niedziela, 17 lutego 2013

37. Będziesz sikać w nocy.


    Obudził mnie szepczący coś Malik.
-Pobudka… Halo… Kochanie…
-Pięć minut.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Zrywam z tobą.
-Nie! Wstawaj, bo samoloty nam odlecą!
-Zostań ze mną.
-Ugh… Wiesz, że nie mogę, ale niedługo się zobaczymy.
    Lotnisko byłoby prawie puste, gdyby nie fani. Więc time to say goodbye? Po wypiciu kawy byłam już mniej zaspana, ale gdy uwiesiłam się na Zaynie jak koala, nie chciałam z niego zejść.
-Nie zostawiaj mnie…
-Nie płacz… Jesteś już dużą dziewczynką.
-Nieprawda! Zimno tu…
Okrył mnie swoją ulubioną bejsbolówką. Wtedy damski głos wyczytał przez megafon nazwiska chłopców.
-Nienawidzę tej baby!-stwierdziłam zła, a Zay się zaśmiał.
-Muszę iść... Daj buzi.-musnął moje usta i pobiegli razem w stronę samolotu…
-Wrócą…-pocieszała mnie Chris. Ona jest silna, więc ja też będę.
    Niedługo siedziałyśmy już w hotelu. Christina miała szczęście, bo akurat dziś w Lizbonie jest mini kurs gotowania. Rady jakiegoś tam mistrza… I znów sama. Hm. Najpierw przejrzałam pocztę. Menadżerka, wysłała mi e-maila, gdzie cytowała Cher Lloyd! Ona chciała nagrać ze mną duet! Ze mną! Cher! Tak, ta Cher której plakat wisiał u mnie w pokoju! I ona do mnie napisała! Omg… Wow… Po prostu… Wow!
Napisałam SMS-a do Malika.
„Skype?”
Po chwili był dostępny.
-Hej, kochanie… Wyspałaś się w samolocie?
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Cher chce nagrać ze mną piosenkę!
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Więc zakładam, że nie zaśniesz przez następne 69 lat i będziesz jechać na kawie!
-Kocham cię.-zaśmiałam się.-Kawa jest przynajmniej lepsza niż fajki!
-Ale jak człowiek oddycha miłością ma zdrowsze płuca…
-Ale kombinujesz…
-Wcale nie! Po prostu cię kocham!-wysłał mi całusa w powietrzu.
-Kłamiesz…
-Jakby to nie była prawda to skąd bym wiedział na przykład to, że musisz często obcinać paznokcia palca lewej stopy? Tego drugiego, licząc od lewej. Bo ci źle rośnie.
-Skąd to wiesz?-spytałam, mając oczy jak spodki.
-To właśnie miłość.
-A ja też coś o tobie wiem…
-Co?
-Jak śpisz, a ja szczypie cię w tyłek, to śpiewasz.-wybuchnęliśmy śmiechem.
-Przepraszam, a jak to odkryłaś?
-Magia miłości kochanie.
Wtedy zobaczyłam nagiego Harrego w tle. Gdy zorientował się, że Malik z kimś gada, krzyknął i się schował.
-Twitcam?-pytał z przerażeniem.
-Jest spoko Hazz.-krzyknęłam do niego i zaśmiałam się z miny mojego chłopaka.
-Ja kończę zboczeńcu!-pożegnał się z lekkim uśmiechem.
-Że niby ja?
    Niedługo po naszej rozmowie wróciła Chris. Weszła do łazienki i chyba wymiotowała…
-Czym cię tam zatruli?-zapytałam, kiedy położyła się obok mnie na łóżku.
-Nie wiem… Nieważne.
-A może… Ty jesteś w ciąży!
-Ta, rób składkę na spacerówkę…
-Ej, na pewno nic ci nie jest?
-Na pewno! Idź się lepiej przygotować na jakiś koncert…
-Co się dzieje?-byłam już zirytowana.
-Przepraszam, ale nie mogę polecieć z tobą do Grecji i Chorwacji. Zobaczymy się w Ameryce, dobrze?
-Wracasz do Londynu?
-Rodzice mają jakąś okrągłą rocznice ślubu…
Ok. Załóżmy, że wierze, że wszystko jest dobrze… Ale czy oni nie pobrali się w wakacje?

*Liam*
    Po koncercie w Tokio musieliśmy od razu wsiąść do tourbusa. To było straszne bo nie mieliśmy nawet siły na wejście do niego.
-Dawno dawno temu, za siedmioma górami, rzekami i tak dalej, był ogromny zamek…-dzisiaj bajkę na dobranoc opowiadał Loui.-Nie było tam królewny, tylko czterech braci i jeden obojnak.
-Zayn dla ścisłości.-wtrącił Hazz.
-Dokładnie. Pewnego dnia chcieli pójść do TESCO, ale po drodze zjadł ich potwór. Obmyślali jak wydostać się z jego paszczy i Niall wpadł na pomysł, żeby zjeść potwora. I go zjadł. Dobranoc, kocham was.-zakończył jakże wstrząsającą opowieść i wszyscy się położyliśmy do łóżek.
    Ok. 3 w nocy blondynek obudził mnie szturchaniem.
-Co się dzieję?!-zapytałem zdziwiony.
-Miałem koszmar. Mogę z tobą spać?
-Jasne. Nie bój się już. Śpij…
-Wiesz, czasem zastanawiam się co bym zrobił sam, gdyby nie połączyli nas w zespół.-odezwał się po chwilce ciszy.-Zupełnie sam w tym okrutnym świecie złośliwych paparazzich i milionów fanek. Solowe koncerty, samotne podróże… Sam.
-Bo o wiele łatwiej jest wszystko robić z braćmi…-znienacka skomentował Zay.
-Jesteśmy Jacksons 5…-przyłączył się Harry i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Awww. Kocham was!-zamiałczał Lou, zeskoczył z łóżka i położył się na mnie i Horanie w ramach uścisku. Pozostała dwójka poszła w jego ślady. Każdy dzień razem, udowadnia nam, jak ważne jest mieć kochających ludzi przy sobie. I to jest piękne…

*Alice*
    3 dni bez Christiny i przyszedł czas na Amerykę! Mam złe wspomnienia z tym kontynentem, ale skoro tam też są moi fani… Zapierdziel to ja mam niezły na tej trasie, ale Justin o wszystkim pomyślał i zaprosił nas wieczorem do klubu.
-Chris za 15 minut wychodzimy!-krzyknęłam, kończąc make-up.
-Pójdziesz sama. Wolę poleżeć…
-Co z tobą? Kilka minut temu tak chciałaś iść potańczyć…
-Idź. Jus już pewnie czeka.
-Daj spokój. Wolę zostać z tobą. A jak ci się polepszy to przecież możemy poimprezować w pokoju…-uśmiechnęłam się lekko i odwołałam wyjście.
Starałam się ukryć to jak bardzo się bałam. Bałam się, bo wiedziałam, że coś jej jest. Po za tym, nie wiedziałam gdzie była, kiedy rzekomo odwiedzała Londyn…
    Mój ostatni koncert tej trasy. Kto wie, może zaśpiewam jeszcze przed następną. Może następna będzie lepsza, bo na tej nie miałam czasu nawet wyskoczyć potańczyć. Na każdej kartce kalendarza miałam zapisane inne miasto i musiałam się sztywno tego trzymać. Mimo, że te dni przeleciały mi niesamowicie szybko, nigdy ich nie zapomnę. Spotkałam tyle zajebistych osób które mnie kochają, kochają moją muzykę… Pragną mnie po prostu przytulić lub powiedzieć „cześć”. Stali się częścią dla mnie bardzo ważni. I teraz wyjdę zaśpiewać dla nich jak najlepiej potrafię!
-Witaj Nowy Yorku!-krzyknęłam. Już byłam w swoim prywatnym niebie. Gdzie aniołami byli oni.
    Huh, nareszcie w domu! Koncerty miałam prawie codziennie, żeby mieć jak najwięcej czasu na naukę. Pragnę zaliczyć ten rok i wierzę, że się uda. Chris jest u rodziców, a ja sama w tym wielkim domu… Dostałam weny i postanowiłam to wykorzystać. Usiadłam z zeszytem na bujanym fotelu w salonie. Czegoś tu brakuje… Kominek! Nie raz to robiłam, a przynajmniej patrzyłam jak Alex to robi… Może się uda? Włożyłam drewno, rozpaliłam… Ups. Wypadło na podłogę. Pożar tak z deka… Gdzie tu może być gaśnica? Hmm… Zadzwoniłam do Malika, nie odbierał. Czemu ten ogień musi się tak szybko rozprzestrzeniać? Nareszcie ją znalazłam i ugasiłam dom czym prędzej. Trochę im zjarałam panele… Ale nawet nieźle mi poszło. Może zostanę strażakiem?
    Za godzinę siedziałam w pociągu do Manchesteru. Tam będzie mi się najlepiej uczyć i przy okazji poznam nowego kochasia mamy… Nagle Zay zadzwonił do mnie na Skype.
-Hej, kochanie. Czemu dzwoniłaś do mnie 69 razy?
-Cześć. Chciałam zapytać gdzie gaśnica… Jak tam trasa? Jesteś bardzo zmęczony?
-Po co była ci gaśnica?
-No bo wróciłam do domu i chciałam sobie rozpalić w kominku. I trochę mi to wyszło spod kontroli… Ale już jest okej.
-Co?!
-Spaliłaś nam dom?-zobaczyłam gołego Niallera.
-Czy wy tam ciągle chodzicie nadzy?-zaśmiałam się.
-Nie zmieniaj tematu! Była straż?-mój chłopak naprawdę się wściekł.
-Spokojnie… Sama dałam sobie radę. Podłoga obok kominka troszeczkę ucierpiała. Ale jak wrócicie nie będzie śladu…
-Mogłaś tam spłonąć żywcem i nikt by nawet nie mógł ci pomóc!
-Dlaczego tak na mnie krzyczysz?-spytałam smutno.-Chciałam tylko popatrzeć na ogień, żeby wyszła dobra piosenka…
-Pomogło?
-Będzie hicior!
-Dobrze, ale nie patrz więcej na ogień, bo będziesz sikać w nocy, kochanie…-zaśmiał się uroczo.
____________________________________________________________

PRZE-PRA-SZAM. Obiecałam że w ferie ponadrabiam i rozdziały bd 2 razy w tygodniu a tym czasem co? Pojawia sie dopiero po 2 tyg. Szmata ze mnie xd. Sorry, ale w ferie musiałam jechać do babci. Nie chcę żeby siedziała sama w wielkim domu...
Nie wiem jak to będzie z tymi rozdziałami. Teraz mam przypływ weny ale z kolei organizuje przyjecie-niespodzianke i nie mam za wiele czasu. Czas pokaże.
A jak tam wasze ferie? c;

7 komentarzy:

  1. ciekawy rozział, bardzo mi się podoba.
    hahahahaha wszyscy goli chodzą w domu,chciałabym tam mieszkać xD
    czekam na nowy,pisz szybko <3

    OdpowiedzUsuń
  2. *__* jednym słowem to po prostu... KOCHAM CIĘ I TWE ZACNE OPOWIADANIE!! <3 *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. A moje ferie w Zakopcu spoko! ;) Rozdział fantastyczny i naprawdę Cię uwielbiam! <33 czekam na nn i zapraszam do komentowania u mnie http://never-ending-story-of-me-and-1D.blogspot.com/
    Pozdrawiam ciepło o przysałam buziaczki i całuski! :* xDDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział :3
    Ferie.. Hmm Ujdzie :D
    Zapraszam :
    nasza-przygoda-z-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. haha ;D Alice i te jej pomysły <3
    Świetny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. to jest super. strasznie lubię tego bloga. pierwsze rozdziały były nie za dobre ale z czasem się poprawiłaś i teraz idzie ci to po prostu świetnie.! Bosz.. kocham , kocham, kocham. <3 pisz dalej dziewczyno. Proszęęęęę...! ;*
    pozdrawiam Weronika;*

    OdpowiedzUsuń