sobota, 31 sierpnia 2013

61. Will u marry me?

*Liam*
    Jak zwykle samotny wieczór przed telewizorem i laptopem. Mogłem nie wyganiać tych fotoreporterów, przynajmniej wtedy miałbym towarzystwo. Oczywiście, mógłbym umówić się z jakimś kumplem lub chociażby fanką! Mam do wyboru kilka milionów. Jednak jest tylko jedna osoba z którą rzeczywiście chce spędzić ten czas. Dzwonić, nie dzwonić, dzwonić, nie dzwonić… Chyba nawet nikt by się nie dowiedział. Rozumiem, że Niall zostanie na noc u Chris, Zayna znów gdzieś wcięło to śledztwo, a Larry… Oni chodzą swoją drogą. Gdy się zdecydowałem, wziąłem do ręki telefon, który ku mojemu zdziwieniu nagle zaczął dzwonić. Bardziej szokujący był napis widniejący na ekranie. To ona. To Diana! Nie mogę odebrać tak od razu, będzie, że wyczekiwałem na ten telefon cały dzień. Zaśmiałem się sam z siebie. Robię się jak jakaś baba… Nacisnąłem zieloną słuchawkę.

-Halo?-zacząłem jak gdyby nigdy nic.
-Hej, Liam. Co u ciebie?
-Och, wszystko dobrze, oprócz… Sama zapewne wiesz najlepiej.
-Tak, tak paparazzi nie dają mi spokoju.
-Przykro mi. Może w takim razie masz ochotę obejrzeć jakiś film, lub przyjść po prostu pogadać?
-Masz wolny wieczór? Właśnie dzwonię w tej sprawie. Tyle, że ostatnio już byliśmy u ciebie. Wpadnij.
-Jasne, chętnie. Wyślij mi adres sms-em, będę za jakąś godzinkę.
-Okej, w takim razie do zobaczenia.-pożegnała się ze mną radośnie.

    W dalszym ciągu w osłupieniu wpatrywałem się w najnowszy wymysł apple. Ona… Jej głos… Sama rozmowa sprawia, że miękną mi nogi. Co ta dziewczyna ze mną robi! Nie powinna! Bardzo cieszy mnie fakt, że zadzwoniła. To znaczy, że jednak mnie lubi. Codziennie od naszego ostatniego spotkania myślałem tylko o tym, czy nie wydałem jej się zbyt nudny, głupi i po prostu niefajny. Nie mogę się jednak za bardzo nakręcać, tylko gadaliśmy…
    Orientując się, że mam bardzo mało czasu, wstałem jak poparzony i pobiegłem pod prysznic. Po pięciu minutach wyskoczyłem z łazienki nago i biegałem po domu w poszukiwaniu jakiś ubrań. Miałem już na sobie bluzkę, jednak dalej byłem bez bokserek. Otworzyłem szufladę, gdzie widniała cała kolekcja. Które wybrać? Klasyczne, białe lub czarne, czy może z Batmanem? Albo z jakimś śmiesznym napisem… Och, proszę cię Payne! Serio myślisz, że dojdzie do tego, że zobaczy je ktoś poza tobą?! Zakpiłem z mojej głupoty sięgając po pierwsze lepsze majtki. Teraz jeszcze spodnie. Do koszuli w czerwoną kratę najbardziej będą pasowały klasyczne jeansy. Miałem już na sobie komplet i przejrzałem się w lustrze. Coś było nie tak… Ta koszula… Wyglądam jak debil. Ugh, rozpiąłem ją, a pod nią nałożyłem biały podkoszulek. O wiele lepiej. Nie. Jednak nie. Jak najszybciej starałem się ściągnąć jasne spodnie, ale oczywiście nie złapałem równowagi i kończyłem przebieranie na podłodze. Zamieniłem je na ciemne z częściowo skórzanym, czarnym materiałem. Teraz było dobrze. Oczywiście pod względem ubioru. Najgorzej będzie z fryzurą. Może mógłbym zadzwonić do stylistki, żeby się tym zajęła? Włosy nie są jakieś bardzo długie. Są idealne dla mnie pod względem wyglądu, jednak pod względem praktycznym chciałbym być łysy. Po prostu nałożyłem gumę na ręce i palcami ‘wczesałem’ ją w brązową czuprynę. Wyszło w miarę ok. Może nie jak na jakąś galę, ale mam nadzieje, że jej to wystarczy. Zaraz, na co ja liczę? I tak nie spojrzy na mnie jak na kogoś więcej niż przyjaciela…
    Jak się okazało Diana na szczęście mieszka 15 minut drogi od nas. Pod mieszkaniem nie było już żadnych ludzi, więc zdołała się ich pozbyć. Ona musi czuć się naprawdę dziwnie. Chłopak rzucił ją dla innego faceta, a 2 lata później zaczął jej płacić za to, żeby udawała jego dziewczynę. Cała sytuacja jest chora, naprawdę chora.
-Cześć, wchodź!-powitała mnie z uśmiechem i niepewnie złożyła pocałunek na policzku, co zaczęło doprowadzać mnie do szału.-Mam kilka filmów, możesz coś wybrać. Jednak jeśli chcesz horror chyba będziesz musiał zostać tu do rana, bo po ostatnim nie mogłam spać trzy noce.
Czy ona właśnie powiedziała coś o zostawaniu na noc? Nie przesłyszałem się? Jeśli teraz powiem „W takim razie horror.” zabrzmi chamsko. Szkoda, jednak nic na siłę.
-Może masz ochotę na jakąś komedie romantyczną?-starałem się podlizać, przeglądając płyty dvd.
-Mam lepszy pomysł. Wylosuj coś, tak będzie sprawiedliwie.
Poszedłem za jej radą i włożyłem do odtwarzacza płytę. Oboje usiedliśmy na sofie blisko siebie. Naprawdę niebezpiecznie blisko. Czułem, że dziś nie za bardzo zwrócę uwagę na seans…
    Minęła już mniej więcej godzina, a ja nie wysłuchałem ani jednego dialogu. Gadaliśmy bez przerwy nie zważając uwagi na telewizor. Czy wspominałem, że ona jest świetna? Czuje się jakbym spotkał kogoś, któremu mogę powiedzieć kompletnie o wszystkim. Oczywiście oprócz moich uczuć względem niej.
-Przyznaj, że kiedyś mnie nie lubiłeś.
-Byłaś inna, zmieniłaś się.
-Inna znaczy plastikowa, głupia i zachowywałam się jak księżniczka?
-Ty to powiedziałaś.
-Ale ty tak pomyślałeś!-zaśmiała się prowokująco.
-Nie prawda…
-Oj, przestań, wiem jaka byłam. Zdałam sobie sprawę, że przez to straciłam Louisa i postarałam się zmienić.
-Dalej ci na nim zależy?-spytałem zdezorientowany i pełen obaw.
-Nie, coś ty. To znaczy zależy, ale jako na przyjacielu.
-Wole nie myśleć co będzie działo się teraz z fandomem…
-Co masz na myśli?
-Afera z Larrym, Zayn cały czas prowadzi swoje prywatne śledztwo, a ja…-ugryzłem się w język i miałem nadzieję, że tego nie usłyszała.
-Ty… co?
Co odpowiedzieć? Zakochałem się? Nie jestem jeszcze na tyle głupi, aby skazywać naszą znajomość na straty. Szukałem odpowiedniego kłamstwa, aby wybrnąć z tej sytuacji.
-Ja się z tobą zaprzyjaźniłem. A to już naprawdę śmierdzi patologią.-zaśmialiśmy się oboje.
-Uh huh masz racje. Wiesz co? Zrobiłam się głodna. Masz na coś ochotę?-zręcznie zmieniła temat. Najchętniej odpowiedziałbym ‘na ciebie’, co byłoby tutaj bardzo nie na miejscu.
-A co masz?
-Dużo warzyw, z których możemy zrobić sałatkę zostawiając na chwilę ten jakże interesujący seans.
Przytaknąłem z entuzjazmem. Od razu do głowy wpadło mi moje gotowanie z Danielle, lecz starałem się natychmiast przestać o tym wspominać. Diana to nie Danni i muszę się do tego przyzwyczaić…
-Więc… Zacznijmy od siekania tej kapusty pekińskiej. Ja się tym zajmę, a ty zabierz się za paprykę.
Trochę się zestresowałem, gdy ona prawie już kończyła a ja ledwo wydłubywałem ziarenka ze środka.
-Oh, Liam, nie tak… Daj, pomogę ci!
Wyciągnęła rękę po produkt, ale nie zdążyła, gdyż ja uniosłem swoją najwyżej jak potrafię, żeby się z nią troszkę podroczyć.
-Dawaj to.
-Weź, jeśli chcesz.-zaśmiałem się cicho.
Krzyczała jak mała dziewczynka, której ktoś zabrać cukierka i stawała na palcach lekko podskakując. Wyglądała tak niewinnie… Chciałem jej już ustąpić, lecz coś w środku mi zabroniło.
-Dobra, trzymaj tą paprykę.
Wyciągnąłem rękę, żeby moje słowa miały poparcie w czynach. Lekko zdziwiona zamierzała ją chwycić, lecz wtedy natychmiast odskoczyłem, biegnąc za kanapę.
-Oh, Payne, ile ty masz lat?-jęknęła.
Nie zwlekała długo. Najpierw sprytnie się zbliżyła, a następnie wskoczyła na nią piszcząc przez śmiech. Wtedy przebiegłem do „jadalni” stając na krześle i wystawiając do niej język. Oczywiście musiała być lepsza, wdrapując się na stół. Zawadziła lekko głową o żyrandol, ale to nie ważne. Korzystając z chwili jej nieuwagi skuliłem się i wcisnąłem pod mebel.
-Wiem, że tam jesteś!-odezwała się na co wypełzłem i ponownie stanąłem na końcu sofy, wyczekując na jej reakcję. Diana po prostu podeszła i stanęła tuż obok mnie. Byliśmy niesamowicie blisko siebie, mogłem poczuć jej oddech na swojej twarzy. Nie uciekałem, już nie. Zastanawiałem się co teraz się stanie. Czy to ten moment w którym chłopak całuję dziewczynę? Chciałbym ją pocałować, lecz bałem się jej reakcji. Na krok z jej strony nie trzeba było długo czekać. Po prostu mnie popchnęła! Poleciałem jak długi na ten miękki materac. Ona również straciła równowagę i runęła prosto na mnie. Jedyne co pamiętam to nasz  niepohamowany śmiech. Jeśli minutę wcześniej byliśmy blisko siebie, to teraz niemal nasze ciała wtapiają się w siebie.
-A teraz z ciebie nie zejdę! To kara za kradzież jedzenia!
-Wszystko w porządku z twoją głową?
-Zapytaj żyrandol, czy z nim okej!-zachichotała, uginając nogę w kolanie, tym samym trafiając w moje czułe miejsce.
-Ou, nieźle traktujesz swoich gości.-zażartowałem, żeby nie wyszło na jaw, jak bardzo mnie boli.
-O mój boże! Przepraszam, to było niechcący! Bardzo cię boli? Cholera, niezręczna sytuacja.
-Okej, mam nadzieje, że zdołam chodzić, bo jutro dajemy koncert…
-Zostań na noc!
-Czy ja aby nie przeszkadzam?-usłyszałem męski, skądś znajomy mi głos.
Starałem się w miarę możliwości podnieść głowę i rozejrzeć się po pomieszczeniu. Nikogo nie zauważyłem, a moja towarzyszka bała się wykonać najmniejszy ruch. Leżała w osłupieniu. Po chwili zobaczyłem nad sobą pochylającego się 50 latka. Z tego nie mogło wyjść nic dobrego…

*Alice*
-Wyjdziesz za mnie?-padł na kolana i zakłócił ciszę nocną. Widać, że był bardzo, ale to bardzo wstawiony…
Zamurowało mnie. Tak długo czekałam na ten moment… Nie miałam obsesji na punkcie zaręczyn, ale czasem wyobrażałam sobie jak on przede mną klęka i prosi mnie o rękę. Jednak nie mogłam się zgodzić. Po pierwsze już nawet nie jesteśmy razem, a po drugie on jutro i tak nie będzie tego pamiętał.
-Idź stąd.-warknęłam.
Nic nie poskutkowało, bo tylko przeczworakował do mnie i objął moje nogi. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Wydawało mi się, że milion lat mnie nie przytulał, a w głębi duszy pragnęłam tego, niż czegokolwiek innego. Ciągle powtarzał pytanie. Wyrwałam się mu i zamknęłam drzwi, aby sąsiedzi nie musieli tego słuchać.
-Nie! Mam zadzwonić po policję?
-Czemu taka jesteś, przecież wiesz, że cię kocham…-mamrotał pod nosem. Było widać, że ledwo się trzymał.
-Jak zwykle najebałeś się jak świnia i jutro będziesz się tłumaczył, że nie chciałeś, że to przez alkohol… Idź do burdelu i poruchaj jakieś panny, jak to masz w zwyczaju.
Usiadłam na fotelu wpatrując się w niego. Siedział na tej wycieraczce jakieś 5 minut i wyraźnie posępniał. Tak bardzo miałam ochotę go pocałować, ale po chwili przypominałam sobie co mi zrobił i chciałam cisnąć w niego lodówką.
-Dlaczego to zrobiłaś…-westchnął smutno.
-Co znowu?
-Zdradziłaś mnie, znalazłaś sobie innego.
Co? Czy chodziło mu o Briana? Nie miałam pojęcia. W pierwszej chwili chciałam zacząć gorąco zaprzeczać, ale nie zrobiłam tego…
-Nie jesteśmy już razem, więc opuść moje mieszkanie.
-Larry się ujawnił.-bąknął po krótkiej chwili.
-Co? Co powiedziałeś?
-Dobrze usłyszałaś…
    Natychmiast wbiegłam do swojej sypialni. Nie mogłam w to uwierzyć. Chciałam krzyczeć i piszczeć i wszystko naraz. Zaczęłam śmiać się sama do siebie i wykręcałam numer do Louiego, aby to potwierdzić. Usłyszałam jego głos, lecz była to sekretarka.

„Cześć tu Louis. Jeśli nachodzą cię dziennikarze z powodu ujawnienia Larrego, jest mi bardzo przykro. Możesz zadzwonić pod numer *** w celu uzyskania pomocy od ochroniarzy. Obecnie ukrywam się za miastem, więc jeśli chcesz się ze mną skontaktować, musisz poczekać kilka dni, a ja oddzwonię.”

    Siedziałam na łóżku z szoku nie mogąc się ruszyć. Oni naprawdę to zrobili. Odważyli się. Zaczęłam płakać ze wzruszenia. Tak bardzo się kochają i zasługują na szacunek ze strony innych, a jeśli tylko zobaczę jednego małego hejta to znajdę tych ludzi i powieszę za jaja, nawet jeśli ich nie mają.
    Odpaliłam laptopa  i włączyłam Twittera. Łzy ciągle spływały mi po twarzy i skapywały na klawiaturę. Byłam nastawiona bardzo bojowo, ale gdy zobaczyłam wszystkie obraźliwe teksty załamałam się… Stwierdziłam, że to bezsensu walczyć z tyloma idiotami. Więc tweetnęłam tylko:

„Oni po prostu umieją kochać jak mało kto. Zazdrościcie, chcielibyście, aby ktoś kochał was tak mocno, że przez tyle lat czekałby na pozwolenie na miłość.”

oraz


„Płaczę, bo oni nie muszą już milczeć.”.
________________________________________________

W tej chwili jest 23 a ja padam ze zmęczenia, nieźle co? Wszystko przez to że w piątek z racji że jechałam na This is Us musiałam wstać o 8.30. Jak po filmie? Może rozpisze się w przyszłym tygodniu, bo nie chcę spoilerować tym, którzy jeszcze nie widzieli tego genialnego. Byłam jedną z nielicznych osób, które zaczęły płakać już w pierwszych pięciu minutach, chociaż jestem mało wrażliwa na takie rzeczy. Przed filmem oczywiście odbyłam "zlot" z ekipą ze Szczecina! A jak tam u was? *nie napiszę o końcu wakacji, nie napiszę o końcu wakacji, nie napiszę o końcu wakacji*

