piątek, 25 stycznia 2013

35. Aux Champs-Elysées...


Jeśli masz pół minutki to proszę o przeczytanie notki pod postem.

    Ploty, ploty, ploty… Zaczęłam być ‘fejmys’ jak byłam z Malikiem. Nikt jakoś nie miał wątpliwości, co do mojej wierności. Teraz z każdym próbują mnie zeswatać! Nawet z kasjerem w TESCO! Porządniejsi kasjerzy, mówią, że to nie prawda, a cwaniaczki, które dopiero co zaczęły pracę i jeszcze wyjadają orzeszki ze snicersów, niestety nie zawsze.
    Teraz w mojej trasie przyszedł czas na Polskę-kraj, który nie jest odwiedzany przez wielu artystów, ale podobno fani są najlepsi. Tak mówił Jackson, wierzę mu. Kiedy byłam na lotnisku, Li do mnie zadzwonił.
-Jak tam? Sorry za Niallera ostatnio…
-To je Horan, tego nie ogarniesz…-westchnęłam, uśmiechając się lekko na wspomnienie Irlandczyka.
-Gdzie jesteś?
-W Polsce. O jakaś laska ma na bluzce wasze ryje…
-Pozdrów ją.
-Liam cię pozdrawia!-krzyknęłam do niej wskazując na telefon.
-Nie długo mamy wolne. Spotykamy się?
-Liaś, to walentynki, a my wtedy będziemy w Paryżu… Uciekam se na koniec świata…
Rozłączyłam się, a kontem oka zauważyłam jak wnoszą do karetki pozdrowioną dziewczynę.
    Po zostawieniu bagaży w pokoju, poszłyśmy do Starbucksa. Podeszły do nas jakieś dziewczyny.
-Hej. Mamy do was wielką prośbę. Mogłybyście przekazać to chłopcom?-pokazały na ładnie zapakowaną paczkę.
-Siadajcie. Co to?-zagaiła moja przyjaciółka.
Mega szczęśliwe dziewczyny usiadły i zaczęły nam opowiadać.
-Ale z nich pizdy!-krzyknęłam, wysłuchując ich do końca. Miałam na uwadze oczywiście naszych przyjaciół.
-Niestety, ale to nie oni ustalają trasy.-dodała Christina.
-Bez przesady! Mają przecież coś do powiedzenia… A co jest w paczce?-ciekawiłam się.
-Hmm… Szelki, lusterko, maskotka żółwik, przepisy polskie, biało-czerwone spineczki do włosów… Po za tym jakieś filmiki itd…
-Byłyście kiedyś na ich koncercie? Jak jest?-zapytała niespodziewanie druga z dziewczyn.
-Niektórzy mdleli… Ja akurat cały przeryczałam. Jednym słowem zajebiście.
-Dokładnie. Na koncercie każda z tych piosenek brzmi naprawdę magicznie…-dopełniła moją wypowiedź Chris.
Na koniec chciały autograf i zdjęcie. Dziwne spotkanie…
    Pokręciłyśmy się troszkę po galerii handlowej, a potem moja BFF wybyła do sypialni, żeby pogadać sam na sam z Horanem... Szkoda mi ich. Właściwie to przeze mnie, nie są teraz razem. Normalnie, leciałaby z nim… Ja za to zajęłam się płaczem. To zwyczajna depresja. Tęsknota. A najgorsza to taka która będzie trwać wiecznie, bo to za czym tęsknimy, już nie wróci. Właściwie to człowiek może się przyzwyczaić... Czy jestem zdolna przyzwyczaić się do braku JEGO? Chwyciłam telefon. Automatycznie wpisałam znak, po którym miałam rozmawiać z Zaynem. W porę kliknęłam rozłącz. Ok, Harry był moją następną ofiarą.
-Cześć Lenka. Coś pilnego?
-Uhh. Sorry, przeszkadzam?
-Nie, po prostu jestem z BooBearem na kolacji.
-Mam tylko jedno pytanko. Jesteś moim przyjacielem?
-Nie płacz, weź się w garść i koncertuj, zamiast latać po mieście, bo coraz więcej plot o tobie. Kocham cię. Loui twierdzi, że on też, ale oboje wiemy, że…
-On kocha tylko ciebie.-przerwałam mu, śmiejąc się.
-Dokładnie! Soł widzimy się niedługo i nie uciekaj na żaden koniec świata.
    Po skajpajowaniu z blondynkiem, moja BFF zastała mnie zapłakaną na sofie.
-Leć do niego.
-Co?
-Do swojego chłopaka. Nie chcę was rozdzielać.
-Uh, proszę cię, daj już spokój, bo nie wytrzymam! Nie jestem tu, bo jest mi żal, że jesteś sama, tylko dlatego, że zawsze chciałam podróżować z moją najlepszą przyjaciółką!-wydarła się i przytuliła mnie na pocieszenie.
*13 luty, Paryż, Chris*
    Paryż. Miasto nawet niezłe, najlepsza jest ta słynna wieża. Eiffla. Kiedy Alice przygotowywała się do koncertu, ja się nieźle nudziłam. Nagle rozbrzmiała moja komórka.
-Dzień dobry Christino!
-Witam panie Malik.
-Mam prośbę. Niech Lena będzie jutro pod wieżą Eiffla. O 20.
-Ou! Serio?-ucieszyłam się jak nigdy.-Ale dlaczego tak późno? Do 20 to ona sobie jakiegoś francuza zhaczy.
-Zobaczysz. Po za tym, to część twojego zadania.
    Następnego dnia miała fatalny nastrój. Gdy poszłam pod prysznic, ktoś zapukał do łazienki i wszedł. Myślałam, że to ona chce się pomalować, więc to olałam. Wyciągnęłam rękę po ręcznik i ktoś mi go podał. Wyszłam.
-Cześć Niall…-rzuciłam przelotnie.-Aaaa!-skoczyłam na niego z pocałunkami. Jednak po chwili zaczęłam go bić.-Spieprzaj zboczeńcu! Jak się ubiorę to pogadamy!
-Kocham cię.
Ogarnęłam się pospiesznie i wyszłam zobaczyć co z Leną.
-Ej. Gdzie się wybierasz?
-Za dużo miłości. Idę się pociąć jogurtem naturalnym, żeby umrzeć na łonie natury…-westchnęła.
Wyszliśmy w zasadzie zaraz po niej.
-Co dziś robimy?
-Kocham cię.
-Wyraża więcej niż 1000 słów…-prychnęłam, a on zasłonił mi oczy opaską.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się w chyba już opuszczonej kuchni.
-Co my tu robimy?
Zamiast normalnie ze mną rozmawiać mówił do mnie tylko ‘kocham cię’ lub śpiewał piosenki o miłości. Tylko gdzie w tym komunikacja?
-Robimy kolacje?-zapytał.
-Dobra, ale gotujesz z gołą klatą.
-Co?
-Haha dobrze słyszałeś.-jednym ruchem zdjął polo.-W końcu Directioners też się coś od życia należy!-zaśmiałam się i zaczęłam mu robić zdjęcia.
-W takim razie ty też!-znalazłam się przy ścianie, a on zagrodził mi drogę.
-Ale ja nie mam fanów.
-Ja jestem twoim fanem…-wyznał i pocałował mnie w policzek.
-Awww, to słodkie… I tak się nie rozbiorę!-krzyknęłam i pobiegłam do lodówki.-Ołkej. To co? Pizza?
-Jasne.
Mieliśmy dobrą zabawę, jak przy każdym wspólnym gotowaniu. Przy robieniu sosu, Nialler mnie nim ochlapał.
-O nie! Nie ujdzie ci to na sucho!
Złapałam go i łyżką wsmarowałam mu na brzucho napis ‘SEX OR NOT SEX?’.
-No to teraz idź tak na ulicę!
-Ej! Ale co ty mi napisałaś?
-Ym. Że jesteś z Irlandii…
Serio?-zaśmiał się, patrząc w lustro.-Zimno tu.
W końcu podszedł do mnie i zaczął czule całować.
-Ale pizza…
-Sama tego chciałaś!
Podsadził mnie na blat i ściągnęłam pozostałości jego ubrań.
-Nie będzie ci zbyt zimno?-pytał troskliwie przed rozebraniem mnie.
-Jak mnie przytulisz, to nie.
*Jakiś czas później*
    Pizza była już prawie gotowa i wtedy przypomniałam sobie o mojej przyjaciółce. Pośpiesznie do niej zadzwoniłam.
-Yyy... Gdzie jesteś?
-Na lotnisku. Wrócę za kilka dni. Albo może zobaczymy się od razu w Mediolanie...
-Jak to? Gdzie ty chcesz lecieć?
-Słuchaj, potrzebuje mojego kubka z gorącą herbatą na moim parapecie, w moim pokoju.
-Manchester? Ale serio?
-Musze kończyć, zaraz mam odprawę.-rozłączyła się.
-Horan, lotnisko, szybko!
-Ale pizza...
-Wyłączaj piekarnik i jedziemy! Musimy zatrzymać samolot!
-Łatwiej będzie zatrzymać Alice...
-Mój pomysł będzie w lepszym stylu! Dzwoń do Obamy, czy coś!

*Alice*
Właśnie wchodziłam do samolotu, ale nagle ktoś podbiegł i zaczął coś krzyczeć.
-Ta pani nie leci.-przekazał dziwny typek, stewardessie
-Lece.
-Nigdzie pani nie leci.
-Niby dlaczego?
-Pan Obama sobie nie życzy.
-Ale ja sobie życzę! Chcę do domu!
-Samolot nie ruszy, póki pani stąd nie odejdzie.
-Ugh. Oj, mamy do pogadania Baraczku...
Poddałam się i podążałam za tym dziwakiem. To chyba był ochroniarz. Nagle Nris wybiegli mi na przeciw.
-No co ty odstawiasz. Prawie zatrzymaliśmy lot.
-JA prawie zatrzymałem lot.
-Bo ja ci kazałam.
-Och, nie kłóćcie się. A Barack...
-Tak, to kit. Christina chciała to zrobić w wielkim stylu.-zakpił ze mnie Niall.
-Za 15 minut musimy być pod wierzą Eiffla. Biegiem!
Cudem zaciągnęliśmy tam Lenę.
-Ale na co ja mam tu czekać?! Zimno mi!
-A popatrz jakie to ładne tak z bliska.-starał się mnie zagadać Irlandczyk.
-Dobra, powiedz jej prawdę...-jęknęła Chris.
-Liam robi niespodziankę Dan. Musimy jej pomóc. Usiądź sobie na tej ławce, a my pójdziemy tam i jak przyjdzie czas, zaczniemy nagrywać.
-A moja rola to...?
-Danielle myśli, że idzie na spotkanie z tobą. Zagadasz ją chwilę i przyjdzie Li. Rozumiesz?-tłumaczyła mi przyjaciółka.
-Taak...-nie byłam za bardzo przekonana, ale siadłam na ławeczce.

*Zayn*
    Siedziała tam. Wyglądała jak dziewczynka z zapałkami, marznąca i obsypana białym puchem. Do tego oświetlał ją lekki blask lampy… Tylko co teraz? Nie planowałem co jej powiem… Stwierdziłem, że jakoś pójdzie. Miałem świeczkę, którą właśnie zapaliłem i po prostu zacząłem śpiewać.

Je m'baladais sur l'avenue le cœur ouvert à l'inconnu
J'avais envie de dire bonjour à n'importe qui
N'importe qui et ce fut toi, je t'ai dit n'importe quoi
Il suffisait de te parler, pour t'apprivoiser

Aux Champs-Elysées, aux Champs-Elysées
Au soleil, sous la pluie, à midi ou à minuit
Il y a tout ce que vous voulez aux Champs-Elysées

(kawałek francuskiej piosenki http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=M4C6cqo4EjY ooo InterMarche. Na pewno znacie c;)
Zwrotkę śpiewałem a’capella, a na refren dołączyła do mnie jakaś mini orkiestra, z ulicznych grajków. I jestem jej za to naprawdę wdzięczny, bo zdumiewająco dobrze wyszło, jak na spontana. Kiedy skończyłem koncertować przed wierzą Eiffla, ona zdążyła do mnie podejść. Klęknąłem przed nią, cały czas ściskając świeczkę.
-Kocham cię najbardziej na świecie.-popatrzyłem głęboko w jej szklane oczy.-Przepraszam za wszystko, wrócisz do mnie?
-Znowu nie masz szalika, przeziębisz się…-uśmiechnęła się lekko, a po jej bladym policzku popłynęła pierwsza łza.
Chyba chciała żebym ją przytulił. Tak też zrobiłem.
-Nie puszczaj mnie nigdy więcej…-szepnęła mi do ucha.
______________________________________________________________________
Nie wiem czy jest sens dalej to pisać. Wydaje mi się, że prawie nikt nie czyta, bo są śladowe ilości komentarzy. Co prawda nie molestuje was, pisząc np. 10 kom=następny rozdział, ale przynajmniej wtedy wiedziałabym, że ktoś czyta. Nie wiem sama co robić... Z boku ankieta...
PS. Ciągle robie EDIT w poście Libster Awards.

14 komentarzy:

  1. Awww słodki fajnie że do siebie wrócili czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy jest sens pisania? odpowiem ci JEST!
    A co do rozdziału, to boski
    "Pan Obama sb nie życzy" serio? nie ma co jest wielki styl ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej ale cudowny rozdział, ale się ciesze, że do siebie wrócili!! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Że niby prawie nikt tego nie czyta?! Dziewczyno to co piszesz to jest po prostu BOSKIE. Czekałam na ten rozdział i się doczekałam, jezu jak ja to czytam to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać xD I proszę nie kończ tego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej no co ty! :D Czytamy to! :3 Super rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana świetnie ci to wychodzi, nie przestawaj pisać :)
    A co do rozdziału to jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. super, i jest sens pisanie dalej nie przestawają.
    ojojojojoj*.*
    oni wrócili do siebie, to takie słodkie,nie mogłam się już doczekać.
    pisz szybko nowy.
    zapraszam do mnie: http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. pisz następny;)
    faajny rozdział i wogóle faajny ten twój bloog ;**♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  10. http://fifi1d.blogspot.com
    Zapraszam na opowiadanie moje i mojej kumpeli :)

    OdpowiedzUsuń
  11. *___* pisz dalej!!!... ja to ciągle czytam i zaglądam codziennie sprawdzać czy nie ma nowego rozdziału ( uzależnienie :P ) <3 masz po co to pisać bo masz talent!!... :* a z niektórych tekstów to tak się śmieję że spadam z krzesła.. :P "Pan Obama sobie nie życzy" rozwalasz system kobieto.. :D <3 a jeżeli przestaniesz pisać to ja no normalnie nie wiem co ci zrobię ( pewnie nic... albo nawiedzę cię w snach... nie umiem tego ale się nauczę :P )... :D " potnę się jogurtem naturalnym żeby umrzeć na łonie natury" :D i będziesz mieć wyrzuty sumienia... :D <3 :D :* więc pisz dalej bo to jest świetne!!! :* <3 Pozdrawiam Nata :* <3

    OdpowiedzUsuń
  12. oczywiście, że jest sens dalszego pisania tego opowiadania :D
    jest cudowne!
    no i wrócili do siebie *.* suuper :D
    przepraszam że nie komentowałam regularnie.
    czekam na kolejny :)
    :*

    nominowała cię do The Versatile Blogger, więcej u mnie pod rozdziałem 38 :)

    OdpowiedzUsuń