niedziela, 14 lipca 2013

58. Kurczę pieczone na ruszcie!

*Niall*
    Mama szybko się rozgościła. Najpierw oczywiście zaczęła sprzątać po Niamowej wojnie, a kiedy tylko Li zszedł na dół, zrobił aferę, że ona nie powinna tego sprzątać, tylko my. Ostatecznie razem się do tego zabrali, a ja leżałem na kanapie, zajadałem pyszne kanapeczki z szynką, serem, pomidorem, jajkiem i szczypiorkiem i się z nich śmiałem. Tak, to było wredne, ale od czasu do czasu nikomu nie zaszkodzi! Przynajmniej miałem chwilkę, żeby wymyślić co mam zrobić. Patrzyłem na telefon już jakieś dziesięć minut, po czym zorientowałem się, że patrzeniem nic nie zdziałam. Chwyciłem go i pobiegłem na górę. Wykręciłem numer do niej. Nie, nie zadzwonię tam. Tylko, że muszę to zrobić. Raz kozie śmierć! Problem w tym, że ostatnio jak to powiedzenie pomogło mi w podjęciu decyzji, zadzwoniłem do Seleny Gomez śpiewając jej najnowszą piosenkę. Wygrałem 50 funtów w zakładzie z Louim, ale ona opowiedziała o wszystkim Taylor Swift, której przez przypadek wyrwało się w jakimś wywiadzie… W każdym razie wystawiłem się na światowe pośmiewisko! Eh, kliknąłem ‘połącz’. YOLO.

-Tak?-usłyszałem jej słodki głos. Dlaczego ona nie śpiewa? Dlaczego nigdy mi nic nie zaśpiewała? Raz słyszałem tylko jak śpiewała coś pod prysznicem, ale potem dostało mi się za…-Niall?!
-Halo? Tak to ja. Cześć.-czy to brzmiało idiotycznie?
-Po co dzwonisz?
-Lubisz mnie jeszcze? To znaczy… moglibyśmy może… Co robisz?
-Drożdżówki.-zaśmiała się. Śmiała się ze mnie, tak to normalne…
-O, więc może potrzebujesz kogoś, kto pomógłby ci je zjeść?-wypaliłem, niewiele myśląc.
-A znasz kogoś kto chciałby przyjść? Właśnie będę je wyciągać, więc powiedz temu komuś, żeby się spieszył póki gorące!
-Jasne, to pa!

Jestem definitywnie debilem. Założyłem buty i wyskoczyłem z domu, po czym usłyszałem krzyk matki. Cholera, no tak, ona tu jest… Cofnąłem się grzecznie.
-Gdzie się wybierasz bez uprzedzenia?
-Do Chris.
-Do Chris?-powtórzył zdziwiony Liam.
-Tak, do Chris.-wycedziłem przez zęby.-Niedługo będę, mamuś, pa.
-Niall!-zatrzymał mnie przyjaciel.
-Co?
-Ze mną też się pożegnaj.
-Niedługo będę, Payney, paa.-wysłałem mu buziaczka w powietrzu, śmiejąc się.
    Wskoczyłem do samochodu i za moment byłem przed jej drzwiami. Zaraz… A jeśli jest jej tata? A jeśli drożdżówki to zasadzka? Może chcą mnie uwięzić?! Przywiążą mnie do krzesła i będą bić zestawem patelni, którym jara się moja dziewczyna! Sam kazałem kupić jej wytrzymałe, żeby były na złodziei i teraz to obróci się przeciw mnie… Może nie będę wchodzić… Hmm… Raz kozie śmierć? Zanim zdążyłem zapukać, sama otworzyła.
-Wejdź.-posłała mi mały uśmiech i pobiegła do kuchni.
Wyglądała jak anioł. Nie wiem, czy to ze względu na to, że nie widziałem jej kilka dni, ale była obłędna! Miała tylko zwykłe szorty i podkoszulkę, ale mimo to, nie mogłem oderwać od niej wzroku.
    Kiedy była zajęta polewaniem swoich wypieków lukrem, klęknąłem przed nią. Obróciła się w moją stronę, a ja oplotłem ręce wokół jej nóg. Pisnęła zabawnie, próbując złapać równowagę.
-Co robisz?
-Błagam, wybacz mi!
-Co mam ci wybaczyć?
-Wszystko za co jesteś obrażona.
-A za co jestem obrażona?
-A kto cię tam wie!-na moje słowa zaśmiała się mimo wolnie, ale zaraz z powrotem spoważniała.
-Jeśli nie wiesz, to nie masz co u mnie szukać.
-Chyba, że jedzenia…
-Chyba że jedzenia…-powtórzyła.-Oczywiście za określoną cenę.
-Dużo wypiłem na after party Brit. Tańczyłem na stołach i byłem nie grzeczny, ale to ty nie chciałaś ze mną iść! Poza tym, czas spędzałem głównie z Cher, więc nie masz się o co martwić!
-Kochanie, nie jestem na ciebie zła.-westchnęła, siadając przy stole.
-Nie?
-Nie.
-To dlaczego zabrałaś rzeczy?
-Chodzi o Zayna i Alice... I zabrałam tylko kilka bluzek, nie panikuj. Więc, tak. Dalej cię lubię.
Szybko przeszedłem na klęczkach pod jej krzesło i pocałowałem ją namiętnie. Wsunęła dłoń w moje włosy i odwzajemniła pieszczotę.
-Wiesz… Bo. Jest sprawa.-mówiłem między pocałunkami.
-Hmm?
-Mama.
-Co?
-Moja mama.
Po tych słowach oderwała się ode mnie, wstając. Zaczęła chodzić w kółko i powtarzać ‘nie’. Patrząc na nią prawie zachichotałem, ale wiedziałem, że gdybym to zrobił, byłoby po ptokach.
-Spokojnie.
-Zadzwoniłeś tylko dlatego, tak?
-Nie. Zadzwoniłem, bo cię kocham wiesz?
-Wiem. Ale nie chcę tam iść!
-Więc dziś wieczór?
-Oszalałeś!
-Już zapomniałaś, co przechodziłem przez twojego ojca? Ale dałem radę i ty też musisz teraz stawić czoła teściowej.
-Nawet nie mam się w co ubrać.
-Nie pieprz głupot. Idź nago.
-Oczywiście.
Pocałowałem ją ostatni raz, żegnając się. Skierowałem się do samochodu, ale przypomniałem sobie o czymś. Wróciłem się, biorąc zapakowane słodkości.
-Może powinnam też dać dla twojej mamy? Nie, będzie, że się podlizuję… Ale z drugiej strony nie chcę wyjść na chytrą… Muszę też pamiętać o tym, że kiedy dam ci więcej, ty wszystkie zjesz!
-Nieprawda!
-Wezmę ze sobą kilka wieczorem. Przyjedziesz po mnie?
-W takich okolicznościach to ja już nie wiem…

*Zayn*
    Siedziałem w samochodzie już dobre pół godziny. Mimo dość wczesnej pory Londyn był cały zakorkowany! Czułem, że psychicznie nie pociągnę już daleko. Moje myśli to: Alice, dzieci, zagadka, dzieci, Alice, zagadka, mój idiotyzm, idiotyzm losu, Alice, dzieci. Cały czas tylko zastanawiam się, czy aby nic jej nie brakuje, czy wszystko w porządku, czy za mną tęskni… Nie mam pojęcia, kiedy dowiodę o mojej niewinności. Jutro mam zadzwonić do mojego nowego przyjaciela, Rickyego, ale wiem, że on coś knuje. Ta dziewczyna… Ona była bardzo dziwna. W moich uszach obija się jej głos, przed oczami widzę kawałek jej płaszczu, gdy biegła z powrotem do tylnych drzwi… I ta kłótnia, wymiana zdań, która generalnie nie powinna mnie obchodzić.

Podchodzi do mnie trójka dziewczyn. Przedstawiają się śmiało dosiadając do mojego stolika. Zamówiliśmy po jednym drinku.
-Widziałyśmy, że jesteś samotny…-odezwała się Cara.
-Nie bardzo bo właściwie to ja jestem ten… No, ja jestem…
-Cii nie musimy o tym mówić.-poczułem palec Megan na moich ustach.
-Dobrze, to nie mówmy.
-Może chciałbyś zwiedzić nasze mieszkanie?-czyjś głos przeszkadzał mi w pochłanianiu kolejnej dawki alkoholu.
-Janet! Nie teraz…-szepnęła jej blondynka.-Moglibyśmy skoczyć do jakiegoś klubu.
-Tu jest okej.
-Tu jest zbyt wiele znanych ludzi i kamer. Podobno tego nie lubisz.
Te słowa błądziły po mojej spitej głowie. To prawda, chyba mnie przekonała. To nie miejsce dla mnie. Czemu od razu nie poszedłem do klubu? Starałem się wstać i złapać równowagę, lecz moje towarzyszki zaraz mnie posadziły.
-Jeszcze nie, jeszcze kilka kolejek…

    Wygrzebałem fragment rozmowy głęboko z mojej pamięci, zapominając, że jestem na drodze! Sznur samochodów za mną zaczął głośno trąbić, gdy nie ruszałem się z miejsca. Speszony dołączyłem do aut przede mną. Natomiast korek jak był tak został… Nigdy nie byłem dobrym kierowcą i chyba nigdy nim nie zostanę! Gdyby nie Lena, nie podszedł bym do egzaminu, jednak zmusiła mnie. Wytłumaczyła, że skoro mam być głową rodziny muszę umieć prowadzić. Powiedziała też, że będzie to potrzebne, gdy na przykład nagle zacznie rodzić! Te wspomnienia znów przeniosły mnie na złe myśli. A co jeśli nigdy nie uda mi się jej odzyskać? Jeśli stracę rodzinę?
    Kolejne trąbnięcia. Czy oni się na mnie uwzięli?! Przeżywam życiowe rozterki! Walczę o swoją przyszłość! Ruszenie się o 10cm nic im nie da! Ugh, teraz to naprawdę byłem zły.
Wysiadłem z samochodu, obracając się do kierowców za mną.
-Czego wy do k*rwy nędzy ode mnie chcecie?! Dajcie wy mi wszyscy spokój!-wydarłem się na całą ulicę.
Wsiadłem grzecznie do samochodu i zaparkowałem na parkingu 2m stamtąd. Oparłem się o maskę. Cała uwaga była skierowana tylko i wyłącznie na mnie. Każdy zastanawiał się „Czy to on? Czy to Zayn Malik? Chyba ma zły dzień…”. Miałem to w dupie. Zacząłem czuć na sobie pojedyncze flesze. Było ich coraz więcej i więcej… Zostawiłem pojazd i zdecydowałem się pobiec do stacji metra. Chciałem po prostu jak najszybciej znaleźć się w domu…
    Po rozdawaniu autografów, pozowaniu z fanami do ich smartfonów, nareszcie wszedłem do podziemnego pociągu. Jestem świadomy, że komunikacja miejska nie jest dla mnie, ale do domu dotarłbym zapewne w środku nocy. Poza tym, widocznie nie byłem w formie, żeby podołać temu powrocie.
    Siedząc tak i przejeżdżając przez kolejne stacje, rozmyślałem o tej całej sytuacji. Może one dosypały mi jakiś narkotyków? Musiało stać się to w tym klubie, tylko, że żaden kelner nigdy nie przyzna, że widział coś takiego… Co mogę zrobić?
-Chłopcy, ilu znacie dillerów dragami?-krzyknąłem, zamykając za sobą drzwi.
-Dzień dobry, Zayn.-powitała mnie mama Irlandczyka.

Kurczę?
________________________________________________________________________

Trololol. Napisałam rozdział w jedną noc, dawno nie miałam takiej weny jak w ostatnich dniach! ;) To z miłości do moich czytelników, haha ♥ mam nadzieje że wakacje som okej ;D chwalcie się w kom!

5 komentarzy:

  1. haha jestem pierwsza!! chyba .. :P ale tak...będę mówiła...: ROZDZIAŁ ŚWIETNY JAK ZWYKLE!!! ta akcja z Zaynem co wleciał do domu a tam mama Nialla mnie rozwaliła.. xD wakacje...no nudno.. :/ nie ma co robić... a łażenie po mieście mi się znudziło ponieważ przez cały rok szkolny tak łaziłam i sobie opaliłam do tego plecy....tak że się bokserka odznaczyła.. xD ale za to jest...BEST SONG EVER!!!!!!!!!!!!! i to mi wakacje umila.. XD a jak tam twoje wakacje?? pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział cudny jak zwykle :D Co ja będę się rozpisywać??? Przecież komentarze są takie same :D Super i czekam na next. Nominuję cię do nagrody The Versatile Blogger. Więcej informacji znajdziesz w poście "The Versatile Blogger!" na blogu : http://storyaboutsupernaturalandonediection.blogspot.com/ .
    RIDA

    OdpowiedzUsuń
  3. Błagam dodaj kolejny rozdział bo umrę !!!
    chcesz mnie mieć na sumieniu? nie radzę
    A tak na poważnie rozdział jak zawsze świetny i zabawny końcówka THE BEST

    OdpowiedzUsuń
  4. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA.... To jest boskie... Kiedy następny rozdział..... AAAAAAAAAAAAAA... Ja chcę następny.... BOSKI CUDNY !!!!!!!!! Ja chcę jeszcze....

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam z niecierpliwością na kolejny ! świetny blog ! :D ;* chCĘ WIĘCEJ, WIĘCEJ ! ;D

    OdpowiedzUsuń