wtorek, 23 kwietnia 2013

45. Mate.


    Oboje mieliśmy łzy w oczach, podczas składania przysięgi. Ten dupek, Styles, na dodatek szepnął mi „Od teraz jesteś tylko mój”. Kiedy było już po wszystkim, wybraliśmy się na mały obiad, ale ja myślałem głownie o tym, by naleźć się z nim sam na sam, żeby dowiedział się jak bardzo go kocham… Atmosfera była naprawdę fajna. Nasze rodziny zareagowały na to wszystko dość pozytywnie. Oczywiście nie mogliśmy liczyć na żadne huczne wesele, ale przecież nie o to tu chodzi…
    Około 23 wszyscy zebrali się do domów, a my do najlepszego hotelu w mieście.
-Jej Hazz, jak znalazłeś to miejsce?-zachwyciłem się, widząc prześliczny apartament. Wszędzie były płatki róż, świeczki, a w tle dało się usłyszeć muzykę.
-W końcu to wyjątkowy dzień, mężu…
-Nie mogę uwierzyć. Razem na zawsze. Nic nas teraz nie rozdzieli…
-Zbyt piękne aby było…-zamknąłem mu usta pocałunkiem.
-To jest prawdziwe! Te loki od dziś należą do mnie.-z uśmiechem na twarzy, walnąłem się na łóżko.
-Loui, jak wyobrażasz sobie teraz nasze życie? To szalone co zrobiliśmy!-zaśmiał się słodko.
-Będziemy się kochać, Curly. Będę codziennie rano wstawał z myślą, że skoro mogę budzić się koło ciebie, to mogę wszystko. Po takiej cudownej pobudce, polecę do kuchni, aby zrobić ci coś pysznego na śniadanie. Będę codziennie powtarzał jaki jesteś dla mnie ważny. Będę o ciebie dbał i nie pozwolę cię skrzywdzić. Nawet kiedy ode mnie odejdziesz.
-Nie mów tak, bo…
-Nie skończyłem. Postaram się być wymarzonym mężem. Będę ci masował stopy, będę spełniał twoje zachcianki, będę pisał dla ciebie piosenki, będę robił z siebie idiotę, aby poprawić ci humor… Harry, życie jest może być piękne, kiedy tylko ma się dla kogo robić to wszystko.
-Myślisz? Teraz już będzie tylko lepiej?
-Uh, na pewno będą jakieś problemy, ale czym jest miłość?-westchnąłem.
-Nie wiem czym ona jest... Każdego dnia, będąc przy tobie, uczę się jej od nowa. Każdego dnia odkrywam cię coraz bardziej, przez co coraz bardziej cię kocham. Twoje dziwne przyzwyczajenia, jak pieczenie babeczek z nerwów lub to jak całujesz moje ucho gdy wstaniesz pierwszy…
-To ty o tym wiesz?!-spytałem ze zdziwieniem.
-Tak.-zaśmiał się uroczo.-I te wszystkie małe rzeczy sprawiają, że tak bardzo cię kocham, BooBear… Czy to nie piękne?
-Ty jesteś piękny, kochanie.-pocałowałem go krótko.
-Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz…-odezwał się zataczając palcem kółka na moim biodrze.
-A jak mi się znudzisz?-teraz ja zachichotałem.
-W takim wypadku… Najpierw mnie zabij.

*Alice, po podróży poślubnej Larrego*
    Chyba pierwszy raz w życiu obudził mnie pies, liżąc moją twarz. Chwila… Pies?! Ugh, zapewne to sen. Jak to sprawdzić? Napiję się. Na stoliczku obok mnie leżała szklanka z wodą. Cały spory łyk, który wzięłam znalazł się na podłodze. Skąd się tu wzięła czysta wódka?! Czyli to sen. Nagle na szklance spostrzegłam karteczkę.
„To na dobry początek dnia!”
Totalnie zdziwiona tym wszystkim, poszłam do łazienki, oczywiście ze swoim nowym towarzyszem. Wpełzłam pod prysznic, który zmył ze mnie wszystkie zmartwienia, przynajmniej na ten jeden, wyjątkowy dzień. Ubrałam moją ulubioną sukienkę i poprawiłam fryzurę. Zbiegłam na dół. Pusto. Zerknęłam na zegarek. Długo spałam, dochodziła 13. Otworzyłam drzwi na ogród i wtedy usłyszałam jakieś szmery.
-Ile jeszcze?-udało mi się dosłyszeć czyjś głos, po przysłuchaniu.
-Zamknij mordę. Zaraz może tu przyjść…
-Już nie wyrabiam na tym słońcu. Mówiłeś, że już wstała!
-Uspokójcie się! Na pewno zaraz tu zejdzie.
-A jeśli…
-O co się znów kłócicie?-rzuciłam, wychodząc na zewnątrz.
-Mówiłem żebyś się zamknął!
Wtedy zauważyłam chłopców, Danielle i Chris. Uśmiechnęli się, by załagodzić sytuację i zaczęli śpiewać Happy Birthday.
-Awww, dziękuję, kocham was! Ale… Co w tym domu robi pies?
-K*rwa mówiłem, że ucieknie!
-Chciał się tylko napić, nie wiedziałem, że pójdzie na górę…
-Uspokójcie się wreszcie, ok? Więc?
-Prezent. To Mate.-powiedział Malik biorąc na ręce malutkiego labradora.
    Mimo wczesnej godziny, wszyscy nieźle się wstawiliśmy. Jak przystaje na moje urodziny.
-To może mała sesyjka? Dawajcie pobawimy się w Top Model!
-Tak, a ja to dodam na instagrama!-zajarał się Irlandczyk, biegnąc po telefon.
-Najpierw tu!-padłam na trawę, ciągnąc za sobą resztę.
-Niall trochę bardziej siądź na głowie Zaya… A ty Lena poliż łokieć Daddego…-Chris, która robiła za fotografa, dawała nam wskazówki.-Dobrze, przejdźmy do salonu.
Co chwila padały komentarze typu „Większy szpagat Tomlison!”, „Styles, to, że twoje oczy są hiptotajzing, nie znaczy, że możesz lać wódę na włosy Danielle!”. Najlepsza zabawa była w kuchni, gdy wyciągnęłam z lodówki 5 kg karkówki, a moja BFF kazała mi to gryźć, niczym Reksio szynkę. Wtedy również Nialler posmarował siebie i kilku innych ludzi, którzy tam byli, musztardą.
-No to teraz nago!-zatarł ręce mulat, a ja zaczęłam ściągać mu spodnie.
-Chcesz-masz, kotku! To kogo jeszcze rozebrać?
-Nie, nie, ja żonaty!-darł się Louis, kiedy zaczęłam grzebać przy jego pasku.-To znaczy mężaty!
    Gdy skończyliśmy zdjęcia, Zayn włączył muzykę, a ja zaczęłam tańczyć z Harrym.
-Obróć mnie.-szepnęłam mu.
-Proszę…-posłusznie wykonał prośbę.
-No to wkręcamy żaróweczki! Jedziesz, Harry! Ha-rry! Ha-rry! Wow! A teraz, uwaga. Trzy, dwa, jeden… Przysiad! Harry, szybciej! Harry rób przysiad! Harry!
Oboje się przewróciliśmy, leżąc na ziemi i śmiejąc na całe miasto. W tym momencie Liama zaatakował bąk i starał się go chyba przegonić…
-Tak! Dobrze kombinujesz Payne! To na mój znak dzikie pląsy, Harry! Chwila… Teraz!-krzyknęłam, pospiesznie wstając i wpadając do basenu.
-Horaaan… Pomożesz?-wyciągnęłam do niego ręke.
Pomógł, ale tego pożałował, bo przez to pływał tam razem ze mną. Wsiadłam mu na barana i zaczęłam się drzeć „DJ Malik! DJ Malik! DJ Malik!”.
-O! Goście!-natychmiast rzuciłam się do drzwi, na dźwięk dzwonka.
-Może nie w takim stanie, co?-zaproponował LouLou.
-A może dasz i mi spokój i se pójdziesz gdzieś poruchać?-rzuciłam bezsensu w jego stronę, jednocześnie otwierając.
-Słucham?-na widok policji, mimowolnie pewne przekleństwo wyszło z moich ust.-Dostaliśmy zgłoszenie, że…
-Jakie znowu zgłoszenie?-starałam się zrobić jak najpoważniejszą minę, ale chyba byłam jeszcze dziwnie ubrana, po naszym Top Model oraz cała mokra.
-Jakby pani dała nam dokończyć to…-starali się dojść do głosu funkcjonariusze.
-To co?! Wysłówcie się wreszcie!
-To może wtedy, udałoby się nam przekazać, że…
-Że? Oh, gadajmy po męsku! Szybko! Szybciej! Mówcie szybciej!
-Dobra, koniec tego!-cali zdenerwowani wzięli mnie pod ręce.
-Ratunkuuuu! Pomocy! Dzwońcie po policję! To znaczy nie! Zayn! Dzwońcie po niego! Ratunku!-piszczałam.
Wtedy Tommo wybiegł z domu i również zaczął krzyczeć, żeby mnie puścili. Za nim nadszedł Bradford Bad Boy.
-Halo! Panowie! Łapy przy sobie! W tej chwili, bo inaczej będę zmuszony wezwać swoje posiłki!-odezwał się, a ja zorientowałam się, że zaraz wszyscy trafimy na komisariat.
Dopiero Li doszedł z nimi do porozumienia.
-Co ty im powiedziałeś, że dali sobie spokój?-pytaliśmy, już bezpieczni w środku.
-Szczerze? Ale nie… Nie powtórzę wam tego…        
-Liam! No dawaj!-jęczęliśmy mu.
-Więc… Powiedziałem, że kręci cię brutalny seks, a jak spojrzeli na mnie spod byka to poradziłem, że jeśli nie są jednak tymi zamówionymi striptizerami, mają minutę na ucieczkę. No i dorzuciłem im jeszcze dwie wejściówki VIP na Adele, które wisiały na lodówce…
-Liam!-oburzyłam się.
    Ok. 20 zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i mina mi zrzedła. Alex.
-Zayn, odbierz to.-pisnęłam od razu.
-Spokojnie, pewnie dzwoni z życzeniami, Alice.
Przyglądałam się twarzy mojego chłopaka, gdy rozmawiał. Ugh, poker face…
-Jedziemy do Manchesteru, dobrze?-zapytał spokojnie.
-Po co?
-Twoja mama chciała ci złożyć życzenia. Dużo wypiłaś?
-Nie. Nie wiem. Nie chcę prowadzić, zorganizuj coś…-szepnęłam.
    Nie długo dotarliśmy na miejsce. Ten dom, stał się dla mnie kompletnie przerażający. Oczywiście od kiedy mama przestała z niego wychodzić, przez tą chorobę. Zay stwierdził, że poczeka w samochodzie. Pewnie pociągnęłam za klamkę, wchodząc do środka. Mama zawsze mnie wita w salonie, o ile nie stoi przed domem w oczekiwaniu. Tym razem zastałam mojego brata w salonie i tatę, który coś gotował. Złożyli mi życzenia i pokierowali do sypialni.
-Hej mamo. Nie śpisz?
Kiedy ją zobaczyłam zwyczajnie chciało mi się ryczeć. Odkąd pamiętam była elegancka. Wstając rano, widziałam ją pomalowaną, ubraną w modne kreacje i oczywiście ze śliczną fryzurą. Teraz wyglądała jak wrak człowieka. Kompletnie łysa, blada, w byle jakiej piżamie, wychudzona… Nie mogłam na to patrzeć tak po prostu, ale starałam się to ukryć.
-Nie. Wszystkiego najlepszego, kochanie! Jak mijają ci urodziny?
-Dobrze… Dostałam psa!
-Co ty mówisz? Jak wygląda?
-Wabi się Mate i jest labradorem…
-Przepraszam, że nic dla ciebie nie mam, tak jakoś wyszło…
-Spokojnie. Niedługo wybierzemy się razem na wielkie zakupy!-uśmiechnęłam się, ze wszystkich sił starając się w to uwierzyć.
-Tak… Pamiętaj, że bardzo cię kocham.
-Pamiętam.
-I obiecaj mi coś. Jeśli stałoby się coś złego, będziesz starała się normalnie żyć. Musisz być silna…
-Jestem silna. W końcu jestem twoją córką…
-Czasami lepiej jest jak ktoś umiera…
-Mamo, przestań.
Jestem z siebie naprawdę dumna, że do tej pory nie uroniłam łzy.
-Pamiętaj zawsze kim jesteś. Pozostań sobą.
-Będziesz mi teraz dawać rady na życie?-zaśmiałam się krótko.
-Nie chcę żebyś została pożarta w tym całym show biznesie.-westchnęła.
Po chwili rozmowy poprosiła, żebym Zayn na chwilę do niej przyszedł. Czas pożegnania? Przytuliłam ją i odeszłam. Wiara wypełniała mnie całą, ale miałam przeczucie, że jest na prawdę fatalnie…
-Kocham cię!-‘krzyknęła’ tyle na ile mogła jeszcze raz, kiedy przekraczałam już próg pokoju.

*Zayn*
-Nie będę owijać w bawełnę.-powiedziała poważnym głosem Natalie.-Umieram, widzimy się zapewne ostatni raz.
-Ale…
-Nie ma żadnego ale. Chciałam ci bardzo podziękować…
-Za co?
-Że zająłeś się nią i dałeś jej miłość, której ja nie okazywałam. Nie jestem ślepa i widzę, że jesteście dla siebie stworzeni. Wasze najmniejsze spojrzenie jest przepełnione uczuciem. Nie wiem, czy będziecie mieć kiedyś dzieci, czy długo będziecie razem, ale nie spieprzcie tego. I obiecaj mi, że będziesz się nią zajmował, szczególnie przez najbliższy czas. Ona nie może się stoczyć, ktoś jej musi pomóc… Nawet jeśli się kiedyś rozstaniecie, miej ją na oku, dobrze?
-Póki żyję nic jej się nie stanie…-westchnąłem smutno.
-A wiesz co mi zawsze przychodzi do głowy, gdy o was pomyślę?-posłała mi ciepły uśmiech.
-Co?-zapytałem, odwzajemniając go
-To głupie, ale... Kiedy jeszcze grałam w setkach filmów naraz i dużo jeździłam po świecie, miałam chwilkę wolnego tylko w samochodzie. Podczas deszczu, zawsze przyglądałam się kropelką na szybie, które najpierw płyną własnymi 'ścieżkami', aby za moment się spotkać i połączyć w jedność. To właśnie wy... 
Gdyby się nad tym dłużej zastanowić, to ma głębszy sens. W końcu to przemyślenia z wielu godzin podróży... Jej mama właśnie oddaje mi ją oficjalnie w opiekę. Czuję się strasznie… Mimo, że kocham Alice, to ciężko mi brać na siebie tą odpowiedzialność. Domyślam się, że pierwsze tygodnie będą najgorsze. Ale prawdziwe piekło dopiero się zacznie…
____________________________________________________

Przepraszam, że dopiero dziś... Zresztą, kogo ja przepraszam? W końcu nikt tego nie czyta. Ostatnio zdałam sobie z tego sprawę, że ilość czytelników stale maleje. Smutno mi trochę, wiecie? Kiedy pod ostatnim postem był tylko 1 komentarz, gdzie pod prologiem były ich tysiące, to trochę zabolało. Mówi się trudno, niedługo ta historia się skończy.
Love ya xx

5 komentarzy:

  1. nieeee nie kończ tego to jest boskie.!!! boże.. jest zaledwie tylko parę blogów które kocham a dużo ich czytam no a twój to cudo.! to jak opisujesz uczucia i te zwariowane akcje haha . :D a co do rozdziału to cały zajebisty. na początku się śmiałam a później poleciała mi łezka. szkoda mi Alice. :(

    Czekam na następny i pozdrawiam Weronika;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ci kurwa dam nikt tego nie czyta, i postanowiłam to zakończyć! Ugh... Jak ja cię mam przekonać byś nie kończyla? Wymyślę coś. Zobaczysz.
    Rozdział świetny, ta wesoła część i Daddy, a potem mam Alice... Nie wiem co napisać.

    OdpowiedzUsuń
  3. NIe kończ bloga! Może i nie zawsze komentuję, ale zawsze czytam! I nie mów kurwa, że nikt tego nie czyta!
    Grrrr -.-
    Co do rozdziału to.. jest po prostu genialny! Już nie wiem czy mam się uśmiechać czy płakać, ale w każdym razie jest naprawdę świetny ;)
    Mam nadzieję, że nie będziesz jeszcze kończyć.

    http://twinkle-in-eye.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie kończ bloga! Proszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie skończy sie! Jeseś za dobra!

    OdpowiedzUsuń