sobota, 13 lipca 2013

57. Spoil car is like a good sport wtf.

*Louis*
    Dojechaliśmy na parking w centrum. Zamknąłem oczy, odetchnąłem głęboko. Czyżbym… czyżbym był wolny? Mam koło siebie wszystko co mi potrzebne, nie muszę nic udawać, nie muszę oszukiwać, mogę po prostu wykrzyczeć to światu… Niesamowite… Inni ludzie mają to na co dzień, nikt tego nie docenia. Bo kto zwracałby uwagę na to, że może złapać swoją drugą połowę za rękę, może na nią spojrzeć w miejscu publicznym?
-Loui, ile będziemy tu siedzieć? Wysiadamy?
-Nie.-przekręciłem kluczyk w stacyjce i gwałtownie ruszyłem.
-Ej, co ty robisz?-zachichotał, pytając zdziwiony.
-Jadę!-stwierdziłem i otworzyłem dach.-Trzymaj kierownicę.
-Co?
-Potrzymaj kierownicę!-rozkazałem mu, a sam wystawiłem głowę z samochodu, krzycząc z całej siły ‘Jestem Louis i kocham Harrego!’.
-Haha, ty to jednak jesteś kreatywny! Siadaj tu, czopie. Zaraz spowodujesz wypadek!
-Kocham cię.
Wróciłem na swoje miejsce i pocałowałem go namiętnie.
-Patrz przed siebie!
    Droga mijała nam na krzyczeniu piosenek z radia. Którymś razem usłyszeliśmy What Makes You Beautiful i to był dopiero szał!
-Fałszujesz Styles!
-Sam fałszujesz! Co niby wielki pan Tomlinson, tak?
-Dla ciebie tak! Ledwo odrasta od ziemi i pluje się do starszych!
-Ekhem, jestem wyższy.
-Ale młodszy, więc sobie uważaj, maluchu!
Gdy byliśmy prawie na miejscu nagle samochód się zatrzymał. Na szczęście w pobliżu nie było wielu pojazdów...
-Lou, powiedz, że strzeliło ci coś do łba i chciałeś iść na spacer…
-Strzeliło mi coś do łba i chciałem iść na spacer.
-Naprawdę?
-Nie.
Oboje wysiedliśmy z auta. Otworzyłem maskę spoglądając w skupieniu na te… to co tam było. Taak i wszystko jasne…
-Nie masz zielonego pojęcia o co chodzi, zgadłem?-zaśmiał się pod nosem mój mąż.
-Wiesz… Nie. Ale zawsze mogę zadzwonić do Alexa.
-Próbuj…

-Halo?
-Cześć, tu Louis. Słuchaj mam problem z samochodem…
-Co jest?
-Stanął.
-To pchaj.
-Co?
-Strzelam, że zabrakło ci paliwa. Tydzień temu robiłem ci przegląd, było okej…
-Yy, dzięki, cześć.

-I co?
-Hazz… Nie będziesz zły?
-Co?
-Zapomniałem zatankować.
-Słucham?
-Niedaleko powinna być stacja…
    Wielki fart, stacja była tuż za rogiem. Mimo to, zmęczeni oparliśmy się o maskę, dysząc ciężko.
-Lou, wisisz mi…
-Co ci wiszę?
-Nie wiem, ale jakoś musisz to sobie odpracować…
-Nie martw się o to kochanie…-zaśmiałem się cicho i pociągnąłem go ze sobą do kasy.
-Loui…
-Tak?
-Mam ochotę na coś słodkiego…
-Nie publicznie.
-Kup mi MilkyWaya, głupku! Nie mam przy sobie kasy…
-Wykorzystujesz mnie dla pieniędzy!-ułożyłem usta w ‘o’ i wydałem z nich zszokowany dźwięk.
-Tak, jak mi go kupisz to cię bzyknę.-odparł żartobliwym tonem.
-W takim razie może M&M’sy do tego?
-Piwo.
-Nie zgadzam się.
-Proszę?-jego zielone oczy, były całkowicie skupione na moich.-O mój Boże, patrz!
-Co? Nic nie widzę.
-Benzynę z 3, MilkyWaya i to piwo.-usłyszałem jak Hazz gada z kasjerką.-Lou, chodź, zapłacisz.
-Ja je pije!-wykłócałem się, gdy byliśmy już w samochodzie.
-Prowadzisz.
-Nic się nie stanie.
-Możesz mi powiedzieć o co ci właściwie chodzi?
-Kiedy ostatnio wypiłeś piwo, płakałeś, że wypala ci oko. Mam na to pozwolić?!
-W takim razie to nie było jedno piwo…
-Otwórz mi je lepiej.-poprosiłem.
Jechaliśmy chwilę w ciszy. Patrzyłem na niego co sekundkę, popijając alkohol. Uśmiechnął się nieśmiało, tak jak podczas naszego pierwszego spotkania i…
-Lou!
-Co?
-Gliny…

*Liam*
    Czy to normalne, że wstałem już pół godziny temu i leżę myśląc o osobie, której prawie nie znam? Tak, Diana od wczoraj całkiem zaprząta moje myśli… Jej oczy w których błękicie można utonąć… Jej włosy, które czasem, podenerwowana, oplatała wokół palców. I ten głos, który jest jak miód dla Kubusia Puchatka. Proponowałem jej, żeby została, bo było już późno, ale wzięła taksówkę do domu. Ciekawe czy jeszcze śpi. Ciekawe co ona jada na śniadanie… Może do niej zadzwonię? Dawała mi swój numer „w razie czego”. Nie, nie mogę dziś tego zrobić. Wyszedłbym na idiotę…
-Liam, wstałeś już?-usłyszałem krzyk Irlandczyka.
-Tak, coś się stało?
-Pomyślałem, że może zrobiłbyś mi naleśniki…
-Och, okej, ale zanieś mnie najpierw do kuchni.-zażartowałem i wyszedłem z pokoju.
-Wskakuj.-powiedział schylony Horan.
    Po chwili biegaliśmy po całym domu u siebie na baranach, drąc się ‘woohoo’. To nic, że za którymś razem Nialler wbiegł na kanapę, ‘rzucając’ mną o fotel. Pierwszy raz od dłuższego czasu się tak śmiałem!
-Co z tym jedzeniem?-pytałem, wybiegając do ogrodu i wbiegając z powrotem do domu.
-Kto pierwszy w kuchni?-zaproponował Niall i rzucił się tam biegiem.
-To nie fair! Nie byłem gotowy!-zaprotestowałem gdy wygrał.
-Sprawdźmy coś, Li.
-Co?
Żałowałem. Naprawdę żałowałem tego pytania. Otóż chciał zobaczyć, czy jak rzuci mi jajkiem w twarz, skorupka pęknie. Pękła…
-Myślisz, że jajka dobrze działają na włosy?-spytałem, rozbijając jajko na środku jego głowy.
Jego reakcja była niemal natychmiastowa. Teraz w obieg weszła również mąka… Zaraz po niej mleko. Ah tak, jak mógłbym zapomnieć o miodzie…
-Payne! Natychmiast przestań!-wydarł się przez śmiech, gdy wcierałem w niego coś lepkiego, następnie posypując białym proszkiem.
-Nie ruszaj się, jeśli nie chcesz, żebym uszkodził ci oko!-również chichotałem, przyciskając go do podłogi.
-Koniec tego dobrego!-chwila w której chwycił dżem była dla mnie straszna. Za moment moja twarz była cała w czerwonych ‘glutkach’. Westchnąłem, błyskawicznie myśląc, po co mogę jeszcze sięgnąć.

*Niall*
-Co do cholery…-słysząc damski głos, poderwaliśmy się na równe nogi. Byłem przerażony faktem, że akurat teraz musiała nas odwiedzić.
-Maura! Dzień dobry, miło cię widzieć. Ja może skoczę do łazienki i…-głos mojego przyjaciela przerwał ciszę, po czym spieprzył jak najszybciej na górę.
-Dziecko, wszystko w porządku?!-przeraziła się.
-Mamo, wiem, że to nie wygląda najlepiej, ale…
-Ale?
-Ale… Miałem dać mu wygrać? Nigdy!
Na moje szczęście rodzicielka zaśmiała się, a ja się do niej przyłączyłem.
-Nie posprzątam tego.-spoważniała i oboje obrzuciliśmy wzrokiem brudne pomieszczenie.
Byłem w szoku. Pierwszy raz widziałem coś takiego… Jajka, mleko, wszystko oprószone mąką… Dobrze, że nie widzę w jakim ja jestem stanie.
-Dlaczego przyleciałaś tak niespodziewanie?-starałem się jak najszybciej odwrócić jej uwagę od całego chlewu.
-To miała być niespodzianka. Muszę wykorzystać kilka dni urlopu, więc pomyślałam, że cię odwiedzę. Widziałam Chris chyba tylko dwa razy, chciałabym ją lepiej poznać…
Byłem wdzięczny, że nie wymsknęło mi się na głos żadne dosadne przekleństwo. Jak jej wytłumaczyć, że niby jesteśmy pokłóceni, a niby nie? Co teraz?

*Zayn*
    Siedziałem wbity w krzesło przy barze i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Nie wiedziałem co mam zrobić. O czym oni rozmawiali? To było naprawdę… dziwne.
-Słucham?-powtórzył zirytowany kelner.
-Mam nie typową sprawę… Byłem tu kilka dni temu, kojarzy mnie pan?
-Może i kojarzę, ale prędzej z radia…-starał się rozmawiać ze mną na luzie, ale widać było, że jest bardzo zdenerwowany. Świadczył o tym chociażby jego drżący i łamiący się głos…
-Były ze mną trzy młode dziewczyny… Musi pan pamiętać, były ładne, a ja nieźle wstawiony.
-A jakbym pamiętał to co?
-To może wiedziałby pan czy… Czy zachowywały się dobrze.
-Gdybym pamiętał to może bym wiedział…
-Naprawdę nie może mi pan pomóc? Nie ma tu kogoś kto był z panem na zmianie?
-Przestań z tym panem, bo dziwnie się czuję. Jestem Ricky.-podał mi dłoń. Teraz to mnie kompletnie zamurowało i musiał czekać chwilę na odwzajemnienie gestu.
-Zayn. Więc?
-Wiesz, dam ci swój numer. Zadzwoń jutro i powiem ci jeśli się czegoś dowiem.-uśmiechnął się słabo, zapisując szybko ciąg cyfr na żółtej karteczce.
-Dzięki!-ucieszyłem się, mając nadzieję na dalszy rozwój sytuacji.

Ricky oddalił się z powrotem na zaplecze, a ja kierowałem się do drzwi. W tym wszystkim coś mi nie pasowało… Dlaczego najpierw w ogóle nie chciał gadać, a zaraz uśmiechnięty dał mi swój numer? Muszę na niego uważać. Gdy byłem już na zewnątrz, przed oczami mignęła mi dziewczyna. Biegła z powrotem do tylnego wyjścia. Dziewczyna która przede mną uciekła…
_________________________________________________________________

Jakie. Nudne. Wakacje. Też tak macie? Oh, nie wiem co mam ze sobą zrobić, na szczęście wyjeżdżam. Rozdział w przyszłym tyg. raczej będzie, mam nadzieje, że uda mi się go napisać do poniedziałku c; ale kurde nie wiem co z następnymi bo jak wrócę to już będzie u mnie kuzynka która zabiera mnie na rejs i będę w domu 20 sierpnia, eh. Damy jakoś radę! :)

2 komentarze:

  1. To znowu ja! (że ty mnie nie masz jeszcze dość...wiem, to tylko kwestia czasu ;D )
    *Przeklina swoją nieumiejętność pisania komentarzy i myśli*
    Payne vs. Horan! Hahahaha... Ta walka była świetna, szkoda tylko, ze to nie jest prawda i nie ma z niej filmiku. Ech... Przydałoby się na poprawienie nastroju w razie w ;D
    Lou niech lepiej nie grzebie w samochodzie, bo nie wiem co z tego mogłoby wyjść ;D Może bryczka, albo wóz, bo o własnych siłach, pewnie już by nie pojechało ;D
    No i w końcu Sherlok Holmes aka. Zayn Malik...
    Biedny Malik, musi się nieźle napracować, ale sobie zasłużył!
    Ech... Więc to już koniec... Następny komentarz dopiero gdzieś za dwa tygodnie... Ale cóż...
    Taka cena kolonii...
    Całuje
    @Pataxxon

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko u cb tylko wakacje nudne u mnie też :)
    Ale za 5 dni wyjeżdżam :D
    Ah z tym Zaynem :)

    OdpowiedzUsuń