niedziela, 29 września 2013

66. Fartuszek.

*Zayn*
    Cała sytuacja mnie przerażała, naprawdę. Alex mówił powoli i wyraźnie, ale i tak nie rozumiałem. Dopiero za którymś razem się udało. I przez te całe dnie, gdy rozmyślałem nad tą sprawą nigdy nie wpadłbym jaka jest prawda. Mu się to udało… Z jednej strony się cieszę, ale chyba każdy woli słodkie kłamstewka. Że to błahostka, wystarczą kwiatki, blah, blah, blah… Nie. Otóż nie. W tej sytuacji nawet nie warto zgłaszać tego na policję. Ale on miał plan…
-Czyli rozumiem, że masz ten adres?-dopytywał.
-Tak, mam. To wprost obok Alice.
-Wiesz, że to nie ich apartament?
-A kogo?
-No a więc ojciec tej rudej go załatwił, ale tylko na pewien czas i nie koniecznie legalnie…
-Po co?
-Zayn! Nie każ mi tłumaczyć tego po raz setny! Zaraz ci to rozrysuje i jeśli będziesz miał kolejne głupie pytanie, nie waż się odzywać!-wkurzył się.
Ugh, muszę to sobie wreszcie poukładać w głowie.
    Więc… Ktoś bardzo chciał wrobić mnie w zdradę, wykorzystując 3 dziewczyny Udało mu się. Najpierw miały mnie zbajerować i wziąć w mniej oficjalne miejsce, czyli do baru, wybrały Aura Club. Następnym krokiem było zaciągnięcie mnie do hotelu po czym ślady zostały kompletnie zatarte. W pokoju upozorowanie zdrady i zrobienie zdjęć, oczywiście wszystko pod wpływem tabletek gwałtu. To brzmi aż śmiesznie. Niestety takie nie jest… Teraz ukrywają się w swojej twierdzy; w apartamencie obok Leny.
-Zastanawia mnie tylko…-zagaiłem.-Czy oni świadomie wybrali to miejsce do ukrywania się…
-Też nad tym myślałem. Z jednej strony za dużo wiedzą, muszą wiedzieć gdzie ona teraz jest. Z drugiej to byłoby przecież zbyt ryzykowne… Jak jeździsz chuju?!-wydarł się przez okno auta.
-Spokojnie…
-Zobaczysz, że jeszcze spowoduje wypadek. I my kurwa nigdy nie dojedziemy.
-Bez przesady, nie mieszkam tak daleko stąd…
-A wiesz w ogóle czy chłopcy są w domu? Przecież to do nich jedziemy.
-A no tak.
-Zayn! Czy ty naprawdę dziś nie myślisz?
-Gdyby ktoś tobie tak namieszał w głowie, nie zachowywałbyś się lepiej!-fuknąłem.
-Dobra, pojedziemy na razie po broń, potem pomyślimy. Do zmroku zostało jeszcze trochę czasu…

-Zayn? Kochanie!
-Mhm…
-Lubisz blondynki prawda?
-Yhm…
-Zayn woli brunetki, jesteś żałosna…
-Tak oczywiście, ale żaden facet nie oprze się rudej.
-Jasne.
-Wolałabyś pieprzyć kogoś bez wyrazu czy pełnego temperamentu i pożądania…? Kogoś seksownego jak ja…
-Zamknijcie ryje! Samanta włącz kamerę, a ty Megan, chodź, pomożesz mi go rozebrać. Albo na odwrót, Sam jeszcze ją zepsuję.
-Dla dobra sprawy udam, że tego nie słyszałam, ale ja chcę z nim dużo ujęć!
-Ma pan może ochotę się zabawić, panie Malik?
-Uh… Mh…
-Tak myślałam. Możesz ją włączać!

-Zayn! Zayn wstawaj, jesteśmy na miejscu!
-Co?-zdezorientowany przetarłem oczy.
-Nie zgadniesz co się stało!
-Co?!-poderwałem się zdenerwowany.
-Miałem rację, ten koleś się rozbił i staliśmy godzinę w korku i stalibyśmy kolejne trzy gdybym nie znalazł objazdu. Oczywiście ty nie okazałeś się pomocny…
-Kamera…
-Gdzie?
-Nagrania…
-The fuck?
-Te dziewczyny mnie nagrywały! To nagranie musi być w apartamencie!
-Może to zwykły sen?
-Nie, Alex! Nie jestem głupi, to prawda! Musimy je znaleźć!
-To całkowicie zmienia plany! Mieliśmy zrobić konfrontację z ‘głowami’ całej akcji.
-Nie rozumiesz? Gdy zdobędę filmy, tam może być dowód na moją niewinność!
-Nie nakręcaj się, ok. Wysiadaj, nie mamy czasu. Ściemnia się…
-Alex wymyśl coś, ja naprawdę muszę je mieć…-bąkałem coś opętany.
-Okej! Spokojnie. Musimy upewnić się, że w środku są tylko one trzy. Więc gdzie trzymasz te pistolety?

*Chris*
    Leniwie otworzyłam jedno oko, sprawdzając czy śpię sama. To głupie, jakim cudem miałby się ktoś tu znaleźć?! Z Niallem jesteśmy ‘niedotykalscy’ na czas pobytu jego mamy i mimo że ją polubiłam bardzo mnie to irytuje. Jednak takie samotne poranki są czasem fajne. Szczególnie gdy mam wolne. Wtedy zawijam się w kołdrę i schodzę do kuchni. Biorę jakieś suche płatki czy coś takiego i wracam do łóżka. Tam włączam sobie telewizor i leże jakąś godzinę, śledząc losy bohaterów głupich seriali. Czasami trafi się jakiś program… Albo jeszcze lepiej! Bajki! To mój żywioł. Ostatnio często trafiam na Odlotowe Agentki, co mnie bardzo cieszy. Awh, tak dawno ich nie oglądałam!
    Uśmiechnęłam się do siebie, gdy już opatulona w pierzynę kroczyłam po schodach. Zaraz… Co to za hałasy?! Oh, nie mówcie, że rodzice nie mają dziś pracy! Zaraz znajdą mi jakieś zajęcie i na tym skończy się leniuchowanie. Westchnęłam głęboko, wkraczając do kuchni. O mój boże, to on! Opierał się o lodówkę, z tego co udało mi się zarejestrować to coś gotował. Potwierdzał to fartuch, w który się wbił.
-Jak ty tu…?
-Dawałaś mi klucze, nie pamiętasz?-zaśmiał się słodko. Oh i ta jego zabójczo seksowna fryzura!
-Ale na pewno nie po to, żebyś wkradał się gdy śpię! A jakby moi rodzice byli w domu?
-Doskonale wiem, że ich nie ma. A ty nie ucieszysz się z żadnej niespodzianki!
-Zaraz, ale gdzie masz mamę?
-Wsadziłem w samolot.
-Aaa, serio?-pisnęłam, podbiegając do niego.-To znaczy, wiesz… Ona jest fajna, naprawdę…
-Siadaj, zaraz będzie śniadanie, kochanie.-cmoknął moje usta, lekko odpychając w stronę stołu.
Wykonałam polecenie i zorientowałam się, że dalej na moich ramionach spoczywa pościel. Zrzuciłam ją na miejsce obok, wpatrując się w mojego ukochanego, zmierzającego się z kuchnią.
-O Jezu!-wstałam gwałtownie.
-Zastanawiałem się kiedy ogarniesz.-zaśmiał się, pewnie po trosze z mojej miny.
-Horan! Jesteś całkiem nagi w moim rodzinnym domu! Powtarzam; rodzinnym!
-Po pierwsze mam fartuch, a po drugie nie podoba ci się niespodzianka?
-Jaki ty jesteś głupi!-zachichotałam podchodząc bliżej.
-Ograniczyłem nam robotę.-stwierdził.
Pocałował mnie śmiało, zsuwając ze mnie dresowe szorty w których zwykłam spać. Mam wrażenie, że nie robił tego od kilku lat, a minęło zaledwie kilka dni. Przycisnęłam go do szafki, ówcześnie przemieszczając dłonie na jego całkiem gołe pośladki. On próbował ściągnąć mi bluzkę, odwracając moją uwagę pocałunkami na szyi. Moment w którym miałam ochotę go po prostu pożreć, prawdopodobnie z wzajemnością. Jakimś sposobem obrócił nas i teraz ja przylegałam do ściany, a jego tors napierał na moje piersi. Poczułam jak ‘coś’ kłuje mnie w brzuch i teraz ja zajęłam się rozwiązywaniem fartuszka.
-Wiesz jak w nim seksownie wyglądasz?
-Tak? Myślisz, że mógłbym chodzić w nim na co dzień.
-Myślę, że mógłbyś nosić go w sypialni.
-Taki trójkąt? Ty ja i on, tak?
-Coś w tym rodzaju…-przyznałam, pozbywając się majtek.
Wpił się w moje usta jeszcze bardziej namiętniej, błądząc dłońmi po nagim ciele. Przycisnął bardziej do kafelek i zawiesił na sobie nogi, tak aby mnie przenieść. Myślałam, że wybierze jakieś inne miejsce, skoro już się pofatygował. Jednak dotrwał tylko do blatu metr dalej. On również się na niego wdrapał i niespodziewanie, ale powoli wsunął we mnie swoją męskość.
-Niall…
-Hm...
-Jajka.
-Co?-zaśmiał się, oddychając coraz ciężej.
-Wyłącz jajka!-wydukałam, między westchnieniami rozkoszy.
Szybko sięgnął ręką do kuchenki i spełnił rozkaz. Oczywiście przy okazji skopując wszystko co mu przeszkadzało.
-Mój expres!
-Kupię ci takich 10.
-Mhhw, bogaty i władczy Horan.-westchnęłam głośniej, przez jego głębsze ruchy.
    Gdy było już ‘po wszystkim’ przemknęliśmy na górę, udając, że nic się tam nie stało. Gdy rozłożyliśmy się na łóżku zmieniłam zdanie. Jednak samotne poranki i oglądanie bajek nie jest takie fajne. Oczywiście gdy ma się takiego Niallera. I nie dotykało się go od kilku dni. To chyba było nawet gorsze niż gdy jest w trasie. Przez te wszystkie dni widziałam go i tak bardzo mnie do niego ciągnęło, że wolałam nawet nie patrzeć w tamtą stronę.
    Włączył telewizję śniadaniową i z całej siły starałam się na niej skupić. Zaraz. On, tak samo jak ja, jest jeszcze nie ubrany. Otula nas jedynie ta kołdra. Wsunęłam pod nią rękę i niby przypadkiem o coś zahaczyłam. Spojrzałam na niego. Poprawił się tylko, wpatrując w wywiad z jakąś aktorką. Znowu to zrobiłam. Tym razem całą uwagę skupił na mnie.
-Nie sądziłem, że jest z tobą tak źle i trzeba się tobą poważnie zająć.
-Chciałam ci tylko dać do zrozumienia, że dziś to już raczej nie odpoczniesz…-posłałam mu niby przepraszające spojrzenie.
-Twoi rodzice raczej będą mieli coś przeciwko temu, żebym przeleżał tu goły cały dzień.
-Więc zmienimy miejscówkę.
-Na przykład na prysznic?
-Prysznic? Chyba na stacji benzynowej.-prychnęłam. Nie wiem czy wie, ale to również część mojego domu…
-Miałem na myśli taki w sklepie z prysznicami.
-Boże, to jego pomysły, ja jestem grzeczna…
Jego śmiech przerwały jakieś odgłosy z dołu. Coś spadło? Czyżby kolejne sprzęty uległy dziś zniszczeniu? Albo… Nie to nie możliwe, oni nigdy nie wracają z biura tak wcześnie.
-Chris?-wołanie rozległo się na cały dom.
Możliwe.
-Tak, tato?
-Pozwól na chwilkę.
-Już lecę!-krzyknęłam głosem pełnym desperacji. Gdzie są jakieś ciuchy?! Gdzie mam szafę? Całe szczęście mam taki burdel w pokoju i ubrania wiszą nawet na lampie. W prędkości światła naciągnęłam na siebie pierwszą lepszą sukienkę i zbiegłam po lekko skrzypiących już schodach.
-Cześć.-uśmiechnęłam się, udając, że wszystko ok.
-Mogłabyś posprzątać? Ale najpierw zanieś Niallowi jego rzeczy. Biedaczek, chyba ich zapomniał.
-On… Po prostu się przebierał.
-Co nie zmienia faktu, że wolałabym nie mieć jego bokserek od Calvina Kleina na sofie. I jeśli już się „przebieracie” to upewnij się, że nie ma i nie będzie nas w domu.
-Mamooo!
-Czy ja coś robię?-zaśmiała się z miną niemowlęcia, które nasrało w pieluchę, chcę zataić to przed całym światem, ale się wydało…-Dzień dobry, zięciu!
-Yhh, dzień dobry!-odkrzyknął, zakłopotany.

Oh, ona serio dobrze się bawi? Bo tata się wkurzył. Szczególnie o ten expres. Nie pił w nim kawy od pół roku, ale oczywiście twierdzi, że akurat dziś chętnie by się napił…
_____________________________________________________________

Część z Zaynem trochę nie ogarnięta, ale w następnym rozdziale już wszystko będzie się wyjaśniać. Co do Nialla i Chris... Boże przepraszam za tak zryty łeb, ale to był środek nocy z piątku na sobotę, a ja się naczytałam zboczonego Colda, matko święta jak to przeczytałam w świetle dnia chciałam usunąć, ale raz się żyje haha. 
PS Czy tylko ja mam wrażeniem jakbym chodziła do szkoły przynajmniej 3 miesiące?

niedziela, 22 września 2013

65. Only roses.

*Louis*
-Wydaje mi się, że… Nadszedł czas na prawdę.-ledwo mówiłem przez gulę w gardle.
Moje ciało również reagowało; trząsłem się od nosa aż po pięty. Byłem jak taka galareta. Różnica polegała na tym, że galareta właśnie nie wyzna światu, że poślubiła swojego najlepszego przyjaciela i jest gejem. Ja to zrobię. Miałem wrażenie, że całe studio wiruję, a ja jestem tak spocony, że zaraz popłynę.
-Zaintrygowałeś mnie. Co masz na myśli?-poprawiła się na wygodnej kanapie i starała się utrzymać ze mną kontakt wzrokowy, jednak jedynym obiektem mojej uwagi były moje rozdygotane palce. Gdy Harry ich dotknął, dodał mi otuchy i podniosłem wzrok.
-Chodzi o to, że…-zaczął, ale skutecznie go uciszyłem.
-Nie, ja to powiem.-odparłem i kiedy zorientowałem się, że zrobiłem to zbyt impulsywnie, uśmiechnąłem się, żeby to troszkę zamaskować. Co właściwie mam powiedzieć? Od razu z grubej rury „Poznajcie mojego męża!”? Westchnąłem patrząc na wszystkich chłopców po kolei, następnie na Ellen.
-Diana nie jest moją dziewczyną. Kiedyś nią była, to fakt. Trzy lata temu tworzyliśmy prawdziwy związek, ale zakończyliśmy go na zawsze.
-Chcesz powiedzieć, że po waszym rozstaniu nie zeszliście się ponownie?
-Oficjalnie tak było, ale w rzeczywistości-nie.
-Dlaczego?
    Kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa. To ten moment. To chyba w tej chwili musi przejść mi to przez gardło. A może by to tak przełożyć na kiedy indziej? W końcu i tak wyznałem dużo jak na mnie. Och, Tomlinson, to że jesteś gejem nie pozwala ci na bycie tchórzem! Weź się w garść, ludzie i tak o tym wiedzą, czekają tylko na potwierdzenie! Nie odkrywasz Ameryki… Z drugiej strony wszystkie malutkie serduszka naszych najmłodszych fanek pękną… Niektóre z nich nie wiedzą dokładnie co to znaczy być właściwie homo, myślą, że to coś złego. „Dwóch przyjaciół z mojego ulubionego boysbandu wzięło ślub? Next joke please…”. Mimo wszystko wystarczająco je okłamywałem, nie mogę ciągnąć tego do usranej śmierci. No, dalej! Przysiągłbym, że teraz patrzeli na mnie wszyscy. Chłopcy, prowadząca, ekipa, widownia, widzowie przed telewizorami… Kamera na pewno zrobiła dramatyczne zbliżenie. Och zapomniałbym o Obamie i królowej Elżbiecie. Ale wśród całej populacji kuli ziemskiej patrzy na mnie też jedna osoba. Patrzy, tymi swoimi zielonymi oczami i uśmiecha się w duchu, albo nawet piszczy i skacze jak małe dziecko! Ona czeka. 3 lata czeka, aż to powiem. Ciekawe czy ktoś inny wie, co to znaczy 3 lata czekać na jedno zdanie, które cię uwolni. Podziwiam go. I nie ma nikogo innego, bo on jest moim wszystkim. Więc mówię to tylko do niego. Ścisnąłem mocnej jego rękę, przybierając szczęśliwy wyraz twarzy.
-Powiem teraz coś, co zmieni wszystko. Nawet pewną cząstkę was.-zbudowałem napięcie.-Harry Styles to mój mąż.
Zapadła cisza. Kompletna cisza. Owszem, ludzie mogli domyślać się, że jesteśmy razem. Tego nikt się nie spodziewał. Sama Ellen o tym nie wiedziała, więc to prawdziwy hardcore. Widząc jej minę, miałem ochotę parsknąć śmiechem.
-C-co?-wcisnęło ją w siedzenie, lecz gdy próbowała coś wykrztusić wstała pochylając się lekko nade mną.
-Ja i Lou wzięliśmy ślub ponad 2 lata temu…-odezwał się Hazz i jednocześnie unieśliśmy dłonie, ukazując obrączki, które do tej pory musieliśmy skrywać.
-Nie wierzę.-przeszła dwa kroki po studiu i ponownie usiadła, wstając po kilku sekundach.-Gratulację.-podeszła do nas, przytulając i całując.
-Um, dzięki.-czemu on tak słodko się zawstydza?
-Czyli Diana to była przykrywka?
-Tak, zgodziła się nas kryć, z wiadomych dla każdego przyczyn.
-O mój boże, 3 lata…-wyszeptała, zakrywając usta dłonią.
-Chcieliśmy naprawdę bardzo przeprosić naszych fanów. Nie zdajecie sobie sprawy jak ciężko było was okłamywać, ale zrozumcie, że nie mieliśmy innego wyjścia.-spuściłem głowę.
-Mamy nadzieje, że wybaczycie i zostaniecie z nami. My po prostu baliśmy się waszej reakcji…-westchnął Liam, który też włączył się do rozmowy.
-Oczywiście nie wińcie nikogo za to, że od razu wam tego nie powiedzieliście. Właściwie tutaj winna jest tylko miłość. Naprawdę, przepraszam, że jestem inny…-dodałem, kończąc ciszej. Nie chcę się już odzywać, powiedziałem dużo.
-Chłopcy, wiedzieliście o tym?-zagaiła, za co byłem jej naprawdę wdzięczny. Niech teraz oni się pomęczą.
-Ja dowiedziałem się pierwszy.-zaśmiał się Niall.
-Powiedzieli ci?
-Nieee, co ty. Ja po prostu chciałem zawołać Louisa na śniadanie i gdy wszedłem do jego pokoju oni się całowali…
-Jak zareagowałeś?
-Traumatyczne przeżycie! Serio, to było dziwne. Na początku myślałem, że oni robią sobie jaja… Grają w coś?
-Przyznali się?
-Zwołaliśmy naradę rodzinną.-odparł Payne.
-Taak, to było zabawne.-przyznał Zay, który dotychczas chyba w ogóle się nie odzywał.-Louis schował twarz w dłonie, a Harry zaczął mówić coś w stylu „Hmm, no ja i uhm Lou ehh no my ten. No wiecie hmm, my, ja i on eghh i właśnie chodzi o to…”-na jego słowa wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Faktycznie tak było!
-Tak, jąkałem się, póki Lou tego nie wykrzyczał.-przyznał Hazz.
    Spojrzałem na niego, pierwszy raz od dłuższego czasu. Nie mogłem ukryć uśmiechu, gdy widziałem jak bardzo jest szczęśliwy. Zaczął opowiadać różne nasze historie, a wszyscy słuchali go z zaciekawieniem. Pozwolili mu mówić i teraz już się nie zamknie, ha! Zaczął żywo gestykulować, mówiąc chyba o tym jak podczas podróży poślubnej łysy i bezzębny murzyn chciał nagrać z nami piosenkę w zamian za pomoc w naprawie łodzi, którą popłynęliśmy na sąsiadującą wyspę.
Serce chciało wyskoczyć mi z piersi gdy widziałem go takiego. Jednocześnie łzy cisnęły mi się do oczu. Ostatnio zachowywał się tak podczas X Factora. Co ten człowiek musiał przeżyć przez te wszystkie lata? Tak jak ja czułem się z tym okropnie, on czuł się milion razy gorzej, niewyobrażalne. On właśnie narodził się na nowo, zaczął życie jako Harry Styles-mężaty gej. Nawet jeśli bardzo na tym ucierpimy, zobaczenie prawdziwej radości na jego twarzy było tego warte. Zdecydowanie…
    Po wykańczającym wywiadzie wreszcie wracaliśmy do domu. Emocję z nas kipiały, a najbardziej z zespołowego dzieciaka. Nie byliśmy w stanie wykrztusić słowa, a nawet jeśli, to co powiedzieć w takiej sytuacji? Pozostał mi tylko ten głupkowaty wyraz twarzy. Ehh. Styles siedział przy oknie, bacznie wypatrując coś na zewnątrz, a pozostała trójka się na mnie gapiła.
-Hazz, czy ty płaczesz?-Nialler cichym głosem przerwał ciszę.
Wszyscy spojrzeliśmy na niego, a on dalej się ‘ukrywał’. Jednak po kilku sekundach obrócił się do mnie i ze słabym uśmiechem szepnął ‘dziękuję’, po czym wpadł mi w ramiona.

*Zayn, dzień później*
    Ugh, wolność! Po kilku godzinach nagrywania albumu naprawdę nie chciało mi się nic! Najchętniej walnąłbym się na łóżko, ale nie. Nie w mojej sytuacji. To 6 dzień. Ja już kurwa nie mam pomysłu i najchętniej bym się poddał, ale będę walczyć dopóki nie umrę. Nawet jeśli będziemy mieć po 80 lat, a ona nadal będzie obrażona, ja będę walczył. Tak, to przerażająca wizja. Nasze dzieci już będą dziadkami, a ja dopiero się z nią pogodzę. Bo mam nadzieje, że mimo wszystko nie będzie mi utrudniała kontaktu z nimi… Muszę też wziąć pod uwagę to, że jej rodzice pogodzili się po 20 latach. Och, co ja bredzę, przecież za kilka dni wszystko będzie okej! Tak myślę…
    Nie mając kompletnie pomysłu po prostu pojechałem na cmentarz. Lekko kropiło, to w końcu Anglia… Westchnąłem wysiadając z auta i zakładając czarny płaszcz. Nie wiem po co idę na ten grób, ale jak pamiętam rozmowę z jej matką jakby to było wczoraj. „Jesteście dla siebie stworzeni” „Opiekuj się nią” „Nie spieprz tego”. Jak mam to teraz naprawić? Nie miałem już pomysłów. Usiadłem na ławeczce, tępo wpatrując się w nagrobek. Rozmowy na nią nie działają. Ale może kiedyś zmięknie? Na pewno zmięknie, znam ją, to Lena. Ale jeśli nie udowodnię przede wszystkim sobie, że nic nie zrobiłem tamtego wieczoru, nigdy nie będę szczęśliwy.
    Co w tej chwili powiedziała by mi jej mama? Walcz. To jedyne co przychodzi mi do głowy. Nie wrzeszczała by na mnie jak bardzo ją zraniłem, tylko kazała to naprawić. Muszę więc wziąć się w garść… Sądzę, że powinienem wykorzystać fakt posiadania adresu rudej i tego klubu. Jeśli po prostu tam zapukam, nie wpuści mnie… Trzeba wymyślić coś bardziej złożonego.
    Cały czas wpatrując się w czarną płytę ozdobioną kwiatami nie zwracałem uwagi na ludzi przechodzących obok. Jednak w pewnym momencie coś mnie tknęło i rozejrzałem się. Przy sklepie ze zniczami stał nie kto inny tylko Alice! Instynktownie poderwałem się, chowając za drzewo. Jak ona dziś pięknie wygląda… Upięła włosy w koka i wyprostowała opadające na twarz pasemka. Chyba gdzieś idzie. Może na randkę. Pójdą do jakiejś prestiżowej restauracji, zjedzą najdroższe dania… Albo kino. Wejdą do sali kinowej, obojętnie na jaki film i będą się obściskiwać. Następnie wrócą razem do domu, w końcu są sąsiadami. Ona zaprosi go ‘na herbatę’ i gdy tylko wejdą on przyciśnie ją do ściany całując namiętnie. Jego ręce zaczną błądzić po jej ciele, obnażając go. Kurwa. Nie. Nie będzie tak. Ona jest w ciąży, podejrzewam, że nawet by nie mogła… No ten… Nie myśl o tym idioto!          
    Jeszcze niedawno była moja. I to my szliśmy do kina na najgorszy film żeby pobyć prawie samemu. Kiedyś nas nawet wyrzucili, gdy zacząłem ją łaskotać, a ona piszczała na scenie śmierci głównego bohatera. Potem dostałem ‘opieprz’, że nigdy więcej nigdzie ze mną nie wyjdzie, a już w domu dosłownie się na mnie rzuciła. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy jak z nią.
    Gdy usłyszałem stukot jej szpilek, otrząsnąłem się z rozmyślań. Szpilek? Ugh, powinna nosić niższe buty! Gdybym tylko mógł, zdjąłbym je z niej. Pokusa podejścia, przywitania się, była tak ogromna… Jednak wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Jak najszybciej muszę wymknąć się nie zauważony. Kiedy już się do tego przymierzałem, głośno zadźwięczał mój telefon. Schowałem się z powrotem w prędkości światła. Usłyszała to. Niemalże czułem, że wpatruje się w moją stronę. To sms od Alexa! Kilka dni temu napisał, że będzie w Londynie, ale nie przyjechał. Martwiłem się, ale tłumaczyłem to jego charakterem. Wolny artysta, który nic nie planuje. Potrafi w jednej chwili znaleźć się na plaży w Miami, a w drugiej już zaczynać rysować obraz, podczas gdy ma 5 innych do skończenia. Czasem zastanawiam się, jaki musiał być jako dzieciak, to aż przerażające. Ciekawe czy wreszcie zszedł na ziemie i znajdzie trochę czasu…

„Przepraszam, że kazałeś czekać, ale zabronili wyjeżdżać mi z Manchesteru. Właśnie wysiadłem z pociągu, jestem w Londynie. Za pół godziny pod Harrodsem, od tego zależy twoje życie.”

Z każdym czytanym słowem moje usta otwierały się coraz bardziej. Kto mu zabronił? Co się tu dzieje?! Zasłaniając twarz, jak najszybciej opuściłem cmentarz, ostatni raz spoglądając na moją miłość. Siedziała na moim miejscu i zastanawiała się co ma zrobić. Wiem to. Podejrzewam, że on naprawdę zaprosił ją gdzieś, ale ona nie jest przekonana czy to dobry pomysł. Oby jej mama słusznie jej poradziła…
    Wiedziałem, że się spóźni. To w końcu Collins… Krocząc w kółko pod wejściem do galerii zauważyłem malutką kwiaciarnie na wprost mnie. Ochroniarz i tak patrzył na mnie spod byka więc postanowiłem przejść na drugą stronę ulicy. ‘Only roses’.


Te róże miały być chyba tylko dopełnieniem do mega drogiego pierścionka zaręczynowego, który można było kupić w Harrodsie. Jednakże taki gest też byłby mile widziany. Objąłem spojrzeniem wszystkie piękne kwiaty, nie mogąc się zdecydować. Przemiła brunetka utrudniała mi troszkę sprawę, opowiadając o każdym kolorze coś innego. Słuchałem z zainteresowaniem. Chyba najbardziej pasował tu niebieski. Niebieska róża to symbol wierności, o czym dowiedziałem się przed sekundą. Ciekawe czy ona wie… Mimo wszystko są prześliczne. Już miałem kupować gdy poczułem, że ktoś puka mnie w ramie.
-Zay, nie mamy czasu. Kwiatki niczego nie naprawią, zrozum!
-Zobacz jakie są piękne. Przepraszam, można z dostawą do domu?
-Oczywiście.-uśmiechnęła się grzecznie kwiaciarka.
-W takim razie pod ten adres 166 błękitnych.-odparłem, dając jej małą karteczkę i kartę.
-Czemu akurat tyle?
-To 166 godzin bez jej uśmiechu.
-Boże, ty naprawdę zwariowałeś…-jęknął pod nosem, jakby do siebie, na co zaśmiałem się krótko.
    Odeszliśmy od stoiska, kierując się bez słowa w jakiś ciemny zaułek. Okej, to normalne, tak. W końcu przystanęliśmy. Wokół nie było nikogo. O to mu chodziło. Chciał mi chyba wyjaśnić o co mu chodzi.
-Dowiem się czegoś wreszcie?
-Zayn, dziś w nocy wszystko się wyjaśni, rozumiesz to?
-Nie bardzo…
-Nie mówię, że to będzie legalne, ale to co oni robią z nami, również nie jest zbyt grzeczne…
-Co kto robi?-wydukałem na maksa zdezorientowany.
-Nie wiem czy kiedyś uczestniczyłeś w czymś na kształt akcji jakie prowadzą mafie, lub gliny. Ale tu nie chodzi o zwykłą kradzież, schwytanie mordercy. Ty zawalczysz o swoje życie…
___________________________________________________

Sorry, że tak długo czekaliście, ale to straszny tydzień. Najpierw moja siostra się wyprowadzała, potem musiałam odespać cały tydzień, a następnie spałam u przyjaciółki i też nic nie napisałam. No ale macie. Kosztem mojej oceny z chemii i fizyki ale jest xd
Opisałam tu tą kwiaciarnie bo trochę mnie zaintrygowała, nie mam pojęcia czym. A co do Harrodsa to najdroższe miejsce w jakimkolwiek byłam! Same markowe ciuchy, biżuteria i w ogóle wszystko! Moi koledzy znaleźli najdroższą rzecz tam-stół. Złoty stół wysadzany diamentami. Taki tam milion funtów (5mln pln)...
PS Jak będą błędy to poprawie jutro po szkole, teraz nie mam już czasu. Love ya xx

sobota, 14 września 2013

64. The Ellen Show.

*Harry*   
    Obudziło mnie dziwne uczucie. Bardzo dziwne. Tak jakby… ktoś szczypał mnie w tyłek. Niechętnie otworzyłem jedno oko i usłyszałem śmiech Lou. Naciągnąłem kołdrę wyżej i udawałem, że nic się nie dzieje.
-Kochanie, do szkoły.-szepnął mi do ucha.
-Ugh, za jakie grzechy jesteś moim mężem!-jęknąłem, podnosząc się na łokciach i wpatrując w niego.
-Mogę liczyć na buziaka na dzień dobry?-zamiałczał na co uśmiechnąłem się lekko.
-W policzek.-rzekłem cmokając go szybko
-Proszę…
-Dobra, w czółko też.
-I w nosek!-zarządał, zabawnie go marszcząc.
-Nie boisz się?
-Jasne, że tak.
-Ale na pewno tego chcesz?
-Hazz, kocham cię najbardziej na świecie i to moje marzenie odkąd pierwszy raz mnie pocałowałeś.
-Huh, mam wrażenie, jakby to było wieki temu… To było takie… dziwne. Pocałować swojego kumpla. Swojego, jeszcze niedawno, braciszka.
-Tak, to było jak kazirodztwo.-zakpił.
-Nie wiedziałem co mam zrobić! Nigdy wcześniej nie byłem gejem!
-Od lat męczy mnie jedno pytanie…-rzekł, na co rzuciłem mu pytające spojrzenie.-Sądzisz, że… gdybyśmy nie byli razem, nie zakochali się w sobie, nigdy nie poznali… Czy wtedy też stalibyśmy się homoseksualni?
-Loui, nie jestem homo, po prostu zakochałem się w tobie, nie myśląc o mojej orientacji.-wyznałem, ciężko wypowiadając ostatnie słowa, gdyż coś ścisnęło mnie w gardle.
-Aww, Harreh! A ty jak się czujesz?
Po co pytał. On wiedział. On wiedział jakie to dla mnie ważne. Czasem boję się, czy aby nie robi tego dla mnie. Chciałbym, aby sam tego pragnął. Wolałem to przemilczeć, skoro odpowiedź była zbędna. Wtuliłem się w niego, opierając mu brodę na ramieniu.
    Dotarliśmy na miejsce. Jak bardzo się bałem? Czułem, że to najważniejszy moment w moim życiu, pomijając przysięgę małżeńską. Całą drogę Louis trzymał mnie za rękę. Wiem, że był bardziej zdenerwowany niż ja, więc bardzo mu współczułem. Nawet chłopcy mieli stracha. Już przy śniadaniu wymieniali się wymownymi spojrzeniami. Szeptali sobie coś, odkładając talerze do zmywarki. Nie chciałbym, żeby mocno ucierpieli. Tego boje się chyba najbardziej…
-Chłopcy, pamiętajcie, że co by się nie działo, zawsze będziemy z wami. Jestem naprawdę dumny, że mam takich przyjaciół jak wy.-powiedział do nas Horan.
Dzisiejsza atmosfera wciąż wciska kolejne łzy do moich oczu. To naprawdę wyjątkowy wywiad. U wyjątkowej kobiety i o wyjątkowej sprawie.
    Ellen przywitała nas uściskiem. Miałem ciarki na całym ciele, gdyż wyszeptała do nas „od zawsze wiedziałam”. Mieliśmy wejść piosenką, WMYB. Staliśmy już za kulisami, wyczekując aż stylistka skończy rozprawiać się z fryzurą Zayna. Gdy tam pójdę, już nie będzie odwrotu. Zero kłamstw, zero niedomówień, zero cierpienia oraz milczenia. Trochę ciekawi mnie reakcja ludzi. Co się stanie, kiedy wyznamy światu prawdę?
-Hazz, chcesz wody?-jak gdyby nigdy nic zapytał Liam.
-Nie, dziękuję.-zrezygnowałem, a on już obrócił się do mnie plecami.-Ale wiesz… mógłbym skorzystać z Twittera w twoim telefonie?
-Przykro mi, ale nie.-odpowiedział stanowczo, na co spojrzałem na niego wrogo.-Nie będziesz sprawdzał co piszą ludzie, nie teraz.
-Chłopcy, na miejsca! Za minutę jesteśmy na wizji!-krzyknął ktoś z reżyserki, a moja twarz przybrała kolor ściany.
    Stanąłem pomiędzy Malikiem a Joshem i spojrzałem na dziennikarkę. Posłała mi radosne spojrzenie, co dodało mi trochę otuchy. Modliłem się aby tylko chłopcy nie powtórzyli numeru z wczoraj! Nie, chyba nie są na tyle głupi…
-You’re insecure don’t know what for. You turning head when you walk to the to-oilet. Don’t need make up to cover up. Being the Lou and loves Harry is eno-o-ough.-jednak są.
Więc co ja mam teraz zaśpiewać? Również powtórzyłem moją wersję, na co wszyscy zaczęli chichotać. Przed solówką Zorra podszedłem do niego bliżej i wyszeptałem błagalnym tonem, aby tylko był normalny i zachował powagę. Wiedział jak bardzo trzęsły mi się nogi i na szczęście się opamiętał.
    Piosenka się skończyła, nadszedł ten czas… Ellen obiecała, że nie zapyta o to w pierwszych 5 sekundach, ale poruszy ten temat. Właściwie to główny powód wywiadu. Cały przerażony szukałem oczami wzroku Lou. Udawał, że nic się nie dzieje. Tak, najlepiej, może jeszcze stąd pójdziesz? Przeczesałem włosy palcami, tak aby półgodzinna praca fryzjera nie poszła na marne. Styles, to wymarzona chwila twojego życia, nie spieprz tego!
-Dobry wieczór państwu! Dzisiejszy program jest w specjalnym miejscu, gdyż mam specjalnych gości. Wielkie brawa dla One Direction!-rozpoczęła, a ja uśmiechnąłem się przyjaźnie do widzów.
Wszystko jest okej, nic się nie dzieje…
-Jestem naprawdę zadowolona, że mieliśmy okazję się dziś spotkać! Ostatnio bardzo wiele dzieje się wokół was. Między innymi nagrywacie nową płytę.
-Tak, mamy nadzieje, że odniesie sukces jak wszystkie poprzednie. Poruszamy w tych piosenkach różne tematy, których boi się każdy artysta. My również martwimy się, jak odbiorą to nasi fani, ale czujemy, że musimy to zrobić.
-Rozumiem, że te tematy pozostają tajemnicą… Nie mogę się doczekać!
-Premiera będzie już 22 września!
-Wracając do zamieszania w waszym otoczeniu… Mam tyle pytań!
-Zawsze dużo się dzieje, ale ostatnie wydarzenia, to już chyba przesada…
-Na przykład Louis i Harry. Ostatnio zostaliście przyłapani na całowaniu… Mamy rozumieć, że jesteście razem?
-Wydaje mi się, że…-Lou zawachał się w swojej wypowiedzi. Starał się brzmieć bardzo profesjonalnie, widziałem jak bardzo się trzęsł.-Nadszedł czas na prawdę.

*Diana*
    Rano obudził mnie gwizd czajnika. Ugh, nienawidzę tego odgłosu! Ojciec zrobił to specjalnie… Niechętnie otworzyłam oczy i przeczesałam włosy ręką. Był w moim pokoju i odsłonił rolety, żeby światło mnie raziło. Czemu on jest tak złośliwy? Spojrzałam w lustro przed wyjściem z pokoju. Tak, wyglądam jak gówno, ale to nic… Wkroczyłam do kuchni i wskoczyłam na blat, gdzie mój tata przygotowywał posiłek.
-Nie możesz wstawać tak późno.-zagaił nieprzyjemnym głosem.
-Tato, skończ. Jest 9.
-Bo cię obudziłem.
-Widzę, że masz jakiś problem od wczoraj.
-Nie podoba mi się, że leżałaś na Liamie Paynie w naszym salonie.-powiedział bardzo poważnie, ale zabrzmiało to śmiesznie, więc ledwo zatrzymałam pokerową twarz.
-A mi się nie podoba, że wyrzuciłeś mojego gościa! Mogę leżeć na kim chcę i to nawet publicznie, bo za parę godzin Louis ogłosi, że nie jesteśmy razem!
-Dziewczyno, myśl trochę! W ciągu niecałego roku on przeleciał pół damskiej części świata!
-Nawet nie zapytasz jak się czuję!-fuknęłam niemalże na całe osiedle.-Może też bym kiedyś chciała żeby ktoś mnie kochał, skoro nawet ty tego nie potrafisz.-dokończyłam ciszej.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Trochę go to poruszyło, widać, że nad czymś się zastanawiał. Miałam już kompletnie dość mojego życia. Chciałam umrzeć. Tak, są takie momenty w których myślę o samobójstwie. Ale chyba każdy tak ma, prawda? Prawda? Po takiej wymianie zdań powinnam wyjść i się rozpłakać, ale nie zrobiłam tego. Dalej siedziałam niewzruszona. Wtedy niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otwórz.-polecił ojciec.
-Sam sobie otwieraj.
-Robię ci śniadanie, Diana. Otwieraj to.
Jęknęłam i poszłam do holu. Gwałtownie nacisnęłam klamkę. O nie, tylko nie to! Zatrzasnęłam je z powrotem. W prędkości światła zdjęłam z włosów gumkę, ułożyłam je i poprawiłam „piżamę”. Odetchnęłam głęboko, otwierając ponownie.
-Cześć Liam.
-Yym, cześć.
-Wejdź. Zjesz coś?
-Nie, jestem po śniadaniu. Właściwie to chciałem cię przeprosić, że wczoraj tak uciekłem.-wyszeptał.-No i zabrać cię na wywiad, ale widzę, że dopiero wstałaś…-uśmiechnął się pod nosem. Miałam wrażenie, że się ze mnie nabija. Właściwie nic dziwnego, biorąc pod uwagę mój wygląd. Stara bluzka taty która zawsze była taka długa, momentalnie zrobiła się króciutka. Najchętniej uciekłabym stamtąd, lecz dalej stałam skamieniała. Co teraz zrobić? Zaraz, ale o czym rozmawialiśmy?
-Czyli nie chcesz jeść?-upewniałam się, gdyż nie skupiłam się na jego odpowiedzi.
-Nie, nie chcę.-zaśmiał się nieśmiało.
-To w takim razie… Uhm… Wejdź.
-Po co?
-No ja ten… Ja się ubiorę.-palnęłam, co już naprawdę go rozbawiło.-I pójdę z tobą, gdzie tam sobie chcesz.-bąknęłam i odsunęłam się, robiąc mu przejście.
Starał się dumnie wkroczyć do środka, jakby w ogóle nie robiła na nim wrażenia obecność mojego ojca. Usiadł na kanapie w salonie, który jest połączony z kuchnią, ówcześnie witając się grzecznie.

-Więc masz jakieś poważne zamiary co do mojej córki?-usłyszałam głos taty, gdy wchodziłam do łazienki. Tak, oczywiście, jutro bierzemy ślub. Ugh, przecież my tylko… No właśnie, co tylko? Spotykamy się czasem, ja jestem dla niego zwykłą znajomą. On jest kimś więcej.

niedziela, 8 września 2013

63. Drags drags drags

*Zayn, wciąż ten sam dzień, kilka godzin przed wieczorem u Alice*
    Wszystko co dobre kiedyś się kończy, niestety… Musiałem wrócić do mojego prywatnego „śledztwa”. Zadzwoniłem po kierowcę, gdyż nie czułem się dziś na siłach, żeby prowadzić auto. Wszedłem do środka czarnego Audi i nie wiedziałem gdzie właściwie mam jechać.
-Więc? Gdzie mam cię zabrać?
-Do jakiegoś klubu w centrum.
-Będziesz dużo pił?
-Niekoniecznie…
Po półgodzinnej podróży byliśmy na miejscu. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Wyszedłem z auta i kazałem mu czekać. Mam nadzieje, że w środku nie ma nikogo, kto zwracałby na mnie szczególną uwagę. Gdy tylko przekroczyłem próg lokalu byłem zmuszony przeciskać się, przez skaczących, zapoconych ludzi. Chciałbym pobawić się razem z nimi lecz nie mogę. Zabawiłem się na tamtym after party i mam efekty… Wreszcie doszedłem do baru i usiadłem na krześle. Nie miałem żadnego planu, co chyba było błędem.
-Przepraszam.-odezwałem się do kelnera gdy upewniłem się, że nie ma nikogo w pobliżu.
-Tak?
-Można gdzieś tu kupić coś… Mocniejszego?-ostatnie słowo szepnąłem konspiracyjnie.
-Nie w tym klubie, stary.
-Znasz może jakiś dillerów?
Westchnął. Chyba mnie nie poznał, to bardzo dobrze. Wziął jakąś małą karteczkę i coś na niej napisał. Po chwili wręczył mi ją i jeszcze drugą, pustą.
-Tu masz dwa adresy klubów, gdzie bywają różne typy, ale uważaj. I… mam prośbę. Mógłbyś dać autograf dla mojej dziewczyny. Ma na imię Tina i ma bzika na waszym punkcie…
-Jasne.-zgodziłem się, lecz trochę zbladłem na twarzy. No tak, pewnie teraz cały świat się dowie, że ćpam.
    Jęknąłem. Teraz muszę ponownie przeciskać się przez ten tłum! Spuściłem głowę próbując przejść przez pijanych nastolatków. Nie było jeszcze tak późno, ale gdy ja zaczynam imprezę, tacy młodzi muszą już być zameldowani w domu… Nagle pojawiła się przy mnie jakaś dziewczyna i zaczęła tańczyć… Tak jakby ze mną? Um, może by tak się chociaż odezwała? Przyjrzałem się jej. Widać, że nie ogarniała już jak ma na imię. Miała ‘bluzkę’ do pępka, zakrywającą jej połowę piersi i ‘pasek’ na biodrach. Do tego tonę szpachla. Rozumiem, że chciała kogoś poderwać, ale chyba troszkę przesadziła. Whatever, to jeszcze gówniara. Swoją drogą ciekawe czy Alice była taka parę lat temu… Nie, wątpię, przecież zaczęła się malować dopiero po przeprowadzce do Londynu, z tego co mi wiadomo. Gdy nareszcie uwolniłem się od ‘mojej towarzyszki’ jak najszybciej przepchnąłem się do wyjścia. Uff, teraz tylko wejść do samochodu. I ruszać w kolejne miejsca… Czy to się uda? Nie mam pojęcia. Kilka dni temu Alex miał być w mieście, ale w końcu się nie pojawił. Nie dał nawet znaku życia… Głośno wypuściłem powietrze.
-Carl, tu masz dwa następne kluby.-podałem mu karteczkę, którą przed chwilą otrzymałem.
-Jasne. Mogę wiedzieć o co chodzi.
-Nie.-odpowiedziałem bezmyślnie. No tak, to było ciut chamskie…-To znaczy, na razie to tajemnica.
Przytaknął tylko. Droga zajęła nam nie całe 5 minut, to dobrze, naprawdę zostało nie wiele czasu, biorąc pod uwagę, że może będę musiał obskoczyć cały Londyn.
    Następny klub zapowiadał się lepiej. Nie było w nim takich rozwścieczanych dzieci, ale dość młodzi, dorośli ludzie. Wkroczyłem śmiało do środka i objąłem wzrokiem pomieszczenie. Nawet było ładnie, nie wyglądał na kompletną melinę… Jak w ogóle powinien wyglądać taki diller? Raczej on próbuje wtapiać się w tłum, od czasu do czasu próbując opylić coś pod kiblem, żeby nikt nie widział. Zamówiłem jeden kieliszek wódki i poszedłem do toalety. Nikogo tam nie było. Oprócz pary która bardzo się śmiała, jednocześnie całując tak namiętnie, że myślałem, że chcą się pożreć w całości nawzajem. Westchnąłem kierując się do baru. Zacząłem kręcić kieliszkiem i przyglądać się barmanowi. W końcu go przechyliłem, pochłaniając całą zawartość.
-Szukasz czegoś?-burknął.
-Nie, właściwie to nie…
-Nie kupisz tu dragów, sorry. Szef ogarnął jakie rzeczy się tu dzieją i założył kamery co krok.
-Czyli wcześniej sprzedawaliście? Jak dawno?
-Ponad miesiąc temu.
-Ugh… Dzięki, na razie.-wymamrotałem i podniosłem się. Poczułem, że mam śladowe ilości alkoholu we krwi. Prostując się, zrezygnowany opuściłem klub. Nagle usłyszałem głośny, specyficzny śmiech. Skądś go chyba znam… Obróciłem się. Ujrzałem rudą dziewczynę, którą przytrzymywał jakiś facet. Rude włosy… Przetworzyłem szybko informacje z after party i tak, najprawdopodobniej to jedna z trójki dziewczyn. Tylko teraz… Co zrobić? Mężczyzna obok niej nie należał do parówkowatych chudzielców. Widać było, że chodzi na siłownię, boksuję czy coś… Wróciłem do środka, zajmując stolik pierwszy z brzegu.
    Cały czas z nim tańczyła! Od czasu do czasu przestawali, aby wypić kolejnego drinka. Myślałem, że zwariuje, więc domówiłem jeszcze dwa kieliszki. Po godzinie miałem dość. Stale jakieś dziewczyny się dosiadały, flirtowały ze mną, pokładały się na moich kolanach… Za którymś razem dałem się porwać do tańca, leciała moja ulubiona piosenka. Czułem lekkie wyrzuty sumienia, ale to przecież tylko jeden taniec. Na chwilę straciłem z oczu mój obiekt obserwacji, koncentrując się na uśmiechniętej dziewczynie przy moim boku.
-Jak masz na imię?-spytałem.
-Victoria.
-Piękne. Ja jestem Zayn.
-Wiem, coś mi się obiło o uszy…-zaśmiała się, na co również uśmiechnąłem się lekko.
Zauważyłem ją! Ruda opuszcza lokal, tak mi się zdaje… Muszę szybko coś zrobić, bo inaczej godzina siedzenia tutaj pójdzie na marne!
-Przepraszam, Victorio. Muszę już iść. Miło było.-pożegnałem się, niemalże biegnąc do drzwi.
Wsiadała do taksówki. Stanąłem na tyle blisko ile mogłem, aby podsłuchać rozmowę. Wynikało z niej, że jedzie już do domu. Chelsea, South Kensington, Dayton Garden 53, SW10. Spisałem szybko adres na telefon, chwile rozmyślając. Przecież to apartamenty Kylie Minogue! Teraz tam mieszka Alice! Czyli dziewczyna jest nieźle bogata, skoro mieszka tam na stałe…
    Chwile stałem zastanawiając się co zrobić. Zostawię odwiedzenie tego miejsca na inny dzień, dziś pojadę do ostatniego klubu, w którym mogę się czegoś dowiedzieć. Nie był zbyt duży, ani oblegany, ale miał coś w sobie. Widać, że ludzie świetnie się tam bawili. To pewnie za sprawą DJ oraz… czegoś innego. Może to właśnie tu odnajdę dillera? Czułem, że już trochę wypiłem, ale przynajmniej bardziej się wyluzowałem. Usiadłem przy barze, obserwując co się dzieje. Nie było nic, co przyciągnęło by szczególną uwagę. Kelnerka gadała z jakimś gościem. Ciągle się śmiali. Widać, że on nie był specjalnie wstawiony, nie skakał z resztą klubu w rytm muzyki. Spojrzeli na mnie równocześnie. Ich miny były co najmniej dziwne…
-Zamawiasz coś, skarbie?-spytała dość ładna blondynka.
-Uh, nie wiem, nie mogę się zdecydować…-wydukałem.
-Może masz dziś ochotę się zabawić?-zagaiła wesoło.
-Hm, co masz na myśli?
-Coś lepszego niż alkohol...-szepnęła.
Starałem się przetworzyć informację, która do mnie dotarła. Tak! Chodzi o narkotyki! Czyżby ona je sprzedawała? Nie wygląda…
-A masz?
-Mój przyjaciel ma coś do zaoferowania.
Więc wszystko jasne! Zacząłem modlić się w duchu, żeby to on był tym, który niebezpośrednio mnie załatwił. Mam nadzieje, że powie mi co im sprzedał, jeśli w ogóle był w tamtym klubie.
-Posłuchaj mam pytanie.-zwróciłem się do niego.-Byłeś w sobotę, tydzień temu, w Aura Club?
-Przydałoby się coś na pamięć.-odpowiedział sprytnie.
-Więc?-rzuciłem 50 funtów na blat.
-Owszem byłem.
-Sprzedawałeś coś trzem dziewczyną? Blondynka, brunetka i ruda. Pomyśl dokładnie!
-Hmm…-zaczął się zastanawiać znacząco, na co ja dałem mu kolejne tyle.-Nie byłem w pracy, to nie mój teren. Sprzedaje tam ktoś inny, ale nic o nim nie wiem.
Poderwałem się, kierując do wyjścia. Cholera! Nigdy mi się to nie uda! Wsiadłem zrezygnowany do auta, rozkładając się na trzy tylne siedzenia.
-Gdzie teraz? Do domu?
-Nie, Carl. Zawieź mnie do Aura Club, potem sam dam sobie radę…
-Zayn, popłyniesz, a jutro macie ważny wywiad. Ktoś musi cię pilnować.
-Nie jestem małym dzieckiem. Nie idę tam dla przyjemności, muszę coś załatwić. Niedługo wrócę do domu.
Chyba go przekonałem, bo milczał całą drogę. Boję się trochę tam iść. To miejsce mnie przeraża, m.in. dlatego, że najprawdopodobniej bywa tam jedna z moich ‘przyjaciółek’, Megan, siostra barmana Rickyego. Cały nabuzowany wkroczyłem do bardzo znajomego mi miejsca. Od razu zamówiłem wódkę u nieznajomego mi barmana.
    Godzinę później po kilku głębszych miałem kompletnie wszystko w dupie. Stwierdziłem, że jakoś to będzie, jakoś ją przeproszę i po kłopocie, nie będę musiał się bawić w udowadnianie, że nie jestem winny. Skończyłem szukać dillera, zacząłem tańczyć z nieznajomymi. Kierowca miał rację, że popłynę. Przynajmniej dziś jest mi dobrze. Póki co umiem powstrzymać się przed seksem z ludźmi, więc nie muszę przestawać pić i wracać do domu. Roześmiany i troszkę zdyszany po tańcu z atrakcyjną, brązowowłosą 30-latką usiadłem przy barze.
-To samo.-rzuciłem do kelnera, wiercąc się na stołku.
Niespodziewanie drzwi od zaplecza otworzyły się na oścież. Zerknąłem z zaciekawieniem. Instynktownie zakryłem swoją twarz, aby nikt mnie nie rozpoznał. Musiało wyglądać to dziwnie, skoro byłem tak pijany, że podrywałem wszystkie kobiety w klubie. Wyszła stamtąd dziewczyna, poprawiając włosy. Obrzuciłem ją dyskretnym spojrzeniem. Nawet ładna. Zaraz… Czy to nie…? Czyżby to była ta dziewczyna z after party, jedna z trzech… Czyli to ona jest Megan! Wszystko bardzo opornie dochodziło do mojej głowy. Jedna z nich to Megan, druga to ta Ruda, a trzecia, ich liderka to blondynka o imieniu Cara, jeśli dobrze pamiętam podsłuchaną rozmowę z Rickym. Poderwałem się z miejsca, próbując do niej dojść.
-Zabiję cię, suko! To ty!
-Hej, spokojnie.-powstrzymał mnie barman.
-Ona zniszczyła mi życie, teraz ja zniszczę ciebie, słyszysz, dziwko?!
Gdy tylko mnie ujrzała, wyglądała jakby zobaczyła ducha. Zaczęła uciekać. Bała się jak cholera, tym bardziej, że zacząłem jej grozić. Wtedy zajął się mną ochroniarz.
-Chyba już ci wystarczy na dziś.-burknął, wyprowadzając mnie na zewnątrz.
-To jeszcze nie koniec, kurwo!-wrzasnąłem na pożegnanie.
Następnie nawet miły ochroniarz zaoferował wezwanie taksówki, która przybyła za moment. Przynajmniej tak mi się wydawało, możliwe, że spałem, bo pamiętam, że musiałem podnosić się z chodnika, gdy podjechała.
-Gdzie pana odwieźć?-spytał, wykończony robotą mężczyzna w średnim wieku.
-Do żony i dzieci, zabierzcie mnie do żony i dzieci!
-Adres?
Adres, adres… Pokazałem mu notatkę z adresem tej rudej, która mieszka tuż obok Alice. Nie wiem czy to odpowiedni moment na odwiedziny, ale nie myślałem o tym.
    Gdy tylko uchyliłem jedno oko, poczułem przeszywający ból. Plecy i głowa najbardziej dawały o sobie znać. Jest tak jasno, więc powinien być ranek. Otworzyłem też drugie oko, rozglądając się dookoła. Jak tu ładnie i czysto! Zaraz, więc gdzie ja jestem? Rozejrzałem się wokół, siadając i odkrywając z siebie koc. Spałem pod drzwiami? Na to wygląda… Jak miło! Wstałem, przytrzymując się wszystkiego czego tylko mogłem. Ponownie objąłem wzrokiem pomieszczenie, skupiając myśli na wczorajszym wieczorze. Wreszcie ujrzałem czyjąś sylwetkę, kroczącą w moim kierunku. Matko święta, tylko nie to. Ja chyba nie przyjechałem w nocy do Leny? Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, gdy tylko ją zobaczyłem, ale również z całych sił próbowałem się powstrzymać od przytulenia jej. Wyglądała tak ślicznie! Miała czarne leginsy i dużą kolorową tunikę, która zakryje jej już pokaźny brzuch. 
-Umm… Dzień dobry.
-Możesz już wyjśc?-spytała srogo.
-Czemu mnie nie wyrzuciłaś w nocy?
-Nie chciałam cię tu wpuszczać, ale byłeś pijany i agresywny. Nagle zasnąłeś na wycieraczce, miałam cię przenieść?
-Boże, przepraszam…-schowałem twarz w dłoniach, gdy oznajmiła mi co zrobiłem. Jaki ze mnie idiota. Zwykły debil. Ona jest w ciąży, a ja wchodzę do jej domu i jestem niegrzeczny.
-Nie chcę żadnych przeprosin, po prostu sobie idź, oboje dziś pracujemy.
-Jak się czujesz?-zagaiłem, gdy byłem już poza mieszkaniem.
-Jeśli jeszcze raz się tu pojawisz wezwę policję i po prostu się przeprowadzę.-zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
____________________________________________________

Jedna z moich czytelniczek wygrała pocztówkę! Gratulacje, @Pataxxon! Proszę o jak najszybsze w miarę możliwości wysłanie danych na DM na Twitterze.
Już sama nie mogę się doczekać aż Alice i Zayn się pogodzą, naprawdę, haha. Za dwa rozdziały (nie w następnym tylko w jeszcze następnym) znów pojawi się wątek o Zaynie, tak myślę...
Jak tam dajecie rade w szkole? W piątek pierwsza moja ocena-5 ;p (wcale się nie chwalę)

PS Wbijacie na mojego bloga theblackcup.blogspot.com !!! xx

sobota, 7 września 2013

POCZTÓWKA Z LONDYNU!

DO 7 WRZEŚNIA DO PÓŁNOCY MACIE SZANSĘ NA POCZTÓWKĘ Z LONDYNU! WYSTARCZY KOMENTARZ Z TWOJĄ NAZWĄ TT, EW. IMIENIEM I NAZWISKIEM!
DZIŚ ROBIĘ LOSOWANIE, POWODZENIA KOCHANI! ;)

środa, 4 września 2013

Nowy blog!

Mam nowy blog ludziska! Jeeeej! Troszkę inny od tego, zresztą można zauważyć to już w zwiastunie (http://www.youtube.com/watch?v=hgv8bE2P1FM). Tu macie link do bloga theblackcup.blogspot.com
Jest tylko prolog, nic nie zaszkodzi wam zajrzeć i przeczytać choć jeden akapit.

PS Mam małą sprawę. Wiecie jak nagrać filmik na płytę? Przez nero się nie da po prostu ;cc Jak wy nagrywacie?

62. Eggs are cool, bro!

*Alice*
    Dalej pochlipując przypomniałam sobie, że nie jestem sama. Ile razy w ciągu wszystkich tych dni, marzyłam o wieczorze z nim? Nie potrafię zliczyć. Jednak jak najszybciej muszę go wygonić, bo nie mam zamiaru dłużej tego znosić. Gdy weszłam do salonu, oniemiałam. Zasnął na podłodze! Po prostu rozłożył się pod drzwiami i tam drzemał!
-Zayn, wstawaj!-starałam się go obudzić, trącając jego ramię, lecz to na nic. Doskonale widziałam, że jeśli zaśnie po dużej dawce alkoholu, nic nie ma prawa go dobudzić. W takim razie chyba będę musiała pogodzić się z lokatorem na tę noc… Usiadłam patrząc na niego. Chyba tylko raz w życiu widziałam go bardziej pijanego…

    Nie miałam pojęcia co zrobić, z każdą sekundą byłam coraz bardziej zdenerwowana. Ugh, byłam wściekła, że dałam namówić się na to ognisko ze starymi kumplami Zaya. Wiedziałam, że popłyną, ale on jak zwykle przesadził. W pewnym momencie naszła mnie myśl, żeby go zostawić i wrócić do domu, ale to on miał klucze, po za tym znając życie, zgubiłabym się w tym Bradford. Czemu jego rodzice musieli akurat nas po prosić o ‘podlewanie kwiatków’? Na pewno ma rodziny na pęczki. Westchnęłam gdy zobaczyłam, że znów się przewrócił. Tym razem wpadłby w ogień, gdyby przyjaciele go nie złapali. Jedyne co podtrzymywało mnie na duchu było to, że impreza zaraz się skończy, prawie całe zapasy wódki się skończyły, a towarzystwo potrzebowało łóżka lub wiadra do rzygania. Niestety wtedy doszli nowi, co oznaczało dla mnie śmierć. Mój chłopak powitał się z nimi radośnie i zaczął krzyczeć, że jestem jego dziewczyną. Schowałam twarz w dłoniach mając ochotę zniknąć.
-Za ile idziemy?-szepnęłam mu na ucho.
-Rozumiem, że chcesz mieć mnie tylko dla siebie.
-Tak jakby.-zakpiłam, czego nawet nie był w stanie zauważyć.
-Spokojnie nie ucieknę ci.-zaśmiał się.
-No to to na pewno…-powiedziałam sama do siebie, przewracając oczami, gdy pochłaniał kolejny kieliszek.
    Pół godziny później po prostu zabrałam go stamtąd na siłę, po tym co się stało. Jeden z tych nowoprzybyłych złapał mnie za tyłek! Oczywiście on wszystko zauważył i wycelował pięścią prosto w nos swojego przyjaciela sprzed momentu. Zaraz po ciosie sam się przewrócił, nie mogąc złapać równowagi. Czerwona ciecz zaczęła lać się strumieniami, a tamten debil chciał się odegrać, dzięki czemu Zayn ma rozwaloną brew,.
-Coś ty ze sobą zrobił…-jęknęłam, gdy musiałam trzymać mu chusteczkę przy twarzy i jednocześnie go podtrzymywać.
-Należało się temu skurwielowi. A tak w ogóle to mogę iść sam!-oburzony wyrwał się mi, krocząc przez chodnik z wypiętą piersią.
Oczywiście po trzech krokach musiałam podnosić go z ziemi, lecz twierdził, że to grawitacja splata mu figle, bo nie wytrzymuje jego zajebistości.
-Malik, kurwa, więcej nie pijesz!
-Mam ci przypomnieć twoją ostatnią imprezę?
-Uh, kiedy jestem pijana, jestem mniej żałosna, uwierz.
-Ale bardziej łatwa.
Zbyt dużo emocji. Pierwszy raz w życiu go spoliczkowałam. Był w szoku, ale zorientował się, że naprawdę przegiął, gdyż nigdy wcześniej mu tego nie zrobiłam. Złapał się tylko za obolałe miejsce na twarzy i próbował za mną iść, utrzymując fason.
-Nie miałem nic złego na myśli.
-Tylko to, że się puszczam.
-Ale z nikim innym oprócz mnie.
-Nie pogrążaj się.
Wzięłam głęboki wdech, aby powstrzymać się od kolejnego uderzenia. Na całe szczęście byliśmy już u celu. Nieduży, ale przytulny i ładny dom, aż się prosił żeby do niego wejść.
-Gdzie są klucze?
-Sama je znajdź.-zaśmiał się głupkowato.
Nie miałam najmniejszej ochoty wchodzić z nim w większe dyskusje, więc zaczęłam przegrzebywać jego kieszenie, bez skutku.
-Nie chcesz chyba powiedzieć, że wsadziłeś je sobie do gaci?!
Pokiwał głową, chichotając jeszcze bardziej.
-W takim razie sam otwórz drzwi. Jeśli tego nie zrobisz, będziemy spać w ogrodzie.
Powiedziałam to trochę nie pewnie, bo mu nie zrobiłoby to większej różnicy. Na moje szczęście ogarnął się i nawet trafił do zamka! Kiedy wkroczyliśmy do środka, posadziłam go na krześle, w celu zajęcia się opatrunkiem.
-Gdzie masz jakieś plastry?
-Łazienka, pierwsza szuflada.
Gdy tylko zabrałam się za przemywanie rany, pociągnął mnie za biodra i wylądowałam na jego kolanach.
-Ale ty jesteś kochana, zawsze chciałem mieć taką dziewczynę…-mamrotał pod nosem.
-Uspokój się. Mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę z tego, że śpisz dziś na dole. Schody to dla ciebie za duże wyzwanie…
-Zostaniesz tu ze mną?
-Chyba żartujesz.-zakpiłam. –Gotowe, dobranoc.-wstałam, gdy już nakleiłam plaster.
    Skierowałam się na górę, lecz strasznie się bałam co jeszcze wpadnie mu do głowy. Z drugiej strony położenie się na sofie to nie jakaś filozofia, powinien dać sobie radę. Szybko zrzuciłam z siebie niepotrzebne ubrania i położyłam się na upragnionym łóżku, w starym pokoju mojego chłopka. Ze zmęczenia nawet nie zdążyłam ułożyć się do snu, gdyż już wpadłam w kuszące objęcia Morfeusza.
    Obudziłam się przez coś bardziej dziwnego. Spojrzałam w okno, za którym nadal było ciemno. Stwierdziłam, że to pewnie przez deszcz, który niemiłosiernie walił w parapety domów. Starałam się ponownie usnąć, gdy nagle poczułam jakieś dłonie błądzące po moim ciele. Jedyne co zdołałam zrobić, to wydać z siebie przeraźliwy pisk.
-Co się dzieje?-usłyszałam głos Malika, który chyba nieźle się przeraził
-Co ty tu robisz?
-Spokojnie, to tylko sen…-szepnął mi do ucha, przytulając mnie jeszcze bardziej.

