niedziela, 28 kwietnia 2013

46. An Angel Came To Me.


*Natalie (mama Alice)*
    Kilka lat temu, kiedy dzieci szły spać, ja byłam samotna, wychodziłam do ogrodu z butelką wina, po prostu posłuchać muzyki i przemyśleć to i owo. Zastanawiałam się co czuje człowiek na łożu śmierci. Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Kto odczułby moją stratę... Teraz już wiem. Jest środek nocy, a ja leże nie mogąc spać. Czuję, że dłużej nie wytrzymam. Każdą komórkę mojego ciała, przeszywa okropny ból. Zakaszlałam głośno, budząc Mika.
-Co się dzieje?-podniósł się nie wiele myśląc.-Potrzebujesz czegoś?-ziewnął, przyglądając mi się dokładnie.
-Nikt już nie może mi pomóc…
Również spojrzałam na jego twarz. Kompletnie nie wiedział co robić. Czy powiedzieć coś w stylu „będzie dobrze”, co byłoby kompletnie bezsensu, czy mnie zignorować. Zamiast tego, po prostu się do mnie przytulił. Lekko, bo się bał. Bał się mnie dotknąć, odkąd znacznie mi się pogorszyło.
-Urodziłam ci dwójkę dzieci, zadbaj o nie…
W odpowiedzi, chwycił za moją brodę i przybliżył swoje usta do moich, składając na nich nieśmiały pocałunek. Sądzę, że gdyby nie on moje serce dawno przestało by bić. W jakiś sposób podtrzymuje mnie przy życiu, nie poddaję się pokusie wiecznego i spokojnego snu… Z trudem tkwię codziennie w tym łóżku, czekając na ulgę, jednocześnie cholernie się jej bojąc. Nagle wybuchłam niekontrolowanym płaczem, co wystraszyło moją żywą motywację.
-Cii…-szepnął mi do ucha.-Nie bój się, jestem przy tobie.
-Nie chcę umierać…-w pokoju rozbrzmiał mój cichy lament.
    Kiedy minęły 2 godziny nadal nie spałam. Z bólu nie mogłam utrzymać powiek w górze. Ostatni raz obdarzyłam ciepłym spojrzeniem mojego kochanka, zamykając oczy. Moje ciało sklejał całkiem zimny pot. Starałam się oddychać regularnie, ale okrutny ból nie pozwalał mi już na nic. Przekręciłam się na drugi bok, co tylko go spotęgowało. Nie chciałam doprowadzić do tego, żeby rano zastano moje bezwładne ciało w łóżku. To przerażająca wizja. Wtedy ujrzałam mojego starego przyjaciela-Michaela Jacksona. Coraz trudniej było mi złapać powietrze. Był ubrany na biało, był cały biały i biło od niego światło. Tylko jego usta, z których wydostał się dźwięk, były jasno różowe. W moich uszach rozbrzmiała piosenka, którą niegdyś śpiewaliśmy razem, stojąc na moście brooklyńskim w korku.

An Angel Came To Me 
To Forgive Me 
Listen To His Prayers 
Please Feel His Love 
This Angel Came To Me 
God Saved Me 

An Angel Came To Me 
To Fulfill His Prophecy 
He Listened To My Prayers 
Please Feel My Love 
This Angel Came To Me 
I Recognized Him 

*Alice*
    Kiedy się obudziłam, zamiast Malika obok mnie, na poduszce leżała kartka.
„Wyglądałaś tak słodko, że nie miałem serca cię obudzić. Mamy dziś dwa koncerty w Liverpoolu. Będę wieczorem i cię przytulę, dobrze? Kocham cię xx”
Niezdarnie nabazgrolona wiadomość, wymusiła uśmiech na moich ustach. Wstałam, przeciągając się.
-Hey ho! Jest jeszcze ktoś w tym domu?-krzyknęłam w głąb, po czym chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Chris.
-Chaos w restauracji, widzimy się potem.-rzuciła z prędkością światła, rozłączając się.
Zaśmiałam się krótko z jej tonu, ale skrzywiłam się, gdy zdałam sobie sprawę, że dziś jestem zdana tylko na siebie. Weszłam pod prysznic, starając się zmyć napisy z mojego brzucha. Oczywiście autorem był mój chłopak… Naprawdę musiało mu się nudzić, gdyż widniało tam m.in. ‘Jestem dziewczyną mojego chłopaka’ lub ‘Lubię musztardę’. Kiedy znalazłam się w salonie, niedbale owinięta ręcznikiem, zamarłam.
-Ymm… Ubierz się.-zaproponował stanowczo Alex, który siedział na fotelu.
Niewiele myśląc wróciłam się do łazienki. Po kilku minutach znów przed nim stanęłam. Przytulił mnie, otulając dokładnie swoimi bicepsami, po czym pociągnął do drzwi, następnie do samochodu. Podczas jazdy o nic nie pytałam. Nawet nie pamiętam co czułam. Na pewno nie był to strach. Nie bałam się.
    Gdy dotarliśmy na miejsce, nie wysiedliśmy od razu z auta.
-Nie przywiozłeś mnie tu bez powodu…-bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
Złapał moją dłoń i przejechał kciukiem po kostkach.
-Nie.-westchnął.
Momentalnie wbiegłam do domu, natknęłam się na tatę w kuchni, kontynuując wspinanie się po schodach. Znalazłam się w nieszczęsnym pokoju, którego nie opuszczała od jakiś 2 miesięcy. Pusto. Wdech i wydech… Wróciłam powoli na dół.
-Więc… Gdzie mama?-westchnęłam głęboko, zachowując pokerową twarz.-Gdzie mama?-powtórzyłam bardziej stanowczo, gdy nie uzyskałam odpowiedzi.
-W nocy… Ona… Szepnęła, że anioł po nią przyszedł…-ojciec oparł się rękami o parapet, odwracając się do mnie tyłem.
-Jaki anioł?-zainteresowałam się, nadal opanowana.
-Tego nie wiem.-wychrypiał.
‘Szkoda’. Nie mam pojęcia czy to wypłynęło z moich ust, czy była to tylko myśl. Zaraz po tym znalazłam się w swoim łóżku. Zwinęłam się w kulkę i okryłam kołdrą, zostawiając dziurkę na twarz. Łzy bezwiednie kapały na białe prześcieradło. Nie zanosiłam się od płaczu, tak jak mam to w zwyczaju. Po prostu słone kropelki jak oszalałe kapały z moich oczu…
    Obraz sprzed kilku godzin, mógłby wydawać się nawet romantyczny. Niewiasta pośród białej pościeli, łkająca cichutko, wewnętrznie. Teraz, kiedy patrzyłam na jej zdjęcie, coś rozdzierało mnie od środka. Musiałam wyglądać okropnie. Wręcz czułam zaczerwienianą oraz opuchniętą twarz. W życiu nie było ze mną tak beznadziejnie. Z jednej strony nie chciałam płakać, bo byłam już zwyczajnie tym zmęczona. Z drugiej zaś było mi tak źle, że nie mogłam przestać.

*Zayn*
    Roześmiany i popychany przez Louisa, szedłem do garderoby.
-Może i wychodzi ci śpiewanie, ale energii to ty nie masz za grosz!-krzyknął, pospieszając mnie.
-To ty zmusiłeś mnie wczoraj do nocnych zakupów, gdy poszedłeś sobie słodko spać!-oskarżyłem go.
-I chcesz nam wmówić, że po tym od razu grzecznie usnąłeś?-Niall wtrącił się w rozmowę.-Wyraźnie słyszałem piski Leny.-na ten komentarz zaśmiali się.
-Czy wszystko kojarzy wam się z jednym? Jeśli musicie wiedzieć, to łaskotałem ją. To wszystko.
Na jej wspomnienie, zwiększyłem tępo przebierania się o 69 razy. Tak bardzo pragnąłem teraz poczuć jej ciepły dotyk. Słodkie usta, spotykające się z moją szyją… Niestety droga ciągnęła się wyjątkowo długo. Spojrzałem w stronę chłopaków. Harry i Loui smacznie spali, przytuleni do siebie. Liam tak samo. Co do Irlandczyka nie byłem pewien. Ponownie wróciłem do zabawy telefonem, czekając na jakikolwiek odzew od mojej dziewczyny. Dlaczego nie odbiera, ani nie odpisuje na SMS-y?
-Spokojnie…-głos Horana wyrwał mnie z zamyśleń.-Jest późno, może po prostu usnęła? Albo jak zwykle pochłonął ją fortepian. Wtedy wszystkie sprzęty idą w zapomnienie.
-Co z Christiną?
-Śpi dziś u rodziców. Jeśli chcesz to mogę zadzwonić żeby…
-Nie. Nie, to tylko moja bujna wyobraźnia.-uśmiechnąłem się pod nosem.
    Ok. 2 w nocy byliśmy już pod domem. Wszedłem jako pierwszy, szukając mojej miłości. W ciągu kilku sekund obleciałem wszystkie pomieszczenia. Ani żywej duszy. Nie na to liczyłem. Wołałem wielokrotnie jej imię, nie otrzymując reakcji. Wybiegłem z powrotem przed dom, licząc, że zdoła mi się zatrzymać kierowcę.
-Co ty odpieprzasz?-zapytał Payne, nie kryjąc zdziwienia.
-Jadę do Manchesteru. Odezwę się…-rzuciłem w jego stronę, gdy wpełzałem do auta.
    To był mega impuls. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Nie miałem pewności czy ona tam jest, ale gdyby była, nie wiadomo kto i kiedy by mnie powiadomił. Dotarłem tam dopiero o 5 nad ranem. Lepsze to niż nic. Westchnąłem i zadzwoniłem do Alexa. Po chwile ujrzałem go półnagiego i półprzytomnego w drzwiach.
-Znasz drogę.-szepną zaspany i poczłapał z powrotem do sypialni.
Głośno odetchnąłem przed jej pokojem, po czym zapukałem. Od razu pociągnąłem za klamkę, spodziewając się, że śpi. Nie spała. Leżała nieruchomo wpatrując się w jakiś punkt na ścianie. Usiadłem obok łóżka, na podłodze. Otarłem pojedynczą łzę na jej policzku.
-Nie dotykaj mnie.-syknęła dość groźnie.
Przeraziło mnie to. Najwyraźniej stało się najgorsze. Coś w środku mnie zabolało… Czemu ona mnie odpycha? Może to z szoku? Sądziłem, że będzie chciała żebym ją przytulił. Troskliwie okryłem jej małe stopy ciepłą pierzyną i położyłem się na twardej i zimnej podłodze. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, więc nie miałem pojęcia, co mogę dla niej zrobić. Przytulić na siłę, usunąć się z pola widzenia, porozmawiać… Zachowałem milczenie, gdy w końcu znużenie wygrało i nie było z nią kontaktu. Podniosłem się i wyszedłem cicho. Chciałem mieć coś na potwierdzenie mojej tezy. Podskoczyłem, kiedy przede mną jej brat wyrósł spod ziemi.
-Skąd wiedziałeś co się stało?
-N… Nie wiedziałem…
-Jeśli masz coś dziś do załatwienia, jedź śmiało. Mała długo nie spała, więc spokojnie zdążysz, zanim się obudzi.
Przemyślałem szybko propozycje. Przyda się załatwić trochę wolnego i powiadomić resztę… Po 15 minutach siedziałem w pociągu.
    Ciężko było mi tam wracać. Czułem się trochę jak jakiś wrzód na dupie, ale wiedziałem, że zwyczajnie muszę tam być.
-Wstała?-spytałem przelotnie Alexa, wspinając się po schodach.
-Wstała… To znaczy… Bo…-rzuciłem mu pytające spojrzenie, kiedy zaplątał się w słowach.-Ugh… Tak wstała.
Oniemiałem. Stała tam i przytulała się do nikogo innego jak Matta! Przytulała swojego eks, podczas gdy ja nawet nie mogłem musnąć ją palcem! Skinął w moją stronę głową, odwzajemniłem gest.
-To ja będę się zbierać… Napiszę do ciebie, jeśli się czegoś dowiem. Pa.-odszedłszy, pocałował ją śmiało w policzek.
Opadła na łóżku. Ja również usiadłem na jego skraju. Wtedy ona odsunęła się jak najbliżej do ściany. Nic nie potrafi opisać co poczułem. Złość, przerażenie, smutek, żal, zazdrość tworzyły wybuchową mieszankę. Czemu? Co ja złego zrobiłem? Siedzieliśmy jak najdalej siebie, obojgu zakręciła się łza w oku...
    Jakiś czas później opuściła pokój. Przypuszczałem, że udała się do łazienki. Wykorzystując moment, zszedłem do kuchni po szklankę wody. Stała tam. Skamieniałem w pół kroku.
-Tato?-odezwała się słodko, lecz głosem pełnym rozpaczy.
-Tak?
-Na pewno nie wiesz, co to za anioł?
-Jestem pewny, że jest dobry i o nią zadba.-przyciągnął ją do swego torsu, przytulając czule.

wtorek, 23 kwietnia 2013

45. Mate.


    Oboje mieliśmy łzy w oczach, podczas składania przysięgi. Ten dupek, Styles, na dodatek szepnął mi „Od teraz jesteś tylko mój”. Kiedy było już po wszystkim, wybraliśmy się na mały obiad, ale ja myślałem głownie o tym, by naleźć się z nim sam na sam, żeby dowiedział się jak bardzo go kocham… Atmosfera była naprawdę fajna. Nasze rodziny zareagowały na to wszystko dość pozytywnie. Oczywiście nie mogliśmy liczyć na żadne huczne wesele, ale przecież nie o to tu chodzi…
    Około 23 wszyscy zebrali się do domów, a my do najlepszego hotelu w mieście.
-Jej Hazz, jak znalazłeś to miejsce?-zachwyciłem się, widząc prześliczny apartament. Wszędzie były płatki róż, świeczki, a w tle dało się usłyszeć muzykę.
-W końcu to wyjątkowy dzień, mężu…
-Nie mogę uwierzyć. Razem na zawsze. Nic nas teraz nie rozdzieli…
-Zbyt piękne aby było…-zamknąłem mu usta pocałunkiem.
-To jest prawdziwe! Te loki od dziś należą do mnie.-z uśmiechem na twarzy, walnąłem się na łóżko.
-Loui, jak wyobrażasz sobie teraz nasze życie? To szalone co zrobiliśmy!-zaśmiał się słodko.
-Będziemy się kochać, Curly. Będę codziennie rano wstawał z myślą, że skoro mogę budzić się koło ciebie, to mogę wszystko. Po takiej cudownej pobudce, polecę do kuchni, aby zrobić ci coś pysznego na śniadanie. Będę codziennie powtarzał jaki jesteś dla mnie ważny. Będę o ciebie dbał i nie pozwolę cię skrzywdzić. Nawet kiedy ode mnie odejdziesz.
-Nie mów tak, bo…
-Nie skończyłem. Postaram się być wymarzonym mężem. Będę ci masował stopy, będę spełniał twoje zachcianki, będę pisał dla ciebie piosenki, będę robił z siebie idiotę, aby poprawić ci humor… Harry, życie jest może być piękne, kiedy tylko ma się dla kogo robić to wszystko.
-Myślisz? Teraz już będzie tylko lepiej?
-Uh, na pewno będą jakieś problemy, ale czym jest miłość?-westchnąłem.
-Nie wiem czym ona jest... Każdego dnia, będąc przy tobie, uczę się jej od nowa. Każdego dnia odkrywam cię coraz bardziej, przez co coraz bardziej cię kocham. Twoje dziwne przyzwyczajenia, jak pieczenie babeczek z nerwów lub to jak całujesz moje ucho gdy wstaniesz pierwszy…
-To ty o tym wiesz?!-spytałem ze zdziwieniem.
-Tak.-zaśmiał się uroczo.-I te wszystkie małe rzeczy sprawiają, że tak bardzo cię kocham, BooBear… Czy to nie piękne?
-Ty jesteś piękny, kochanie.-pocałowałem go krótko.
-Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz…-odezwał się zataczając palcem kółka na moim biodrze.
-A jak mi się znudzisz?-teraz ja zachichotałem.
-W takim wypadku… Najpierw mnie zabij.

*Alice, po podróży poślubnej Larrego*
    Chyba pierwszy raz w życiu obudził mnie pies, liżąc moją twarz. Chwila… Pies?! Ugh, zapewne to sen. Jak to sprawdzić? Napiję się. Na stoliczku obok mnie leżała szklanka z wodą. Cały spory łyk, który wzięłam znalazł się na podłodze. Skąd się tu wzięła czysta wódka?! Czyli to sen. Nagle na szklance spostrzegłam karteczkę.
„To na dobry początek dnia!”
Totalnie zdziwiona tym wszystkim, poszłam do łazienki, oczywiście ze swoim nowym towarzyszem. Wpełzłam pod prysznic, który zmył ze mnie wszystkie zmartwienia, przynajmniej na ten jeden, wyjątkowy dzień. Ubrałam moją ulubioną sukienkę i poprawiłam fryzurę. Zbiegłam na dół. Pusto. Zerknęłam na zegarek. Długo spałam, dochodziła 13. Otworzyłam drzwi na ogród i wtedy usłyszałam jakieś szmery.
-Ile jeszcze?-udało mi się dosłyszeć czyjś głos, po przysłuchaniu.
-Zamknij mordę. Zaraz może tu przyjść…
-Już nie wyrabiam na tym słońcu. Mówiłeś, że już wstała!
-Uspokójcie się! Na pewno zaraz tu zejdzie.
-A jeśli…
-O co się znów kłócicie?-rzuciłam, wychodząc na zewnątrz.
-Mówiłem żebyś się zamknął!
Wtedy zauważyłam chłopców, Danielle i Chris. Uśmiechnęli się, by załagodzić sytuację i zaczęli śpiewać Happy Birthday.
-Awww, dziękuję, kocham was! Ale… Co w tym domu robi pies?
-K*rwa mówiłem, że ucieknie!
-Chciał się tylko napić, nie wiedziałem, że pójdzie na górę…
-Uspokójcie się wreszcie, ok? Więc?
-Prezent. To Mate.-powiedział Malik biorąc na ręce malutkiego labradora.
    Mimo wczesnej godziny, wszyscy nieźle się wstawiliśmy. Jak przystaje na moje urodziny.
-To może mała sesyjka? Dawajcie pobawimy się w Top Model!
-Tak, a ja to dodam na instagrama!-zajarał się Irlandczyk, biegnąc po telefon.
-Najpierw tu!-padłam na trawę, ciągnąc za sobą resztę.
-Niall trochę bardziej siądź na głowie Zaya… A ty Lena poliż łokieć Daddego…-Chris, która robiła za fotografa, dawała nam wskazówki.-Dobrze, przejdźmy do salonu.
Co chwila padały komentarze typu „Większy szpagat Tomlison!”, „Styles, to, że twoje oczy są hiptotajzing, nie znaczy, że możesz lać wódę na włosy Danielle!”. Najlepsza zabawa była w kuchni, gdy wyciągnęłam z lodówki 5 kg karkówki, a moja BFF kazała mi to gryźć, niczym Reksio szynkę. Wtedy również Nialler posmarował siebie i kilku innych ludzi, którzy tam byli, musztardą.
-No to teraz nago!-zatarł ręce mulat, a ja zaczęłam ściągać mu spodnie.
-Chcesz-masz, kotku! To kogo jeszcze rozebrać?
-Nie, nie, ja żonaty!-darł się Louis, kiedy zaczęłam grzebać przy jego pasku.-To znaczy mężaty!
    Gdy skończyliśmy zdjęcia, Zayn włączył muzykę, a ja zaczęłam tańczyć z Harrym.
-Obróć mnie.-szepnęłam mu.
-Proszę…-posłusznie wykonał prośbę.
-No to wkręcamy żaróweczki! Jedziesz, Harry! Ha-rry! Ha-rry! Wow! A teraz, uwaga. Trzy, dwa, jeden… Przysiad! Harry, szybciej! Harry rób przysiad! Harry!
Oboje się przewróciliśmy, leżąc na ziemi i śmiejąc na całe miasto. W tym momencie Liama zaatakował bąk i starał się go chyba przegonić…
-Tak! Dobrze kombinujesz Payne! To na mój znak dzikie pląsy, Harry! Chwila… Teraz!-krzyknęłam, pospiesznie wstając i wpadając do basenu.
-Horaaan… Pomożesz?-wyciągnęłam do niego ręke.
Pomógł, ale tego pożałował, bo przez to pływał tam razem ze mną. Wsiadłam mu na barana i zaczęłam się drzeć „DJ Malik! DJ Malik! DJ Malik!”.
-O! Goście!-natychmiast rzuciłam się do drzwi, na dźwięk dzwonka.
-Może nie w takim stanie, co?-zaproponował LouLou.
-A może dasz i mi spokój i se pójdziesz gdzieś poruchać?-rzuciłam bezsensu w jego stronę, jednocześnie otwierając.
-Słucham?-na widok policji, mimowolnie pewne przekleństwo wyszło z moich ust.-Dostaliśmy zgłoszenie, że…
-Jakie znowu zgłoszenie?-starałam się zrobić jak najpoważniejszą minę, ale chyba byłam jeszcze dziwnie ubrana, po naszym Top Model oraz cała mokra.
-Jakby pani dała nam dokończyć to…-starali się dojść do głosu funkcjonariusze.
-To co?! Wysłówcie się wreszcie!
-To może wtedy, udałoby się nam przekazać, że…
-Że? Oh, gadajmy po męsku! Szybko! Szybciej! Mówcie szybciej!
-Dobra, koniec tego!-cali zdenerwowani wzięli mnie pod ręce.
-Ratunkuuuu! Pomocy! Dzwońcie po policję! To znaczy nie! Zayn! Dzwońcie po niego! Ratunku!-piszczałam.
Wtedy Tommo wybiegł z domu i również zaczął krzyczeć, żeby mnie puścili. Za nim nadszedł Bradford Bad Boy.
-Halo! Panowie! Łapy przy sobie! W tej chwili, bo inaczej będę zmuszony wezwać swoje posiłki!-odezwał się, a ja zorientowałam się, że zaraz wszyscy trafimy na komisariat.
Dopiero Li doszedł z nimi do porozumienia.
-Co ty im powiedziałeś, że dali sobie spokój?-pytaliśmy, już bezpieczni w środku.
-Szczerze? Ale nie… Nie powtórzę wam tego…        
-Liam! No dawaj!-jęczęliśmy mu.
-Więc… Powiedziałem, że kręci cię brutalny seks, a jak spojrzeli na mnie spod byka to poradziłem, że jeśli nie są jednak tymi zamówionymi striptizerami, mają minutę na ucieczkę. No i dorzuciłem im jeszcze dwie wejściówki VIP na Adele, które wisiały na lodówce…
-Liam!-oburzyłam się.
    Ok. 20 zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i mina mi zrzedła. Alex.
-Zayn, odbierz to.-pisnęłam od razu.
-Spokojnie, pewnie dzwoni z życzeniami, Alice.
Przyglądałam się twarzy mojego chłopaka, gdy rozmawiał. Ugh, poker face…
-Jedziemy do Manchesteru, dobrze?-zapytał spokojnie.
-Po co?
-Twoja mama chciała ci złożyć życzenia. Dużo wypiłaś?
-Nie. Nie wiem. Nie chcę prowadzić, zorganizuj coś…-szepnęłam.
    Nie długo dotarliśmy na miejsce. Ten dom, stał się dla mnie kompletnie przerażający. Oczywiście od kiedy mama przestała z niego wychodzić, przez tą chorobę. Zay stwierdził, że poczeka w samochodzie. Pewnie pociągnęłam za klamkę, wchodząc do środka. Mama zawsze mnie wita w salonie, o ile nie stoi przed domem w oczekiwaniu. Tym razem zastałam mojego brata w salonie i tatę, który coś gotował. Złożyli mi życzenia i pokierowali do sypialni.
-Hej mamo. Nie śpisz?
Kiedy ją zobaczyłam zwyczajnie chciało mi się ryczeć. Odkąd pamiętam była elegancka. Wstając rano, widziałam ją pomalowaną, ubraną w modne kreacje i oczywiście ze śliczną fryzurą. Teraz wyglądała jak wrak człowieka. Kompletnie łysa, blada, w byle jakiej piżamie, wychudzona… Nie mogłam na to patrzeć tak po prostu, ale starałam się to ukryć.
-Nie. Wszystkiego najlepszego, kochanie! Jak mijają ci urodziny?
-Dobrze… Dostałam psa!
-Co ty mówisz? Jak wygląda?
-Wabi się Mate i jest labradorem…
-Przepraszam, że nic dla ciebie nie mam, tak jakoś wyszło…
-Spokojnie. Niedługo wybierzemy się razem na wielkie zakupy!-uśmiechnęłam się, ze wszystkich sił starając się w to uwierzyć.
-Tak… Pamiętaj, że bardzo cię kocham.
-Pamiętam.
-I obiecaj mi coś. Jeśli stałoby się coś złego, będziesz starała się normalnie żyć. Musisz być silna…
-Jestem silna. W końcu jestem twoją córką…
-Czasami lepiej jest jak ktoś umiera…
-Mamo, przestań.
Jestem z siebie naprawdę dumna, że do tej pory nie uroniłam łzy.
-Pamiętaj zawsze kim jesteś. Pozostań sobą.
-Będziesz mi teraz dawać rady na życie?-zaśmiałam się krótko.
-Nie chcę żebyś została pożarta w tym całym show biznesie.-westchnęła.
Po chwili rozmowy poprosiła, żebym Zayn na chwilę do niej przyszedł. Czas pożegnania? Przytuliłam ją i odeszłam. Wiara wypełniała mnie całą, ale miałam przeczucie, że jest na prawdę fatalnie…
-Kocham cię!-‘krzyknęła’ tyle na ile mogła jeszcze raz, kiedy przekraczałam już próg pokoju.

*Zayn*
-Nie będę owijać w bawełnę.-powiedziała poważnym głosem Natalie.-Umieram, widzimy się zapewne ostatni raz.
-Ale…
-Nie ma żadnego ale. Chciałam ci bardzo podziękować…
-Za co?
-Że zająłeś się nią i dałeś jej miłość, której ja nie okazywałam. Nie jestem ślepa i widzę, że jesteście dla siebie stworzeni. Wasze najmniejsze spojrzenie jest przepełnione uczuciem. Nie wiem, czy będziecie mieć kiedyś dzieci, czy długo będziecie razem, ale nie spieprzcie tego. I obiecaj mi, że będziesz się nią zajmował, szczególnie przez najbliższy czas. Ona nie może się stoczyć, ktoś jej musi pomóc… Nawet jeśli się kiedyś rozstaniecie, miej ją na oku, dobrze?
-Póki żyję nic jej się nie stanie…-westchnąłem smutno.
-A wiesz co mi zawsze przychodzi do głowy, gdy o was pomyślę?-posłała mi ciepły uśmiech.
-Co?-zapytałem, odwzajemniając go
-To głupie, ale... Kiedy jeszcze grałam w setkach filmów naraz i dużo jeździłam po świecie, miałam chwilkę wolnego tylko w samochodzie. Podczas deszczu, zawsze przyglądałam się kropelką na szybie, które najpierw płyną własnymi 'ścieżkami', aby za moment się spotkać i połączyć w jedność. To właśnie wy... 
Gdyby się nad tym dłużej zastanowić, to ma głębszy sens. W końcu to przemyślenia z wielu godzin podróży... Jej mama właśnie oddaje mi ją oficjalnie w opiekę. Czuję się strasznie… Mimo, że kocham Alice, to ciężko mi brać na siebie tą odpowiedzialność. Domyślam się, że pierwsze tygodnie będą najgorsze. Ale prawdziwe piekło dopiero się zacznie…
____________________________________________________

Przepraszam, że dopiero dziś... Zresztą, kogo ja przepraszam? W końcu nikt tego nie czyta. Ostatnio zdałam sobie z tego sprawę, że ilość czytelników stale maleje. Smutno mi trochę, wiecie? Kiedy pod ostatnim postem był tylko 1 komentarz, gdzie pod prologiem były ich tysiące, to trochę zabolało. Mówi się trudno, niedługo ta historia się skończy.
Love ya xx

niedziela, 14 kwietnia 2013

44. Kibel celebrytów.

*2 miesiące później, Chris*
    Obudziły mnie pocałunki na szyi. Mruknęłam cicho, dając znak, że już nie śpię.
-Kochanie, nie teraz… Muszę pędzić do pracy, a potem szykować się na tą głupią galę. Nie moja wina, że jesteś sławny.
-Och, to rzuć pracę…
-Albo chłopaka.
-Na pewno nie bez pożegnania…-wyszeptał wkładając mi rękę pod bluzkę i gładząc plecy.
-Nie, Niall. Nie teraz. Mogę zrobić ci naleśniki, jeśli chcesz.
-Sądzisz, że dam się przekupić? Wolę ciebie.
-Ej... Co ty w ogóle tutaj robisz?-spytałam wystraszona, zdając sobie sprawę, że jesteśmy u mnie w pokoju.
-Spokojnie, twoi rodzice mnie wpuścili i wyszli.
Bez słowa wyrwałam się mu i pomknęłam do łazienki. Chyba troszkę przegięłam, bo nie odezwał się do mnie potem ani słowem…
    Nadszedł wieczór. Wybrałam ładną, niebieską i dość obcisłą sukienkę.
-Zamówiłaś taksówkę?-krzyknęła Lena z góry.
-Pojedziemy twoim kabrioletem, będzie szpan.
-Okej, ale w drodze powrotnej ty prowadzisz. W końcu potem jest after party...-zaśmiała się i wyszłyśmy.
Ta gala strasznie mi się dłużyła. Prowadzący gadali coś bezsensu i był jakiś operowy występ. Przy stolikach były długie obrusy... Przejechałam Horanowi ręką po rozporku, po czym oświadczyłam, że idę do toalety. Stanęłam przed męską i rozejrzałam się czy wokół nikogo nie ma. Pusto. Wślizgnęłam się do środka i co zobaczyłam? Sikającego Bruno Marsa.
-Ymm... Cześć. Czyli damska jest obok?
-Tak sądzę.-zaśmiał się i ruszył do umywalki, a ja czym prędzej uciekłam.
Jakoś nie przyszło mi do głowy, że spotkam jakąś super gwiazdę w środku... Po chwili zjawił się blondyn i wciągnął mnie do środka, a następnie do jednej z kabin. Natychmiast rzuciliśmy się na siebie, łącząc nasze usta w pocałunku.
-Chcesz odkupić swoje winy?-zapytał.
-Uda mi się?
-Jeśli się postarasz...
Zdarłam z niego garnitur oraz koszulę, natomiast on miał problem z moją sukienką.
-Co to ma być?
-Dostałam ją od ciebie.
-Niemożliwe.
-A jednak. To jedna z tych sukienek do których nie zakłada się nic pod spód...
Kiedy mu to oświadczyłam, sprawniej mu poszło.
-Ty serio chcesz się pieprzyć przy celebrytach, którzy mogą w każdej chwili tu wejść?
-Nie podnieca cię to?
-Może gdyby to był damski kibel...
Zamknęłam mu usta pocałunkiem. Następnie chwyciłam po zawartość jego bokserek i wsadziłam ją do ust. Nialler jęknął, ale po chwili się uciszył, bo właśnie ktoś przyszedł. Kiedy jego męskość była już w pełni gotowości wszedł we mnie. Im szybciej się poruszał, tym mocniej wbijałam paznokcie w jego plecy. Nie przejmując się już kto mógł nas słyszeć, krzyczałam z rozkoszy. Po jakimś czasie oboje doszliśmy...
-Kocham cię.-szepnął.
Gdy chciałam się ogarnąć, zorientowałam się, że ten idiota popsuł mi sukienkę.
-Co ja mam teraz niby zrobić?
-Spokojnie, nie denerwuj się.
Kolejny raz usłyszeliśmy drzwi.
-Um, Niall?-rozbrzmiał głos Liama.
-Co?
-Zaraz występujemy, także...
-Już idę!-krzyknął i kiedy Li się oddalił powiedział, że jak zaśpiewa, przyniesie mi ubranie.
-No chyba oszalałeś!
-Wiesz ile milionów ludzi to ogląda? Nie denerwuj się, Lena ci potowarzyszy.
Wymknął się i po chwili przyszła moja przyjaciółka.
-Boże jaka żenada!-westchnęłam.
-Przynajmniej będziesz miała o czym wnukom opowiadać!
-Serio myślisz, że im to powiem?-obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Dzień dobry.-nagle usłyszałam, że Alice spoważniała.
-Przepraszam, musiałem pomylić drzwi.-odpowiedział jakiś mężczyzna.
-Kto to?-umierałam z ciekawości.
-O matko. W życiu nie zgadniesz kto to był!
-Hm... Może Robert Pattinson?
-Nie. Premier! Ogarniasz? Nie ma to jak, żeby premier cię zobaczył w męskim kiblu!
-Ciekawe gdzie się teraz odleje.
Znów ktoś przerwał naszą rozmowę.
-Cześć. Mnie tu nie ma jak coś, nie przeszkadzaj sobie.
-Jasne... Wiesz właściwie dobrze się składa, że cię spotkałem.
-Takk?
-Mój menadżer miał rozmawiać z twoim w sprawie duetu. Co byś powiedziała na jakąś piosenkę razem?
-Um, wiesz co, przemyśle i dam ci znać, w przeciągu jakiegoś tygodnia...
-Jasne. To do zobaczenia...
-Boże!
-Kto?
-Pitbull.
-Haha, dzisiejszy dzień to beka życia!

*następnego dnia*
-Niall, o co chodzi?-powtarzałam jak traumę, kiedy z prędkością światła ciągnął mnie na dół, mówiąc, że ma niespodziankę.
-Mamy gościa.
Nagle moim oczom ukazała się sama Demi Lovato!
-Hej!-rzuciła radośnie, uśmiechając się tak, jak to ona się uśmiecha…
-Ale… To naprawdę ty?!-wypiszczałam i rzuciłam się jej w objęcia.
-Tak! Też się cieszę, że nareszcie mogę cię poznać!
-No to ja lecę do studia, miłej pogawędki, dziewczyny!-pożegnał się Horan i wyszedł.
-Wybacz, że nie mogłam odwiedzić cię wcześniej, ale wiesz, praca… Bo pewnie domyślasz się, dlaczego tu jestem…
-Tak… Nareszcie ktoś, kto w pełni będzie mógł mnie zrozumieć…
-Więc... Co robisz z tym teraz?
-Mam psychiatrę… Boże jak to brzmi. W każdym razie jakoś się trzymam. Na pewno lepiej niż na początku, kiedy łykałam jeszcze larwy tasiemca…
    W życiu z nikim nie gadało mi się tak dobrze na ten temat. Wiele osób próbowało ze mną rozmawiać, ale nie chciałam. I kiedy ją poznałam, poczułam się dobrze. Od dawna, było mi po prostu dobrze. Bo pierwszy raz nie byłam w cieniu i to ja byłam w centrum zainteresowania, nie Alice lub chłopcy. Nie byłam tą na doczepkę, która stoi obok i ma ładnie wyglądać.
-Już jestem!-krzyknęła moja przyjaciółka na wejściu.-O, widzę, że masz gościa… Cześć.
-Cześć, jestem Demi.-podały sobie ręce.-To ja już będę lecieć. Jesteśmy w kontakcie, pa.
-Wow, nie wiedziałam jakie masz znajomości!-zaśmiała się, kiedy drzwi za Dems się zatrzasnęły.
-Mam nadzieje, że odwiedzi mnie, podczas tych miesięcy, kiedy będziecie dawać koncerty…
-Oj, to nie aż tak długo, wytrzymasz.
-Mam nadzieję… I co? Kupiłaś tą sukienkę na jutro?
-Oczywiście. I torebkę, żeby zmieściło się dużo chusteczek.
Tak, na ślubie Larrego to najpotrzebniejsze…

*Alice*
    Obudziłam się o trzeciej w nocy i nie mogłam usnąć. Przyglądałam się mojej miłości, która lekko pochrapywała… Chyba pierwszy raz w życiu poczułam się, aż tak staro. Jak dorosła kobieta, która nie jest córką, a powinna być matką. Która po prostu zakłada swoją rodzinę i odcina się od rodziców. Jest samowystarczalna. Ja nie jestem. W głębi duszy jestem zwykłym bachorem, który długo bez rodzicielki nie pociągnie. Są różne matki. Jedne mają świetny kontakt ze swoimi dziećmi, inne kochają je, ale mniej to okazują. Niektóre nawet przed sobą  to ukrywają. Ale matka to matka. Każde dziecko podświadomie jej potrzebuje i darzy nadzwyczajnym uczuciem. Bo to ona je trzymała pod sercem całe 9 miesięcy, urodziła i od razu pokochała. Chroniła przed złem wszechświata, które pchało się drzwiami i oknami. Od momentu, kiedy ma się dziecko, najpierw myśli się o nim, następnie o sobie. Ojcowie… No to już inna bajka. Ojciec może być i może go nie być, co nie wzbudza większego zdziwienia. Mój pojawił się ni stąd, ni zowąd po 19 latach, a do tego czasu, ona była dla mnie wszystkim.
    Ja nie jestem gotowa, naprawdę. Codziennie modlę się i proszę Boga, by mi jej nie odbierał, bo nie dam rady. To taka głupia nadzieja. Na tym etapie mam wrażenie, że tylko ja dalej wierzę. Wierzę, że wszystko będzie jak dawniej i w ogóle świetnie, a reszta wierzy, że uda jej się pociągnąć do końca wakacji. Oczywiście, nic po sobie nie okazuję, mam to po niej. Chodzę z poważną miną, i patrzę przed siebie z uniesioną głową, czekając czym obciąży mnie los. W środku jestem galaretą, która drży na dźwięk telefonu, bo boi się, że ktoś chce jej przekazać pewną złą wiadomość… Siedząc i myśląc szlochałam, co obudziło Zaya.
-Co się stało?-przeraził się, usiadł i natychmiast mnie przytulił.
-Boję się…-mocno wtuliłam się w jego nagi tors.
-Spokojnie, jestem z tobą…-uciszał mnie, całując i gładząc po głowie, bujając się przy tym lekko.
-Wiem.-chlipnęłam.
-Chcesz pogadać?
-Nie.
Położył nas oboje, dalej mocno mnie obejmując. Próbował mnie uśpić i czułam, że również było mu bardzo źle i nie zamierzał zasnąć, póki mi się nie uda.
    Rano zastałam go leżącego w tej samej pozycji.
-Wyspałaś się? Dziś ślub.
-Jasne, myślałeś, że zapomniałam o najważniejszym dniu w historii wolności?
-Wolni to będziemy jak powiemy o tym światu…-westchnął Hazz, wchodząc do pokoju.-Mam problem z krawatem…
-Przecież już go zawiązałeś…-zdziwił się Malik.
-No właśnie! To tylko przymiarka i teraz nie mogę się z niego uwolnić…
-Och, daj to.-zwinnie mu pomogłam i odprawiłam do dalszych przygotowań.
-Pierwszy pocałunek dnia?-zaproponował seksownym głosem i przycisnął swoje usta do moich.
-Rok. Wyobrażasz sobie? Jesteśmy razem od roku…-westchnęłam, uśmiechając się w myślach na wspomnienia.
-Wiesz co?
-Co?
-Ja tak naprawdę kocham cię całe życie. Od pierwszego stuknięcia, moje serce bije dla ciebie…
-Wierzysz w przeznaczenie?
-Wierzę w miłość.-cały czas patrzył mi głęboko w oczy i pocałował krótko.-Idę się szykować.
   
*Loui*
    Na ślubie miało być kilkanaście osób. Chłopcy, Alice, Chris, Danielle, oraz nasi rodzice i siostry. Czekałem już w urzędzie na resztę, niesamowicie się stresując. Co jeśli nie uda im się dojechać na czas? Co jeśli mój narzeczony się rozmyśli? Co jeśli będzie miał wypadek, straci pamięć i przestanie mnie kochać? Uh, Lou, uspokój się! Zacząłem coś nucić pod nosem. Wtedy poczułem czyjś dotyk na barku.
-Więc na pewno chcesz mnie dziś poślubić?-szepnął mój wybranek.
-Kto nie chciałby spełnić swoich najskrytszych marzeń?
-Wiesz, że jestem nieznośny... Śpiewam pod prysznicem, zabieram kołdrę, niezdara ze mnie, nie lubię kompromisów…
-I masz w sobie mnóstwo miłości…
-To może być minus, bo stale ją okazuję. Na pewno się na to piszesz?
-Zapomniałeś jeszcze dodać, że kiedy proszę cię o jajko na miękko, robisz je na twardo.
-Właśnie dlatego do końca naszego życia będziesz rankami przygotowywał jajecznicę i tosty. Zgadzasz się?
Do końca życia. To naprawdę brzmi poważnie. Za to „reszta życia z Harrym” brzmi przecudownie…
-Posłuchaj, kochanie… Pragnę do końca moich dni zasypiać i budzić się przy tobie, codziennie kochać cię coraz bardziej, dzielić kołdrę, słuchać twego głosu, usługiwać ci. Pozwól się kochać.
-Muszę ci coś pokazać.-ściszył głos.
-Hm…?
Wtedy wskazał na palec, na którym miała zaraz pojawić się obrączka. Widniał tam tatuaż „Gotta Be Lou”.
-Awww, Harreh!
Nie mieliśmy czasu dłużej rozmawiać, ponieważ ceremonia się zaczęła…
________________________________________________________________

Macie tego swojego pornola. Wiem, że to mało, ale szybka akcja w kiblu celebrytów nie mogła być bardziej romantyczna i w ogóle xd W przyszłości napiszę coś dłuższego jeśli chcecie. Przepraszam, że dopiero teraz dodaję, ale w weekend miałam moją rocznicę Directioner! Awh, normalnie łezka w oku i te sprawy, więc to się trochę opóźniło. Eh, dołuje mnie fakt, że moja siostra od jutra zaczyna OSTATNI TYDZIEŃ SZKOŁY W ŻYCIU #tazazdrość. No nic, #staystrong niedługo wakacje c;

sobota, 6 kwietnia 2013

43. Trudne rozmowy.


   Kiedy tylko wstaliśmy rano, pojechaliśmy na badania. Te głupie zielonkawe ściany i specyficzny zapach… Nic nie zmusi mnie, żebym polubił to miejsce.
-Nie chcę!-zaczęła marudzić, już w budynku.
-Nie wydziwiaj. To nic nie boli.
-Och, będą mi pobierać krew!
Zaśmiałem się w odpowiedzi i pocałowałem ją w czoło.
-Niall, chyba jest jeszcze coś co powinnam ci powiedzieć…-zaczęła.
Co się stało w tym momencie? Zemdlała. Zresztą nie dziwie się, nie jadła nic, od… Nie wiem nawet od kiedy! Lekarze ją zabrali, a mi kazali czekać. To moje ulubione zajęcie. Po prostu ku*wa nowe hobby! Na szczęście po 15 minutach ktoś raczył do mnie podejść.
-Kim pan dla niej jest?
-Chłopakiem.
-Więc nie wiem czy mogę…
-Dobra, to moja żona, pasuje?! A teraz gadaj!
-Skoro tak… Ma 10-metrowego tasiemca w jelicie i anemie.
-Co?!
-Tak, będzie musiała zażywać odpowiednie leki, aby usunąć go z organizmu… Mam jeszcze kilka pytań.
-Ma bulimię. Przepraszam, muszę zadzwonić.
    Los postawił przede mną wybór. Być tchórzem, nie powiadamiając jej rodziców, czy odważnie im powiedzieć i dać się zeszmacić. Jej ojciec nigdy mi tego nie wybaczy i zabroni nam kontaktowania się. Po pięciu minutach byli na miejscu…
-Co jej jest?!-zaczęli krzyczeć.
-Lekarz wszystko wyjaśni.-szepnąłem.
Z ogromnym niepokojem przyglądałem się, jak byli coraz bardziej przerażeni.
-Kiedy można ją zabrać do domu?-zwróciłem się do lekarza.
-Ona nigdzie z tobą nie jedzie!-odgrażał się jej ojciec.
-Sądzę, że nie będziemy jej dłużej trzymać. Oczywiście będziemy w stałym kontakcie, co do leczenia.
-My, młodzieńcze, musimy porozmawiać… Przyjdź o 16.-rzekł chłodno jej tata i poszedł po córkę.
    Powoli człapałem w stronę wyjścia. No to dupa. Mam kilka godzin na obmyślenie kogo będę zgrywał w tej rozmowie. Czy twardziela, który powie coś w stylu „Oddawaj córkę, albo was wszystkich powystrzelam!”, czy mięczaka, który będzie stale przepraszał i błagał na kolanach o wybaczenie… A może pewniaka, który jest przekonany o swojej niewinności i postawi na swoim? Hm… Najlepiej będzie jak pójdę na żywioł.
    Punkt 4 byłem pod ich domem. Wpuścili mnie i gościnnie posadzili na kanapie.
-Pozwalałem jej spędzać z tobą tyle czasu, bo myślałem, że mimo wszystko, nie jesteś zwykłym, końskim gównem, wokół którego latają muchy. Po tym co zrobiłeś, czujesz się jak facet, czy może jak dziura w dupie, która nie umie stanąć na wysokości zadania?
-Mam do pana szacunek z wiadomych względów, ale jeśli nie powstrzyma pan choć trochę języka, stracę go.-Jea! 1:0 dla mnie! Zrobiłem z niego chama i prostaka.
-Kiedy rozmawiam z byle kim, nie dbam o to, wybacz…-chyba mnie zagiął. 1:1?
-Pozwól na chwilkę.-wydukała pani Cruise i wzięła swojego męża na bok.
-Przepraszam, Niall. To te nerwy, sam rozumiesz…-zaczął się tłumaczyć, a ja modliłem się aby nie wybuchnąć śmiechem.
-Tak, rozumiem. Chciałem pana uświadomić, że miałem z nią taki sam kontakt jak pan, przez ostatnie miesiące.
-Po co jej chłopak, który ciągle jeździ na trasy?
-Jest jeszcze takie uczucie zwane miłością. I może właśnie po to…
-Nie samą miłością człowiek żyje. Ona nie przywróci jej zdrowia.
-Skąd ta pewność?-po moich słowach zapadła cisza.-Czy mógłbym się z nią zobaczyć?
Jej ojciec chciał coś dodać, ale jej mama poprowadziła mnie na górę.
-Jak bardzo jesteś na mnie zły?-wyjęczał jakiś głosik spod kołdry.
-Dzieciuch. Serio połknęłaś robala? Jeśli już robisz głupoty, to może mów mi wystarczająco wcześnie. Potem musiałem ściemniać, że jesteś moją żoną.
-Ej, to nie było by takie złe. Ożenić się z chłopakiem, który ledwo wyrósł z pieluchy…
-Ha, ha, ha. Lepiej powiedz mi, czy coś dzisiaj jadłaś.
-Zabierz mnie stąd, to zjem co zechcesz.-zaczęła mnie namawiać.
-Kochanie, to twój dom…
-Aha, czyli po prostu mnie nie chcesz… No tak…
-Dobrze wiesz, że to nie tak!
-A jak?-oburzyła się.
-Twój tata ma rację, nie stanąłem na wysokości zadania. Nie obroniłem cię przed złem wszechświata. Lepiej będzie, jeśli tu zostaniesz…

*Alice*
    Uchyliłam powoli powieki. Moim oczom ukazał się Malik z bitą śmietaną w ręku. Zniweczyłam jego plany budząc się, ale stwierdził, że jeszcze nie jest za późno. Całą mnie opryskał i zaczął uciekać.
-Dopadnę cię gnoju!
-Idź się umyj!
-Powiedział koleś z nosem jak Voldemort!
-Lecz się na stopy, bo na głowę za późno, pryncypale!
-Masz coś na czole, matole!
-Haha, przesadziłaś.-wskoczył na kanapę.-Ale serio? Gdzie jest jakieś lustro?
W odpowiedzi tylko się zaśmiałam i poszłam zmyć to z siebie.
-Chłopcy! Śniadanie!-wydarłam się wkrótce.
-Och, daj im się nacieszyć sobą.
-Są głodni!
-Skąd wiesz? Nie musicie schodzić, jeśli nie chcecie!-krzyknął do nich.
-Jesteśmy głodni.-odpowiedział Harry, schodząc po schodach, a ja wytknęłam Zayowi język.
-Właściwie… Mamy wam coś do powiedzenia…-zaczął niepewnie Lou, już przy stole.
- Tak. Bo my wczoraj…
-No… Dalej, wyduście to z siebie!-zachęcił ich mój chłopak.
-Zaręczyliśmy się.-wyznali chórem i zarumienili się lekko.
W tym momencie, musiałam mieć twarz Nialla, gdy nie jadł od kilku godzin, skrzyżowaną ze spranymi gaciami.
-C-co? Jezu, muszę się napić!-wydusiłam tylko i ruszyłam do barku. Szampan będzie odpowiedni.
-Lenka, tak rano?
Nie zważając na opinię Zorra, pociągnęłam spory łyk.
-Kochanie, nie płacz, wszystko będzie dobrze!-przytulił mnie.
-To ze wzruszenia, idioto!-wybełkotałam i rzuciłam się na narzeczonych z gratulacjami.
 Na takie rzeczy po prostu nie ma słów. Bo jak można określić coś tak pięknego? To jest takie… To pokazało, że każde marzenie jest do spełnienia. I, że człowiek może wszystko, że jest wolny… Mimo, że nie są heteroseksualni, kochają się jak nikt na świecie. Jedno ich spojrzenie, a mnie już ściska w żołądku. Jestem wdzięczna losowi, który pozwolił im się spotkać…
    Chłopców ok.12 już nie było. Znów cały dom dla siebie…
-Na czym my skończyliśmy?
-Nie przypominam sobie…-zaśmiałam się.
-To chyba było na tamtych schodach, jeśli mnie pamięć nie myli…
-Może przypomni mi się kiedy… złapiesz mnie!-rzuciłam ze śmiechem i zaczęłam uciekać.
Najpierw ganialiśmy się dookoła salonu, potem na górze. W końcu sama się poddałam, padając na łóżko.
-Zaczynam chodzić na siłownię!
-Haha, teraz jesteś tylko moja.-powiedział w żarcie, ale tak seksownym głosem, że… ah.
Zaczął pieścić pocałunkami moją szyję, jednocześnie błądząc dłońmi po ciele. Ja za to zaczęłam go rozbierać.
-O zobacz co jeszcze mam!-sięgnął po bitą śmietanę, nałożył na mój brzuch i zaczął zlizywać.
Kiedy chciałam sięgnąć po zawartość jego bokserek, coś nam przeszkodziło. Tym razem telefon.
-Nawet nie próbuj.-wysyczał.
-A jeśli…
-Świat się nie zawali, jeśli zaraz oddzwonisz!
Właściwie Zay ma rację. Był już gotowy, aby we mnie wejść, ale komórka znowu zaskoczyła.
-Przepraszam, muszę.-chwyciłam szybko telefon.
-I co?-spytał gdy zakończyłam rozmowę.
-Jade do Manchesteru, pa.-dałam mu soczystego buziaka, zarzuciłam szybko ubrania i wybiegłam.-Wrócę po ciebie, kochanie!
    Modliłam się, abym z nerwów nikogo nie przejechała. Tata dzwonił. Z mamą jest źle. Nawet nie wiem i nie chcę wiedzieć na ile źle… Po godzinie jazdy ją zobaczyłam. Leżącą w łóżku. Miała włosy. To dobrze czy źle?
-O, Alice, już jesteś?
-Tak, byłam w Bradford…
-Chyba musimy porozmawiać…
-Więc…?-udawałam twardą, ale jak tak na nią patrzyłam, pękało mi serce.
-Sprawy się troszkę pokomplikowały…
-O czym mówisz?
-Krótko: z rakiem żołądka nie ma żartów. Szanse są małe. Muszę się poddać chemioterapii, kiedy lepiej się poczuję…
-Wiesz… Chris jest chora…
-Na co?
-Ma bulimię. Przez całą trasę, kiedy z nią byłam, była chora, a dowiedziałam się kilka dni temu!
-Chyba żartujesz?! Trzeba jej jakoś pomóc!-jej gałki oczne się powiększyły i zakaszlała głośno.
Co ja gadam… Pieprze o problemach innych, podczas gdy moja mama… umiera? Niee. Nie? Co mam robić? Co robić?!
-Ogólnie zadzwoniłam, bo musimy omówić kilka spraw organizacyjnych. Już, po… no wiesz czym, ty przejmiesz przede wszystkim fundację. Wiem, że należycie o nią zadbasz. Całą dokumentację przedstawi ci wtedy księgowa. Co jeszcze… W domu będzie mieszkał ojciec, ale prawnie będzie twój i Alexa.
-Mamo, stop! Po co mi to wszystko mówisz?! Przecież zaraz pójdziesz na leczenie i będzie dobrze… Nie chciałabyś bawić się na moim weselu?
-A potem bawić twoje dzieci… Marzę o tym, jednak pewne rzeczy, nie pozwalają nam spełniać wszystkich pragnień. Trish będzie dobrą babcią.-powiedziała po chwili, spokojnie, a ja zrobiłam chyba dziwną minę.
-No co? Nie planujecie dzieci?
-Mam 18 lat.
-19 rocznikowo, kochanie. Och, przecież po was widać, że to nie jest przelotny romans…
_____________________________________________________________________

Taki troszkę o niczym ;c Co do tej zboczonej scenki to w nastepnym rozdziale ;p Licze na troszkę więcej niż 2 komentarze... Love ya xx