sobota, 29 czerwca 2013

55. Where is my luck?

*Zayn*
    8 rano. Dzień pierwszy. Wszystko straciłem, więc teraz wszystko odzyskam. Całą noc układałem w głowie plan. Zdecydowałem, że najpierw zabiorę się za sprawdzenie mediów. Zobaczę co piszą w Internecie, możliwe, że to pomoże. Ogarnąłem wzrokiem sypialnie. Jest tu taki bałagan, ale zarazem taka pustka. Szafa nie jest już zagracona ciuchami mojej dziewczyny, na półce w łazience znajduje się jedynie płyn po goleniu i jakieś perfumy. Przegrzebałem wszystko w poszukiwaniu mojej ulubionej koszulki. Nadaje się do tajnych misji, bo w niej byłem na castingu w x factor… Zarąbała mi koszulkę! Może stwierdziła, że będzie za bardzo tęsknić albo… Kogo ja oszukuje? Zrobiła to przez przypadek i tyle. Westchnąłem, naciągając na siebie przypadkową bluzkę.
    Nie zawracając sobie głowy śniadaniem, szybko odpaliłem laptopa. Wystarczyło wpisać „Zayn Malik i Alice Collins”, aby wyskoczyły najświeższe newsy. Nie robię tego zbyt często, to tylko potrafi zdenerwować. Oni nic o mnie nie wiedzą, a piszą, że w wieku 10 lat, Jake, kolega z klasy mnie zdenerwował, a ja go pobiłem. Na potwierdzenie mojego czarnego charakteru, wklejają zdjęcia tatuaży, które niekiedy nie należą do mnie. Mniejsza z tym…

„Zayn Malik z One Direction jest prawdziwym łamaczem serc! Poznaliśmy się już na nim podczas trwania x factor gdy kręcił z 2 dziewczynami na raz. Jednak teraz wszyscy byli przekonani, że do związku z popową piosenkarką Alice, podchodzi bardzo poważnie. Niestety podczas trwania after party po gali wręczania nagród Brit, Zaynowi nie były w głowie jego jeszcze nienarodzone dzieci… Doskonale bawił się w towarzystwie ślicznych trzech kobiet! Gdy impreza dobiegała końca zdecydowali się pojechać do klubu, a następnie hotelu. Nie trzeba domyślać się co tam facet może robić z trzema dwudziestoparolatkami… Czy wam też szkoda tego związku?”

Były jakieś trzy. Z tego co widziałem na zdjęciach co chwile siadały u mnie na kolanach. Każda miała inny kolor włosów, były nawet ładne. Od kilku dni z całej siły staram się wytężać pamięć, by przypomnieć sobie cokolwiek z tamtej nocy. Nic. Kompletnie nic mi nie świtało, aż do teraz.

Siedzę przy jakimś barze, w głowie dudni mi tylko muzyka, zagłuszająca rozmowę dziewczyn. Ciągle tylko się śmiały, a ja chyba też…
-Więc macie ochotę na jeszcze jedną kolejkę?-niespodziewanie spytałem moich towarzyszek.
-Jasne, ale już nie tutaj…-szepnęła mi seksownym głosem jedna z nich i złapała pod rękę.

Fakt, wychodziliśmy gdzieś. Jestem pewien w 99,99%, że opuściłem z tymi dziewczynami after party. I wiem mniej więcej jak wyglądają. Może warto byłoby przejść się do organizatorów i zapytać kim one są? Nagle w pokoju rozbrzmiała stara piosenka Coldplay i wibracje telefonu.
-Wstałeś już?-w słuchawce usłyszałem głos niedoszłego szwagra.
-Uh tak pamiętam, dziesięć dni. Coś jeszcze?
-Być może mam coś co mogłoby ci trochę pomóc. Spotkajmy się jutro rano, przyjadę do Londynu.
-Dobrze, będę czekać w domu.
Ten telefon ośmielił mnie do pospiesznego założenia butów. Zastanawianie się nic mi nie da, a spacer odświeży umysł.
    Gdy kroczyłem dość szybko chodnikami miasta, poczułem się jak prawdziwy detektyw. Agent, który musi wykonać tajną misję, w jak najszybszym czasie. Do tego starałem się, aby nikt mnie nie zauważył. Nie potrzebowałem tłumu i zamieszania wokół mojej osoby. Starając się prędko dotrzeć do celu, nie zwracałem szczególnej uwagi na przechodniów. Jednak sposób chodzenia, postura, włosy lub chociażby ubrania pewnej dziewczyny, otworzyły szerzej moje oczy. To musiała być ona. Nie sądziłem, że jest w mieście. Zwykle gdy się kłóciliśmy, zaszywała się gdzieś w Manchesterze. Chyba jesteśmy przy jej tymczasowym mieszkaniu, gdyż zaczęła już grzebać za kluczami w torebce. Gwałtownie zatrzymałem się i odwróciłem, aby mnie nie poznała. Gdy weszła w jakąś uliczkę, ruszyłem za nią. Mieliśmy przed sobą apartamentowce. Zapewne to tu się ukrywa.
-Hej, mały!-zawołałem chłopca, który zmierzał w tym samym kierunku.
-Tak?
-Mam prośbę… Mógłbyś pójść za tą panią i sprawdzić gdzie mieszka? W zamian dostaniesz pieniądze na lody czy lizaka…
-Zgoda.
Na szczęście nie trafiłem na cwaniaczka, który zażądałby PSP lub najnowszego iPhone. Nawet miły dzieciak. Obserwowałem jego poczynania zza rogu, bezpiecznie ukryty. Po chwili podszedł do mnie i wyjaśnił gdzie mam się skierować. Dałem mu jakieś 20 funtów i biegiem ruszyłem do mojej dziewczyny. Stanąłem przed drzwiami i… Po co ja tu właściwie przyszedłem? Nie mam pojęcia co mógłbym jej powiedzieć. Nie, to jednak nie był zbyt dobry pomysł. Kiedy już miałem odejść, usłyszałem dźwięk zamka. Na mój widok podskoczyła ze strachu.
-Przepraszam, ja…
-Czego?
-Jak się czujesz?
-Nijak. Przyszedłeś urządzać sobie pogaduszki?
-Nie. Chcę żebyś wiedziała, że was kocham i udowodnię, że jestem niewinny. Tyle.
-Skoro skończyłeś, nie zbliżaj się więcej do tego miejsca. Nie wnikam już jak mnie znalazłeś, ale zapomnij o tym. Cześć.
Hmm, chyba nie poszło dobrze… Ale odezwała się do mnie! Jej widok jakoś tak podniósł mnie na duchu, dał pełno motywacji do działania i po prostu poprawił humor.
    Nieśmiało wkroczyłem do budynku gdzie odbywała się ta koszmarna impreza. Spytałem przypadkowego człowieka, gdzie mogę znaleźć kelnera.
-Musi pan zaczekać jakąś godzinę. Kelnerzy z tamtego wieczoru są aktualnie na jakiejś konferencji na 2 piętrze i…
-Dziękuje.
Nie zawracając sobie głowy jego gadaniem, czym prędzej ruszyłem na górę. Otworzyłem pierwsze lepsze, dość duże drzwi. Na Sali zapadła cisza, a oczy wszystkich były zwrócone na mnie. Wygląda na to, że trwały jakieś obrady ludzi z branży muzycznej. Zauważyłem, że gość z naszej wytwórni był przy głosie.
-Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam, ale…
-Coś się stało Zayn?
-Nie. A właściwie tak. Chodzi o to, że nie odbierał pan dziś komórki, a mam ważną wiadomość…
-Słucham.
-Mianowicie… Bo chodzi o to… Ja nie chcę rozmawiać przy tych panach.-wskazałem na mój główny cel.
Zostali wyproszeni. Tak to było chamskie, ale jedyne co mi wpadło do głowy.
-Chciałbym wręczyć panu tekst piosenki, którą niedawno napisałem.-podszedłem do niego śmiało, wyciągając karteczkę z kieszeni.-Śpieszy mi się, do widzenia!
Tak szczerze, nie mam pojęcia co to była za kartka. Przypuszczam, że jakaś lista zakupów. Czym prędzej wymknąłem się zamykając drzwi i zatrzymałem chłopaków starszych ode mnie o parę lat, ubranych w nieskazitelnie białe koszule i czarne kamizelki. Tak, to ci sami, którzy tam byli i zapewne widzieli najwięcej…

*Liam*
    Kolejny wieczór, który miałem spędzić samotnie… Wcześniej, gdy nie byłem singlem wszystko wyglądało inaczej. Podczas gdy ja wybierałem film, Danielle zwykle się przebierała w coś wygodnego i ciepłego, jak mój rozciągnięty sweter. Rozkładaliśmy się na łóżku zapominając o wszystkim… Wszystkich problemach, codziennych sprawach, oddychaniu… Przy niej czasem brakowało mi tchu… Była tylko ona, nic poza tym. Film to oczywiście tylko przykrywka…
    Ja… byłem szczęśliwy. Brakuje mi tego. Jednak wiem, że musieliśmy to skończyć. To nie miało sensu, gdy w ostatnich tygodniach coś wygasło. Nie chcieliśmy rozmawiać, zamknęliśmy się przed sobą. Przeszliśmy na etap dobrych kolegów. Nie przyjaciół, kolegów. Znamy się, przepadamy za sobą, wysyłamy sobie SMS-y na święta, niekiedy spotkamy się na ulicy, zamieniając kilka słów… To nie równało się z naszymi przegadanymi nocami, chwilami namiętności, otworzenia serca i wyznaniami wiecznej miłości… Nigdy wcześniej nie obiecywałem żadnej dziewczynie, że będę kochał ją do śmierci. Była jedyna. Teraz z przykrością stwierdzam, że to był ogromny błąd…
    Zastanawiałem się czy zapić, czy pogrążyć się w smutku i rozmyślaniach… Zauważyłem, że pioruny rozrywają niebo z którego wydostają się kropelki wody. Pogrążony w smutku Londyn dziś również postanowił wylać miliony łez… Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Byłem sam i nie spodziewałem się gości. Śmiało otworzyłem. To Diana, przemoknięta do suchej nitki!
-Cześć. Co ty tu robisz?
-Ja… Moknę.
-Wybacz, wchodź.-zaprosiłem ją gestem do salonu.-Jeśli jesteś umówiona z Louisem to zmartwię cię-gdzieś się zmył…
-Co? K*rwa, przebijam się przez całe miasto w taką ulewę, bo chciał się ze mną spotkać, a on gdzie sobie poszedł?!
-Na to wygląda.-westchnąłem spoglądając za okno.-Jeżeli masz ochotę na film, możesz zostać…
-Jaki film?
-Thriller. W sam raz na taką pogodę…
-Skoro tak… Tylko… Masz może coś na przebranie?
Zacząłem myśleć co mógłbym jej zaoferować. Wszystkie rzeczy Alice, Chris i Dan zniknęły, więc chyba będzie musiała założyć coś mojego… Wyciągnąłem z szafy sweter. Gdy jej go dawałem zorientowałem się, że to ten sam, który zawsze nosiła moja eks-dziewczyna…
-Dzięki, zaraz zejdę na dół.-ruszyła do łazienki, a ja zacząłem włączać telewizor.
    Po jakimś czasie oboje siedzieliśmy na sofie wpatrzeni w ekran. Trochę niezręczna sytuacja. Może przydałoby się coś odezwać? Nawet jakbym znalazł temat, nie wiem czy nie przeszkadzałbym jej w oglądaniu… Rozmyślając naglę zauważyłem, że zaczęła płakać.
-Co… co się stało?
-Nic, przepraszam…
-Powiedz.
-Nie, przestań. I tak siedzę już z tobą jak jakiś wrzód na dupie, a miałbyś wolną chatę…-uśmiechnęła się przez łzy.-Chyba jednak wezwę taksówkę i…
-Ale ja po prostu nie chcę mieć ‘wolnej chaty’…-odezwałem się szeptem. Chyba ją to zdziwiło.
-Ciebie też coś gryzie?
-Już nie gryzie, a zżera w całości. Ta dziwka samotność…-zaśmiałem się krótko i trochę przez smutek.
-Uh, też ją znam. Ludzie myślą, że będąc z Lou jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie biorą pod uwagę, że ja wcale z nim nie jestem, robię tylko za jakąś k*rwę, której płaci się za towarzystwo. Do tego nie mam prawa spojrzeć nawet na mojego kuzyna, bo to zdrada, a Directioners mi jej nie przebaczą…
-Jest aż tak źle?
-Gorzej. Czuję jakby los mnie wydymał, a szczęście nie znało do mnie drogi. Czemu? Czemu nie może skorzystać z google maps?
-Być może kiedyś go niedoceniałaś i teraz stara ci się pokazać jego wartość. Może szuka odpowiedniego momentu?

-A może już znalazło…?

_______________________________________________________________________

*Dziki taniec szczęścia* wakacje. wakacje. wakacje. Łuuuhuuu! No to teraz chwalcie się świadectwem i powiedźcie jak spędziliście pierwszy dzień wakacji! Mój się skończył na skakaniu do jeziora z mola. To był moment. Ostatnie co pamiętam to odliczanie przyjaciółki. Potem jak wpadłam do wody i nie mogłam wyjść na powierzchnie. Udało się jakoś i zaczęłam się rozglądać z której strony mam wyjść i znów zaczęło mnie podtapiać xd (pewnie dlatego że zamiast jakoś pływać poprawiałam włosy bo stwierdziłam że wyglądam jak debil haha). W końcu podpłynęłam do barierki i jakoś żyję ;)
Macie może jakieś postanowienia na wakacje? Zapewne namber łan to schudnąć #haha #dorobotylenieśmierdące

sobota, 22 czerwca 2013

54. Just 10 days...

*Zayn*
    Minął jeden dzień odkąd mnie „rzuciła”. Jeden dzień, a ja mam wrażenie, że to wieczność. Za to dziś z powrotem włączę mózg zaczynając racjonalnie myśleć i działać. Na śniadanie zszedłem z dobrym humorem. Oczywiście na tyle dobrym ile to było możliwe w tej sytuacji… Przywykłem, że czeka na mnie moja dziewczyna, Chris z czymś pysznym i roześmiani przyjaciele. Teraz Niall skubiący jakieś płatki i Liam, który spojrzał na mnie z irytacją i nutką pogardy, pijąc sok pomarańczowy. Mój ‘dobry humor’ minął.
-Co zamierzasz teraz zrobić?-rzucił, dalej pijąc.
-Wiesz… Zadaje ci to pytanie od pół roku.
-Co masz na myśli?
-Człowieku, co ty ze sobą robisz? Codziennie bierzesz do łóżka inną.
-Robię to bo jestem dorosły i wolny. Ty nie, a mimo to to zrobiłeś. Nigdy jej nie zdradziłem, ok.?
Miał racje. Te dwie sytuacje są nie do porównania.
-Zastanawiam się czym ja zawiniłem.-odezwał się niespodziewanie Horan.-Christina uciekła i już nie wróciła.
-Wróciłam, głupku.-zawołał jakiś głos, który zagłuszył trzask drzwi.-Po rzeczy.
-Jakie rzeczy?
-Moje i Alice.
-Gdzie ona jest?-chyba za szybko zareagowałem.
Spojrzenie typu ‘jeb się’ i ruszyła na górę.
-Dzięki Zayn! Ona się wyprowadza.-powiedział ironicznie i również pobiegł na górę.
Liam spojrzał na mnie ostatni raz również odchodząc. Jestem sam w tym gównie. Zupełnie sam. Nikt mnie nie wesprze, bo to ja jestem ‘ten zły’. Nie, jeszcze nie jestem gotowy, aby się z tym zmierzyć…

*Harry*
    Jest noc, a ja błądzę po Londynie. Czułem, że nie mogę zostać w tym domu. Zaczerpnąłem głęboki wdech. Dziś jest dość zimno. Będę chory, bo tym razem Lou nie przypomniał mi o ciepłym ubraniu. Nie wiem gdzie jest mój mąż. Kupiłem piwo, a zaraz po tym wróciłem po następne. Spacerowałem już długo. Nagle po prostu usiadłam na środku chodnika. Było pusto, byłem sam. Po głowie chodził mi cichy głos ‘wstawaj, bo przeziębisz pęcherz!’. To jego głos. Jego echo mnie drażniło póki się nie oderwałem od chłodnego podłoża, ruszając dalej. On żałuje. Żałuje, że mnie pocałował. Ja udaje, że również jestem tym tak zmartwiony. Tak naprawdę cholernie się cieszę i czuję, że popełniam jakąś zdradę. Nie powinienem się cieszyć. Wielu rzeczy nie powinienem, ale jak powstrzymać uczucia? Chciałbym poczuć słodycz jego ust. Chciałbym dotknąć jego gładkiej skóry i usłyszeć jak śmiesznie mruczy.
    Nieświadomie znalazłem się na Tower Bridge. Jedno spojrzenie na Tamizę przywołało falę wspomnień sprzed pięciu lat. Gdy byłem młodszy zastanawiałem się, jak to jest tak kochać, aby nic więcej się nie liczyło. Kochać tak, aby nie oglądać się na innych, ani nawet na samego siebie. Aby widok pewnej osoby był jak wybawienie, coś niesamowitego. Wtedy pojawił się on. Pierwsze spotkanie w toalecie po którym zaczęła się nasza przyjaźń. Pamiętam co było potem. Stał się dla mnie powietrzem. Wszystko robiliśmy razem, od jedzenia, przez żarty, po spanie w jednym łóżku. Zakładałem wtedy na noc bluzę Jack’a Wills’a, bo zabierał mi kołdrę. Zachichotałem na wspomnienie, jak bardzo sentymentalna była dla niego. Podczas naszej pierwszej trasy w Ameryce, zostawiłem ją w jakimś hotelu. Biegał cały dzień aby ją odzyskać i udało mu się. Cały Lou…
    Chcę się upić. Najpierw jednak przydało by się coś zjeść, bo jestem na głodzie od wczoraj. Zadecydowałem, już z dala od naszego domu. Nie miałem pojęcia gdzie byłem… Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu sklepu. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom! Znajdowałem się przy starym dworcu, gdzie jest bar, prawdopodobnie całodobowy. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że… To tu przeszła mi przez myśl możliwość, że mogłoby między nami być coś więcej. To było po imprezie zakończenia x-factor…

    Przez całe to zamieszanie i tłum, zacząłem nerwowo szukać Louisa. Wszyscy twierdzili, że nie mają pojęcia gdzie jest. Nagle coś pociągnęło mnie za rękę. Mignęła mi jego twarz i gest, którym mnie przywoływał. Wyszliśmy na zewnątrz.
-Spacer?-spytał nieśmiało.
-Oh, czytasz mi w myślach.-uśmiechnąłem się i ruszyliśmy przed siebie.
-Tędy. Zaprowadzę cię gdzieś.
-Gdzie?
-Widziałem, że nic nie zjadłeś.
-Taak, tak jak ty. Jestem mega głodny. Te krewetki były do dupy. A kurczak…
-Suchy i gumowy…
-Właśnie. Sądzisz, że tak miało być?
-Nie znam się na najnowszych gastronomicznych trendach.-zaśmiał się słodko.-W każdym razie, na pewno będą twierdzić, że tak się teraz podaje…
Teraz ja też się do niego przyłączyłem, myśląc jak to możliwe, abyśmy się tak dobrze rozumieli…
    Szliśmy już dość długo, a ja dalej nie wiedziałem co on zamierza robić. Nagle zatrzymał się przy dworcu. Było tam wyjątkowo przerażająco. Mógłbym przysiąc, że w tym mrocznym korytarzu, którędy mieliśmy przejść, chodzi cała masa myszy i innych okropieństw.
-Styles, nie marudź. Jesteśmy już właściwie na miejscu.
Nagle moim oczom ukazała się obskurna buda i jakiś podstarzały facet, który rozwiązywał krzyżówkę.
-Dobry wieczór, Ben.-ukłonił się mu.-Weźmiemy dwa kebaby.
To było dziwne… Co ten koleś robi tu o tej godzinie? Zasiedział się? Do tego zaczęli rozmawiać, wyglądało na to, że się znają. Ta dzielnica to jakiś inny świat… Gdy LouLou chciał zapłacić, tamten zaczął protestować. Mój przyjaciel ostatecznie wrzucił banknot do puszki z napisem ‘napiwki’ i wręczył mi fastfooda. Nie byłem za bardzo przekonany do próbowania tego.
-Nie bój się, mięso ze szczurów nie jest takie złe…-odezwał się, widząc moją minę.
-Co?!
-Hazz, spokojnie, żartowałem. To jest pyszne, spróbuj. Zaufaj mi.
-Od zawsze ci ufam…
-Nawet po tym, jak obiecałem, że będę pilnować twojego kota, a staż pożarna ściągała go z drzewa w pobliskim lesie?
Londyn jakby żył teraz naszym śmiechem. Kochałem spędzać z nim czas i tworzyć takie wspomnienia…
-Tommo, nie przejmuj się. On już taki był, trochę jak ty…
-Skąd wiedziałeś, że mnie też kiedyś ściągali z drzewa?
-Haha, serio?
-Miałem może z 6 lat!
    Dalej siedzieliśmy pod starą stacją, gdy poczułem mocny powiew wiatru. Robiło się naprawdę nieprzyjemnie, ale nie odczuwałem tego. Liczyła się chwila. Piękny wschód słońca, który ozdabiał szare ulice miasta. Coraz więcej samochodów zapełniało drogi, ludzie zaczęli opuszczać domy, zwykła codzienność…
-Fajnie było by tak spacerować na zawsze…-przerwałem cisze, niemalże szepcząc.
-To było by dla nas genialnym pomysłem na życie…
-Tak uważasz?
-Tak. Do szczęścia wystarcza nam nasze towarzystwo, nie jest tak? Aha, no i jeszcze może żarcie ze szczurów.
Może być tylko on. I ciemność, pustka, bezgraniczna nicość i on. Moje powietrze, druga połowa mnie, mojego serca…

    Byliśmy szczęśliwsi niż teraz. Tacy beztroscy, poza wszystkimi zasadami i ograniczeniami… Ben szykował mi coś smacznego, a ja zacząłem rozglądać się za pudełeczkiem. Stało tam stale w tym samym miejscu. Wrzuciłem tam zawartość mojego portfela, zostawiając tylko na jedną butelkę trunku. Usiadłem na ławeczce w pobliżu. Jego głos znów dudnił w mojej głowie. „Smakuje ci, Curly? Uważaj, nie pobrudź tych spodni. Ehh, chyba zbiera się na deszcz…”. Z zainteresowaniem wsłuchiwałem się w głos wyimaginowanego Tomlinsona. Spojrzałem w niebo. Pierwsze kropelki nieśmiało otulały mnie i wszystko wokół. Skończyłem jeść i ruszyłem po coś mocniejszego. Gdy już dotarłem do celu, byłem całkiem przemoczony. Jedynym rozsądnym wyjściem była budka telefoniczna. Wlazłem do środka, rozsiadając się i pociągając pierwsze łyki.
-Wypije to i zadzwonię…-poinformowałem samego siebie, zastanawiając się już, co właściwie powiem.
    Nie powinno tak być, ale po opróżnieniu butelki poczułem się dobrze. Wykręciłem dobrze znany mi numer. Nie odbiera. No tak, zapewne śpi. Nagram się, tak będzie lepiej.
-Witaj kochanie! Dzwonię, bo chciałem żebyś wiedział, że ja się zajebiście cieszę. Ten pocałunek na Brit to coś niesamowicie pięknego i to dobrze, że są takie mikstury, które zmusiły cię do zapomnienia o tym co pomyślą inni. To znaczy, że jest jeszcze dla ciebie ratunek, może jeszcze zdołasz poczuć szczęście jak ja… Możemy się jeszcze kiedyś tak razem naćpać i wtedy wyznamy wszystko światu, co ty na to? Będzie ci łatwiej, a potem… Potem zwariujesz, poczujesz się gorzej niż teraz. Być może poczujesz się gorzej od faceta, który ma świadomość, że jego współmałżonek się go wstydzi, kto wie… Przemyśl to i daj znać. Ciekawe czy stchórzysz… Dobranoc, dzień dobry i w ogóle cześć…

*Zayn, kilka dni później*
    Leże. Po prostu wyleguje się słuchając muzyki, podczas gdy cały świat zapewne mnie znienawidził. Jestem zerem. Chris Martin wbija mi do głowy kolejne piękne melodie, takie jak Fix You. Och tak, potrzebuje kogoś, kto mnie naprawi… Kto powie, że dam radę i odzyskam wszystko co straciłem. Poczułem szturchnięcie. Otworzyłem oczy i leniwie obróciłem się na plecy. Alex mnie odwiedził. Już po mnie… Niepewnie ściągnąłem słuchawki.
-Hej, wpuścili mnie…
-Witam.
-Rozmawiamy grzecznie?
-Tak chyba będzie lepiej…
-Posłuchaj… W 99% wiem, że tego nie zrobiłeś. Po prostu wiem. Więc zbierz dupę z tej kanapy i zrób coś z tym, zanim będzie za późno!
-Co ja mogę?-westchnąłem.
-Nie wkurwiaj mnie. Ubierasz się, idziesz ustalić o której wyszedłeś z tego after party, pytasz kierowcę do którego klubu cię zawiózł, gadasz z barmanami, potem z ludźmi z hotelu. Znajdź tą dziwkę. Udowodnij wszystkim i sobie, że tego nie zrobiłeś. Pobaw się w detektywa. Masz na to dziesięć dni. Po tym czasie masz być z nią pogodzony. Wszystko ma być dobrze, ładnie i kolorowo. Rozumiesz?
-Tylko dziesięć? Ona nie uwierzy…
-Masz zrobić tak, żeby uwierzyła. Nigdy chyba sobie nie zdasz sprawy, idioto, jak bardzo ona cię kocha mimo tego całego gówna…

Wiecie jak dobrze się pisze bez Internetu? Zwykle miałam włączonego TT, czasem jeszcze fb lub coś, a teraz nie mogłam i napisałam bardzo szybko jak na mnie ;p (rozdział dodaje z telefonu).

Tak PS, a nie mówiłam! Doczekaliśmy się wakacji! Tzn. takie formalne będą za tydzień, ale wątpię byście jeszcze gnili w tej budzie, haha. Wybieracie się gdzieś czy też raczej grzejecie dupy w domu? ;)

niedziela, 16 czerwca 2013

53. I'm Yours...

*Chris*
    Obudziłam się obok spitego jak świnia blondyna, słysząc jakieś krzyki. O-oł. „Spierdalaj, chuju!”. No to chyba nie jest dobrze… Nie wiele myśląc, momentalnie wyskoczyłam z łóżka kierując się w stronę ich sypialni.
-O co ci chodzi? Nie denerwuj się, bo dzieci. Chodźmy spać, rano pogadamy.
-Już jest rano. I jak ja mam się kurwa nie denerwować? Gdzie byłeś?
-Na gali… Spokojnie.-pogładził ją po ramieniu, na co dostał siarczystego policzka.
-Nie dotykaj! Ja pierdole i czemu kłamiesz? Po gali poszedłeś do baru gdzie zerżnąłeś jakąś laskę, czyż nie?
-Co?! Nie!
-To gdzie byłeś?
-No na imprezie…-ściszył głos, wiedząc, że już po nim.
-Czyli po prostu nic nie pamiętasz… Pewnie nie pamiętasz też, czy wyruchałeś jakąś inną, czy akurat nie. Ups.
-Raczej nie zrobiłbym tego, mając w domu dziewczynę, która ma urodzić mi dwójkę dzieci!-wyciągnął do niej ręce, ale odpowiednio wcześnie je cofnął.
-Miło mi. A tak poza tym, kto ci w ogóle powiedział, że one są twoje?-nie no, teraz już przegina.
-Co?-gdyby nie to, że kompletnie go zamurowało, pewnie wygłosił by coś bardziej skomplikowanego.
-Mówiłam tylko, że jestem w ciąży, nie wspominałam z kim…-rzekła sucho, odchylając głowę. Będzie płakać.
-Alice, przestań, proszę.
-Możesz mi nie wierzyć skoro nie chcesz, ale chyba robie fair, mówiąc ci o tym.
-Ale uspokój się…-rzekł cicho widząc jak się trzęsie płacząc. Nawet bał się podejść bliżej.
Usiadła na łóżku. Chyba coś zaczęło ją boleć, ale nie odezwała się słowem.
-Nie spałam całą noc mając świadomość, że właśnie pieprzysz jakąś dziwkę. Wiesz jakie to uczucie?
-Ale…
-Kurwa, wiesz co ty zrobiłeś? Wychowując się praktycznie bez rodziców, przysięgłam sobie, że będę mieć idealną rodzinę. Że facet nie zostawi mnie z dziećmi jak moją babcię czy mamę. Z wiekiem jednak traciłam nadzieje i coraz bardziej się bałam. W końcu trafiłam na ciebie i zastanawiałam się czym zasłużyłam na takie szczęście. Czym zasłużyłam na człowieka, który potrafi tak kochać, by być ze mną bez względu na wszystko. Jednak nie ma takich. I ty też okazałeś się skurwielem.
-Kocham cię…-czyżby Malik miał szklanki w oczach? W każdym razie jego głos był inny.
-A najbardziej to mnie wczoraj kochałeś.
-To da się wyjaśnić…
-Nie chcę! Nie chcę nic wyjaśniać i nie chcę cię już widzieć!
-Nie płacz, nie denerwuj się…-widać, że bał się o jej stan. Nawet już trzęsły mu się ręce.
-Jeb się.
-Mam wyjść?
-Nie ja wyjdę. To twoja sypialnia, możesz zapraszać do niej swoje nowe koleżanki.
-Dobrze się czujesz?-spytał, gdy ostrożnie wstała.
-Chujowo. Pamiętasz jak obiecałeś po naszej ostatniej kłótni, że nigdy więcej nie będę przez ciebie płakać?
Na te słowa zamilkł, a moja przyjaciółka stanęła obok mnie, Liama, Nialla i Larrego, przed drzwiami.
-Zabieramy ją do szpitala czy do ciebie?-szepnął mi Payne. On najmniej wypił, reszta nawet nie wiedziała gdzie jest.
Odpowiedź sama przyszła, gdy Alice nagle zemdlała, padając w ramiona Harrego.
-Wezwijcie pogotowie!-krzyknął.
-Pojedziemy autem, będzie szybciej.-Daddy wziął ją na ręce, niosąc do samochodu.
-Jadę z wami.-zdecydował pospiesznie Malik.
-Nigdzie nie jedziesz! Radze ci się do niej nie zbliżać.-wycedziłam przez zęby, siadając za kierownicę.
    Na szczęście to nic poważnego. Odzyskała przytomność lecz od razu usnęła. Lekarze tylko powiedzieli, że przetrzymają ją tu dobę, dla bezpieczeństwa. Kazałam Liamowi wrócić do domu, a sama siedziałam przy jej łóżku, czekając aż się obudzi. Zaczęłam wpatrywać się tępo w okno zastanawiając się co teraz będzie.
-Zayn?-jej głos wyrwał mnie z zamyśleń.
-Ym, nie. To ja, Chris.
Otworzyła szerzej oczy. Chyba zaczęła sobie przypominać co zaszło.

*Alice*
    Chwilę po pobudce, gdy zorientowałam się dlaczego się tu znalazłam, od razu złapałam się za brzuch.
-Wszystko ok.?-spytałam zestresowana.
-Tak. Poleżysz tu do jutra i wrócimy do domu.
-Ja nie mam domu.
Mówiąc to, dopiero to sobie uświadomiłam. Gdy mama żyła często jeździłam do Manchesteru. Można było powiedzieć, że to był mój dom. Teraz Alex mieszka osobno, tata osobno, a ja nie mieszkam. Uzależniłam się od Niego…
-Do mnie, do moich rodziców…-zaczęła tłumaczyć.
-Przestań, Christina. Przydałoby się wynająć jakąś kawalerkę. Po proszę menedżerkę, żeby to załatwiła… A teraz wracaj do domu. Chcę pobyć trochę sama.
Moja przyjaciółka wyszła, a ja ogarnęłam, że teraz już zawsze będę sama. Będę miała tylko dzieci. Więc to o nie musze dbać teraz najbardziej…
    Spojrzałam na dłoń. Czegoś mi na niej brakowało… Tak, to pamiątkowy pierścionek, którego nigdy nie ściągałam. Tam był tatuaż. Miałam tatuaż, o którym nikomu nie mówiłam, był tylko dla mnie. I’m Yours, Zay. Doprowadziło mnie to do płaczu. Przypomniał mi się dzień, w którym go zrobiłam… Spacerowałam zatłoczoną ulicą Miami, starając się poprawić humor. Nie widziałam Go już 2 miesiące! Myślałam, że tęsknota wyżre mnie od środka. Zawiesiłam wzrok na zakochanej parze, wchodzącej do jakiegoś dziwnego miejsca. Spojrzałam na szyld. To studio tatuażu. Wtedy stwierdziłam, że muszę to zrobić. Że jeśli to zrobię, poczuję się bliżej jego. Oddam mu całą swoją miłość, siebie… Postanowiłam nie pokazywać mu tego. Pół roku czekam, aż sam go odkryje. Może właściwie czekam na to, by ściągnął ten drogocenny pierścień, zastępując go innym? Teraz to już nie ma dla mnie znaczenia. Ludzie mówią, żeby nie robić sobie tatuaży dla swoich partnerów. Ale ja byłam pewna, że zawsze będę go kochać. Że zawsze będę jego…
    Następnego dnia nadszedł czas powrotu do ‘domu’. Nawet nie wiedziałam, gdzie mnie wywiozą. Kawalerka okazała się apartamentem. Dość mały, ale ładny. I taki pusty… Było mi nudno, smutno i źle. Teraz pragnęłam poczuć ciepło jego ramion, oplatających mnie. Poczuć jego zapach. Usłyszeć jego miękki głos, szepczący, że jestem dla niego najważniejsza i nigdy mnie nie opuści… Brzmi jak z bajki, lecz dla mnie niegdyś była to rzeczywistość.
    Zastanawiałam się jakie są sposoby na odkochanie. Nie chcę kochać takiego człowieka. Chciałabym o nim zapomnieć. A właściwie to sobie wmawiam. Miałam kompletny mętlik w głowie. Ciekawe kiedy skończę się łudzić, że to tylko koszmar. Że on zaraz zabierze mnie z tego okropnego mieszkania do przytulnego domu. Że zaopiekuje się mną i dziećmi. Kto się nami zaopiekuję?

*Louis*
    Po całej aferze z kłótnią padliśmy ponownie. Obudziłem się ok. 13, odruchowo odwiedziłem sypialnie Zayna.
-Co ty w ogóle odwalasz?-wydarłem się, starając się go wybudzić.
-Śpię.
-Człowieku, musisz ją przekonać, że to wszystko nieprawda, zanim będzie za późno na cokolwiek!
Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
-Bo to nieprawda, prawda?-spytałem zmieszany.
-Chodzi o to… Ja… Ja po prostu nie pamiętam.
-Nic?
-Ostatnie moje wspomnienie to chyba jak piłem z kimś przy barze… Potem już tylko ta kłótnia. Nawet nie wiem jak znalazłem się w domu…
-Nie zrobiłbyś tego.
-Nie zrobiłbym tego świadomie. Nie wiem co wczoraj robiłem, co miałem jej powiedzieć? Pewnie szperała w Internecie i coś tam zobaczyła.
Rozmowę przerwało mocne walenie do drzwi. Nie wiele myśląc, otworzyłem. Rzecznik prasowy i ‘król’ Modest!. Kurwa… Nie wyglądali jakby chcieli pogawędzić przy herbatce.
-Wszyscy do salonu. W tej chwili.
Cała nasza piątka usiadła na kanapie w oczekiwaniu na ostry krzyk.
-Pamiętacie wczorajszą noc, czy może coś wam opowiedzieć?
-Co zrobiliśmy?-szepnął przerażony Nialler.
-Więc Liam. Ty nie wypiłeś zbyt dużo. Zaciągnąłeś Nicki Minaj do łóżka i grzecznie wróciłeś do domu. Nialler również nie rozrabiał. Tylko podarł sukienkę Katy Perry. Zadzwoń i przeproś.
-Serio? Ja i Nicki Minaj? Niemożliwe, nie pamiętam tego.
-Ona za pewne pamięta. Radzę się skontaktować.-westchnął jeden z nich.-Zayn… Masz szczęście, że miałeś taką dziewczynę…
-Co?
-Dla dobra twojej reputacji, powiedziała, że przekona prasę, że na imprezie zachowywałeś się tak, bo już zerwaliście. I mam nadzieje, że nikt się nie dowie, że ją zdradziłeś…
-Kto w ogóle powiedział, że ją zdradziłem?!
-Miej jaja i się przyznaj. Jakaś dziewczyna przesłała nam e-mailem wasze zdjęcia, grożąc, że jeśli nie zapłacimy, trafią do jakiejś gazety. Mniejsza z tym, potem ci je pokażemy.
-Louis i Harry…-zaczął drugi ostrym tonem. Wzdrygnąłem się, a ręce zaczęły mi się pocić.-Całowaliście się, już po nas.
-A tak serio?-zareagowałem niemalże natychmiastowo.
-LouLou, to prawda…-usłyszałem głos mojego męża.
Schowałem twarz w dłoniach. Wstałem, przechodząc 3 kroki. Usiadłem z powrotem. Wstałem ponownie… Kończyny zaczęły mnie mrowić, nie mogłem zapanować nad swoim ciałem. Serce podeszło mi do gardła. Wydusiłem z siebie tylko „Co?”.
-Musimy się zorientować jak to rozegrać. Kto ile widział, kto uchwycił was na zdjęciach lub nagraniach… Na szczęście telewizja złapała końcówkę, więc wyglądało to dwuznacznie. Trzeba popytać wszystkich obecnych… Wtedy zobaczymy co powiemy, a do tego czasu nie wychodźcie z domu. Nie ma was. Zasłońcie najlepiej rolety i zamknijcie drzwi na klucz.
-A może to czas wyjawić prawdę…?-słowa Irlandczyka zawisły w gęstym powietrzu. Na samą myśl o takiej opcji, czułem, że mdleje.
_______________________________________________________________

Zgadnijcie ile było komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Tuturutututuuuu... 0. Tak gołe i okrąglutkie zero. Fainie co nje? Cały tydzień czekałam na jeden mały komentarz. Jeden... No nic i tak zaraz koniec bloga więc adios. xx

poniedziałek, 10 czerwca 2013

52. Co jest dozwolone?

W tym i następnym rozdziale mogą pojawić się nieocenzurowane przekleństwa  

    Siedziałam po turecku na łóżku i czekałam na Zayna. Coraz częściej myślałam o porodzie i sprawach tego typu. Miałam już dość, szczególnie, że musiałam skrócić trasę koncertową i zacząć pracować w studiu, z dala od fanów…
-Zay, ile można się przebierać?-krzyknęłam w stronę łazienki.
-Spokojnie, już idę. 5 minut beze mnie nie wytrzymasz, co?-uśmiechnął się głupio, na co wytknęłam mu język.
Jednym ruchem mnie położył i musnął wargami moje usta. Odpowiedziałam na pieszczotę, ale po chwili jęknęłam z bólu.
-Kochanie, co jest?-zaaferowany odskoczył ode mnie, marszcząc czoło.
-Rodzę.
-Co?!
-Wyluzuj trochę. Jedno z tych twoich dzieci mnie kopnęło…
-Serio?-zrobił minę jakby dopiero teraz ogarnął, że jestem w ciąży…
Chwyciłam delikatnie jego rękę, przenosząc na mój brzuch. Wystarczyła chwila, aby wyczuł następne kopnięcie.
-Widziałaś to? Widziałaś? Matko, to moje dziecko! Rozumiesz?!
-Nosze je już piąty miesiąc, zdążyłam się zorientować.
-Fajnie co nie?
-To nie ty musisz sikać co minutę i dźwigać geny jakiegoś jełopa. To nie jest fajne.
-Ale jak już je urodzisz, to będzie fajne.
-Ja ich nie urodzę.
-To co z nimi zrobisz?
-Wypluje. Po kiego muchomora ciągle mi o tym przypominasz?-naburmuszyłam się.
-Ja? Jasne…
-Zapisałeś nas nawet do jakiejś pieprzonej szkoły rodzenia! Nie mam czasu na takie bzdury.
-Nie. Po prostu się boisz. Boisz się, boisz się, boisz się…-powtarzał jak mały chłopiec co doprowadzało mnie do szału. Skończyło się to na namiętnym pocałunku…
-Au!-tym razem on syknął, gdy uszczypnęłam go w pośladki.
-Och, zamknij się Malik.-westchnęłam ze śmiechem, ściągając z niego czarny t-shirt i jeansy.
-Mogłabyś być grzeczniejsza…
-To znaczy?
-Na przykład nosić spodnie które łatwiej się ściąga!
Gdy mu się udało usiadł na mnie okrakiem i znów wpił się w moje usta. Przejechał delikatnie ręką po linii mojej talii, na co zadrżałam. Następnie poczułam ciepło jego oddechu na szyi i pociągnęłam go za włosy. Jęknęłam cicho gdy polizał skórę za moim uchem, zaczynając kolejną malinkę… Niestety, Zayn gwałtownie wyskoczył z łóżka i cały czar prysł.
-Przepraszam, nie mogę…
-Co?-zachichotałam.
-To znaczy mogę, ale…
-Nie chcesz.-dokończyłam smutno.
-Właśnie. To znaczy chcę, naprawdę chcę, tylko…
-Po prostu już ci się nie podobam. Wiem, nie mam już płaskiego brzucha, ale troszkę się do tego przyczyniłeś…
-Jesteś prześliczna, po prostu boję się.
-Czego?
-Tam są nasze dzieci! Nie wydaje ci się, że… to nieelegancko z mojej strony?
-Sorry kochanie, ale tam nie dosięgniesz.
-Nie? No tak, nie. Myślisz, że nie będą złe?
-Pytaj.
W tym momencie klęknął, zbliżając twarz do mojego brzucha, co spotkało się z moim rozbawieniem.
-Mogę? Będę ostrożny, maluchy.
    Od rana, a właściwie południa, szykowałam się na galę, na której mieliśmy się pojawić dzisiejszego wieczoru. Nie przypuszczałabym, jak ciężko wybrać sukienkę mając z kilometr w biodrach!
-Ciesz się, że to nie ośmioraczki. Ostatnio czytałam artykuł o bardziej pechowej pani, która w ostatnich dwóch miesiącach musiała leżeć w łóżku, a jej brzuch sięgał prawie sufitu!
-Cicho Chris, pomóż mi to zapiąć.
-Nie ma szans. Może powinnyśmy pojechać na zakupy? Albo zadzwoń do swojego stylisty i po sprawie. Na pewno coś wykombinuje.
Posłuchałam przyjaciółki i poszłam do salonu po telefon.
-Hej Steve, musisz mi przygotować sukienkę na dziś.
-Idziesz gdzieś?-przeszkodził mi mój chłopak.
-Gala, głuptasie.-odpowiedziałam szeptem.-Więc masz jakieś pomysły lub…
-Oddzwonimy.-wyrwał mi telefon i warknął do słuchawki.
-Jak ty się zachowujesz?-oburzyłam się. Wszystkich nagle przestali interesować Przyjaciele i przysłuchiwali się o co tym razem się pokłócimy…
-Przecież nie idziesz na żadną galę.
-Owszem, idę. Jestem nominowana w katego…
-Co z tego? Jesteś w ciąży, a tam jest hałas, alkohol, dużo ludzi i w ogóle.
-Więc powinnam siedzieć w domu?
-Tak. Taylor Swift też nie było ostatnim razem, a ona nosiła jedno dziecko. Nagrała krótki filmik i gdy wygrała, odtworzyli go.
-Ale ty oczywiście pójdziesz.
-Muszę tam być.
-Ja też.
-Ale ja nie urodzę bliźniaków.
-I mówią, że ojcowie powinni mieć takie same prawa do dzieci… Z takim nastawieniem, nawet nie sądź się o opiekę nad nimi. A ja i tak tam pójdę.
-Nie pójdziesz.
-Pójdę!
-Zostajesz tu, kurwa!-krzyknął, ściskając w złości mój nadgarstek.
Tego było już za wiele. Co on sobie w ogóle wyobrażał? Moje kolano z impetem uderzyło w jego krocze.
-Nie dotykaj mnie, chuju.-moje słowa, zagłuszał jego jęk. Leżał już na podłodze. Nie zamierzam żałować.
Ruszyłam w stronę schodów, gdy coś ścisnęło mnie w brzuchu. Mimowolnie skuliłam się nie wytrzymując z bólu. Któryś z chłopców do mnie podbiegł i usłyszałam cichy głos Zayna „Wszystko okej?”, ale nie miałam zamiaru się już kłócić, więc powoli udałam się na górę, zamykając pokój na klucz.
   
*Louis*
    Dziś awantura aż wisiała w powietrzu, więc wolałem być grzeczny. Nie chciałem wiedzieć co się jeszcze wydarzy, bo podczas Brit, zawsze dzieje się coś ciekawego. Na przykład w zeszłym roku przed występem, Rihanna coś wciągała i zaczęła śpiewać nie swoją, a naszą piosenkę! WMYB na sucho w jej wykonaniu nawet mi się podobało. Dziwne, że po tylu latach od wydania, ona doskonale znała tekst. Cóż, dragi czynią cuda. Co roku modlę się, aby tematem plotek następnego dnia nie było One Direction…
-LouLou, widziałeś gdzieś moją stylową muszkę?-pytał śpiewająco mój mąż.
-Nope. Chociaż… sprawdź w pościeli. Ostatnio zakładałeś ją gdy… no wiesz.-zaśmiałem się.
-Co z Zayem?-zagadnąłem przechodzącego obok Irlandczyka.
-Już trzecią godzinę spaceruje po parku. Sądzę, że troszkę go boli, ale może to zapije i dobrze wystąpi. Ciesz się, że jesteś gejem, bracie. Kobiety biją bez wyczucia. Żaden facet nie zrobił by tego swojej miłości…-westchnął dalej siłując się z guzikami koszuli.
    Podczas rozdania nagród panowała mroczna atmosfera, lecz kiedy kolejny raz wygraliśmy najważniejszą statuetkę wpadliśmy w szał. Na after party nasz stolik był najgłośniejszy i lało się tam najwięcej alkoholu. Nawet nie wiem już z iloma gwiazdami tańczyłem, ale postanowiłem zaszaleć. Dało się jednak zauważyć, że Horanowi nie służy brak jego drugiej połówki, gdyż wskoczył na stół śpiewając do nóżki z kurczaka i densząc na odległość z Cher Lloyd. Tak, nasza koleżanka również miała wyraz twarzy typu „Ale ładny obrus, chyba jestem na koncercie, ale gdzie mój żyrandol, stado mrówkojadów się zbliża”. Payne oczywiście wyrwał już jakąś blondynkę i nie byłem pewny czy to przypadkiem nie Nicki Minaj. Minaj wychodząca rano z jego sypialni, przechodząca przez kuchnię, w której będę leczył kaca. Ciekawe. Nie mogłem namierzyć Malika, ale nie przejmowałem się tym twierdząc, że jeśli teraz nie przeprasza matki swoich dzieci na kolanach, myśli w samotności. Wtedy podeszła do mnie cycata dziewczyna i nie wiele myśląc zaczęliśmy gadać kręcąc się w rytm muzyki. Wśród upitych twarzy celebrytów, zauważyłem pewną smutną osobę, kryjącą się w kącie. Tak, to właśnie Harry. Uciekłem od nowej znajomej, by z nim pogadać.
-No chyba nie jesteś zazdrosny o kobietę!-powiedziałem odrobinę za głośno.
-Chciałbym też tak z tobą…-odpowiedział, spuszczając głowę w dół.
-Serio? Spotkajmy się za 5 minut pod barem, zobaczę co da się zrobić.
Jak zabawa to zabawa! Cóż, coś musiało mi pomóc…
-Jest tu coś mocniejszego od wódki? Coś po czym całkiem popłynę i jutro nie będę pamiętał. Dwa razy, proszę.
-Już się robi.
Dostałem błękitny płyn. Hmm, chyba większość sali po nim funkcjonuje, bo do tej pory miałem wrażenie, że jestem zbyt drętwy na to towarzystwo.
-Nie odpowiadam za nic co zrobię po wypiciu tego!-krzyknąłem do kamery, która akurat się zbliżyła.
Wylałem trochę na Hazzę, każąc mu pić. Nie wiedziałem co właściwie zamierzam zrobić. Wyciągnąłem go na sam środek parkietu i zaczęliśmy skakać do najnowszej piosenki Davida Getty. Po chwili wszystko wirowało, lub to ja wirowałem. Każdy z kolorów tęczy walał mi się przed oczami, stale oświetlając każdy centymetr naszych ciał. Nie mogłem przestać się ruszać, bo od razu padłbym na ziemie. Nie przerwanie wrzeszczałem słowa piosenek których wcale nie znałem. Co moment gubiłem gdzieś Stylesa, więc mocno trzymałem go za rękę. On natomiast wskakiwał mi na plecy, próbując ukraść czapkę Eminema. Czułem się jak na największym Rollercoasterze w Disney Landzie. Jakbym był ziarenkiem piasku molestowanym przez ocean. Tak, oczywiście wtedy krzyczałem „woda mnie molestuje”, spotykając się tylko z dłońmi Loczka błądzącymi po mojej głowie. Chyba chciał mi coś przekazać. A jeśli coś się stało? Nie mogłem go usłyszeć. Nie słyszałem już nic, oprócz tępego echa muzyki, która robiła ze mną co chciała. Ktoś ciągnął mnie za ręce, próbując zrobić zdjęcie. Ja dalej pląsałem, modląc się o to, by ta noc się nie kończyła.
-Spokojnie, BooBear.-szepnął mi do ucha mąż, gdy zabrzmiała kojąca piosenka.
Myślałem, że wyciszenie się będzie o wiele trudniejsze, ale szybko złapaliśmy wspólny, wolny rytm, kołysząc się w lekkim uścisku.
-Zawsze chciałem to zrobić.-uśmiechnął się, szepcąc.
-Mogę robić to ciągle, jeśli załatwisz nam więcej tego niebieskiego.
-Kocham cię.
-Ja też cię bardzo kocham.-odpowiedziałem, wciąż o ton za głośno.
-Cicho Loui. Powinieneś być tu z Dianą…-bredził coś od rzeczy.
-Kto to Diana?
-Twoja dziewczyna, Lou.
-To my nie jesteśmy małżeństwem?! Napij się.-wcisnąłem mu drinka, którą zabrałem 50centowi. On pewnie pije mocne, więc ok.
Od pewnego czasu doskwierał mi brak romantycznej melodii, która wcześniej otulała całe pomieszczenie. To chyba oznacza koniec wolnego, a ja jestem dżentelmenem.
-Dzięki, kochanie.-połączyłem nasze usta w głębokim pocałunku, śmiejąc się do niego, jak małe dziecko. Wolność i miłość to dwa najlepsze uczucia na świecie…
  
