niedziela, 26 maja 2013

50. Keep calm.

    Myślałem że tej nocy nie będę spał, jednak skoro się obudziłem, chyba musiałem zasnąć. Momentalnie przypomniały mi się wydarzenia z poprzedniego wieczora. Przeczesałem włosy dłonią i spojrzałem na Lenę. Z jej oczu leciały pojedyncze łzy, ale się nie odzywała.
-Nie płacz, proszę cię.-przytuliłem ją do siebie mocniej.
-Jak mam nie płakać? Zachowałeś się wczoraj jak dupek…
-Przepraszam, to przez szok…
-Nie musisz wracać do Anglii?
-Nie wiem… Nie wiem co mam zrobić.
Wtedy rozbrzmiał mój telefon. Menadżer. No to super…
-Możesz mi wyjaśnić gdzie jesteś? Dzwonię do ciebie od wczoraj!
-Ja… Um… Miałem sprawę w Paryżu.
-Gdzie? Zresztą, nie obchodzi mnie to. O 16 masz być w Manchesterze.-jego srogi głos błądził mi po głowie. Odłożyłem telefon wracając do łóżka.
-Posłuchaj… Zagram te 3 koncerty i w środę widzimy się w domu, dobrze? A teraz odwiozę cię na lotnisko.
-Ale…
-Zayn, nie kombinuj, nie mamy innego wyjścia…
    Gdy przebiliśmy się przez wszystkie korki i dotarliśmy, zastanawiałem się czy nie zrezygnować. Może nie będzie biletów? Wtedy chyba wyślą po mnie helikopter…
-To tylko kilka dni.-starała się mnie uspokoić wychwytując moją niepewność.
-Uważaj na siebie. Nie wariuj na koncertach, a po nich od razu do hotelu. I nie płacz. Pogadamy sobie w domu. Kocham cię.-pocałowałem ją krótko, ponieważ musiałem pędzić na odprawę.
-Zay, to bliźniaki.-rzuciła kiedy już przeszedłem przez bramki i uciekła zostawiając mnie w osłupieniu.

*Alice*
    Pospiesznie znalazłam auto i schowałam się przed fanami, którzy zaczęli się orientować, że tu byliśmy. Kolejne łzy poleciały mi bezwiednie, ale szybko je otarłam i chciałam ruszyć. Wtedy dostałam SMS-a.
„Zrobiłem ci coś kiedyś, że się mnie boisz?”
Moją pierwszą reakcją było napisanie ‘Nie boję się’, ale szybko to wykasowałam. Nie będę kłamać, byłam przerażona. Kurczowo ścisnęłam kierownicę, aby moje ręce przestały dygotać. Tak, od wczoraj mam wrażenie, że zaraz zemdleje ze strachu. Ja będę matką. Co więcej, to będą bliźniaki… Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jak będzie wyglądać nasza przyszłość? Zayn wcale nie cieszy się z tej nowiny. Wątpię, że wiązał ze mną plany na całe życie, a teraz jest już za późno na jakiekolwiek przemyślenia... Chcę zniknąć.

*Kilka dni później*
    Kiedy tylko weszłam do domu usłyszałam jakby anielskie głosy. Wkraczając do salonu zauważyłam otwarte drzwi na ogród. Oniemiałam przez to co zobaczyłam. Chłopcy siedzieli przy ognisku, Niall z gitarą. Śpiewali I’m Yours, śmiejąc się i zapominając niektórych wersów. Byli szczęśliwi i zgodni chyba pierwszy raz od jakiś 3 miesięcy. Oczywiście od razu się poryczałam, bo miałam przed oczami chłopczyków z 2011 roku, kiedy nagrywali to na plaży i… Teraz byli tak samo stuknięci i tak samo się kochali jak wtedy. Kompletnie rozbita emocjonalnie, usiadłam na podłogę, śledząc dalsze wydarzenia.
-Już prawie nic nie pamiętasz!-zaśmiał się Li z Louiego.
-Oh, zamknij się! Dawno nie słuchałem tej piosenki!-szturchnął go w ramię.
-Starość nie radość…
-Smarkacz bez szacunku… Wytrzyj mleko spod nosa!-znów się zaśmiali.
-A może pamiętasz jeszcze…
-Wonderwall.-dokończyłam za Horana, a wzrok całej piątki na mnie spoczął.-Musisz pamiętać Wonderwall…-odezwałam się ciszej.
Kiedy mój chłopak chciał do mnie podejść wróciłam go na miejsce.
-Jazda, śpiewać, śmiać się i kochać. Ja sobie popatrzę.
Usiadłam bliżej decydując się nagrywać. Po chwili dołączyłam do nich i razem płynęliśmy krainą rozkoszy jaką jest muzyka…
    Jakiś czas później niestety zrobiło się późno, chłopcy poszli spać, a my gadać… Rozsiadłam się na łóżku, podczas gdy Zay przebierał się w otwartej łazience.
-Przemyślałeś to sobie?
-Co?
-No wiesz…
-Posłuchaj…-podszedł do mnie i chwycił moje ręce.-Kocham cię najbardziej na świecie i jestem trochę w szoku, ale jestem megaszczęśliwym… tatą.
Czy on powiedział…? On powiedział że jest ‘tatą’?
-Naprawdę?
-Nie, ale nie mogę już słuchać jak płaczesz.-odepchnęłam go lekko, co spotkało się z jego śmiechem.-Tak, naprawdę! Który to tydzień?
-No właśnie… czternasty.
-Co? Już?
-Nie martw się, byłam grzeczna. Pracowałam nad płytą, więc nie chodziłam na imprezy. Co najwyżej dym papierosowy…
Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Zacisnął pięści i odwrócił się do mnie plecami. Usiadłam na łóżko, trochę żałując, że mu to wypomniałam. Mam wrażenie, że najchętniej teraz strzeli sobie w łeb. Nagle odwrócił się i klęknął przede mną na kolana.
-Przepraszam… Ja naprawdę nie chciałem… Już nie będę, obiecuje…
-Zayn, spokojnie, uspokój się. Czasem warto pomyśleć co się robi. Kiedy przy mnie paliłeś, nie martwiłeś się o moje i twoje zdrowie?
-To nie tak… A jeśli się coś stanie?
-Nie mów tak, po prostu to rzuć.
Niespodziewanie położył rękę na moim brzuchu. Delikatnie i z ostrożnością pogładził moją skórę. Przeszły mnie przyjemne dreszcze i pojawiła się gęsia skórka.
-Tak, przytyłam. Ciekawe, że dopiero teraz to zauważasz…
-Już wcześniej zauważyłem…
-Co?
-No przecież jakbym ci powiedział to byś mnie zostawiła wcześniej bijąc i wyzywając…-zaśmiał się.
-Ej, nieprawda!-starałam się uwierzyć, że bardzo za bardzo przesadził.
-Jaaaasne.
Po chwili oboje leżeliśmy w łóżku, rozmyślając za pewne o tym samym. Rozpętała się wielka burza, której towarzyszyła ściana deszczu. Z każdym błyskiem, który oświetlał nasze ciała, ściskałam go coraz mocniej.
-Boisz się.-bardziej stwierdził niż zapytał.
-Boje. Nosze pod sercem dwójkę dzieci kompletnego kretyna. I nie wiem co zrobić z tym faktem… A ty nie?
-Kocham cię. Zawsze chciałem mieć z tobą dzieci. Takie dwa małe istotki, które będą nasze, wspólne… Owoc naszej miłości.
-Serio wyobrażasz sobie nas w roli rodziców? Na porodówce, potem w wychowaniu dwóch niemowlaków, jednocześnie pracując…
-Zamknij oczy i wyobraź sobie teraz nas, kiedy pierwszy raz je zobaczymy. Pierwszą kąpiel, kołysanki, nieprzespane noce…
-Nie dam sobie rady.-wtuliłam się w niego mocniej.
-Hej, nie mów tak.
-Wiesz ile roboty jest przy jednym dziecku? Będziemy mieć takie 2 egzemplarze na raz!
- Dobra, ja mogę opowiadać im bajki, ale ty chodzisz na wywiadówki.
-Ty przebierasz pieluchy!
-Jasne, jeśli chcesz mogę też je urodzić i karmić piersią.
-Mógłbyś?
-Jeśli byłabyś szczęśliwa…-grzmot zagłuszył jego szept, po czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
    Następnego dnia rano mieliśmy umówioną wizytę u lekarza. Wymknęliśmy się niepostrzeżenie z domu by uniknąć niewygodnych pytań.
-Błagam, zachowuj się tam normalnie, albo cię wyrzucę.
-To może ustalmy jakiś znak, jakbym mówił coś nie tak.
-Jaki?
-Pocałujesz mnie.
-Hmm, niech pomyślę… Nie. Masz być grzeczny, albo szczekasz w samochodzie.
-Szczekam?
-Ugh, przejęzyczyłam się.
-Hau, hau.-zaskomlał mi do ucha, na co zachichotałam.
Na szczęście nie musieliśmy czekać w kolejce i po chwili rozsiedliśmy się w gabinecie, czekając na lekarza.
-A tylko spróbuj…-syknęłam, widząc jego przebiegły uśmieszek.
-Hau, hau.-zawył.-Hau, hau.
Nie wiele myśląc go pocałowałam, by się wreszcie uspokoił.
-Miłość rodziców jest ważna dla płodu, ale może nie w gabinecie…-westchnął ginekolog z przejawami siwizny na włosach.
-Do mojej dziewczyny ostatnio nic nie dociera… To zapewne przez dzieci.
-Dzieci?-powtórzył zdziwiony.
-Zapomniałam pana poinformować. To bliźniaki.
-O, to w takim razie podwójnie gratuluje. W takim razie najpierw USG, następnie posłuchamy serduszek.
Wydawało mi się, że to dla niego lepsze nawet niż oglądanie samego siebie na MTV. Chciałam zrobić zdjęcie jego miny, ale ten facet wystarczająco miał nas za dziwaków. Zaczynałam myśleć czy aby na pewno jest przytomny…
-Wszystko jest dobrze?-zapytał poważny, gdy ocknął się z transu.
-Na to wygląda. To bliźnięta jednojajowe. Teraz mierzą ok. 9cm. Posłuchajmy serc.
Teraz było jeszcze gorzej, również ze mną. Ostatecznie z gabinetu wychodziłam zalana łzami. Mój chłopak również nie był w najlepszej kondycji, ale za wszelką cenę starał się to ukryć. Tego po prostu nie da się opisać… Oznaki życia malutkich stworzeń które są we mnie i muszę się nimi opiekować. Za to mną opiekuję się ich tata, który dał im życie. To rzekomo podstawy biologii, ale gdy się tego doświadcza wszystko wygląda magiczniej. Byliśmy zmuszeni trwać kilka minut w aucie, abym mogła bezpiecznie dojechać.

*Zayn*
    Gdy dotarliśmy do domu, postanowiliśmy urządzić sobie mały piknik w ogrodzie. Było ok. 12, a ten dom dopiero budził się do życia. Nakarmiłem Alice kawałkiem arbuza, którego sok po chwili spływał po jej ciele. Przyglądałem się czerwonej kropelce, dopóki gdzieś nie zniknęła pod jej letnią sukienką.
-Musimy im powiedzieć.-odezwała się.
-Teraz?
-Właściwie to… tak.
-Oh daj mi zjeść, zgłodniałem.
-Rozmawiasz z kobietą która musi jeść za troje.
-Horan je za całą Irlandię, a jakoś funkcjonuje.
-Czyżbym usłyszał słowo ‘Irlandia’?-prawie, że odśpiewał wesoło skacząc w naszym kierunku.
Reszta również się zeszła. Zrobiło się z tego wielkie halo, bo zajarzyli, że coś im chcemy powiedzieć. Ciekawe jak zareagują… Może to jednak nie właściwy moment Chris i Niall dalej są skłóceni, między Larrym raczej też nie doszło do kompletnej zgody.
-Więc?-zachęcali nas do wyznania.
-Więc spłodziłem.
-Co spłodziłeś?-zakpił Payne.
-Bliźniaki spłodziłem.
-Czyli mamy rozumieć, że…
-Jestem w ciąży.-dokończyłem za Louiego.
-Aha. Aha… Co?
-No dobra, ona jest…-wskazał na mnie, pożerając wielki kawałek ananasa.
-Gdzie tu jest ukryta kamera?-zawołał Harry.-Jeśli znów Nickelodeon nas wkręca, to to już robi się nudne…
Popatrzyłam na nich wzrokiem typu ‘czyli to jest idiotyzm poziom hard?’ i wstałam z miękkiego koca.

-Idziemy dzieci. Oni was zdemoralizują…
___________________________________________________________

Akuku! Jednak jest rozdział bo przeprowadzam się w Boże Ciało. Jezuuu, już nie mogę się doczekać. Właściwie miałam się już przeprowadzać pomiędzy Bożym Narodzeniem i sylwkiem, ale z różnych powodów się 'troszkę' przeciągnęło... Cóż, czym są 4 dni w porównaniu do 6 miesięcy? c; Też teraz macie zapierdziel żeby popoprawiać wszystkie oceny? #ehh Keep calm, holidays is coming!

niedziela, 19 maja 2013

49. Just give me a reason and I'll be resentful forever...


*2 lata później, Alice*
-Wyłącz ten budzik, idioto.-wyszeptałam groźnie.
-Śpię.
-Wyłącz powiedziałam.
-Czemu ty tego nie zrobisz?-Zay był wystarczająco rozbudzony do kłótni.
-Bo śpię.
-Ja też. Więc czemu ja mam to zrobić?
-Bo mnie kochasz.
-Ty mnie nie?
-Ja ci tego nie musze udowadniać wyłączając budzika.
-A ja muszę?
-Po prostu przesuń rękę i wyłącz ten pieprzony alarm!
Ta sprzeczka całkowicie postawiła mnie na nogi. Zeszłam na dół, zauważając kogoś na kanapie w salonie. Harry. No tak, zapomniałam, że razem z Louisem znów mają ‘ciche dni’. To męczy widząc ich takich, ale nie będę się już wtrącać w ich sprawy. Są dorośli, są małżeństwem, wiedzą co robią. Gdy bezczynnie siedziałam na blacie, czekając na wrzątek, moją uwagę przykuło coś innego. Liam żegnający się z dziewczyną, na pozór miła para. Lecz gdy tak jak ja, ktoś wie, że oni poznali się wczoraj i już nigdy więcej się nie zobaczą, nie jest to słodkie.
-Hej, ty już na nogach?-zagadał do mnie, gdy blondynka opuściła dom.
-Ślepy jesteś?
W odpowiedzi przewrócił oczami. Chciałam się oddalić, ale mnie przytrzymał.
-Może cię to zdziwi, ale wiem jak ona ma na imię.
-Co nie zmienia faktu, że wczoraj była tu taka ruda.
-Przeszkadzają ci? Przecież nie opuszczają mojej sypialni.
-Przeszkadza mi co robisz ze swoim życiem.
-Lubię je, uszanuj to i nie rób scen.-fuknął i wyszedł do ogrodu.
Czy ostatnio nad nami wisi jakieś fatum? Nie mogę już wytrzymać tej atmosfery. Może to dobrze, że jedziemy w trasę…
-Co robi moja ulubiona kobieta?-Malik podszedł do mnie, szybko całując w usta.
-Jest zła. Więc zostaw mnie. W ogóle mnie nie dotykaj i się do mnie nie odzywaj. Jadę na lotnisko.
-O matko…-szepnął chyba sam do siebie.-Co znowu? Mieliśmy spędzić ten dzień razem, miałaś lecieć jutro.
-Nie chcę spędzać z tobą dnia. Z nikim nie chcę go spędzać. Chcę już być w tym cholernym Paryżu i pójść do kawiarni.
-Do kawiarni?
-Co to za różnica. Mam ochotę na kawę.
-Poczekaj. Przestań zachowywać się jak naćpana. Właśnie ją sobie zaparzyłaś, nie musisz lecieć do Francji.
-Nie chcę tu z tobą siedzieć! Idę, cześć. Może spotkamy się za 2 tygodnie.
Zayn zszokowany pokręcił głową, kiedy biegłam się spakować. Co ja robię?

*Niall*
    Obudziło mnie jakieś mruczenie do ucha. Niechętnie naciągnąłem wyżej kołdrę.
-Niall, wstawaj.
-Czego?
-Po prostu wstań.
-Jeszcze śpię i nie zmusisz mnie do opuszczenia tego oto łoża.
To było najgorsze co mogłem powiedzieć. Właśnie wtedy dostałem babeczką w twarz. Gwałtownie się zerwałem i poleciałem za Chris, która najprawdopodobniej się obraziła. Jednak kiedy ją zobaczyłem, opierała się o ścianę, nie mogąc wytrzymać ze śmiechu.
-Niech zgadnę… Mam całą twarz w jakimś kremie który wygląda jak gówno?
Pokiwała głową, stale się śmiejąc. Poszedłem się umyć, uśmiechając się pod nosem. Tak, my właśnie tak zaczynamy 3 rocznice związku…
-Ubieraj się, babo.
-Ty też!-powiedziała, ciągnąc moje bokserki w dół.
Gdy Lou wyszedł z sypialni miał dziwną minę.
-Cokolwiek robicie, może przenieście się do jakiegoś pomieszczenia, co?
-My? My się tylko ubieramy.
-A gdzie wychodzicie?-zagadnął.
-A gdzie wychodzimy?-powtórzyła, dalej lekko chichocząc, gdy ja próbowałem się uporać z jedyną częścią garderoby.
-Stąd. Pospiesz się.
    Przed domem już stał mój nowiutki motor, na widok którego, Christina rozdziawiła usta.
-Skąd ty to masz, kartoflu?
-Oh, zamknij się i wsiadaj.
Posłusznie wykonała polecenie. Po chwili mknęliśmy między samochodami tłukącymi się w korku. Wraz ze zwiększaniem się wskaźnika prędkości, czułem się coraz bardziej wolny. To niesamowity sprzęt!
-Ekhem! Rozumiem, że się nieźle jarasz, ale zwolnij, bo zaraz powiększę sobie poziom białka w organizmie, przez robale, które jem!
Bum! W tym momencie magiczna bańka pękła, kończąc moje, rodem z filmu wzięte, wyobrażenie. Zatrzymałem się pod naszą ulubioną restauracją.
-Więc co chcesz zjeść?
-Wiedziałeś o tym, że Taylor Swift, ma uczulenie na orzeszki ziemne?-tak, to moja dziewczyna… Ledwo weszliśmy, a ona już się rozsiadła na drewnianym fotelu, czytając jakiś magazyn…
-Więc co chcesz zjeść?-powtórzyłem.
-Tu jest napisane, że właśnie zerwała z Justinem. Natomiast nowa piosenka ma tytuł ‘You gave me a peanuts (Dałeś mi orzeszki ziemne)’…  Lody.
-Co?
-Zamów lody. Banana Split. W sam raz na dziś, nie sądzisz?
-Na śniadanie?
-O mój Boże… Dziś jest koncert Demi na Arenie! Zabierz mnie zabierz mnie zabierz mnie zabierz mnie zabierz mnie prooooszee.-błagała na jednym oddechu.
Zaśmiałem się widząc jak jej się oczy świecą. Jest kompletnie jak mała dziewczynka…
-Kocham cię.
    Następnym przystankiem był park rozrywki. Pełno dzieci plączących się pod nogami i wprowadzających wesoły nastrój oraz rodziców którzy najchętniej wrócili by do domu, ale dzielnie trwają, ze względu na swe pociechy. Na niebie pojawiło się kilka groźnych chmur, ale póki co było słonecznie.
-Kup mi watę cukrową! Kupisz mi?
-Jeśli przez cukier będziesz zachowywać się jeszcze gorzej.
-Gorzej?
-Mam na myśli, że coś dziś ćpałaś. Nie jest tak?
-Jakie ty masz o mnie zdanie…-odwróciła się plecami udając obrażoną.
-Proszę, twoja wata.
-Okej, dzięki!-od razu mina jej się zmieniła.-Wiesz co? Nogi mnie bolą.
-Dobra, właź.-wziąłem ją na barana i szukaliśmy ciekawej atrakcji.-Co ja za to wszystko będę miał?
-Czy to nie wystarczające, że możesz spędzić ze mną dzień?
-Daj kawałek.
-Chyba śnisz.
-Albo zjem watę, albo ciebie.
    Niestety po naszym wyjściu z domu strachów, zaczęło padać.
-Z czego się śmiejesz?-zapytała oschle.
-Z twojej miny. Chyba ci już tak zostanie.-znów zachichotałem, co nie spotkało się z jej aprobatą.
-Naprawdę bardzo śmieszne. Prawie tak bardzo jak wszystkie twoje żarciki.
-Nie rób scen. I przestań się zachowywać jak księżniczka…
-Myślałam, że dla ciebie jestem księżniczką…-spojrzała mi prosto w oczy i pobiegła do taksówki.
Stałem nie ruchomo, nie wiedząc jak się zachować. Coraz więcej kropelek wody spływało po moim ciele. Momentalnie zrobiło się całkiem ciemno, wszystkie szczęśliwe rodziny uciekały… Tylko rozmazane makijaże klaunów, którzy przestali być śmieszni i nie emanowali radością. Miejsce straciło cały urok, dzień stracił cały urok. Ogromny piorun rozświetlił opustoszałe ‘wesołe’ miasteczko…

*Alice*
    Czułam się okropnie. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Czemu wszystko się wali? Do tego mam wrażenie, że przeze mnie. Że przeze mnie Loui i Hazz stale się kłócą, Liam zerwał z Daniell i bzyka wszystko co się rusza i że podatki są zbyt wysokie, a zupa jest za słona. Siedziałam na podłodze w pokoju hotelowym, tępo wpatrując się w wierze Eiffla. Brzuch niemiłosiernie dawał o sobie znać. Chyba tutejsze jedzenie mi zaszkodziło…
-Halo?-usłyszałam głos mojej miłości w słuchawce.
-Przyleć.
-Nie mogę. Wiesz, że mam koncert i…
-Przyleć, proszę. Nie czuję się zbyt dobrze.
-Okej, już jadę na lotnisko.
Wybuchnęłam ostrym płaczem i miałam ochotę strzelić sobie w łeb. Znowu to robie. Jest mi źle i krzyżuje plany wszystkich naokoło, bo mam taki kaprys. Mimo to nie powstrzymałam go. I tego w sobie nienawidzę. Coraz bardziej mnie bolało więc się położyłam. Dzwoniłam dopiero 2 minuty temu? Uch… Wdech, wydech… Po dłuższym czasie wyczłapałam z hotelu i złapałam taksówkę, która zabrała mnie na izbę przyjęć. Ból oraz nudności były nie do wytrzymania. Zdecydowali się zrobić mi USG, żeby upewnić się czy to tylko zwykła niestrawność.
-I co? Coś się stało?-trochę zaniepokoiłam się, widząc minę lekarza.
-Proszę chwilę tu poleżeć, zaraz wracam.

*Zayn*
    Kiedy przeczytałem SMS-a, że mam przyjechać do szpitala, omal nie wyskoczyłem z auta by pobiec o własnych siłach. W konsekwencji posprzeczałem się z kierowcą, który nie umiał angielskiego, ale nie to teraz było ważne. Jak dobrze, że jednak tu przyleciałem… Kiedy zapytałem o Lenę w recepcji, posłali mnie do jakiegoś pomieszczenia. Lekarz robił jej jakieś USG. Miała jakby łzy w oczach…
-Dobry wieczór. Co się tu dzieje?-spytałem na wstępie.
-Gratuluje.
-Czego?
-Widzi pan tą ‘kropkę’?-wskazał na ekran.
-Taak…
-To główka pana dziecka.
-Przecież ja nie mam dziecka.-dopiero kiedy to powiedziałem, odpowiednio przetworzyłem informacje.
-Jestem innego zdania.
-Aha… Więc jaki program mnie dziś wkręca? Jakaś telewizja śniadaniowa? Dobra, udało wam się, zaskoczyliście mnie, ale wyjdźcie już z tymi kamerami.-zaśmiałem się krótko.
Widząc wyraz twarzy mojej dziewczyny i doktora, przeszło mi.
-Pan chyba jeszcze nie jest gotowy na takie informacje. Panią natomiast proszę o jak najszybsze odwiedziny lekarza w swoim kraju. I to o czym rozmawialiśmy wcześniej… Sądzę, że mogą państwo udać się do domu. To zwykłe nudności ciążowe, które mogą się czasem powtarzać… Dobranoc.
    Droga do hotelu minęła nam bez słowa. Ani jednego słowa. Byłem na tyle zdezorientowany, że nawet nie wiedziałem jak się nazywam. Nie wierze w to co się dzieje… Kiedy tylko przekroczyliśmy próg pokoju, Alice zwinęła się w kulkę na łóżku i zaczęła płakać. Jej ciało oświetlało jedynie światło księżyca. Stanąłem jak wryty, nie mając pojęcia, jaka reakcja będzie właściwa...
____________________________________________________________________________

Co do następnego, nie wiem czy uda się go dodać w przyszłym tygodniu, to zależy. Przeprowadzam się #again i mam nadzieje że ostatni raz...
Pewnie się zdziwiliście, że Liam tak się zmienił i w ogóle... No i to ostatnie. To nie koniec niespodzianek... 

niedziela, 12 maja 2013

48. Cup of tea. Tea of cup.


-Alice! Patrz! Patrz tu!-krzyczała moja przyjaciółka, wskazując starą kamienice, którą objęło ujęcie.-Czy to tutaj…?

-Masz na myśli…-zaczęłam sobie przypominać.
-Wakacje 09’, tak!
-Mogłybyście wyjaśnić…?-wtrącił się do rozmowy Hazz.
-Więc… Kiedyś podczas powrotu z imprezy, stwierdziłyśmy, że chodniki są zwyczajnie głupie i szłyśmy środkiem ulicy. Policja obok nas przejechała i kiedy ogarnęli co robimy zaczęli się wracać, a my uciekać! Pierwsza myśl to były właśnie mury tej kamienicy. Myślałyśmy, że się udało, ale stali tam jacyś nieprzyjemni kolesie…-tłumaczyła Chris.
-Taa. Jeden z nich, zaszantażował mnie, że, można powiedzieć, jeśli się z nim nie umówię, to nas wyda.
-I co zrobiłaś?-dopytywali.
-Na szczęście przechodził tamtędy nasz kumpel. Wyglądał dość groźnie, bo trenował, bodajże boks. Zaczęłam go całować, udając, że jesteśmy razem. Tamci uciekli, a gliny odjechały Potem okazało się, że mu się podobałam i byliśmy razem jakieś 3 miesiące…-bawiło mnie, że im więcej mówiłam, tym bardziej Malik był wkurzony.
-Tylko ona, przez przypadek, wyrywa najlepszy towar w całym Manchesterze!-zaśmiała się moja przyjaciółka.
-Zaraz, zaraz… Czyli wtedy miałyście 15 lat? I wracałyście spite z imprezy i goniła was policja? Boże, co za zdemoralizowane dzieci…-Loui pokiwał głową z niedowierzaniem, a ja walnęłam go w ramię.
-To był raz! Zresztą, przynajmniej wtedy nie miałyśmy takich problemów jak w 2010…-zaczęła, a ja już wiedziałam o co chodzi.
-Noo…? Opowiadajcie!-domagał się Liam.
-Pewnego popołudnia nudziło nam się, więc napisałyśmy na kartce ‘beach’ i łapałyśmy stopa. Zatrzymało się dwóch kolesi, w pięknym, terenowym i dużym aucie, z taką zarąbistą przyczepą. Oczywiście wsiadłyśmy, a że było piekielnie gorąco, ściągnęłyśmy bluzki, bo pod spodem miałyśmy bikini. Ciuchy naturalnie porwał wiatr i tyle je widziałyśmy. Oni zaś, obiecali nam, że nigdy nie zapomnimy tej nocy. Zabrali nas do klubu z karaoke, gdzie każdy po głębszym, próbował swoich sił. Śpiewałam wtedy I gotta feeling i się wywaliłam, kontynuując na leżąca. Od tej pory stało się to tradycją pubu!-zaśmiałam się z tej sytuacji.
-Co ty w sobie masz, dziewczyno?-zaśmiał się Styles.
-Nie wiem. Tak samo nie wiem jak potem znalazłam się w samochodzie z jednym z nich…-oczywiście groźny wzrok Zayna. Chyba nie odpowiadały mu rozmowy na temat naszych wakacyjnych przygód.-Nie bzyknął mnie, jasne?! Spałam tam tylko.
-Skąd możesz wiedzieć?
-To, że umiem się dobrze bawić, nie oznacza, że jestem dziwką.-ciekawe jakim tonem to powiedziałam, skoro mulat zaczął mnie od razu przepraszać…
-Ale i tak nic nie pobije lata rok później! Nigdy tego nie zapomnę!
-O tak, to było coś. Projekt X…-uśmiechnęłam się na same wspomnienie.
-Byłyście na projekcie X?! Bez nas?!-wydarł się LouLou.
-Czy byłyśmy? Człowieku, Alice to organizowała!
-No chyba sobie żartujesz…-wtrącił Horan.
-Największa, najlepsza, najbardziej szalona impreza w moim życiu! Większość czasu spędziliśmy nad basenem. Nie wiem nawet ile wypiłam, ale to był taki amok… Skakałam z balkonu do wody!-ekscytowałam się.
-Połowa ludzi latała tam na golasa, część oblewała się nawzajem wódką, a potem brała prysznic, zalewając dom. Chyba nawet jakiś glina przyjechał w interwencji, ale szybko się przyłączył. Po za tym, ludzie pieprzyli się chyba w każdym pokoju.
-Wy też?-gdy wszyscy patrzyli się z ustami ułożonymi w ‘o’, Zay nie wahał się pytać.
-Jeśli musisz wiedzieć, to nie, oprócz tego typa, co chciał mnie zgwałcić…
-Co?-poderwał się.
-Siadaj, to było dwa lata temu, imbecylu.-uspokajałam go.-Po prostu nie byłam zbyt świadoma, a on to wykorzystał ciągnąc mnie do któregoś z pomieszczeń. Na szczęście, nagle wbił tam Brian…
-Ah, właśnie, wtedy poznałaś Briana!
-A kto to?-dopytywał się Daddy.
-Mój pierwszy ‘poważny’chłopak.-odpowiedziałam krótko.
-Co to znaczy?-wymienili spojrzenia, śmiejąc się pod nosem.
-To znaczy, że naprawdę mi na nim zależało. Ale z was dupki…
-Tak propos, to co z tą drugą?-spytał Nialler wskazując na swoją dziewczynę.
-Ona? Wtedy była dziewczyną Alexa. ‘Untouchable’ dla wszystkich płci przeciwnej.-zaśmiałam się przypominając sobie jego zazdrość. Z jednej strony szkoda, że im nie wyszło…
-Szkody były duże?
-Właściwie, to chyba tylko za ekipę sprzątającą… Po za tym, to było już po tym, jak mama przestała być mamą, a zaczęła być tylko źródłem pieniędzy. Nie miałam żadnych skrupułów, co do wyciągania od niej kasy…
-Czemu?-odezwał się Irlandczyk, na co dostał z łokcia od Payna.
-Przestała mnie kochać. Przynajmniej tak mi się wydawało, dopiero pół roku temu zobaczyłam świat z jej perspektywy. Wiecie co oznacza, dla dorastającej, głupiej nastolatki brak miłości? Przywykłam, że ojciec mnie nie kocha, potem ona zaczęła mieć mnie w dupie. W bracie też już nie miałam wsparcia, bo prawie w ogóle nie bywał w domu. Młodzież tak naprawdę potrzebuje rodziców, chyba najbardziej w całym życiu. Aby pomogli przetrwać ten ‘burzliwy’ okres. Wyobraźcie sobie, że całymi dniami siedzicie sami w domu. Rzadko jadłam obiady, bo codziennie nie chciało mi się gotować. Mogłam właściwie robić co chciałam. Jeść ciągle fast foody, zostawać długo u znajomych i na melanżach, ubrać się w zimie w bikini… Nie robiłam tego. Kiedy nie ma kto o ciebie zadbać, postawić ci jakiejś bariery, zatroszczyć o zdrowie czy naukę sam musisz to zrobić. Właśnie dlatego zrobiłam ten Projekt X. Zapomniałam o tym wszystkim na jedną, pieprzoną noc. Było fajnie…

