poniedziałek, 10 czerwca 2013

52. Co jest dozwolone?

W tym i następnym rozdziale mogą pojawić się nieocenzurowane przekleństwa  

    Siedziałam po turecku na łóżku i czekałam na Zayna. Coraz częściej myślałam o porodzie i sprawach tego typu. Miałam już dość, szczególnie, że musiałam skrócić trasę koncertową i zacząć pracować w studiu, z dala od fanów…
-Zay, ile można się przebierać?-krzyknęłam w stronę łazienki.
-Spokojnie, już idę. 5 minut beze mnie nie wytrzymasz, co?-uśmiechnął się głupio, na co wytknęłam mu język.
Jednym ruchem mnie położył i musnął wargami moje usta. Odpowiedziałam na pieszczotę, ale po chwili jęknęłam z bólu.
-Kochanie, co jest?-zaaferowany odskoczył ode mnie, marszcząc czoło.
-Rodzę.
-Co?!
-Wyluzuj trochę. Jedno z tych twoich dzieci mnie kopnęło…
-Serio?-zrobił minę jakby dopiero teraz ogarnął, że jestem w ciąży…
Chwyciłam delikatnie jego rękę, przenosząc na mój brzuch. Wystarczyła chwila, aby wyczuł następne kopnięcie.
-Widziałaś to? Widziałaś? Matko, to moje dziecko! Rozumiesz?!
-Nosze je już piąty miesiąc, zdążyłam się zorientować.
-Fajnie co nie?
-To nie ty musisz sikać co minutę i dźwigać geny jakiegoś jełopa. To nie jest fajne.
-Ale jak już je urodzisz, to będzie fajne.
-Ja ich nie urodzę.
-To co z nimi zrobisz?
-Wypluje. Po kiego muchomora ciągle mi o tym przypominasz?-naburmuszyłam się.
-Ja? Jasne…
-Zapisałeś nas nawet do jakiejś pieprzonej szkoły rodzenia! Nie mam czasu na takie bzdury.
-Nie. Po prostu się boisz. Boisz się, boisz się, boisz się…-powtarzał jak mały chłopiec co doprowadzało mnie do szału. Skończyło się to na namiętnym pocałunku…
-Au!-tym razem on syknął, gdy uszczypnęłam go w pośladki.
-Och, zamknij się Malik.-westchnęłam ze śmiechem, ściągając z niego czarny t-shirt i jeansy.
-Mogłabyś być grzeczniejsza…
-To znaczy?
-Na przykład nosić spodnie które łatwiej się ściąga!
Gdy mu się udało usiadł na mnie okrakiem i znów wpił się w moje usta. Przejechał delikatnie ręką po linii mojej talii, na co zadrżałam. Następnie poczułam ciepło jego oddechu na szyi i pociągnęłam go za włosy. Jęknęłam cicho gdy polizał skórę za moim uchem, zaczynając kolejną malinkę… Niestety, Zayn gwałtownie wyskoczył z łóżka i cały czar prysł.
-Przepraszam, nie mogę…
-Co?-zachichotałam.
-To znaczy mogę, ale…
-Nie chcesz.-dokończyłam smutno.
-Właśnie. To znaczy chcę, naprawdę chcę, tylko…
-Po prostu już ci się nie podobam. Wiem, nie mam już płaskiego brzucha, ale troszkę się do tego przyczyniłeś…
