sobota, 2 lutego 2013

36. Valentine's day!

*Alice*
    Staliśmy jakiś czas w bezruchu. Nawet nie potrafię określić ile minęło. Czułam się tak bezpiecznie, znowu…
-Nie płacz już…-zaśmiał się krótko, nie rozluźniając ani trochę uścisku.
-Dobrze. Liam, możesz wyjść już z krzaków i wyłączyć kamerę…-otarłam łzy, uśmiechając się lekko.
-No co? Dla wnuków będzie…-podszedł do nas ze śmiechem.-No to dobranoc. Widzimy się jutro...
My za to ruszyliśmy do bryczki z pięknymi, białymi końmi… Jak z bajki.
-Zapraszam.-otworzył mi drzwiczki i podał rękę. Przed wejściem musnęłam go leciutko w usta.
Tak, tego mi brakowało. Kiedy już jechaliśmy wieczornymi uliczkami Paryża, cały czas mi się przyglądał.
-No przestań się wreszcie gapić!
-Nie.
-Tak.
-Nie, nie zabronisz mi.
-Zabronię! Podaj trzy sensowne argumenty, to dostaniesz pozwolenie.
-Po pierwsze-jesteś śliczna. Po drugie, nie mogę uwierzyć w moje szczęście…
-A po trzecie?
-Kocham cię.
Powóz gwałtownie się zatrzymał.
-Dotarliśmy.-zawiadomił ‘kierowca’.
Staliśmy przed jakimś hotelem, nawet nie ogarnęłam kiedy wjechaliśmy windą na samą górę. Pokój wyglądał magicznie-wszędzie płatki róż i świeczki. Usiadłam na łóżku. Mam się z nim teraz kochać? Dopiero co się zeszliśmy nawet jeszcze normalnie go nie pocałowałam, bo… Jakoś mi tak dziwnie… Położył się obok mnie.
-Byłaś świetna na koncercie wczoraj!-przerwał ciszę, chwaląc mnie.
-Byłeś?-uśmiechnęłam się szeroko.
-Jasne…
Znów cisza. Opadłam głową na jego brzuch.
-Your hand fits in mine like it’s made just for me…-kolejny raz się odezwał.
-But bear this in mind it was meant to be…-kontynuowałam.
    Jakiś czas później miałam wrażenie, że usnął, więc ruszyłam bezszelestnie do łazienki i napuściłam pełną wannę wody. Po wejściu zamknęłam oczy. Cały czas miałam w głowie głos Zayna kiedy śpiewał pod wierzą Eiffla, ze świecą w ręku, tą piosenkę. Tak bardzo go kocham… Nagle gwałtownie się ocknęłam, bo drzwi otworzyły się.
-Spokojnie, to tylko ja. Sprawdzam co robisz…-tłumaczył się nerwowo.-Może jak skończysz, masz ochotę na francuskiego szampana?
-Może wypijmy go tutaj?-moje słowa zawisły w powietrzu i miałam wrażenie, że echo mnie przedrzeźnia. Jeszcze niedawno to było dla nas takie… normalne. Pocałunek. Nagość. Seks. Po prostu. Pobiegł po butelkę oraz kieliszki i usiadł obok wanny. Nie o to mi chodziło. Nalał nam, zmoczyłam w tym usta. Dłużej nie wytrzymałam. Podniosłam się, chwyciłam za jego koszulę i delikatnie cmoknęłam w usta. Drugi raz. W końcu przekształciło się to w prawdziwy, namiętny pocałunek. Nasz pocałunek…

*Louis*
    Te walentynki będą naprawdę dziwne. Ja chcę zrobić niespodziankę Harremu a on mi. Ciekawe co z tego wyjdzie… Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Styles’a.
-Kochanie, zbieraj się, mieliśmy wcześnie wyjść!
-Disneyland ci nie ucieknie! Za to ja mogę…
-Biegam szybciej od Ciebie!-zaśmiał się, na co ja prychnąłem.-Prawda boli.
A teraz to już dostał z poduszki.
-Ciebie boli!-teraz ja chichotałem.
    Gdy wreszcie udało nam się wyjść z pokoju, okazało się, że windy są chwilowo niedostępne.
-Że co?-jęknąłem.
-Schudniesz przynajmniej!-poklepał mnie po brzuchu i pierwszy zaczął zbiegać schodami. Moja komórka zaczęła dzwonić. Zay.
-Halo?
-Cześć, wiesz…-zaczął, ale dalej go nie słuchałem. Usłyszałem huk, więc natychmiast pobiegłem zobaczyć co się stało.
-Harry! Wszystko w porządku?
-No tak… Prawie…
-Co się stało?-byłem zdenerwowany i sam nie wiedziałem co robić.
-A jak myślisz?
Pomogłem mu się podnieść i usiąść.
-Uderzyłeś się w głowę?
-Trochę… I chyba mam coś z kostką…
Natychmiastowo chwyciłem go w ramiona.
-Jedziemy do szpitala.
-Zwariowałeś? Jak tak wyjdziemy to wiesz co będzie. Do tego dziś walentynki…
-Wiesz gdzie mam teraz tych wszystkich ludzi?
Kiedy wyszliśmy do recepcji, zaśmiał się.
-Może jednak jakoś sam pójdę?
-To ma być kochana i romantyczna akcja ratunkowa, zamknij się!-szepnąłem mu.
-Oh zaraz się dowiem, że ten cały wypadek to prezent walentynkowy dla mnie.
-Zamknij się!-powtórzyłem się ze śmiechem i wpakowałem go do taksówki.
    Po chwili byliśmy na miejscu. Uprzedziło nas wielu paparazzi… Ja za to jak gdyby nigdy nic podniosłem go i ruszyłem po pomoc. Czułem się wolny. Tak jakbym wykrzyczał całemu światu „To mój chłopak, kocham go najbardziej na świecie!”. Niestety nie było to aż tak szalone, ale dla dziennikarzy była mała różnica.
    Właściwie od razu wzięli go na jakieś prześwietlenia, czy coś. Zostałem sam. Sam na niewygodnym, szpitalnym krzesełku, z telefonem, który powiadamiał o coraz to nowych nieodebranych. Napisałem tylko do menadżera, żeby przysłał jakąś ochronę i wyłączyłem smartfona.
    Sytuacja skłoniła mnie do pewnych przemyśleń na temat życia. Po co mam udawać kogoś, kim nie jestem? To cholernie męczące… Ale w końcu tym światem rządzi kasa i tylko to się liczy. Nie ma uczuć… Miłość czy fani? Najtrudniejszy wybór na świecie. Zresztą to nie mój wybór, tylko ludzi z którymi podpisuje idiotyczne umowy. Może czas coś zmienić? Może to jest dobry dzień, aby się zatrzymać i zastanowić się który kierunek wybrać. Wspólnie. Bo to ma być nasz jeden kierunek…
    Po jakimś czasie ujrzałem radosnego Harrego, idącego o kulach.
-Wracamy do pokoju? Bo nie wiem czy dam radę wejść na jakąś kolejkę…
-Jak to? Wypuścili cię? Tak bez niczego?
-Naciągnąłem ich, bo dziś walentynki…
-Huh, sprytnie. Ale czy na pewno nie powinieneś tu zostać?
-W zasadzie miałem tylko podejrzenie wstrząsu mózgu i skręciłem sobie kostkę. Nic wielkiego.
Pośpiesznie udaliśmy się do hotelu, aby Curly mógł trochę odpocząć
-Możesz mi wytłumaczyć z czego się tak śmiejesz?-spytałem go, kiedy rozsiedliśmy się na łóżku.
-M.in. ze wzroku tych wszystkich ludzi, kiedy niosłeś mnie na rękach.
Uśmiechnąłem się, wyobrażając to sobie.
-Bardzo cię boli?
-Spadłem ze schodów, więc właściwie jestem cały poobijany. Ale da się przeżyć… Gdzie dzwonisz?
-Odwołać wszystko co zaplanowałem.-westchnąłem, a on znów chichotał.-Co znowu?
-To, że zaplanowaliśmy tyle rzeczy, a w końcu spędzimy dzień oglądając francuskie seriale…
-Ty przynajmniej umiesz francuski.
-Mogę ci tłumaczyć…
    Już piąty odcinek Sióstr Margueritte. Nigdy nie lubiłem seriali, ale ten mnie bardzo wciągnął. Może to ze względu na obecność Hazzy…
-Dlaczego płaczesz Viviane? Marco ze mną zerwał. Co? Okazało się, że jest gejem…-cały czas Harry dzielnie tłumaczył mi na angielski.
-Kitujesz.
-Był gejem.-znów zaczął się śmiać. Podniósł się i wyłączył telewizor.-Już mam dosyć tej telewizji. Ty nie?
-Ja po prostu kocham twój głos.-uśmiechnąłem się.
-To mogę ci coś zaśpiewać, na przykład.

Oooh I love you, I love you, I love youu!
I love your eyes and arms and hands.
I love your little toe, and more more more
But I love the most your nose
Becauseeeeeeeeeeeeee
It is nice?

Skończył, ukłonił się i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Chwycił moją twarz dłońmi i pocałował mnie namiętnie. Drugi raz… Następnie składał małe pocałunki na mojej szyi, zaczął robić malinki…
-Styles, nie sądzisz, że dziś nie jesteś w pełni sprawny?
-Oh zamknij się…

7 komentarzy:

  1. Laaary<3
    Jak zwykle zajebisty rozdział, z humorem i wogóle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha, świetny! Uhh, Larryyyy... :') xd
    Czekam na następny, niesamowicie piszesz! <3

    P.S. Twój blog został nominowany do Liebster Awards! ;)

    http://like-in-a-dream-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Larry <3 jak słodko *.*
    świetny,zajebisty,boski i nie wiem jaki jeszcze.
    zakochałam sie *____*
    pisz szybko nowy.
    zapraszam do mnie: http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeee! Dałaś Larrego i za to Cię kocham! <333 Ogólnie świetny walentynkowy rozdział. :* Czekam na następny! Wszystkich serdecznie zapraszam do siebie ---> never-ending-story-of-me-and-1D.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Heej! ;3 Nominowałam Cię do The Liebster Awards! <33 Więcej informacji znajdziesz tu -> http://never-ending-story-of-me-and-1d.blogspot.com/p/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominowałam Cię do The Versatily Blogger! ;3 Informacje znajdziesz u mnie na http://never-ending-story-of-me-and-1d.blogspot.com/p/blog-page_9.html <33

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do The Varsatile Blogger. Więcej na http://the-story-of-us-one-direction-girls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń