wtorek, 27 sierpnia 2013

59. Bicz bar.

*Chris*
    Z każdą minutą bliższą kolacji, byłam coraz bardziej zdenerwowana. Wiedziałam, że zrobię coś źle. Palnę jakąś głupotę, lub wyleje napój… To było oczywiste. Do tego nie miałam pojęcia co na siebie włożyć. Nie chodziło o to, że czegoś mi brakowało. Sęk w tym, że nie wiedziałam co będzie odpowiednie… Jeansy i t-shirt odpadają. Eleganckie spodnie i koszula? Nie chodzę w takich rzeczach! Więc może sukienka. Tylko jaka? Długą i zwiewną, czy może krótszą, którą czepialscy mogą być w stanie uznać za dziwkarską? Jeśli jego mama jest czepialska, to nie będzie proste. Nie chcę tam iść. To będzie katastrofa…
    Moje użalanie się przerwał dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, licząc, że to Horan z informacją, że jego mama musiała wracać do domu, czy coś. Jednak nie, to jakiś facet.
-Preston?-zdziwiłam się, gdy ujrzałam ochroniarza chłopców.
-Witam. Mam przesyłkę od Nialla.-posłał mi uśmiech, wręczając torbę ze sklepu, którego nazwy nie byłam w stanie wymówić. Zdaje się, że coś po francusku, a jak powszechnie wiadomo, umiałam z tego języka góra pięć słów.
-Dzięki.-dalej zszokowana, zatrzasnęłam za nim drzwi.
Orientując się, że to było niegrzeczne otworzyłam je z powrotem i wręczyłam mu drożdżówki. Usiadłam na sofie i wyjęłam ze środka karteczkę.

„Nie martw się, wszystko będzie ok., moja mama nie pożera w całości. Sądzę, że ta sukienka idealnie pasuje do mojej ślicznej dziewczyny. Będę po ciebie o 19.30.
Kocham cię.”

W pośpiechu wyciągnęłam pobłyskującą tkaninę i obejrzałam dokładnie. Była przepiękna! Sięgała do połowy ud i bezbłędnie układała się na moim ciele. Westchnęłam, uśmiechając się. Teraz poczułam, że może jednak nie będzie tak beznadziejnie.
    Już przed 7 siedziałam jak na szpilkach, czekając na przybycie księcia na białym koniu. Przyjechał starym, białym land roverem Harrego, co mnie trochę zdziwiło. Jednak największą niespodzianką, był jego wygląd. Stałam jak wryta, po otworzeniu drzwi.
-Wszystko w porządku?-zaśmiał się lekko widząc moją minę.-Nieziemsko wyglądasz.
Cmoknął lekko moje usta, na co przeszły mnie jeszcze większe ciarki.
-Ja po prostu mam przed sobą najbardziej przystojnego chłopaka na świecie. Więc jest bardzo w porządku.
Ta fryzura i smoking które nadawały takiego uroku… Z drugiej strony wyglądaliśmy, jakbyśmy szli na kolację do królowej. Podał mi rękę, prowadząc do auta. Otworzył drzwi i pomógł mi wsiąść. Sam podbiegł na miejsce kierowcy i powoli ruszył.
-Co się stało z twoim?
-Mama.
-Co mama?
-Kazała mi jechać ładniejszym.
-A co jest z twoim nie tak?
-To co powiem nie będzie takie magiczne i eleganckie.
-Wal.
-Jest osrany przez ptaki.
-Okej, możemy zmienić temat.-zaśmialiśmy się oboje.
    Kiedy mi się spieszy to korki są nawet na chodnikach, ale kiedy chcę jechać jak najwolniej, na ulicach jest niemalże pusto. Samochód zatrzymał się, a ja patrzyłam tępo przed siebie.
-Nigdzie nie idę.
-Daj spokój.
-Nie wyjdę stąd!
Długo się ze mną nie cackał. Odpiął pas i wziął mnie na ręce.
-Puszczaj mnie!
-Nie krzycz tak. Wszystko będzie dobrze. Przestań wreszcie panikować.
-Dobra, ale idę sama.
Wypuścił mnie, ale automatycznie złapał za rękę. Wdech, wydech. To nie może być aż tak straszne…
    Pierwsze wrażenie było dobre. Jego mama była bardzo miła i ciągle mówiła, że chciała mnie lepiej poznać i cieszy się z tego wieczoru. Usiedliśmy do ładnie nakrytego stołu, zaczęliśmy rozmawiać… Starałam się wyluzować, ale z drugiej strony bałam się, że poczuję się za pewnie i powiem coś głupiego. Liam, który dosiadł się do nas, w pewnych momentach ratował sytuację, ale tego co miało zdarzyć się za chwilę, nikt nie przewidział.
-Mocne to wino…-powiedziałam bezsensu, upijając łyk.
-Na szczęście masz tak mocną głowę, że tylko amfetamina zwala cię z nóg!-zaśmiał się mój chłopak, a ja odruchowo chciałam strzelić mu w łeb.
-Niall przestań!-również zaśmiałam się lekko. Chciałam by wypadło naturalnie.-On tylko żartuje.-zwróciłam się do jego mamy.
Uśmiechała się, ale nie wiedziała co ma myśleć. Spojrzałam na Payna. Widziałam, że właśnie ma zamiar zmienić temat. Ale zanim zdążył otworzyć usta…
-Chłopcy, ilu znacie dillerów dragami?-krzyknął Malik, zamykając za sobą drzwi.
-Dzień dobry, Zayn.-powitała mnie mama Irlandczyka.
Co?! To są chyba jakieś jaja! Ścisnęłam udo Horana jak najmocniej umiałam i patrzyłam w przestrzeń, pozostając w bezruchu. To koniec. Nikt nie wiedział co powiedzieć. Sam Zorro milczał, starając się coś z siebie wykrztusić.
-Dosiądziesz się? I opowiesz co mój syn ma wspólnego z narkotykami?-jej głos nie był jakiś złośliwy lub wredny… Mówiła spokojnie i była miła. Nawet przez ułamek sekundy wydawało mi się, że bawi ją ta sytuacja.
Na miejscu mulata po prostu bym uciekła, ale przecież on nie jest takim tchórzem. Podszedł do stołu, odsunął jedno krzesło i usiadł. Westchnął, a pod wpływem jego oddechu płomienie świeczek zatańczyły i po chwili znów wróciły do normy.
-Chodzi o to, że tego dnia chyba mnie zaćpały. To znaczy… dały narkotyki. W sensie te dziewczyny. Musze znaleźć kolesia który był z nami w tym barze i im to sprzedał. Został tydzień, a ja nie wiem nic…-spuścił głowę.
Nikt nie wiedział jak się zachować. Pocieszać go? Może mu jakoś pomóc? Tylko jak? Sam narozrabiał to niech sam sobie teraz radzi.
-Może masz ochotę na pieczeń?-zwróciła się do niego Maura, która sama była zakłopotana.
-Nie, dziękuję. Muszę odpocząć, cały dzień spędziłem w mieście z powodu awarii metra… Dobranoc.-wstał i odszedł.
-Właściwie ja też już powinienem iść. Obiecałem fanom, że dziś poświęcę im trochę czasu…
Wsłuchiwałam się w ich kroki po schodach. Więc zostaliśmy sami…

*Harry*
    Wylegiwałem się w hamaku w barze na plaży. Było już po zachodzie słońca i temperatura zaczynała stopniowo spadać, ale dalej można było zauważyć skąpo odzianych ludzi. To była jedna z nielicznych chwil w życiu, gdy nie przejmowałem się niczym. Nie życzyłem sobie nic więcej, tylko, aby ten stan trwał jak najdłużej. Leniwie zamknąłem oczy. Lekki i ciepły wiatr opatulał moje ciało, a ja wsłuchiwałem się w bicie fal o brzeg i skały. Co jakiś czas zakłócał to śmiech młodych ludzi lub muzyka dochodząca z pobliskiego klubu, co było naturalne w tym miejscu.
-Kochanie…-usłyszałem szept mojego męża.-Nie zasypiaj w knajpie.-zachichotał cicho.
-Nie śpię.-otworzyłem oczy z uśmiechem i przyjąłem od niego drinka.-Co to? Sex on the beach?-zażartowałem.
-Skąd wiedziałeś? Ale tu pięknie…-rzekł, układając się na leżaku obok mnie.
-Czemu nigdy nie jeździmy do Honolulu czy na wyspy Bara-bara?
-Bora-bora, Hazz… Fakt, nasz ostatni ekskluzywny wyjazd to była podróż po ślubna. Ale pamiętasz ile było zachodu z ukryciem tego?
-Tak, musieliśmy przebywać na kompletnym odludziu. Ale było warto… Zaraz zaraz…
-Co?
-Miałeś dziś już nic nie pić, po tej akcji z policją!-oburzyłem się, wspominając wydarzenie sprzed kilku godzin.

    Kiedy zobaczyłem wóz policyjny, nie ukrywam, że zaczynałem się bardzo niepokoić. Lou jechał zygzakiem, co jakiś czas wstając i coś wrzeszcząc, do tego miał alkohol we krwi.
-Uciekamy?-spytał.
-Oszalałeś?! Zjedź w tej chwili idioto.
Głośno wypuścił powietrze, stosując się do mojego polecenia. Funkcjonariusze wyszli ze swojego auta i podeszli do nas.
-Dan, patrz, złapaliśmy gwiazdy!-szepnął jeden do drugiego, pełen zdziwienia.
-Co? O boże, to ci od mojej córki. Codziennie słucham jacy oni nie są wspaniali…
Z całej siły próbowałem nie wybuchnąć śmiechem, gdy podsłuchałem urywek rozmowy. Może nie będzie aż tak źle?
-Dzień dobry, czy coś nie tak?
-Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Inaczej to wyglądało. Przekroczona prędkość i ten slalom po jezdni… Proszę dokumenty.
Tommo podał im cały komplet papierków, a oni przeglądali je z miną „Mieliśmy racje, to oni. Hehe.”.
-Mógłby pan wysiąść? Przeprowadzimy test na poziom alkoholu we krwi.
Na te słowa mina mu trochę zrzedła, ale żwawo wyskoczył z auta i zaczął dmuchać w balonik. Ten widok śmieszył mnie na tyle, że wyciągnąłem telefon i zacząłem robić zdjęcia po kryjomu. Będę miał czym go szantażować… Żarty szybko się skończyły, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że wynik nie spodoba się tym gliniarzom.
-Co pan pił?-ich twarze przestały być miłe, a zrobiły się dość złowrogie.
Zastanawiałem się co wybierze. Czy zacznie kręcić o chorej babci w szpitalu, lub siostrze która złamała nogę, czy postawi na stuprocentową szczerość.
-Piłem piwo. I jeździłem zygzakiem dla zabawy, droga była pusta.
O mój boże. Nie sądziłem, że powie to tak po prostu… Czekałem zniecierpliwiony na ich reakcje, gdy nagle rozbrzmiała komórka jednego z nich.
-Gloria, jestem w pracy. Córeczko nie prze…
Tomlinson nie pozwolił mu dokończyć, bezczelnie wyrywając aparat z ręki. Przykryłem ręką usta, aby nikt nie usłyszał dźwięku jaki wydałem z siebie. Byłem totalnie przerażony. Czemu on jest taki pewny siebie? Powiedział kilka słów do fanki i oddał telefon jej ojcu, szepcząc przeprosiny.
-Dobra, jedźcie, ale następnym razem może się wam nie udać.-westchnął, odpędzając nas ręką.
LouLou podziękował i niemalże z piskiem opon popędził przed siebie, uśmiechając się do mnie. Pełen luzu położył rękę na moim kolanie.
-Myślałeś, że nie dam sobie z nimi rady?
-Głupek…

-Dobrze, w takim razie wypij dwa.
-Tak, a potem następne dwa i następne i mnie upijesz i zgwałcisz!-zorientowałem się, że powiedziałem to troszkę za głośno. Nieliczni ludzie w barze wpatrywali się w nas potajemnie.
-Nie przejmuj się…-szepnął.
    No tak… Czym mam się przejmować? Taki był plan. Stopniowo przyzwyczajać wszechświat do naszego związku. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. I czy ja… Czy ja mógłbym go tak po prostu tu pocałować? Przy ludziach? Nie, to surrealistyczne, ja i on nie ukrywając się. Aż dziwne.
    Zanim skończyłem po raz setny dziś analizować ostatnich nieprawdopodobnych wydarzeń, poczułem, że Loui niebezpiecznie pochyla się ku mnie. Spojrzałem mu głęboko w oczy. Było w nich wszystko, każdy mały szczegół za który tak mocno go kocham. Było przejrzyście widać jak bardzo jest szczęśliwy i wolny. To, że jest cały dla mnie, a ja dla niego i każdy się o tym dowie. Może nawet teraz. Cmoknął delikatnie moje usta. Jakby jeszcze się czegoś bał, jakby nie był do końca pewien. Jednak po chwili pokazał mi, że jest w pełni zdecydowany, wpijając się w moje usta i błądząc opuszkami palców po burzy loków na mojej głowie. Oboje daliśmy się ponieść emocją. Ja cały czas trwałem na hamaku, a on zaczął napierać na mnie swoim ciałem. Wszystko wymykało się spod kontroli…

We’re just friends! Larry is the biggest bullshit! I’m not a gay!

Wszystkie te kłamstwa powtarzane od lat obalił  jeden pocałunek. Może nie ma tu zbyt wiele osób lecz po chwili zobaczyłem błyski fleszy, piski fanów i krzyk ‘Larry’. To chwila o której marzyłem tyle czasu, więc czemu aż tak się boję?
______________________________________________________________

Wróciłaaam! Jestem tak na maksa wypoczęta, że aż boli! Mazury to najlepsza rzecz na świecie! Naprawdę w żadnym kraju, nad żadnym morzem, w żadnym miejscu nie było mi tak dobrze. Nie umiem tego opisać, ale na 100% co roku będę to dołączała do wakacyjnych wyjazdów. Wiecie co wam powiem… Szkoła zaraz. Nie jestem w ogóle gotowa. Żadnych książek, zeszytów, plecaka ani nic z tych rzeczy. Nie wiem jak to będzie, ale damy radę. Jedyne co podtrzymuje mnie na duchu to… This is us oczywiście c;

PS Co sądzicie o… zaręczynach? Powiem tylko tyle, że z jednej strony cholernie mnie to zabolało i chciało mi się ryczeć trzy dni, ale z drugiej strony mogły to być również łzy szczęścia. Mam kompletny mętlik w głowie…


PS 2 Ktoś zaproponował aby w ramach rekompensaty ten rozdział był dłuższy, ale zniszczyło by to mój ‘plan’ więc po prostu w najbliższych dniach dodam następny ;)

5 komentarzy:

  1. Ten plan jest też dobry :)
    Jejciu nie mogłam się już doczekać, i mam ten swój rozdział!
    Co do szkoły, nie martw się ja też nic nie mam do szkoły, ha oprócz długopisu :)
    Rozdział świetny :P
    - Żelkowa

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie piszesz! Czytam każdy twój rozdział z zapartym tchem,niekiedy płakałam nawet ze wzruszenia. A to że ludzie nie komentują to tylko ze zwykłego lenistwa-tak jak w moim przypadku! :) jesteś wspaniałam i kocham to opowiadanie :* pisz dalej i nie przejmuj się ludźmi xD

    OdpowiedzUsuń
  3. +chciałam dodać jeszcze do mojej wcześniejszej wypowiedzi,że teraz postaram się komentować każdy rozdział skoro tb tak na tym zależy! :* nie mogę doczekać się kolejnego-jestem ich WIELKĄ fanką :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cholera jasne! To koniec! Nie dam się tak traktować! WENO WRÓĆ! Co ja Ci mam napisać kiedy pustka w głowie? Przepraszam. Wiesz, że rozdział jest cudny i wg, ale ja po prostu mam taką pustkę w głowie, ze aż strach... Przepraszam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, super, super. <3 Kiedy next??? Kocham tego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń