niedziela, 2 czerwca 2013

51. Bo we mnie jest seks...

*Chris*
    Nie odzywałam się do Nialla ok. tygodnia. Zwykle przeprasza po 2 dniach, ale chyba zmienił taktykę. Teraz sama przyszłam do ich domu, w którym właściwie też pomieszkuję, aby zobaczyć się z Alice. Po tym jak oznajmiła nam, że jest w ciąży, wszyscy się zmyli zostawiając mojemu rzekomemu chłopakowi pole do popisu.
-Też byś takie chciała?
-Co?-zapytałam ze zdziwieniem, że zaczął ze mną gadać.
-No takie małe Horanki.-stanął teraz naprzeciw mnie i pocałował w szyję.
-Przestań.-starałam się zachować powagę.
-Czemu?
-Nie dałbyś rady nawet takich zrobić.-pozwoliłam sobie się zaśmiać, co było chyba na miejscu.
-Dałbym. Jestem z Irlandii!-splótł delikatnie nasze palce.
-I ty naprawdę myślisz, że urodziłabym ci takie dzieci?
-Pewnie. Kochasz mnie.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową i uśmiechnęłam się. Już byłam jego… Ehh, pieprzony urok osobisty!
-Akurat.
-No przecież widzę jak się cieszysz na mój widok.-nonszalancko się szczerzył. Zauważył, że już ma z górki.
-Śmieje się z ciebie, bo ubrałeś bluzkę którą kiedyś przez przypadek wsadziłam w kuwetę u mnie w domu.
-Co?-jego mina drastycznie uległa zmienie.
-Co tam mówiłeś? Chcesz mi zrobić dzieci?
-Prałaś ją?
-Kogo?
-Dobra już okej. Tak, właśnie ogarnąłem, że nie masz kota. Wracając do tematu…
-Nie było żadnego tematu. Zostawiłam żelazko na gazie. To cześć…
Ucieczka trochę się nie powiodła kiedy przyciągnął mnie do siebie za rękę i pocałował.
-Pozwoliłam ci?
-Jesteś moja, więc sam sobie pozwoliłem.
-Nie jestem.
-Jesteś.
-Nie jestem.
-Jesteś.-tym razem szepnął, robiąc mi malinkę z uchem.
-Jestem.-przyznałam co spotkało się z jego zadowoleniem.-Ale skoro sam sobie pozwoliłeś, to dzieci też zrób sobie sam!
-Wiem, że najchętniej teraz poszłabyś do łóżka.-zaśmiał się. Za wszelką cenę chcę mnie zirytować. Ale coraz bardziej podobała mi się ta głupia gierka.
-Nie prowokuj mnie.
-Bo?
-Będę zmuszona nazwać cię Irlandzkim zgredem.
-Lepiej być Irlandzkim zgredem niż dziewczyną która ma ochotę go bzyknąć.
-Niall!
-O proszę! Krzyczysz moje imię, chociaż jeszcze nawet cię nie dotknąłem. Tak, jesteś nieźle napalona.
-Oh, Boże…
-Zostaw sobie te jęki na później, mówię ci.
-Lecz się.
-Może ty mnie wyleczysz?
-Tak, do cholery, kupię w sex shopie strój pielęgniarki i cię wyleczę, idioto.
-Ty to powiedziałaś… Chociaż z drugiej strony… Widzisz? Jak chcesz to potrafisz!
-Chyba musisz iść na dziwki, bo z tobą dziś nie wytrzymam…
-E, nie teraz. Kto wie co może zrobić żądna seksu kobieta. Spuszczę cię z oka, zgarniesz jakiegoś listonosza, a dzieci będą rude.
-Racja.-powiedziałam sarkastycznie.
-Czyli co…-zatarł ręcę.-Idziemy na górę, tak?

*Harry*
    Jestem rozdarty od środka. Mam wrażenie, że z każdą sekundą Lou kocha mnie coraz mniej, a jej pragnie coraz bardziej. Mimo że to tylko przykrywka naszego małżeństwa, dłużej tego nie wytrzymam. Od tygodnia śpi na kanapie i chyba nie ma zamiaru mnie przeprosić. Zerknąłem na zegarek. Po 3 w nocy, a jutro mamy koncert… Coś mnie tknęło i poderwałem się, zbiegając po schodach. W ciemnościach zmierzchu, zderzyłem się z czymś.
-Yym… Ja tam szedłem, bo… No, tam…-usłyszałem jego ciepły głos.-Przepraszam.
Oboje klapnęliśmy na drewnianych stopniach. Westchnąłem ciężko.
-Duszę się.
-Harry, ale…
-Nie kochasz mnie.
-A ty żyjesz w bajce, którą sobie wymyśliłeś! Nie, życie nie zawsze toczy się tak, jakbyśmy chcieli…
-Kilka lat temu żyłeś w niej ze mną… Mieliśmy się po prostu kochać, pamiętasz? Nie zważając na wszystko co nas otacza.
-Kochamy się, ale czasem trzeba ogarnąć rzeczywistość. Nikt nie zrobi tego za nas.
-Louis, miałeś mi codziennie robić śniadanie i masaż! Miałeś spędzać ze mną każdą wolną chwilę i przy mnie być! Czuje się oszukany…
-To może znajdź kogoś, kto cię nie oszuka…
-Nie powiedziałeś tego. Nie powiedziałeś, prawda?
-Kochanie…
-Tak k*rwa, tak będzie najwygodniej! Ja odejdę, a ty oficjalnie będziesz mógł z nią być.-podniosłem się, po chwili znów siadając.-Zdradziłeś mnie?
-Harry, skończ.
-Zdradziłeś czy nie?
-Moje serce jest zamknięte dla każdego oprócz ciebie. Poza tym, ona mnie nie chce, sama to przyznała.
-Pytałeś ją? Po co?
-Kiedyś mi to powiedziała, ot tak. Nie kłóćmy się…
-Oglądałem dziś nasze zdjęcie. Popatrz jak dorośliśmy… Pamiętasz to jak ubraliśmy dziwne stroje i pocałowałeś mnie na środku miasta? Czułem wtedy jakbym mógł wszystko…
-Podobało ci się to? Miałem wrażenie, że masz ochotę mnie zabić ze strachu.-zaśmiał się słodko.
-Ten strach był niczym w porównaniu do tego podczas akcji z podmienianiem zwykłych napojów z alkoholem… Tylko ty mogłeś wymyślić taką głupotę!
-O Boże, to było zaraz po X Factor na jakiejś gali, tak?-znów zaczął chichotać.
-Naprawdę nie pamiętasz tego jak upiłeś Katy Perry która w efekcie się do ciebie przystawiała? I to jeszcze przed jej występem więc na scenie o mało nie połamała nóg.
-Nie moja wina, że miała katar i nie czuła, że pije czystą wódkę…
-Wtedy jeszcze nie byliśmy razem…
-Pamiętam jak na mnie patrzyłeś.
-Jak na ciebie patrzyłem?
Próbowałem odtworzyć w pamięci moment kiedy się w nim zakochałem. Nie udało się. Może dlatego, że nadal, po tylu latach to robię?
-Może to głupie, ale wydawało mi się, że patrzyłeś jakby twoje oczy były otwarte tylko dla mnie. Byłeś zafascynowany jak mogę beztrosko żyć.
-Codziennie tak na ciebie patrzę. Codziennie zastanawiam się czy przypadkiem nie śnie, że mam obok siebie kogoś takiego.
-Jakiego?
-Kogoś perfekcyjnego i tryskającego radością, ale mimo to cierpiącego. Widziałem rysy i blizny na twoim sercu. Moją zagadką zawsze było co cię tak pokaleczyło i czy jestem w stanie to wygoić. Zniknęły, ale nie na długo…
-Styles, co ty ze mną robisz? Musiałem zrobić coś cudownego w poprzednim życiu, że los mi cię dał…
-Tracę cię, czuję to. Co mam robić, Loui?-mówiąc to, zacząłem płakać. Pierwszy raz od jakiś 2 lat przy nim płakałem. Chyba musiał stwierdzić, że jest bardzo źle…
-Jestem tu, jestem przy tobie. Do nikogo nie odszedłem, jestem twój.
-To dlaczego mam wrażenie, że uciekasz? Spieprzasz jak najdalej gdy próbuję wyciągnąć do ciebie dłoń i cię dotknąć.
-Dłużej tego nie zniosę, Hazz. Ciągłe kontrole ze strony menadżerów, nachodzenie przez Dianę, nacisk przez fanów i jeszcze ty, który mówi mi, że go nie kocham. To kolejne skazy, które na zawsze już pozostaną. Może uwolnić mnie tylko jedno.
Właśnie wtedy przycisnął mnie do schodów i mnie pocałował. Naszymi językami zawładnął ogień namiętności i pożądania. Może faktycznie przesadzam? Od kilku lat myślę, że w całej sytuacji to ja jestem tym poszkodowanym. Nie wpadłem na to, że to Lou musi spędzać czas z dziewczyną za którą nie bardzo przepada. Nie miałem pojęcia, że aż tak go to męczy…
-Przepraszam, Loui. Myślisz, że gdybyśmy byli w innym wszechświecie moglibyśmy być szczęśliwi?
-Jesteśmy inni, Harry.
-Wcale nie. Może to czas, żeby świat się dowiedział?
-Mówisz serio?

*Alice, miesiąc później*
    Wstałam wcześniej przebierając całą szafę. Nie znalazłam tam nic, w co mogłabym się zmieścić. Jednym z minusów bliźniaków to dwa razy większy brzuch… Winowajca po prostu sobie spał, gdy ja rozpaczałam nad swoim losem. Nie, narobił dzieci to teraz niech płaci…
-Zayn, wstawaj.-ruszyłam jego ręką.-Zayn!
-Co się dzieje?-mruknął niezadowolony.
-Rodzę.
Miałam nadzieję, że to na niego podziała, ale nie sądziłam, że zerwie się na równe nogi. Starałam się ukryć głupi śmiech.
-Zluzuj troszkę, to dopiero za jakieś 4 miesiące…
-Chciałaś coś konkretnego, czy może znów mam z tobą iść do kuchni, żebyś napiła się mleka, zagryzając kotletami jak ostatnio o 3?
-Jezu, nikt ci nie kazał ze mną iść. Poza tym jestem w ciąży więc mogę.
-Gdy zarabiam na koncertach na te twoje zachcianki, to potem nie dasz mi się wyspać, bo w nocy siedzę z tobą w łazience i trzymam ci włosy kiedy rzygasz jak kot…-zakpił ze mnie, uśmiechając się ciepło. Przynajmniej ma dobry humor…
-Boże, to wcale nie było od tego…
-Oczywiście. Więc czego chcesz?
-W nic się nie mieszczę.
-Nie dziwi mnie to.
-Gdybyś teraz nie wyglądał tak słodko, a za razem seksownie to dostałbyś w ryj. Musimy pojechać na zakupy.
-Dobrze, tylko najpierw tweetnę, że część fanek ma rację, że to nie moje dzieci, że mnie wrabiasz dla kasy.
-A ja tweetnę zdjęcie twojego przyrodzenia.
-Masz takie zdjęcia?-zaśmiał się będąc trochę w szoku.
-Nie, ale mogę zrobić.
-Więc rób.
-Najpierw musze kupić obiektyw z ekstra przybliżeniem.

-No to chyba przez Internet skoro nie mieścisz się w żadne ciuchy. W drzwi już pewnie też…-tak, za to dostał po tym pustym łbie.
___________________________________________________________________________

Dziwnie trochę wyszło z 1 sceną xd Miał być jakiś jeden żart ze strony Horana, a tu sru, zaszalałam ;p Już po przeprowadzce, ale mimo, ze kolesie którzy przenosili meble ociekali seksem mi je popsuli. Nic nie mogę rozpakować, bo z kolei drugi przystojniak, który ma mi je naprawić przyjdzie dopiero w poniedziałek #lifeisnotfair Nie wiem jak pójdę do szkoły nie mogąc znaleźć książek i ubrań ;oo

4 komentarze:

  1. Poradzisz sobie :) Trzymam kciuki.
    Rozdział niesamowity ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział cudowny!!!
    Co do szkoły- nie idź :D
    pozdrawiam i zapraszam todayiamwithyou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku śmiech, potem troszeczkę powagi i znowu śmiech, a na koniec sam śmiech... Ech... Jak ty to robisz?
    Kocham Cię, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  4. hahah xD super jest! ;D hahah ;D boskie! ^.^

    OdpowiedzUsuń