    Chyba ja też powinnam się położyć. Ziewnęłam przeciągle, rzucając mu ostatnie spojrzenie i kierując się do własnego, wygodnego łoża. Wiedziałam, że długo nie pozbędę się go z mojej głowy. Mówić o tym zajściu Brianowi? Może lepiej nie. Zacznie się afera, że mogłam zadzwonić, że on by pomógł i w ogóle. Uh, po co on prosił mnie o rękę? Zdradził mnie, jak poświeci mi przed nosem pierścionkiem, nic się nie zmieni. Właśnie, on nawet nie miał pierścionka. Więc to pewnie po prostu pierwsze co przyszło mu do głowy. O nie! Zacisnęłam mocniej powieki i przycisnęłam poduszkę do uszu, lecz to nic nie dało. Najgorsze co może być w nocy, to pijackie chrapanie. Zawsze w takim momencie szturcham go mocniej i się uspokaja. Eh… Nie byłam zbyt zadowolona z opuszczenia ciepłego posłania, ale co zrobić. Potrząsnęłam jego ramieniem i trochę się uspokoił. Zerknęłam na niego. Wyraz twarzy nie był zbyt radosny. Może… jest mu zimno? Rozejrzałam się. Na sofie widniał kremowy kocyk, którym go okryłam. Jestem za dobra. Facet może zdradzić mnie z trzema na raz, a ja martwię się o jego samopoczucie podczas snu. To pewnie dlatego, że nic nie zdoła zmienić moich uczuć…

*Zayn, ten sam dzień, kilka godzin wcześniej*
    Poranna afera z Larrym odciągnęła mnie od wszystkiego co dzieje się w ostatnich dniach. Tak! Nareszcie! Cała uwaga skupiona na mnie, przeniesie się na nich. Może to niezbyt grzeczne, ale o wiele łatwiej będzie mi działać, tym bardziej, że mam coraz mniej czasu. Dziś jest 4 dzień, jeszcze nie cały tydzień, a wbrew pozorom nie mam nic. Nic co mogłoby coś znaczyć, coś w mojej obronie. Gdy Liam w miarę wszystko opanował musieliśmy jechać na próbę show które jutro damy u Ellen. Dowiedzieliśmy się przed chwilą, będzie przeprowadzała z nami wywiad z uwagi na homoseksualizm chłopców. Odcinek będzie specjalnie nakręcony w Londynie, co jest dla nas ogromnym wyróżnieniem. Całe szczęście, że Ellen musiała przylecieć akurat tu z rodzinnych powodów…
    O 14 byliśmy już w hali, gdzie mieliśmy przećwiczyć dwie piosenki z najnowszego albumu oraz What Makes You Beautiful. Kiedy tylko zobaczyłem ‘zakochaną parę’ od razu się do nich przytuliłem.
-Wiecie jaki jestem z was dumny?
-Wszyscy jesteśmy!-zarządził Horan i razem z Paynem dołączyli do nas.
-Aw, widzę, że zrobiło się miło i rodzinnie, ale jestem zmuszony wam przerwać.-na horyzoncie pojawił się menager.-Do roboty chłopcy.
    Niedługo po tym usłyszeliśmy pierwsze dźwięki bardzo dobrze znanej nam piosenki. Przyszedłem tu z zamiarem profesjonalnej i szybkiej próby, żeby mieć jak najwięcej czasu na poszukiwanie dillera, ale z tymi idiotami, nic nie jest tak jak być powinno…
-You’re insecure don’t know what for. You turning head when you walk to the to-oilet. Don’t need make up to cover up. Being the Lou and loves Harry is eno-o-ough.
-Everyone knows that Liam is asshole. Everyone knows but not he-e.-Hazz przeciągnął ostatnią sylabę i muzyka ucichła.
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie wybuchając gromkim śmiechem. Jak ja tęskniłem za tymi czasami! Nareszcie nic nie jest na poważnie, nikt nie każe mi iść sikać o wyznaczonej porze…
-Posłuchajcie… Wiem, że te emocje i tak dalej, ale nie przesadzajmy, okej? To zacznijmy teraz od Zayna.
-So c-come on. They aren’t wrong. They just often do this things in their ro-o-om. If you can’t sleep, buy some earplugs, cause Harry scream the loudest in the wo-o-orld.
-People I'm sorry cause I wasn't right, Everyone hear “Zayn is the wo-orst”…-muzyka po raz kolejny zaczęła zanikać, a my znowu chichotaliśmy.-Zayn, ty idioto!-krzyknął Styles i przymierzał się do kopnięcia, lecz zacząłem mu uciekać.
-Ja tylko żartowałem! Preston? Preston! A Harry chce mnie zbić!
-Jeszcze się skarży! Już po tobie.
-Nie ahaha, proszę!-dopadłem po drodze deskę, którą ostatnio tu zostawiłem i nabrałem większej prędkości.
-Curly! W kącie stoi segway!-usłyszałem krzyk Lou. Nie, no to już po mnie…
Pozostało mi tylko jedno; polec w godności! Zeskoczyłem z deski skulając się przy ścianie. Czekałem na wyrok ostateczny. Oby to był tylko jeden, mały kopniak w tyłek, proszę!
-Poddajesz się?-spytał z tryumfem w głosie.
-Tak.
-W takim razie kara będzie od całej czwórki, mój drogi.
-Co macie na myśli? Pamiętajcie, że mimo wszystko ja jestem waszym bratem! Pamiętacie? To ja, Zayn.
Chłopcy podeszli do naszej dwójki, nie przerywając śmiechu. Zastanawiałem się co takiego wykombinowali. O nie, to chyba nie może być prawda… A jednak! Louis trzymał wytłacznkę jajek! Oni chyba sobie żartują!
-Czemu Liam nie dostanie?
-Dzięki „bracie”!-odburknął, szukając telefonu.-Ktoś musi to nagrywać, żeby dodać na youtube, twittera, vine, keeka i naszą klasę!
-Jesteście bez serca!
-Cicho. Najlepiej zamknij też oczy, szybko zleci.-zaśmiał się szyderczo mój oprawca.
-Nigdy wam tego nie zapomnę!-pisnąłem, gdy trafiło we mnie pierwsze jajko.
    Ugh, zajebiście! Dawno się tyle nie śmiałem, ale też byłem wkurzony, że oni dostali przerwę na jedzenie, a ja muszę się umyć! Mimo wszystko taki wspólny dzień jest nam bardzo potrzebny, gdyż po ostatnich wydarzeniach oddaliliśmy się od siebie. Czasem sobie myślałem, co bym bez nich zrobił. Byłbym nikim. Nigdzie nie znalazłbym takich przyjaciół, którzy rzucają wszystko, żeby tylko mi pomóc. Którzy są ze mną tak blisko w momentach gdy tego potrzebuję. Gdy się ogarnąłem i wyszedłem z garderoby usłyszałem coś dziwnego. Jakby jakiś szept i tłumiony chichot. To dochodziło jakby… ze schowka na szczotki? Przysłuchałem się jeszcze raz. Tak, to chyba to. Zakradłem się pod drzwi i gwałtownie je otworzyłem. Tak, oczywiście to chłopcy.
-Co wy robicie?-szepnąłem zdezorientowany.
-Czekaliśmy na ciebie, żeby razem zjeść, ale musimy zrobić to tu, bo powinniśmy już zaczynać ćwiczyć.
Moi bracia, którzy schowali się w pomieszczeniu wielkości lodówki, żebyśmy mogli razem zjeść obiad…
_____________________________________________________________

Jak szkoła, jelonki? Ugh moje myśli po pierwszej lekcji we wtorek? To już? Koniec? Wakacje, tak? hahaha
A wiecie co jest najgorsze? Wraz z początkiem roku szkolnego moja wena poszła się jebać. Ale spokojnie, jeszcze nie jest bardzo źle...