sobota, 4 maja 2013

47. Move in the right direction.


*Alice*
    Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, ile dni siedzę w tym łóżku. Znów nie mogłam zasnąć, chociaż byłam tak wykończona, że nie dałabym rady usiąść. Bałam się zamknąć oczy… Zdałam sobie sprawę, że teraz jedyne czego potrzebuje to Zay… Spojrzałam na podłogę. Był tam, jak zwykle…
-Zayn!-starałam się go obudzić, trącając jego ramię.
-Słucham?-popatrzył na mnie trochę zdziwiony, ziewając przeciągle.
-Nie mogę zasnąć…
-Nie martw się, jestem tu. Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym. Poczekam, póki nie uśniesz…-zdecydował, siadając.
-Nie, Zayn… Połóż się koło mnie.
Na moje słowa, oczy mu się zaświeciły. Ułożył się nieśmiało na łóżku. Bał się mnie dotknąć. Ewidentnie bał się mnie dotknąć!
-Po prostu mnie przytul.-zachęciłam go słabym głosem.
Poczułam się dobrze. Bezpieczna, nie osamotniona, kochana…
    Rano obudził mnie głos Alexa. Kucał przy mnie. Szybko zarejestrowałam, że nie ma przy mnie Malika.
-Lena, wstawaj.
-O co chodzi?
-Idziemy na cmentarz.
Zamarłam. Oczy zrobiły mi się wielkości spodków.
-Dziś?-przełknęłam wielką gulę w gardle.
-Tak… Ubieraj się, niedługo wychodzimy.
Wychodząc, minął się w drzwiach z moim chłopakiem. Natychmiast naciągnęłam kołdrę na głowę.
-Ja nigdzie nie idę!
-Kochanie, wiesz, że musisz to dla niej zrobić…
-Wiem.
-Więc zdejmij tą kołdrę, bo się zaraz udusisz.
-Pójdę jeśli mi coś obiecasz.-ujrzałem jej przerażoną twarz.
-Hm?
-Nie pozwolisz nikomu mnie dotknąć. Nikomu.
    Pierwszy raz od… nie wiem ilu, wyszłam z domu. Było dość wietrznie, jak na letnie popołudnie. Założyłam po prostu czarne spodnie i koszule-body. Co do makijażu, stwierdziłam, że mam to w dupie. Moją twarz zdobiły za to duże, ciemne okulary. Chyba najbardziej bałam się fotoreporterów i tych wszystkich ludzi. Na szczęście pod domem było pusto. Ta podróż, była chyba najkrótszą w moim życiu. Wychodząc z auta, obrzuciłam wszystkich spojrzeniem. Przed bramą kościoła stali ochroniarze. Chyba dzięki temu, były nikłe ilości osób z aparatami. Zayn przycisnął mnie do siebie i posadził jak najbliżej ołtarza oraz drewnianej ‘skrzyni’. Kiedy na nią spojrzałam, moje nogi stały się jak z waty.
-Zabierz mnie stąd!-za wszelką cenę pragnęłam uciec.
-Wiesz, że jeśli wyjdziesz, będziesz żałować do końca życia.-szepnął w odpowiedzi.
Miał racje. Tak naprawdę nie chciałam iść, tylko przerażało mnie to wszystko. Z całych sił próbowałam się odciągnąć od siebie myśl, kto tam spoczywa i dlaczego tu jestem. Dopiero po jakimś czasie przypomniałam sobie, że mój ‘opiekun’ jest muzułmaninem.
-Zostajesz tu?
-Nie zostawię cię.
Z jednej strony odetchnęłam z ulgą, natomiast z drugiej poczułam się niezręcznie, że moja osoba, zmusza go do przebywaniu w kościele chrześcijańskim, do tego podczas mszy.
    Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zapewne dlatego, że starałam się nic nie czuć w środku. Kompletnie nic. Nie sądziłam, że to będzie takie łatwe. Ze świątyni najpierw wyprowadzili trumnę. Następnie wyszła najbliższa rodzina. Ludzie ustawieni po bokach, mieli doskonałą widoczność. Jestem pewna, że się gapili, bez żadnego wstydu. Niektórzy miło, z politowaniem, współczuciem. Inni natomiast oceniali mój wygląd, to jakie gesty wykonuje oraz czy bardzo płaczę. Każdemu z nich, miałam ochotę spojrzeć prosto w oczy. To byłoby wystarczająco wymowne.
-Zamknij oczy. Nikt nie zauważy.-powiedział cicho, przytulając mnie mocniej i prowadził bym się nie przewróciła.
Może nawet troszkę przesadzałam z nerwowym zaciskaniem, ale nie miałam zamiaru ich otwierać. Całą drogę na cmentarz również nic nie widziałam. Ufałam Zaynowi bezgranicznie. Dopiero kiedy się zatrzymaliśmy, ujrzałam przed sobą krzyż z imieniem, nazwiskiem, datą śmierci... Poczułam ukłucie w sercu i natychmiastowo przeniosłam wzrok. Chyba mieli zamiar ją spuszczać, ponieważ tata i Alex podeszli bliżej. Ja ukucnęłam lekko i dotknęłam jej ręką. Idealnie wygładzone, jasne drewno, po chwili zjeżdżało na dół. To był moment gdy zdałam sobie sprawę kto jest w środku. Wychyliłam się chyba odrobinę za mocno, spoglądając w przepaść, gdyż Malik mocno ścisnął moją rękę. Nie mogłam sobie uświadomić co się dzieje. Moja mama tam leży. Śpi. Nigdy się nie obudzi, a ja nigdy jej nie zobaczę. Nigdy. Nigdy nie przyjdę do niej z pozornie wielkim problemem, który po krótkiej rozmowie okaże się błahy. Nigdy nie przyszyje mi guzika, z czym zawsze miałam problem. Poczułam gigantyczny lęk. Kto teraz przyszyje mi guzik? Bardziej nasuwał mi się na myśl obraz mnie w bluzce z poobrywanymi guzikami, niż kogoś robiącego to za nią.
    Z przemyśleń wyrwał mnie ostrzegawczy mruk. Zauważyłam ludzi zmierzających do mnie z kondolencjami. Spojrzałam na mojego chłopaka wzrokiem ‘pomocy’. Dyskretnie, w uścisku, obrócił mnie tyłem do nich. Gdy już chcieli zacząć jakąś gadkę, powiedział coś do ucha eleganckiej, około pięćdziesięcioletniej babce. ‘Kolejka’ do mnie zniknęła. Odetchnęłam z ulgą. Znów zaczęłam tępo wpatrywać się w literki widniejące na grobie…
    To naprawdę straszne. Rodzisz się, los gotuje ci przeplatankę wzlotów i upadków, a ty musisz iść przez życie z podniesioną głową. To oznacza, że jesteś silna. Bierzesz na siebie wszystkie porażki i co dzień walczysz, o lepsze jutro. Kochasz, ale nie zawsze jesteś kochana, lub nie umiesz tego należycie dostrzec. Ból cię rozdziera, nawet mimo to podnosisz się, nie zastanawiając nad tym dłużej. Po prostu wiesz, że musisz to zrobić, bo twoja odwaga mówi ci, że nie masz innego wyjścia. A po co to wszystko? Właśnie po to, aby któregoś dnia, ktoś rzucił cię w taką głębie wieczności. Ludzie pamiętają o tobie, oczywiście do czasu. Coraz rzadziej zostajesz przez nich wspominana. Z dnia na dzień coraz bardziej ich uwagę przykuwa coś innego. Kiedy przestajesz istnieć w ich sercach, kompletnie znikasz. Nie ma cię.

*Zayn*
    Obudził mnie straszny huk. Gdy szybko opuściłem pokój, zetknąłem się ze szwagrem.
-Śpij, ja pójdę.-westchnąłem, zbiegając po schodach.
Salon był cały w okruszkach porcelany, a Alice trzymała jej większy kawałek. Obrzuciła mnie zimnym spojrzeniem.
-Oddaj to.-podszedłem bliżej, zachowując stoicki spokój.
-Spieprzaj stąd!
Starałem się jej to wyrwać, ale ostatecznie sama oddała, wbijając mi w rękę… Opuściłem szkło instynktownie, kiedy zaczęła się sączyć krew. Starałem się przytulić ją do siebie, aby trochę się uspokoiła. Ona za wszelką cenę chciała się wyrwać i jej pięści okładały mój tors. Jednak kiedy przycisnąłem ją mocniej, odpuściła. Po chwili wziąłem ją ostrożnie na ręce, tak aby jej nie zakrwawić i żeby sama nie poraniła swoich nóg. Oczywiście z moim szczęściem, ja musiałem w to wdepnąć. Mimo wszystko dałem radę dojść do sypialni i ‘odstawiłem’ ją na ziemię. Gdy zobaczyła moją krew, przeraziła się.
-Usiądź, pójdę po apteczkę.
-Idź spać, ja…
-Usiądź!-pod naciskiem jej tonu, wykonałem polecenie.
Po chwili wróciła z potrzebnym asortymentem i zaczęła przemywać mi rany. Syknąłem. Szczypało w cholerę…
-Wytrzymasz?-spytała słodko i troskliwie.
Przytaknąłem, a ona kontynuowała. Po chwili na mojej stopie widniał spory plaster, a dłoń miałem zawiniętą bandażem.
-Przepraszam. Naprawdę nie chciałam…
Pocałowała mnie lekko w policzek i ruszyliśmy do łóżka. Chyba nie miała zamiaru spać, gdyż siadła, opierając się o ścianę. Ja położyłem się, kładąc głowę na jej kolanach.
-Co to w ogóle miało być?
-Te filiżanki? Zawsze piłyśmy w nich z mamą herbatę. To było nasze. Tylko nasze. Nie chcę aby ktokolwiek z nich jeszcze pił, aby patrzył. Ja też nie chcę ich widzieć.
-Co teraz?-moje pytanie zawisło w powietrzu.
To niby tylko dwa głupie słowa, ale niesamowicie ciężko na nie odpowiedzieć.
-Teraz… Będę musiała oswoić się z tą sytuacją. Ludzie umierają to jest niby wiadome i takie przewidywalne, ale kiedy przychodzi, okazuje się, że nikt nawet w małej części nie był przygotowany. Na takie coś nie da się przygotować. Za to ja, muszę się przyzwyczaić do bardziej dorosłego życia… Muszę przestać już być takim dzieciuchem.
-Wcale nie jesteś.
-Próbujesz przekonać siebie czy mnie? Twardo stąpałam po ziemi, bo wiedziałam, że w razie czego w każdej chwili mogę tu wrócić. Alex pójdzie w swoją stronę, tata ucieknie w pracę… Życie musi toczyć się dalej.
-Hej, nie płacz.-otarłem pojedynczą łzę z policzka.-Nie będziesz musiała nigdzie wracać. Kocham cię najbardziej na świecie i zaopiekuję się tobą…
Uśmiechnęła się lekko, a ja obróciłem głowę, całując ją w brzuch.

*Alice*
    Późnym popołudniem pożegnałam się z rodziną i pojechaliśmy do domu. To oznacza powrót do rzeczywistości… Bałam się. Najbardziej złości Chris. To z nią przyjaźnie się od lat, ale to nie ją chciałam widzieć przy sobie. Mam nadzieje że mi wybaczy i wszystko wróci do normy…
-Czeeeeść.-przywitałam się ze wszystkimi, otwierając drzwi.
Od razu zebrali się w salonie. Nie byli pewni czy mają mnie przytulić, po tym co odstawiałam ostatnimi czasy, więc pierwsza wyciągnęłam do nich ręce. Po chwili jak zwykle oblegaliśmy sofy w salonie, szukając czegoś godnego uwagi do obejrzenia.
-Gdzie ten popcorn, smrodzie?-krzyknął Loui, w kierunku Irlandczyka.
-No chyba nie chcesz wpieprzać ziarenek? Cierpliwości, BooBear.
Nagle na ekranie ujrzeliśmy jakieś wiadomości, gdzie były urywki pogrzebu. Moje towarzystwo chciało chyba przeprowadzić akcję ‘Grupa A odwraca jej uwagę, grupa B wywala telewizor przez okno, grupa C zapełnia puste miejsce po plaźmie’.
-Moglibyście łaskawie dać obejrzeć?-odezwałam się, gdy już zamierzali nerwowo reagować.
Wtedy nie miałam pojęcia jak wyglądałam, zresztą nie obchodziło mnie to. Teraz widziałam, że byłam maksymalnie wciśnięta w Zayna. Jakby miał mnie ochronić przed tym wszystkim własnym ciałem.
-To tam był nawet Książe William?-usta Harrego ułożyły się w literkę ‘o’.
-Skąd on się tam…?-szepnęłam zadziwiona.
Redaktor pieprzył coś, że wiele sław pokusiło się oddać cześć jednej z najwybitniejszych brytyjskich aktorek, nawet członek rodziny królewskiej. Jakoś nie wyobrażałam sobie, że to to wydarzenie sprzed kilku dni…
-Alice! Patrz! Patrz tutaj!-krzyczała moja przyjaciółka, wskazując starą kamienice, którą objęło ujęcie.-Czy to tutaj…?
_____________________________________________________________

Nie wiedziałam co zrobić z Zaynem w tym kościele, bo nie znam się na tych wszystkich religiach i nie wiem czy on by mógł to zrobić czy nie i o co w ogóle chodzi ;p Pewnie macie rozkminy o co chodzi z kamienicą... Mogę wam podpowiedzieć że następny rozdział chyba będzie bardziej weselszy od tej śmiertelnej atmosfery... 
PS Zdajecie sobie sprawę ile dzieli nas od wakacji?! #Woohoo

5 komentarzy:

  1. smutny troche ten rozdział:(. współcuje Alice...., ale następny ma być weselszy, bo nie chce znowu ryczeć... :D
    a tak wgl odchodząc od tematu. dodałam się do obserwatorów.. Jakbyś chciała zajrzeć do mnie: http://todayiamwithyou.blogspot.com/ . Będę wdzięczna. Na razie to tylko początek i wgl. ale jak coś...
    no to czekam na kolejny. mam nadzieje, że jakoś szybciej się ukaże :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny :) trochę smutny ale jak napisałaś że następny będzie wesoły to trzymam cię za słowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku jak ja sie nie mogłam doczekać ;D czekam na nn oby był szybciej ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Hiiiiiiiiiiiiiiii ! ♥
    Bardzo dołujący rozdział...
    Smutny :C
    Ale przy tym: ,, No chyba nie chcesz wpierdalać ziarenek '' JEBŁAM !
    Wiem jestem zua xd
    Czekam na nxta ^^
    Julia xx

    OdpowiedzUsuń
  5. SPAM
    Dwie przyjaciółki odkryją ich pochodzenie. Są jak siostry.. Czy miłość może istnieć w show biznesie? Do czego doprowadzi brak zrozumienia partnerów?
    www.1d-help-me.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń