sobota, 30 marca 2013

42. Hate.


-Ja im zaraz ku*wa pokaże!-zdenerwował się Malik.
-Och, daj spokój.-ubrałam się pośpiesznie i wpuściłam Stylesa do środka.
-Przepraszam… Naprawdę.
-Nic nie szkodzi…-wysyczał mój chłopak i pokierował się na górę.
-Bo ja…
-Tak, ja wszystko wiem. Ale rano, proszę… Pierwsze drzwi po prawo.
Szybko zniknęłam pod kołdrą, nie interesując się, co się wydarzy w pokoju do którego go posłałam. Tak, właśnie tam śpi Loui. Ja za to mocno przytuliłam się do Zayna i zaczęłam zataczać kółka na jego biodrze.
-Zay… Co do tej sesji…
-Kochanie…
-Przecież to nie będą zdjęcia do jakiś ‘świerszczyków’ tylko poważna sesja z której pieniądze będą przeznaczone na ratowanie życia!
-No to fajnie chcesz ratować życie…
-Co, mam może nagrać piosenkę, jak wy? Będą hejty, że zgapiam.
-Teraz będą hejty, że się puszczasz.
-Uważaj na słowa! Jak widzisz hejty będą zawsze…
-Ok, ale zanim gdziekolwiek się ukażą, pokażesz mi je?-poddał się ostatecznie.
-Masz na myśli, że chcesz je najpierw zaakceptować?
-Um. Tak…
-Dobra.-zaśmiałam się krótko.
-Nie… I tak jestem zazdrosny!-zaśmiał się i mnie pocałował.
-O Boże…
-Co?
-Nie słyszysz? Harry wyszedł z pokoju, usiadł na schody i nie wie co ma ze sobą zrobić… Ok., koniec tego, idę ich pogodzić.
Wygramoliłam się z łóżka i weszłam do Lou.
-Wiem, że nie śpisz. Wstawaj i chodź na chwilę do salonu…
Wzięłam Harolda za rękę i również posadziłam go na kanapie. Zayn zszedł za nami, ale zaczął coś mącić w kuchni.

*Harry*
-Nie potrafię sobie wyobrazić, jak to jest, być z kimś, ukrywając to przed całym światem. Strzelam jednak, że to cholernie trudne. To układ spieprzony na całej linii, ale nie martwiłam się o was. Wiecie dlaczego? Byłam… jestem pewna, że wasza miłość jest silniejsza od całego zła wszechświata. Nie jest tak?
-Mhm…-przytaknął nareszcie Lou, po dość długiej chwili.
-Zastanawiające, czemu ja was muszę o tym uświadamiać.
-Masz rację, to trudne…-odezwałem się, choć miałem gule w gardle.-Podczas gdy patrzę np. na ciebie i Zaya, że możecie razem się pokazywać, całować, usiąść obok siebie. Nam nie wolno zbliżać się do siebie na metr…
-To cena miłości.-odparł Tommo.
-Tak, ale są momenty w których się duszę. Chcę uciec jak najdalej, od wszystkich fanów, których musimy okłamywać…
-Wiecie co? Moim zdaniem macie ogromne szczęście, ale tego nie doceniacie. Urodziliście się stworzeni dla siebie i los dał wam możliwość spotkania się. Sądzę, że nie potraficie sobie wyobrazić życia bez siebie, więc doceńcie to co macie… Idę spać.
-A tu macie winko.-Malik postawił butelkę na stole.-Ale skoro już się pogodziliście, liczcie się z tym, że to mój dom rodzinny!-zaśmiał się i oboje poszli na górę.
-Harry… Przepraszam.
-Nie, to ja przepraszam. Nie mogę w życiu kierować się tylko sercem i być taki naiwny. Ludzie są źli…
-Ale wiesz… Ja właśnie za to cię kocham.
-BooBear…
-Hm?
-Wyjdziesz za mnie?-wtedy klęknąłem przed nim, a on oniemiał.
-Co? Ale… Co?!
-Nie słyszałeś? Urodziliśmy się, stworzeni dla siebie, więc po co czekać? Wyjdź za mnie!
-To szalone!
-Oh, miłość to miłość! To jak? Bo nie wygodnie tak klęczeć…
-No bo… Tak!-wykrzyczał i pocałował mnie namiętnie.

*Niall*
    Od wczoraj panuje bardzo gęsta atmosfera. Nikt nie wie co powiedzieć, nikt nie wie co zrobić… Kiedy w południe wróciłem z zakupów, Chris była już na nogach.
-O, już jesteś. Właśnie robię ci omlety.-rzuciła coś od niechcenia.
-A gdzie reszta?
-Larry się pokłócili i wybyli z domu, a Li i Danielle stwierdzili, że zaszaleją i są na lotnisku. Lecą do Hiszpani…
-To mamy dom dla siebie…
Przytaknęła. Usiedliśmy przy stole. Ja jadłem a ona bawiła się jabłkiem. Kiedyś muszę z nią pogadać. Trzeba jakoś to wszystko ogarnąć, ale chyba oboje nie mamy za bardzo siły, ani odwagi.
-Musimy porozmawiać.-nagle przerwałem ciszę.                 
-No mów…-skuliła się i schowała głowę w kolanach.
-Trzeba zapisać cię do jakiegoś specjalisty… Wiesz o co mi chodzi?
-Tak, wiem.
-I może… Spróbujesz coś zjeść?
-Jak?
-Nie wiem do cholery! Nie mam pojęcia!-podniosłem trochę głos, a ona miała szklanki w oczach.-A jak jadłaś do tej pory?
-Kończyło się to w toalecie…
-Dobrze, spróbuj omleta, a w razie czego możesz… No wiesz.
Z nerwów zaczął boleć mnie brzuch i chyba zaraz sam zwymiotuje. Uda się czy nie…? Cały czas ją obserwowałem. Posprzątaliśmy po śniadaniu i dalej nic. To chyba dobrze… Dopiero kiedy usiedliśmy przed telewizorem się zaczęło. Widziałem, że chce wstać i zrobić to co zwykle po posiłku, lecz starała się powstrzymać. To jednak silniejsze od niej i czym prędzej pobiegła do łazienki. Co robić? Ostatecznie stanąłem pod drzwiami i czekałem jak wyjdzie. Z przyzwyczajenia, nawet odkręciła kran, więc prawie nic nie słyszałem…
-Przepraszam.-rzuciła z płaczem.
Przytuliłem ją mocno. Sam też miałem łzy w oczach.
-Tak bardzo cię kocham, a nie mogę ci pomóc…
    Po południu, poranne słońce zaszło i rozpętała się straszna burza. Nie robiło nam to wielkiej różnicy, bo pewnie i tak cały dzień przesiedzielibyśmy w domu. Rozłożyliśmy się na sofie, przytulając się.
-Mogę ci zadać jedno pytanie?-zacząłem niepewnie.
-Mhm…
-Dlaczego?
-Dlaczego?-powtórzyła.-To proste-jestem słaba. Może ty nie zwracasz uwagi na hejty, ale ja nie jestem uodporniona. Wasi fani mnie nienawidzą. Bo jestem gruba, brzydka, głupia, po prostu jestem nikim…
-Słuchasz się ludzi, którzy nawet cię nie znają?
-Nie pieprz głupot, bo doskonale wiesz, że nie na tym to polega. Nawet człowiek z dość wysoką samooceną, dałby się sprowokować tym ludziom, gdyby były ich miliony. Z dnia na dzień wydawało mi się, że jestem coraz bardziej gruba. Chciałam przejść na jakąś dietę, ale jak widać, poszłam na łatwiznę. Naprawdę, nie wiedziałam, że to się tak skończy!-po jej policzkach spływały pojedyncze łzy.
-Czemu nic mi nie powiedziałaś?
-To było raczej dla ciebie wiadome, że hejty były, są i będą. Z drugiej strony, to aż zabawne, że osobie, która napisze „Jesteś gruba” zajmie to kilka sekund, a mi zniszczy zdrowie.-oboje zamyśliliśmy się. To nie zabawne, raczej przerażające…-Dobra, idę zrobić ci jakiś obiad.
Wstała, podeszła do kuchenki i zachwiała się. Złapała się brzegu blatu, ale ostatecznie zemdlała. Ogarnęła mnie straszna panika. Chwyciłem szybko po telefon i zadzwoniłem na pogotowie. Twierdzili, że byli po pięciu minutach, ale ciągnęły mi się one w nieskończoność.
-Co się stało?-pytał mnie jakiś ratownik.
-Zasłabła, ale zdążyłem ochronić jej głowę przed uderzeniem.
-Dobrze. Czy ona jest w ciąży?
-Nie, ale jest chora…
-Na co?
Właśnie wtedy się ocknęła.
-Jeśli jest pani chora, proszę zgłosić się na badania do końca tygodnia, dobrze?
-Przyjdziemy jeszcze jutro…-odezwałem się słabo.
Karetka odjechała, a Christina zaczęła się na mnie wściekać.
-Co im powiedziałeś?
-Och. Ty teraz idziesz się położyć, a ja zrobię sobie kanapkę.
    To był wyjątkowo nudny i okropny dzień… Nie było minuty w której nie myślałem, że ona musi coś zjeść i czy zaraz znowu nie zemdleje… To straszne.
-Idę pod prysznic.
-Zwariowałaś?! A jeśli coś ci się stanie?
-No to… Choć do wanny.
Przystałem na jej propozycję i po chwili leżeliśmy nadzy, w ciepłej wodzie. Kochałem ją, ale ciężko było mi patrzeć na jej wychudzone ciało. Pogładziłem ją po policzku i zacząłem całować. Po chwili muskałem ustami delikatnie jej szyję…
-Nie czujesz się słabo?-upewniałem się.
-Leże z Niallem Horanem w jednej wannie!
-Bardzo śmieszne.
Kontynuowałem całowanie.
-Nie bój się.-powiedziała w końcu.
-Co? Czego?
-Widzę, że nawet boisz się mnie dotknąć. Nic mi nie będzie jeśli… doświadczę irlandzkiego aktu seksualnego, naprawdę!-zaśmiała się.
-Skoro tak…
____________________________________________________________________________

No to końcówkę zostawię waszej wyobraźni... xd. Ciężko mi napisać coś bardziej wulgarnego. Po prostu boję się, że wyjdzie to za bardzo zboczone.

Wesołego Alleluja!
No to dobrych jajek, mokrego poniedziałku (w tym roku bitwy na śnieżki).
I dużo jajek żeby było.
I żebyście się nie poślizgnęli na lodzie ze święconką, oraz żeby nie była cała w śniegu xd
I jeszcze raz dużo jajek.
Love ya. Xxx 

sobota, 23 marca 2013

41. Wóz na kredyt.

     Uciekałam przed Zaynem na górę, ale złapał mnie na schodach.
-Au! Schodek wbija mi się w plecy!-marudziłam
-Kara.
-W tej chwili masz mnie zanieść kulturalnie do łóżka!
Spełnił moją prośbę, a właściwie rozkaz. Kontynuował rozbieranie mnie. Kiedy oboje byliśmy już w samych majtkach, usłyszeliśmy na dole straszny huk.
-Idź to sprawdzić!
-Nie.
-No to nie. Wracam do Londynu.
-Matko, dobra już idę...
Wrócił zanim zdążyłam mrugnąć.
-I?
-Pies zrzucił kilka rzeczy…-znów się na mnie rzucił i byłam już naga.
-Posprzątałeś?
-Siedź cicho, kobieto!
-A pamiętasz co mówiła twoja mama? Że jest za młoda na babcie.-kolejny raz przytrzymałam go ręką, nie mogąc wytrzymać ze śmiechu.
-Skoro masz zamiar nabijać się ze mnie całą noc, to idę spać.-odburknął.
Położył się obok wyrywając mi całą kołdrę. Leżeliśmy chwilę w ciszy.
-Więc teraz oczekujesz, że cię przeproszę.
-Tak.
-Przepraszam.
-Ładniej.
-Może mam jeszcze paść przed tobą na kolana?
-Hm…
-Nie mówiłam tego!
Zaśmiał się i zaczął pokładać na moim ciele mnóstwo pocałunków. Minęło pięć miesięcy odkąd się ostatnio kochaliśmy. Tak bardzo za nim tęskniłam…
    Kiedy tylko się obudziłam poczułam zapach spalenizny i Zaya nie było obok mnie. To oznacza tylko jedno… Naciągnęłam jego koszulę i wbiegłam do zadymionej kuchni. Mojego chłopaka za to nie było… Otworzyłam okna i poszłam go szukać. Siedział spokojnie na kanapie i wpatrywał się w laptopa.
-Co robisz?
-Wywiad.
-Aha, czyli palisz swój dom rodzinny, w imię gapienia się na siebie? Świetnie.
-W imię oglądania mojej dziewczyny.
-O naprawdę? Który to?
-„D-Wiele osób mówi, że jesteś z Zaynem dla sławy i pieniędzy.
A-Pan też?
D-A tak nie jest?
A-Jest tylko jedna osoba, która może wiedzieć co przeżywam gdy na niego patrzę; ja! Kiedy tylko budzę się rano i spoglądam na jego idealne rysy twarzy, nie mogę uwierzyć, że jest mój. Wtedy on się otwiera oczy, mówi, że mnie kocha, ale znów usypia. Tak jakby wstawał tylko po to, prawda? Schodzę do kuchni, staram się coś dla niego przygotować, mimo, że dla nikogo innego tego nie robię, bo jestem śmierdzącym leniem! Po chwili on też jest na dole i całuje mnie delikatnie. Pierwszy pocałunek dnia, jest najlepszy, mimo, że zawsze jestem podrapana, przez ten głupi zarost.
D- Ale jeśli by go zgolił, to nie byłoby to samo…
A-Dokładnie!... W tej miłości najpiękniejsze jest to, że codziennie zakochuję się na nowo, rozpyla się ta mgiełka troszkę wstydliwego, ale silnego uczucia. Nie patrzę w przeszłość, ani przyszłość. Po prostu żyję tu i teraz w magicznym świecie, niczym księżniczka.”-wyczytał i popatrzył na mnie wzrokiem ‘Awww’. Zaraz po tym złożył na moich ustach pierwszy pocałunek dnia.
-Teraz ja chciałem się poświęcić, robiąc śniadanie, ale się zagapiłem… Ale wiesz? To właściwie jeszcze nie wszystko.
-A co tam jeszcze masz?
-„D-Potrafisz jeszcze znaleźć czas na pomoc mamie w fundacji?
A-Oczywiście. Mało tego; robie krok do przodu, uczestnicząc w ciekawej sesji, przeciw nowotworom.
D-Ciekawej?
A-Tak, będą to nagie fotografie, w trochę innej scenerii.”
-Miałam ci powiedzieć, ale zapomniałam.
-Mogłaś chociaż zapytać.
-Skoro to dla ciebie takie ważne… Mogę?
-Nie.
-O nie! Co ja teraz zrobię?! Idę się pociąć wodą w proszku!
-To nie jest śmieszne.
-Dla mnie wręcz przeciwnie. Pogódź się z tym i chodź na śniadanie.
    Po jedzeniu rozsiadłam się z filiżanką kawy na fotelu.
-Co dzisiaj robimy?
-Nie wiem…-jego gest, jakim był namiętny całus, więcej mi ‘powiedział’.
-Nie mam zamiaru siedzieć 3 dni w łóżku.
-Bo?
-No dobra, to idź po viagrę do sklepu.-zaśmiałam się, przesiadając się na kanapę.
-Czemu ty jesteś taka wredna, do cholery?! I tak w ogóle to cię nie lubię! Potrafisz wszystko zepsuć!
-Mam po prostu poczucie humoru, gburze!
-Tak, ale przecież…
-Zamknij mordę, kapciu, Danielle dzwoni!-krzyknęłam, odbierając.-Halo?
-Mamy mały problem.
-Coś z Chris?
-Nie… Z Larrym…-wyszeptała.
-Czyżby… Coś się wydało?
-Nie, coś ty. Pokłócili się.
-Co? O co?
-Nie mam pojęcia, ale ciesz się, że cię tu nie było, bo atmosfera nie była zbyt przyjemna. Chociaż właściwie oni się nawet słodko kłócą i to byłby dobry materiał na piosenkę…
-Mam przyjechać?
-Nie. Damy im czas do twojego przyjazdu… Pa.
    Po 15 minutach ciszy, usiadłam mu na kolanach.
-Kocham cię.-próbowałam go zmiękczyć słodkim głosikiem.
-Skąd mam wiedzieć, że tym razem nie żartujesz.
-Bo to powiedziało moje serce. Posłuchaj.
-Serce to tylko pompa.
-Wykształcone pompy mówią…!
-I znowu to…-zamknęłam mu usta pocałunkiem.
Odwzajemnił go i się zaśmiał.
-Wiedziałam, że tylko żartowałeś obrażonego, żebym cię przepraszała!
-Oh, zamknij się.
Zdarł ze mnie swoją koszulę, więc miałam na sobie tylko figi. Sam po chwili był nagi. Nie przerywając pocałunków, wziął mnie na ręce i chyba chciał wejść po schodach. Właśnie wtedy w drzwiach wejściowych ukazał się Loui. Kiedy tylko nas zobaczył cofnął się.
-Nie mówiłaś, że ktoś tu przyjdzie!-szepnął nerwowo.
-Skąd miałam wiedzieć!
Nie mam nic do gejów, ale w takiej sytuacji nie wiedziałam, czy ja się powinnam bardziej zakryć czy mój chłopak… W każdym razie, zasłoniłam piersi jakimś materiałem i otworzyłam mu.
-Właź.
-Przepraszam…
-Siadaj na kanapie, a my się może troszkę ubierzemy…-zaproponował Zorro.
On postanowił wziąć prysznic, więc sama zeszłam do BooBeara.
-O co poszło?
-Jestem egoistyczną i chamską świnią, a on zwykłym bezmózgiem…
-Czyli chciał gdzieś wyjść, ale bałeś się, że ludzie zaczną coś podejrzewać i odmówiłeś?
-Skąd wiedziałaś?
-Oh, Loui… Idziemy na lody? Taki zimny deser…
Zaśmialiśmy się oboje i wyszliśmy, zostawiając Zayna na pastwę samego siebie.
    Próbowałam się go jakoś pocieszyć, ale zaraz od razu przypominał sobie o Harrym. Najgorsze było to, że nie wiedziałam jak im po móc, bo to oczywiste, że długo tak nie pociągną… Wóz albo przewóz… Czy jest trzecie rozwiązanie? Coś typu: wóz na kredyt, a przewóz tylko od poniedziałku do piątku, o określonych godzinach, z wyjątkiem świąt, oczywiście…
-Uh, co o tym wszystkim myślisz?-pytał, grzebiąc w Banana Split.
-A może… ‘Broda’?
-Słucham?-wyrwałam go z zamyślenia.
-Nie, nic.
-Jak zaczęłaś, to skończ.
-Fajna bluzka. O kelner! Można rachunek?
Cudem się wywinęłam. To chyba niezbyt dobry pomysł…
    Po powrocie, Tommo stwierdził, że kładzie się spać, bo jest wykończony tą kłótnią. Faktycznie, po 10 minutach spał jak zabity. My z Malikiem, oglądaliśmy jakiś beznadziejny film.
-Chyba idę spać.-ziewnęłam, spoglądając na zegarek.
-Już?
-A co?
-A na czym skończyliśmy?
-Mam dobrą pamięć, ale krótką…-zaśmiałam się i wstałam.
Jednak on posadził mnie z powrotem.
-Chętnie ci przypomnę…
-Nie!
Zaczęłam zanim uciekać na schody, tak jak w nocy i tak samo też się skończyło.
-Moje plecy!
-Marudzisz!-stwierdził, nie przerywając sobie.
W tym momencie mignęła mi przed oczami twarz Hazzy…
_______________________________________________________________

Mam nadzieje, że nie będą wam przeszkadzać wątki z Larrym? Zresztą jakby komuś przeszkadzały to chyba do tej pory skończył by to czytać ;p
Co do Larry Shippers: http://www.twitlonger.com/show/ksl1mj napisany już dawno ale możecie przeczytać c; + aktualnie pracuje nad drugą częścią tego.

niedziela, 17 marca 2013

40. Miłe i mniej miłe niespodzianki.


    Chyba obudziłam się pierwsza, bo panowała kompletna cisza. Musiałam wejść do sypialni po ubrania. Modliłam się, żebym tylko go nie obudziła, bo wynikłaby niezręczna sytuacja. Cichutko wślizgnęłam się do pokoju, ale on i tak nie spał. Stał przed oknem i po prostu patrzył. Nieruchomo. To był przerażający widok. Udając, że go nie widzę sięgnęłam do szafy.
-I co zamierzasz zrobić?-odezwał się niespodziewanie.
-Z czym?
-Wiadomo, że nie zabierzesz jej na te zakupy.
-Nie martw się, coś wymyślę.-odpowiedziałam trochę w szoku, że się domyślił.
-Jak mam się o ciebie nie martwić skoro płakałaś całą noc?
-Przepraszam, jeśli nie dałam ci spać.
-Wiesz co było dla mnie najgorsze? Że nawet nie mogę do ciebie podejść, bo jeszcze bardziej się zdenerwujesz.
-Przyprowadzę Christinę ok. 3.-wyszłam bez słowa i zwyczajnie uciekłam z domu.
Jestem okropna, ale wiem, że jeśli zaczęłabym z nim szczerze rozmawiać, powiedziałabym o co się pokłóciłyśmy.
    Siedząc w Starbucksie, zastanawiałam się co robić. Ostatecznie, zadzwoniłam do jej mamy i wszystko wytłumaczyłam.
-Nie wiem czy się zgodzi gdzieś ze mną wyjść. Od kiedy wróciłyście do Londynu, prawie w ogóle jej nie widuję.
-Jak to?
-Ciągle jest zamknięta w pokoju na klucz. A przy tobie się normalnie zachowuję?
-Przepraszam, nie mogę w tej chwili rozmawiać.-rozłączyłam się i gwałtownie wstając wybiegłam. Prosto do jej domu.
    Stałam chwilę przed, zastanawiając się czy pukać. W końcu się odważyłam. Jej rodzice mnie wpuścili i pokierowali do jej pokoju. Był zamknięty. Usiadłam pod drzwiami. I tak nie wiem co bym jej powiedziała, wystarczy, że przypilnuję, żeby nie szła do chłopców.
    Po kilku godzinach nie wytrzymałam i zaczęłam śpiewać kiczowate piosenki o przyjaźni. Przynajmniej wiedziała, że na tam jestem. Jakie były moje oczekiwania? Że teraz wyjdzie przytuli mnie, pogodzimy się i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Rzeczywistość była taka, że wychodząc nawet na mnie nie spojrzała. Ubrała buty i wsiadła w taksówkę. A ja sprint i również do niej wsiadłam. Zabawnie to musiało wyglądać, aczkolwiek ani trochę wtedy mnie to nie śmieszyło. Podałam kierowcy adres chłopców i po chwili byliśmy na miejscu. Chwyciłam ją za rękaw i pociągnęłam, aby poszła ze mną. Poddała się. Kiedy tylko przekroczyłyśmy próg, chłopcy wyskoczyli z okrzykiem „niespodzianka”. Jej mina była bezcenna. Radość jednak nie potrwała długo. Zdmuchnęła świeczki i przyszedł czas na tort…
-Czemu nie jesz?-zauważył zdziwiony Loui.
-Nie mam ochoty.
-Na urodzinowy tort?-zaśmiał się Harry.
-Nie, naprawdę, dziękuję. Kocham was i na pewno smakuje świetnie.
-Kochanie, chociaż kawałek. Źle się czujesz?-martwił się Niall.
Chyba nie chcieli dać za wygraną... Spróbowała łyżeczkę.
-Świetny! Ale przed chwilką jadłam, może potem dokończę…
-Na pewno nic ci nie jest?-dalej się dopytywali.
-No powiedz im do cholery!-niewytrzymałam dłużej i to wykrzyczałam.
Tylko głucha cisza. Każdy patrzył na siebie po kolei. Oczywiście nie zabrakło wrogiego spojrzenia mojej przyjaciółki, mówiącego „Jak mogłaś mi to zrobić? Nigdy ci tego nie daruję!”. Rzeczywiście, mogłam poczekać przynajmniej do jutra…

*Chris*
    Kompletnie mnie zatkało. Nie wiedziałam co robić. Czy to czas na przyznanie się przed nimi i przed sobą zresztą też? Czy mam dalej brnąć w kłamstwo, udawać, że jest dobrze? Jedno spojrzenie na blondyna i już wiedziałam.
-Nie mogę tego zjeść.
-Co? O czym ty mówisz?
-Jeśli teraz zjem ten kawałek tortu, zaraz pozbędę się go z żołądka.
-Co?-Horan cały czas powtarzał to samo.
On nie widzi jak mnie to cholernie boli? Po prostu nie może uwierzyć, że jestem zdolna do czegoś takiego... Teraz to już na pewno mnie zostawi.
-Jestem chora, rozumiesz?!-teraz to mnie poniosły emocje.
Wszyscy strasznie na to zareagowali. Cała szczęśliwa atmosfera przygasła. Z szampana ulotniły się bąbelki… Miałam nawet wrażenie, że kwiaty które dostałam, zwiędły.
-Jak to?-dalej dociekał, a ja się załamałam.
Ten naiwny Irlandczyk, nawet nie dopuszcza tego do myśli… Pozostała czwórka patrzyła na niego smutno. Oni doskonale wiedzieli o co chodzi, ale przecież to nie kwestia ilorazu inteligencji.
    Zerknęłam na niego jeszcze raz i pobiegłam na górę. Za mną oczywiście Lena.
-Tego chciałaś?-już nawet nie miałam siły się kłócić. Wyszeptałam to.
-Tak. Obie dobrze wiemy, że teraz ci ulżyło. To było jedyne rozsądne wyjście.

*Niall*
-Z tej sytuacji nie ma już żadnego wyjścia.-usłyszałem głos mojej dziewczyny, wchodząc do sypialni.
Opadłam powoli na łóżko, a Alice się ulotniła. Złapałem ją za rękę i po prostu tak leżeliśmy. W tle można było usłyszeć śpiew ptaków. Kochałem ich słuchać, to naprawdę uspokaja. Tak jak moje łzy spływały spokojnie po policzkach…
-Nie płacz.-szepnęła.
-Jak to nie ma wyjścia? Czemu to zrobiłaś? Czemu mi o tym nie powiedziałaś? Nigdy tego nie zrozumiem.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj. To niczego nie zmieni. Tylko jest mi strasznie smutno, wiesz?-głos mi się załamał.-Do tego, jestem totalnie przerażony. Nie mam pojęcia co robić…
-Może… Po prostu mnie kochaj? Wtedy wszystko będzie łatwiejsze…

*Alice*
    Zeszłam powoli na dół. Chłopcy dalej mieli miny współczująco-zszokowano-smutne…
-Nigdy tak naprawdę nie wiedziałem co hejty mogą zrobić z człowiekiem…-westchnął Li.
-Skąd wiesz, że to hejty?-spytałam, przygaszonym głosem.
-Alice, nie oszukujmy się. Mnóstwo ludzi hejtowało jej nienaganny wygląd, a chyba nie miała innych powodów… Prawda?-uświadamiał mnie Tommo.
I kolejna myśl jaką jestem okropną przyjaciółką. Czemu nigdy nic nie widzę? Mogłabym ją jakoś wesprzeć, zapobiec temu… Lub cokolwiek. Teraz jest pora tylko na leczenie…
-Mam nadzieję, że pamiętasz o jutrze.-zagadnął mój chłopak.
-Co masz na myśli?
-Moja rodzina jedzie do wujka, do Szwecji. Mieliśmy się zająć psem i przypilnować mieszkanie. Zapomniałaś…
-Niee… Tak.
-Więc?
-Nie wiem czy powinnam ją teraz zostawiać…
-Ma nas.-stwierdził Hazz.-Idź z nią pogadać i możecie jechać…
-Co ty kombinujesz? Wypchniesz Payna do Danielle, a Horana z Chris na wycieczkę rekreacyjną? I chata wolna.-zaśmiałam się.
-Nie myśl tyle, bo ci się mózg przegrzeje.-odparł i popchnął mnie w stronę schodów.
    Leżeli na łóżku, a Irlandczyk chyba spał. Przesłodki widok… Szepnęłam jej tylko, że jadę do rodziców Zayna i jutro zadzwonie. Szybko zebrałam manatki i po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
-Kiedy zamierzasz się odbrazić?
-A która godzina?
-Dochodzi 23.
-No to jak dojdzie to się odbraże.
Oboje uśmiechnęliśmy się lekko.
-Już.-odezwałam się za kilka minut.
-OK.
Jechaliśmy w ciszy, śmiejąc się pod nosem, właściwie z niczego. Nagle jego ręka powędrowała na moje udo.
-Gdzie z łapami?! Ja tu prowadzę!
-Nie przeszkadzaj sobie.
-Zabierz tę rękę.
-Bo?
-Bo się obraże.
-I co wtedy będzie musiało dojść, żebyś się odbraziła?
-Ty.
-Oh, doprawdy?
-Tak, sam do Bradford. Więc dasz mi spokój?
Było dobrze, dopóki nie zaczął mnie prztykać w policzek niczym w teledysku do Little Things.
-Człowieku! Idź spać, lub sobie pośpiewaj, czy cokolwiek!
-A zaśpiewasz mi kołysankę?
-Da mi to gwarancję, że się uspokoisz?
-Tak.
Zaczęłam z siebie robić debila, ale dzięki temu siedział cicho do końca podróży…
    Od razu na wejściu zaczął się do mnie dobierać, co nie bardzo mi się podobało.
-Ale jesteś pewien, że już są na lotnisku?
-Tak!
-W zasadzie, wychodzimy za pół godziny…-poinformowała nas Waliyha, a jej brat gwałtownie mnie puścił.
Kolejny raz. Zwykły facet, który nie myśli mózgiem, a inną częścią ciała…
    Napiliśmy się nocnej herbaty, wymieniliśmy kilka słów i odprawiliśmy jego rodzinę.
-Mogę cię pocałować?-zapytał potulnie, widząc, że byłam na niego trochę zła.
-Prosz.
Więc zbliżył moje usta do swoich i… I jego mama wróciła się po komórkę.
-Dobrze, dobrze, już was zostawiam. Tylko, od razu mówię, że jestem za młoda na babcię!-krzyknęła ze śmiechem i wyszła. Ja tylko go pacnęłam w czoło i poszłam na górę, również chichotając.
_______________________________________________________

Soł wychodzi na to, że bloga czyta 9 osób. A wiecie ile obserwuje? Jakiejś 75. Ciekawe. Oczywiście lepsze to niż nic c;  Huh, więc niedługo moje urodziny... Mimo, że jestem wypierdkiem, to poczułam się staro. A wy kiedy i które obchodzicie w tym roku? ;)

niedziela, 10 marca 2013

39. "But We're making all the same mistakes..."


*Zayn*
    Nareszcie koniec trasy! Nie licząc kilku koncertów które damy za jakieś dwa miesiące… Postanowiłem zrobić niespodziankę Lenie, bo nie wiedziała dokładnie kiedy wracamy. Drzwi otworzyła mi jej mama i pokierowała na górę. Zapukałem, ale było zero odzewu, bo zwyczajnie jeszcze spała. Mógłbym być romantycznym chłopakiem i obudzić ją pocałunkiem, lub coś, ale nie... Po prostu zacząłem skakać po łóżku. Kiedy ogarnęła co się dzieje, zaczęła piszczeć i płakać.
-Spokojnie, kochanie.
-Ale nie zostawisz mnie już na pewno? I możemy wrócić do domu? I mogę zjeść z tobą śniadanie w łóżku?
-Tak.-zaśmiałem się krótko.-Chcesz jechać od razu?
-Najpierw coś zjedzcie.-do pokoju weszła teściowa.
-Dobrze. Puścisz mnie kochanie?
-Nie.-kręciła głową, wtulona w mój tors i mocząc mój t-shirt.-Boję się…
-Ale naprawdę, jeśli mnie puścisz, nie ucieknę do Ameryki…-próbowałem ją przekonać.
-Dobrze, mamo. Zaraz zejdziemy…
Zjedliśmy śniadanie w dość rodzinnej atmosferze. Na pierwszy rzut oka widać, że jej rodzice są dla siebie stworzeni. Doskonale się dopełniają.
    Kiedy tylko weszliśmy do samochodu, wybranka mojego serca zaczęła się śmiać.
-Co znowu?
-Śmieszne jest to, że to ja cię muszę wozić moim autem, bo nawet nie masz prawa jazdy!
-Mam inne rzeczy na głowie.-starałem się jakoś usprawiedliwić.
-Jasne… Ciota.-dodała ciszej.
-Jak mnie nazwałaś?
-O i nawet słuch ci siada, przez tą trasę.
-Jak mi taki dzieciuch jak ty piszczy nad uchem to co poradzić… Ruszaj i nie pyskuj!
-Wiesz co? Prowadzenie auta, lekcja numer 1.
-Co?
-Siadaj za kółko. Jak chcę mieć prawdziwego faceta to musze go sobie wyszkolić…
-Jeszcze jedno słowo…
-I co?
-I pożałujesz.-posłałem jej spojrzenie pełne grozy i przygryzłem wargę.-Dobrze, poprowadzę.
Niepewnie usiadłem na miejscu kierowcy i zapiąłem pasy. Okej, co teraz? Pedał gazu.
-Który to?
-Ten podobny do ciebie.-wybuchnęła śmiechem.-Przepraszam, Zay, ale wiesz, że już dawno cię nie wkurzałam. Wysiadaj, takie francuskie pieski nadają się tylko na zatrudnienie kierowcy…
-Za karę robisz mi coś do jedzenia. A nie, przepraszam, takie rozpuszczone nastolatki umieją tylko zamówić cheeseburgera w Mcdonaldzie.
-Tak bo według takich jak…-zatkałem jej usta pocałunkiem.
-Ruszaj.
Przyglądałem jej się dłuższą chwilę. Jej gesty, to jak się skupia, jak się śmieje i śpiewa nasze ulubione piosenki. Zawsze kiedy się denerwuje poprawie włosy. Niesamowita… Podwinęła rękaw i wtedy to zobaczyłem. Nowe blizny.
-Na co się umawialiśmy?
-Że jak coś się dzieje to mam do ciebie dzwonić, zamiast się ciąć. A ty znajdziesz rozwiązanie.
-No właśnie. Kochanie…
-Nie jesteś Bogiem i pewne sprawy są kompletnie niezależne od ciebie.
-Jakie sprawy?
-Moja mama jest chora.
-Co? Jak to?
-Życie jest kruche, Zayn.
-Czemu mówisz mi o tym dopiero teraz?
-Nie zauważyłeś, że jak byłeś na trasie, rozmawialiśmy 5 razy mniej?
-Dobrze wiesz, że to moja praca.
-Tak, ale to nie zmienia faktu, że zamknęłam się w sobie. Nie kłóć się.-westchnęła.
-Jest bardzo… źle?
-Nie wiem. Nie daje już sobie z tym rady. Z tą cholernie realną rzeczywistością…
-Damy radę, nie martw się…
-Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nic z tym nie zrobisz?
-W takim razie co chciałabyś usłyszeć?
-Nie ma odpowiednich słów.
Milczeliśmy dłuższy czas. Byliśmy już na obrzeżach Londynu. Ona dalej trwała z kamienną twarzą. Nie jest wystarczająco mocna psychicznie. Żaden samotny człowiek by nie był. A ja nie mogłem być przy niej…
*Alice*
    Kiedy tylko weszłam i przywitałam się z chłopcami, Chris zaciągnęła mnie na górę.
-Co się dzieję?
-Mam problem, musisz mi pomóc.
-Słucham…
-Niall nie może się dowiedzieć, rozumiesz? On nie może o tym wiedzieć…-zaczęła płakać, a ja już kompletnie nie wiedziałam co się dzieję.
-O czym?
-Nie mogę nic zjeść.
-Jak to?
-Nie potrafię zatrzymać czegoś w żołądku przez 15 minut…
-Chcesz mi powiedzieć, że… jesteś chora?-podniosłam jej bluzkę i sama miałam łzy w oczach. Zostały z niej same kości…
-Pomożesz mi?
-Czy ty kompletnie oszalałaś? Czemu nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? Czemu w ogóle to zrobiłaś?!
-Nie wiesz jak to jest dostawać po miliony hejtów dziennie porównujących cię do świni. Pewnie ty też to widziałaś, ale milczałaś z grzeczności…
Rozkleiłam się na dobre. Moja przyjaciółka jest poważnie chora w dodatku tylko i wyłącznie przeze mnie. Przecież to się zaczęło kiedy pojechałyśmy na trasę, a ja wtedy się nią nie interesowałam. Nie wystarczająco…
-Christina, powiedz, że to wszystko to głupi żart…
-On nie może o tym wiedzieć, rozumiesz? Zrób coś!
-Oczywiście, że coś zrobię. Powiem mu. Chyba że ty zrobisz to pierwsza…
-Całe życie myślałam, że jesteś moją przyjaciółką. Ba! Siostrą, która zawsze mi pomoże, mogę jej powierzyć każdą tajemnicę…
-Potrzebujesz pomocy, ale specjalisty! Po za tym, to twój chłopak. Sądzisz, że sam nie zauważy? Zobacz jak wyglądasz! Jesteś z tego zadowolona?
-Wiesz co ja sądzę? Że po kilkunastu latach okazałaś się wredną zołzą…-podniosła głos i wybiegła z domu, trzaskając drzwiami.
    Nic nie potrafi opisać co wtedy poczułam… Okropne ukłucie w sercu, zakręciło mi się w głowie… Położyłam się na łóżku i nawet z szoku nie mogłam się rozpłakać. Co ja teraz zrobię? Chyba mniej bym się martwiła, gdybym to ja była chora. Nie mogę jej do niczego zmusić, szczególnie kiedy… Kiedy nie uważa mnie już za przyjaciółkę tylko za zwykłą dziwkę… Z drugiej strony, ma rację. Przez całą trasę nic nie zauważyłam. A kiedy się żegnaliśmy, Nialler prosił żebym się nią zajęła. Zawiodłam przyjaciela, przyjaciółkę, zawiodłam cały świat! A przede wszystkim siebie…
    Wtedy Malik zapukał do pokoju i podszedł do mnie.
-To o co znowu poszło?
-O nic.
-Kochanie…-pogłaskał mnie po ramieniu.
-Nie dotykaj mnie!-krzyknęłam.
Na pewno nie tego się spodziewał, po powrocie z prawie półrocznej trasy. Zawiodłam nawet mojego chłopaka... Wyszedł bez słowa, ale nie trzasnął drzwiami jak ona. To dobrze czy źle?
    Nie wiem ile tam leżałam, ale w końcu zdecydowałam się zejść na dół. Blondynek jak zawsze radośnie coś jadł, Liam, Louis i Harry oglądali jakiś program, przy czym Larry chyba nie szczególnie się nim interesował… A Zayn? Siedział na parapecie, przyglądając się widoku za oknem. Też tak zawsze robię kiedy się pokłócimy. A czy teraz się pokłóciliśmy? Nie wydaje mi się, ale wole już to niż takie milczenie...
Usiadłam obok Payne’a.
-Gdzie Danielle?-zagaiłam, bez większego entuzjazmu.
-Teraz w Barcelonie. Wraca jutro.
-I jak ty wytrzymasz?-uśmiechnęłam się.
-Co, naśmiewasz się ze mnie, bo ty już masz przy sobie Zorro? Spokojnie, dam radę.-mina mi trochę zrzedła. Może i mam go przy sobie, ale jednocześnie jest tak daleko…
-Lena, jedziesz ze mną na zakupy? Jutro jest ta impreza-niespodzianka dla Chris.
-Jasne. A jak to zaplanowałeś?
-Ok. 12 wyciągniesz ją na zakupy, my wszystko przygotujemy. No i potem wrócicie do domu…
    Wróciliśmy z TESCO i poszłam się umyć. Cały czas myślałam co jutro zrobię. Przecież wiadomo, że nie pójdziemy na te zakupy… Kiedy weszłam do sypialni mulat już tam leżał. Popatrzyłam na niego smutno, chwyciłam koc i pobiegłam na dół, na kanapę…
 ______________________________________________________

Chyba niedługo zakończę tą historie. Dlaczego? Wydaje mi się, że ludzie przestali to czytać. Prawie w ogóle nie ma komentarzy... Ankieta z boku.

niedziela, 3 marca 2013

38. Prima Aprilis!


Jeśli możesz proszę o przeczytanie notatki pod postem, to dla mnie bardzo ważne.

    Kiedy tylko dojechałam do domu walnęłam się na swoje łóżko. Uh, jak dobrze. Rozejrzałam się wkoło. Sporo się zmieniłam. Ten pokój jest typowo nastolatkowy, a ja jestem teraz poważną piosenkarką, Alice Collins, nie mam swojego pokoju tylko dzielę sypialnie z Zaynem Malikiem. A propos, jutro jest rocznica poznania chłopców. Przez jeden rok tyle się zmieniło… Głównie to że Zay zabrał mnie do krainy czarów, jaką jest muzyka. Tak, Alice w krainie czarów…
    Zeszłam do kuchni, myślałam, że nikogo nie zastane, a tu proszę, moi rodzice się całują…
-Mamo, możemy pogadać?-zapytałam.
Usiadłyśmy na sofie, a tata poszedł do ogrodu.
-Słucham kochanie?
-O co w tym wszystkim chodzi?!-wydarłam się.-Zdążyłam się przyzwyczaić, że zmieniasz facetów jak rękawiczki, ale dlaczego on? Zastanawiam się, co tacy ludzie jak ty, mają w głowie…
-Chcesz znać całą prawdę? Powiem ci! Otóż twój ojciec mnie zostawił krótko po twoim urodzeniu, ale nigdy nie przestałam go kochać. Myślałam, że w końcu o nim zapomnę, że będę szczęśliwa z kimś innym, ale prawdziwą miłość przeżywa się raz. I trwa ona do końca życia…
-Jak go namówiłaś, żeby do ciebie wrócił?-spytałam, kryjąc jak bardzo jestem zszokowana. Kochać kogoś 18 lat po rozstaniu?!
-Masz mnie za kompletną dziwkę, która tylko czyha na żonatych i knuje jak ich zdobyć?! Sam do mnie wrócił…
-Rzuciła go?
-On rzucił ją dla mnie. Tak, wiem, że bardzo ciężko ci w to uwierzyć… I przykro mi z tego powodu.
-Mamo, nie obrażaj się. Wiesz, co mam na myśli… Ale dlaczego? Dlaczego akurat teraz?
-Zdał sobie sprawę, że mnie kocha.
-Tak po prostu, po tylu latach?
-Wyniknęły nowe okoliczności.
-Możesz mówić jaśniej?
-Umieram!-echo poniosło jej rozpaczliwy krzyk.
    Leżałam pod kołdrą zwinięta w kulkę i w ogóle nie mogłam zebrać myśli. Ale przecież rak to nie wyrok prawda? Jeszcze może wiele się zmienić. Po za tym to nie jest potwierdzone w 100%... Nagle ktoś mnie szturchnął.
-Przepraszam.-usłyszałam głos Alexa.
-Czyli wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś?
-Od niedawna wiem… Jakie to ma teraz znaczenie?
Położył się obok mnie i trwaliśmy w ciszy, którą przerwał mój telefon.
-Zayn dzwoni.-zakomunikował mi.-Mówisz mu?
-Powiedz mu, żeby dał mi spokój, przynajmniej do jutra.
    PIERWSZY RAZ spędziłam rodzinny wieczór z rodzicami i bratem. Zdumiewające, że niektórzy mają to na co dzień i jeszcze bunkrują się w swoich pokojach… Trochę się pośmialiśmy, pooglądaliśmy głupie programy. Można byłoby rzec-codzienność i nuda, ale dla mnie znaczyło to o wiele więcej… Jej, zabawnie jest mieć rodzinę!
    Rano mama obudziła mnie zapachem naleśników. Jak zwykle-gotuje kiedy jest w domu facet. Jednak byłyśmy same.
-Lena, posłuchaj… Wiem, że to mogło cię trochę zdołować, ale nie martw się. Pójdę jeszcze raz na badania, jeśli coś wykażą to po prostu pokonam tego raka, bo kto zrobi to lepiej ode mnie?-uśmiechnęła się.-Ucz się, póki nie musisz pracować, przynajmniej do czasu, kiedy Kierunkowskazy nie wrócą…
-Musisz ich tak nazywać?-zaśmiałam się.
-Nie pyskuj tylko jedz!
   
*Louis*
    Prima aprilis to najlepszy dzień w roku! W nocy już załatwiłem kilka spraw, aby każdy żart był dopięty na ostatni guzik! Wcześnie rano siedziałem w kuchni i sączyłem kawę. Liam też już był na nogach i chwycił po gazetę. Wiedziałem, że to zrobi… Uwaga. 3, 2, 1… Li z szoku, trysnął sokiem pomarańczowym prosto na nadchodzącego Niallera. Poprosiłem Sugarspace, o jeden egzemplarz gazety, gdzie na pierwszej stronie jest artykuł o tym, że Daddy startuje na premiera, zespół jest w trakcie nagrywania piosenki „Liam is very bad!” i, że nie chcemy już z nim współpracować. Haha, jego mina była bezcenna. Kolejne zdjęcie do corocznej kolekcji.
-Lou, czy ty dalej się w to bawisz?-spojrzał tylko z politowaniem Horan i otworzył lodówkę. Nie wiedział co go czeka…
-Niall?-upewniała się lodówka.
-Takk…
-Jedzenie cię nie lubi.
-Jasne.-prychnął i sięgnął po jajka.
-Puść to!-po kuchni rozniósł się krzyk tego niepozornego sprzętu.
A co zrobił blondynek? Rozbił sobie jajka prosto na nogach.
-Tomlinson, to nie jest śmieszne!-wkurzył się na mnie, ale ja nie mogłem powstrzymać śmiechu.
Oczywiście włożyłem do lodówki megafon. Niall jednak nie dał się omotać żartom i bezskutecznie próbował wyjąć ser. Tia, klej poszedł w ruch…
-Okej, zawsze mogę zjeść płatki…-westchnął, zamykając lodówkę.
-Bez mleka?-zdziwił się Payne.
-Masz z tym jakiś problem?!-sięgnął po pudełko, które niestety zaczęło uciekać!
W środku był samochodzik zdalnie sterowany. Ale zabawa! Po kolejnych pięciu minutach Irlandczyk zdecydował się zjeść na mieście.
-O mój Boże!-usłyszałem krzyk Harrego z łazienki.
-Co się stało kochanie?-spytałem troskliwie.
-Nie zauważyliście, że ostatnio schudłem?
-Nie chciałem ci o tym mówić, ale to fakt, marniej wyglądasz… A dlaczego pytasz?
-Ważyłem się.
-Oh, jest bardzo źle?
-Straciłem 15 kg!
-Niemożliwe! Ubierz się, to rozpracujemy o co chodzi.-zaproponowałem.
Owszem, to ja zepsułem wagę. I podrzuciłem Hazzie ubrania Paula…
-Liam, nie wydaje ci się to dziwne?-zastanawiał się loczek, wchodząc do kuchni i trzymając kilka numerów za duże spodnie.
-Poczekaj, czytam interesujący artykuł…
    Następnym krokiem było schowanie wszystkich luster. Kiedy Zay się obudził doznał szoku.
-Chłopcy, jest tak wcześnie, a wy już zbiliście lustro?
-O co ci chodzi?
-Jeszcze wczoraj wieczorem tu było… O i tego też nie ma.
-Nic o tym nie wiem. Może ci się coś pomyliło głuptasie…-stwierdził Liam.
-Po za tym, masz coś na brodzie… To pieprzyk czy kleszcz?-zagaiłem.
-Co? Gdzie?-przeraził się.-Gdzie wszystkie lustra?
Znów nie mogłem powstrzymać śmiechu.
-Zapłacisz za to palancie!-odgrażał się Malik.
-Popraw fryzurę, bo blond pasemko zawinęło się w drugą stronę!
Jakoś nikt mi nigdy nie robił żartów, to ja zawsze byłem tym wkręcającym. Nie sądzę, żeby miało się to dziś zmienić…
    Spojrzałem na zegarek przy łóżku. Południe… Dlaczego ja w ogóle śpię?
-Louis, wstawaj i skocz do sklepu!-wydarła się mama z dołu. Mama? Jakim cudem znalazłem się nagle w Doncaster?! Czym prędzej zbiegłem po schodach, do kuchni.
-Więc kup masło, mąkę…
-Co ja tu robię?
-Bardzo śmieszne.
-Pytam poważnie.
-Mieszkasz, kochanie. Rozumiem, że w tym tygodniu miałeś dużo klasówek, ale takich rzeczy się nie zapomina…
-Jakich klasówek?
-Nie mów, że się nie uczyłeś! I znów będę przed tobą świecić oczami w szkole!
-Dawno skończyłem szkołę!
-Ach tak? Jakoś nie zdążyłeś mi o tym wspomnieć.-podała mi pieniądze, drwiąc ze mnie.-Jeszcze mleko.
Wyszedłem z domu kompletnie oszołomiony. Zaraz, zaraz… Czyli znów wróciłem do szkoły i rodzinnego miasta? A co z trasą? Co z zespołem? Coś tu się nie zgadza.
-Który dzisiaj?-w trakcie zakupów zagaiłem do kasjerki.
-Drugi kwietnia.
-Mam na myśli rok.
-2008… Zanik pamięci?
-Nie! Nie… Ja po prostu… To taka ankieta.
-Może cię zmartwię, ale podejrzewam, że każdy odpowie tak samo…
Zmieszany wybiegłem na zewnątrz. 2008… Czyli, że cofnąłem się w czasie o 5 lat? A co z One Direction? A co z Harrym? Klapnąłem na pobliskiej ławce. Właśnie wtedy moim oczom ukazał się Li.
-Liam! Liam, stój!-darłem się jak opętany.
-Skąd znasz moje imię?
-Jak to? Jesteśmy przyjaciółmi! Będziemy przyjaciółmi…
-Nie szukam nowych znajomości. Śpieszę się.
Przeraziłem się. Co ja mam robić? Najgorsze jest to, że nawet nie wiem, co się działo zanim poszedłem spać. Odniosłem zakupy dla mamy i postanowiłem jeszcze się przejść. Nie. Nie uwierzyłem w to co zobaczyłem. Niall i Zayn. Idą razem, śmiejąc się. Zagrodziłem im drogę.
-To wy się znacie?! Okłamaliście mnie! Okłamaliście cały świat!
Brak odzewu. Po prostu mnie minęli, twierdząc, że uciekłem z psychiatryka.
- Kiedy się poznaliście?!-nie poddawałem się.
-W grudniu popołudniu.-cięta riposta Horana powaliła mnie z nóg.
W mgnieniu oka wsiedli do jakiegoś auta i tyle ich widziałem. Skoro oni tu są, to musi coś oznaczać. Robią sobie jaja? Bez przesady, chyba sprzedawczyni by w tym nie uczestniczyła… Po za tym, to ja zawsze wkręcam ludzi.
    Przechadzając się po parku, ujrzałem Stylesa. Siedział na ławce i chyba na kogoś czekał.
-Błagam, powiedz, że mnie znasz!
-Znam cię.-rzekł zabawnym tonem, na co odetchnąłem z ulgą.
-Uff, nareszcie. Wracamy do domu?
-O czym ty mówisz, koleś?
-Ale… Przecież przed chwilą… Sam powiedziałeś, że mnie znasz!
-Bo o to prosiłeś. Zresztą skąd mamy się znać?
-Jak to? Z X Fac… Ze szkoły!-poprawiłem się, przypominając sobie datę.
-Ymm… Nie. Nie poznaje cię.
-Proszę, wytęż umysł, na pewno musisz mnie pamiętać.-mówiłem rozpaczliwym tonem.-Chłopak w paskach. Bezczelny. Może ci zaśpiewam?
-Daj mi spokój!
-Hazz, proszę… Masz tatuaż, pełno tatuaży… To znaczy będziesz miał… Proszę…-po pewnym czasie po policzku spłynęła mi pierwsza łza.
Wtedy zza drzew wyłonili się chłopcy i ludzie z kamerami.
-Prima Aprilis!
O nie…
_____________________________________________________________

Tak, wiem, przeginam. Ale to przez:
Po 1. prawie w ogóle nie zostawiacie komentarzy i nie mam żadnej motywacji do spięcia dupy
Po 2. urządzam imprezę-niespodziankę dla przyjaciółki
Co do tego. Mam prośbę.
Robię filmik gdzie ludzie składają jej życzenia, ale jestem tępą dzidą i wszystko mi się usunęło ;c
Więc jeśli ktoś znalazł by minutę na nagranie jak mówi 'wszystkiego najlepszego Amanda' to byłabym bardzo, bardzo, ale to bardzo wdzięczna. No i odwdzięczę się.
Jak by coś to mój e-mail: gwiazdka309@wp.pl
Wiem, że przypałowy, ale cicho.
Błagam, pomóżcie. To na pewno wywoła łzy szczęścia na jej smutnej twarzy...