-Jesteś prześliczna, po prostu boję się.
-Czego?
-Tam są nasze dzieci! Nie wydaje ci się, że… to nieelegancko z mojej strony?
-Sorry kochanie, ale tam nie dosięgniesz.
-Nie? No tak, nie. Myślisz, że nie będą złe?
-Pytaj.
W tym momencie klęknął, zbliżając twarz do mojego brzucha, co spotkało się z moim rozbawieniem.
-Mogę? Będę ostrożny, maluchy.
    Od rana, a właściwie południa, szykowałam się na galę, na której mieliśmy się pojawić dzisiejszego wieczoru. Nie przypuszczałabym, jak ciężko wybrać sukienkę mając z kilometr w biodrach!
-Ciesz się, że to nie ośmioraczki. Ostatnio czytałam artykuł o bardziej pechowej pani, która w ostatnich dwóch miesiącach musiała leżeć w łóżku, a jej brzuch sięgał prawie sufitu!
-Cicho Chris, pomóż mi to zapiąć.
-Nie ma szans. Może powinnyśmy pojechać na zakupy? Albo zadzwoń do swojego stylisty i po sprawie. Na pewno coś wykombinuje.
Posłuchałam przyjaciółki i poszłam do salonu po telefon.
-Hej Steve, musisz mi przygotować sukienkę na dziś.
-Idziesz gdzieś?-przeszkodził mi mój chłopak.
-Gala, głuptasie.-odpowiedziałam szeptem.-Więc masz jakieś pomysły lub…
-Oddzwonimy.-wyrwał mi telefon i warknął do słuchawki.
-Jak ty się zachowujesz?-oburzyłam się. Wszystkich nagle przestali interesować Przyjaciele i przysłuchiwali się o co tym razem się pokłócimy…
-Przecież nie idziesz na żadną galę.
-Owszem, idę. Jestem nominowana w katego…
-Co z tego? Jesteś w ciąży, a tam jest hałas, alkohol, dużo ludzi i w ogóle.
-Więc powinnam siedzieć w domu?
-Tak. Taylor Swift też nie było ostatnim razem, a ona nosiła jedno dziecko. Nagrała krótki filmik i gdy wygrała, odtworzyli go.
-Ale ty oczywiście pójdziesz.
-Muszę tam być.
-Ja też.
-Ale ja nie urodzę bliźniaków.
-I mówią, że ojcowie powinni mieć takie same prawa do dzieci… Z takim nastawieniem, nawet nie sądź się o opiekę nad nimi. A ja i tak tam pójdę.
-Nie pójdziesz.
-Pójdę!
-Zostajesz tu, kurwa!-krzyknął, ściskając w złości mój nadgarstek.
Tego było już za wiele. Co on sobie w ogóle wyobrażał? Moje kolano z impetem uderzyło w jego krocze.
-Nie dotykaj mnie, chuju.-moje słowa, zagłuszał jego jęk. Leżał już na podłodze. Nie zamierzam żałować.
Ruszyłam w stronę schodów, gdy coś ścisnęło mnie w brzuchu. Mimowolnie skuliłam się nie wytrzymując z bólu. Któryś z chłopców do mnie podbiegł i usłyszałam cichy głos Zayna „Wszystko okej?”, ale nie miałam zamiaru się już kłócić, więc powoli udałam się na górę, zamykając pokój na klucz.
   
*Louis*
    Dziś awantura aż wisiała w powietrzu, więc wolałem być grzeczny. Nie chciałem wiedzieć co się jeszcze wydarzy, bo podczas Brit, zawsze dzieje się coś ciekawego. Na przykład w zeszłym roku przed występem, Rihanna coś wciągała i zaczęła śpiewać nie swoją, a naszą piosenkę! WMYB na sucho w jej wykonaniu nawet mi się podobało. Dziwne, że po tylu latach od wydania, ona doskonale znała tekst. Cóż, dragi czynią cuda. Co roku modlę się, aby tematem plotek następnego dnia nie było One Direction…
-LouLou, widziałeś gdzieś moją stylową muszkę?-pytał śpiewająco mój mąż.
-Nope. Chociaż… sprawdź w pościeli. Ostatnio zakładałeś ją gdy… no wiesz.-zaśmiałem się.
-Co z Zayem?-zagadnąłem przechodzącego obok Irlandczyka.
-Już trzecią godzinę spaceruje po parku. Sądzę, że troszkę go boli, ale może to zapije i dobrze wystąpi. Ciesz się, że jesteś gejem, bracie. Kobiety biją bez wyczucia. Żaden facet nie zrobił by tego swojej miłości…-westchnął dalej siłując się z guzikami koszuli.
    Podczas rozdania nagród panowała mroczna atmosfera, lecz kiedy kolejny raz wygraliśmy najważniejszą statuetkę wpadliśmy w szał. Na after party nasz stolik był najgłośniejszy i lało się tam najwięcej alkoholu. Nawet nie wiem już z iloma gwiazdami tańczyłem, ale postanowiłem zaszaleć. Dało się jednak zauważyć, że Horanowi nie służy brak jego drugiej połówki, gdyż wskoczył na stół śpiewając do nóżki z kurczaka i densząc na odległość z Cher Lloyd. Tak, nasza koleżanka również miała wyraz twarzy typu „Ale ładny obrus, chyba jestem na koncercie, ale gdzie mój żyrandol, stado mrówkojadów się zbliża”. Payne oczywiście wyrwał już jakąś blondynkę i nie byłem pewny czy to przypadkiem nie Nicki Minaj. Minaj wychodząca rano z jego sypialni, przechodząca przez kuchnię, w której będę leczył kaca. Ciekawe. Nie mogłem namierzyć Malika, ale nie przejmowałem się tym twierdząc, że jeśli teraz nie przeprasza matki swoich dzieci na kolanach, myśli w samotności. Wtedy podeszła do mnie cycata dziewczyna i nie wiele myśląc zaczęliśmy gadać kręcąc się w rytm muzyki. Wśród upitych twarzy celebrytów, zauważyłem pewną smutną osobę, kryjącą się w kącie. Tak, to właśnie Harry. Uciekłem od nowej znajomej, by z nim pogadać.
-No chyba nie jesteś zazdrosny o kobietę!-powiedziałem odrobinę za głośno.
-Chciałbym też tak z tobą…-odpowiedział, spuszczając głowę w dół.
-Serio? Spotkajmy się za 5 minut pod barem, zobaczę co da się zrobić.
Jak zabawa to zabawa! Cóż, coś musiało mi pomóc…
-Jest tu coś mocniejszego od wódki? Coś po czym całkiem popłynę i jutro nie będę pamiętał. Dwa razy, proszę.
-Już się robi.
Dostałem błękitny płyn. Hmm, chyba większość sali po nim funkcjonuje, bo do tej pory miałem wrażenie, że jestem zbyt drętwy na to towarzystwo.
-Nie odpowiadam za nic co zrobię po wypiciu tego!-krzyknąłem do kamery, która akurat się zbliżyła.
Wylałem trochę na Hazzę, każąc mu pić. Nie wiedziałem co właściwie zamierzam zrobić. Wyciągnąłem go na sam środek parkietu i zaczęliśmy skakać do najnowszej piosenki Davida Getty. Po chwili wszystko wirowało, lub to ja wirowałem. Każdy z kolorów tęczy walał mi się przed oczami, stale oświetlając każdy centymetr naszych ciał. Nie mogłem przestać się ruszać, bo od razu padłbym na ziemie. Nie przerwanie wrzeszczałem słowa piosenek których wcale nie znałem. Co moment gubiłem gdzieś Stylesa, więc mocno trzymałem go za rękę. On natomiast wskakiwał mi na plecy, próbując ukraść czapkę Eminema. Czułem się jak na największym Rollercoasterze w Disney Landzie. Jakbym był ziarenkiem piasku molestowanym przez ocean. Tak, oczywiście wtedy krzyczałem „woda mnie molestuje”, spotykając się tylko z dłońmi Loczka błądzącymi po mojej głowie. Chyba chciał mi coś przekazać. A jeśli coś się stało? Nie mogłem go usłyszeć. Nie słyszałem już nic, oprócz tępego echa muzyki, która robiła ze mną co chciała. Ktoś ciągnął mnie za ręce, próbując zrobić zdjęcie. Ja dalej pląsałem, modląc się o to, by ta noc się nie kończyła.
-Spokojnie, BooBear.-szepnął mi do ucha mąż, gdy zabrzmiała kojąca piosenka.
Myślałem, że wyciszenie się będzie o wiele trudniejsze, ale szybko złapaliśmy wspólny, wolny rytm, kołysząc się w lekkim uścisku.
-Zawsze chciałem to zrobić.-uśmiechnął się, szepcąc.
-Mogę robić to ciągle, jeśli załatwisz nam więcej tego niebieskiego.
-Kocham cię.
-Ja też cię bardzo kocham.-odpowiedziałem, wciąż o ton za głośno.
-Cicho Loui. Powinieneś być tu z Dianą…-bredził coś od rzeczy.
-Kto to Diana?
-Twoja dziewczyna, Lou.
-To my nie jesteśmy małżeństwem?! Napij się.-wcisnąłem mu drinka, którą zabrałem 50centowi. On pewnie pije mocne, więc ok.
Od pewnego czasu doskwierał mi brak romantycznej melodii, która wcześniej otulała całe pomieszczenie. To chyba oznacza koniec wolnego, a ja jestem dżentelmenem.
-Dzięki, kochanie.-połączyłem nasze usta w głębokim pocałunku, śmiejąc się do niego, jak małe dziecko. Wolność i miłość to dwa najlepsze uczucia na świecie…
  
*Chris*
    Tym razem Zayn przegiął, to fakt. Alice wyszła z ukrycia dopiero gdy miała pewność, że chłopców nie ma. Naturalnie też zostałam, aby jej pilnować. Kto wie co strzeli jej, lub jej dzieciom do głowy. Rozsiadłyśmy się na sofie, oglądając bacznie transmisje z Brit.
-Skoro nie mogę tam być, pooglądam…
-Możesz tam być. Przecież…
-On ma rację, Christina. Lepiej będzie jeśli będę się trzymać z dala od niebezpiecznych miejsc. Oczywiście tak łatwo mu nie odpuszczę dzisiejszego numeru, ale on nas kocha i się boi.
    Gdy Lena dowiedziała się, że wygrała i mogła tam odebrać tą nagrodę, była jeszcze bardziej zła. Miałam chociaż nadzieje, że ten młot nie pójdzie na tą popijawę, tylko wróci ją przepraszać. Czekałyśmy i czekałyśmy… Ona też miała nadzieje. Co chwile zerkała na zegarek i z minuty na minutę smutniała. Na nagraniu z after party nie zauważałyśmy go, więc sądziłam, że utknął w korku.
-Idę po coś do jedzenia.-zakomunikowała odchodząc do kuchni.
Właśnie wtedy go pokazali. Z bardzo ładną brunetką, siedzącą mu na kolanach.
-Fuck.-wymsknęło mi się, przez co zwróciłam jej uwagę.
-Co?-zwróciła głowę na ekran.
-Idź już może spać, co? To męczący dzień. Ja już idę.-wyłączyłam telewizor, prowadząc ją na górę.
-Wejdę jeszcze na Internet, kładź się.-wydukała szybko ze szklankami w oczach.

    Obudziłam się obok spitego jak świnia blondyna, słysząc jakieś krzyki. O-oł. „Spierdalaj, skurwielu!”. No to chyba nie jest dobrze…
_______________________________________________________________

Prze-pra-szam. Może nie wiecie, ale rozdziały zawsze pisze w pt od 24-1/2 w nocy i w sb od 24 do 3 w nocy. W piątek usnęłam przytulona do laptopa, najwidoczniej musiałam odespać tydzień, w sobotę miałam imprezę urodzinową (tak, szybko się obudziłam, bo urodziny mam w marcu) i przyjaciółki u mnie spały. Więc rozdział jest dopiero dziś. Co do ośmioraczków:


Jak byłam mała zobaczyłam zdjęcie kobiety z kilka razy większym brzuchem i to była masakra. Wyobraźcie sobie takie rodzić, a potem wychować ;ooo.

Aha i jeszcze wam miałam pokazać najzajebistrzy tort na świecie (już z dziurami po świeczkach xd):


A teraz wyobraźcie sobie jaki był zajebiście dobry #haha. 
#Holidayiscoming

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz