niedziela, 17 marca 2013

40. Miłe i mniej miłe niespodzianki.


    Chyba obudziłam się pierwsza, bo panowała kompletna cisza. Musiałam wejść do sypialni po ubrania. Modliłam się, żebym tylko go nie obudziła, bo wynikłaby niezręczna sytuacja. Cichutko wślizgnęłam się do pokoju, ale on i tak nie spał. Stał przed oknem i po prostu patrzył. Nieruchomo. To był przerażający widok. Udając, że go nie widzę sięgnęłam do szafy.
-I co zamierzasz zrobić?-odezwał się niespodziewanie.
-Z czym?
-Wiadomo, że nie zabierzesz jej na te zakupy.
-Nie martw się, coś wymyślę.-odpowiedziałam trochę w szoku, że się domyślił.
-Jak mam się o ciebie nie martwić skoro płakałaś całą noc?
-Przepraszam, jeśli nie dałam ci spać.
-Wiesz co było dla mnie najgorsze? Że nawet nie mogę do ciebie podejść, bo jeszcze bardziej się zdenerwujesz.
-Przyprowadzę Christinę ok. 3.-wyszłam bez słowa i zwyczajnie uciekłam z domu.
Jestem okropna, ale wiem, że jeśli zaczęłabym z nim szczerze rozmawiać, powiedziałabym o co się pokłóciłyśmy.
    Siedząc w Starbucksie, zastanawiałam się co robić. Ostatecznie, zadzwoniłam do jej mamy i wszystko wytłumaczyłam.
-Nie wiem czy się zgodzi gdzieś ze mną wyjść. Od kiedy wróciłyście do Londynu, prawie w ogóle jej nie widuję.
-Jak to?
-Ciągle jest zamknięta w pokoju na klucz. A przy tobie się normalnie zachowuję?
-Przepraszam, nie mogę w tej chwili rozmawiać.-rozłączyłam się i gwałtownie wstając wybiegłam. Prosto do jej domu.
    Stałam chwilę przed, zastanawiając się czy pukać. W końcu się odważyłam. Jej rodzice mnie wpuścili i pokierowali do jej pokoju. Był zamknięty. Usiadłam pod drzwiami. I tak nie wiem co bym jej powiedziała, wystarczy, że przypilnuję, żeby nie szła do chłopców.
    Po kilku godzinach nie wytrzymałam i zaczęłam śpiewać kiczowate piosenki o przyjaźni. Przynajmniej wiedziała, że na tam jestem. Jakie były moje oczekiwania? Że teraz wyjdzie przytuli mnie, pogodzimy się i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Rzeczywistość była taka, że wychodząc nawet na mnie nie spojrzała. Ubrała buty i wsiadła w taksówkę. A ja sprint i również do niej wsiadłam. Zabawnie to musiało wyglądać, aczkolwiek ani trochę wtedy mnie to nie śmieszyło. Podałam kierowcy adres chłopców i po chwili byliśmy na miejscu. Chwyciłam ją za rękaw i pociągnęłam, aby poszła ze mną. Poddała się. Kiedy tylko przekroczyłyśmy próg, chłopcy wyskoczyli z okrzykiem „niespodzianka”. Jej mina była bezcenna. Radość jednak nie potrwała długo. Zdmuchnęła świeczki i przyszedł czas na tort…
-Czemu nie jesz?-zauważył zdziwiony Loui.
-Nie mam ochoty.
-Na urodzinowy tort?-zaśmiał się Harry.
-Nie, naprawdę, dziękuję. Kocham was i na pewno smakuje świetnie.
-Kochanie, chociaż kawałek. Źle się czujesz?-martwił się Niall.
Chyba nie chcieli dać za wygraną... Spróbowała łyżeczkę.
-Świetny! Ale przed chwilką jadłam, może potem dokończę…
-Na pewno nic ci nie jest?-dalej się dopytywali.
-No powiedz im do cholery!-niewytrzymałam dłużej i to wykrzyczałam.
Tylko głucha cisza. Każdy patrzył na siebie po kolei. Oczywiście nie zabrakło wrogiego spojrzenia mojej przyjaciółki, mówiącego „Jak mogłaś mi to zrobić? Nigdy ci tego nie daruję!”. Rzeczywiście, mogłam poczekać przynajmniej do jutra…

*Chris*
    Kompletnie mnie zatkało. Nie wiedziałam co robić. Czy to czas na przyznanie się przed nimi i przed sobą zresztą też? Czy mam dalej brnąć w kłamstwo, udawać, że jest dobrze? Jedno spojrzenie na blondyna i już wiedziałam.
-Nie mogę tego zjeść.
-Co? O czym ty mówisz?
-Jeśli teraz zjem ten kawałek tortu, zaraz pozbędę się go z żołądka.
-Co?-Horan cały czas powtarzał to samo.
On nie widzi jak mnie to cholernie boli? Po prostu nie może uwierzyć, że jestem zdolna do czegoś takiego... Teraz to już na pewno mnie zostawi.
-Jestem chora, rozumiesz?!-teraz to mnie poniosły emocje.
Wszyscy strasznie na to zareagowali. Cała szczęśliwa atmosfera przygasła. Z szampana ulotniły się bąbelki… Miałam nawet wrażenie, że kwiaty które dostałam, zwiędły.
-Jak to?-dalej dociekał, a ja się załamałam.
Ten naiwny Irlandczyk, nawet nie dopuszcza tego do myśli… Pozostała czwórka patrzyła na niego smutno. Oni doskonale wiedzieli o co chodzi, ale przecież to nie kwestia ilorazu inteligencji.
    Zerknęłam na niego jeszcze raz i pobiegłam na górę. Za mną oczywiście Lena.
-Tego chciałaś?-już nawet nie miałam siły się kłócić. Wyszeptałam to.
-Tak. Obie dobrze wiemy, że teraz ci ulżyło. To było jedyne rozsądne wyjście.

*Niall*
-Z tej sytuacji nie ma już żadnego wyjścia.-usłyszałem głos mojej dziewczyny, wchodząc do sypialni.
Opadłam powoli na łóżko, a Alice się ulotniła. Złapałem ją za rękę i po prostu tak leżeliśmy. W tle można było usłyszeć śpiew ptaków. Kochałem ich słuchać, to naprawdę uspokaja. Tak jak moje łzy spływały spokojnie po policzkach…
-Nie płacz.-szepnęła.
-Jak to nie ma wyjścia? Czemu to zrobiłaś? Czemu mi o tym nie powiedziałaś? Nigdy tego nie zrozumiem.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj. To niczego nie zmieni. Tylko jest mi strasznie smutno, wiesz?-głos mi się załamał.-Do tego, jestem totalnie przerażony. Nie mam pojęcia co robić…
-Może… Po prostu mnie kochaj? Wtedy wszystko będzie łatwiejsze…

*Alice*
    Zeszłam powoli na dół. Chłopcy dalej mieli miny współczująco-zszokowano-smutne…
-Nigdy tak naprawdę nie wiedziałem co hejty mogą zrobić z człowiekiem…-westchnął Li.
-Skąd wiesz, że to hejty?-spytałam, przygaszonym głosem.
-Alice, nie oszukujmy się. Mnóstwo ludzi hejtowało jej nienaganny wygląd, a chyba nie miała innych powodów… Prawda?-uświadamiał mnie Tommo.
I kolejna myśl jaką jestem okropną przyjaciółką. Czemu nigdy nic nie widzę? Mogłabym ją jakoś wesprzeć, zapobiec temu… Lub cokolwiek. Teraz jest pora tylko na leczenie…
-Mam nadzieję, że pamiętasz o jutrze.-zagadnął mój chłopak.
-Co masz na myśli?
-Moja rodzina jedzie do wujka, do Szwecji. Mieliśmy się zająć psem i przypilnować mieszkanie. Zapomniałaś…
-Niee… Tak.
-Więc?
-Nie wiem czy powinnam ją teraz zostawiać…
-Ma nas.-stwierdził Hazz.-Idź z nią pogadać i możecie jechać…
-Co ty kombinujesz? Wypchniesz Payna do Danielle, a Horana z Chris na wycieczkę rekreacyjną? I chata wolna.-zaśmiałam się.
-Nie myśl tyle, bo ci się mózg przegrzeje.-odparł i popchnął mnie w stronę schodów.
    Leżeli na łóżku, a Irlandczyk chyba spał. Przesłodki widok… Szepnęłam jej tylko, że jadę do rodziców Zayna i jutro zadzwonie. Szybko zebrałam manatki i po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
-Kiedy zamierzasz się odbrazić?
-A która godzina?
-Dochodzi 23.
-No to jak dojdzie to się odbraże.
Oboje uśmiechnęliśmy się lekko.
-Już.-odezwałam się za kilka minut.
-OK.
Jechaliśmy w ciszy, śmiejąc się pod nosem, właściwie z niczego. Nagle jego ręka powędrowała na moje udo.
-Gdzie z łapami?! Ja tu prowadzę!
-Nie przeszkadzaj sobie.
-Zabierz tę rękę.
-Bo?
-Bo się obraże.
-I co wtedy będzie musiało dojść, żebyś się odbraziła?
-Ty.
-Oh, doprawdy?
-Tak, sam do Bradford. Więc dasz mi spokój?
Było dobrze, dopóki nie zaczął mnie prztykać w policzek niczym w teledysku do Little Things.
-Człowieku! Idź spać, lub sobie pośpiewaj, czy cokolwiek!
-A zaśpiewasz mi kołysankę?
-Da mi to gwarancję, że się uspokoisz?
-Tak.
Zaczęłam z siebie robić debila, ale dzięki temu siedział cicho do końca podróży…
    Od razu na wejściu zaczął się do mnie dobierać, co nie bardzo mi się podobało.
-Ale jesteś pewien, że już są na lotnisku?
-Tak!
-W zasadzie, wychodzimy za pół godziny…-poinformowała nas Waliyha, a jej brat gwałtownie mnie puścił.
Kolejny raz. Zwykły facet, który nie myśli mózgiem, a inną częścią ciała…
    Napiliśmy się nocnej herbaty, wymieniliśmy kilka słów i odprawiliśmy jego rodzinę.
-Mogę cię pocałować?-zapytał potulnie, widząc, że byłam na niego trochę zła.
-Prosz.
Więc zbliżył moje usta do swoich i… I jego mama wróciła się po komórkę.
-Dobrze, dobrze, już was zostawiam. Tylko, od razu mówię, że jestem za młoda na babcię!-krzyknęła ze śmiechem i wyszła. Ja tylko go pacnęłam w czoło i poszłam na górę, również chichotając.
_______________________________________________________

Soł wychodzi na to, że bloga czyta 9 osób. A wiecie ile obserwuje? Jakiejś 75. Ciekawe. Oczywiście lepsze to niż nic c;  Huh, więc niedługo moje urodziny... Mimo, że jestem wypierdkiem, to poczułam się staro. A wy kiedy i które obchodzicie w tym roku? ;)

4 komentarze:

  1. Oj, Malik, Malik....
    Rozdział świetny, ale chyba tego nie muszę pisać?
    Ja urodziny obchodzę dopiero w czerwcu....
    Pataxxon

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo szkoda mi nialla.
    Ale rozdział świetny. :D
    Ja mam dopiero 5 października. ;(
    Pozdrawiam Weronika;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny rozdział, a Malik to chyba niewyżyty seksualnie xD Ciągle by się dobierał do tej Alice :D Zapraszam do mnie : http://love-story-1d4ever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. nominowałam cię do Libster Awards! Wiecej info u mnie :) http://another-than-you-but-better.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń