niedziela, 19 maja 2013

49. Just give me a reason and I'll be resentful forever...


*2 lata później, Alice*
-Wyłącz ten budzik, idioto.-wyszeptałam groźnie.
-Śpię.
-Wyłącz powiedziałam.
-Czemu ty tego nie zrobisz?-Zay był wystarczająco rozbudzony do kłótni.
-Bo śpię.
-Ja też. Więc czemu ja mam to zrobić?
-Bo mnie kochasz.
-Ty mnie nie?
-Ja ci tego nie musze udowadniać wyłączając budzika.
-A ja muszę?
-Po prostu przesuń rękę i wyłącz ten pieprzony alarm!
Ta sprzeczka całkowicie postawiła mnie na nogi. Zeszłam na dół, zauważając kogoś na kanapie w salonie. Harry. No tak, zapomniałam, że razem z Louisem znów mają ‘ciche dni’. To męczy widząc ich takich, ale nie będę się już wtrącać w ich sprawy. Są dorośli, są małżeństwem, wiedzą co robią. Gdy bezczynnie siedziałam na blacie, czekając na wrzątek, moją uwagę przykuło coś innego. Liam żegnający się z dziewczyną, na pozór miła para. Lecz gdy tak jak ja, ktoś wie, że oni poznali się wczoraj i już nigdy więcej się nie zobaczą, nie jest to słodkie.
-Hej, ty już na nogach?-zagadał do mnie, gdy blondynka opuściła dom.
-Ślepy jesteś?
W odpowiedzi przewrócił oczami. Chciałam się oddalić, ale mnie przytrzymał.
-Może cię to zdziwi, ale wiem jak ona ma na imię.
-Co nie zmienia faktu, że wczoraj była tu taka ruda.
-Przeszkadzają ci? Przecież nie opuszczają mojej sypialni.
-Przeszkadza mi co robisz ze swoim życiem.
-Lubię je, uszanuj to i nie rób scen.-fuknął i wyszedł do ogrodu.
Czy ostatnio nad nami wisi jakieś fatum? Nie mogę już wytrzymać tej atmosfery. Może to dobrze, że jedziemy w trasę…
-Co robi moja ulubiona kobieta?-Malik podszedł do mnie, szybko całując w usta.
-Jest zła. Więc zostaw mnie. W ogóle mnie nie dotykaj i się do mnie nie odzywaj. Jadę na lotnisko.
-O matko…-szepnął chyba sam do siebie.-Co znowu? Mieliśmy spędzić ten dzień razem, miałaś lecieć jutro.
-Nie chcę spędzać z tobą dnia. Z nikim nie chcę go spędzać. Chcę już być w tym cholernym Paryżu i pójść do kawiarni.
-Do kawiarni?
-Co to za różnica. Mam ochotę na kawę.
-Poczekaj. Przestań zachowywać się jak naćpana. Właśnie ją sobie zaparzyłaś, nie musisz lecieć do Francji.
-Nie chcę tu z tobą siedzieć! Idę, cześć. Może spotkamy się za 2 tygodnie.
Zayn zszokowany pokręcił głową, kiedy biegłam się spakować. Co ja robię?

*Niall*
    Obudziło mnie jakieś mruczenie do ucha. Niechętnie naciągnąłem wyżej kołdrę.
-Niall, wstawaj.
-Czego?
-Po prostu wstań.
-Jeszcze śpię i nie zmusisz mnie do opuszczenia tego oto łoża.
To było najgorsze co mogłem powiedzieć. Właśnie wtedy dostałem babeczką w twarz. Gwałtownie się zerwałem i poleciałem za Chris, która najprawdopodobniej się obraziła. Jednak kiedy ją zobaczyłem, opierała się o ścianę, nie mogąc wytrzymać ze śmiechu.
-Niech zgadnę… Mam całą twarz w jakimś kremie który wygląda jak gówno?
Pokiwała głową, stale się śmiejąc. Poszedłem się umyć, uśmiechając się pod nosem. Tak, my właśnie tak zaczynamy 3 rocznice związku…
-Ubieraj się, babo.
-Ty też!-powiedziała, ciągnąc moje bokserki w dół.
Gdy Lou wyszedł z sypialni miał dziwną minę.
-Cokolwiek robicie, może przenieście się do jakiegoś pomieszczenia, co?
-My? My się tylko ubieramy.
-A gdzie wychodzicie?-zagadnął.
-A gdzie wychodzimy?-powtórzyła, dalej lekko chichocząc, gdy ja próbowałem się uporać z jedyną częścią garderoby.
-Stąd. Pospiesz się.
    Przed domem już stał mój nowiutki motor, na widok którego, Christina rozdziawiła usta.
-Skąd ty to masz, kartoflu?
-Oh, zamknij się i wsiadaj.
Posłusznie wykonała polecenie. Po chwili mknęliśmy między samochodami tłukącymi się w korku. Wraz ze zwiększaniem się wskaźnika prędkości, czułem się coraz bardziej wolny. To niesamowity sprzęt!
-Ekhem! Rozumiem, że się nieźle jarasz, ale zwolnij, bo zaraz powiększę sobie poziom białka w organizmie, przez robale, które jem!
Bum! W tym momencie magiczna bańka pękła, kończąc moje, rodem z filmu wzięte, wyobrażenie. Zatrzymałem się pod naszą ulubioną restauracją.
-Więc co chcesz zjeść?
-Wiedziałeś o tym, że Taylor Swift, ma uczulenie na orzeszki ziemne?-tak, to moja dziewczyna… Ledwo weszliśmy, a ona już się rozsiadła na drewnianym fotelu, czytając jakiś magazyn…
-Więc co chcesz zjeść?-powtórzyłem.
-Tu jest napisane, że właśnie zerwała z Justinem. Natomiast nowa piosenka ma tytuł ‘You gave me a peanuts (Dałeś mi orzeszki ziemne)’…  Lody.
-Co?
-Zamów lody. Banana Split. W sam raz na dziś, nie sądzisz?
-Na śniadanie?
-O mój Boże… Dziś jest koncert Demi na Arenie! Zabierz mnie zabierz mnie zabierz mnie zabierz mnie zabierz mnie prooooszee.-błagała na jednym oddechu.
Zaśmiałem się widząc jak jej się oczy świecą. Jest kompletnie jak mała dziewczynka…
-Kocham cię.
    Następnym przystankiem był park rozrywki. Pełno dzieci plączących się pod nogami i wprowadzających wesoły nastrój oraz rodziców którzy najchętniej wrócili by do domu, ale dzielnie trwają, ze względu na swe pociechy. Na niebie pojawiło się kilka groźnych chmur, ale póki co było słonecznie.
-Kup mi watę cukrową! Kupisz mi?
-Jeśli przez cukier będziesz zachowywać się jeszcze gorzej.
-Gorzej?
-Mam na myśli, że coś dziś ćpałaś. Nie jest tak?
-Jakie ty masz o mnie zdanie…-odwróciła się plecami udając obrażoną.
-Proszę, twoja wata.
-Okej, dzięki!-od razu mina jej się zmieniła.-Wiesz co? Nogi mnie bolą.
-Dobra, właź.-wziąłem ją na barana i szukaliśmy ciekawej atrakcji.-Co ja za to wszystko będę miał?
-Czy to nie wystarczające, że możesz spędzić ze mną dzień?
-Daj kawałek.
-Chyba śnisz.
-Albo zjem watę, albo ciebie.
    Niestety po naszym wyjściu z domu strachów, zaczęło padać.
-Z czego się śmiejesz?-zapytała oschle.
-Z twojej miny. Chyba ci już tak zostanie.-znów zachichotałem, co nie spotkało się z jej aprobatą.
-Naprawdę bardzo śmieszne. Prawie tak bardzo jak wszystkie twoje żarciki.
-Nie rób scen. I przestań się zachowywać jak księżniczka…
-Myślałam, że dla ciebie jestem księżniczką…-spojrzała mi prosto w oczy i pobiegła do taksówki.
Stałem nie ruchomo, nie wiedząc jak się zachować. Coraz więcej kropelek wody spływało po moim ciele. Momentalnie zrobiło się całkiem ciemno, wszystkie szczęśliwe rodziny uciekały… Tylko rozmazane makijaże klaunów, którzy przestali być śmieszni i nie emanowali radością. Miejsce straciło cały urok, dzień stracił cały urok. Ogromny piorun rozświetlił opustoszałe ‘wesołe’ miasteczko…

*Alice*
    Czułam się okropnie. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Czemu wszystko się wali? Do tego mam wrażenie, że przeze mnie. Że przeze mnie Loui i Hazz stale się kłócą, Liam zerwał z Daniell i bzyka wszystko co się rusza i że podatki są zbyt wysokie, a zupa jest za słona. Siedziałam na podłodze w pokoju hotelowym, tępo wpatrując się w wierze Eiffla. Brzuch niemiłosiernie dawał o sobie znać. Chyba tutejsze jedzenie mi zaszkodziło…
-Halo?-usłyszałam głos mojej miłości w słuchawce.
-Przyleć.
-Nie mogę. Wiesz, że mam koncert i…
-Przyleć, proszę. Nie czuję się zbyt dobrze.
-Okej, już jadę na lotnisko.
Wybuchnęłam ostrym płaczem i miałam ochotę strzelić sobie w łeb. Znowu to robie. Jest mi źle i krzyżuje plany wszystkich naokoło, bo mam taki kaprys. Mimo to nie powstrzymałam go. I tego w sobie nienawidzę. Coraz bardziej mnie bolało więc się położyłam. Dzwoniłam dopiero 2 minuty temu? Uch… Wdech, wydech… Po dłuższym czasie wyczłapałam z hotelu i złapałam taksówkę, która zabrała mnie na izbę przyjęć. Ból oraz nudności były nie do wytrzymania. Zdecydowali się zrobić mi USG, żeby upewnić się czy to tylko zwykła niestrawność.
-I co? Coś się stało?-trochę zaniepokoiłam się, widząc minę lekarza.
-Proszę chwilę tu poleżeć, zaraz wracam.

*Zayn*
    Kiedy przeczytałem SMS-a, że mam przyjechać do szpitala, omal nie wyskoczyłem z auta by pobiec o własnych siłach. W konsekwencji posprzeczałem się z kierowcą, który nie umiał angielskiego, ale nie to teraz było ważne. Jak dobrze, że jednak tu przyleciałem… Kiedy zapytałem o Lenę w recepcji, posłali mnie do jakiegoś pomieszczenia. Lekarz robił jej jakieś USG. Miała jakby łzy w oczach…
-Dobry wieczór. Co się tu dzieje?-spytałem na wstępie.
-Gratuluje.
-Czego?
-Widzi pan tą ‘kropkę’?-wskazał na ekran.
-Taak…
-To główka pana dziecka.
-Przecież ja nie mam dziecka.-dopiero kiedy to powiedziałem, odpowiednio przetworzyłem informacje.
-Jestem innego zdania.
-Aha… Więc jaki program mnie dziś wkręca? Jakaś telewizja śniadaniowa? Dobra, udało wam się, zaskoczyliście mnie, ale wyjdźcie już z tymi kamerami.-zaśmiałem się krótko.
Widząc wyraz twarzy mojej dziewczyny i doktora, przeszło mi.
-Pan chyba jeszcze nie jest gotowy na takie informacje. Panią natomiast proszę o jak najszybsze odwiedziny lekarza w swoim kraju. I to o czym rozmawialiśmy wcześniej… Sądzę, że mogą państwo udać się do domu. To zwykłe nudności ciążowe, które mogą się czasem powtarzać… Dobranoc.
    Droga do hotelu minęła nam bez słowa. Ani jednego słowa. Byłem na tyle zdezorientowany, że nawet nie wiedziałem jak się nazywam. Nie wierze w to co się dzieje… Kiedy tylko przekroczyliśmy próg pokoju, Alice zwinęła się w kulkę na łóżku i zaczęła płakać. Jej ciało oświetlało jedynie światło księżyca. Stanąłem jak wryty, nie mając pojęcia, jaka reakcja będzie właściwa...
____________________________________________________________________________

Co do następnego, nie wiem czy uda się go dodać w przyszłym tygodniu, to zależy. Przeprowadzam się #again i mam nadzieje że ostatni raz...
Pewnie się zdziwiliście, że Liam tak się zmienił i w ogóle... No i to ostatnie. To nie koniec niespodzianek... 

2 komentarze:

  1. jak ja cie kocham za te wszystkie rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  2. boskie!!! kocham! dodawaj jak najszybciej!!!! ♥♥

    OdpowiedzUsuń