niedziela, 26 maja 2013

50. Keep calm.

    Myślałem że tej nocy nie będę spał, jednak skoro się obudziłem, chyba musiałem zasnąć. Momentalnie przypomniały mi się wydarzenia z poprzedniego wieczora. Przeczesałem włosy dłonią i spojrzałem na Lenę. Z jej oczu leciały pojedyncze łzy, ale się nie odzywała.
-Nie płacz, proszę cię.-przytuliłem ją do siebie mocniej.
-Jak mam nie płakać? Zachowałeś się wczoraj jak dupek…
-Przepraszam, to przez szok…
-Nie musisz wracać do Anglii?
-Nie wiem… Nie wiem co mam zrobić.
Wtedy rozbrzmiał mój telefon. Menadżer. No to super…
-Możesz mi wyjaśnić gdzie jesteś? Dzwonię do ciebie od wczoraj!
-Ja… Um… Miałem sprawę w Paryżu.
-Gdzie? Zresztą, nie obchodzi mnie to. O 16 masz być w Manchesterze.-jego srogi głos błądził mi po głowie. Odłożyłem telefon wracając do łóżka.
-Posłuchaj… Zagram te 3 koncerty i w środę widzimy się w domu, dobrze? A teraz odwiozę cię na lotnisko.
-Ale…
-Zayn, nie kombinuj, nie mamy innego wyjścia…
    Gdy przebiliśmy się przez wszystkie korki i dotarliśmy, zastanawiałem się czy nie zrezygnować. Może nie będzie biletów? Wtedy chyba wyślą po mnie helikopter…
-To tylko kilka dni.-starała się mnie uspokoić wychwytując moją niepewność.
-Uważaj na siebie. Nie wariuj na koncertach, a po nich od razu do hotelu. I nie płacz. Pogadamy sobie w domu. Kocham cię.-pocałowałem ją krótko, ponieważ musiałem pędzić na odprawę.
-Zay, to bliźniaki.-rzuciła kiedy już przeszedłem przez bramki i uciekła zostawiając mnie w osłupieniu.

*Alice*
    Pospiesznie znalazłam auto i schowałam się przed fanami, którzy zaczęli się orientować, że tu byliśmy. Kolejne łzy poleciały mi bezwiednie, ale szybko je otarłam i chciałam ruszyć. Wtedy dostałam SMS-a.
„Zrobiłem ci coś kiedyś, że się mnie boisz?”
Moją pierwszą reakcją było napisanie ‘Nie boję się’, ale szybko to wykasowałam. Nie będę kłamać, byłam przerażona. Kurczowo ścisnęłam kierownicę, aby moje ręce przestały dygotać. Tak, od wczoraj mam wrażenie, że zaraz zemdleje ze strachu. Ja będę matką. Co więcej, to będą bliźniaki… Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jak będzie wyglądać nasza przyszłość? Zayn wcale nie cieszy się z tej nowiny. Wątpię, że wiązał ze mną plany na całe życie, a teraz jest już za późno na jakiekolwiek przemyślenia... Chcę zniknąć.

*Kilka dni później*
    Kiedy tylko weszłam do domu usłyszałam jakby anielskie głosy. Wkraczając do salonu zauważyłam otwarte drzwi na ogród. Oniemiałam przez to co zobaczyłam. Chłopcy siedzieli przy ognisku, Niall z gitarą. Śpiewali I’m Yours, śmiejąc się i zapominając niektórych wersów. Byli szczęśliwi i zgodni chyba pierwszy raz od jakiś 3 miesięcy. Oczywiście od razu się poryczałam, bo miałam przed oczami chłopczyków z 2011 roku, kiedy nagrywali to na plaży i… Teraz byli tak samo stuknięci i tak samo się kochali jak wtedy. Kompletnie rozbita emocjonalnie, usiadłam na podłogę, śledząc dalsze wydarzenia.
-Już prawie nic nie pamiętasz!-zaśmiał się Li z Louiego.
-Oh, zamknij się! Dawno nie słuchałem tej piosenki!-szturchnął go w ramię.
-Starość nie radość…
-Smarkacz bez szacunku… Wytrzyj mleko spod nosa!-znów się zaśmiali.
-A może pamiętasz jeszcze…
-Wonderwall.-dokończyłam za Horana, a wzrok całej piątki na mnie spoczął.-Musisz pamiętać Wonderwall…-odezwałam się ciszej.
Kiedy mój chłopak chciał do mnie podejść wróciłam go na miejsce.
-Jazda, śpiewać, śmiać się i kochać. Ja sobie popatrzę.
Usiadłam bliżej decydując się nagrywać. Po chwili dołączyłam do nich i razem płynęliśmy krainą rozkoszy jaką jest muzyka…
    Jakiś czas później niestety zrobiło się późno, chłopcy poszli spać, a my gadać… Rozsiadłam się na łóżku, podczas gdy Zay przebierał się w otwartej łazience.
-Przemyślałeś to sobie?
-Co?
-No wiesz…
-Posłuchaj…-podszedł do mnie i chwycił moje ręce.-Kocham cię najbardziej na świecie i jestem trochę w szoku, ale jestem megaszczęśliwym… tatą.
Czy on powiedział…? On powiedział że jest ‘tatą’?
-Naprawdę?
-Nie, ale nie mogę już słuchać jak płaczesz.-odepchnęłam go lekko, co spotkało się z jego śmiechem.-Tak, naprawdę! Który to tydzień?
-No właśnie… czternasty.
-Co? Już?
-Nie martw się, byłam grzeczna. Pracowałam nad płytą, więc nie chodziłam na imprezy. Co najwyżej dym papierosowy…
Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Zacisnął pięści i odwrócił się do mnie plecami. Usiadłam na łóżko, trochę żałując, że mu to wypomniałam. Mam wrażenie, że najchętniej teraz strzeli sobie w łeb. Nagle odwrócił się i klęknął przede mną na kolana.
-Przepraszam… Ja naprawdę nie chciałem… Już nie będę, obiecuje…
-Zayn, spokojnie, uspokój się. Czasem warto pomyśleć co się robi. Kiedy przy mnie paliłeś, nie martwiłeś się o moje i twoje zdrowie?
-To nie tak… A jeśli się coś stanie?
-Nie mów tak, po prostu to rzuć.
Niespodziewanie położył rękę na moim brzuchu. Delikatnie i z ostrożnością pogładził moją skórę. Przeszły mnie przyjemne dreszcze i pojawiła się gęsia skórka.
-Tak, przytyłam. Ciekawe, że dopiero teraz to zauważasz…
-Już wcześniej zauważyłem…
-Co?
-No przecież jakbym ci powiedział to byś mnie zostawiła wcześniej bijąc i wyzywając…-zaśmiał się.
-Ej, nieprawda!-starałam się uwierzyć, że bardzo za bardzo przesadził.
-Jaaaasne.
Po chwili oboje leżeliśmy w łóżku, rozmyślając za pewne o tym samym. Rozpętała się wielka burza, której towarzyszyła ściana deszczu. Z każdym błyskiem, który oświetlał nasze ciała, ściskałam go coraz mocniej.
-Boisz się.-bardziej stwierdził niż zapytał.
-Boje. Nosze pod sercem dwójkę dzieci kompletnego kretyna. I nie wiem co zrobić z tym faktem… A ty nie?
-Kocham cię. Zawsze chciałem mieć z tobą dzieci. Takie dwa małe istotki, które będą nasze, wspólne… Owoc naszej miłości.
-Serio wyobrażasz sobie nas w roli rodziców? Na porodówce, potem w wychowaniu dwóch niemowlaków, jednocześnie pracując…
-Zamknij oczy i wyobraź sobie teraz nas, kiedy pierwszy raz je zobaczymy. Pierwszą kąpiel, kołysanki, nieprzespane noce…
-Nie dam sobie rady.-wtuliłam się w niego mocniej.
-Hej, nie mów tak.
-Wiesz ile roboty jest przy jednym dziecku? Będziemy mieć takie 2 egzemplarze na raz!
- Dobra, ja mogę opowiadać im bajki, ale ty chodzisz na wywiadówki.
-Ty przebierasz pieluchy!
-Jasne, jeśli chcesz mogę też je urodzić i karmić piersią.
-Mógłbyś?
-Jeśli byłabyś szczęśliwa…-grzmot zagłuszył jego szept, po czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
    Następnego dnia rano mieliśmy umówioną wizytę u lekarza. Wymknęliśmy się niepostrzeżenie z domu by uniknąć niewygodnych pytań.
-Błagam, zachowuj się tam normalnie, albo cię wyrzucę.
-To może ustalmy jakiś znak, jakbym mówił coś nie tak.
-Jaki?
-Pocałujesz mnie.
-Hmm, niech pomyślę… Nie. Masz być grzeczny, albo szczekasz w samochodzie.
-Szczekam?
-Ugh, przejęzyczyłam się.
-Hau, hau.-zaskomlał mi do ucha, na co zachichotałam.
Na szczęście nie musieliśmy czekać w kolejce i po chwili rozsiedliśmy się w gabinecie, czekając na lekarza.
-A tylko spróbuj…-syknęłam, widząc jego przebiegły uśmieszek.
-Hau, hau.-zawył.-Hau, hau.
Nie wiele myśląc go pocałowałam, by się wreszcie uspokoił.
-Miłość rodziców jest ważna dla płodu, ale może nie w gabinecie…-westchnął ginekolog z przejawami siwizny na włosach.
-Do mojej dziewczyny ostatnio nic nie dociera… To zapewne przez dzieci.
-Dzieci?-powtórzył zdziwiony.
-Zapomniałam pana poinformować. To bliźniaki.
-O, to w takim razie podwójnie gratuluje. W takim razie najpierw USG, następnie posłuchamy serduszek.
Wydawało mi się, że to dla niego lepsze nawet niż oglądanie samego siebie na MTV. Chciałam zrobić zdjęcie jego miny, ale ten facet wystarczająco miał nas za dziwaków. Zaczynałam myśleć czy aby na pewno jest przytomny…
-Wszystko jest dobrze?-zapytał poważny, gdy ocknął się z transu.
-Na to wygląda. To bliźnięta jednojajowe. Teraz mierzą ok. 9cm. Posłuchajmy serc.
Teraz było jeszcze gorzej, również ze mną. Ostatecznie z gabinetu wychodziłam zalana łzami. Mój chłopak również nie był w najlepszej kondycji, ale za wszelką cenę starał się to ukryć. Tego po prostu nie da się opisać… Oznaki życia malutkich stworzeń które są we mnie i muszę się nimi opiekować. Za to mną opiekuję się ich tata, który dał im życie. To rzekomo podstawy biologii, ale gdy się tego doświadcza wszystko wygląda magiczniej. Byliśmy zmuszeni trwać kilka minut w aucie, abym mogła bezpiecznie dojechać.

*Zayn*
    Gdy dotarliśmy do domu, postanowiliśmy urządzić sobie mały piknik w ogrodzie. Było ok. 12, a ten dom dopiero budził się do życia. Nakarmiłem Alice kawałkiem arbuza, którego sok po chwili spływał po jej ciele. Przyglądałem się czerwonej kropelce, dopóki gdzieś nie zniknęła pod jej letnią sukienką.
-Musimy im powiedzieć.-odezwała się.
-Teraz?
-Właściwie to… tak.
-Oh daj mi zjeść, zgłodniałem.
-Rozmawiasz z kobietą która musi jeść za troje.
-Horan je za całą Irlandię, a jakoś funkcjonuje.
-Czyżbym usłyszał słowo ‘Irlandia’?-prawie, że odśpiewał wesoło skacząc w naszym kierunku.
Reszta również się zeszła. Zrobiło się z tego wielkie halo, bo zajarzyli, że coś im chcemy powiedzieć. Ciekawe jak zareagują… Może to jednak nie właściwy moment Chris i Niall dalej są skłóceni, między Larrym raczej też nie doszło do kompletnej zgody.
-Więc?-zachęcali nas do wyznania.
-Więc spłodziłem.
-Co spłodziłeś?-zakpił Payne.
-Bliźniaki spłodziłem.
-Czyli mamy rozumieć, że…
-Jestem w ciąży.-dokończyłem za Louiego.
-Aha. Aha… Co?
-No dobra, ona jest…-wskazał na mnie, pożerając wielki kawałek ananasa.
-Gdzie tu jest ukryta kamera?-zawołał Harry.-Jeśli znów Nickelodeon nas wkręca, to to już robi się nudne…
Popatrzyłam na nich wzrokiem typu ‘czyli to jest idiotyzm poziom hard?’ i wstałam z miękkiego koca.

-Idziemy dzieci. Oni was zdemoralizują…
___________________________________________________________

Akuku! Jednak jest rozdział bo przeprowadzam się w Boże Ciało. Jezuuu, już nie mogę się doczekać. Właściwie miałam się już przeprowadzać pomiędzy Bożym Narodzeniem i sylwkiem, ale z różnych powodów się 'troszkę' przeciągnęło... Cóż, czym są 4 dni w porównaniu do 6 miesięcy? c; Też teraz macie zapierdziel żeby popoprawiać wszystkie oceny? #ehh Keep calm, holidays is coming!

6 komentarzy:

  1. JUŻ 50!!!
    jeju!!! to bliźniaki!! awww <3
    fajnie że dodałaś szybciej ^^.
    czekam na następny :)
    + todayiamwithyou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Weszłam dzisiaj i przeczytałam całego bloga, tak mnie wciągnął. A jeśli jutro z odpowiedzi z historii dostanę jedynke to chce, abyś wiedziała,że to wina twojego bloga ;-) xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww jak miło! c; Trzymam za ciebie kciuki jutro, historia to zło!
      PS Napisz czy masz tą pałe czy nie ;p xx

      Usuń
  3. boskie! ;d super! czekam na następny! mam nadzieję, ze szybko dodasz ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. hahahah! To ostatnie zdanie mnie rozwaliło! ;D
    Cudne *.*
    Niecierpliwie czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś świetna leje się ze śmiechu: "Chodźmy dzieci oni was zdwmoralizują!" i
    "- Rozmawiasz z kobietą która musi jeść za troje.
    - Horan je za całą Irlandie, a jakoś funkcjonuje." Hahahaha :D

    OdpowiedzUsuń