niedziela, 3 marca 2013

38. Prima Aprilis!


Jeśli możesz proszę o przeczytanie notatki pod postem, to dla mnie bardzo ważne.

    Kiedy tylko dojechałam do domu walnęłam się na swoje łóżko. Uh, jak dobrze. Rozejrzałam się wkoło. Sporo się zmieniłam. Ten pokój jest typowo nastolatkowy, a ja jestem teraz poważną piosenkarką, Alice Collins, nie mam swojego pokoju tylko dzielę sypialnie z Zaynem Malikiem. A propos, jutro jest rocznica poznania chłopców. Przez jeden rok tyle się zmieniło… Głównie to że Zay zabrał mnie do krainy czarów, jaką jest muzyka. Tak, Alice w krainie czarów…
    Zeszłam do kuchni, myślałam, że nikogo nie zastane, a tu proszę, moi rodzice się całują…
-Mamo, możemy pogadać?-zapytałam.
Usiadłyśmy na sofie, a tata poszedł do ogrodu.
-Słucham kochanie?
-O co w tym wszystkim chodzi?!-wydarłam się.-Zdążyłam się przyzwyczaić, że zmieniasz facetów jak rękawiczki, ale dlaczego on? Zastanawiam się, co tacy ludzie jak ty, mają w głowie…
-Chcesz znać całą prawdę? Powiem ci! Otóż twój ojciec mnie zostawił krótko po twoim urodzeniu, ale nigdy nie przestałam go kochać. Myślałam, że w końcu o nim zapomnę, że będę szczęśliwa z kimś innym, ale prawdziwą miłość przeżywa się raz. I trwa ona do końca życia…
-Jak go namówiłaś, żeby do ciebie wrócił?-spytałam, kryjąc jak bardzo jestem zszokowana. Kochać kogoś 18 lat po rozstaniu?!
-Masz mnie za kompletną dziwkę, która tylko czyha na żonatych i knuje jak ich zdobyć?! Sam do mnie wrócił…
-Rzuciła go?
-On rzucił ją dla mnie. Tak, wiem, że bardzo ciężko ci w to uwierzyć… I przykro mi z tego powodu.
-Mamo, nie obrażaj się. Wiesz, co mam na myśli… Ale dlaczego? Dlaczego akurat teraz?
-Zdał sobie sprawę, że mnie kocha.
-Tak po prostu, po tylu latach?
-Wyniknęły nowe okoliczności.
-Możesz mówić jaśniej?
-Umieram!-echo poniosło jej rozpaczliwy krzyk.
    Leżałam pod kołdrą zwinięta w kulkę i w ogóle nie mogłam zebrać myśli. Ale przecież rak to nie wyrok prawda? Jeszcze może wiele się zmienić. Po za tym to nie jest potwierdzone w 100%... Nagle ktoś mnie szturchnął.
-Przepraszam.-usłyszałam głos Alexa.
-Czyli wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś?
-Od niedawna wiem… Jakie to ma teraz znaczenie?
Położył się obok mnie i trwaliśmy w ciszy, którą przerwał mój telefon.
-Zayn dzwoni.-zakomunikował mi.-Mówisz mu?
-Powiedz mu, żeby dał mi spokój, przynajmniej do jutra.
    PIERWSZY RAZ spędziłam rodzinny wieczór z rodzicami i bratem. Zdumiewające, że niektórzy mają to na co dzień i jeszcze bunkrują się w swoich pokojach… Trochę się pośmialiśmy, pooglądaliśmy głupie programy. Można byłoby rzec-codzienność i nuda, ale dla mnie znaczyło to o wiele więcej… Jej, zabawnie jest mieć rodzinę!
    Rano mama obudziła mnie zapachem naleśników. Jak zwykle-gotuje kiedy jest w domu facet. Jednak byłyśmy same.
-Lena, posłuchaj… Wiem, że to mogło cię trochę zdołować, ale nie martw się. Pójdę jeszcze raz na badania, jeśli coś wykażą to po prostu pokonam tego raka, bo kto zrobi to lepiej ode mnie?-uśmiechnęła się.-Ucz się, póki nie musisz pracować, przynajmniej do czasu, kiedy Kierunkowskazy nie wrócą…
-Musisz ich tak nazywać?-zaśmiałam się.
-Nie pyskuj tylko jedz!
   
*Louis*
    Prima aprilis to najlepszy dzień w roku! W nocy już załatwiłem kilka spraw, aby każdy żart był dopięty na ostatni guzik! Wcześnie rano siedziałem w kuchni i sączyłem kawę. Liam też już był na nogach i chwycił po gazetę. Wiedziałem, że to zrobi… Uwaga. 3, 2, 1… Li z szoku, trysnął sokiem pomarańczowym prosto na nadchodzącego Niallera. Poprosiłem Sugarspace, o jeden egzemplarz gazety, gdzie na pierwszej stronie jest artykuł o tym, że Daddy startuje na premiera, zespół jest w trakcie nagrywania piosenki „Liam is very bad!” i, że nie chcemy już z nim współpracować. Haha, jego mina była bezcenna. Kolejne zdjęcie do corocznej kolekcji.
-Lou, czy ty dalej się w to bawisz?-spojrzał tylko z politowaniem Horan i otworzył lodówkę. Nie wiedział co go czeka…
-Niall?-upewniała się lodówka.
-Takk…
-Jedzenie cię nie lubi.
-Jasne.-prychnął i sięgnął po jajka.
-Puść to!-po kuchni rozniósł się krzyk tego niepozornego sprzętu.
A co zrobił blondynek? Rozbił sobie jajka prosto na nogach.
-Tomlinson, to nie jest śmieszne!-wkurzył się na mnie, ale ja nie mogłem powstrzymać śmiechu.
Oczywiście włożyłem do lodówki megafon. Niall jednak nie dał się omotać żartom i bezskutecznie próbował wyjąć ser. Tia, klej poszedł w ruch…
-Okej, zawsze mogę zjeść płatki…-westchnął, zamykając lodówkę.
-Bez mleka?-zdziwił się Payne.
-Masz z tym jakiś problem?!-sięgnął po pudełko, które niestety zaczęło uciekać!
W środku był samochodzik zdalnie sterowany. Ale zabawa! Po kolejnych pięciu minutach Irlandczyk zdecydował się zjeść na mieście.
-O mój Boże!-usłyszałem krzyk Harrego z łazienki.
-Co się stało kochanie?-spytałem troskliwie.
-Nie zauważyliście, że ostatnio schudłem?
-Nie chciałem ci o tym mówić, ale to fakt, marniej wyglądasz… A dlaczego pytasz?
-Ważyłem się.
-Oh, jest bardzo źle?
-Straciłem 15 kg!
-Niemożliwe! Ubierz się, to rozpracujemy o co chodzi.-zaproponowałem.
Owszem, to ja zepsułem wagę. I podrzuciłem Hazzie ubrania Paula…
-Liam, nie wydaje ci się to dziwne?-zastanawiał się loczek, wchodząc do kuchni i trzymając kilka numerów za duże spodnie.
-Poczekaj, czytam interesujący artykuł…
    Następnym krokiem było schowanie wszystkich luster. Kiedy Zay się obudził doznał szoku.
-Chłopcy, jest tak wcześnie, a wy już zbiliście lustro?
-O co ci chodzi?
-Jeszcze wczoraj wieczorem tu było… O i tego też nie ma.
-Nic o tym nie wiem. Może ci się coś pomyliło głuptasie…-stwierdził Liam.
-Po za tym, masz coś na brodzie… To pieprzyk czy kleszcz?-zagaiłem.
-Co? Gdzie?-przeraził się.-Gdzie wszystkie lustra?
Znów nie mogłem powstrzymać śmiechu.
-Zapłacisz za to palancie!-odgrażał się Malik.
-Popraw fryzurę, bo blond pasemko zawinęło się w drugą stronę!
Jakoś nikt mi nigdy nie robił żartów, to ja zawsze byłem tym wkręcającym. Nie sądzę, żeby miało się to dziś zmienić…
    Spojrzałem na zegarek przy łóżku. Południe… Dlaczego ja w ogóle śpię?
-Louis, wstawaj i skocz do sklepu!-wydarła się mama z dołu. Mama? Jakim cudem znalazłem się nagle w Doncaster?! Czym prędzej zbiegłem po schodach, do kuchni.
-Więc kup masło, mąkę…
-Co ja tu robię?
-Bardzo śmieszne.
-Pytam poważnie.
-Mieszkasz, kochanie. Rozumiem, że w tym tygodniu miałeś dużo klasówek, ale takich rzeczy się nie zapomina…
-Jakich klasówek?
-Nie mów, że się nie uczyłeś! I znów będę przed tobą świecić oczami w szkole!
-Dawno skończyłem szkołę!
-Ach tak? Jakoś nie zdążyłeś mi o tym wspomnieć.-podała mi pieniądze, drwiąc ze mnie.-Jeszcze mleko.
Wyszedłem z domu kompletnie oszołomiony. Zaraz, zaraz… Czyli znów wróciłem do szkoły i rodzinnego miasta? A co z trasą? Co z zespołem? Coś tu się nie zgadza.
-Który dzisiaj?-w trakcie zakupów zagaiłem do kasjerki.
-Drugi kwietnia.
-Mam na myśli rok.
-2008… Zanik pamięci?
-Nie! Nie… Ja po prostu… To taka ankieta.
-Może cię zmartwię, ale podejrzewam, że każdy odpowie tak samo…
Zmieszany wybiegłem na zewnątrz. 2008… Czyli, że cofnąłem się w czasie o 5 lat? A co z One Direction? A co z Harrym? Klapnąłem na pobliskiej ławce. Właśnie wtedy moim oczom ukazał się Li.
-Liam! Liam, stój!-darłem się jak opętany.
-Skąd znasz moje imię?
-Jak to? Jesteśmy przyjaciółmi! Będziemy przyjaciółmi…
-Nie szukam nowych znajomości. Śpieszę się.
Przeraziłem się. Co ja mam robić? Najgorsze jest to, że nawet nie wiem, co się działo zanim poszedłem spać. Odniosłem zakupy dla mamy i postanowiłem jeszcze się przejść. Nie. Nie uwierzyłem w to co zobaczyłem. Niall i Zayn. Idą razem, śmiejąc się. Zagrodziłem im drogę.
-To wy się znacie?! Okłamaliście mnie! Okłamaliście cały świat!
Brak odzewu. Po prostu mnie minęli, twierdząc, że uciekłem z psychiatryka.
- Kiedy się poznaliście?!-nie poddawałem się.
-W grudniu popołudniu.-cięta riposta Horana powaliła mnie z nóg.
W mgnieniu oka wsiedli do jakiegoś auta i tyle ich widziałem. Skoro oni tu są, to musi coś oznaczać. Robią sobie jaja? Bez przesady, chyba sprzedawczyni by w tym nie uczestniczyła… Po za tym, to ja zawsze wkręcam ludzi.
    Przechadzając się po parku, ujrzałem Stylesa. Siedział na ławce i chyba na kogoś czekał.
-Błagam, powiedz, że mnie znasz!
-Znam cię.-rzekł zabawnym tonem, na co odetchnąłem z ulgą.
-Uff, nareszcie. Wracamy do domu?
-O czym ty mówisz, koleś?
-Ale… Przecież przed chwilą… Sam powiedziałeś, że mnie znasz!
-Bo o to prosiłeś. Zresztą skąd mamy się znać?
-Jak to? Z X Fac… Ze szkoły!-poprawiłem się, przypominając sobie datę.
-Ymm… Nie. Nie poznaje cię.
-Proszę, wytęż umysł, na pewno musisz mnie pamiętać.-mówiłem rozpaczliwym tonem.-Chłopak w paskach. Bezczelny. Może ci zaśpiewam?
-Daj mi spokój!
-Hazz, proszę… Masz tatuaż, pełno tatuaży… To znaczy będziesz miał… Proszę…-po pewnym czasie po policzku spłynęła mi pierwsza łza.
Wtedy zza drzew wyłonili się chłopcy i ludzie z kamerami.
-Prima Aprilis!
O nie…
_____________________________________________________________

Tak, wiem, przeginam. Ale to przez:
Po 1. prawie w ogóle nie zostawiacie komentarzy i nie mam żadnej motywacji do spięcia dupy
Po 2. urządzam imprezę-niespodziankę dla przyjaciółki
Co do tego. Mam prośbę.
Robię filmik gdzie ludzie składają jej życzenia, ale jestem tępą dzidą i wszystko mi się usunęło ;c
Więc jeśli ktoś znalazł by minutę na nagranie jak mówi 'wszystkiego najlepszego Amanda' to byłabym bardzo, bardzo, ale to bardzo wdzięczna. No i odwdzięczę się.
Jak by coś to mój e-mail: gwiazdka309@wp.pl
Wiem, że przypałowy, ale cicho.
Błagam, pomóżcie. To na pewno wywoła łzy szczęścia na jej smutnej twarzy... 

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, normalnie boki zrywać. Nie mogę przestać się śmiać ale go wkręcili. Czekam na next

      Usuń
    2. Hahah dokłądnie, boskie <3

      Usuń
  2. Rozdział jest genialny!
    Chłopcy nieźle wkręcili Louis'a. Boże nie wiem co bym zrobiła na jego miejscu, chyba bym zaczęła płakać i zamknęła się w sobie ;D
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń