niedziela, 8 września 2013

63. Drags drags drags

*Zayn, wciąż ten sam dzień, kilka godzin przed wieczorem u Alice*
    Wszystko co dobre kiedyś się kończy, niestety… Musiałem wrócić do mojego prywatnego „śledztwa”. Zadzwoniłem po kierowcę, gdyż nie czułem się dziś na siłach, żeby prowadzić auto. Wszedłem do środka czarnego Audi i nie wiedziałem gdzie właściwie mam jechać.
-Więc? Gdzie mam cię zabrać?
-Do jakiegoś klubu w centrum.
-Będziesz dużo pił?
-Niekoniecznie…
Po półgodzinnej podróży byliśmy na miejscu. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Wyszedłem z auta i kazałem mu czekać. Mam nadzieje, że w środku nie ma nikogo, kto zwracałby na mnie szczególną uwagę. Gdy tylko przekroczyłem próg lokalu byłem zmuszony przeciskać się, przez skaczących, zapoconych ludzi. Chciałbym pobawić się razem z nimi lecz nie mogę. Zabawiłem się na tamtym after party i mam efekty… Wreszcie doszedłem do baru i usiadłem na krześle. Nie miałem żadnego planu, co chyba było błędem.
-Przepraszam.-odezwałem się do kelnera gdy upewniłem się, że nie ma nikogo w pobliżu.
-Tak?
-Można gdzieś tu kupić coś… Mocniejszego?-ostatnie słowo szepnąłem konspiracyjnie.
-Nie w tym klubie, stary.
-Znasz może jakiś dillerów?
Westchnął. Chyba mnie nie poznał, to bardzo dobrze. Wziął jakąś małą karteczkę i coś na niej napisał. Po chwili wręczył mi ją i jeszcze drugą, pustą.
-Tu masz dwa adresy klubów, gdzie bywają różne typy, ale uważaj. I… mam prośbę. Mógłbyś dać autograf dla mojej dziewczyny. Ma na imię Tina i ma bzika na waszym punkcie…
-Jasne.-zgodziłem się, lecz trochę zbladłem na twarzy. No tak, pewnie teraz cały świat się dowie, że ćpam.
    Jęknąłem. Teraz muszę ponownie przeciskać się przez ten tłum! Spuściłem głowę próbując przejść przez pijanych nastolatków. Nie było jeszcze tak późno, ale gdy ja zaczynam imprezę, tacy młodzi muszą już być zameldowani w domu… Nagle pojawiła się przy mnie jakaś dziewczyna i zaczęła tańczyć… Tak jakby ze mną? Um, może by tak się chociaż odezwała? Przyjrzałem się jej. Widać, że nie ogarniała już jak ma na imię. Miała ‘bluzkę’ do pępka, zakrywającą jej połowę piersi i ‘pasek’ na biodrach. Do tego tonę szpachla. Rozumiem, że chciała kogoś poderwać, ale chyba troszkę przesadziła. Whatever, to jeszcze gówniara. Swoją drogą ciekawe czy Alice była taka parę lat temu… Nie, wątpię, przecież zaczęła się malować dopiero po przeprowadzce do Londynu, z tego co mi wiadomo. Gdy nareszcie uwolniłem się od ‘mojej towarzyszki’ jak najszybciej przepchnąłem się do wyjścia. Uff, teraz tylko wejść do samochodu. I ruszać w kolejne miejsca… Czy to się uda? Nie mam pojęcia. Kilka dni temu Alex miał być w mieście, ale w końcu się nie pojawił. Nie dał nawet znaku życia… Głośno wypuściłem powietrze.
-Carl, tu masz dwa następne kluby.-podałem mu karteczkę, którą przed chwilą otrzymałem.
-Jasne. Mogę wiedzieć o co chodzi.
-Nie.-odpowiedziałem bezmyślnie. No tak, to było ciut chamskie…-To znaczy, na razie to tajemnica.
Przytaknął tylko. Droga zajęła nam nie całe 5 minut, to dobrze, naprawdę zostało nie wiele czasu, biorąc pod uwagę, że może będę musiał obskoczyć cały Londyn.
    Następny klub zapowiadał się lepiej. Nie było w nim takich rozwścieczanych dzieci, ale dość młodzi, dorośli ludzie. Wkroczyłem śmiało do środka i objąłem wzrokiem pomieszczenie. Nawet było ładnie, nie wyglądał na kompletną melinę… Jak w ogóle powinien wyglądać taki diller? Raczej on próbuje wtapiać się w tłum, od czasu do czasu próbując opylić coś pod kiblem, żeby nikt nie widział. Zamówiłem jeden kieliszek wódki i poszedłem do toalety. Nikogo tam nie było. Oprócz pary która bardzo się śmiała, jednocześnie całując tak namiętnie, że myślałem, że chcą się pożreć w całości nawzajem. Westchnąłem kierując się do baru. Zacząłem kręcić kieliszkiem i przyglądać się barmanowi. W końcu go przechyliłem, pochłaniając całą zawartość.
-Szukasz czegoś?-burknął.
-Nie, właściwie to nie…
-Nie kupisz tu dragów, sorry. Szef ogarnął jakie rzeczy się tu dzieją i założył kamery co krok.
-Czyli wcześniej sprzedawaliście? Jak dawno?
-Ponad miesiąc temu.
-Ugh… Dzięki, na razie.-wymamrotałem i podniosłem się. Poczułem, że mam śladowe ilości alkoholu we krwi. Prostując się, zrezygnowany opuściłem klub. Nagle usłyszałem głośny, specyficzny śmiech. Skądś go chyba znam… Obróciłem się. Ujrzałem rudą dziewczynę, którą przytrzymywał jakiś facet. Rude włosy… Przetworzyłem szybko informacje z after party i tak, najprawdopodobniej to jedna z trójki dziewczyn. Tylko teraz… Co zrobić? Mężczyzna obok niej nie należał do parówkowatych chudzielców. Widać było, że chodzi na siłownię, boksuję czy coś… Wróciłem do środka, zajmując stolik pierwszy z brzegu.
    Cały czas z nim tańczyła! Od czasu do czasu przestawali, aby wypić kolejnego drinka. Myślałem, że zwariuje, więc domówiłem jeszcze dwa kieliszki. Po godzinie miałem dość. Stale jakieś dziewczyny się dosiadały, flirtowały ze mną, pokładały się na moich kolanach… Za którymś razem dałem się porwać do tańca, leciała moja ulubiona piosenka. Czułem lekkie wyrzuty sumienia, ale to przecież tylko jeden taniec. Na chwilę straciłem z oczu mój obiekt obserwacji, koncentrując się na uśmiechniętej dziewczynie przy moim boku.
-Jak masz na imię?-spytałem.
-Victoria.
-Piękne. Ja jestem Zayn.
-Wiem, coś mi się obiło o uszy…-zaśmiała się, na co również uśmiechnąłem się lekko.
Zauważyłem ją! Ruda opuszcza lokal, tak mi się zdaje… Muszę szybko coś zrobić, bo inaczej godzina siedzenia tutaj pójdzie na marne!
-Przepraszam, Victorio. Muszę już iść. Miło było.-pożegnałem się, niemalże biegnąc do drzwi.
Wsiadała do taksówki. Stanąłem na tyle blisko ile mogłem, aby podsłuchać rozmowę. Wynikało z niej, że jedzie już do domu. Chelsea, South Kensington, Dayton Garden 53, SW10. Spisałem szybko adres na telefon, chwile rozmyślając. Przecież to apartamenty Kylie Minogue! Teraz tam mieszka Alice! Czyli dziewczyna jest nieźle bogata, skoro mieszka tam na stałe…
    Chwile stałem zastanawiając się co zrobić. Zostawię odwiedzenie tego miejsca na inny dzień, dziś pojadę do ostatniego klubu, w którym mogę się czegoś dowiedzieć. Nie był zbyt duży, ani oblegany, ale miał coś w sobie. Widać, że ludzie świetnie się tam bawili. To pewnie za sprawą DJ oraz… czegoś innego. Może to właśnie tu odnajdę dillera? Czułem, że już trochę wypiłem, ale przynajmniej bardziej się wyluzowałem. Usiadłem przy barze, obserwując co się dzieje. Nie było nic, co przyciągnęło by szczególną uwagę. Kelnerka gadała z jakimś gościem. Ciągle się śmiali. Widać, że on nie był specjalnie wstawiony, nie skakał z resztą klubu w rytm muzyki. Spojrzeli na mnie równocześnie. Ich miny były co najmniej dziwne…
-Zamawiasz coś, skarbie?-spytała dość ładna blondynka.
-Uh, nie wiem, nie mogę się zdecydować…-wydukałem.
-Może masz dziś ochotę się zabawić?-zagaiła wesoło.
-Hm, co masz na myśli?
-Coś lepszego niż alkohol...-szepnęła.
Starałem się przetworzyć informację, która do mnie dotarła. Tak! Chodzi o narkotyki! Czyżby ona je sprzedawała? Nie wygląda…
-A masz?
-Mój przyjaciel ma coś do zaoferowania.
Więc wszystko jasne! Zacząłem modlić się w duchu, żeby to on był tym, który niebezpośrednio mnie załatwił. Mam nadzieje, że powie mi co im sprzedał, jeśli w ogóle był w tamtym klubie.
-Posłuchaj mam pytanie.-zwróciłem się do niego.-Byłeś w sobotę, tydzień temu, w Aura Club?
-Przydałoby się coś na pamięć.-odpowiedział sprytnie.
-Więc?-rzuciłem 50 funtów na blat.
-Owszem byłem.
-Sprzedawałeś coś trzem dziewczyną? Blondynka, brunetka i ruda. Pomyśl dokładnie!
-Hmm…-zaczął się zastanawiać znacząco, na co ja dałem mu kolejne tyle.-Nie byłem w pracy, to nie mój teren. Sprzedaje tam ktoś inny, ale nic o nim nie wiem.
Poderwałem się, kierując do wyjścia. Cholera! Nigdy mi się to nie uda! Wsiadłem zrezygnowany do auta, rozkładając się na trzy tylne siedzenia.
-Gdzie teraz? Do domu?
-Nie, Carl. Zawieź mnie do Aura Club, potem sam dam sobie radę…
-Zayn, popłyniesz, a jutro macie ważny wywiad. Ktoś musi cię pilnować.
-Nie jestem małym dzieckiem. Nie idę tam dla przyjemności, muszę coś załatwić. Niedługo wrócę do domu.
Chyba go przekonałem, bo milczał całą drogę. Boję się trochę tam iść. To miejsce mnie przeraża, m.in. dlatego, że najprawdopodobniej bywa tam jedna z moich ‘przyjaciółek’, Megan, siostra barmana Rickyego. Cały nabuzowany wkroczyłem do bardzo znajomego mi miejsca. Od razu zamówiłem wódkę u nieznajomego mi barmana.
    Godzinę później po kilku głębszych miałem kompletnie wszystko w dupie. Stwierdziłem, że jakoś to będzie, jakoś ją przeproszę i po kłopocie, nie będę musiał się bawić w udowadnianie, że nie jestem winny. Skończyłem szukać dillera, zacząłem tańczyć z nieznajomymi. Kierowca miał rację, że popłynę. Przynajmniej dziś jest mi dobrze. Póki co umiem powstrzymać się przed seksem z ludźmi, więc nie muszę przestawać pić i wracać do domu. Roześmiany i troszkę zdyszany po tańcu z atrakcyjną, brązowowłosą 30-latką usiadłem przy barze.
-To samo.-rzuciłem do kelnera, wiercąc się na stołku.
Niespodziewanie drzwi od zaplecza otworzyły się na oścież. Zerknąłem z zaciekawieniem. Instynktownie zakryłem swoją twarz, aby nikt mnie nie rozpoznał. Musiało wyglądać to dziwnie, skoro byłem tak pijany, że podrywałem wszystkie kobiety w klubie. Wyszła stamtąd dziewczyna, poprawiając włosy. Obrzuciłem ją dyskretnym spojrzeniem. Nawet ładna. Zaraz… Czy to nie…? Czyżby to była ta dziewczyna z after party, jedna z trzech… Czyli to ona jest Megan! Wszystko bardzo opornie dochodziło do mojej głowy. Jedna z nich to Megan, druga to ta Ruda, a trzecia, ich liderka to blondynka o imieniu Cara, jeśli dobrze pamiętam podsłuchaną rozmowę z Rickym. Poderwałem się z miejsca, próbując do niej dojść.
-Zabiję cię, suko! To ty!
-Hej, spokojnie.-powstrzymał mnie barman.
-Ona zniszczyła mi życie, teraz ja zniszczę ciebie, słyszysz, dziwko?!
Gdy tylko mnie ujrzała, wyglądała jakby zobaczyła ducha. Zaczęła uciekać. Bała się jak cholera, tym bardziej, że zacząłem jej grozić. Wtedy zajął się mną ochroniarz.
-Chyba już ci wystarczy na dziś.-burknął, wyprowadzając mnie na zewnątrz.
-To jeszcze nie koniec, kurwo!-wrzasnąłem na pożegnanie.
Następnie nawet miły ochroniarz zaoferował wezwanie taksówki, która przybyła za moment. Przynajmniej tak mi się wydawało, możliwe, że spałem, bo pamiętam, że musiałem podnosić się z chodnika, gdy podjechała.
-Gdzie pana odwieźć?-spytał, wykończony robotą mężczyzna w średnim wieku.
-Do żony i dzieci, zabierzcie mnie do żony i dzieci!
-Adres?
Adres, adres… Pokazałem mu notatkę z adresem tej rudej, która mieszka tuż obok Alice. Nie wiem czy to odpowiedni moment na odwiedziny, ale nie myślałem o tym.
    Gdy tylko uchyliłem jedno oko, poczułem przeszywający ból. Plecy i głowa najbardziej dawały o sobie znać. Jest tak jasno, więc powinien być ranek. Otworzyłem też drugie oko, rozglądając się dookoła. Jak tu ładnie i czysto! Zaraz, więc gdzie ja jestem? Rozejrzałem się wokół, siadając i odkrywając z siebie koc. Spałem pod drzwiami? Na to wygląda… Jak miło! Wstałem, przytrzymując się wszystkiego czego tylko mogłem. Ponownie objąłem wzrokiem pomieszczenie, skupiając myśli na wczorajszym wieczorze. Wreszcie ujrzałem czyjąś sylwetkę, kroczącą w moim kierunku. Matko święta, tylko nie to. Ja chyba nie przyjechałem w nocy do Leny? Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, gdy tylko ją zobaczyłem, ale również z całych sił próbowałem się powstrzymać od przytulenia jej. Wyglądała tak ślicznie! Miała czarne leginsy i dużą kolorową tunikę, która zakryje jej już pokaźny brzuch. 
-Umm… Dzień dobry.
-Możesz już wyjśc?-spytała srogo.
-Czemu mnie nie wyrzuciłaś w nocy?
-Nie chciałam cię tu wpuszczać, ale byłeś pijany i agresywny. Nagle zasnąłeś na wycieraczce, miałam cię przenieść?
-Boże, przepraszam…-schowałem twarz w dłoniach, gdy oznajmiła mi co zrobiłem. Jaki ze mnie idiota. Zwykły debil. Ona jest w ciąży, a ja wchodzę do jej domu i jestem niegrzeczny.
-Nie chcę żadnych przeprosin, po prostu sobie idź, oboje dziś pracujemy.
-Jak się czujesz?-zagaiłem, gdy byłem już poza mieszkaniem.
-Jeśli jeszcze raz się tu pojawisz wezwę policję i po prostu się przeprowadzę.-zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
____________________________________________________

Jedna z moich czytelniczek wygrała pocztówkę! Gratulacje, @Pataxxon! Proszę o jak najszybsze w miarę możliwości wysłanie danych na DM na Twitterze.
Już sama nie mogę się doczekać aż Alice i Zayn się pogodzą, naprawdę, haha. Za dwa rozdziały (nie w następnym tylko w jeszcze następnym) znów pojawi się wątek o Zaynie, tak myślę...
Jak tam dajecie rade w szkole? W piątek pierwsza moja ocena-5 ;p (wcale się nie chwalę)

PS Wbijacie na mojego bloga theblackcup.blogspot.com !!! xx

3 komentarze:

  1. No kiedy oni się pogodzą no? Już doczekać się nie mogę. ^.^ Oni szybko muszą być razem bo nie wytrzymam. :P
    Tak poza tym to genialny rozdział. *-*
    Wenyy i czekam na next'a. Love ya! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. No oni muszą się pogodzić. :D
    Świetne! Czekam na następny rozdział. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahhahaha... A ja nadal nie wieżę, że wygrałam! Ale dziękuje ;)
    Ech... Mam ochotę przewalić Zaynowi... Patelnią w tego jego głupią łepetynę!

    OdpowiedzUsuń