niedziela, 7 lipca 2013

56. Doughnut comaaa!

*Alice*
    Obudził mnie dzwoniący Drake z wytwórni. Czego ci ludzie chcą w środku nocy?
-Gdzie jesteś?
-Gdzie jestem? No w łóżku chyba…
-Eh, znowu to samo? Czekamy już pół godziny! Pobudka księżniczko.
-Co? Dobra będę za godzinę.
Opadłam z powrotem na miękką poduszkę. Mój szloch wypełnił sypialnie. Zawsze kiedy budzik mi nawalał Zay go zastępował. Zbliżał powoli swoje usta do moich, całował lekko. Śmiał się z mojej niezadowolonej miny. Czasem przynosił śniadanie do łóżka, jakieś kwiaty. Tak po prostu, za to, że byłam, oddychałam blisko niego. Jak on mógł to zrobić?
    Strasznie mozolnie szykowałam się, aby pojechać pracować nad płytą. Nic mi się nie chciało, byłam tak cholernie samotna! Kiedy Chris, Lou czy Alex pytali czy wszystko ok. w nowym mieszkaniu, gorąco potakiwałam. Tak naprawdę, kiedy tylko tu wchodzę, chcę mi się rzygać. To najgorsze miejsce na świecie! Mieszkam tu tylko ja. Sama, z dwójką dzieci. W każdej chwili mogę zemdleć, mogę nawet zacząć rodzić. Nie, Zayn nie przyjdzie i mi nie pomoże. Trzeba być… naprawdę nie fajnym człowiekiem, żeby przyzwyczaić do swojej osoby na tyle, że nie da się bez niej funkcjonować. On zawsze był. Nawet gdy dzieliły nas miliony kilometrów, on zawsze był… Był gotowy przepłynąć ocean, gdyby coś mi się stało...    
    Już wychodziłam z domu. Zamykałam drzwi, ale znów się rozpłakałam. Chwyciłam za telefon i napisałam SMS-a, że dziś nie dam rady. Wtedy zauważyłam jakiegoś kolesia zbiegającego ze schodów. Wydawało mi się, że skądś go znam…
-Przepraszam…-mój głos odbił się echem.
Obrócił się. Spoglądaliśmy przez chwilę na siebie. Ciemny blondyn, niebieskie oczy, kilkudniowy zarost. Wydawałoby się, normalny, młody mężczyzna.
-Alice?
-A ty jesteś…?
-Brian. 2011 rok, Manchester. Może mnie pamiętasz.
-Wiesz raczej nie zapomina się takich rzeczy jak…
-Pierwszy raz?
-Tak… Może wejdziesz na kawę?
-Jeśli masz chwilę…
    Skończyło się na kilku godzinnych wspomnieniach z dawnych czasów. Stwierdziłam, że nie mogło wyrosnąć ze mnie nic normalnego, gdy mój były przypomniał mi wszystkie moje akcje. Jak na przykład to, kiedy zabrał mnie nad morze, mi urwał się film dość szybko i z rozbiegu skoczyłam z klifu i gdyby nie skoczył za mną utopiłabym się.
-Ale naprawdę nie pamiętasz jak weszłaś na scenę podczas tego koncertu i podbiegłaś do wolnych klawiszy?
-Kitujesz! Zwyczajnie mnie wkręcasz człowieku, nie zrobiłabym tego nawet na próbie dźwiękowej…
-Ale zrobiłaś! Koncert Paramore, ochrona ściągnęła cię dość szybko i trafiłaś na komisariat!
-No może kiedyś… Studiujesz coś?-starałam się jak najszybciej zmienić temat.
-Pracuje w firmie ojca, to moje służbowe mieszkanie. A ty co tu robisz? Nie widziałem cię wcześniej.
I właśnie wtedy zaczęłam płakać. Po prostu się przed nim rozbeczałam jak małe dziecko… Nie wiedział co się dzieje. Wstał i po chwili usiadł blisko mnie.
-Coś się stało? Przepraszam jeśli…
-No nie widzisz? Jestem w ciąży i mieszkam tu sama!-z powrotem schowałam twarz w bluzce. Pewnie wyglądam koszmarnie, więc wolałabym teraz zniknąć. Po co żyć skoro można umrzeć?
-Nie płacz, proszę…-kompletnie nie wiedział co ma zrobić.-Jeszcze się z nim pogodzisz…
-Nie chcę się z nim godzić! Przepraszam, nawet nie umiem normalnie przyjąć gości…
-Wiem co poprawi ci humor! Pamiętasz gdy pokłóciłaś się z mamą i uciekłaś z domu? Zabrałem cię na te pyszne pączki w cukierni mojego wujka. Wstawaj, przejdziemy się. Możesz zjeść nawet trzy w drodze wyjątku…-zaśmiał się lekko.
-3 pączki od twojego wujka? Serio? Daj mi pięć minut.

*Louis*
    Obudziło mnie rżenie konia. Tak, wiem, bardzo dziwne. Po jakiejś minucie ogarnąłem, że to budzik Hazzy. Kiedyś, w NY zauważyłem go i nie mogłem się oprzeć sprawienia zabawnego prezentu. Wyciągnąłem rękę, by wymacać brązowe loki. Były na swoim miejscu. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
-Wróciłeś…-wymruczałem.
-Mhm… Powinniśmy wstać…
Przysunąłem się bliżej niego. Splotłem nasze nogi i wtuliłem się w jego tors.
-Nie sądzę, Curly…
-Musimy jechać uregulować sprawy z Managementem.
-Dobrze, ale najpierw mnie pocałuj.-podniosłem na niego wzrok.
Nieśmiało zbliżył swoje wargi do moich i musnął je. Raz, drugi, trzeci… Przerodziło się to w namiętny pocałunek.
-Chłopcy! Wstawać, zmusiłem Nialla, żeby zrobił śniadanie! O boże…-jęknął, gdy wszedł do naszej sypialni.
-Idziemy!-odkrzyknął Hazz, a ja tylko cicho zachichotałem.
    Przy śniadaniu atmosfera była naprawdę gęsta. Zwykle gadamy, żartujemy, a teraz było jak na stypie… Spoglądałem co jakiś czas na wszystkich po kolei. Liam chyba miał dobry humor, tak jak i Harry, a o reszcie szkoda gadać…
-Gdybyś potrzebował jakiejś pomocy to wiesz, że…
-Dzięki, Li.-odparł Zay.-Daję radę. Tylko mam prośbę. Moglibyście co jakiś czas dzwonić do niej i pytać czy wszystko ok.? Albo ją odwiedzić, mam jej nowy adres…
-Jasne.-uśmiechnął się jednak trochę smutno Liam. Nasz przyjaciel wygląda jakby ktoś wyssał z niego życie. Stanowczo nam się to nie podobało, jednak nie mogliśmy nic poradzić. Jeśli narozrabiał, teraz sam musi to naprawić…

*Harry*
    Wchodząc do budynku denerwowałem się jak nigdy dotąd. Złapał mnie za rękę! On naprawdę to zrobił!
-Nie musisz.-szepnąłem mu.
-Chcę.
Po chwili byliśmy już w gabinecie. Kompletnie nie wiedziałem co tam ustalimy, nie wiedziałem co się wydarzy… Bałem się cokolwiek powiedzieć.
-Więc… Przygotowałem się na każdą okoliczność, daję wam wolną rękę. Co chcecie zrobić?
-Myślę, że może… to już czas.-odezwał się LouLou.
-Tak myślałem. Przygotowałem na to specjalny plan. Najpierw moglibyśmy…
Nic nie słyszałem. Nic nie widziałem, miałem chyba zamknięte oczy. Co? Zacząłem denerwować się jeszcze bardziej. Na co jest czas? Co? Boże, czy oni planują… Co? Zaczęło brakować mi powietrze. Chciałem iść otworzyć okno, ale jednocześnie nie mogłem się ruszyć.
-Harry, dobrze się czujesz? Harry! Słyszysz mnie?-słyszałem jakiś głos odbijający się w mojej głowie echem. Wtedy poczułem jak ktoś przykłada mi inhalator do ust. Po chwili wszystko było okej, wróciliśmy do auta.
-Kochanie co ci jest?
-Nie wiem, wiesz, że nie często mi się to zdarza. To chyba z nerwów… Skąd miałeś inhalator?
-Zawsze powinieneś mieć go przy sobie, rozumiesz? Nawet jeśli wychodzisz do sklepu.
-Nosisz go ze względu na mnie?-moje pytanie zawisło w powietrzu, bez odpowiedzi. Jednak wiedziałem, że to prawda. Jak ja bym bez niego przeżył?
-Mamy dziś wolne, jedziemy do miasta?-zapytał zza kierownicy.
Przytaknąłem łapiąc go za rękę. Co teraz? Czyżby… moje największe marzenie miało szansę się spełnić?

*Zayn*
    To dopiero drugi dzień, a ja już nie daje rady przyjmować waleczną postawę i działać. To trudne, tak optymistycznie podchodzić do życia, podczas gdy mam świadomość, że straciłem wszystko. Zamknąłem oczy, biorąc wdech i wydech. Zacząłem zbierać myśli, wspominając wczorajszą rozmowę z kelnerami…

-Więc, mam dość dziwne pytanie, odnośnie mnie i pewnych trzech kobiet…
-My nic nie wiemy na ten temat.-rzekł jeden z nich. Już chcieli odejść.
-Ale zaraz. Ile czasu siedzieliśmy razem?
-Nie wiem, nie patrzyłem tam cały czas. Myślę, że jakieś 2 godziny. Potem wyszliście.
-A co robiliśmy?
-To samo co reszta.
-Dzięki…-odparłem z niezadowoloną miną.
Jeden z nich podał mi rękę na pożegnanie i odeszli. To nie był zwykły uścisk dłoni. Wręczył mi karteczkę.
„Dziś, 16, Milkshake City obok sklepu muzycznego.”
    Nie bardzo rozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Po co on chciał się ze mną spotkać? Chce przyprowadzić swoją młodszą siostrę z przyjaciółkami? A może wypić shake w moim towarzystwie? Zaśmiałem się mimowolnie na tę myśl. Punkt 4 czekałem w barze. Na szczęście koleś nie należał do spóźnialskich…
-Przekupiły ich.
-Słucham?
-Oni byli przez całą imprezę. Ja dołączyłem pod koniec. Kobiety z którymi pan był, przekupiły ich. Mieli milczeć, nic nie wspominać.-tłumaczył powoli i bardzo cicho. Widać, że trochę się bał, że wszystko się wyda.
-Wie pan coś co mogłoby mi pomóc?
-Przez całe after party przystawiały się do pana, nie dając chwili spokoju. Był pan…
-Tak. Spity jak świnia…
-Właśnie. Jakoś pod koniec wyszliście. ‘Aura Club’, usłyszałem przez przypadek, gdy wzywały taksówkę. To chyba wszystko…
-Dziękuje bardzo! Gdybym mógł się jakoś odwdzięczyć…
-Drobiazg. Mam nadzieję, że to pomoże. Do widzenia.
Wstał i po prostu wyszedł. Człowiek, który stał się moim bohaterem. Gdyby nie tacy uczciwi ludzie, nic by się nie udało…

    Od razu po śniadaniu byłem w drodze do klubu. Miałem nadzieje, że zastanę tam kogoś, kto będzie chciał ze mną gadać. Po półgodzinnej przeprawie przez miasto nareszcie się do niego dostałem. Nie wyglądał zbyt… porządnie. Wyglądał na pup gdzie co noc ktoś kogoś gwałci, ktoś rzyga w kiblu, ktoś handluje jakimś towarem, ktoś zgasza miliony fajek na ścianach czy stołach. Wystrój nie był taki straszny, trochę dziwkarski, ale dało się wytrzymać. Naprawdę widać, że dużo się tu dzieje… Usiadłem przed barem, licząc, że ktoś do mnie podejdzie. Mimo dzwoneczków zawieszonych obok drzwi, chyba nikt nie zorientował się, że tu wszedłem.
-Megan, do kurwy nędzy! Kiedy wreszcie przestaniesz odwalać jakiś akcji?!
-Nie krzycz Ricky… Ja tylko pomagałam, nie możesz po prostu przenocować mnie kilka dni?
-Śpij u swojej zajebiście mądrej przyjaciółeczki. Niech zgadnę, Cara to wymyśliła?
-Spokojnie braciszku… Czasu już nie cofniesz.
-Nie przyszło ci do głowy, że on może podać was na policję?
-Był tak wstawiony, że nawet nie wie, że był na jakiejś imprezie, spokojnie. Wszystko było starannie zaplanowane…
Niejaki Ricky właśnie zmierzał w moją stronę. Rzucił mi jedno spojrzenie, a po chwili przyjrzał się bardziej. Miałem wrażenie, że zaraz wyjdą mu oczy…
-Dzień dobry…-zacząłem.

-Chwila.-rzucił w pośpiechu i wrócił szybko na zaplecze.-Wypi*rdalaj przez tył. Szybko!-szepnął do dziewczyny.
______________________________________________________________

Heeej ;) Co do waszych pytań. Moje świadectwo-czerwony pasek. Codziennie zadaje sobie pytanie 'Jak?' i dalej nie ogarniam, ale w końcu to ja. Moje plany na wakacje... Ej, też miałam zamiar pouczyć się trochę grać na gitarze! c; oprócz tego 15 lipca wyjeżdżam do Londynu na obóz językowy, a potem spędzę tydzień na łódce na mazurach. Nie wiem jak to wytrzymam, będzie ciekawie ;D + wplotę w to przyjazd do kuzynki i takie tam. 
Za tydzień normalnie dodam rozdział, a za 2 tyg może poprosze przyjaciolke zeby dodala bo nie wiem jak bedzie tam z internetem ;) 
I jak mijają wam wakacje? Ja założyłam specjalny zeszyt w którym krótko opisuje każdy dzień, żeby pod koniec do niego zajrzeć i móc odpowiedzieć sobie na pytanie 'Na czym straciłam najlepsze 2 miesiące w roku?" haha

4 komentarze:

  1. Jupi! Jestem pierwsza :3 Superowy rozdział :) Czekam na następny :D Wpadnij do mnie http://storyaboutsupernaturalandonediection.blogspot.com/2013/07/hej.html
    RIDA

    OdpowiedzUsuń
  2. Przychodzę do domu, a tu taka miła niespodzianka ;D
    Rozkręca się ;D Ach... Z każdym rozdziałem coraz bardziej wkręcam się w sprawę Zayna i wymyślam coraz to różniejsze scenariusze...
    Ja tez wyjeżdżam 15, tylko na kolonie ;D
    Całuje ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz to będzie się dziaaałoo :D Genialny rozdział,nie mogę się doczekać kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ajj akcja się kręci :)
    Genialne opowiadanie!
    Pozdro. -Żeluś

    OdpowiedzUsuń