sobota, 22 czerwca 2013

54. Just 10 days...

*Zayn*
    Minął jeden dzień odkąd mnie „rzuciła”. Jeden dzień, a ja mam wrażenie, że to wieczność. Za to dziś z powrotem włączę mózg zaczynając racjonalnie myśleć i działać. Na śniadanie zszedłem z dobrym humorem. Oczywiście na tyle dobrym ile to było możliwe w tej sytuacji… Przywykłem, że czeka na mnie moja dziewczyna, Chris z czymś pysznym i roześmiani przyjaciele. Teraz Niall skubiący jakieś płatki i Liam, który spojrzał na mnie z irytacją i nutką pogardy, pijąc sok pomarańczowy. Mój ‘dobry humor’ minął.
-Co zamierzasz teraz zrobić?-rzucił, dalej pijąc.
-Wiesz… Zadaje ci to pytanie od pół roku.
-Co masz na myśli?
-Człowieku, co ty ze sobą robisz? Codziennie bierzesz do łóżka inną.
-Robię to bo jestem dorosły i wolny. Ty nie, a mimo to to zrobiłeś. Nigdy jej nie zdradziłem, ok.?
Miał racje. Te dwie sytuacje są nie do porównania.
-Zastanawiam się czym ja zawiniłem.-odezwał się niespodziewanie Horan.-Christina uciekła i już nie wróciła.
-Wróciłam, głupku.-zawołał jakiś głos, który zagłuszył trzask drzwi.-Po rzeczy.
-Jakie rzeczy?
-Moje i Alice.
-Gdzie ona jest?-chyba za szybko zareagowałem.
Spojrzenie typu ‘jeb się’ i ruszyła na górę.
-Dzięki Zayn! Ona się wyprowadza.-powiedział ironicznie i również pobiegł na górę.
Liam spojrzał na mnie ostatni raz również odchodząc. Jestem sam w tym gównie. Zupełnie sam. Nikt mnie nie wesprze, bo to ja jestem ‘ten zły’. Nie, jeszcze nie jestem gotowy, aby się z tym zmierzyć…

*Harry*
    Jest noc, a ja błądzę po Londynie. Czułem, że nie mogę zostać w tym domu. Zaczerpnąłem głęboki wdech. Dziś jest dość zimno. Będę chory, bo tym razem Lou nie przypomniał mi o ciepłym ubraniu. Nie wiem gdzie jest mój mąż. Kupiłem piwo, a zaraz po tym wróciłem po następne. Spacerowałem już długo. Nagle po prostu usiadłam na środku chodnika. Było pusto, byłem sam. Po głowie chodził mi cichy głos ‘wstawaj, bo przeziębisz pęcherz!’. To jego głos. Jego echo mnie drażniło póki się nie oderwałem od chłodnego podłoża, ruszając dalej. On żałuje. Żałuje, że mnie pocałował. Ja udaje, że również jestem tym tak zmartwiony. Tak naprawdę cholernie się cieszę i czuję, że popełniam jakąś zdradę. Nie powinienem się cieszyć. Wielu rzeczy nie powinienem, ale jak powstrzymać uczucia? Chciałbym poczuć słodycz jego ust. Chciałbym dotknąć jego gładkiej skóry i usłyszeć jak śmiesznie mruczy.
    Nieświadomie znalazłem się na Tower Bridge. Jedno spojrzenie na Tamizę przywołało falę wspomnień sprzed pięciu lat. Gdy byłem młodszy zastanawiałem się, jak to jest tak kochać, aby nic więcej się nie liczyło. Kochać tak, aby nie oglądać się na innych, ani nawet na samego siebie. Aby widok pewnej osoby był jak wybawienie, coś niesamowitego. Wtedy pojawił się on. Pierwsze spotkanie w toalecie po którym zaczęła się nasza przyjaźń. Pamiętam co było potem. Stał się dla mnie powietrzem. Wszystko robiliśmy razem, od jedzenia, przez żarty, po spanie w jednym łóżku. Zakładałem wtedy na noc bluzę Jack’a Wills’a, bo zabierał mi kołdrę. Zachichotałem na wspomnienie, jak bardzo sentymentalna była dla niego. Podczas naszej pierwszej trasy w Ameryce, zostawiłem ją w jakimś hotelu. Biegał cały dzień aby ją odzyskać i udało mu się. Cały Lou…
    Chcę się upić. Najpierw jednak przydało by się coś zjeść, bo jestem na głodzie od wczoraj. Zadecydowałem, już z dala od naszego domu. Nie miałem pojęcia gdzie byłem… Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu sklepu. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom! Znajdowałem się przy starym dworcu, gdzie jest bar, prawdopodobnie całodobowy. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że… To tu przeszła mi przez myśl możliwość, że mogłoby między nami być coś więcej. To było po imprezie zakończenia x-factor…

    Przez całe to zamieszanie i tłum, zacząłem nerwowo szukać Louisa. Wszyscy twierdzili, że nie mają pojęcia gdzie jest. Nagle coś pociągnęło mnie za rękę. Mignęła mi jego twarz i gest, którym mnie przywoływał. Wyszliśmy na zewnątrz.
-Spacer?-spytał nieśmiało.
-Oh, czytasz mi w myślach.-uśmiechnąłem się i ruszyliśmy przed siebie.
-Tędy. Zaprowadzę cię gdzieś.
-Gdzie?
-Widziałem, że nic nie zjadłeś.
-Taak, tak jak ty. Jestem mega głodny. Te krewetki były do dupy. A kurczak…
-Suchy i gumowy…
-Właśnie. Sądzisz, że tak miało być?
-Nie znam się na najnowszych gastronomicznych trendach.-zaśmiał się słodko.-W każdym razie, na pewno będą twierdzić, że tak się teraz podaje…
Teraz ja też się do niego przyłączyłem, myśląc jak to możliwe, abyśmy się tak dobrze rozumieli…
    Szliśmy już dość długo, a ja dalej nie wiedziałem co on zamierza robić. Nagle zatrzymał się przy dworcu. Było tam wyjątkowo przerażająco. Mógłbym przysiąc, że w tym mrocznym korytarzu, którędy mieliśmy przejść, chodzi cała masa myszy i innych okropieństw.
-Styles, nie marudź. Jesteśmy już właściwie na miejscu.
Nagle moim oczom ukazała się obskurna buda i jakiś podstarzały facet, który rozwiązywał krzyżówkę.
-Dobry wieczór, Ben.-ukłonił się mu.-Weźmiemy dwa kebaby.
To było dziwne… Co ten koleś robi tu o tej godzinie? Zasiedział się? Do tego zaczęli rozmawiać, wyglądało na to, że się znają. Ta dzielnica to jakiś inny świat… Gdy LouLou chciał zapłacić, tamten zaczął protestować. Mój przyjaciel ostatecznie wrzucił banknot do puszki z napisem ‘napiwki’ i wręczył mi fastfooda. Nie byłem za bardzo przekonany do próbowania tego.
-Nie bój się, mięso ze szczurów nie jest takie złe…-odezwał się, widząc moją minę.
-Co?!
-Hazz, spokojnie, żartowałem. To jest pyszne, spróbuj. Zaufaj mi.
-Od zawsze ci ufam…
-Nawet po tym, jak obiecałem, że będę pilnować twojego kota, a staż pożarna ściągała go z drzewa w pobliskim lesie?
Londyn jakby żył teraz naszym śmiechem. Kochałem spędzać z nim czas i tworzyć takie wspomnienia…
-Tommo, nie przejmuj się. On już taki był, trochę jak ty…
-Skąd wiedziałeś, że mnie też kiedyś ściągali z drzewa?
-Haha, serio?
-Miałem może z 6 lat!
    Dalej siedzieliśmy pod starą stacją, gdy poczułem mocny powiew wiatru. Robiło się naprawdę nieprzyjemnie, ale nie odczuwałem tego. Liczyła się chwila. Piękny wschód słońca, który ozdabiał szare ulice miasta. Coraz więcej samochodów zapełniało drogi, ludzie zaczęli opuszczać domy, zwykła codzienność…
-Fajnie było by tak spacerować na zawsze…-przerwałem cisze, niemalże szepcząc.
-To było by dla nas genialnym pomysłem na życie…
-Tak uważasz?
-Tak. Do szczęścia wystarcza nam nasze towarzystwo, nie jest tak? Aha, no i jeszcze może żarcie ze szczurów.
Może być tylko on. I ciemność, pustka, bezgraniczna nicość i on. Moje powietrze, druga połowa mnie, mojego serca…

    Byliśmy szczęśliwsi niż teraz. Tacy beztroscy, poza wszystkimi zasadami i ograniczeniami… Ben szykował mi coś smacznego, a ja zacząłem rozglądać się za pudełeczkiem. Stało tam stale w tym samym miejscu. Wrzuciłem tam zawartość mojego portfela, zostawiając tylko na jedną butelkę trunku. Usiadłem na ławeczce w pobliżu. Jego głos znów dudnił w mojej głowie. „Smakuje ci, Curly? Uważaj, nie pobrudź tych spodni. Ehh, chyba zbiera się na deszcz…”. Z zainteresowaniem wsłuchiwałem się w głos wyimaginowanego Tomlinsona. Spojrzałem w niebo. Pierwsze kropelki nieśmiało otulały mnie i wszystko wokół. Skończyłem jeść i ruszyłem po coś mocniejszego. Gdy już dotarłem do celu, byłem całkiem przemoczony. Jedynym rozsądnym wyjściem była budka telefoniczna. Wlazłem do środka, rozsiadając się i pociągając pierwsze łyki.
-Wypije to i zadzwonię…-poinformowałem samego siebie, zastanawiając się już, co właściwie powiem.
    Nie powinno tak być, ale po opróżnieniu butelki poczułem się dobrze. Wykręciłem dobrze znany mi numer. Nie odbiera. No tak, zapewne śpi. Nagram się, tak będzie lepiej.
-Witaj kochanie! Dzwonię, bo chciałem żebyś wiedział, że ja się zajebiście cieszę. Ten pocałunek na Brit to coś niesamowicie pięknego i to dobrze, że są takie mikstury, które zmusiły cię do zapomnienia o tym co pomyślą inni. To znaczy, że jest jeszcze dla ciebie ratunek, może jeszcze zdołasz poczuć szczęście jak ja… Możemy się jeszcze kiedyś tak razem naćpać i wtedy wyznamy wszystko światu, co ty na to? Będzie ci łatwiej, a potem… Potem zwariujesz, poczujesz się gorzej niż teraz. Być może poczujesz się gorzej od faceta, który ma świadomość, że jego współmałżonek się go wstydzi, kto wie… Przemyśl to i daj znać. Ciekawe czy stchórzysz… Dobranoc, dzień dobry i w ogóle cześć…

*Zayn, kilka dni później*
    Leże. Po prostu wyleguje się słuchając muzyki, podczas gdy cały świat zapewne mnie znienawidził. Jestem zerem. Chris Martin wbija mi do głowy kolejne piękne melodie, takie jak Fix You. Och tak, potrzebuje kogoś, kto mnie naprawi… Kto powie, że dam radę i odzyskam wszystko co straciłem. Poczułem szturchnięcie. Otworzyłem oczy i leniwie obróciłem się na plecy. Alex mnie odwiedził. Już po mnie… Niepewnie ściągnąłem słuchawki.
-Hej, wpuścili mnie…
-Witam.
-Rozmawiamy grzecznie?
-Tak chyba będzie lepiej…
-Posłuchaj… W 99% wiem, że tego nie zrobiłeś. Po prostu wiem. Więc zbierz dupę z tej kanapy i zrób coś z tym, zanim będzie za późno!
-Co ja mogę?-westchnąłem.
-Nie wkurwiaj mnie. Ubierasz się, idziesz ustalić o której wyszedłeś z tego after party, pytasz kierowcę do którego klubu cię zawiózł, gadasz z barmanami, potem z ludźmi z hotelu. Znajdź tą dziwkę. Udowodnij wszystkim i sobie, że tego nie zrobiłeś. Pobaw się w detektywa. Masz na to dziesięć dni. Po tym czasie masz być z nią pogodzony. Wszystko ma być dobrze, ładnie i kolorowo. Rozumiesz?
-Tylko dziesięć? Ona nie uwierzy…
-Masz zrobić tak, żeby uwierzyła. Nigdy chyba sobie nie zdasz sprawy, idioto, jak bardzo ona cię kocha mimo tego całego gówna…

Wiecie jak dobrze się pisze bez Internetu? Zwykle miałam włączonego TT, czasem jeszcze fb lub coś, a teraz nie mogłam i napisałam bardzo szybko jak na mnie ;p (rozdział dodaje z telefonu).

Tak PS, a nie mówiłam! Doczekaliśmy się wakacji! Tzn. takie formalne będą za tydzień, ale wątpię byście jeszcze gnili w tej budzie, haha. Wybieracie się gdzieś czy też raczej grzejecie dupy w domu? ;)

6 komentarzy:

  1. *-* matko jak ja to kocham!! *-* świetne... już nie mogę się doczekać nexta i tego co zrobi Zayn :D w sprawie wakacji to ja zostaje w domciu :P i przepraszam że nie dodałam koma do poprzednich rozdziałów ale po prostu mi się coś popsuło w kompie i nie mogłam kliknąć.. :( pozdrawiam Nata :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Alexa, masz 10 dni i koniec.
    Reszty nie skomentuje bo nie wiem jak, po prostu nie umiem tego ubrać w słowa...
    Czekam na następny, kochana ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Superancki rozdział!!
    A co do wakacji to jadę na 2 tygodnie do Niemiec...

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej, czekam już z niecierpliwością na nowy rozdział ;d :)

    OdpowiedzUsuń
  6. CIEKAWE !
    niech Zayn zrobi wszystko co się da!dziesieć dni to bardzo mało,ale mam nadzieje,że mu się uda.on musi do niej wrócić i pomóc jej.przecież dziewczyna jest w ciazy!
    czekam na nowy,pisz szybko :3
    ZAPRASZAM DO MNIE: http://life-is-not-that-easy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń