niedziela, 17 lutego 2013

The Versatile Blogger

Hi. Znów kolejne nominacje? Czego to ludzie nie wymyślą... ;p
Każdy nominowany powinien:

  • podziękować nominującemu na jego blogu
  • pokazać nagrodę The Versatile Blogger
  • ujawnić 7 faktów dot. siebie
  • nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
  • poinformować o tym fakcie nominowanych bloggerów


Więc dzięki za nagrodę:

od Julia K., Stylesowe i Klaudia Julia.

Fakty about me:

1. Nienawidzę coca-coli
2. Kocham książki, to mój żywioł
3. Niesamowicie jara mnie nauka języków obcych ;p Chciałabym mówić przede wszystkim po angielsku i hiszpańsku. A potem się zobaczy xd #jestęszalonąpoliglotką
4. Zrobiłam z mojego rocznego brata BoyDirectioner c;
5. Pstrykam o czwarty palec
6. Chodzę do szkoły z adminkami z 1DPL ;o xd
7. Choruję na Cherofobię (nie, to nic od Cher Lloyd ;p). Chodzi w tym o to, że jak jestem szczęśliwa to się boję i wiem, że zaraz wszystko się spieprzy.

Nominowani:

1. http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/
2. http://never-ending-story-of-me-and-1d.blogspot.com
3. http://the-story-of-us-one-direction-girls.blogspot.com/
4. http://like-in-a-dream-one-direction.blogspot.com/
5. http://viam-vitae.blogspot.com
6. http://twinkle-in-eye.blogspot.com/
7. http://mysecretsaresecret.blogspot.com/
8. http://dream-of-another-life.blogspot.com/
9. http://youaremywonderwallxx.blogspot.com/
10. http://aleksandra-r.blogspot.com/

Dzięki jeszcze raz za nominacje c;

37. Będziesz sikać w nocy.


    Obudził mnie szepczący coś Malik.
-Pobudka… Halo… Kochanie…
-Pięć minut.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Zrywam z tobą.
-Nie! Wstawaj, bo samoloty nam odlecą!
-Zostań ze mną.
-Ugh… Wiesz, że nie mogę, ale niedługo się zobaczymy.
    Lotnisko byłoby prawie puste, gdyby nie fani. Więc time to say goodbye? Po wypiciu kawy byłam już mniej zaspana, ale gdy uwiesiłam się na Zaynie jak koala, nie chciałam z niego zejść.
-Nie zostawiaj mnie…
-Nie płacz… Jesteś już dużą dziewczynką.
-Nieprawda! Zimno tu…
Okrył mnie swoją ulubioną bejsbolówką. Wtedy damski głos wyczytał przez megafon nazwiska chłopców.
-Nienawidzę tej baby!-stwierdziłam zła, a Zay się zaśmiał.
-Muszę iść... Daj buzi.-musnął moje usta i pobiegli razem w stronę samolotu…
-Wrócą…-pocieszała mnie Chris. Ona jest silna, więc ja też będę.
    Niedługo siedziałyśmy już w hotelu. Christina miała szczęście, bo akurat dziś w Lizbonie jest mini kurs gotowania. Rady jakiegoś tam mistrza… I znów sama. Hm. Najpierw przejrzałam pocztę. Menadżerka, wysłała mi e-maila, gdzie cytowała Cher Lloyd! Ona chciała nagrać ze mną duet! Ze mną! Cher! Tak, ta Cher której plakat wisiał u mnie w pokoju! I ona do mnie napisała! Omg… Wow… Po prostu… Wow!
Napisałam SMS-a do Malika.
„Skype?”
Po chwili był dostępny.
-Hej, kochanie… Wyspałaś się w samolocie?
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Cher chce nagrać ze mną piosenkę!
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Więc zakładam, że nie zaśniesz przez następne 69 lat i będziesz jechać na kawie!
-Kocham cię.-zaśmiałam się.-Kawa jest przynajmniej lepsza niż fajki!
-Ale jak człowiek oddycha miłością ma zdrowsze płuca…
-Ale kombinujesz…
-Wcale nie! Po prostu cię kocham!-wysłał mi całusa w powietrzu.
-Kłamiesz…
-Jakby to nie była prawda to skąd bym wiedział na przykład to, że musisz często obcinać paznokcia palca lewej stopy? Tego drugiego, licząc od lewej. Bo ci źle rośnie.
-Skąd to wiesz?-spytałam, mając oczy jak spodki.
-To właśnie miłość.
-A ja też coś o tobie wiem…
-Co?
-Jak śpisz, a ja szczypie cię w tyłek, to śpiewasz.-wybuchnęliśmy śmiechem.
-Przepraszam, a jak to odkryłaś?
-Magia miłości kochanie.
Wtedy zobaczyłam nagiego Harrego w tle. Gdy zorientował się, że Malik z kimś gada, krzyknął i się schował.
-Twitcam?-pytał z przerażeniem.
-Jest spoko Hazz.-krzyknęłam do niego i zaśmiałam się z miny mojego chłopaka.
-Ja kończę zboczeńcu!-pożegnał się z lekkim uśmiechem.
-Że niby ja?
    Niedługo po naszej rozmowie wróciła Chris. Weszła do łazienki i chyba wymiotowała…
-Czym cię tam zatruli?-zapytałam, kiedy położyła się obok mnie na łóżku.
-Nie wiem… Nieważne.
-A może… Ty jesteś w ciąży!
-Ta, rób składkę na spacerówkę…
-Ej, na pewno nic ci nie jest?
-Na pewno! Idź się lepiej przygotować na jakiś koncert…
-Co się dzieje?-byłam już zirytowana.
-Przepraszam, ale nie mogę polecieć z tobą do Grecji i Chorwacji. Zobaczymy się w Ameryce, dobrze?
-Wracasz do Londynu?
-Rodzice mają jakąś okrągłą rocznice ślubu…
Ok. Załóżmy, że wierze, że wszystko jest dobrze… Ale czy oni nie pobrali się w wakacje?

*Liam*
    Po koncercie w Tokio musieliśmy od razu wsiąść do tourbusa. To było straszne bo nie mieliśmy nawet siły na wejście do niego.
-Dawno dawno temu, za siedmioma górami, rzekami i tak dalej, był ogromny zamek…-dzisiaj bajkę na dobranoc opowiadał Loui.-Nie było tam królewny, tylko czterech braci i jeden obojnak.
-Zayn dla ścisłości.-wtrącił Hazz.
-Dokładnie. Pewnego dnia chcieli pójść do TESCO, ale po drodze zjadł ich potwór. Obmyślali jak wydostać się z jego paszczy i Niall wpadł na pomysł, żeby zjeść potwora. I go zjadł. Dobranoc, kocham was.-zakończył jakże wstrząsającą opowieść i wszyscy się położyliśmy do łóżek.
    Ok. 3 w nocy blondynek obudził mnie szturchaniem.
-Co się dzieję?!-zapytałem zdziwiony.
-Miałem koszmar. Mogę z tobą spać?
-Jasne. Nie bój się już. Śpij…
-Wiesz, czasem zastanawiam się co bym zrobił sam, gdyby nie połączyli nas w zespół.-odezwał się po chwilce ciszy.-Zupełnie sam w tym okrutnym świecie złośliwych paparazzich i milionów fanek. Solowe koncerty, samotne podróże… Sam.
-Bo o wiele łatwiej jest wszystko robić z braćmi…-znienacka skomentował Zay.
-Jesteśmy Jacksons 5…-przyłączył się Harry i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Awww. Kocham was!-zamiałczał Lou, zeskoczył z łóżka i położył się na mnie i Horanie w ramach uścisku. Pozostała dwójka poszła w jego ślady. Każdy dzień razem, udowadnia nam, jak ważne jest mieć kochających ludzi przy sobie. I to jest piękne…

*Alice*
    3 dni bez Christiny i przyszedł czas na Amerykę! Mam złe wspomnienia z tym kontynentem, ale skoro tam też są moi fani… Zapierdziel to ja mam niezły na tej trasie, ale Justin o wszystkim pomyślał i zaprosił nas wieczorem do klubu.
-Chris za 15 minut wychodzimy!-krzyknęłam, kończąc make-up.
-Pójdziesz sama. Wolę poleżeć…
-Co z tobą? Kilka minut temu tak chciałaś iść potańczyć…
-Idź. Jus już pewnie czeka.
-Daj spokój. Wolę zostać z tobą. A jak ci się polepszy to przecież możemy poimprezować w pokoju…-uśmiechnęłam się lekko i odwołałam wyjście.
Starałam się ukryć to jak bardzo się bałam. Bałam się, bo wiedziałam, że coś jej jest. Po za tym, nie wiedziałam gdzie była, kiedy rzekomo odwiedzała Londyn…
    Mój ostatni koncert tej trasy. Kto wie, może zaśpiewam jeszcze przed następną. Może następna będzie lepsza, bo na tej nie miałam czasu nawet wyskoczyć potańczyć. Na każdej kartce kalendarza miałam zapisane inne miasto i musiałam się sztywno tego trzymać. Mimo, że te dni przeleciały mi niesamowicie szybko, nigdy ich nie zapomnę. Spotkałam tyle zajebistych osób które mnie kochają, kochają moją muzykę… Pragną mnie po prostu przytulić lub powiedzieć „cześć”. Stali się częścią dla mnie bardzo ważni. I teraz wyjdę zaśpiewać dla nich jak najlepiej potrafię!
-Witaj Nowy Yorku!-krzyknęłam. Już byłam w swoim prywatnym niebie. Gdzie aniołami byli oni.
    Huh, nareszcie w domu! Koncerty miałam prawie codziennie, żeby mieć jak najwięcej czasu na naukę. Pragnę zaliczyć ten rok i wierzę, że się uda. Chris jest u rodziców, a ja sama w tym wielkim domu… Dostałam weny i postanowiłam to wykorzystać. Usiadłam z zeszytem na bujanym fotelu w salonie. Czegoś tu brakuje… Kominek! Nie raz to robiłam, a przynajmniej patrzyłam jak Alex to robi… Może się uda? Włożyłam drewno, rozpaliłam… Ups. Wypadło na podłogę. Pożar tak z deka… Gdzie tu może być gaśnica? Hmm… Zadzwoniłam do Malika, nie odbierał. Czemu ten ogień musi się tak szybko rozprzestrzeniać? Nareszcie ją znalazłam i ugasiłam dom czym prędzej. Trochę im zjarałam panele… Ale nawet nieźle mi poszło. Może zostanę strażakiem?
    Za godzinę siedziałam w pociągu do Manchesteru. Tam będzie mi się najlepiej uczyć i przy okazji poznam nowego kochasia mamy… Nagle Zay zadzwonił do mnie na Skype.
-Hej, kochanie. Czemu dzwoniłaś do mnie 69 razy?
-Cześć. Chciałam zapytać gdzie gaśnica… Jak tam trasa? Jesteś bardzo zmęczony?
-Po co była ci gaśnica?
-No bo wróciłam do domu i chciałam sobie rozpalić w kominku. I trochę mi to wyszło spod kontroli… Ale już jest okej.
-Co?!
-Spaliłaś nam dom?-zobaczyłam gołego Niallera.
-Czy wy tam ciągle chodzicie nadzy?-zaśmiałam się.
-Nie zmieniaj tematu! Była straż?-mój chłopak naprawdę się wściekł.
-Spokojnie… Sama dałam sobie radę. Podłoga obok kominka troszeczkę ucierpiała. Ale jak wrócicie nie będzie śladu…
-Mogłaś tam spłonąć żywcem i nikt by nawet nie mógł ci pomóc!
-Dlaczego tak na mnie krzyczysz?-spytałam smutno.-Chciałam tylko popatrzeć na ogień, żeby wyszła dobra piosenka…
-Pomogło?
-Będzie hicior!
-Dobrze, ale nie patrz więcej na ogień, bo będziesz sikać w nocy, kochanie…-zaśmiał się uroczo.
____________________________________________________________

PRZE-PRA-SZAM. Obiecałam że w ferie ponadrabiam i rozdziały bd 2 razy w tygodniu a tym czasem co? Pojawia sie dopiero po 2 tyg. Szmata ze mnie xd. Sorry, ale w ferie musiałam jechać do babci. Nie chcę żeby siedziała sama w wielkim domu...
Nie wiem jak to będzie z tymi rozdziałami. Teraz mam przypływ weny ale z kolei organizuje przyjecie-niespodzianke i nie mam za wiele czasu. Czas pokaże.
A jak tam wasze ferie? c;

sobota, 2 lutego 2013

36. Valentine's day!

*Alice*
    Staliśmy jakiś czas w bezruchu. Nawet nie potrafię określić ile minęło. Czułam się tak bezpiecznie, znowu…
-Nie płacz już…-zaśmiał się krótko, nie rozluźniając ani trochę uścisku.
-Dobrze. Liam, możesz wyjść już z krzaków i wyłączyć kamerę…-otarłam łzy, uśmiechając się lekko.
-No co? Dla wnuków będzie…-podszedł do nas ze śmiechem.-No to dobranoc. Widzimy się jutro...
My za to ruszyliśmy do bryczki z pięknymi, białymi końmi… Jak z bajki.
-Zapraszam.-otworzył mi drzwiczki i podał rękę. Przed wejściem musnęłam go leciutko w usta.
Tak, tego mi brakowało. Kiedy już jechaliśmy wieczornymi uliczkami Paryża, cały czas mi się przyglądał.
-No przestań się wreszcie gapić!
-Nie.
-Tak.
-Nie, nie zabronisz mi.
-Zabronię! Podaj trzy sensowne argumenty, to dostaniesz pozwolenie.
-Po pierwsze-jesteś śliczna. Po drugie, nie mogę uwierzyć w moje szczęście…
-A po trzecie?
-Kocham cię.
Powóz gwałtownie się zatrzymał.
-Dotarliśmy.-zawiadomił ‘kierowca’.
Staliśmy przed jakimś hotelem, nawet nie ogarnęłam kiedy wjechaliśmy windą na samą górę. Pokój wyglądał magicznie-wszędzie płatki róż i świeczki. Usiadłam na łóżku. Mam się z nim teraz kochać? Dopiero co się zeszliśmy nawet jeszcze normalnie go nie pocałowałam, bo… Jakoś mi tak dziwnie… Położył się obok mnie.
-Byłaś świetna na koncercie wczoraj!-przerwał ciszę, chwaląc mnie.
-Byłeś?-uśmiechnęłam się szeroko.
-Jasne…
Znów cisza. Opadłam głową na jego brzuch.
-Your hand fits in mine like it’s made just for me…-kolejny raz się odezwał.
-But bear this in mind it was meant to be…-kontynuowałam.
    Jakiś czas później miałam wrażenie, że usnął, więc ruszyłam bezszelestnie do łazienki i napuściłam pełną wannę wody. Po wejściu zamknęłam oczy. Cały czas miałam w głowie głos Zayna kiedy śpiewał pod wierzą Eiffla, ze świecą w ręku, tą piosenkę. Tak bardzo go kocham… Nagle gwałtownie się ocknęłam, bo drzwi otworzyły się.
-Spokojnie, to tylko ja. Sprawdzam co robisz…-tłumaczył się nerwowo.-Może jak skończysz, masz ochotę na francuskiego szampana?
-Może wypijmy go tutaj?-moje słowa zawisły w powietrzu i miałam wrażenie, że echo mnie przedrzeźnia. Jeszcze niedawno to było dla nas takie… normalne. Pocałunek. Nagość. Seks. Po prostu. Pobiegł po butelkę oraz kieliszki i usiadł obok wanny. Nie o to mi chodziło. Nalał nam, zmoczyłam w tym usta. Dłużej nie wytrzymałam. Podniosłam się, chwyciłam za jego koszulę i delikatnie cmoknęłam w usta. Drugi raz. W końcu przekształciło się to w prawdziwy, namiętny pocałunek. Nasz pocałunek…

*Louis*
    Te walentynki będą naprawdę dziwne. Ja chcę zrobić niespodziankę Harremu a on mi. Ciekawe co z tego wyjdzie… Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Styles’a.
-Kochanie, zbieraj się, mieliśmy wcześnie wyjść!
-Disneyland ci nie ucieknie! Za to ja mogę…
-Biegam szybciej od Ciebie!-zaśmiał się, na co ja prychnąłem.-Prawda boli.
A teraz to już dostał z poduszki.
-Ciebie boli!-teraz ja chichotałem.
    Gdy wreszcie udało nam się wyjść z pokoju, okazało się, że windy są chwilowo niedostępne.
-Że co?-jęknąłem.
-Schudniesz przynajmniej!-poklepał mnie po brzuchu i pierwszy zaczął zbiegać schodami. Moja komórka zaczęła dzwonić. Zay.
-Halo?
-Cześć, wiesz…-zaczął, ale dalej go nie słuchałem. Usłyszałem huk, więc natychmiast pobiegłem zobaczyć co się stało.
-Harry! Wszystko w porządku?
-No tak… Prawie…
-Co się stało?-byłem zdenerwowany i sam nie wiedziałem co robić.
-A jak myślisz?
Pomogłem mu się podnieść i usiąść.
-Uderzyłeś się w głowę?
-Trochę… I chyba mam coś z kostką…
Natychmiastowo chwyciłem go w ramiona.
-Jedziemy do szpitala.
-Zwariowałeś? Jak tak wyjdziemy to wiesz co będzie. Do tego dziś walentynki…
-Wiesz gdzie mam teraz tych wszystkich ludzi?
Kiedy wyszliśmy do recepcji, zaśmiał się.
-Może jednak jakoś sam pójdę?
-To ma być kochana i romantyczna akcja ratunkowa, zamknij się!-szepnąłem mu.
-Oh zaraz się dowiem, że ten cały wypadek to prezent walentynkowy dla mnie.
-Zamknij się!-powtórzyłem się ze śmiechem i wpakowałem go do taksówki.
    Po chwili byliśmy na miejscu. Uprzedziło nas wielu paparazzi… Ja za to jak gdyby nigdy nic podniosłem go i ruszyłem po pomoc. Czułem się wolny. Tak jakbym wykrzyczał całemu światu „To mój chłopak, kocham go najbardziej na świecie!”. Niestety nie było to aż tak szalone, ale dla dziennikarzy była mała różnica.
    Właściwie od razu wzięli go na jakieś prześwietlenia, czy coś. Zostałem sam. Sam na niewygodnym, szpitalnym krzesełku, z telefonem, który powiadamiał o coraz to nowych nieodebranych. Napisałem tylko do menadżera, żeby przysłał jakąś ochronę i wyłączyłem smartfona.
    Sytuacja skłoniła mnie do pewnych przemyśleń na temat życia. Po co mam udawać kogoś, kim nie jestem? To cholernie męczące… Ale w końcu tym światem rządzi kasa i tylko to się liczy. Nie ma uczuć… Miłość czy fani? Najtrudniejszy wybór na świecie. Zresztą to nie mój wybór, tylko ludzi z którymi podpisuje idiotyczne umowy. Może czas coś zmienić? Może to jest dobry dzień, aby się zatrzymać i zastanowić się który kierunek wybrać. Wspólnie. Bo to ma być nasz jeden kierunek…
    Po jakimś czasie ujrzałem radosnego Harrego, idącego o kulach.
-Wracamy do pokoju? Bo nie wiem czy dam radę wejść na jakąś kolejkę…
-Jak to? Wypuścili cię? Tak bez niczego?
-Naciągnąłem ich, bo dziś walentynki…
-Huh, sprytnie. Ale czy na pewno nie powinieneś tu zostać?
-W zasadzie miałem tylko podejrzenie wstrząsu mózgu i skręciłem sobie kostkę. Nic wielkiego.
Pośpiesznie udaliśmy się do hotelu, aby Curly mógł trochę odpocząć
-Możesz mi wytłumaczyć z czego się tak śmiejesz?-spytałem go, kiedy rozsiedliśmy się na łóżku.
-M.in. ze wzroku tych wszystkich ludzi, kiedy niosłeś mnie na rękach.
Uśmiechnąłem się, wyobrażając to sobie.
-Bardzo cię boli?
-Spadłem ze schodów, więc właściwie jestem cały poobijany. Ale da się przeżyć… Gdzie dzwonisz?
-Odwołać wszystko co zaplanowałem.-westchnąłem, a on znów chichotał.-Co znowu?
-To, że zaplanowaliśmy tyle rzeczy, a w końcu spędzimy dzień oglądając francuskie seriale…
-Ty przynajmniej umiesz francuski.
-Mogę ci tłumaczyć…
    Już piąty odcinek Sióstr Margueritte. Nigdy nie lubiłem seriali, ale ten mnie bardzo wciągnął. Może to ze względu na obecność Hazzy…
-Dlaczego płaczesz Viviane? Marco ze mną zerwał. Co? Okazało się, że jest gejem…-cały czas Harry dzielnie tłumaczył mi na angielski.
-Kitujesz.
-Był gejem.-znów zaczął się śmiać. Podniósł się i wyłączył telewizor.-Już mam dosyć tej telewizji. Ty nie?
-Ja po prostu kocham twój głos.-uśmiechnąłem się.
-To mogę ci coś zaśpiewać, na przykład.

Oooh I love you, I love you, I love youu!
I love your eyes and arms and hands.
I love your little toe, and more more more
But I love the most your nose
Becauseeeeeeeeeeeeee
It is nice?

Skończył, ukłonił się i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Chwycił moją twarz dłońmi i pocałował mnie namiętnie. Drugi raz… Następnie składał małe pocałunki na mojej szyi, zaczął robić malinki…
-Styles, nie sądzisz, że dziś nie jesteś w pełni sprawny?
-Oh zamknij się…