sobota, 30 marca 2013

42. Hate.


-Ja im zaraz ku*wa pokaże!-zdenerwował się Malik.
-Och, daj spokój.-ubrałam się pośpiesznie i wpuściłam Stylesa do środka.
-Przepraszam… Naprawdę.
-Nic nie szkodzi…-wysyczał mój chłopak i pokierował się na górę.
-Bo ja…
-Tak, ja wszystko wiem. Ale rano, proszę… Pierwsze drzwi po prawo.
Szybko zniknęłam pod kołdrą, nie interesując się, co się wydarzy w pokoju do którego go posłałam. Tak, właśnie tam śpi Loui. Ja za to mocno przytuliłam się do Zayna i zaczęłam zataczać kółka na jego biodrze.
-Zay… Co do tej sesji…
-Kochanie…
-Przecież to nie będą zdjęcia do jakiś ‘świerszczyków’ tylko poważna sesja z której pieniądze będą przeznaczone na ratowanie życia!
-No to fajnie chcesz ratować życie…
-Co, mam może nagrać piosenkę, jak wy? Będą hejty, że zgapiam.
-Teraz będą hejty, że się puszczasz.
-Uważaj na słowa! Jak widzisz hejty będą zawsze…
-Ok, ale zanim gdziekolwiek się ukażą, pokażesz mi je?-poddał się ostatecznie.
-Masz na myśli, że chcesz je najpierw zaakceptować?
-Um. Tak…
-Dobra.-zaśmiałam się krótko.
-Nie… I tak jestem zazdrosny!-zaśmiał się i mnie pocałował.
-O Boże…
-Co?
-Nie słyszysz? Harry wyszedł z pokoju, usiadł na schody i nie wie co ma ze sobą zrobić… Ok., koniec tego, idę ich pogodzić.
Wygramoliłam się z łóżka i weszłam do Lou.
-Wiem, że nie śpisz. Wstawaj i chodź na chwilę do salonu…
Wzięłam Harolda za rękę i również posadziłam go na kanapie. Zayn zszedł za nami, ale zaczął coś mącić w kuchni.

*Harry*
-Nie potrafię sobie wyobrazić, jak to jest, być z kimś, ukrywając to przed całym światem. Strzelam jednak, że to cholernie trudne. To układ spieprzony na całej linii, ale nie martwiłam się o was. Wiecie dlaczego? Byłam… jestem pewna, że wasza miłość jest silniejsza od całego zła wszechświata. Nie jest tak?
-Mhm…-przytaknął nareszcie Lou, po dość długiej chwili.
-Zastanawiające, czemu ja was muszę o tym uświadamiać.
-Masz rację, to trudne…-odezwałem się, choć miałem gule w gardle.-Podczas gdy patrzę np. na ciebie i Zaya, że możecie razem się pokazywać, całować, usiąść obok siebie. Nam nie wolno zbliżać się do siebie na metr…
-To cena miłości.-odparł Tommo.
-Tak, ale są momenty w których się duszę. Chcę uciec jak najdalej, od wszystkich fanów, których musimy okłamywać…
-Wiecie co? Moim zdaniem macie ogromne szczęście, ale tego nie doceniacie. Urodziliście się stworzeni dla siebie i los dał wam możliwość spotkania się. Sądzę, że nie potraficie sobie wyobrazić życia bez siebie, więc doceńcie to co macie… Idę spać.
-A tu macie winko.-Malik postawił butelkę na stole.-Ale skoro już się pogodziliście, liczcie się z tym, że to mój dom rodzinny!-zaśmiał się i oboje poszli na górę.
-Harry… Przepraszam.
-Nie, to ja przepraszam. Nie mogę w życiu kierować się tylko sercem i być taki naiwny. Ludzie są źli…
-Ale wiesz… Ja właśnie za to cię kocham.
-BooBear…
-Hm?
-Wyjdziesz za mnie?-wtedy klęknąłem przed nim, a on oniemiał.
-Co? Ale… Co?!
-Nie słyszałeś? Urodziliśmy się, stworzeni dla siebie, więc po co czekać? Wyjdź za mnie!
-To szalone!
-Oh, miłość to miłość! To jak? Bo nie wygodnie tak klęczeć…
-No bo… Tak!-wykrzyczał i pocałował mnie namiętnie.

*Niall*
    Od wczoraj panuje bardzo gęsta atmosfera. Nikt nie wie co powiedzieć, nikt nie wie co zrobić… Kiedy w południe wróciłem z zakupów, Chris była już na nogach.
-O, już jesteś. Właśnie robię ci omlety.-rzuciła coś od niechcenia.
-A gdzie reszta?
-Larry się pokłócili i wybyli z domu, a Li i Danielle stwierdzili, że zaszaleją i są na lotnisku. Lecą do Hiszpani…
-To mamy dom dla siebie…
Przytaknęła. Usiedliśmy przy stole. Ja jadłem a ona bawiła się jabłkiem. Kiedyś muszę z nią pogadać. Trzeba jakoś to wszystko ogarnąć, ale chyba oboje nie mamy za bardzo siły, ani odwagi.
-Musimy porozmawiać.-nagle przerwałem ciszę.                 
-No mów…-skuliła się i schowała głowę w kolanach.
-Trzeba zapisać cię do jakiegoś specjalisty… Wiesz o co mi chodzi?
-Tak, wiem.
-I może… Spróbujesz coś zjeść?
-Jak?
-Nie wiem do cholery! Nie mam pojęcia!-podniosłem trochę głos, a ona miała szklanki w oczach.-A jak jadłaś do tej pory?
-Kończyło się to w toalecie…
-Dobrze, spróbuj omleta, a w razie czego możesz… No wiesz.
Z nerwów zaczął boleć mnie brzuch i chyba zaraz sam zwymiotuje. Uda się czy nie…? Cały czas ją obserwowałem. Posprzątaliśmy po śniadaniu i dalej nic. To chyba dobrze… Dopiero kiedy usiedliśmy przed telewizorem się zaczęło. Widziałem, że chce wstać i zrobić to co zwykle po posiłku, lecz starała się powstrzymać. To jednak silniejsze od niej i czym prędzej pobiegła do łazienki. Co robić? Ostatecznie stanąłem pod drzwiami i czekałem jak wyjdzie. Z przyzwyczajenia, nawet odkręciła kran, więc prawie nic nie słyszałem…
-Przepraszam.-rzuciła z płaczem.
Przytuliłem ją mocno. Sam też miałem łzy w oczach.
-Tak bardzo cię kocham, a nie mogę ci pomóc…
    Po południu, poranne słońce zaszło i rozpętała się straszna burza. Nie robiło nam to wielkiej różnicy, bo pewnie i tak cały dzień przesiedzielibyśmy w domu. Rozłożyliśmy się na sofie, przytulając się.
-Mogę ci zadać jedno pytanie?-zacząłem niepewnie.
-Mhm…
-Dlaczego?
-Dlaczego?-powtórzyła.-To proste-jestem słaba. Może ty nie zwracasz uwagi na hejty, ale ja nie jestem uodporniona. Wasi fani mnie nienawidzą. Bo jestem gruba, brzydka, głupia, po prostu jestem nikim…
-Słuchasz się ludzi, którzy nawet cię nie znają?
-Nie pieprz głupot, bo doskonale wiesz, że nie na tym to polega. Nawet człowiek z dość wysoką samooceną, dałby się sprowokować tym ludziom, gdyby były ich miliony. Z dnia na dzień wydawało mi się, że jestem coraz bardziej gruba. Chciałam przejść na jakąś dietę, ale jak widać, poszłam na łatwiznę. Naprawdę, nie wiedziałam, że to się tak skończy!-po jej policzkach spływały pojedyncze łzy.
-Czemu nic mi nie powiedziałaś?
-To było raczej dla ciebie wiadome, że hejty były, są i będą. Z drugiej strony, to aż zabawne, że osobie, która napisze „Jesteś gruba” zajmie to kilka sekund, a mi zniszczy zdrowie.-oboje zamyśliliśmy się. To nie zabawne, raczej przerażające…-Dobra, idę zrobić ci jakiś obiad.
Wstała, podeszła do kuchenki i zachwiała się. Złapała się brzegu blatu, ale ostatecznie zemdlała. Ogarnęła mnie straszna panika. Chwyciłem szybko po telefon i zadzwoniłem na pogotowie. Twierdzili, że byli po pięciu minutach, ale ciągnęły mi się one w nieskończoność.
-Co się stało?-pytał mnie jakiś ratownik.
-Zasłabła, ale zdążyłem ochronić jej głowę przed uderzeniem.
-Dobrze. Czy ona jest w ciąży?
-Nie, ale jest chora…
-Na co?
Właśnie wtedy się ocknęła.
-Jeśli jest pani chora, proszę zgłosić się na badania do końca tygodnia, dobrze?
-Przyjdziemy jeszcze jutro…-odezwałem się słabo.
Karetka odjechała, a Christina zaczęła się na mnie wściekać.
-Co im powiedziałeś?
-Och. Ty teraz idziesz się położyć, a ja zrobię sobie kanapkę.
    To był wyjątkowo nudny i okropny dzień… Nie było minuty w której nie myślałem, że ona musi coś zjeść i czy zaraz znowu nie zemdleje… To straszne.
-Idę pod prysznic.
-Zwariowałaś?! A jeśli coś ci się stanie?
-No to… Choć do wanny.
Przystałem na jej propozycję i po chwili leżeliśmy nadzy, w ciepłej wodzie. Kochałem ją, ale ciężko było mi patrzeć na jej wychudzone ciało. Pogładziłem ją po policzku i zacząłem całować. Po chwili muskałem ustami delikatnie jej szyję…
-Nie czujesz się słabo?-upewniałem się.
-Leże z Niallem Horanem w jednej wannie!
-Bardzo śmieszne.
Kontynuowałem całowanie.
-Nie bój się.-powiedziała w końcu.
-Co? Czego?
-Widzę, że nawet boisz się mnie dotknąć. Nic mi nie będzie jeśli… doświadczę irlandzkiego aktu seksualnego, naprawdę!-zaśmiała się.
-Skoro tak…
____________________________________________________________________________

No to końcówkę zostawię waszej wyobraźni... xd. Ciężko mi napisać coś bardziej wulgarnego. Po prostu boję się, że wyjdzie to za bardzo zboczone.

Wesołego Alleluja!
No to dobrych jajek, mokrego poniedziałku (w tym roku bitwy na śnieżki).
I dużo jajek żeby było.
I żebyście się nie poślizgnęli na lodzie ze święconką, oraz żeby nie była cała w śniegu xd
I jeszcze raz dużo jajek.
Love ya. Xxx 

9 komentarzy:

  1. Jeeeej...
    Cudne... Takie Awwww... Słodkie.
    Nie umiem składać życzeń więc to będzie coś takiego
    Smacznego jajka, dużo śnieżek w lany poniedziałek i nie wiem co jeszcze. No to tyle z życzeniami.
    Pataxxon
    [SPAM]
    Sue Cherry, Polska z wielką tajemnica. Tylko nieliczni wiedzą co wydarzyło się przed rokiem. Mało mówi o rodzinie, w jej myślach ciągle gości On. Kiedyś żyła pełnią życia, teraz boi się obejrzeć za siebie. Wielki potencjał w tak młodym ciele.
    Vic Wesley przyjaciółka Sue. Kiedy dowiedziała się od niej, że mogą przeprowadzić się do Londynu nie wahała się ani chwili. Wiedziała, że to może pomóc Sue. Ma wielkie ambicje, ale jest boi się zawalczyć o nie. Uwielbia imprezować, długo spać i być niezależna, ktoś by powiedział "nieodpowiedzialna gówniara", bardzo się myli. Czuje się odpowiedzialna za przyjaciół.
    Chcesz wiedzieć jak dalej się potoczą losy Vic i Sue? Czy w końcu uporają się z przeszłością?
    Zajrzyj: http://vicadntrisia-onedirections.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahahaha,końcówka xd
    dobre,czekam na kolejny,masz go pisać szybko!
    ZAPRASZAM DO MNIE NA NOWY BLOG: http://life-is-not-that-easy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Końcówka.... hah :D Świetny rozdział ;) Czekam na nn i oczywiście zapraszam od mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. czytam czytam :) a tu koniec...
    czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisz +18 ,masz tu napaloną fankę!
    Irlandzki akt miłości,dokończ go.Bardziej zboczony niż w mojej wyobraźni być nie może.HAHA,serio.Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny i mam nadzieje ze kolejny sie ukaże już dziś :D Czekaaam

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie napalone fanki rządzą <3 Pisz +18 ma byc o Christinie i Niall'u :******
    KOcham <3333333 :* :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże, jak cudne *.* Jak on się o nią troszczy.. Mam nadzieję, że nie będzie miała bulimii tzn. wyleczą ją : )
    [justinbieber-clare.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń