Liama, to to mnie tu przyciągnęło! Wszystko jasne. Niestety teraz muszę lecieć, Lou czeka wystarczająco długo, jest trochę po 7. Z drugiej strony… Ja zawsze tyle na niego czekałam, nic mu się nie stanie, a ten koleś jest tak niesamowity! Zaczęłam myśleć czy mam jakieś drobne, aby go wspomóc. Gdy miałam już wyciągać portfel, zorientowałam się, że on nie zbiera pieniędzy. Nie postawił przed sobą jakiegoś pudełeczka, kapelusz ma na głowie… Taki dziwak… Piosenka się kończyła, a ja wpatrywałam się w wykonawcę jak sroka w gnat, taak. Liczyłam na następny kawałek, ale on po prostu zdjął gitarę z ramienia, kładąc obok siebie. Może odpoczywał… Okej, wszyscy się rozeszli, ja też powinnam, nie chcę wyjść na idiotkę.
    Ruszyłam w stronę schodów, gdy poczułam czyjś dotyk na ramieniu. Obróciłam się. To on!
-Stój!
-Przepraszam, spieszę się.-oburzyłam się troszkę jego śmiałością, idąc dalej.
-Umówiona?
-Dokładnie. Do tego spóźniona.
-Nic się nie stało.
-Słucham?
-Trochę czekałem, ale dało się znieść.
Dezorientacja to dobre słowo. Doprawdy nie wiedziałam co myśleć. To Louis? Kurna, widzę, że to nie on! Co się tu dzieje? Wyszliśmy już z podziemia, a ja dalej nie wiedziałam co powiedzieć.
-Kim jesteś?-to jedyne, co przyszło mi do głowy.
Dziwak zdjął wąsy, perukę i okulary. O mój boże…
-Diana, haha, nie chciałem cię wystraszyć, przepraszam.-dukał przez śmiech.
-Nie wystraszyłeś.-rzuciłam dalej zdziwiona.
-Twoja mina mówiła coś innego.
-No bo podchodzi do mnie jakieś coś i gada dziwne rzeczy no to kurde.-walnęłam go lekko w klatę.-O co tu w ogóle chodzi?!
-To była niespodzianka, dla ciebie.
Zastygłam w pół kroku. CO. O. M. F. G. REALLY? Taka niespodzianka? Dla mnie? On to zaśpiewał dla mnie? I przebrał się dla mnie? I zorganizował to wszystko dla mnie? Żeby mi zrobić przyjemność? Kto mu zapłacił? I przede wszystkim ile?
-Nie musisz dziękować, wystarczy twój uśmiech. Skończ z tym przerażeniem na twarzy!-znów zachichotał.
Ja… Chyba powinnam pocałować go w policzek? Tak w ramach tych podziękowań. To wyjdzie tak po koleżeńsku, ale miło. Bardzo miło… Położyłam dłonie na jego ramionach, stanęłam na palcach zbliżając swoje usta do… jego ust. Złożyłam na nich małego całusa. Co ja zrobiłam? Co. Co się dzieje. Powtórzyłam to. Teraz on. Pogłębił pocałunek, łapiąc mnie za twarz. Zrobił to jakby nie śmiało, ale Jezu… Nikt nigdy nie pocałował mnie tak… Tak! Zdaje się, że zrzuciłam jego kapelusz, ale kto by się tym teraz przejmował! Dobrze, że stał tuż obok, bo moje nogi były jak z waty. Nie mogłam na nich ustać. Zaraz… Co ja robię? Powinnam przestać! On też! Ej, ty! Przestań! Albo nie. Nie przestawaj, słyszysz! Błagam! Mogę się udusić, ale nie przestawaj. Liaś, słyszysz?

*Zayn*
    Stałem przerażony, nie mogąc się ruszyć. Mózg nakazywał mi chwycić broń, co nie było takie proste. Zrobiłem krok. I drugi. Byłem coraz bliżej Cary, która przed chwilą zestrzeliła kubek z ławy. Ma cela, to fakt. Pasowałaby troszkę na policjantkę…
-Nie ruszaj się! Co ty tu do chuja robisz? Nie zapraszałam cię, więc wyjdź drzwiami, albo pomogę ci wyjść oknem!-krzyknęła bardzo doniosłym głosem.
Założę się, że nawet Lena mogła ją usłyszeć… Mogła, jeśli jest w domu, a nie na randce. O mój boże, ona na pewno jest teraz w restauracji. Albo może już wrócili, ale nie interesują ich inne odgłosy… Myśląc o tym zrobiłem smutną minę, spuszczając wzrok. Jakbym w ogóle nie stał teraz naprzeciwko dziewczyny, która zaraz mnie zabije…
    Kątem oka zauważyłem zbliżającego się Alexa. One chyba nie miały pojęcia, że nie jestem sam. Dalej, Zayn, powiedz coś i odwróć jej uwagę!
-Cześć, Cara, Megan i Samanta, tak?-zacząłem wesoło.
Rudowłosa dziewczyna wysunęła się zza koleżanek i zeszła kilka schodków niżej, żeby lepiej mnie widzieć. Przytaknęła głową i skrzyżowała ręce na piersiach. Blondynka zwiesiła głowę i pokręciła nią jakby z niedowierzaniem. Alex był coraz bliżej i w końcu udało mu się przyłożyć jej pistolet do skroni. Zastygła w bezruchu.
-Oddaj broń, nie będziemy tak rozmawiać.-powiedział chłodno i tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Potulnie wykonała jego polecenie. Miała przegraną minę, widać, że nie tego oczekiwała. Najchętniej teraz zaczęłaby płakać, widać to po niej. Ehh, księżniczka.
    Wtedy nieoczekiwanie, siedząca wcześniej na górze schodów Megan, podniosła się podchodząc do mnie. Bardziej jednak zszokowało mnie to, że była w bikini. Albo raczej w sznurkach, taaak… Stanęła naprzeciw mnie i każdy był ciekawy co zaraz się wydarzy. Au! Oberwałem siarczystego policzka! Złapałem się za czerwieniejącą twarz.
-To za nie miłe słowa w pubie…-uśmiechnęła się pogodnie.-Więc o czym chcecie porozmawiać?
-To nie zmieni faktu, że nadal jesteś kurwą. Płyta.
-Jaka płyta?
-Chcę nagranie z kamery.
-Z naszej wspólnej nocy, tak?-zaśmiała się Cara.-Taka pamiątka? Jest co wspominać.
-Nie wydaje mi się. Oddajcie to.
-Znajdź sobie. A my… My się już chyba zbieramy.
-Nie skończyliśmy rozmawiać.-Alex znów się odezwał, aż sam zaczynałem się go bać.
-Co jeszcze?-jęknęła brunetka.
Nie wiedziałem jak to ująć słowa. Co zrobić, aby je przekonać? Finalnie wyciągnąłem portfel, na co wszyscy patrzyli z szeroko otwartymi oczami. Co teraz zrobię? Wyciągnąłem nic innego jak zdjęcie USG i im je podałem.
-Co to?
-To moje dzieci, które będą wychowywać się w rozbitej rodzinie, przez ten głupi żart. Myślę o nich w każdej sekundzie i ja… Nawet nie wiem, czy wszystko z nimi okej.
-Urzekła mnie twoja historia…-mruknęła Cara po dłuższej chwili milczenia.
-Nie o to mi chodziło. Po prostu… wytłumacz mi dlaczego?
-Daj sobie spokój koleś, zrobiłyśmy to dla kasy.
-Ile?
-Co ile?
-Ile chcecie?-krzyknąłem.
-Wyjaśnijmy coś sobie.-blondynka podeszła do mnie, patrząc prosto w oczy.-Nie damy ci tego. Chciałyśmy trochę zarobić, ale przede wszystkim byłyśmy winne komuś przysługę. Teraz spadaj.
-Czekaj… Czyli nic między nami nie zaszło?
-Proszę cię! Byłeś tak pijany i jeszcze ta tabletka gwałtu… Mogłeś tylko leżeć nieruchomo. Skoro ty nie wychodzisz, to my to zrobimy.
-Nigdzie nie idziecie.-Alex zastąpił im drogę do drzwi.
Niestety niewiele to dało. Były cwane, wbiegły na górę i zamknęły się w pokoju. Nie wiem co chciały tym osiągnąć, ale nie obchodziło mnie to. Czym prędzej zabrałem się za przeszukiwanie salonu. Pełno jakiś durnowatych pisemek, filmów na dvd czy książek. Ugh, no please!
-Balkon!-krzyknął mój towarzysz.-Wychodzą przez balkon!
Następnie podbiegł do okna i je otworzył. Zaczął przymierzać się do wyjścia na zewnątrz. On zwariował!
-Alex! Zostaw je, niech idą!
-Nie. Zayn one nie mogą stąd uciec, będzie po nas! Spróbuje je zatrzymać, a ty szybko znajdź ten jebany filmik!
    Myśl… Myśl idioto! Gdzie mogły to schować?! To musi być w tym domu, tylko kurwa gdzie?! Jakieś dziwne miejsce… Czajnik! Wbiegłem do kuchni wylewając całą jego zawartość. Dziwne, ale nie trafiłem. Oks, śmietnik. Hmm, śmierdzi teraz w całym domu, to też nie tu. Toster, lodówka, zamrażarka, ekspres do kawy, zmywarka, piekarnik, mikrofalówka! Nigdzie tego nie było! Sprawdzałem nawet pomiędzy talerzami, tłukąc co nie co. Gorączkowo otwierałem wszystkie szafki i szuflady, nie widząc nic interesującego. Cholera, tu jest nawet krajalnica, a nie ma głupiej płyty! Z nerwów nawet zacząłem rzucać jajkami o ściany. O, ulubione płatki śniadaniowe Horana. Chwyciłem opakowanie do ręki by dokładnie dojrzeć nazwę. Billy Mays, zgadza się… Nie zajmuj się pierdołami, debilu! Skarciłem się szybko odkładając przysmak. Zaraz… Skoro sprawdzam wszędzie, to w płatkach też mogę. Wysypałem ich zawartość na blat. Nic… Okej to było głupie. Rzucając pustym kartonem coś mnie zdziwiło. Było jakieś takie ciężkie, jak na kawałek papieru… Zajrzałem do środka. Nie wierzę! Płyta była przyklejona do ścianki opakowania taśmą! Haha, kto to wymyślił?          
    Zaśmiałem się tryumfalnie, przypominając sobie o Alexie. Wyjrzałem przez uchylone okno. Słyszałem jakieś odgłosy, jak gdyby z dachu. Serio? Może powinienem… Tam pójść? Nie wiem czy to będzie możliwe z moim lękiem wysokości. Stawiłem nogę na parapet, ale odsunąłem się od niego zrezygnowany. Kurwa, jest facetem i powinienem walczyć, a nie zachowywać się jak mała dziewczynka! Odważnie zawołałem przyjaciela, by upewnić się gdzie są.
-Zay, już?
-Tak!
-Chodź tu!
-Idę…-odparłem mniej pewnie.
Gdy już miałem to zrobić usłyszałem brzęk pęku kluczy. Ktoś tu idzie! Co robić?! Nie zdążę już uciec! Zacząłem kręcić się w kółko, co musiało wyglądać komicznie. Ukryłem bezpiecznie mój największy skarb aka dowód. Spokojnie spoczywał w spodniach, które idealnie się nadawały.
-Uciekaj!-wrzasnąłem w ostatniej chwili.
    Stanąłem przed nimi, jak gdyby nigdy nic… Ci ochroniarze to nie tacy mięśniacy, ale muszą być niebezpieczni. Tak, z pewnością. Nie potrafię opisać ich zdziwienia, gdy mnie dostrzegli. Byli jakby właśnie zobaczyli schody w windzie. Co robić? Oni stoją skamieniali, ja w sumie też. Mam się przywitać, uciec, czy wypić z nimi herbatkę?
-Co on tu do chuja robi?-wydusił z siebie jeden.
-Nie… wiem…-odpowiedział drugi
Na jego głos miałem ochotę roześmiać się na cały apartament. Czy on się naćpał lekami na menopauzę? Miał tak zamulony głos, że chyba sam by się zdziwił, gdyby nie był tak zamulony haha.
-Zabieramy go do szefa.
-Okej…
Dobra, zrobiło się mniej śmiesznie. No, odrobinę mniej. Mam się stawiać, a może pójść dobrowolnie... Dalej siedziałem jak mysz pod miotłą. Malik, powiedz coś sensownego, proszę…
-Halo, panowie, gdzie chcecie iść?-tak, brawo.
Spojrzeli na mnie jak na idiotę. Jeden podszedł i tak po prostu kopnął z kolana w brzuch. Tak jakby właśnie podawał mi rękę. Widać, że ma wypracowany ten gest. Padłem na ziemię, kuląc się. Kurwa, zrobił we mnie dziurę! Dostałem ataku kaszlu, poczułem krew w ustach i przestało być tak przyjemnie.
