niedziela, 28 kwietnia 2013

46. An Angel Came To Me.


*Natalie (mama Alice)*
    Kilka lat temu, kiedy dzieci szły spać, ja byłam samotna, wychodziłam do ogrodu z butelką wina, po prostu posłuchać muzyki i przemyśleć to i owo. Zastanawiałam się co czuje człowiek na łożu śmierci. Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Kto odczułby moją stratę... Teraz już wiem. Jest środek nocy, a ja leże nie mogąc spać. Czuję, że dłużej nie wytrzymam. Każdą komórkę mojego ciała, przeszywa okropny ból. Zakaszlałam głośno, budząc Mika.
-Co się dzieje?-podniósł się nie wiele myśląc.-Potrzebujesz czegoś?-ziewnął, przyglądając mi się dokładnie.
-Nikt już nie może mi pomóc…
Również spojrzałam na jego twarz. Kompletnie nie wiedział co robić. Czy powiedzieć coś w stylu „będzie dobrze”, co byłoby kompletnie bezsensu, czy mnie zignorować. Zamiast tego, po prostu się do mnie przytulił. Lekko, bo się bał. Bał się mnie dotknąć, odkąd znacznie mi się pogorszyło.
-Urodziłam ci dwójkę dzieci, zadbaj o nie…
W odpowiedzi, chwycił za moją brodę i przybliżył swoje usta do moich, składając na nich nieśmiały pocałunek. Sądzę, że gdyby nie on moje serce dawno przestało by bić. W jakiś sposób podtrzymuje mnie przy życiu, nie poddaję się pokusie wiecznego i spokojnego snu… Z trudem tkwię codziennie w tym łóżku, czekając na ulgę, jednocześnie cholernie się jej bojąc. Nagle wybuchłam niekontrolowanym płaczem, co wystraszyło moją żywą motywację.
-Cii…-szepnął mi do ucha.-Nie bój się, jestem przy tobie.
-Nie chcę umierać…-w pokoju rozbrzmiał mój cichy lament.
    Kiedy minęły 2 godziny nadal nie spałam. Z bólu nie mogłam utrzymać powiek w górze. Ostatni raz obdarzyłam ciepłym spojrzeniem mojego kochanka, zamykając oczy. Moje ciało sklejał całkiem zimny pot. Starałam się oddychać regularnie, ale okrutny ból nie pozwalał mi już na nic. Przekręciłam się na drugi bok, co tylko go spotęgowało. Nie chciałam doprowadzić do tego, żeby rano zastano moje bezwładne ciało w łóżku. To przerażająca wizja. Wtedy ujrzałam mojego starego przyjaciela-Michaela Jacksona. Coraz trudniej było mi złapać powietrze. Był ubrany na biało, był cały biały i biło od niego światło. Tylko jego usta, z których wydostał się dźwięk, były jasno różowe. W moich uszach rozbrzmiała piosenka, którą niegdyś śpiewaliśmy razem, stojąc na moście brooklyńskim w korku.

An Angel Came To Me 
To Forgive Me 
Listen To His Prayers 
Please Feel His Love 
This Angel Came To Me 
God Saved Me 

An Angel Came To Me 
To Fulfill His Prophecy 
He Listened To My Prayers 
Please Feel My Love 
This Angel Came To Me 
I Recognized Him 

*Alice*
    Kiedy się obudziłam, zamiast Malika obok mnie, na poduszce leżała kartka.
„Wyglądałaś tak słodko, że nie miałem serca cię obudzić. Mamy dziś dwa koncerty w Liverpoolu. Będę wieczorem i cię przytulę, dobrze? Kocham cię xx”
Niezdarnie nabazgrolona wiadomość, wymusiła uśmiech na moich ustach. Wstałam, przeciągając się.
-Hey ho! Jest jeszcze ktoś w tym domu?-krzyknęłam w głąb, po czym chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Chris.
-Chaos w restauracji, widzimy się potem.-rzuciła z prędkością światła, rozłączając się.
Zaśmiałam się krótko z jej tonu, ale skrzywiłam się, gdy zdałam sobie sprawę, że dziś jestem zdana tylko na siebie. Weszłam pod prysznic, starając się zmyć napisy z mojego brzucha. Oczywiście autorem był mój chłopak… Naprawdę musiało mu się nudzić, gdyż widniało tam m.in. ‘Jestem dziewczyną mojego chłopaka’ lub ‘Lubię musztardę’. Kiedy znalazłam się w salonie, niedbale owinięta ręcznikiem, zamarłam.
-Ymm… Ubierz się.-zaproponował stanowczo Alex, który siedział na fotelu.
Niewiele myśląc wróciłam się do łazienki. Po kilku minutach znów przed nim stanęłam. Przytulił mnie, otulając dokładnie swoimi bicepsami, po czym pociągnął do drzwi, następnie do samochodu. Podczas jazdy o nic nie pytałam. Nawet nie pamiętam co czułam. Na pewno nie był to strach. Nie bałam się.
    Gdy dotarliśmy na miejsce, nie wysiedliśmy od razu z auta.
-Nie przywiozłeś mnie tu bez powodu…-bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
Złapał moją dłoń i przejechał kciukiem po kostkach.
-Nie.-westchnął.
Momentalnie wbiegłam do domu, natknęłam się na tatę w kuchni, kontynuując wspinanie się po schodach. Znalazłam się w nieszczęsnym pokoju, którego nie opuszczała od jakiś 2 miesięcy. Pusto. Wdech i wydech… Wróciłam powoli na dół.
-Więc… Gdzie mama?-westchnęłam głęboko, zachowując pokerową twarz.-Gdzie mama?-powtórzyłam bardziej stanowczo, gdy nie uzyskałam odpowiedzi.
-W nocy… Ona… Szepnęła, że anioł po nią przyszedł…-ojciec oparł się rękami o parapet, odwracając się do mnie tyłem.
-Jaki anioł?-zainteresowałam się, nadal opanowana.
-Tego nie wiem.-wychrypiał.
‘Szkoda’. Nie mam pojęcia czy to wypłynęło z moich ust, czy była to tylko myśl. Zaraz po tym znalazłam się w swoim łóżku. Zwinęłam się w kulkę i okryłam kołdrą, zostawiając dziurkę na twarz. Łzy bezwiednie kapały na białe prześcieradło. Nie zanosiłam się od płaczu, tak jak mam to w zwyczaju. Po prostu słone kropelki jak oszalałe kapały z moich oczu…
    Obraz sprzed kilku godzin, mógłby wydawać się nawet romantyczny. Niewiasta pośród białej pościeli, łkająca cichutko, wewnętrznie. Teraz, kiedy patrzyłam na jej zdjęcie, coś rozdzierało mnie od środka. Musiałam wyglądać okropnie. Wręcz czułam zaczerwienianą oraz opuchniętą twarz. W życiu nie było ze mną tak beznadziejnie. Z jednej strony nie chciałam płakać, bo byłam już zwyczajnie tym zmęczona. Z drugiej zaś było mi tak źle, że nie mogłam przestać.

*Zayn*
    Roześmiany i popychany przez Louisa, szedłem do garderoby.
-Może i wychodzi ci śpiewanie, ale energii to ty nie masz za grosz!-krzyknął, pospieszając mnie.
-To ty zmusiłeś mnie wczoraj do nocnych zakupów, gdy poszedłeś sobie słodko spać!-oskarżyłem go.
-I chcesz nam wmówić, że po tym od razu grzecznie usnąłeś?-Niall wtrącił się w rozmowę.-Wyraźnie słyszałem piski Leny.-na ten komentarz zaśmiali się.
-Czy wszystko kojarzy wam się z jednym? Jeśli musicie wiedzieć, to łaskotałem ją. To wszystko.
Na jej wspomnienie, zwiększyłem tępo przebierania się o 69 razy. Tak bardzo pragnąłem teraz poczuć jej ciepły dotyk. Słodkie usta, spotykające się z moją szyją… Niestety droga ciągnęła się wyjątkowo długo. Spojrzałem w stronę chłopaków. Harry i Loui smacznie spali, przytuleni do siebie. Liam tak samo. Co do Irlandczyka nie byłem pewien. Ponownie wróciłem do zabawy telefonem, czekając na jakikolwiek odzew od mojej dziewczyny. Dlaczego nie odbiera, ani nie odpisuje na SMS-y?
-Spokojnie…-głos Horana wyrwał mnie z zamyśleń.-Jest późno, może po prostu usnęła? Albo jak zwykle pochłonął ją fortepian. Wtedy wszystkie sprzęty idą w zapomnienie.
-Co z Christiną?
-Śpi dziś u rodziców. Jeśli chcesz to mogę zadzwonić żeby…
-Nie. Nie, to tylko moja bujna wyobraźnia.-uśmiechnąłem się pod nosem.
    Ok. 2 w nocy byliśmy już pod domem. Wszedłem jako pierwszy, szukając mojej miłości. W ciągu kilku sekund obleciałem wszystkie pomieszczenia. Ani żywej duszy. Nie na to liczyłem. Wołałem wielokrotnie jej imię, nie otrzymując reakcji. Wybiegłem z powrotem przed dom, licząc, że zdoła mi się zatrzymać kierowcę.
-Co ty odpieprzasz?-zapytał Payne, nie kryjąc zdziwienia.
-Jadę do Manchesteru. Odezwę się…-rzuciłem w jego stronę, gdy wpełzałem do auta.
    To był mega impuls. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Nie miałem pewności czy ona tam jest, ale gdyby była, nie wiadomo kto i kiedy by mnie powiadomił. Dotarłem tam dopiero o 5 nad ranem. Lepsze to niż nic. Westchnąłem i zadzwoniłem do Alexa. Po chwile ujrzałem go półnagiego i półprzytomnego w drzwiach.
-Znasz drogę.-szepną zaspany i poczłapał z powrotem do sypialni.
Głośno odetchnąłem przed jej pokojem, po czym zapukałem. Od razu pociągnąłem za klamkę, spodziewając się, że śpi. Nie spała. Leżała nieruchomo wpatrując się w jakiś punkt na ścianie. Usiadłem obok łóżka, na podłodze. Otarłem pojedynczą łzę na jej policzku.
-Nie dotykaj mnie.-syknęła dość groźnie.
Przeraziło mnie to. Najwyraźniej stało się najgorsze. Coś w środku mnie zabolało… Czemu ona mnie odpycha? Może to z szoku? Sądziłem, że będzie chciała żebym ją przytulił. Troskliwie okryłem jej małe stopy ciepłą pierzyną i położyłem się na twardej i zimnej podłodze. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, więc nie miałem pojęcia, co mogę dla niej zrobić. Przytulić na siłę, usunąć się z pola widzenia, porozmawiać… Zachowałem milczenie, gdy w końcu znużenie wygrało i nie było z nią kontaktu. Podniosłem się i wyszedłem cicho. Chciałem mieć coś na potwierdzenie mojej tezy. Podskoczyłem, kiedy przede mną jej brat wyrósł spod ziemi.
-Skąd wiedziałeś co się stało?
-N… Nie wiedziałem…
-Jeśli masz coś dziś do załatwienia, jedź śmiało. Mała długo nie spała, więc spokojnie zdążysz, zanim się obudzi.
Przemyślałem szybko propozycje. Przyda się załatwić trochę wolnego i powiadomić resztę… Po 15 minutach siedziałem w pociągu.
    Ciężko było mi tam wracać. Czułem się trochę jak jakiś wrzód na dupie, ale wiedziałem, że zwyczajnie muszę tam być.
-Wstała?-spytałem przelotnie Alexa, wspinając się po schodach.
-Wstała… To znaczy… Bo…-rzuciłem mu pytające spojrzenie, kiedy zaplątał się w słowach.-Ugh… Tak wstała.
Oniemiałem. Stała tam i przytulała się do nikogo innego jak Matta! Przytulała swojego eks, podczas gdy ja nawet nie mogłem musnąć ją palcem! Skinął w moją stronę głową, odwzajemniłem gest.
-To ja będę się zbierać… Napiszę do ciebie, jeśli się czegoś dowiem. Pa.-odszedłszy, pocałował ją śmiało w policzek.
Opadła na łóżku. Ja również usiadłem na jego skraju. Wtedy ona odsunęła się jak najbliżej do ściany. Nic nie potrafi opisać co poczułem. Złość, przerażenie, smutek, żal, zazdrość tworzyły wybuchową mieszankę. Czemu? Co ja złego zrobiłem? Siedzieliśmy jak najdalej siebie, obojgu zakręciła się łza w oku...
    Jakiś czas później opuściła pokój. Przypuszczałem, że udała się do łazienki. Wykorzystując moment, zszedłem do kuchni po szklankę wody. Stała tam. Skamieniałem w pół kroku.
-Tato?-odezwała się słodko, lecz głosem pełnym rozpaczy.
-Tak?
-Na pewno nie wiesz, co to za anioł?
-Jestem pewny, że jest dobry i o nią zadba.-przyciągnął ją do swego torsu, przytulając czule.

5 komentarzy:

  1. WoW.... Chyba najlepszy rozdział ! Dawaj następny szybko *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie skomentuje, bo nie wiem jak... Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to dobry znak, czy wręcz na odwrót, ale cóż, zawsze coś c;

      Usuń
    2. Właśnie dobry. Ja po prostu nie wiem co napisać. Ugh... Nie lubie tego..

      Usuń