piątek, 25 października 2013

70. Go to hell!

*Liam*
    Sięgnąłem do kieszeni w celu odnalezienia kluczy. O, są. Dopiero gdy chciałem wcelować nimi w zamek drzwi, zorientowałem się jak bardzo trzęsą mi się dłonie. Oh, Liam, ty zakochany dzieciaku. Zaraz… Zakochany? Czy ja ją kocham? Kiedy już udało dostać mi się do środka naszej rezydencji, zatrzasnąłem za sobą drewnianą powłokę opierając się o nią. Trudno to stwierdzić, jednak po dzisiejszym dniu, nie będę mógł zasnąć. Zasnąć to za mało powiedziane. Nie będę jeść, czytać, pisać nic. Co ta dziewczyna ze mną zrobiła!

-Tu jest pięknie!-usłyszałem głos zachwyconej Diany. Huraaay!
-Dlatego wybrałem to miejsce.-uśmiechnąłem się jakby sam do siebie.
    Byliśmy na samym środku turkusowego jeziorka. Nasza łódka była ładnie przystrojona i wyposażona w koszyk z jedzeniem. Zorganizowałem piknik na wodzie. O tak, jestem znany z takich akcji. Pamiętam jak wiele lat temu przygotowałem podobną niespodziankę pewnej ślicznej i naprawdę fajnej dziewczynie. Tylko chyba ja byłem niezbyt fajny, bo odprawiła mnie do domu, zrywając wszystkie kontakty. Co cię nie zabije to cię wzmocni, mówią.
-Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego.
Sądząc po tonie jej głosu chyba nie miała zamiaru powiedzieć tego na głos. Jednak powiedziała. To sprawiło mi przyjemność, jednak nie wiedziałem jak się zachować. Powinienem ją pocałować? Nie, ona tego nie chciała, to zwykły wypadek. Ostatecznie powstrzymałem się, zapychając usta soczystymi winogronami.

    Po chwili oprzytomniałem, i wstałem z podłogi. Tak, to wspomnienie mnie „położyło”. Okej, więc co chciałem zrobić? Gdzie powinienem iść? Chyba najpierw wyjdę z przedsionka. Tak, to dobry pomysł. Gdy już znalazłem się w kuchni, zastałem tam Nialla. To raczej oczywiste.
-Co się tak skradasz?-zagadnął stojąc przed otwartą lodówką i wyjadając resztki szynki z opakowania.
-Ja się skradam? Ja się nie skradam. Chyba. Nie wiem. Co? Dobra, nieważne.-słowa wydostawały się z moich ust mimowolnie i w przypadkowej kolejności. A w głowie miałem jeszcze większy burdel.
-Piłeś. Beze mnie. Ohh…
-Ja? Pić? Piłem lemoniadę piłem. Boże, nie słuchaj mnie. I ty też nie. Nie słuchajcie mnie.
-Liam skończ i połóż się spać. Jutro dam ci coś na kaca i tak rozwiążemy sytuacje.-jego twarz złagodniała. Teraz zabierał się za koreczki z wczoraj.
-Nie jestem pijany!-powiedziałem chyba za głośno, na co się wzdrygnął.
Odłożył jedzenie i podszedł bliżej. Chuchnąłem mu na potwierdzenie. A może wciągnąłem powietrze? Albo go oplułem. Sam już nie wiem.
-Z kim byłeś?-spytał głosem nadopiekuńczej matki. Gdy nie otrzymał odpowiedzi, powtórzył pytanie.
-Z Dianą.-obróciłem się na głos Louisa. Czy on wyrósł z ziemi? A nie, ma reklamówkę z Sainsberry’s. Byli z Hazzą na zakupach. I właśnie wrócili, pogrążając mnie jeszcze bardziej…
-Czy to prawda?-irlandczyk był coraz bliżej. Teraz towarzyszył mu też Larry.
-T-tak.
-Co robiliście?
-Byliśmy w parku.-odpowiedziałem bardzo niepewnie.
-W parku?
Czy oni do cholery chcą mnie udusić? Odsunąć się! Nie chcę się wygadać, nie! Chcę iść spać. Albo raczej położyć do łóżka i pomyśleć o tym wszystkim. O tym pocałunku… O mój Boże! Nie mogę sobie o tym przypominać, bo zaraz umrę!
-No dobra, całowaliśmy się!-krzyknąłem z desperacji.
Równiutko, jak żołnierze, zrobili krok do tyłu. No nareszcie! Mogę iść? Jednak wtedy niespodziewanie chwycili mnie pod ręce, sadzając na kanapie w salonie. The Fuck?
-Więc teraz opowiadaj. Wszystko.
[…]
-Po całej akcji odwiozłem ją pod dom. Chciałem ją pocałować. Wiecie, jak na filmach. Jeszcze raz poczuć smak jej ust… Ten zapach… Te dłonie zakleszczone w moich włosach i wiecie… Niewiele pamiętam bo wtedy nie było niczego. Mieliście tak kiedyś? Wszyscy ludzie, samochody budynki, cały ten gwar, zniknęły. Trwaliśmy w bezkresnej jasności, łącząc nasze wargi i nie mogąc się od siebie oderwać. Już nie mogliśmy złapać tchu, ale brnęliśmy jeszcze dalej. Nawet nie wiem ile to trwało, ale spokojnie było najdłuższym pocałunkiem mojego życia. Gdy już powróciliśmy do rzeczywistości, ona żałowała. Więc nie zrobiłem tego po raz drugi…
-Już się nie mogę doczekać relacji, gdy pierwszy raz ją bzykniesz…-Niall przerwał ciszę po mojej opowieści, na co Lou szturchnął go łokciem.
-Niall! Przestań!
-A no tak, zapomniałem, że to twoja była i pewnie nie chciałbyś słuchać takich opowieści.
Momentalnie zerknąłem na Harrego. Zapatrzył się w dal i zwrócił wzrok na Tomlinsona.
-Chcesz mi powiedzieć, że jesteś o nią zazdrosny?-zaczął czepliwym tonem, a jego mąż jąkał się, nie wiedząc co powiedzieć. Może to dobry moment? Może by tak skorzystać z okazji, wymknąć się na górę i w spokoju porozmyślać o tym zapachu, delikatności i tych ustach… O mój Boże, nie. Nie mogę o tym myśleć, chyba zaraz umrę.
    Czuję się młodszy o kilka lat. Jakbym był nastolatkiem jarającym się złapaniem dziewczyny za rękę. To jest takie… Świetne. Już zapomniałem jak to jest tak starać się o kogoś, organizować takie niespodzianki jak ta dzisiaj, skraść nieśmiało pierwszy pocałunek, odliczać sekundy do następnego spotkania… Po prostu poznawać siebie i budować coś od nowa. Danielle tylko była. Kochałem ją, ale gdy ją pocałowałem, nie przeżywałem tego przez następny miesiąc. Owszem, na początku pewnie tak było, ale potem wkradła się rutyna. Niektóre związki przeobrażają ją w głębszą miłość, a inne szukają urozmaicenia poza wspólnym światem. Do nas doszła jeszcze długotrwała rozłąka, kilka innych czynników i bum. Właściwie, możliwe, że nieświadomie doszukiwaliśmy się wymówek, nie wiem tego. Wiem, że to była właściwa decyzja, żeby ruszyć dalej. I… O Boże te usta… O czym ja myślałem?
-Liam! Liam, jesteś tu?
-Ja? Gdzie ja jestem? Co? Tu. Tu jestem. A wy? Boże, co… Dobra, nieważne.
-Widzicie, mówiłem. No zwyczajnie pijany!-zakpił Niall, wciągając makaron na ostro. Ach, ten jego wieczorny głód nadszedł, no tak…
-On się normalnie trzęsie, patrz no na jego kolana…-szeptał Harry do LouLou.
-Kurde, faktycznie. Co z nim zrobimy?
-Liam!-zaczął zaczepiać mnie Nialler.-Motyle ci wylatują ustami!
-Co? Boże, moje motyle! Co? Jakie motyle? Gdzie one teraz są?-słowa wydostawały się z moich ust bez żadnego pozwolenia. Nie obchodził mnie za bardzo żaden dialog. Ona jest taka słodka, jak ona wyglądała, gdy mnie pocałowała… O matko! Ona mnie pocałowała…
-Horan bawi cię to!-wrzasnął Styles, w odpowiedzi na jego „tarzanie się” po dywanie, nie mogąc złapać oddechu. Tak, bawi go to, zdecydowanie.

*Zayn*
    Zszokowany i skamieniały nie mogłem się ruszyć, a tym bardziej wykrztusić słowa. Siedziała tam ostatnia osoba, której bym się spodziewał. Przede wszystkim sądziłem, że to będzie facet. Najwidoczniej niektóre kobiety też umieją tak bezuczuciowo podejść do zadawania ogromnego bólu. Ale żeby ona…?
-Cześć.-obdarzyła mnie szerokim uśmiechem. Kochałem ten uśmiech, naprawdę. To był jeden z tych, które działają jak słońce w ponury dzień.
-Co ty tu robisz?-wydukałem coś bezsensu.
-To moje biuro, raczej co ty tutaj robisz...
-Ja myślałem, że jadę do człowieka, który nasłał na mnie te dziewczyny, który mnie nienawidzi. Wybacz, chyba pomyliłem drzwi…-to co powiedziałem było głupie, lecz nie wpadłem na to w tamtej chwili.
-To właśnie ja.-wypowiedziała, z jakąś dumą w głosie.
-Słucham? Zaplanowałaś zniszczenie mi życia? Ty?-powtarzałem z niedowierzaniem.
-Nie, nie zniszczyłam ci życia. Uratowałam cię, Zayn.
-Więc kto to zrobił?
-A ty tak po prostu przychodzisz, zastraszasz moje dziewczyny, kradniesz nagrania, niweczysz wszystko, nieładnie, doprawdy…-kontynuowała, jakby nie słysząc moich słów.
Zlustrowałem ją dokładnie. To się nie dzieje, to nie ona… Zawiesiłem wzrok na jej szpilki, idealnie dopasowane do stóp, które rozłożyła na biurku, starając się jakoś uspokoić. Co ja mam jej powiedzieć, do cholery?!
-Ach, no tak, nie ładnie z mojej strony. Usiądź.
-W co ty grasz? Czy ja kurwa jestem w jakimś realisty show? Nickelodeon, może BBC, albo TTV? Wyjdźcie z tymi kamerami, to już nikogo nie bawi.
-Z wyjątkiem mnie.-patrzyła mi prosto w oczy, a kąciki jej ust znów się uniosły.
Czy jej uśmiech zawsze był taki fałszywy? Może wyrobiłem sobie o niej taką świetną opinię, że wcześniej tego nie dostrzegłem? Może ona zawsze była taką zimną suką…
-Okej, ja po prostu żądam wyjaśnienia, cokolwiek.
-Oddaj płytę.-szybko zmienia nastroje, teraz była wściekła, ehh. Właściwie ona cały czas taka jest, potrafi tylko dobierać odpowiednie maski.
-Wiem! Disney mnie wkręca! To jest to! Ale nie wiedziałem, że dalej z nimi…
-Zamknij się.-warknęła.-Kurwa, nie wyobrażaj sobie za wiele, to nie tania telenowela. Oddaj płytę.
-To jak? Pogadamy, czy załatwimy to inaczej?
-Inaczej, znaczy?-uniosła brew, podpierając brodę na rękach.
-Znaczy, że nie pomogą ci ani ochroniarze, ani te wszystkie pachołki i to z pewnością nie będzie miłe.
-Przepraszam, czy ty mi grozisz?-prychnęła śmiechem, traktując mnie jak podwładnego.-Chodź.
    Wstała z wielka gracją, poprawiła fryzurę i otworzyła drzwi, wskazując mi wyjście. Okej, nie mam nic do stracenia. Ruszyliśmy w stronę wind, a ja czułem na sobie miliony par oczu. Wszyscy zachowywali się jakby zobaczyli ducha. Może już jestem duchem? Może oni mnie zabili? Może to tylko pośmiertny sen? Ehh, nie wiem, ale właśnie zjeżdżam w jakieś podziemie. Zaraz… Skoro już nie żyje, a ona mnie zabiera w podziemie to znaczy do piekła! Ona zabiera mnie do piekła! Kurwa, opanuj się, dziewczyno! Wystarczająco złego mi wyrządziłaś w życiu, nie musisz robić też tego po śmierci! Zostaw rzesz mnie, nie chcę do piekła, słyszysz! Demi, zawróć to w tej chwili, rozumiesz!
-Co masz taką minę, jakbyś do piekła jechał?
Hmmm, no kurwa nie mam pojęcia czemu! Nie! Te drzwi się otwierają! Okej, jestem silny, zniosę wszystko, taak… Nawet to.
    Poszedłem za nią kilka kroków, spostrzegając, że jest tu bardzo zimno. Bardzo bardzo zimno. Uff, wszystkie chore obawy odeszły… Więc gdzie ona mnie zabiera? Wkroczyliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Było takie… dziwne. W środku gołe ściany, były tam tylko 2 fotele, kanapa i stolik. Nadaje się na jakiś klub miłośników poezji, czy coś… Rozsiadłem się na sofie, a ona naprzeciw mnie z nogami na ławie. Co ona z tym ma…
-Więc co chcesz wiedzieć, słońce?
-Dlaczego, jak, po co to zrobiłaś?
-Jak już mówiłam, szkoda mi się ciebie zrobiło…
-Szkoda? Miałem świetną dziewczynę, która urodzi mi za chwilkę dwójkę dzieci, przyjaciół, którzy mi ufali, kochających fanów, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, zdajesz sobie z tego sprawę?
-Zraniłyby mnie twoje słowa, gdybym nie wiedziała, że kłamiesz. Nie musisz przede mną udawać.
-Nie udaję…
-Wiem, że się bałeś. Nie chciałeś tych dzieci, nie chciałeś być ojcem. Jesteś jeszcze taki młody, a to wielka odpowiedzialność. Jakbyś tak bardzo ją kochał, to byś się oświadczył. Dałeś znak, że chcesz uciec, czyż nie?
-Nie.-na moje zaprzeczenie, zaśmiała się głośno i ironicznie. Zabierzcie mnie stąd, Boże.
-Zayn, znam prawdę. Nie chcesz tak żyć, nie tak to planowałeś. Pomogę ci. Ukryjemy się na mojej wyspie na Malediwach, nikt nas nie znajdzie, nikt nic nie będzie wiedział, upozorujemy naszą śmierć i zaczniemy żyć na nowo. Pod nowym nazwiskiem i z nową kartką, którą dzień po dniu będziemy zapisywać…
Tym razem śmialiśmy się wspólnie. To serio było zabawne, w tej całej sytuacji. Zabrzmiało jak niezły żart, może to serio ta telewizja… Oni się w takich specjalizują, wiem coś o tym.
-Proszę cię, skończmy to. Teraz wyjdę i będziemy udawać, że nic się nie stało. Zapomnę, że Demi Lovato próbowała rozbić moją rodzinę, naprawdę. Ale masz obiecać, że nigdy więcej nie zrobisz nic podobnego.
-A teraz ty mnie posłuchaj.-podeszła do mnie, siadając na kolanach i zakładając ręce na szyi.-Nie próbowałam, bo już to zrobiłam. I nigdy nie pozwolę jej, żeby zniszczyła ci życie. A wyjdziesz stąd, gdy oddasz płytę. Teraz wracam do obowiązków. Ah, chyba twoja była będzie miała małe kłopoty…
    Serce mi stanęło. Za wszelką cenę chciałem się od niej uwolnić, ale w żaden sposób nie mogłem. W końcu była coraz bliżej i bliżej, składając na moich ustach krótki pocałunek. Podniosła się poprawiając bluzkę i wyszła. Zostawiając mnie samego. Teraz mogę bardzo dobrze poznać bezradność, paraliżujący strach i troskę, która rozrywała moje serce od środka.

    Wziąłem kilka głębokich wdechów, lecz to nic nie dało. Stanąłem na równe nogi kopiąc z całej siły w ścianę, meble i wszystko, do czego miała dostęp moja noga. Finalnie z rozbiegu uderzałem w drzwi. Z całej siły. Najmocniej jak potrafiłem. Muszę się stąd wydostać. Muszę ratować cały mój świat. Kolejne uderzenia raniły moje słabe po tej nocy ciało. Ale nie czułem bólu, nie. Czułem strach. Strach i rozpacz. 
______________________________________________________________

Wiem, że rozdział nie jest najlepszy, przepraszam. Tak wgl jest tu ktoś oprócz tych dwóch osób które zawsze komentują (aka Pataxxon i Anne)? Kręci mnie pomysł kontynuacji tego bloga, serio.
PS Mam nadzieje że uda mi się napisać rozdział na za tydz i jakoś dodam bo wyjeżdżam. 
PS 2 Wiem że nie możecie się doczekać zejścia Alice i Zayna, kurna ja też. Powiem tylko jedno-"soon" ;).

piątek, 18 października 2013

69. *nazwę osłania zajebistość numeru rozdziału*

*Diana*
     Stałam nieruchomo naprzeciw Liama. Bardzo, bardzo blisko. Czułam jego dotyk. Odsunęłam się kawałek. Dalej nie wiedziałam co powiedzieć. Gdy już miałam zamiar otworzyć usta zabrakło mi tchu i zrobiłam głęboki wdech. Czy on…? Czy on jest rozbawiony tą sytuacją. Bałam się na niego spojrzeć, a wzrok zwiesiłam na swoje buty.
-To… To nie miało tak być.
Przybliżył się do mnie. Co on ma zamiar zrobić? Ratunku. Pochylił się do mojego ucha.
-A jak?-spytał niskim i seksownym głosem.
O Boże jego zapach… O Boże. O BOŻE! Specjalnie to zrobił! ‘Zaciągnęłam’ się nim, mrużąc oczy. Jaka odpowiedź jest prawidłowa? A jakie było pytanie? To w ogóle było pytanie? Nie obchodzi mnie to. Chciałabym pocałować go jeszcze raz, ale wiem, że nie mogę. Stałam taka sfrustrowana i szukałam jakiegoś punktu w który mogę się bezkarnie gapić. Wszystko byle nie jego twarz…
-Przepraszam za to…
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam nawet gdzie. Prawdopodobnie w przeciwną stronę i nie dojdę tędy do domu. A teraz nie mogę zawrócić, o nie. Wyszłabym na idiotkę. Okej, zaczekam na jakiejś ławce, lub w kawiarni, on sobie zaraz pójdzie i będę mogła tamtędy przejść. Na głośny dzwonek gwałtownie podniosłam głowę. Oj, chyba idę po drodze rowerowej. Gdzie do cholery w tym mieście jest jakiś chodnik? Poczułam rękę na moim karku. Obróciłam się pewna obaw.
-Gdzie uciekasz? Ja… Chciałem cię gdzieś zabrać. I nie wykręcaj się, wiem że masz czas, bo byłaś umówiona z Lou.
Kuźwa! Co robić? Może udam, że dzwoni mi telefon. Że babcia jest w szpitalu i to ważne. Albo, że mama każe mi… coś załatwić. Wreszcie odważyłam spojrzeć mu prosto w oczy. Jak się kłamało? Nie mogłam nawet wykrztusić słowa.
-Tak…
Nie wiedział co ma ze mną zrobić. Ten pocałunek, jakby w ogóle go nie ruszył. Albo mnie aż tak ruszył, że nie zauważyłam, że go też ruszył. Taak… Chwycił moją dłoń, ciągnąc gdzieś w kierunku parkingu. Szłam za nim jak kukiełka. Było mi już wszystko jedno i teraz wiem co czułam cały ten czas. Okropny wstyd. Jak to się w ogóle stało? Przecież zbliżyłam się tylko do jego policzka, do cholery!
-Ufasz mi?-znów usłyszałam jego ponętny głos.
Przytaknęłam, czekając aż otworzy mi drzwi do swojego kabrioletu. Kiedy siadłam na miękkim fotelu, obitym jasną skórą, zrozumiałam, na jak bardzo ‘zwaciałych’ nogach przyszło mi się poruszać. Dlatego było tak trudno!
    Mimo już nie tak wczesnej pory był upał. W Londynie dawno nie było tak ciepło, doprawdy. Li rozsunął dach i usiadł za kierownicą. Gdy ruszył przymknęłam oczy. Czułam jak wiatr rozwiewa mi włosy, co było dosyć przyjemne. Diana, weź się w garść! Nigdy nie byłaś taką uległą dziewczyną, bojącą się życia. Okej, od teraz zachowuję zimną krew. Otworzę oczy i będę w stanie normalnie mówić. Pozbędę się tego strachu i po części szoku. Raz, dwa, trzy…
-Gdzie mnie zabierasz?-spytałam słodko.
-Zobaczysz.-uśmiechnął się pod nosem.
    Nie było ruchu, więc droga minęła bardzo szybko. Gdy parkował w raczej nieznanym mi miejscu, wychylił się, przygryzając wargę. Czemu mi to robisz? Jeśli znów się na ciebie rzucę, to będzie tylko i wyłącznie twoja wina, słyszysz?
    Wyskoczył z auta nie otwierając drzwi i podbiegł pomagając mi wyjść. Z kieszeni wyciągnął jakąś opaskę. Bez słowa zawiązał ją na mojej głowie, pozbawiając mnie widoczności. Dobra, tylko mnie nie gwałć. Zmienił położenie i nagle poczułam jego rękę na swojej talii. Wzdrygnęłam się pod wpływem jego dotyku, a moje ciało było całe w ciarkach. Oddychaj spokojnie, to tylko jakiś chłopak, pfff. O nie! Czy ja prychnęłam na głos? Czemu on się zaśmiał? Fuck…
-Podnieś nogę.
Zdziwiona wykonałam polecenia i poczułam czyjeś łapska na łydce. Spieprzać. Aaa! Dlaczego stoję na czymś co się buja! Liam, gnoju, zaufałam ci!

*Alex*
    Kurwa! Kurwa! Co mam robić?! One mi uciekły, Zayna porwali… CO ROBIĆ?! Musze do kogoś zadzwonić, komuś powiedzieć… Do tej pory byłem bardzo spokojny. Super kurwa hero który niczego się nie boi… Nawet jak musiałem celować do tej dziewczyny, wszystko było ze mną ok. Teraz się telepię jak galareta. Usiadłem na tym pieprzonym dachu i wyciągnąłem telefon. Więc do kogo? Alice? Haha, odpada. Co bym jej niby powiedział? „No hej, zabrałem ojca twoich dzieci na akcję i przez przypadek go porwali, sorki. Może wiesz jak go znaleźć?” Właśnie się zorientowałem, że z tej pozycji doskonale widzę jej okno. Jest zapalone światło, ale nie widać żadnych oznak życia. Komórka tkwiąca w mojej dłoni dała o sobie znać, wibrując. Zerknąłem na wyświetlacz. „Alice”. Zaśmiałem się sam do siebie. To są chyba jakieś jaja! Wahając się, ostatecznie odebrałem.

-Hal-halo.-cholera! Głos mi zadrżał. Mam nadzieję, że nie zwróci uwagi. Wzrok cały czas miałem wlepiony w jej mieszkanie.
-No hej. Co robisz?
-Ja? Ja siedzę.-brawo, tak. To brzmi tak naturalnie!
-Aha. Bo słuchaj, mam takie pytanie…
-No?
-Kontaktowałeś się ostatnio z Zaynem?
-A o co chodzi?
-Tak tylko pytam. Bo ostatnio z nim gorzej, prawda?
No aktualnie nie jest z nim najlepiej, racja. Nawet nie wiem czy żyje, ale co tam. Pozdro.
-Nie martw się.-rzuciłem od nie chcenia. Błagam, oby się nie dowiedziała, że kłamię, błagam…
-Nie martwię się! Cześć.-rzuciła oburzona i rozłączyła się. Przynajmniej jest spokój.

    Pojawiła się przy oknie! Gwałtownie się ruszyłem, omal nie spadając. Kurwa, muszę uważać. Tu jest 10 pięter! Usiadła na parapecie, patrząc w dół. Proszę, nie patrz w górę! Hmm, nie powinna mnie zauważyć. Mam nadzieję…
    Przyjrzałem się jej dokładniej. Była bardzo smutna, zauważyłem nawet z takiej odległości. Trzymała rękę na pokaźnym brzuchu. Czy płakała? Nie wiem… Ale mi cisnęły się łzy do oczu. Stało się to, czego najbardziej w życiu się bała, a niczym sobie na to nie zasłużyła. Mianowicie została sama i to z dwójką dzieci. Czuję się bezradny i chciałbym jej pomóc, ale sam za nią nie wyjdę… Mogli się zejść z Zaynem, owszem. Ale teraz, gdy go nie ma, raczej tego nie zrobią… Jaki ze mnie idiota! Zaraz stąd skoczę, a ona będzie świadkiem mojej śmierci…
    Po pewnym czasie wziąłem się w garść, ponownie wyciągając iPhona. Okej, dzwonię do Louisa. Powiem mu prosto z mostu o co chodzi, tak.
-Halo?
-Cześć Louis, ma…
-Jeśli to nic pilnego, to oddzwonię, bo za minutę wchodzę na antenę.-rzucił z prędkością światła, rzucając słuchawką.
Sam na rozrabiałem więc sam dam sobie radę. Tak… Sam go znajdę i uratuję!

*Zayn*
    Obudził mnie głośny huk. Ta ciemność stawała się coraz bardziej jasna, a ja nie byłem w stanie otworzyć oczu. Jakieś tłumione głosy dochodziły do moich uszu. Au, moja głowa… Zaraz, więc gdzie jestem? Jest tu bardzo mało miejsca i duszno. Powietrze dochodziło na szczęście przez małą szparę. Spróbowałem ją powiększyć. Udało się. Właściwie to w efekcie otworzyłem bagażnik, w którym siedziałem. Dafuq? Coś ukuło mnie w udo. Sięgnąłem tam ręką. To coś jakby… Płyta! Próbowałem zdobyć płytę, ale przyszli tamci mięśniacy i mnie gdzieś zabrali! Już wszystko pamiętam. Jechaliśmy do ich szefa, tsa…
    Usiadłem, zwieszając nogi. Kurwa, brzuch… Wtedy dostałem w brzuch ouu… Uff, trzeba to jakoś przeboleć… Halo, ja tu jestem! I gdybym chciał, właśnie bym uciekał. Macie szczęście, idioci. O lezą.
-Ej patrz! On wstał!-usłyszałem z oddali.
No, a teraz rzucili się w bieg. Spokojnie! A tylko spróbujcie mnie uderzyć. Trochę płacę za treningi 3 razy w tygodniu… Okej, stanęli tylko naprzeciwko mnie, patrząc otępiałym wzrokiem. Ups, chyba nie posiadają innego spojrzenia, bo oni… Oni po prostu są głupi. Zaśmiałem się w myślach. Niestety nie potrwało to długo, bo wyciągnęli spluwy. Odruchowo sprawdziłem obecność mojej. Kurwa! Zostawiłem w tej jebanej kuchni! Eh, trudno, dam sobie radę…
-Więc jak? Mogę się zobaczyć z tym waszym panem i władcą?-spytałem odważnie. Może zbyt odważnie…?
Najpierw bardzo się zdziwili, co znów mnie rozbawiło. Następnie bez słowa wzięli mnie pod ręce, prowadząc do dużych obrotowych drzwi. To chyba jakiś biurowiec.
    Za moment poznam człowieka który zniszczył moje życie. Są różne typy niszczenia życia. Czasem ktoś komuś przez przypadek. Wystarczy jedna zła decyzja. Ale to nie to. Ta osoba zaplanowała to od początku do końca. Dokładnie w punkcikach, skomplikowany plan zniszczenia życia Zayna Malika. Fascynujące… Albo nie. To po prostu straszne! To jest jak… Jak morderstwo! Ale dlaczego? Co ja jej takiego zrobiłem. Zacząłem intensywnie myśleć, czy kiedyś zaszedłem komuś za skórę, aż tak bardzo…
    Kiedy miałem 10 lat obciąłem garść włosów Rebece, mojej koleżance z ławki. No ale hej, bawiliśmy się! To było nie chcący! De facto była jakąś tam miss i już nie mogła startować w tych wszystkich konkursach, ale włosy odrastają, racja?
    Pięć lat później rozkochałem w sobie nijaką Anne. Ona nie była brzydka, wręcz ładna. Miała kręcone złote loki za ramiona, niebieskie oczy, ładną figurę… Mimo tego była bardzo skromna i nieśmiała. Kiedyś chciałem dodać jej pewności siebie i dolałem tym oliwy do ognia. Laska naprawdę myślała, że ją kocham, ale boję się tego wyznać. Pisała moje imię otoczone serduszkami dosłownie wszędzie! Wtedy nienawidziłem czwartków, bo mieliśmy razem w-f. Doszło nawet do tego, że wbiegła w ścianę, bo się na mnie zapatrzyła! Plotka o naszym związku rozeszła się bardzo szybko i sięgała nawet do grona pedagogicznego. Ja po prostu tego nie chciałem, bo moim ‘crushem’ była Natalie, która nie zwracała na mnie uwagi, sądząc, że mam dziewczynę. Wiem, brzmi jak tania komedia romantyczna. Ostatecznie zgodziłem się z nią chodzić. To trwało jakieś 2 tygodnie, dopóki nie chciała się całować. Krzyknąłem na cały park, że nie chcę. Załamała się. Przez jakiś czas widywałem na jej nadgarstkach rany, nie mogąc nic z tym zrobić. Po roku przeprowadziła się do innego miasta. Nigdy nie czułem tak ogromnego poczucia winy. Nie licząc oczywiście sprawy z Leną…
    Czyżby to była Anne? Nie, nie sądzę… Ona nie zrobiłaby czegoś takiego. Przecież dorosła i zrozumiała, że ja tylko nie byłem zainteresowany. To nie koniec świata. Na pewno potem miała jeszcze miliony chłopaków… Zostawał jeszcze Ben. Och, tak Ben miał prawo mnie nienawidzić. Zaledwie rok przed X Factorem mocno się pokłóciliśmy. Dawniej byliśmy najlepszymi kumplami, dopóki… Nie upokorzyłem go przed całą szkołą. Zrobiłem to nieświadomie, przepraszam, przyjacielu! On powierzył mi swoją największą tajemnicę. Był biseksualny. Tak, dokładnie, był Bi. Pamiętam, że miał charakterystyczną ksywkę Bono. Ja dostałem na święta nowy telefon i nie za bardzo umiałem się z nim obchodzić. Esemesowaliśmy. W pewnym momencie wysłałem mu coś w stylu „Bono, moja mama chyba wie, że nie jesteś hetero.”. I wszystko było okej. Dopóki nie wszedłem na Facebooka… Screeny tej wiadomości były wszędzie! Okazało się, że zaznaczyłem "wyślij do wszystkich"! Nie miałem aż tak wielu kontaktów, jednak wystarczył numer wroga #1 Bena… Ludzie gadali o tym bez przerwy cały rok, dopóki nie trafiłem do programu. Wtedy gadali tylko o mnie, a tamta sprawa ucicha. Ale to był najgorszy rok w jego życiu i od tamtego momentu nie odezwał się do mnie ani razu. Chciałem nawet wcześniej zwrócić na siebie całą uwagę, robiąc różne głupoty, typu publikowanie mega przypałowych zdjęć, lecz nic nie pomagało.
    Morał z tego taki, że byłem straszny, ale niechcący. Teraz ktoś chcę prawdopodobnie zemsty. Tylko kto… Jechaliśmy już windą i teraz stałem przed drewnianą powłoką z tabliczką Prezes. Jeden z pachołków otworzył przede mną drzwi. Człowiek, który chcę mnie zniszczyć i którego nienawidzę z całego serca siedział na kręconym krześle, odwrócony do mnie tyłem. Fotel powoli się obrócił i ujrzałem jego oblicze. CO?!
________________________________________________________

Na początek sorry za tytuł, ale musiałam xd
Więc? Jak obstawiacie, kto to?
Wgl ostatnio wpadłam na taki szalenie szalony pomysł. Mianowicie, żeby zrobić kontynuacje bloga, akcja toczyłaby się po iluśtam latach. Nie ukrywam, że już jesteśmy blisko końca. Nie wiem ile jeszcze, chyba tak min. 5 rozdziałów? Nie wiem sama.
Przykro mi, że też macie burdel w szkole jak ja ;c Już nie wyrabiam, serio. Ostatnio CAŁY DZIEŃ odkąd wróciłam ze szkoły uczyłam się na prace klasowa z bioli i dostałam 3, bo ona se wymyśliła jakieś rzeczy których nie mieliśmy. Mnie to mało obchodzi, bo oceny nie są dla mnie ważne, tylko to co wiem, a o tym co było w programie wiem prawie wszystko ale pani upiera się żebym poprawiła. Nie wiem już sama. Ehhh. Do tego na matmie zaczyna mi się geometria #dead

#Wemuststaystrong!

niedziela, 13 października 2013

68. Surprises!

*Diana*
     Stałam nie ruchomo. W mieście jest ful ulicznych grajków, jednak ten nie pozwolił się zignorować. Nie olśniewał swoim wyglądem. Właściwie to… Wyglądał śmiesznie. Naprawdę jakiś dziwak. Jego głos… On był niesamowity. I… Albo miał zeza, albo na mnie spoglądał. Ciężko było to dojrzeć, przez te okulary. Podeszłam bliżej, wsłuchując się w tą czystą barwę. Mam wrażenie, jakbym ją kiedyś słyszała… Zaraz, kto tak śpiewa? No tak! Głos podobny do Liama, to to mnie tu przyciągnęło! Wszystko jasne. Niestety teraz muszę lecieć, Lou czeka wystarczająco długo, jest trochę po 7. Z drugiej strony… Ja zawsze tyle na niego czekałam, nic mu się nie stanie, a ten koleś jest tak niesamowity! Zaczęłam myśleć czy mam jakieś drobne, aby go wspomóc. Gdy miałam już wyciągać portfel, zorientowałam się, że on nie zbiera pieniędzy. Nie postawił przed sobą jakiegoś pudełeczka, kapelusz ma na głowie… Taki dziwak… Piosenka się kończyła, a ja wpatrywałam się w wykonawcę jak sroka w gnat, taak. Liczyłam na następny kawałek, ale on po prostu zdjął gitarę z ramienia, kładąc obok siebie. Może odpoczywał… Okej, wszyscy się rozeszli, ja też powinnam, nie chcę wyjść na idiotkę.
    Ruszyłam w stronę schodów, gdy poczułam czyjś dotyk na ramieniu. Obróciłam się. To on!
-Stój!
-Przepraszam, spieszę się.-oburzyłam się troszkę jego śmiałością, idąc dalej.
-Umówiona?
-Dokładnie. Do tego spóźniona.
-Nic się nie stało.
-Słucham?
-Trochę czekałem, ale dało się znieść.
Dezorientacja to dobre słowo. Doprawdy nie wiedziałam co myśleć. To Louis? Kurna, widzę, że to nie on! Co się tu dzieje? Wyszliśmy już z podziemia, a ja dalej nie wiedziałam co powiedzieć.
-Kim jesteś?-to jedyne, co przyszło mi do głowy.
Dziwak zdjął wąsy, perukę i okulary. O mój boże…
-Diana, haha, nie chciałem cię wystraszyć, przepraszam.-dukał przez śmiech.
-Nie wystraszyłeś.-rzuciłam dalej zdziwiona.
-Twoja mina mówiła coś innego.
-No bo podchodzi do mnie jakieś coś i gada dziwne rzeczy no to kurde.-walnęłam go lekko w klatę.-O co tu w ogóle chodzi?!
-To była niespodzianka, dla ciebie.
Zastygłam w pół kroku. CO. O. M. F. G. REALLY? Taka niespodzianka? Dla mnie? On to zaśpiewał dla mnie? I przebrał się dla mnie? I zorganizował to wszystko dla mnie? Żeby mi zrobić przyjemność? Kto mu zapłacił? I przede wszystkim ile?
-Nie musisz dziękować, wystarczy twój uśmiech. Skończ z tym przerażeniem na twarzy!-znów zachichotał.
Ja… Chyba powinnam pocałować go w policzek? Tak w ramach tych podziękowań. To wyjdzie tak po koleżeńsku, ale miło. Bardzo miło… Położyłam dłonie na jego ramionach, stanęłam na palcach zbliżając swoje usta do… jego ust. Złożyłam na nich małego całusa. Co ja zrobiłam? Co. Co się dzieje. Powtórzyłam to. Teraz on. Pogłębił pocałunek, łapiąc mnie za twarz. Zrobił to jakby nie śmiało, ale Jezu… Nikt nigdy nie pocałował mnie tak… Tak! Zdaje się, że zrzuciłam jego kapelusz, ale kto by się tym teraz przejmował! Dobrze, że stał tuż obok, bo moje nogi były jak z waty. Nie mogłam na nich ustać. Zaraz… Co ja robię? Powinnam przestać! On też! Ej, ty! Przestań! Albo nie. Nie przestawaj, słyszysz! Błagam! Mogę się udusić, ale nie przestawaj. Liaś, słyszysz?

*Zayn*
    Stałem przerażony, nie mogąc się ruszyć. Mózg nakazywał mi chwycić broń, co nie było takie proste. Zrobiłem krok. I drugi. Byłem coraz bliżej Cary, która przed chwilą zestrzeliła kubek z ławy. Ma cela, to fakt. Pasowałaby troszkę na policjantkę…
-Nie ruszaj się! Co ty tu do chuja robisz? Nie zapraszałam cię, więc wyjdź drzwiami, albo pomogę ci wyjść oknem!-krzyknęła bardzo doniosłym głosem.
Założę się, że nawet Lena mogła ją usłyszeć… Mogła, jeśli jest w domu, a nie na randce. O mój boże, ona na pewno jest teraz w restauracji. Albo może już wrócili, ale nie interesują ich inne odgłosy… Myśląc o tym zrobiłem smutną minę, spuszczając wzrok. Jakbym w ogóle nie stał teraz naprzeciwko dziewczyny, która zaraz mnie zabije…
    Kątem oka zauważyłem zbliżającego się Alexa. One chyba nie miały pojęcia, że nie jestem sam. Dalej, Zayn, powiedz coś i odwróć jej uwagę!
-Cześć, Cara, Megan i Samanta, tak?-zacząłem wesoło.
Rudowłosa dziewczyna wysunęła się zza koleżanek i zeszła kilka schodków niżej, żeby lepiej mnie widzieć. Przytaknęła głową i skrzyżowała ręce na piersiach. Blondynka zwiesiła głowę i pokręciła nią jakby z niedowierzaniem. Alex był coraz bliżej i w końcu udało mu się przyłożyć jej pistolet do skroni. Zastygła w bezruchu.
-Oddaj broń, nie będziemy tak rozmawiać.-powiedział chłodno i tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Potulnie wykonała jego polecenie. Miała przegraną minę, widać, że nie tego oczekiwała. Najchętniej teraz zaczęłaby płakać, widać to po niej. Ehh, księżniczka.
    Wtedy nieoczekiwanie, siedząca wcześniej na górze schodów Megan, podniosła się podchodząc do mnie. Bardziej jednak zszokowało mnie to, że była w bikini. Albo raczej w sznurkach, taaak… Stanęła naprzeciw mnie i każdy był ciekawy co zaraz się wydarzy. Au! Oberwałem siarczystego policzka! Złapałem się za czerwieniejącą twarz.
-To za nie miłe słowa w pubie…-uśmiechnęła się pogodnie.-Więc o czym chcecie porozmawiać?
-To nie zmieni faktu, że nadal jesteś kurwą. Płyta.
-Jaka płyta?
-Chcę nagranie z kamery.
-Z naszej wspólnej nocy, tak?-zaśmiała się Cara.-Taka pamiątka? Jest co wspominać.
-Nie wydaje mi się. Oddajcie to.
-Znajdź sobie. A my… My się już chyba zbieramy.
-Nie skończyliśmy rozmawiać.-Alex znów się odezwał, aż sam zaczynałem się go bać.
-Co jeszcze?-jęknęła brunetka.
Nie wiedziałem jak to ująć słowa. Co zrobić, aby je przekonać? Finalnie wyciągnąłem portfel, na co wszyscy patrzyli z szeroko otwartymi oczami. Co teraz zrobię? Wyciągnąłem nic innego jak zdjęcie USG i im je podałem.
-Co to?
-To moje dzieci, które będą wychowywać się w rozbitej rodzinie, przez ten głupi żart. Myślę o nich w każdej sekundzie i ja… Nawet nie wiem, czy wszystko z nimi okej.
-Urzekła mnie twoja historia…-mruknęła Cara po dłuższej chwili milczenia.
-Nie o to mi chodziło. Po prostu… wytłumacz mi dlaczego?
-Daj sobie spokój koleś, zrobiłyśmy to dla kasy.
-Ile?
-Co ile?
-Ile chcecie?-krzyknąłem.
-Wyjaśnijmy coś sobie.-blondynka podeszła do mnie, patrząc prosto w oczy.-Nie damy ci tego. Chciałyśmy trochę zarobić, ale przede wszystkim byłyśmy winne komuś przysługę. Teraz spadaj.
-Czekaj… Czyli nic między nami nie zaszło?
-Proszę cię! Byłeś tak pijany i jeszcze ta tabletka gwałtu… Mogłeś tylko leżeć nieruchomo. Skoro ty nie wychodzisz, to my to zrobimy.
-Nigdzie nie idziecie.-Alex zastąpił im drogę do drzwi.
Niestety niewiele to dało. Były cwane, wbiegły na górę i zamknęły się w pokoju. Nie wiem co chciały tym osiągnąć, ale nie obchodziło mnie to. Czym prędzej zabrałem się za przeszukiwanie salonu. Pełno jakiś durnowatych pisemek, filmów na dvd czy książek. Ugh, no please!
-Balkon!-krzyknął mój towarzysz.-Wychodzą przez balkon!
Następnie podbiegł do okna i je otworzył. Zaczął przymierzać się do wyjścia na zewnątrz. On zwariował!
-Alex! Zostaw je, niech idą!
-Nie. Zayn one nie mogą stąd uciec, będzie po nas! Spróbuje je zatrzymać, a ty szybko znajdź ten jebany filmik!
    Myśl… Myśl idioto! Gdzie mogły to schować?! To musi być w tym domu, tylko kurwa gdzie?! Jakieś dziwne miejsce… Czajnik! Wbiegłem do kuchni wylewając całą jego zawartość. Dziwne, ale nie trafiłem. Oks, śmietnik. Hmm, śmierdzi teraz w całym domu, to też nie tu. Toster, lodówka, zamrażarka, ekspres do kawy, zmywarka, piekarnik, mikrofalówka! Nigdzie tego nie było! Sprawdzałem nawet pomiędzy talerzami, tłukąc co nie co. Gorączkowo otwierałem wszystkie szafki i szuflady, nie widząc nic interesującego. Cholera, tu jest nawet krajalnica, a nie ma głupiej płyty! Z nerwów nawet zacząłem rzucać jajkami o ściany. O, ulubione płatki śniadaniowe Horana. Chwyciłem opakowanie do ręki by dokładnie dojrzeć nazwę. Billy Mays, zgadza się… Nie zajmuj się pierdołami, debilu! Skarciłem się szybko odkładając przysmak. Zaraz… Skoro sprawdzam wszędzie, to w płatkach też mogę. Wysypałem ich zawartość na blat. Nic… Okej to było głupie. Rzucając pustym kartonem coś mnie zdziwiło. Było jakieś takie ciężkie, jak na kawałek papieru… Zajrzałem do środka. Nie wierzę! Płyta była przyklejona do ścianki opakowania taśmą! Haha, kto to wymyślił?          
    Zaśmiałem się tryumfalnie, przypominając sobie o Alexie. Wyjrzałem przez uchylone okno. Słyszałem jakieś odgłosy, jak gdyby z dachu. Serio? Może powinienem… Tam pójść? Nie wiem czy to będzie możliwe z moim lękiem wysokości. Stawiłem nogę na parapet, ale odsunąłem się od niego zrezygnowany. Kurwa, jest facetem i powinienem walczyć, a nie zachowywać się jak mała dziewczynka! Odważnie zawołałem przyjaciela, by upewnić się gdzie są.
-Zay, już?
-Tak!
-Chodź tu!
-Idę…-odparłem mniej pewnie.
Gdy już miałem to zrobić usłyszałem brzęk pęku kluczy. Ktoś tu idzie! Co robić?! Nie zdążę już uciec! Zacząłem kręcić się w kółko, co musiało wyglądać komicznie. Ukryłem bezpiecznie mój największy skarb aka dowód. Spokojnie spoczywał w spodniach, które idealnie się nadawały.
-Uciekaj!-wrzasnąłem w ostatniej chwili.
    Stanąłem przed nimi, jak gdyby nigdy nic… Ci ochroniarze to nie tacy mięśniacy, ale muszą być niebezpieczni. Tak, z pewnością. Nie potrafię opisać ich zdziwienia, gdy mnie dostrzegli. Byli jakby właśnie zobaczyli schody w windzie. Co robić? Oni stoją skamieniali, ja w sumie też. Mam się przywitać, uciec, czy wypić z nimi herbatkę?
-Co on tu do chuja robi?-wydusił z siebie jeden.
-Nie… wiem…-odpowiedział drugi
Na jego głos miałem ochotę roześmiać się na cały apartament. Czy on się naćpał lekami na menopauzę? Miał tak zamulony głos, że chyba sam by się zdziwił, gdyby nie był tak zamulony haha.
-Zabieramy go do szefa.
-Okej…
Dobra, zrobiło się mniej śmiesznie. No, odrobinę mniej. Mam się stawiać, a może pójść dobrowolnie... Dalej siedziałem jak mysz pod miotłą. Malik, powiedz coś sensownego, proszę…
-Halo, panowie, gdzie chcecie iść?-tak, brawo.
Spojrzeli na mnie jak na idiotę. Jeden podszedł i tak po prostu kopnął z kolana w brzuch. Tak jakby właśnie podawał mi rękę. Widać, że ma wypracowany ten gest. Padłem na ziemię, kuląc się. Kurwa, zrobił we mnie dziurę! Dostałem ataku kaszlu, poczułem krew w ustach i przestało być tak przyjemnie.
-Wstawaj.-kopnął mnie w plecy, co mi nie pomogło.
Podniosłem się po chwili i próbowałem wymierzyć mu cios w odwecie, ale chyba nawet tego nie spostrzegł. Miał mnie w dupie. Może to i lepiej, bo dobrze by się to nie skończyło… Wzięli mnie pod ręce, wyprowadzając z mieszkania. Zamknąłem oczy. To się nie dzieje… Alex ostrzegał, że będzie niebezpiecznie, ale miałem to za nic. Sądziłem, że tak tylko gada. Tak jakby ktoś ci powiedział, że przechodząc przez pasy jest niebezpieczne, bo może potrącić cię samochód. Zjechaliśmy windą, będąc za sekundę na parterze. Proszę tylko mnie nie wiążcie!
    Podeszliśmy do czarnego audi. Takie typowo mafijne auto… W mgnieniu oka znalazłem się w bagażniku z grubym plastrem na twarzy. Miałem ochotę po prostu krzyczeć. Z bólu, strachu, bezradności, głupoty, cierpienia i po części z tęsknoty za normalnym życiem. Za życiem które mógłbym kontynuować, gdybym przyhamował trochę na after party. Jedna głupia noc, a potrafi zjebać wszystko.

    Jestem taki zmęczony. Naprawdę padnięty… Ile już jedziemy? Wydaje mi się że kilka lat. Gdy mrugałem, moje oczy coraz ciężej się otwierały. Brzuch cały czas dawał o sobie znać. To był zdecydowanie trafny cios… Nie możesz teraz usnąć, rozumiesz? Nie zamykaj tych oczu! Ej, otwórzcie się! A, zresztą. Mogę mieć zamknięte, nie usnę. Nie usnę, one będą tylko zamknięte…
__________________________________________________________

Cieszcie się z cudzego nieszczęścia! Huraa! Byłam chora więc wyrobiłam się z rozdziałem mimo 69 sprawdzianów ;) We wtorek na sprawdzianie z wosu prawie zemdlałam i wpisałam tam byle co, wiec mama po mnie przyjechała i w środę też nie poszłam, dopiero w czwartek. Na następny tydzień mam zapowiedziane już dwa... Ale przynajmniej w pon dzień nauczyciela i mam tylko pół godzinny apel ;) 
A jak u was?

theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com
theblackcup.blogspot.com

niedziela, 6 października 2013

67. Underground.

*Liam*
(Włączcie sobie to http://www.mapalondynu.com/mapametra.html żeby lepiej ogarniać o czym piszę ;))

    Jeśli się nie uda? Nie, to musi się udać. Oby tylko wracała z uczelni prosto do domu… Właściwie prawdopodobieństwo, że umówi się z koleżankami jest spore… Cholera! Jak ją ściągnąć? Wiem! Zadzwonię do Louisa, żeby umówił się z nią pod jej domem! Może nie powinienem mu przeszkadzać, teraz ciągle udziela wywiadów i mówi się tylko o nim. Nawet sprawa wiz w Ameryce zeszła na drugi plan. Larry nie został jakoś świetnie przyjęty, ale sądzę, że nie straciliśmy wielu fanów. A opinią innych staramy się nie przejmować. Ugh, okej, dzwonie.

-Louis Harry, słucham.-usłyszałem jego poważny głos i zastanawiałem się nad sensem zdania.
-Miałeś powiedzieć Louis Styles, idioto!-z oddali dobiegał krzyk Hazzy i mimowolnie się zaśmiałem.
-Tak, właśnie, Styles. O co chodzi?
-Mógłbyś umówić się z Dianą pod jej domem o 18?
-Sorry, Li, ale nie mam czasu. Teraz jemy obiad, a potem idziemy do radia. Pod wieczór jeszcze wywiad w gazecie… A po co?
-Masz się z nią tylko umówić, nie idź tam.
-Yhm, okeeej. Załóżmy, że to normalne. Zresztą, nie ważne. Jasne, zaraz to zrobię.
-Dzięki, pa Harry.-znów zachichotałem, rozłączając się.

Dobrze, przynajmniej mam pewność, że będzie wracać metrem do domu. Boje się trochę jej reakcji, no i oczywiście fanów. Właśnie dlatego teraz zakładam perukę, okulary i sztuczne wąsy, tak…
    Okej, jest 16.43. Jeśli szybko wsiądę w metro i wysiądę na odpowiedniej stacji wszystko się uda, a przynajmniej powinno. Nie chcę gwiazdorzyć, ale naprawdę dawno tego nie robiłem. Więc wsiadam na przystanku Victoria w żółtą linię. W Aldgate przesiadam się na bordową i prosto do Finchley Road. Hm, nawet proste. Ciekawe jak wyjdzie w praktyce.
    Już 10 minut siedzę obok 20-letniego chłopaka, który robi na drutach z słuchawkami na uszach. Jest naprawdę dobry! Mogłoby się wydawać, że to chińczyk, bo ma takie zwinne ręce… Zadziwia mnie. Tym bardziej, że słucha tak głośno, że wszystko słyszę. Jest to głównie Heavy Metal i to bardziej niż dziwne… Piosenki nawet mi się podobają. Och, przełącza na następną. To chyba We Will Rock You, początek wydaje się znany. Wokalista zaczyna śpiewać. Zaraz zaraz… Nie… Nie! Po prostu nie! Ha! To głos Harrego! Nie! On słucha Rock me? Co? What the fuck? Zdałem sobie sprawę, że prawie cały znudzony przedział się na mnie gapi, ze względu na moje nagłe pobudzenie. Nawet ta Chinka, która czytała książkę w prędkości światła zwróciła na mnie uwagę. Swoją drogą, gdy dalej jej tak pójdzie, zanim wysiądzie, już ją skończy. Niezła jest. I pewnie bardzo mądra… Wsłuchiwałem się dokładnie w kolejne dźwięki, gdy nagle ponownie zmienił utwór. Ah, czyli może jego młodsza siostra przez przypadek mu to nagrała… Co prawda troszkę się zawiodłem, ale można było się tego spodziewać. Hmm… Czy to…? Czy to jest One Thing?! Nie no to jest jakiś kabaret. Gościu słuchał tego, tupiąc nogą do rytmu. Ciekawe co by zrobił gdyby dowiedział się, że pod tym przebraniem kryje się wykonawca tego kawałka? Uśmiechałem się sam do siebie. Mam nadzieje, że teraz nikt tego nie widzi, wyszedłbym co najmniej na dziwaka.
    Okej, więc która to stacja? Czemu wkurzający głos tej baby nagle ucichł? No powiedz rzesz gdzie jestem. Typowa kobieta. Odzywa się nie pytana, a jak trzeba się coś dowiedzieć to strzela focha i milczy, ehh. Czy te metra zawsze są takie zamotane? Spokojnie Liam, nie zachowuj się jak nie wiadomo kto. Chyba muszę częściej używać tego środku transportu, żeby się przyzwyczaić… Zatrzymaliśmy się. Och, czyli jestem na Tower Hill. Jeszcze jeden przystanek, muszę się pilnować, bo nie mam zamiaru wysiąść w Morden jak to zrobiłem, gdy miałem 15 lat. Podniosłem się, ustępując miejsca jakiejś ok. 40letniej kobiecie. Mimo wieku, była bardzo ładna i zadbana. Proste blond włosy upięte w kok dodawały jej powagi. Dobra, koniec rozmyślania, czas wysiadać. Zaraz, czemu ta głupia baba mówi o jakimś Aldgate East? To miało być takie zwykłe Aldgate. Wysiadać? Może następne Aldgate będzie na następnym przystanku? Ale chyba lepiej wyjść, jeszcze zajadę do Francji przez La Manche. Gdy byłem zdecydowany, drzwi zatrzasnęły mi się tuż przed nosem. Typowe. Spojrzałem na mapkę umieszczoną nad siedzeniami. Cholera! Zamiast w żółtą, wlazłem w zieloną linie! Ugh, że też one muszą rozchodzić się tuż przed jebanym Aldgate! Co teraz? Powinienem jak najszybciej wyjść. Natychmiastowo wysłałem wiadomość do kierowcy, o treści „Whitechapel, teraz!!!” to nie było zbyt grzeczne, ale ten pojebany pociąg jest tym bardziej chamski! Jeszcze ta kurwa, która nie umie się wysłowić w odpowiednim momencie! Tak, jestem na tyle zły, aby wyzywać komputer, który informuje, a raczej powinien informować pasażerów.
-Ja pierdolę!-krzyknąłem wyskakując z pojazdu i biegnąc do samochodu.
Tak, zdecydowanie większość par oczu była zwrócona w moją stronę. Wariat z gitarą, który klnie i biegnie, pchając się, próbując wręcz uciec… Prawie spadłem ze stromych, ruchomych schodów, ale wybiegłem z podziemia bez szwanku.
    Na wejściu do samochodu od razu przeprosiłem kierowcę i kazałem jak najszybciej dojechać, prawie że dofrunąć, do Finchley Road. Nawet nie wiem czy to ma jeszcze sens, ona już pewnie opuszcza stację i kieruje się do domu. Jestem beznadziejny, nawet w niespodziankach… Debil, idiota i skończony głupek! Nawet dzieci umieją poruszać się miejskimi liniami, tylko ja mam z tym problem. Czuję się jak chory umysłowo, tak…
    Carl jest nieziemski! 15 minut i byliśmy na miejscu. Boże, kocham tego gościa! Wystrzeliłem jak z procy, kierując się prosto do zejścia pod ziemię. W między czasie odebrałem sms-a od Lou. Napisał, że Diana napisała, że jest coś z metrem i troszkę się przedłuża, więc może spóźnić się kilka minut. Yeah! Fuck yeah! Czyli jednak ma szansę się udać! Rozłożyłem sprzęt i przypominając sobie krótko słowa, które zdążyłem zapomnieć ze zdenerwowania zacząłem śpiewać.

Oh her eyes, her eyes
Make the stars look like they’re not shining
Her hair, her hair
Falls perfectly without her trying
She’s so beautiful
And I tell her every day

Coraz więcej ludzi wydawało się być zainteresowanym tym co robię. Czyżby ktoś rozpoznał mój głos? Póki co chyba nie… Okej, awaria awarią, ale niech ona tu przyjdzie!

*Zayn*
    Strach. Nie wiem czy czuję coś poza tym. Zayn, nie jesteś małym chłopcem, halo! Jesteś facetem, który dzisiaj będzie walczył na śmierć i życie o swoją rodzinę. Jak to poważnie brzmi… Może dlatego, że to bardzo bardzo poważne. Śledziłem wzrokiem zmieniający się krajobraz, za szybą czarnego bmw. Mijaliśmy kolejne ulice Londynu i byliśmy coraz bliżej celu.
-Musimy sobie coś wyjaśnić.-oziębły ton wyrwał mnie z zamyślenia.
-Hm?
-Pomagam ci, ale to twoja robota. Ty się włamujesz i ty wykradasz filmy.
-Jasne.
-Ale Zayn…
-Tak?
-Nie używaj broni, gdy nie będzie to konieczne. Boję się, że dodatkowo narobisz sobie kłopotów.
-Spokojnie, nie chcę się mścić. Co najwyżej spojrzeć tym suką w oczy i…
-Okej, rozumiem. Już jesteśmy.
-Nareszcie.-ucieszyłem się, wyskakując na zewnątrz.
-Oszalałeś?!
-Co?
-Uważaj troszkę! Po pierwsze Alice, a po drugie tu może być mnóstwo typków którzy nie za bardzo za tobą przepadają…
-Z każdą sekundą jestem coraz bardziej przerażony…-westchnąłem.-Plan?
-Wychodzę pierwszy. Rozglądam się troszkę i puszczam ci strzałkę. Wtedy ty ostrożnie idziesz do mnie i razem kierujemy się pod ich apartament. Najlepiej dyskretnie zasłaniaj twarz, niewiadomo kogo spotkamy po drodze.
    Alex pewnie ruszył przed siebie, zapalając fajkę. Boże, jestem pod wrażeniem jego opanowania. Czyżby miał coś wspólnego z tego typu sprawami? Może to u niego na porządku dziennym? Mam jednak nadzieję, że nie. Telefon w ręku nagle zaczął mi wibrować. Okej, wychodzę. Starałem wyglądać się tak samo jak on, jednak na kilometr śmierdziało ode mnie tchórzostwem. Razem ruszyliśmy pod wskazany adres dyskretnie rozglądając się. Nie widziałem żywej duszy. To dobrze czy źle? Gdy byliśmy prawie przy drzwiach, mój towarzysz cofnął się gwałtownie i przeklął pod nosem. W odpowiedzi rzuciłem mu pytające spojrzenie.
-Ochrona.
-Wracamy?
-Oczywiście. Chodźmy na herbatkę.
-Szczerze to napiłbym się.-odpowiedziałem z uśmiechem, na co westchnął z miną ‘z kim ja żyję’.
-Musimy ich jakoś obejść…
    Zastanawialiśmy się chwilę nad strategią, po czym weszliśmy piętro wyżej od ochrony i bezszelestnie zerwaliśmy zasłonkę, zawiązując na jej końcu ciężką donicę, która stała w kącie. Zadzwonił na policję, mówiąc, że widział jak facet *opisał wygląd ochroniarza* wybił szybę. Wtedy otworzył okno. Zawiało letnim, wieczornym chłodem. Powoli spuszczał ją coraz niżej i niżej. W końcu rozbujał, aby po chwili z premedytacją rozbić w miarę solidne szkło. Bodyguard jak na zawołanie zleciał na dół, zostawiając nam pole do popisu.
    Gdy dotarliśmy prosto pod wejście, chciałem nacisnąć klamkę, ale Alex mnie powstrzymał.
-A co jeśli nie są same?
-Skoro była ochrona, to chyba same… Zresztą słychać tylko damskie głosy.
Przyłożyłem ucho do drewnianej powłoki, żeby lepiej słyszeć te piski. W tle leciała niezbyt głośna muzyka. Jeśli miałbym oceniać, wyglądało mi to na coś w stylu babskiego wieczoru. Nice. Szkoda, że musimy im przerwać. Śmiało wkroczyłem do środka. Naprawdę zdziwiło mnie to, z jaką łatwością się udało. To był chyba najgorszy moment, ale poczułem się naprawdę odważnie. Nie miałem pojęcia co powiedzieć, co zrobić, ale wyglądało na to, że mam jeszcze chwilę na zastanowienie, bo one kompletnie nie zorientowały się, że nie są już same. Po odgłosach stwierdziłem, że siedziały na piętrze. Więc to ma być ta moja wojna, right?
    Kazałem Alexowi pilnować wejścia, a sam wkroczyłem do pierwszego pomieszczenia. Yhm, jakiś dziwny pusty pokój. Poprawka, prawie pusty. Zalegała tam ogromna komoda, zdaje się, że z dębu. Może to właśnie w niej znajdę czego szukam? Otwierałem każdą szufladę po kolei. W niektórych nic nie było, w innych same bzdurami, takie jak zestaw do szycia. Potem natknąłem się na łazienkę. Zwykła, przytulna. Oprócz złotych kibli, prawie jak w normalnym domu! Pełno, cała masa kosmetyków. Były wszędzie! Nie wiem, czy gdzieś tu wcisnęło się jeszcze jakąś taśmę, ale na wszelki wypadek, postanowiłem doszczętnie sprawdzić, grzebiąc w każdym możliwym miejscu. Niestety, bez skutku. Może to nie ten dom? Zaśmiałem się na tę myśl wchodząc do kolejnego pomieszczenia. Ono było ogromne i jedyne co tam tkwiło to fortepian. Brzmi jak mieszkanie szalonego muzyka, pełnego finezji i nutki tajemnicy. Jednakże ten apartament naprawdę mnie przeraża… Nie wiem co mną pokierowało, żeby podejść bliżej i bliżej… Generalnie moje palce skończyły na klawiszach. Nie jestem w tym mistrzem, jak moja dziewczyna, lecz coś tam znam i próbowałem to zaprezentować. Stara piosenka Bruno Marsa dudniła w mojej głowie, jak i w tej dziwnej nicości. Jest tu naprawdę świetna akustyka, jednak to nie takie bezsensowne... Gdy już kompletnie dałem się porwać muzyce, usłyszałem otwieranie drzwi. Podskoczyłem na krześle i momentalnie zamarłem, przestając grać.
-Co ty odpierdalasz?-usłyszałem głos Alexa na co odetchnąłem z ulgą.
-Ja… No nie wiem…
-Zayn, nie poznaje cię, dziś jesteś jakiś dziwny. Ćpałeś coś?
-Tak, tabletki gwałtu.-zakpiłem.-Dobra, wracaj na wartę, ja idę szukać w salonie.

    Widziałem w życiu naprawdę wiele, ale to było nieziemskie! Taki idealny styl, wszystko się komponowało i dopełniało, nawet koc rzucony na fotel, oraz kubek po herbacie nadawały takiego klimatu… Ehh, nigdy aż tak nie zwracam na to uwagi. Wydaje mi się, że to adrenalina tak na mnie działa… Okej, zacznę od oszklonej szafki. Gdzieś musi być to cholerne nagranie! Hm, coś się zmieniło, nareszcie czujność zaczyna działać. Czyżby… muzyka ucichła? W chwili gdy powoli się obracałem, zdążyłem tylko usłyszeć strzał…
______________________________________________________________

Nie musicie pisać mi, że rozdział wyszedł beznadziejnie, wiem to. Nie chciałam jednak zostawić was tak bez niczego. Ugh, kiedy wreszcie wyjaśni się sprawa z Zaynem? Kurde nie mogę się doczekać! xd Może następny będzie tylko o nim i wtedy szybciej pójdzie. 
Przedstawię wam mój plan na przyszły tydzień:
pon-sprawdzian z fizyki, kartkówka z chemii i polskiego
wt-sprawdzian i prasówka na wos
śr-praca klasowa z angielskiego
czw-praca klasowa z historii i tekst na niemiecki
pt-praca klasowa z matmy i kartkówka z religii
Pozdrawiam serdecznie grono pedagogiczne <333333333 loffka ;**

Mam nadzieje że u was jest lepiej...

PS co do 20 letniego chłopaka który robił na drutach i Chinki która przeczytała prawie całą książkę to prawda :)))