-Wstawaj.-kopnął mnie w plecy, co mi nie pomogło.
Podniosłem się po chwili i próbowałem wymierzyć mu cios w odwecie, ale chyba nawet tego nie spostrzegł. Miał mnie w dupie. Może to i lepiej, bo dobrze by się to nie skończyło… Wzięli mnie pod ręce, wyprowadzając z mieszkania. Zamknąłem oczy. To się nie dzieje… Alex ostrzegał, że będzie niebezpiecznie, ale miałem to za nic. Sądziłem, że tak tylko gada. Tak jakby ktoś ci powiedział, że przechodząc przez pasy jest niebezpieczne, bo może potrącić cię samochód. Zjechaliśmy windą, będąc za sekundę na parterze. Proszę tylko mnie nie wiążcie!
    Podeszliśmy do czarnego audi. Takie typowo mafijne auto… W mgnieniu oka znalazłem się w bagażniku z grubym plastrem na twarzy. Miałem ochotę po prostu krzyczeć. Z bólu, strachu, bezradności, głupoty, cierpienia i po części z tęsknoty za normalnym życiem. Za życiem które mógłbym kontynuować, gdybym przyhamował trochę na after party. Jedna głupia noc, a potrafi zjebać wszystko.

    Jestem taki zmęczony. Naprawdę padnięty… Ile już jedziemy? Wydaje mi się że kilka lat. Gdy mrugałem, moje oczy coraz ciężej się otwierały. Brzuch cały czas dawał o sobie znać. To był zdecydowanie trafny cios… Nie możesz teraz usnąć, rozumiesz? Nie zamykaj tych oczu! Ej, otwórzcie się! A, zresztą. Mogę mieć zamknięte, nie usnę. Nie usnę, one będą tylko zamknięte…
__________________________________________________________

Cieszcie się z cudzego nieszczęścia! Huraa! Byłam chora więc wyrobiłam się z rozdziałem mimo 69 sprawdzianów ;) We wtorek na sprawdzianie z wosu prawie zemdlałam i wpisałam tam byle co, wiec mama po mnie przyjechała i w środę też nie poszłam, dopiero w czwartek. Na następny tydzień mam zapowiedziane już dwa... Ale przynajmniej w pon dzień nauczyciela i mam tylko pół godzinny apel ;) 
A jak u was?

theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny rodział. Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No genialny! *-* Ale kiedy Zay i Alice do siebie wrócą? Już tyle rozdziałów czekam. xD Oni nie mogą nic zrobić Zayn'owi. Nie zrobią, prawda?
    Ja w tym tygodniu w każdy dzień w szkole miałam albo kartkówki, albo sprawdziany kochana. A w poniedziałek nie mam wolnego, tylko skrócone lekcje o 5 min i apel. Idiotyzm.
    Czyli już nie jesteś chora, tak? To doobrze. ;) Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Kiedy tak około go napiszesz? Love U bab! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie zareagowałabym tak samo jak Diana, no może bym go nie pocałowała... Podkreślam! 'może...'
    Zayn Malik aka. Idiota Wszech Czasów i tylko tyle co do pana, trzy razy nie wiem, zadzwonimy!
    Przepraszam, że tak późno komentarz, bo rozdział przeczytany przed 12, ale mój nieugięty braciszek... Nienawidzę drania! To, że za tego gówniarza, rzuciłabym się w ogień, to inna sprawa ;P
    Ja jutro idę do sql, mam 2 pierwsze lekcje a potem kilka godzin siedzenia na sali gimnastycznej, nie ma to jak kilka uroczystości w jednej! *Poker face* Ale już wszytko zaplanowałam, by czymś się zając i nie zmarnować tego czasu biorę A. podręcznik do chemii B. podręcznik do historii no i wariant C. kolejny podręcznik do chemii. Jaka po tym apelu mądra się zrobię!
    Też mam masakrę w szkole ;( W środę pisze przedmiotowy z chemii, 21 z historii a 23 lub 24 z polskiego! I jeszcze kupę podręczników do przeczytania! Serio? ich chyba powaliło! Ale to nic, jedna dziewczyna pisze 6 przedmiotowych! Ona jest chora chyba!
    Hahaha... Przepraszam, o opowiadaniu tylko trochę, ale oczywiście ja, zaczęłam swój wywód o szkole aka. piekło na ziemi ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń