niedziela, 12 maja 2013

48. Cup of tea. Tea of cup.


-Alice! Patrz! Patrz tu!-krzyczała moja przyjaciółka, wskazując starą kamienice, którą objęło ujęcie.-Czy to tutaj…?

-Masz na myśli…-zaczęłam sobie przypominać.
-Wakacje 09’, tak!
-Mogłybyście wyjaśnić…?-wtrącił się do rozmowy Hazz.
-Więc… Kiedyś podczas powrotu z imprezy, stwierdziłyśmy, że chodniki są zwyczajnie głupie i szłyśmy środkiem ulicy. Policja obok nas przejechała i kiedy ogarnęli co robimy zaczęli się wracać, a my uciekać! Pierwsza myśl to były właśnie mury tej kamienicy. Myślałyśmy, że się udało, ale stali tam jacyś nieprzyjemni kolesie…-tłumaczyła Chris.
-Taa. Jeden z nich, zaszantażował mnie, że, można powiedzieć, jeśli się z nim nie umówię, to nas wyda.
-I co zrobiłaś?-dopytywali.
-Na szczęście przechodził tamtędy nasz kumpel. Wyglądał dość groźnie, bo trenował, bodajże boks. Zaczęłam go całować, udając, że jesteśmy razem. Tamci uciekli, a gliny odjechały Potem okazało się, że mu się podobałam i byliśmy razem jakieś 3 miesiące…-bawiło mnie, że im więcej mówiłam, tym bardziej Malik był wkurzony.
-Tylko ona, przez przypadek, wyrywa najlepszy towar w całym Manchesterze!-zaśmiała się moja przyjaciółka.
-Zaraz, zaraz… Czyli wtedy miałyście 15 lat? I wracałyście spite z imprezy i goniła was policja? Boże, co za zdemoralizowane dzieci…-Loui pokiwał głową z niedowierzaniem, a ja walnęłam go w ramię.
-To był raz! Zresztą, przynajmniej wtedy nie miałyśmy takich problemów jak w 2010…-zaczęła, a ja już wiedziałam o co chodzi.
-Noo…? Opowiadajcie!-domagał się Liam.
-Pewnego popołudnia nudziło nam się, więc napisałyśmy na kartce ‘beach’ i łapałyśmy stopa. Zatrzymało się dwóch kolesi, w pięknym, terenowym i dużym aucie, z taką zarąbistą przyczepą. Oczywiście wsiadłyśmy, a że było piekielnie gorąco, ściągnęłyśmy bluzki, bo pod spodem miałyśmy bikini. Ciuchy naturalnie porwał wiatr i tyle je widziałyśmy. Oni zaś, obiecali nam, że nigdy nie zapomnimy tej nocy. Zabrali nas do klubu z karaoke, gdzie każdy po głębszym, próbował swoich sił. Śpiewałam wtedy I gotta feeling i się wywaliłam, kontynuując na leżąca. Od tej pory stało się to tradycją pubu!-zaśmiałam się z tej sytuacji.
-Co ty w sobie masz, dziewczyno?-zaśmiał się Styles.
-Nie wiem. Tak samo nie wiem jak potem znalazłam się w samochodzie z jednym z nich…-oczywiście groźny wzrok Zayna. Chyba nie odpowiadały mu rozmowy na temat naszych wakacyjnych przygód.-Nie bzyknął mnie, jasne?! Spałam tam tylko.
-Skąd możesz wiedzieć?
-To, że umiem się dobrze bawić, nie oznacza, że jestem dziwką.-ciekawe jakim tonem to powiedziałam, skoro mulat zaczął mnie od razu przepraszać…
-Ale i tak nic nie pobije lata rok później! Nigdy tego nie zapomnę!
-O tak, to było coś. Projekt X…-uśmiechnęłam się na same wspomnienie.
-Byłyście na projekcie X?! Bez nas?!-wydarł się LouLou.
-Czy byłyśmy? Człowieku, Alice to organizowała!
-No chyba sobie żartujesz…-wtrącił Horan.
-Największa, najlepsza, najbardziej szalona impreza w moim życiu! Większość czasu spędziliśmy nad basenem. Nie wiem nawet ile wypiłam, ale to był taki amok… Skakałam z balkonu do wody!-ekscytowałam się.
-Połowa ludzi latała tam na golasa, część oblewała się nawzajem wódką, a potem brała prysznic, zalewając dom. Chyba nawet jakiś glina przyjechał w interwencji, ale szybko się przyłączył. Po za tym, ludzie pieprzyli się chyba w każdym pokoju.
-Wy też?-gdy wszyscy patrzyli się z ustami ułożonymi w ‘o’, Zay nie wahał się pytać.
-Jeśli musisz wiedzieć, to nie, oprócz tego typa, co chciał mnie zgwałcić…
-Co?-poderwał się.
-Siadaj, to było dwa lata temu, imbecylu.-uspokajałam go.-Po prostu nie byłam zbyt świadoma, a on to wykorzystał ciągnąc mnie do któregoś z pomieszczeń. Na szczęście, nagle wbił tam Brian…
-Ah, właśnie, wtedy poznałaś Briana!
-A kto to?-dopytywał się Daddy.
-Mój pierwszy ‘poważny’chłopak.-odpowiedziałam krótko.
-Co to znaczy?-wymienili spojrzenia, śmiejąc się pod nosem.
-To znaczy, że naprawdę mi na nim zależało. Ale z was dupki…
-Tak propos, to co z tą drugą?-spytał Nialler wskazując na swoją dziewczynę.
-Ona? Wtedy była dziewczyną Alexa. ‘Untouchable’ dla wszystkich płci przeciwnej.-zaśmiałam się przypominając sobie jego zazdrość. Z jednej strony szkoda, że im nie wyszło…
-Szkody były duże?
-Właściwie, to chyba tylko za ekipę sprzątającą… Po za tym, to było już po tym, jak mama przestała być mamą, a zaczęła być tylko źródłem pieniędzy. Nie miałam żadnych skrupułów, co do wyciągania od niej kasy…
-Czemu?-odezwał się Irlandczyk, na co dostał z łokcia od Payna.
-Przestała mnie kochać. Przynajmniej tak mi się wydawało, dopiero pół roku temu zobaczyłam świat z jej perspektywy. Wiecie co oznacza, dla dorastającej, głupiej nastolatki brak miłości? Przywykłam, że ojciec mnie nie kocha, potem ona zaczęła mieć mnie w dupie. W bracie też już nie miałam wsparcia, bo prawie w ogóle nie bywał w domu. Młodzież tak naprawdę potrzebuje rodziców, chyba najbardziej w całym życiu. Aby pomogli przetrwać ten ‘burzliwy’ okres. Wyobraźcie sobie, że całymi dniami siedzicie sami w domu. Rzadko jadłam obiady, bo codziennie nie chciało mi się gotować. Mogłam właściwie robić co chciałam. Jeść ciągle fast foody, zostawać długo u znajomych i na melanżach, ubrać się w zimie w bikini… Nie robiłam tego. Kiedy nie ma kto o ciebie zadbać, postawić ci jakiejś bariery, zatroszczyć o zdrowie czy naukę sam musisz to zrobić. Właśnie dlatego zrobiłam ten Projekt X. Zapomniałam o tym wszystkim na jedną, pieprzoną noc. Było fajnie…

*Niall*
    Po pysznej kolacji w jakiejś restauracji, odprowadziłem moją dziewczynę do domu. Już dawno nie spędziliśmy razem wieczoru, nie przejmując się chorobą, pogrzebem lub resztą z licznych problemów. Byliśmy tylko my.
-Może wejdziesz na herbatę?-zapytała zabawnym tonem.
-A jaką masz?
-Owocową w granulkach, cytrynową i karmelową, o ile tata nie wypił. Więc?
-Ogej, przekonałaś mnie.
Już w holu, przycisnęła mnie do ściany, namiętnie całując. Odwzajemniłem pocałunek, by po chwili się od niej oderwać.
-Witasz tak każdego gościa?
-Jeżeli jest taki przystojny, czemu nie?-odpowiedziała figlarnie, włączając czajnik.
-Nie podlizuj się, tylko dawaj herbatę!
-To chwile potrwa, chodźmy na górę.-pociągnęła mnie za rękę i po chwili byliśmy w jej pokoju.
-Hmm… Twoi rodzice nie wracają na noc?
-W zasadzie powinni być rano. Będę tu trochę samotna…
-Mam zadzwonić po Alice? Na pewno zgodzi się pomóc. O, woda się zagotowała.-zbiegłem na dół śmiejąc się pod nosem.
Usiadłem przy dużym stole w kuchni i powoli sączyłem napar. Jej wzrok był wystarczająco wymowny, więc milczeliśmy.
-Dzięki za gościnę, późno już. Będę się już zbierał…-podniosłem się, gdy filiżanka zrobiła się pusta.
-Proszę.-jej głos rozbrzmiał kiedy miałem już chwytać klamkę.
-Co?
-O to ci chodziło. Proszę zostań tu na noc.
-Czy może raczej „proszę prześpij się ze mną”? Zastanawiam się, dlaczego mówi się, że to faceci są bardziej napaleni.
-Oh, daj spokój. Wcale byś nie wyszedł. I tak jak każdy facet masz to w oczach…
-Obejrzymy film?
Stale obserwowała wszystkie moje gesty, ale starałem się zachowywać normalnie. Jakbym nie był jednym z wielu napalonych. Usiedliśmy w salonie, włączając byle co. Żadne z nas nawet nie skupiało się na filmie. Pękła pierwsza i usiadła na mnie okrakiem, oddając na moich ustach długi pocałunek. Po chwili zassała skórę na mojej szyi.
-Wygrałeś, Horan, jasne?!
Oboje wstaliśmy i dopiero wtedy zacząłem ją rozbierać, pieścić, oraz oddając na jej ciele miliony pocałunków…
    Skończyło się na tym, że zasnęliśmy na kanapie. Gdy się obudziłem, Christina najprawdopodobniej brała prysznic. Ja postanowiłem zrobić nam coś do jedzenia, uprzednio włączając radio. Gdy puścili What makes you beautiful mimowolnie zacząłem tańczyć.
-Eem… To może zrób śniadanie, a ja zaparzę herbaty?-słysząc głos jej mamy zamarłem. Oczywiście miała u boku męża. Warto dodać, że miałem na sobie tylko białe slipki. Boże… Gdy odwróciłem się do nich przodem, jej oczy mnie zlustrowały, po czym szybko uciekła wzrokiem na, zapewne nad wyraz interesujące, paznokcie.
-Cóż, niektórzy witają teściowe kwiatami, inni czekoladkami, a mój zięć widokiem przyrodzenia… Chyba pójdę o tym zatweetować, niech mi zazdroszczą!-zaśmiała się wygrzebując telefon z torebki.

*Harry*
    Nienawidziłem momentu kiedy ktoś z Modest! chciał pogadać ze mną i Louim… Zawsze kiedy byłem przed ich biurem, moje nogi robiły się jak z waty. To jak okropny sen, w którym nie możesz biec i się chronić. Musiał złapać mnie za rękę i zaciągnąć do windy.
-Nie chcę!
-Hazz… Ja też, ale wiesz, że musimy…
-Nie!-miałem szklanki w oczach, kiedy nie wiele myśląc kliknąłem przycisk stop.-Oni wiedzą już o ślubie!
-Ej! Zatrzymałeś między piętrami!
-I bardzo dobrze! Nigdzie nie idę, niech pocałują się w te spasione i nadęte dupy!
-Tu są kamery.-szepnął z chichotem, który zawsze mnie omamiał.
Momentalnie również się uśmiechnąłem. Tommo przywrócił windę w ruch. Czemu ona jest taka szybka? Gdyby mnie tak nie trzymał, zwiał bym w ostatniej chwili.
-Witajcie, chłopcy. Nie będę przedłużał. Doskonale wiecie, że wasz związek nie może wyjść na jaw.
-I nie wyjdzie…-starałem się go upewnić.
-Wolałbym nie ryzykować. Louis, od tej pory ty i Diana „wróciliście” do siebie, jasne?
Zamarłem. Że co? Że co, k*rwa?!
-Nie gapcie się tak! Oczywiście ona o wszystkim wie. Zgodziła się.
-Dlaczego ona?-wysyczał, starając się w miarę opanować.
-Po pierwsze to będzie bardziej wiarygodne, a po drugie już się znacie, byliście w związku, więc będzie łatwiej. Nie musisz z nią spędzać każdej chwili. Trzy razy w tygodniu po kilka godzin… Sądzę, że to póki co wystarczające. Naturalnie, o każdym waszym wyjściu, informujecie paparazzi. Tu masz numer, pod który dzwonić.-z rozdziawionymi ustami, byłem wbity w niezbyt wygodne krzesło i przyglądałem się jak Lou wyciąga rękę po wizytówkę. To ewidentnie są jakieś jaja!
-Ale zaraz! On ma męża!-starałem się zaprotestować.
-W tym problem, a my staramy się go rozwiązać.
-Ou, czyli jestem problemem… Ale spokojnie, przecież można wynająć dziwkę, żeby nikt się nie zorientował. Co to za kłopot którego nie rozwiążecie?
-Właśnie!-facet po pięćdziesiątce, chyba nie zrozumiał sarkazmu.
-Niech się przeliżą na ulicy, na potwierdzenie uczucia. A może on zrobi jej dziecko, żeby media miały dowód ich miłości?-sądzę, że słyszał mnie cały biurowiec.
-Masz tu namiary na dobrego psychologa. Mógłby ci pomóc to zrozumieć i zaakceptować…
-Nie przerywaj, pie*dolony, stary ch*ju! Zresztą nie mam już nic do dodania.-zbiegłem po schodach w niesamowitym tempie.
Próbował mnie dogonić, ale na od razu wszedłem do taksówki.
    Leżałem zwinięty w kulkę i całkowicie okryty kołdrą. Nie zapomniałem o zamknięciu drzwi na klucz.
-Spieprzaj, Tomlinson!-krzyknąłem, nie wytrzymując ciągłego dobijania się.
-Otwórz te cholerne drzwi. To bez sensu, bo i tak je wyważę!
Wstałem, okrywając się pierzyną i wpuściłem go.
-Jakim prawem jesteś na mnie zły?!
-Takim, że uśmiecha ci się współpraca ze śliczną ex. Zero protestu, zero walki o wolność…
-Znów kłótnia o to, że staram się być odpowiedzialny i rozumieć prawa rządzące światem?
-Czemu kiedy jest dobrze, wszystko musi się spieprzyć?! Czemu oni nie pozwalają mi cię kochać? Chcę cię tylko kochać, nie proszę o nic więcej…-w tym momencie płakałem jak małe dziecko, co nie przeszkadzało mi w panicznym krzyku.
-Zostawisz mnie. Wiem to. Będzie się liczyć tylko ona, a ja pójdę w zapomnienie. Kocham cię egoisto! Za co mi to robisz?! Jestem gotowy oddać za ciebie życie, natomiast ty jesteś gotowy okłamywać mnie, kiedy już ją przelecisz. Nie oszukujmy się, prędzej czy później to nastąpi. Oni wystawiają nas na próbę! Chcą żebyśmy się rozstali!-to już była zwykła histeria.
Całe szczęście nie miałem pod ręką niebezpiecznych narzędzi… On położył nas, okrył nawet głowy i mocno przytulił. Czułem, że jego oddech delikatnie muska moje loki.
-Spokojnie, kochanie… Oni nic o nas nie wiedzą…
____________________________________________________________

Następny rozdział będzie 2 lata później... Wiem, że to dziwne. Zapewne troszkę zdziwi was to co się będzie działo ale korci mnie żeby o tym napisać. I kiedy skończę ten wątek blog też się skończy... Takie życie ulicznego rapera... xd

3 komentarze:

  1. Nie kończ tak szybko tego opowiadania!! Będzie bardzo bardzo szkoda!!! Chcemy więcej rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
  2. O CHOLERA! Mam łzy w oczach! Nie kończ!
    Kocham!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic nie może wiecznie trwać...
    Opowiadanie na prawdę świetne :)

    OdpowiedzUsuń