*Chris*
    Tym razem Zayn przegiął, to fakt. Alice wyszła z ukrycia dopiero gdy miała pewność, że chłopców nie ma. Naturalnie też zostałam, aby jej pilnować. Kto wie co strzeli jej, lub jej dzieciom do głowy. Rozsiadłyśmy się na sofie, oglądając bacznie transmisje z Brit.
-Skoro nie mogę tam być, pooglądam…
-Możesz tam być. Przecież…
-On ma rację, Christina. Lepiej będzie jeśli będę się trzymać z dala od niebezpiecznych miejsc. Oczywiście tak łatwo mu nie odpuszczę dzisiejszego numeru, ale on nas kocha i się boi.
    Gdy Lena dowiedziała się, że wygrała i mogła tam odebrać tą nagrodę, była jeszcze bardziej zła. Miałam chociaż nadzieje, że ten młot nie pójdzie na tą popijawę, tylko wróci ją przepraszać. Czekałyśmy i czekałyśmy… Ona też miała nadzieje. Co chwile zerkała na zegarek i z minuty na minutę smutniała. Na nagraniu z after party nie zauważałyśmy go, więc sądziłam, że utknął w korku.
-Idę po coś do jedzenia.-zakomunikowała odchodząc do kuchni.
Właśnie wtedy go pokazali. Z bardzo ładną brunetką, siedzącą mu na kolanach.
-Fuck.-wymsknęło mi się, przez co zwróciłam jej uwagę.
-Co?-zwróciła głowę na ekran.
-Idź już może spać, co? To męczący dzień. Ja już idę.-wyłączyłam telewizor, prowadząc ją na górę.
-Wejdę jeszcze na Internet, kładź się.-wydukała szybko ze szklankami w oczach.

    Obudziłam się obok spitego jak świnia blondyna, słysząc jakieś krzyki. O-oł. „Spierdalaj, skurwielu!”. No to chyba nie jest dobrze…
_______________________________________________________________

Prze-pra-szam. Może nie wiecie, ale rozdziały zawsze pisze w pt od 24-1/2 w nocy i w sb od 24 do 3 w nocy. W piątek usnęłam przytulona do laptopa, najwidoczniej musiałam odespać tydzień, w sobotę miałam imprezę urodzinową (tak, szybko się obudziłam, bo urodziny mam w marcu) i przyjaciółki u mnie spały. Więc rozdział jest dopiero dziś. Co do ośmioraczków:


Jak byłam mała zobaczyłam zdjęcie kobiety z kilka razy większym brzuchem i to była masakra. Wyobraźcie sobie takie rodzić, a potem wychować ;ooo.

Aha i jeszcze wam miałam pokazać najzajebistrzy tort na świecie (już z dziurami po świeczkach xd):


A teraz wyobraźcie sobie jaki był zajebiście dobry #haha. 
#Holidayiscoming

niedziela, 2 czerwca 2013

51. Bo we mnie jest seks...

*Chris*
    Nie odzywałam się do Nialla ok. tygodnia. Zwykle przeprasza po 2 dniach, ale chyba zmienił taktykę. Teraz sama przyszłam do ich domu, w którym właściwie też pomieszkuję, aby zobaczyć się z Alice. Po tym jak oznajmiła nam, że jest w ciąży, wszyscy się zmyli zostawiając mojemu rzekomemu chłopakowi pole do popisu.
-Też byś takie chciała?
-Co?-zapytałam ze zdziwieniem, że zaczął ze mną gadać.
-No takie małe Horanki.-stanął teraz naprzeciw mnie i pocałował w szyję.
-Przestań.-starałam się zachować powagę.
-Czemu?
-Nie dałbyś rady nawet takich zrobić.-pozwoliłam sobie się zaśmiać, co było chyba na miejscu.
-Dałbym. Jestem z Irlandii!-splótł delikatnie nasze palce.
-I ty naprawdę myślisz, że urodziłabym ci takie dzieci?
-Pewnie. Kochasz mnie.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową i uśmiechnęłam się. Już byłam jego… Ehh, pieprzony urok osobisty!
-Akurat.
-No przecież widzę jak się cieszysz na mój widok.-nonszalancko się szczerzył. Zauważył, że już ma z górki.
-Śmieje się z ciebie, bo ubrałeś bluzkę którą kiedyś przez przypadek wsadziłam w kuwetę u mnie w domu.
-Co?-jego mina drastycznie uległa zmienie.
-Co tam mówiłeś? Chcesz mi zrobić dzieci?
-Prałaś ją?
-Kogo?
-Dobra już okej. Tak, właśnie ogarnąłem, że nie masz kota. Wracając do tematu…
-Nie było żadnego tematu. Zostawiłam żelazko na gazie. To cześć…
Ucieczka trochę się nie powiodła kiedy przyciągnął mnie do siebie za rękę i pocałował.
-Pozwoliłam ci?
-Jesteś moja, więc sam sobie pozwoliłem.
-Nie jestem.
-Jesteś.
-Nie jestem.
-Jesteś.-tym razem szepnął, robiąc mi malinkę z uchem.
-Jestem.-przyznałam co spotkało się z jego zadowoleniem.-Ale skoro sam sobie pozwoliłeś, to dzieci też zrób sobie sam!
-Wiem, że najchętniej teraz poszłabyś do łóżka.-zaśmiał się. Za wszelką cenę chcę mnie zirytować. Ale coraz bardziej podobała mi się ta głupia gierka.
-Nie prowokuj mnie.
-Bo?
-Będę zmuszona nazwać cię Irlandzkim zgredem.
-Lepiej być Irlandzkim zgredem niż dziewczyną która ma ochotę go bzyknąć.
-Niall!
-O proszę! Krzyczysz moje imię, chociaż jeszcze nawet cię nie dotknąłem. Tak, jesteś nieźle napalona.
-Oh, Boże…
-Zostaw sobie te jęki na później, mówię ci.
-Lecz się.
-Może ty mnie wyleczysz?
-Tak, do cholery, kupię w sex shopie strój pielęgniarki i cię wyleczę, idioto.
-Ty to powiedziałaś… Chociaż z drugiej strony… Widzisz? Jak chcesz to potrafisz!
-Chyba musisz iść na dziwki, bo z tobą dziś nie wytrzymam…
-E, nie teraz. Kto wie co może zrobić żądna seksu kobieta. Spuszczę cię z oka, zgarniesz jakiegoś listonosza, a dzieci będą rude.
-Racja.-powiedziałam sarkastycznie.
-Czyli co…-zatarł ręcę.-Idziemy na górę, tak?

*Harry*
    Jestem rozdarty od środka. Mam wrażenie, że z każdą sekundą Lou kocha mnie coraz mniej, a jej pragnie coraz bardziej. Mimo że to tylko przykrywka naszego małżeństwa, dłużej tego nie wytrzymam. Od tygodnia śpi na kanapie i chyba nie ma zamiaru mnie przeprosić. Zerknąłem na zegarek. Po 3 w nocy, a jutro mamy koncert… Coś mnie tknęło i poderwałem się, zbiegając po schodach. W ciemnościach zmierzchu, zderzyłem się z czymś.
-Yym… Ja tam szedłem, bo… No, tam…-usłyszałem jego ciepły głos.-Przepraszam.
Oboje klapnęliśmy na drewnianych stopniach. Westchnąłem ciężko.
-Duszę się.
-Harry, ale…
-Nie kochasz mnie.
-A ty żyjesz w bajce, którą sobie wymyśliłeś! Nie, życie nie zawsze toczy się tak, jakbyśmy chcieli…
-Kilka lat temu żyłeś w niej ze mną… Mieliśmy się po prostu kochać, pamiętasz? Nie zważając na wszystko co nas otacza.
-Kochamy się, ale czasem trzeba ogarnąć rzeczywistość. Nikt nie zrobi tego za nas.
-Louis, miałeś mi codziennie robić śniadanie i masaż! Miałeś spędzać ze mną każdą wolną chwilę i przy mnie być! Czuje się oszukany…
-To może znajdź kogoś, kto cię nie oszuka…
-Nie powiedziałeś tego. Nie powiedziałeś, prawda?
-Kochanie…
-Tak k*rwa, tak będzie najwygodniej! Ja odejdę, a ty oficjalnie będziesz mógł z nią być.-podniosłem się, po chwili znów siadając.-Zdradziłeś mnie?
-Harry, skończ.
-Zdradziłeś czy nie?
-Moje serce jest zamknięte dla każdego oprócz ciebie. Poza tym, ona mnie nie chce, sama to przyznała.
-Pytałeś ją? Po co?
-Kiedyś mi to powiedziała, ot tak. Nie kłóćmy się…
-Oglądałem dziś nasze zdjęcie. Popatrz jak dorośliśmy… Pamiętasz to jak ubraliśmy dziwne stroje i pocałowałeś mnie na środku miasta? Czułem wtedy jakbym mógł wszystko…
-Podobało ci się to? Miałem wrażenie, że masz ochotę mnie zabić ze strachu.-zaśmiał się słodko.
-Ten strach był niczym w porównaniu do tego podczas akcji z podmienianiem zwykłych napojów z alkoholem… Tylko ty mogłeś wymyślić taką głupotę!
-O Boże, to było zaraz po X Factor na jakiejś gali, tak?-znów zaczął chichotać.
-Naprawdę nie pamiętasz tego jak upiłeś Katy Perry która w efekcie się do ciebie przystawiała? I to jeszcze przed jej występem więc na scenie o mało nie połamała nóg.
-Nie moja wina, że miała katar i nie czuła, że pije czystą wódkę…
-Wtedy jeszcze nie byliśmy razem…
-Pamiętam jak na mnie patrzyłeś.
-Jak na ciebie patrzyłem?
Próbowałem odtworzyć w pamięci moment kiedy się w nim zakochałem. Nie udało się. Może dlatego, że nadal, po tylu latach to robię?
-Może to głupie, ale wydawało mi się, że patrzyłeś jakby twoje oczy były otwarte tylko dla mnie. Byłeś zafascynowany jak mogę beztrosko żyć.
-Codziennie tak na ciebie patrzę. Codziennie zastanawiam się czy przypadkiem nie śnie, że mam obok siebie kogoś takiego.
-Jakiego?
-Kogoś perfekcyjnego i tryskającego radością, ale mimo to cierpiącego. Widziałem rysy i blizny na twoim sercu. Moją zagadką zawsze było co cię tak pokaleczyło i czy jestem w stanie to wygoić. Zniknęły, ale nie na długo…
-Styles, co ty ze mną robisz? Musiałem zrobić coś cudownego w poprzednim życiu, że los mi cię dał…
-Tracę cię, czuję to. Co mam robić, Loui?-mówiąc to, zacząłem płakać. Pierwszy raz od jakiś 2 lat przy nim płakałem. Chyba musiał stwierdzić, że jest bardzo źle…
-Jestem tu, jestem przy tobie. Do nikogo nie odszedłem, jestem twój.
-To dlaczego mam wrażenie, że uciekasz? Spieprzasz jak najdalej gdy próbuję wyciągnąć do ciebie dłoń i cię dotknąć.
-Dłużej tego nie zniosę, Hazz. Ciągłe kontrole ze strony menadżerów, nachodzenie przez Dianę, nacisk przez fanów i jeszcze ty, który mówi mi, że go nie kocham. To kolejne skazy, które na zawsze już pozostaną. Może uwolnić mnie tylko jedno.
Właśnie wtedy przycisnął mnie do schodów i mnie pocałował. Naszymi językami zawładnął ogień namiętności i pożądania. Może faktycznie przesadzam? Od kilku lat myślę, że w całej sytuacji to ja jestem tym poszkodowanym. Nie wpadłem na to, że to Lou musi spędzać czas z dziewczyną za którą nie bardzo przepada. Nie miałem pojęcia, że aż tak go to męczy…
-Przepraszam, Loui. Myślisz, że gdybyśmy byli w innym wszechświecie moglibyśmy być szczęśliwi?
-Jesteśmy inni, Harry.
-Wcale nie. Może to czas, żeby świat się dowiedział?
-Mówisz serio?

*Alice, miesiąc później*
    Wstałam wcześniej przebierając całą szafę. Nie znalazłam tam nic, w co mogłabym się zmieścić. Jednym z minusów bliźniaków to dwa razy większy brzuch… Winowajca po prostu sobie spał, gdy ja rozpaczałam nad swoim losem. Nie, narobił dzieci to teraz niech płaci…
-Zayn, wstawaj.-ruszyłam jego ręką.-Zayn!
-Co się dzieje?-mruknął niezadowolony.
-Rodzę.
Miałam nadzieję, że to na niego podziała, ale nie sądziłam, że zerwie się na równe nogi. Starałam się ukryć głupi śmiech.
-Zluzuj troszkę, to dopiero za jakieś 4 miesiące…
-Chciałaś coś konkretnego, czy może znów mam z tobą iść do kuchni, żebyś napiła się mleka, zagryzając kotletami jak ostatnio o 3?
-Jezu, nikt ci nie kazał ze mną iść. Poza tym jestem w ciąży więc mogę.
-Gdy zarabiam na koncertach na te twoje zachcianki, to potem nie dasz mi się wyspać, bo w nocy siedzę z tobą w łazience i trzymam ci włosy kiedy rzygasz jak kot…-zakpił ze mnie, uśmiechając się ciepło. Przynajmniej ma dobry humor…
-Boże, to wcale nie było od tego…
-Oczywiście. Więc czego chcesz?
-W nic się nie mieszczę.
-Nie dziwi mnie to.
-Gdybyś teraz nie wyglądał tak słodko, a za razem seksownie to dostałbyś w ryj. Musimy pojechać na zakupy.
-Dobrze, tylko najpierw tweetnę, że część fanek ma rację, że to nie moje dzieci, że mnie wrabiasz dla kasy.
-A ja tweetnę zdjęcie twojego przyrodzenia.
-Masz takie zdjęcia?-zaśmiał się będąc trochę w szoku.
-Nie, ale mogę zrobić.
-Więc rób.
-Najpierw musze kupić obiektyw z ekstra przybliżeniem.

-No to chyba przez Internet skoro nie mieścisz się w żadne ciuchy. W drzwi już pewnie też…-tak, za to dostał po tym pustym łbie.
___________________________________________________________________________

Dziwnie trochę wyszło z 1 sceną xd Miał być jakiś jeden żart ze strony Horana, a tu sru, zaszalałam ;p Już po przeprowadzce, ale mimo, ze kolesie którzy przenosili meble ociekali seksem mi je popsuli. Nic nie mogę rozpakować, bo z kolei drugi przystojniak, który ma mi je naprawić przyjdzie dopiero w poniedziałek #lifeisnotfair Nie wiem jak pójdę do szkoły nie mogąc znaleźć książek i ubrań ;oo