*Niall*
    Po pysznej kolacji w jakiejś restauracji, odprowadziłem moją dziewczynę do domu. Już dawno nie spędziliśmy razem wieczoru, nie przejmując się chorobą, pogrzebem lub resztą z licznych problemów. Byliśmy tylko my.
-Może wejdziesz na herbatę?-zapytała zabawnym tonem.
-A jaką masz?
-Owocową w granulkach, cytrynową i karmelową, o ile tata nie wypił. Więc?
-Ogej, przekonałaś mnie.
Już w holu, przycisnęła mnie do ściany, namiętnie całując. Odwzajemniłem pocałunek, by po chwili się od niej oderwać.
-Witasz tak każdego gościa?
-Jeżeli jest taki przystojny, czemu nie?-odpowiedziała figlarnie, włączając czajnik.
-Nie podlizuj się, tylko dawaj herbatę!
-To chwile potrwa, chodźmy na górę.-pociągnęła mnie za rękę i po chwili byliśmy w jej pokoju.
-Hmm… Twoi rodzice nie wracają na noc?
-W zasadzie powinni być rano. Będę tu trochę samotna…
-Mam zadzwonić po Alice? Na pewno zgodzi się pomóc. O, woda się zagotowała.-zbiegłem na dół śmiejąc się pod nosem.
Usiadłem przy dużym stole w kuchni i powoli sączyłem napar. Jej wzrok był wystarczająco wymowny, więc milczeliśmy.
-Dzięki za gościnę, późno już. Będę się już zbierał…-podniosłem się, gdy filiżanka zrobiła się pusta.
-Proszę.-jej głos rozbrzmiał kiedy miałem już chwytać klamkę.
-Co?
-O to ci chodziło. Proszę zostań tu na noc.
-Czy może raczej „proszę prześpij się ze mną”? Zastanawiam się, dlaczego mówi się, że to faceci są bardziej napaleni.
-Oh, daj spokój. Wcale byś nie wyszedł. I tak jak każdy facet masz to w oczach…
-Obejrzymy film?
Stale obserwowała wszystkie moje gesty, ale starałem się zachowywać normalnie. Jakbym nie był jednym z wielu napalonych. Usiedliśmy w salonie, włączając byle co. Żadne z nas nawet nie skupiało się na filmie. Pękła pierwsza i usiadła na mnie okrakiem, oddając na moich ustach długi pocałunek. Po chwili zassała skórę na mojej szyi.
-Wygrałeś, Horan, jasne?!
Oboje wstaliśmy i dopiero wtedy zacząłem ją rozbierać, pieścić, oraz oddając na jej ciele miliony pocałunków…
    Skończyło się na tym, że zasnęliśmy na kanapie. Gdy się obudziłem, Christina najprawdopodobniej brała prysznic. Ja postanowiłem zrobić nam coś do jedzenia, uprzednio włączając radio. Gdy puścili What makes you beautiful mimowolnie zacząłem tańczyć.
-Eem… To może zrób śniadanie, a ja zaparzę herbaty?-słysząc głos jej mamy zamarłem. Oczywiście miała u boku męża. Warto dodać, że miałem na sobie tylko białe slipki. Boże… Gdy odwróciłem się do nich przodem, jej oczy mnie zlustrowały, po czym szybko uciekła wzrokiem na, zapewne nad wyraz interesujące, paznokcie.
-Cóż, niektórzy witają teściowe kwiatami, inni czekoladkami, a mój zięć widokiem przyrodzenia… Chyba pójdę o tym zatweetować, niech mi zazdroszczą!-zaśmiała się wygrzebując telefon z torebki.

*Harry*
    Nienawidziłem momentu kiedy ktoś z Modest! chciał pogadać ze mną i Louim… Zawsze kiedy byłem przed ich biurem, moje nogi robiły się jak z waty. To jak okropny sen, w którym nie możesz biec i się chronić. Musiał złapać mnie za rękę i zaciągnąć do windy.
-Nie chcę!
-Hazz… Ja też, ale wiesz, że musimy…
-Nie!-miałem szklanki w oczach, kiedy nie wiele myśląc kliknąłem przycisk stop.-Oni wiedzą już o ślubie!
-Ej! Zatrzymałeś między piętrami!
-I bardzo dobrze! Nigdzie nie idę, niech pocałują się w te spasione i nadęte dupy!
-Tu są kamery.-szepnął z chichotem, który zawsze mnie omamiał.
Momentalnie również się uśmiechnąłem. Tommo przywrócił windę w ruch. Czemu ona jest taka szybka? Gdyby mnie tak nie trzymał, zwiał bym w ostatniej chwili.
-Witajcie, chłopcy. Nie będę przedłużał. Doskonale wiecie, że wasz związek nie może wyjść na jaw.
-I nie wyjdzie…-starałem się go upewnić.
-Wolałbym nie ryzykować. Louis, od tej pory ty i Diana „wróciliście” do siebie, jasne?
Zamarłem. Że co? Że co, k*rwa?!
-Nie gapcie się tak! Oczywiście ona o wszystkim wie. Zgodziła się.
-Dlaczego ona?-wysyczał, starając się w miarę opanować.
-Po pierwsze to będzie bardziej wiarygodne, a po drugie już się znacie, byliście w związku, więc będzie łatwiej. Nie musisz z nią spędzać każdej chwili. Trzy razy w tygodniu po kilka godzin… Sądzę, że to póki co wystarczające. Naturalnie, o każdym waszym wyjściu, informujecie paparazzi. Tu masz numer, pod który dzwonić.-z rozdziawionymi ustami, byłem wbity w niezbyt wygodne krzesło i przyglądałem się jak Lou wyciąga rękę po wizytówkę. To ewidentnie są jakieś jaja!
-Ale zaraz! On ma męża!-starałem się zaprotestować.
-W tym problem, a my staramy się go rozwiązać.
-Ou, czyli jestem problemem… Ale spokojnie, przecież można wynająć dziwkę, żeby nikt się nie zorientował. Co to za kłopot którego nie rozwiążecie?
-Właśnie!-facet po pięćdziesiątce, chyba nie zrozumiał sarkazmu.
-Niech się przeliżą na ulicy, na potwierdzenie uczucia. A może on zrobi jej dziecko, żeby media miały dowód ich miłości?-sądzę, że słyszał mnie cały biurowiec.
-Masz tu namiary na dobrego psychologa. Mógłby ci pomóc to zrozumieć i zaakceptować…
-Nie przerywaj, pie*dolony, stary ch*ju! Zresztą nie mam już nic do dodania.-zbiegłem po schodach w niesamowitym tempie.
Próbował mnie dogonić, ale na od razu wszedłem do taksówki.
    Leżałem zwinięty w kulkę i całkowicie okryty kołdrą. Nie zapomniałem o zamknięciu drzwi na klucz.
-Spieprzaj, Tomlinson!-krzyknąłem, nie wytrzymując ciągłego dobijania się.
-Otwórz te cholerne drzwi. To bez sensu, bo i tak je wyważę!
Wstałem, okrywając się pierzyną i wpuściłem go.
-Jakim prawem jesteś na mnie zły?!
-Takim, że uśmiecha ci się współpraca ze śliczną ex. Zero protestu, zero walki o wolność…
-Znów kłótnia o to, że staram się być odpowiedzialny i rozumieć prawa rządzące światem?
-Czemu kiedy jest dobrze, wszystko musi się spieprzyć?! Czemu oni nie pozwalają mi cię kochać? Chcę cię tylko kochać, nie proszę o nic więcej…-w tym momencie płakałem jak małe dziecko, co nie przeszkadzało mi w panicznym krzyku.
-Zostawisz mnie. Wiem to. Będzie się liczyć tylko ona, a ja pójdę w zapomnienie. Kocham cię egoisto! Za co mi to robisz?! Jestem gotowy oddać za ciebie życie, natomiast ty jesteś gotowy okłamywać mnie, kiedy już ją przelecisz. Nie oszukujmy się, prędzej czy później to nastąpi. Oni wystawiają nas na próbę! Chcą żebyśmy się rozstali!-to już była zwykła histeria.
Całe szczęście nie miałem pod ręką niebezpiecznych narzędzi… On położył nas, okrył nawet głowy i mocno przytulił. Czułem, że jego oddech delikatnie muska moje loki.
-Spokojnie, kochanie… Oni nic o nas nie wiedzą…
____________________________________________________________

Następny rozdział będzie 2 lata później... Wiem, że to dziwne. Zapewne troszkę zdziwi was to co się będzie działo ale korci mnie żeby o tym napisać. I kiedy skończę ten wątek blog też się skończy... Takie życie ulicznego rapera... xd

sobota, 4 maja 2013

47. Move in the right direction.


*Alice*
    Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, ile dni siedzę w tym łóżku. Znów nie mogłam zasnąć, chociaż byłam tak wykończona, że nie dałabym rady usiąść. Bałam się zamknąć oczy… Zdałam sobie sprawę, że teraz jedyne czego potrzebuje to Zay… Spojrzałam na podłogę. Był tam, jak zwykle…
-Zayn!-starałam się go obudzić, trącając jego ramię.
-Słucham?-popatrzył na mnie trochę zdziwiony, ziewając przeciągle.
-Nie mogę zasnąć…
-Nie martw się, jestem tu. Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym. Poczekam, póki nie uśniesz…-zdecydował, siadając.
-Nie, Zayn… Połóż się koło mnie.
Na moje słowa, oczy mu się zaświeciły. Ułożył się nieśmiało na łóżku. Bał się mnie dotknąć. Ewidentnie bał się mnie dotknąć!
-Po prostu mnie przytul.-zachęciłam go słabym głosem.
Poczułam się dobrze. Bezpieczna, nie osamotniona, kochana…
    Rano obudził mnie głos Alexa. Kucał przy mnie. Szybko zarejestrowałam, że nie ma przy mnie Malika.
-Lena, wstawaj.
-O co chodzi?
-Idziemy na cmentarz.
Zamarłam. Oczy zrobiły mi się wielkości spodków.
-Dziś?-przełknęłam wielką gulę w gardle.
-Tak… Ubieraj się, niedługo wychodzimy.
Wychodząc, minął się w drzwiach z moim chłopakiem. Natychmiast naciągnęłam kołdrę na głowę.
-Ja nigdzie nie idę!
-Kochanie, wiesz, że musisz to dla niej zrobić…
-Wiem.
-Więc zdejmij tą kołdrę, bo się zaraz udusisz.
-Pójdę jeśli mi coś obiecasz.-ujrzałem jej przerażoną twarz.
-Hm?
-Nie pozwolisz nikomu mnie dotknąć. Nikomu.
    Pierwszy raz od… nie wiem ilu, wyszłam z domu. Było dość wietrznie, jak na letnie popołudnie. Założyłam po prostu czarne spodnie i koszule-body. Co do makijażu, stwierdziłam, że mam to w dupie. Moją twarz zdobiły za to duże, ciemne okulary. Chyba najbardziej bałam się fotoreporterów i tych wszystkich ludzi. Na szczęście pod domem było pusto. Ta podróż, była chyba najkrótszą w moim życiu. Wychodząc z auta, obrzuciłam wszystkich spojrzeniem. Przed bramą kościoła stali ochroniarze. Chyba dzięki temu, były nikłe ilości osób z aparatami. Zayn przycisnął mnie do siebie i posadził jak najbliżej ołtarza oraz drewnianej ‘skrzyni’. Kiedy na nią spojrzałam, moje nogi stały się jak z waty.
-Zabierz mnie stąd!-za wszelką cenę pragnęłam uciec.
-Wiesz, że jeśli wyjdziesz, będziesz żałować do końca życia.-szepnął w odpowiedzi.
Miał racje. Tak naprawdę nie chciałam iść, tylko przerażało mnie to wszystko. Z całych sił próbowałam się odciągnąć od siebie myśl, kto tam spoczywa i dlaczego tu jestem. Dopiero po jakimś czasie przypomniałam sobie, że mój ‘opiekun’ jest muzułmaninem.
-Zostajesz tu?
-Nie zostawię cię.
Z jednej strony odetchnęłam z ulgą, natomiast z drugiej poczułam się niezręcznie, że moja osoba, zmusza go do przebywaniu w kościele chrześcijańskim, do tego podczas mszy.
    Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zapewne dlatego, że starałam się nic nie czuć w środku. Kompletnie nic. Nie sądziłam, że to będzie takie łatwe. Ze świątyni najpierw wyprowadzili trumnę. Następnie wyszła najbliższa rodzina. Ludzie ustawieni po bokach, mieli doskonałą widoczność. Jestem pewna, że się gapili, bez żadnego wstydu. Niektórzy miło, z politowaniem, współczuciem. Inni natomiast oceniali mój wygląd, to jakie gesty wykonuje oraz czy bardzo płaczę. Każdemu z nich, miałam ochotę spojrzeć prosto w oczy. To byłoby wystarczająco wymowne.
-Zamknij oczy. Nikt nie zauważy.-powiedział cicho, przytulając mnie mocniej i prowadził bym się nie przewróciła.
Może nawet troszkę przesadzałam z nerwowym zaciskaniem, ale nie miałam zamiaru ich otwierać. Całą drogę na cmentarz również nic nie widziałam. Ufałam Zaynowi bezgranicznie. Dopiero kiedy się zatrzymaliśmy, ujrzałam przed sobą krzyż z imieniem, nazwiskiem, datą śmierci... Poczułam ukłucie w sercu i natychmiastowo przeniosłam wzrok. Chyba mieli zamiar ją spuszczać, ponieważ tata i Alex podeszli bliżej. Ja ukucnęłam lekko i dotknęłam jej ręką. Idealnie wygładzone, jasne drewno, po chwili zjeżdżało na dół. To był moment gdy zdałam sobie sprawę kto jest w środku. Wychyliłam się chyba odrobinę za mocno, spoglądając w przepaść, gdyż Malik mocno ścisnął moją rękę. Nie mogłam sobie uświadomić co się dzieje. Moja mama tam leży. Śpi. Nigdy się nie obudzi, a ja nigdy jej nie zobaczę. Nigdy. Nigdy nie przyjdę do niej z pozornie wielkim problemem, który po krótkiej rozmowie okaże się błahy. Nigdy nie przyszyje mi guzika, z czym zawsze miałam problem. Poczułam gigantyczny lęk. Kto teraz przyszyje mi guzik? Bardziej nasuwał mi się na myśl obraz mnie w bluzce z poobrywanymi guzikami, niż kogoś robiącego to za nią.
    Z przemyśleń wyrwał mnie ostrzegawczy mruk. Zauważyłam ludzi zmierzających do mnie z kondolencjami. Spojrzałam na mojego chłopaka wzrokiem ‘pomocy’. Dyskretnie, w uścisku, obrócił mnie tyłem do nich. Gdy już chcieli zacząć jakąś gadkę, powiedział coś do ucha eleganckiej, około pięćdziesięcioletniej babce. ‘Kolejka’ do mnie zniknęła. Odetchnęłam z ulgą. Znów zaczęłam tępo wpatrywać się w literki widniejące na grobie…
    To naprawdę straszne. Rodzisz się, los gotuje ci przeplatankę wzlotów i upadków, a ty musisz iść przez życie z podniesioną głową. To oznacza, że jesteś silna. Bierzesz na siebie wszystkie porażki i co dzień walczysz, o lepsze jutro. Kochasz, ale nie zawsze jesteś kochana, lub nie umiesz tego należycie dostrzec. Ból cię rozdziera, nawet mimo to podnosisz się, nie zastanawiając nad tym dłużej. Po prostu wiesz, że musisz to zrobić, bo twoja odwaga mówi ci, że nie masz innego wyjścia. A po co to wszystko? Właśnie po to, aby któregoś dnia, ktoś rzucił cię w taką głębie wieczności. Ludzie pamiętają o tobie, oczywiście do czasu. Coraz rzadziej zostajesz przez nich wspominana. Z dnia na dzień coraz bardziej ich uwagę przykuwa coś innego. Kiedy przestajesz istnieć w ich sercach, kompletnie znikasz. Nie ma cię.

*Zayn*
    Obudził mnie straszny huk. Gdy szybko opuściłem pokój, zetknąłem się ze szwagrem.
-Śpij, ja pójdę.-westchnąłem, zbiegając po schodach.
Salon był cały w okruszkach porcelany, a Alice trzymała jej większy kawałek. Obrzuciła mnie zimnym spojrzeniem.
-Oddaj to.-podszedłem bliżej, zachowując stoicki spokój.
-Spieprzaj stąd!
Starałem się jej to wyrwać, ale ostatecznie sama oddała, wbijając mi w rękę… Opuściłem szkło instynktownie, kiedy zaczęła się sączyć krew. Starałem się przytulić ją do siebie, aby trochę się uspokoiła. Ona za wszelką cenę chciała się wyrwać i jej pięści okładały mój tors. Jednak kiedy przycisnąłem ją mocniej, odpuściła. Po chwili wziąłem ją ostrożnie na ręce, tak aby jej nie zakrwawić i żeby sama nie poraniła swoich nóg. Oczywiście z moim szczęściem, ja musiałem w to wdepnąć. Mimo wszystko dałem radę dojść do sypialni i ‘odstawiłem’ ją na ziemię. Gdy zobaczyła moją krew, przeraziła się.
-Usiądź, pójdę po apteczkę.
-Idź spać, ja…
-Usiądź!-pod naciskiem jej tonu, wykonałem polecenie.
Po chwili wróciła z potrzebnym asortymentem i zaczęła przemywać mi rany. Syknąłem. Szczypało w cholerę…
-Wytrzymasz?-spytała słodko i troskliwie.
Przytaknąłem, a ona kontynuowała. Po chwili na mojej stopie widniał spory plaster, a dłoń miałem zawiniętą bandażem.
-Przepraszam. Naprawdę nie chciałam…
Pocałowała mnie lekko w policzek i ruszyliśmy do łóżka. Chyba nie miała zamiaru spać, gdyż siadła, opierając się o ścianę. Ja położyłem się, kładąc głowę na jej kolanach.
-Co to w ogóle miało być?
-Te filiżanki? Zawsze piłyśmy w nich z mamą herbatę. To było nasze. Tylko nasze. Nie chcę aby ktokolwiek z nich jeszcze pił, aby patrzył. Ja też nie chcę ich widzieć.
-Co teraz?-moje pytanie zawisło w powietrzu.
To niby tylko dwa głupie słowa, ale niesamowicie ciężko na nie odpowiedzieć.
-Teraz… Będę musiała oswoić się z tą sytuacją. Ludzie umierają to jest niby wiadome i takie przewidywalne, ale kiedy przychodzi, okazuje się, że nikt nawet w małej części nie był przygotowany. Na takie coś nie da się przygotować. Za to ja, muszę się przyzwyczaić do bardziej dorosłego życia… Muszę przestać już być takim dzieciuchem.
-Wcale nie jesteś.
-Próbujesz przekonać siebie czy mnie? Twardo stąpałam po ziemi, bo wiedziałam, że w razie czego w każdej chwili mogę tu wrócić. Alex pójdzie w swoją stronę, tata ucieknie w pracę… Życie musi toczyć się dalej.
-Hej, nie płacz.-otarłem pojedynczą łzę z policzka.-Nie będziesz musiała nigdzie wracać. Kocham cię najbardziej na świecie i zaopiekuję się tobą…
Uśmiechnęła się lekko, a ja obróciłem głowę, całując ją w brzuch.

*Alice*
    Późnym popołudniem pożegnałam się z rodziną i pojechaliśmy do domu. To oznacza powrót do rzeczywistości… Bałam się. Najbardziej złości Chris. To z nią przyjaźnie się od lat, ale to nie ją chciałam widzieć przy sobie. Mam nadzieje że mi wybaczy i wszystko wróci do normy…
-Czeeeeść.-przywitałam się ze wszystkimi, otwierając drzwi.
Od razu zebrali się w salonie. Nie byli pewni czy mają mnie przytulić, po tym co odstawiałam ostatnimi czasy, więc pierwsza wyciągnęłam do nich ręce. Po chwili jak zwykle oblegaliśmy sofy w salonie, szukając czegoś godnego uwagi do obejrzenia.
-Gdzie ten popcorn, smrodzie?-krzyknął Loui, w kierunku Irlandczyka.
-No chyba nie chcesz wpieprzać ziarenek? Cierpliwości, BooBear.
Nagle na ekranie ujrzeliśmy jakieś wiadomości, gdzie były urywki pogrzebu. Moje towarzystwo chciało chyba przeprowadzić akcję ‘Grupa A odwraca jej uwagę, grupa B wywala telewizor przez okno, grupa C zapełnia puste miejsce po plaźmie’.
-Moglibyście łaskawie dać obejrzeć?-odezwałam się, gdy już zamierzali nerwowo reagować.
Wtedy nie miałam pojęcia jak wyglądałam, zresztą nie obchodziło mnie to. Teraz widziałam, że byłam maksymalnie wciśnięta w Zayna. Jakby miał mnie ochronić przed tym wszystkim własnym ciałem.
-To tam był nawet Książe William?-usta Harrego ułożyły się w literkę ‘o’.
-Skąd on się tam…?-szepnęłam zadziwiona.
Redaktor pieprzył coś, że wiele sław pokusiło się oddać cześć jednej z najwybitniejszych brytyjskich aktorek, nawet członek rodziny królewskiej. Jakoś nie wyobrażałam sobie, że to to wydarzenie sprzed kilku dni…
-Alice! Patrz! Patrz tutaj!-krzyczała moja przyjaciółka, wskazując starą kamienice, którą objęło ujęcie.-Czy to tutaj…?
_____________________________________________________________

Nie wiedziałam co zrobić z Zaynem w tym kościele, bo nie znam się na tych wszystkich religiach i nie wiem czy on by mógł to zrobić czy nie i o co w ogóle chodzi ;p Pewnie macie rozkminy o co chodzi z kamienicą... Mogę wam podpowiedzieć że następny rozdział chyba będzie bardziej weselszy od tej śmiertelnej atmosfery... 
PS Zdajecie sobie sprawę ile dzieli nas od wakacji?! #Woohoo