wtorek, 27 sierpnia 2013

60. Fuck you bitch, Larry is real!

*Liam*
    Obudziły mnie jakieś piski i krzyki spod okna, więc ten poranek nie mógł być udany. Starałem się nic sobie z tego nie robić, lecz stawały się coraz bardziej irytujące. Ziewnąłem, przeciągając się. Na wszelki wypadek przejrzałem się w lustrze, następnie odsłaniając okna. Cała masa paparazzi oraz fanów, którzy przyszli za nimi. Do głowy nasuwało mi się jedno pytanie. Co znowu?
-Niall!-krzyknąłem wgłąb domu.-Wstałeś już?
Ujrzałem jedynie zaspanego Zayna, który nawet w takim stanie wyglądał świetnie.
-Nialler pojechał odwieźć mamę do domu Chris, tu już nie da się wyrobić.
-To ty?
-Co ja?
-Coś przeskrobałeś. Ty, prawda?
-Jak jakieś dramy to od razu ja, tak? Wyobraź sobie, że nie.
-W takim razie co?
Uśmiechnął się, jakby sam do siebie i usiadł na skrawku mojego łóżka.
-Naprawdę się nie domyślasz?
-Właśnie wstałem, po prostu mi powiedz.
-Pomyśl, na co czekaliśmy tyle lat? To w końcu miało się zdarzyć, a wtedy miał być szum niemal jak podczas narodzin Royal Baby.
-Oh, Zay, daj mi spokój. Gdzie Harry i Loui?-jęknąłem, zaraz po tym zdając sobie z czegoś sprawę.-Nie… Nie mów, że…
-Dokładnie. Horan już dzwonił do Modestu!, aby zapytać o tą sytuację. Wczoraj wszystko ustalili i zaraz po tym pojechali nad morze.
-O mój Boże…-zakryłem usta dłonią siadając. Od razu wstałem jak poparzony, zrobiłem dwa kroki i ponownie spocząłem.-Nie wierzę…
-Lepiej zastanów się co zrobimy z tymi na zewnątrz.
Pociągnąłem za rękę mojego przyjaciela i niemal nago podeszliśmy do bramy. Gdy nas zauważyli, jakby podnieśli głos o 5 tonów. Już nawet ochroniarze nie dawali sobie rady.
-O co chodzi?-rzuciłem w ich stronę, a dziennikarze pchali się jak najbliżej mnie z mikrofonami.
‘Louis i Harry!’ ‘Geje’ ‘Oni się całowali!’
Tylko to dało się usłyszeć z całego rumoru. Nie mogłem już tego wytrzymać.
-Przecież ich tu nie ma! Wyjechali za miasto!-krzyknąłem.
-O matko, Liam, ty nie masz spodni!-usłyszałem w odpowiedzi piskliwym krzykiem.
Na te słowa Malika dopadł atak śmiechu, a ja byłem trochę zawstydzony i zły.
-Wymyśl coś!-powiedziałem, nachylając się nad jego uchem.
-Myślę ostatnio bez przerwy, daj mi odpocząć!
-Okej, więc jeśli dam wam naleśniki pójdziecie sobie poszukać Larrego?
-On powiedział Larry! Słyszeliście?! Słyszeliście to?-kolejny pisk fanki, z serii tych, które dziś doprowadzały mnie do szału.
Na szczęście udało się ich przekonać na ten kompromis, więc zostawiłem im Zorra do towarzystwa, a sam rozpocząłem masową produkcję naleśników.

*Louis*
-Lou! Kochanie, chyba mamy kłopoty, wstawaj!-usłyszałem nad sobą ‘głośny szept’ Hazzy.
-Kłopoty? Co się dzieję? Gdzie ja jestem?
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie pamiętasz nocy na plaży ze mną?
-Pamiętam…-westchnąłem, mając w głowie jedynie urywki.
-Szukają nas, musiałem nas ukryć za tą skałą.
-Kto nas szuka?
-Szczerze? Cały świat. Ten wczorajszy pocałunek rozpętał chaos.
Wstałem i otrzepałem się z piasku. Spojrzałem na telefon. Milion nieodebranych od mamy, taty, sióstr, rodziny Harrego, przyjaciół, w tym Nialla i Zayna. Zapewne w Londynie również nie jest kolorowo. Właśnie wtedy dostałem wiadomość utwierdzającą mnie w tym.

„Radzimy sobie, dzięki za troskę.”

To mms. Dołączone było zdjęcie Payna rozdającego jedzenie. Au. Nawet cały tłum nie zmieścił się na tym zdjęciu. Niefajnie. Ale najbardziej interesuje mnie, co my mamy ze sobą zrobić… Nerwowo spojrzałem na Harrego. Liczyłem na jakieś pomysły, a on po prostu się śmiał!
-Styles!
-Niezłe jaja, co nie? Jesteśmy uwięzieni w jakiejś jaskini i szuka nas tyle ludzi. Czuje się jak seryjny morderca!
-Noo… No w sumie to tak.-również zachichotałem.
-Poza tym musze przyznać, że miałeś wyjątkowo słabą głowę…
-Ja?!
-Tak! Bylibyśmy teraz w przytulnym hotelu, ale ja nie miałem pieniędzy, a ty droczyłeś się ze mną i w końcu usnęliśmy tu.
Podszedłem do niego i pocałowałem prosto w usta, co trochę go zdziwiło, jednak odwzajemnij pieszczotę.
-Mam plan. Czy samochód jest zaparkowany daleko stąd?
-Jakieś 200m, ale to za dużo, żeby przemknąć niezauważonym, biorąc pod uwagę, że w tym mieście KAŻDY nas szuka.
-Czekaj tutaj.-rzuciłem i wychyliłem się zza skał.
Zauważyłem dwie nastolatki rozmawiające o nas. Jedna miała na sobie bluzkę z naszymi podobiznami. Pomogą nam, na pewno. Próbowałem jakoś zwrócić ich uwagę, jednocześnie będąc bardzo bardzo ostrożnym. Gwizdnąłem cicho. Potem troszkę głośniej, aż obróciły się i już miały zamiar krzyczeć na mój widok, jednak położyłem palec na ustach, dzięki czemu nas nie wydały. Podeszły nieśmiało, kiedy machnąłem na nie ręką.
-Więc mam prośbę.-zwróciłem się do nich, gdy byliśmy już ukryci.
-T-tak?-wycedziły, będąc totalnie zszokowane.
-Stanęłybyście obok Starbucksa na sąsiedniej ulicy i zaczęły krzyczeć najgłośniej jak się da, że nas widziałyście i że poszliśmy w stronę miasta? Przy okazji chcielibyśmy pożyczyć wasze swetry. Oddamy, obiecuję.
-Oczywiście, zrobimy wszystko.
Uśmiechnąłem się, a kiedy podały mi swoje ubrania pocałowałem je w policzek.
-Dzięki, jesteście najlepsze.-zawołałem za nimi.
-Myślisz, że to się uda?-spytał, gdy już zostaliśmy sami.
-Mam taką nadzieję…
-Zaraz zaraz… Gdzie kluczyki?-zagaił Harry.
-Jak to gdzie? Na pewno gdzieś je mama.-zacząłem nerwowo przeszukiwać kieszenie.
-A jeśli zgubiły się w nocy gdy my… no wiesz? W tym piasku w życiu ich nie znajdziemy!
-Och, cicho bądź i kop, bo oni nie długo ogarną, że nas tam nie ma!
    Na całe szczęście okazało się, że mój jakże mądry i kochany mąż oddał je do baru, aby przez noc nic się z nimi nie stało. Bardzo miła kelnerka oddała je i mogliśmy ruszać. Wszyscy zbiegli się do centrum, a my wyszliśmy z kryjówki owinięci w kolorowe tkaniny. Musieliśmy działać szybko, ale jednocześnie cały czas uważać, na pojedyncze osoby, które zostały na plaży. Fortunnie po krótkiej chwili siedzieliśmy już w samochodzie. Odkryliśmy swoją tożsamość i przejechaliśmy przez sam środek tłumu krzycząc coś w stylu ‘Larry Forever And Ever!’ i śmiejąc się wniebogłosy niczym małe dzieci, które podłożyły nauczycielce gumę do żucia na krzesło…

*Alice*
    Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Brian, a któż by inny. Od kilku dni spotykamy się codziennie. Rano przychodzi po mnie, czasem opróżnia moją lodówkę, a potem idziemy razem do pracy. Wytwórnia i firma jego taty znajdują się na tej samej ulicy. Ostatnio mamy spore luzy, więc kończymy po kilku godzinach i wychodzimy na miasto. Bawimy się świetnie w swoim towarzystwie! Wczoraj wybraliśmy się na koncert 30 seconds to mars, tak jak kilka lat temu! Czasem świetnie jest powspominać stare dzieje. Od razu rzuca mi się do głowy jak bardzo go kochałam. Kiedy tylko na niego spoglądam, myślę „Tak, to ten facet, któremu pierwszy raz oddałam się całkowicie. Duszę i ciało.” i nie mogę wyzbyć się tego nawyku. Nacisnęłam wreszcie zieloną słuchawką, słysząc jego głos. Umówiliśmy się za godzinę do cukierni jego wuja, którą kocham jak mało co.
    Do wyjścia zostały jeszcze pięć minut, ale już było słychać pukanie do drzwi.
-Właź!-krzyknęłam.-Nie mogę zdecydować się na buty…
-Załóż wygodne.
-Myślałam raczej… o tych?-wskazałam ręką na moje ulubione czarne szpilki z ćwiekami.
-Oszalałaś? Jesteś w ciąży, zobaczysz, będziesz tego żałować.
-Może i będę, ale tak bardzo chcę!
-Wytrzymasz jeszcze te dwa miesiące.
-Och, mylisz się. Okej, więc demokracja. Kto jest za szpilkami? Jeden, dwa, trzy. Ach i ty za płaskimi. Wygraliśmy.
-Sądzę, że dzieci głosowały by przeciwko tobie.-zaśmiał się.-Nie zakładaj ich.
-Przestań, nie jesteś moim ojcem ani nic.
-Każdy wie, że jest tylko jedna osoba, która może na ciebie wpłynąć, ale…
-Nie prawda. Nie ma takiej osoby.-przerwałam mu, gdy wspomniał o Zaynie.-Okej, koturny i wychodzimy.-westchnęłam.
    Już po chwili kroczyliśmy ulicami Londynu. Niejeden powiedziałby, że wyglądaliśmy jak para; szczęśliwi i roześmiani, szliśmy pod rękę, cały czas drocząc się miedzy sobą. Jednak ja miałam gdzieś co napiszą o mnie media. Nie zrezygnuje z świetnego przyjaciela, który właściwie jako jedyny codziennie mnie wspiera. Wiem, że gdyby chłopcy czy Chris mieli taką możliwość też by to robili, jednak jej nie mają.
    Po krótkim spacerze wkroczyliśmy do mojego ulubionego miejsca. Zamówiłam pączka z budyniem i gorącą czekoladę.
-Są tu karty stałego klienta?-spytałam właściciela.
-Nie, ale mogę ci taką zrobić.-zaśmiał się.
-Oszalał pan? Wtedy nie będę stąd wychodzić. A jak już będę chciała wyjść to nie zmieszczę się w drzwiach. Podejrzewam, że będę miała niezłe kłopoty z figurą po porodzie.-westchnęłam.
-Nie przesadzaj. I tak będziesz świetnie wyglądać.
-Chyba jako jedyny tak uważasz…
    Po kolejnym znakomicie spędzonym dniu zmęczona wróciłam do domu. Zdejmując buty od razu miałam chęć napisać do Briana, mimo że rozstaliśmy się zaledwie minutę temu.

„Miałeś rację. Teraz żałuje…”.

Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, za to rozdźwięczał dzwonek powiadamiający, że ktoś chcę się tu dostać. Może to Chris? Ostatnio zapraszałam ją, żeby przyszła w odwiedziny. Nie widziałam jej już prawie tydzień. Nie, przecież nie dawałam jej adresu.
-Stwierdziłem, że przyda się masaż stóp.-mój ex uśmiechnął się uroczo.
-Nie mogę cię tak wykorzystywać.
-Och nic mi nie będzie. Jeśli zaproponujesz coś do jedzenia, bo wiesz, właśnie zauważyłem, że moja lodówka jest pusta…
-A więc to tak! Jednak jest tu coś podejrzanego, bo kiedy byliśmy razem nie dałoby się ciebie siłą zmusić do takiego gestu.-zaśmiałam się radośnie.
-Nie przesadzaj, że było ci tak źle! Ja ci nawet gotowałem!
-Raz zaprosiłeś mnie na obiad, czubku! Co do jedzenia, mogą być kanapki z pasztetem? Niczego innego już nie mam.
-Było ci źle?-dociekał.
-Nie, nie było.
-Więc było ci dobrze?
-Przestań!-parsknęłam śmiechem rzucając w niego poduszką.-Masuj jak masz masować, to zaraz dam ci jeść.
-A teraz ci dobrze?
-Tak, dobrze mi.-uśmiechnęłam się głupio, mając zamknięte oczy.
    Po kilku minutach skończył, a ja podniosłam się i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam produkty i zaczęłam przyrządzać jakże wytworne danie. Wtedy zadzwonił mu telefon. Po krótkiej i zwięzłej rozmowie popatrzył na mnie z miną zbitego szczeniaka.
-Wiesz, kazali mi wypełnić takie papiery na jutro rano…
-Masz.-uśmiechnęłam się, wciskając mu talerz w ręcę.-Dobranoc.-pocałowałam go w policzek i zamknęłam za nim drzwi.
    Z kubkiem gorącej herbaty usiadłam na parapecie w samotności obserwując miasto. Latarnie i światła samochodów oświetlały szare i mokre od deszczu ulice. Niestety to koniec lata i coraz wcześniej robi się tak ponuro jak jest teraz. Westchnęłam, upijając łyk. Co będzie zimą? Ja sama z dziećmi, w tym mieszkanku, które w najmniejszym stopniu nie jest przystosowane do nowych, małych lokatorów. Niedługo będę musiała o tym pomyśleć. Mam nadzieje, że Brian mi pomoże, chociaż na jego miejscu powinien być ktoś inny. Ktoś kto tyle dla mnie znaczył i tak bardzo mnie zranił. Ktoś o kim nigdy nie będę w stanie zapomnieć, chociażby przez ten tatuaż. Zdjęłam pierścionek po babci, aby przyjrzeć się mu jeszcze raz. „I’m Yours, Zay.”. Napis jak widniał, tak i pozostał. Czemu w życiu wszystko musi się tak konkretnie zjebać?
    Znów ten przeklęty dzwonek! Czy ci ludzie nie dadzą mi żyć?! Teraz naprawdę nie miałam pomysłu kto to i zaczęłam głęboko rozmyślać kto jeszcze zna mój adres. Przyszła mi do głowy jedna osoba, ale nie, przecież to nie możliwe… Ostrzegałam, że ma się tu nie pojawiać. Śmiało otworzyłam drzwi, nie wierząc własnym oczom.
-Co tu robisz?
-Wyjdziesz za mnie?-padł na kolana i zakłócił ciszę nocną. Widać, że był bardzo, ale to bardzo wstawiony…
____________________________________________________________________

Patrzcie jak mi dobrze pisanie idzie c; Jest wena jest imprezaa *-*

59. Bicz bar.

*Chris*
    Z każdą minutą bliższą kolacji, byłam coraz bardziej zdenerwowana. Wiedziałam, że zrobię coś źle. Palnę jakąś głupotę, lub wyleje napój… To było oczywiste. Do tego nie miałam pojęcia co na siebie włożyć. Nie chodziło o to, że czegoś mi brakowało. Sęk w tym, że nie wiedziałam co będzie odpowiednie… Jeansy i t-shirt odpadają. Eleganckie spodnie i koszula? Nie chodzę w takich rzeczach! Więc może sukienka. Tylko jaka? Długą i zwiewną, czy może krótszą, którą czepialscy mogą być w stanie uznać za dziwkarską? Jeśli jego mama jest czepialska, to nie będzie proste. Nie chcę tam iść. To będzie katastrofa…
    Moje użalanie się przerwał dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, licząc, że to Horan z informacją, że jego mama musiała wracać do domu, czy coś. Jednak nie, to jakiś facet.
-Preston?-zdziwiłam się, gdy ujrzałam ochroniarza chłopców.
-Witam. Mam przesyłkę od Nialla.-posłał mi uśmiech, wręczając torbę ze sklepu, którego nazwy nie byłam w stanie wymówić. Zdaje się, że coś po francusku, a jak powszechnie wiadomo, umiałam z tego języka góra pięć słów.
-Dzięki.-dalej zszokowana, zatrzasnęłam za nim drzwi.
Orientując się, że to było niegrzeczne otworzyłam je z powrotem i wręczyłam mu drożdżówki. Usiadłam na sofie i wyjęłam ze środka karteczkę.

„Nie martw się, wszystko będzie ok., moja mama nie pożera w całości. Sądzę, że ta sukienka idealnie pasuje do mojej ślicznej dziewczyny. Będę po ciebie o 19.30.
Kocham cię.”

W pośpiechu wyciągnęłam pobłyskującą tkaninę i obejrzałam dokładnie. Była przepiękna! Sięgała do połowy ud i bezbłędnie układała się na moim ciele. Westchnęłam, uśmiechając się. Teraz poczułam, że może jednak nie będzie tak beznadziejnie.
    Już przed 7 siedziałam jak na szpilkach, czekając na przybycie księcia na białym koniu. Przyjechał starym, białym land roverem Harrego, co mnie trochę zdziwiło. Jednak największą niespodzianką, był jego wygląd. Stałam jak wryta, po otworzeniu drzwi.
-Wszystko w porządku?-zaśmiał się lekko widząc moją minę.-Nieziemsko wyglądasz.
Cmoknął lekko moje usta, na co przeszły mnie jeszcze większe ciarki.
-Ja po prostu mam przed sobą najbardziej przystojnego chłopaka na świecie. Więc jest bardzo w porządku.
Ta fryzura i smoking które nadawały takiego uroku… Z drugiej strony wyglądaliśmy, jakbyśmy szli na kolację do królowej. Podał mi rękę, prowadząc do auta. Otworzył drzwi i pomógł mi wsiąść. Sam podbiegł na miejsce kierowcy i powoli ruszył.
-Co się stało z twoim?
-Mama.
-Co mama?
-Kazała mi jechać ładniejszym.
-A co jest z twoim nie tak?
-To co powiem nie będzie takie magiczne i eleganckie.
-Wal.
-Jest osrany przez ptaki.
-Okej, możemy zmienić temat.-zaśmialiśmy się oboje.
    Kiedy mi się spieszy to korki są nawet na chodnikach, ale kiedy chcę jechać jak najwolniej, na ulicach jest niemalże pusto. Samochód zatrzymał się, a ja patrzyłam tępo przed siebie.
-Nigdzie nie idę.
-Daj spokój.
-Nie wyjdę stąd!
Długo się ze mną nie cackał. Odpiął pas i wziął mnie na ręce.
-Puszczaj mnie!
-Nie krzycz tak. Wszystko będzie dobrze. Przestań wreszcie panikować.
-Dobra, ale idę sama.
Wypuścił mnie, ale automatycznie złapał za rękę. Wdech, wydech. To nie może być aż tak straszne…
    Pierwsze wrażenie było dobre. Jego mama była bardzo miła i ciągle mówiła, że chciała mnie lepiej poznać i cieszy się z tego wieczoru. Usiedliśmy do ładnie nakrytego stołu, zaczęliśmy rozmawiać… Starałam się wyluzować, ale z drugiej strony bałam się, że poczuję się za pewnie i powiem coś głupiego. Liam, który dosiadł się do nas, w pewnych momentach ratował sytuację, ale tego co miało zdarzyć się za chwilę, nikt nie przewidział.
-Mocne to wino…-powiedziałam bezsensu, upijając łyk.
-Na szczęście masz tak mocną głowę, że tylko amfetamina zwala cię z nóg!-zaśmiał się mój chłopak, a ja odruchowo chciałam strzelić mu w łeb.
-Niall przestań!-również zaśmiałam się lekko. Chciałam by wypadło naturalnie.-On tylko żartuje.-zwróciłam się do jego mamy.
Uśmiechała się, ale nie wiedziała co ma myśleć. Spojrzałam na Payna. Widziałam, że właśnie ma zamiar zmienić temat. Ale zanim zdążył otworzyć usta…
-Chłopcy, ilu znacie dillerów dragami?-krzyknął Malik, zamykając za sobą drzwi.
-Dzień dobry, Zayn.-powitała mnie mama Irlandczyka.
Co?! To są chyba jakieś jaja! Ścisnęłam udo Horana jak najmocniej umiałam i patrzyłam w przestrzeń, pozostając w bezruchu. To koniec. Nikt nie wiedział co powiedzieć. Sam Zorro milczał, starając się coś z siebie wykrztusić.
-Dosiądziesz się? I opowiesz co mój syn ma wspólnego z narkotykami?-jej głos nie był jakiś złośliwy lub wredny… Mówiła spokojnie i była miła. Nawet przez ułamek sekundy wydawało mi się, że bawi ją ta sytuacja.
Na miejscu mulata po prostu bym uciekła, ale przecież on nie jest takim tchórzem. Podszedł do stołu, odsunął jedno krzesło i usiadł. Westchnął, a pod wpływem jego oddechu płomienie świeczek zatańczyły i po chwili znów wróciły do normy.
-Chodzi o to, że tego dnia chyba mnie zaćpały. To znaczy… dały narkotyki. W sensie te dziewczyny. Musze znaleźć kolesia który był z nami w tym barze i im to sprzedał. Został tydzień, a ja nie wiem nic…-spuścił głowę.
Nikt nie wiedział jak się zachować. Pocieszać go? Może mu jakoś pomóc? Tylko jak? Sam narozrabiał to niech sam sobie teraz radzi.
-Może masz ochotę na pieczeń?-zwróciła się do niego Maura, która sama była zakłopotana.
-Nie, dziękuję. Muszę odpocząć, cały dzień spędziłem w mieście z powodu awarii metra… Dobranoc.-wstał i odszedł.
-Właściwie ja też już powinienem iść. Obiecałem fanom, że dziś poświęcę im trochę czasu…
Wsłuchiwałam się w ich kroki po schodach. Więc zostaliśmy sami…

*Harry*
    Wylegiwałem się w hamaku w barze na plaży. Było już po zachodzie słońca i temperatura zaczynała stopniowo spadać, ale dalej można było zauważyć skąpo odzianych ludzi. To była jedna z nielicznych chwil w życiu, gdy nie przejmowałem się niczym. Nie życzyłem sobie nic więcej, tylko, aby ten stan trwał jak najdłużej. Leniwie zamknąłem oczy. Lekki i ciepły wiatr opatulał moje ciało, a ja wsłuchiwałem się w bicie fal o brzeg i skały. Co jakiś czas zakłócał to śmiech młodych ludzi lub muzyka dochodząca z pobliskiego klubu, co było naturalne w tym miejscu.
-Kochanie…-usłyszałem szept mojego męża.-Nie zasypiaj w knajpie.-zachichotał cicho.
-Nie śpię.-otworzyłem oczy z uśmiechem i przyjąłem od niego drinka.-Co to? Sex on the beach?-zażartowałem.
-Skąd wiedziałeś? Ale tu pięknie…-rzekł, układając się na leżaku obok mnie.
-Czemu nigdy nie jeździmy do Honolulu czy na wyspy Bara-bara?
-Bora-bora, Hazz… Fakt, nasz ostatni ekskluzywny wyjazd to była podróż po ślubna. Ale pamiętasz ile było zachodu z ukryciem tego?
-Tak, musieliśmy przebywać na kompletnym odludziu. Ale było warto… Zaraz zaraz…
-Co?
-Miałeś dziś już nic nie pić, po tej akcji z policją!-oburzyłem się, wspominając wydarzenie sprzed kilku godzin.

    Kiedy zobaczyłem wóz policyjny, nie ukrywam, że zaczynałem się bardzo niepokoić. Lou jechał zygzakiem, co jakiś czas wstając i coś wrzeszcząc, do tego miał alkohol we krwi.
-Uciekamy?-spytał.
-Oszalałeś?! Zjedź w tej chwili idioto.
Głośno wypuścił powietrze, stosując się do mojego polecenia. Funkcjonariusze wyszli ze swojego auta i podeszli do nas.
-Dan, patrz, złapaliśmy gwiazdy!-szepnął jeden do drugiego, pełen zdziwienia.
-Co? O boże, to ci od mojej córki. Codziennie słucham jacy oni nie są wspaniali…
Z całej siły próbowałem nie wybuchnąć śmiechem, gdy podsłuchałem urywek rozmowy. Może nie będzie aż tak źle?
-Dzień dobry, czy coś nie tak?
-Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Inaczej to wyglądało. Przekroczona prędkość i ten slalom po jezdni… Proszę dokumenty.
Tommo podał im cały komplet papierków, a oni przeglądali je z miną „Mieliśmy racje, to oni. Hehe.”.
-Mógłby pan wysiąść? Przeprowadzimy test na poziom alkoholu we krwi.
Na te słowa mina mu trochę zrzedła, ale żwawo wyskoczył z auta i zaczął dmuchać w balonik. Ten widok śmieszył mnie na tyle, że wyciągnąłem telefon i zacząłem robić zdjęcia po kryjomu. Będę miał czym go szantażować… Żarty szybko się skończyły, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że wynik nie spodoba się tym gliniarzom.
-Co pan pił?-ich twarze przestały być miłe, a zrobiły się dość złowrogie.
Zastanawiałem się co wybierze. Czy zacznie kręcić o chorej babci w szpitalu, lub siostrze która złamała nogę, czy postawi na stuprocentową szczerość.
-Piłem piwo. I jeździłem zygzakiem dla zabawy, droga była pusta.
O mój boże. Nie sądziłem, że powie to tak po prostu… Czekałem zniecierpliwiony na ich reakcje, gdy nagle rozbrzmiała komórka jednego z nich.
-Gloria, jestem w pracy. Córeczko nie prze…
Tomlinson nie pozwolił mu dokończyć, bezczelnie wyrywając aparat z ręki. Przykryłem ręką usta, aby nikt nie usłyszał dźwięku jaki wydałem z siebie. Byłem totalnie przerażony. Czemu on jest taki pewny siebie? Powiedział kilka słów do fanki i oddał telefon jej ojcu, szepcząc przeprosiny.
-Dobra, jedźcie, ale następnym razem może się wam nie udać.-westchnął, odpędzając nas ręką.
LouLou podziękował i niemalże z piskiem opon popędził przed siebie, uśmiechając się do mnie. Pełen luzu położył rękę na moim kolanie.
-Myślałeś, że nie dam sobie z nimi rady?
-Głupek…

-Dobrze, w takim razie wypij dwa.
-Tak, a potem następne dwa i następne i mnie upijesz i zgwałcisz!-zorientowałem się, że powiedziałem to troszkę za głośno. Nieliczni ludzie w barze wpatrywali się w nas potajemnie.
-Nie przejmuj się…-szepnął.
    No tak… Czym mam się przejmować? Taki był plan. Stopniowo przyzwyczajać wszechświat do naszego związku. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. I czy ja… Czy ja mógłbym go tak po prostu tu pocałować? Przy ludziach? Nie, to surrealistyczne, ja i on nie ukrywając się. Aż dziwne.
    Zanim skończyłem po raz setny dziś analizować ostatnich nieprawdopodobnych wydarzeń, poczułem, że Loui niebezpiecznie pochyla się ku mnie. Spojrzałem mu głęboko w oczy. Było w nich wszystko, każdy mały szczegół za który tak mocno go kocham. Było przejrzyście widać jak bardzo jest szczęśliwy i wolny. To, że jest cały dla mnie, a ja dla niego i każdy się o tym dowie. Może nawet teraz. Cmoknął delikatnie moje usta. Jakby jeszcze się czegoś bał, jakby nie był do końca pewien. Jednak po chwili pokazał mi, że jest w pełni zdecydowany, wpijając się w moje usta i błądząc opuszkami palców po burzy loków na mojej głowie. Oboje daliśmy się ponieść emocją. Ja cały czas trwałem na hamaku, a on zaczął napierać na mnie swoim ciałem. Wszystko wymykało się spod kontroli…

We’re just friends! Larry is the biggest bullshit! I’m not a gay!

Wszystkie te kłamstwa powtarzane od lat obalił  jeden pocałunek. Może nie ma tu zbyt wiele osób lecz po chwili zobaczyłem błyski fleszy, piski fanów i krzyk ‘Larry’. To chwila o której marzyłem tyle czasu, więc czemu aż tak się boję?
______________________________________________________________

Wróciłaaam! Jestem tak na maksa wypoczęta, że aż boli! Mazury to najlepsza rzecz na świecie! Naprawdę w żadnym kraju, nad żadnym morzem, w żadnym miejscu nie było mi tak dobrze. Nie umiem tego opisać, ale na 100% co roku będę to dołączała do wakacyjnych wyjazdów. Wiecie co wam powiem… Szkoła zaraz. Nie jestem w ogóle gotowa. Żadnych książek, zeszytów, plecaka ani nic z tych rzeczy. Nie wiem jak to będzie, ale damy radę. Jedyne co podtrzymuje mnie na duchu to… This is us oczywiście c;

PS Co sądzicie o… zaręczynach? Powiem tylko tyle, że z jednej strony cholernie mnie to zabolało i chciało mi się ryczeć trzy dni, ale z drugiej strony mogły to być również łzy szczęścia. Mam kompletny mętlik w głowie…


PS 2 Ktoś zaproponował aby w ramach rekompensaty ten rozdział był dłuższy, ale zniszczyło by to mój ‘plan’ więc po prostu w najbliższych dniach dodam następny ;)

piątek, 9 sierpnia 2013

Przepraszam

Bardzo was przepraszam za tą niezapowiedzianą przerwę. Kiedy wróciłam z Londynu w domu czekala juz na mnie kuzynka. Cały czas poświęcałam jej oraz przyjaciółce, która przeprowadziła się do Szwecji :c. Miałyśmy tydzień. Oczywiście zaliczyłyśmy Eska Music Awards gdyż mieszkam pod Szczecinem. Teraz siedzę u kuzynki, gdzie ciągle są jakieś melanże i już nie wyrabiam, a jutro z samego rana jadę na tydzień na łódkę na Mazury. Potem wracam do kuzynki i czekam u niej aż mama po mnie przyjedzie, a nie wiem kiedy to nastąpi... Także ten. Mam 696969 pomysłów, ale brak możliwości by je wam jakoś przekazać. Mam nadzieje że wasze wakacje są równie udane ;). Jeszcze raz przepraszam, pozdrawiam, po 20 sierpnia powinnam wrócić.

Love ya ♥