środa, 4 września 2013

62. Eggs are cool, bro!

*Alice*
    Dalej pochlipując przypomniałam sobie, że nie jestem sama. Ile razy w ciągu wszystkich tych dni, marzyłam o wieczorze z nim? Nie potrafię zliczyć. Jednak jak najszybciej muszę go wygonić, bo nie mam zamiaru dłużej tego znosić. Gdy weszłam do salonu, oniemiałam. Zasnął na podłodze! Po prostu rozłożył się pod drzwiami i tam drzemał!
-Zayn, wstawaj!-starałam się go obudzić, trącając jego ramię, lecz to na nic. Doskonale widziałam, że jeśli zaśnie po dużej dawce alkoholu, nic nie ma prawa go dobudzić. W takim razie chyba będę musiała pogodzić się z lokatorem na tę noc… Usiadłam patrząc na niego. Chyba tylko raz w życiu widziałam go bardziej pijanego…

    Nie miałam pojęcia co zrobić, z każdą sekundą byłam coraz bardziej zdenerwowana. Ugh, byłam wściekła, że dałam namówić się na to ognisko ze starymi kumplami Zaya. Wiedziałam, że popłyną, ale on jak zwykle przesadził. W pewnym momencie naszła mnie myśl, żeby go zostawić i wrócić do domu, ale to on miał klucze, po za tym znając życie, zgubiłabym się w tym Bradford. Czemu jego rodzice musieli akurat nas po prosić o ‘podlewanie kwiatków’? Na pewno ma rodziny na pęczki. Westchnęłam gdy zobaczyłam, że znów się przewrócił. Tym razem wpadłby w ogień, gdyby przyjaciele go nie złapali. Jedyne co podtrzymywało mnie na duchu było to, że impreza zaraz się skończy, prawie całe zapasy wódki się skończyły, a towarzystwo potrzebowało łóżka lub wiadra do rzygania. Niestety wtedy doszli nowi, co oznaczało dla mnie śmierć. Mój chłopak powitał się z nimi radośnie i zaczął krzyczeć, że jestem jego dziewczyną. Schowałam twarz w dłoniach mając ochotę zniknąć.
-Za ile idziemy?-szepnęłam mu na ucho.
-Rozumiem, że chcesz mieć mnie tylko dla siebie.
-Tak jakby.-zakpiłam, czego nawet nie był w stanie zauważyć.
-Spokojnie nie ucieknę ci.-zaśmiał się.
-No to to na pewno…-powiedziałam sama do siebie, przewracając oczami, gdy pochłaniał kolejny kieliszek.
    Pół godziny później po prostu zabrałam go stamtąd na siłę, po tym co się stało. Jeden z tych nowoprzybyłych złapał mnie za tyłek! Oczywiście on wszystko zauważył i wycelował pięścią prosto w nos swojego przyjaciela sprzed momentu. Zaraz po ciosie sam się przewrócił, nie mogąc złapać równowagi. Czerwona ciecz zaczęła lać się strumieniami, a tamten debil chciał się odegrać, dzięki czemu Zayn ma rozwaloną brew,.
-Coś ty ze sobą zrobił…-jęknęłam, gdy musiałam trzymać mu chusteczkę przy twarzy i jednocześnie go podtrzymywać.
-Należało się temu skurwielowi. A tak w ogóle to mogę iść sam!-oburzony wyrwał się mi, krocząc przez chodnik z wypiętą piersią.
Oczywiście po trzech krokach musiałam podnosić go z ziemi, lecz twierdził, że to grawitacja splata mu figle, bo nie wytrzymuje jego zajebistości.
-Malik, kurwa, więcej nie pijesz!
-Mam ci przypomnieć twoją ostatnią imprezę?
-Uh, kiedy jestem pijana, jestem mniej żałosna, uwierz.
-Ale bardziej łatwa.
Zbyt dużo emocji. Pierwszy raz w życiu go spoliczkowałam. Był w szoku, ale zorientował się, że naprawdę przegiął, gdyż nigdy wcześniej mu tego nie zrobiłam. Złapał się tylko za obolałe miejsce na twarzy i próbował za mną iść, utrzymując fason.
-Nie miałem nic złego na myśli.
-Tylko to, że się puszczam.
-Ale z nikim innym oprócz mnie.
-Nie pogrążaj się.
Wzięłam głęboki wdech, aby powstrzymać się od kolejnego uderzenia. Na całe szczęście byliśmy już u celu. Nieduży, ale przytulny i ładny dom, aż się prosił żeby do niego wejść.
-Gdzie są klucze?
-Sama je znajdź.-zaśmiał się głupkowato.
Nie miałam najmniejszej ochoty wchodzić z nim w większe dyskusje, więc zaczęłam przegrzebywać jego kieszenie, bez skutku.
-Nie chcesz chyba powiedzieć, że wsadziłeś je sobie do gaci?!
Pokiwał głową, chichotając jeszcze bardziej.
-W takim razie sam otwórz drzwi. Jeśli tego nie zrobisz, będziemy spać w ogrodzie.
Powiedziałam to trochę nie pewnie, bo mu nie zrobiłoby to większej różnicy. Na moje szczęście ogarnął się i nawet trafił do zamka! Kiedy wkroczyliśmy do środka, posadziłam go na krześle, w celu zajęcia się opatrunkiem.
-Gdzie masz jakieś plastry?
-Łazienka, pierwsza szuflada.
Gdy tylko zabrałam się za przemywanie rany, pociągnął mnie za biodra i wylądowałam na jego kolanach.
-Ale ty jesteś kochana, zawsze chciałem mieć taką dziewczynę…-mamrotał pod nosem.
-Uspokój się. Mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę z tego, że śpisz dziś na dole. Schody to dla ciebie za duże wyzwanie…
-Zostaniesz tu ze mną?
-Chyba żartujesz.-zakpiłam. –Gotowe, dobranoc.-wstałam, gdy już nakleiłam plaster.
    Skierowałam się na górę, lecz strasznie się bałam co jeszcze wpadnie mu do głowy. Z drugiej strony położenie się na sofie to nie jakaś filozofia, powinien dać sobie radę. Szybko zrzuciłam z siebie niepotrzebne ubrania i położyłam się na upragnionym łóżku, w starym pokoju mojego chłopka. Ze zmęczenia nawet nie zdążyłam ułożyć się do snu, gdyż już wpadłam w kuszące objęcia Morfeusza.
    Obudziłam się przez coś bardziej dziwnego. Spojrzałam w okno, za którym nadal było ciemno. Stwierdziłam, że to pewnie przez deszcz, który niemiłosiernie walił w parapety domów. Starałam się ponownie usnąć, gdy nagle poczułam jakieś dłonie błądzące po moim ciele. Jedyne co zdołałam zrobić, to wydać z siebie przeraźliwy pisk.
-Co się dzieje?-usłyszałam głos Malika, który chyba nieźle się przeraził
-Co ty tu robisz?
-Spokojnie, to tylko sen…-szepnął mi do ucha, przytulając mnie jeszcze bardziej.

    Chyba ja też powinnam się położyć. Ziewnęłam przeciągle, rzucając mu ostatnie spojrzenie i kierując się do własnego, wygodnego łoża. Wiedziałam, że długo nie pozbędę się go z mojej głowy. Mówić o tym zajściu Brianowi? Może lepiej nie. Zacznie się afera, że mogłam zadzwonić, że on by pomógł i w ogóle. Uh, po co on prosił mnie o rękę? Zdradził mnie, jak poświeci mi przed nosem pierścionkiem, nic się nie zmieni. Właśnie, on nawet nie miał pierścionka. Więc to pewnie po prostu pierwsze co przyszło mu do głowy. O nie! Zacisnęłam mocniej powieki i przycisnęłam poduszkę do uszu, lecz to nic nie dało. Najgorsze co może być w nocy, to pijackie chrapanie. Zawsze w takim momencie szturcham go mocniej i się uspokaja. Eh… Nie byłam zbyt zadowolona z opuszczenia ciepłego posłania, ale co zrobić. Potrząsnęłam jego ramieniem i trochę się uspokoił. Zerknęłam na niego. Wyraz twarzy nie był zbyt radosny. Może… jest mu zimno? Rozejrzałam się. Na sofie widniał kremowy kocyk, którym go okryłam. Jestem za dobra. Facet może zdradzić mnie z trzema na raz, a ja martwię się o jego samopoczucie podczas snu. To pewnie dlatego, że nic nie zdoła zmienić moich uczuć…

*Zayn, ten sam dzień, kilka godzin wcześniej*
    Poranna afera z Larrym odciągnęła mnie od wszystkiego co dzieje się w ostatnich dniach. Tak! Nareszcie! Cała uwaga skupiona na mnie, przeniesie się na nich. Może to niezbyt grzeczne, ale o wiele łatwiej będzie mi działać, tym bardziej, że mam coraz mniej czasu. Dziś jest 4 dzień, jeszcze nie cały tydzień, a wbrew pozorom nie mam nic. Nic co mogłoby coś znaczyć, coś w mojej obronie. Gdy Liam w miarę wszystko opanował musieliśmy jechać na próbę show które jutro damy u Ellen. Dowiedzieliśmy się przed chwilą, będzie przeprowadzała z nami wywiad z uwagi na homoseksualizm chłopców. Odcinek będzie specjalnie nakręcony w Londynie, co jest dla nas ogromnym wyróżnieniem. Całe szczęście, że Ellen musiała przylecieć akurat tu z rodzinnych powodów…
    O 14 byliśmy już w hali, gdzie mieliśmy przećwiczyć dwie piosenki z najnowszego albumu oraz What Makes You Beautiful. Kiedy tylko zobaczyłem ‘zakochaną parę’ od razu się do nich przytuliłem.
-Wiecie jaki jestem z was dumny?
-Wszyscy jesteśmy!-zarządził Horan i razem z Paynem dołączyli do nas.
-Aw, widzę, że zrobiło się miło i rodzinnie, ale jestem zmuszony wam przerwać.-na horyzoncie pojawił się menager.-Do roboty chłopcy.
    Niedługo po tym usłyszeliśmy pierwsze dźwięki bardzo dobrze znanej nam piosenki. Przyszedłem tu z zamiarem profesjonalnej i szybkiej próby, żeby mieć jak najwięcej czasu na poszukiwanie dillera, ale z tymi idiotami, nic nie jest tak jak być powinno…
-You’re insecure don’t know what for. You turning head when you walk to the to-oilet. Don’t need make up to cover up. Being the Lou and loves Harry is eno-o-ough.
-Everyone knows that Liam is asshole. Everyone knows but not he-e.-Hazz przeciągnął ostatnią sylabę i muzyka ucichła.
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie wybuchając gromkim śmiechem. Jak ja tęskniłem za tymi czasami! Nareszcie nic nie jest na poważnie, nikt nie każe mi iść sikać o wyznaczonej porze…
-Posłuchajcie… Wiem, że te emocje i tak dalej, ale nie przesadzajmy, okej? To zacznijmy teraz od Zayna.
-So c-come on. They aren’t wrong. They just often do this things in their ro-o-om. If you can’t sleep, buy some earplugs, cause Harry scream the loudest in the wo-o-orld.
-People I'm sorry cause I wasn't right, Everyone hear “Zayn is the wo-orst”…-muzyka po raz kolejny zaczęła zanikać, a my znowu chichotaliśmy.-Zayn, ty idioto!-krzyknął Styles i przymierzał się do kopnięcia, lecz zacząłem mu uciekać.
-Ja tylko żartowałem! Preston? Preston! A Harry chce mnie zbić!
-Jeszcze się skarży! Już po tobie.
-Nie ahaha, proszę!-dopadłem po drodze deskę, którą ostatnio tu zostawiłem i nabrałem większej prędkości.
-Curly! W kącie stoi segway!-usłyszałem krzyk Lou. Nie, no to już po mnie…
Pozostało mi tylko jedno; polec w godności! Zeskoczyłem z deski skulając się przy ścianie. Czekałem na wyrok ostateczny. Oby to był tylko jeden, mały kopniak w tyłek, proszę!
-Poddajesz się?-spytał z tryumfem w głosie.
-Tak.
-W takim razie kara będzie od całej czwórki, mój drogi.
-Co macie na myśli? Pamiętajcie, że mimo wszystko ja jestem waszym bratem! Pamiętacie? To ja, Zayn.
Chłopcy podeszli do naszej dwójki, nie przerywając śmiechu. Zastanawiałem się co takiego wykombinowali. O nie, to chyba nie może być prawda… A jednak! Louis trzymał wytłacznkę jajek! Oni chyba sobie żartują!
-Czemu Liam nie dostanie?
-Dzięki „bracie”!-odburknął, szukając telefonu.-Ktoś musi to nagrywać, żeby dodać na youtube, twittera, vine, keeka i naszą klasę!
-Jesteście bez serca!
-Cicho. Najlepiej zamknij też oczy, szybko zleci.-zaśmiał się szyderczo mój oprawca.
-Nigdy wam tego nie zapomnę!-pisnąłem, gdy trafiło we mnie pierwsze jajko.
    Ugh, zajebiście! Dawno się tyle nie śmiałem, ale też byłem wkurzony, że oni dostali przerwę na jedzenie, a ja muszę się umyć! Mimo wszystko taki wspólny dzień jest nam bardzo potrzebny, gdyż po ostatnich wydarzeniach oddaliliśmy się od siebie. Czasem sobie myślałem, co bym bez nich zrobił. Byłbym nikim. Nigdzie nie znalazłbym takich przyjaciół, którzy rzucają wszystko, żeby tylko mi pomóc. Którzy są ze mną tak blisko w momentach gdy tego potrzebuję. Gdy się ogarnąłem i wyszedłem z garderoby usłyszałem coś dziwnego. Jakby jakiś szept i tłumiony chichot. To dochodziło jakby… ze schowka na szczotki? Przysłuchałem się jeszcze raz. Tak, to chyba to. Zakradłem się pod drzwi i gwałtownie je otworzyłem. Tak, oczywiście to chłopcy.
-Co wy robicie?-szepnąłem zdezorientowany.
-Czekaliśmy na ciebie, żeby razem zjeść, ale musimy zrobić to tu, bo powinniśmy już zaczynać ćwiczyć.
Moi bracia, którzy schowali się w pomieszczeniu wielkości lodówki, żebyśmy mogli razem zjeść obiad…
_____________________________________________________________

Jak szkoła, jelonki? Ugh moje myśli po pierwszej lekcji we wtorek? To już? Koniec? Wakacje, tak? hahaha
A wiecie co jest najgorsze? Wraz z początkiem roku szkolnego moja wena poszła się jebać. Ale spokojnie, jeszcze nie jest bardzo źle...

1 komentarz:

  1. Zajebiste! *-* Mam nadzieję, że ona mu wybaczy albo że szybko się dowiemy czy on ją jednak zdradził. I wszystko będzie dobrze. Cudnie piszesz. Czekam na next'a. Love ya! ;*

    OdpowiedzUsuń