piątek, 25 stycznia 2013

35. Aux Champs-Elysées...


Jeśli masz pół minutki to proszę o przeczytanie notki pod postem.

    Ploty, ploty, ploty… Zaczęłam być ‘fejmys’ jak byłam z Malikiem. Nikt jakoś nie miał wątpliwości, co do mojej wierności. Teraz z każdym próbują mnie zeswatać! Nawet z kasjerem w TESCO! Porządniejsi kasjerzy, mówią, że to nie prawda, a cwaniaczki, które dopiero co zaczęły pracę i jeszcze wyjadają orzeszki ze snicersów, niestety nie zawsze.
    Teraz w mojej trasie przyszedł czas na Polskę-kraj, który nie jest odwiedzany przez wielu artystów, ale podobno fani są najlepsi. Tak mówił Jackson, wierzę mu. Kiedy byłam na lotnisku, Li do mnie zadzwonił.
-Jak tam? Sorry za Niallera ostatnio…
-To je Horan, tego nie ogarniesz…-westchnęłam, uśmiechając się lekko na wspomnienie Irlandczyka.
-Gdzie jesteś?
-W Polsce. O jakaś laska ma na bluzce wasze ryje…
-Pozdrów ją.
-Liam cię pozdrawia!-krzyknęłam do niej wskazując na telefon.
-Nie długo mamy wolne. Spotykamy się?
-Liaś, to walentynki, a my wtedy będziemy w Paryżu… Uciekam se na koniec świata…
Rozłączyłam się, a kontem oka zauważyłam jak wnoszą do karetki pozdrowioną dziewczynę.
    Po zostawieniu bagaży w pokoju, poszłyśmy do Starbucksa. Podeszły do nas jakieś dziewczyny.
-Hej. Mamy do was wielką prośbę. Mogłybyście przekazać to chłopcom?-pokazały na ładnie zapakowaną paczkę.
-Siadajcie. Co to?-zagaiła moja przyjaciółka.
Mega szczęśliwe dziewczyny usiadły i zaczęły nam opowiadać.
-Ale z nich pizdy!-krzyknęłam, wysłuchując ich do końca. Miałam na uwadze oczywiście naszych przyjaciół.
-Niestety, ale to nie oni ustalają trasy.-dodała Christina.
-Bez przesady! Mają przecież coś do powiedzenia… A co jest w paczce?-ciekawiłam się.
-Hmm… Szelki, lusterko, maskotka żółwik, przepisy polskie, biało-czerwone spineczki do włosów… Po za tym jakieś filmiki itd…
-Byłyście kiedyś na ich koncercie? Jak jest?-zapytała niespodziewanie druga z dziewczyn.
-Niektórzy mdleli… Ja akurat cały przeryczałam. Jednym słowem zajebiście.
-Dokładnie. Na koncercie każda z tych piosenek brzmi naprawdę magicznie…-dopełniła moją wypowiedź Chris.
Na koniec chciały autograf i zdjęcie. Dziwne spotkanie…
    Pokręciłyśmy się troszkę po galerii handlowej, a potem moja BFF wybyła do sypialni, żeby pogadać sam na sam z Horanem... Szkoda mi ich. Właściwie to przeze mnie, nie są teraz razem. Normalnie, leciałaby z nim… Ja za to zajęłam się płaczem. To zwyczajna depresja. Tęsknota. A najgorsza to taka która będzie trwać wiecznie, bo to za czym tęsknimy, już nie wróci. Właściwie to człowiek może się przyzwyczaić... Czy jestem zdolna przyzwyczaić się do braku JEGO? Chwyciłam telefon. Automatycznie wpisałam znak, po którym miałam rozmawiać z Zaynem. W porę kliknęłam rozłącz. Ok, Harry był moją następną ofiarą.
-Cześć Lenka. Coś pilnego?
-Uhh. Sorry, przeszkadzam?
-Nie, po prostu jestem z BooBearem na kolacji.
-Mam tylko jedno pytanko. Jesteś moim przyjacielem?
-Nie płacz, weź się w garść i koncertuj, zamiast latać po mieście, bo coraz więcej plot o tobie. Kocham cię. Loui twierdzi, że on też, ale oboje wiemy, że…
-On kocha tylko ciebie.-przerwałam mu, śmiejąc się.
-Dokładnie! Soł widzimy się niedługo i nie uciekaj na żaden koniec świata.
    Po skajpajowaniu z blondynkiem, moja BFF zastała mnie zapłakaną na sofie.
-Leć do niego.
-Co?
-Do swojego chłopaka. Nie chcę was rozdzielać.
-Uh, proszę cię, daj już spokój, bo nie wytrzymam! Nie jestem tu, bo jest mi żal, że jesteś sama, tylko dlatego, że zawsze chciałam podróżować z moją najlepszą przyjaciółką!-wydarła się i przytuliła mnie na pocieszenie.
*13 luty, Paryż, Chris*
    Paryż. Miasto nawet niezłe, najlepsza jest ta słynna wieża. Eiffla. Kiedy Alice przygotowywała się do koncertu, ja się nieźle nudziłam. Nagle rozbrzmiała moja komórka.
-Dzień dobry Christino!
-Witam panie Malik.
-Mam prośbę. Niech Lena będzie jutro pod wieżą Eiffla. O 20.
-Ou! Serio?-ucieszyłam się jak nigdy.-Ale dlaczego tak późno? Do 20 to ona sobie jakiegoś francuza zhaczy.
-Zobaczysz. Po za tym, to część twojego zadania.
    Następnego dnia miała fatalny nastrój. Gdy poszłam pod prysznic, ktoś zapukał do łazienki i wszedł. Myślałam, że to ona chce się pomalować, więc to olałam. Wyciągnęłam rękę po ręcznik i ktoś mi go podał. Wyszłam.
-Cześć Niall…-rzuciłam przelotnie.-Aaaa!-skoczyłam na niego z pocałunkami. Jednak po chwili zaczęłam go bić.-Spieprzaj zboczeńcu! Jak się ubiorę to pogadamy!
-Kocham cię.
Ogarnęłam się pospiesznie i wyszłam zobaczyć co z Leną.
-Ej. Gdzie się wybierasz?
-Za dużo miłości. Idę się pociąć jogurtem naturalnym, żeby umrzeć na łonie natury…-westchnęła.
Wyszliśmy w zasadzie zaraz po niej.
-Co dziś robimy?
-Kocham cię.
-Wyraża więcej niż 1000 słów…-prychnęłam, a on zasłonił mi oczy opaską.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się w chyba już opuszczonej kuchni.
-Co my tu robimy?
Zamiast normalnie ze mną rozmawiać mówił do mnie tylko ‘kocham cię’ lub śpiewał piosenki o miłości. Tylko gdzie w tym komunikacja?
-Robimy kolacje?-zapytał.
-Dobra, ale gotujesz z gołą klatą.
-Co?
-Haha dobrze słyszałeś.-jednym ruchem zdjął polo.-W końcu Directioners też się coś od życia należy!-zaśmiałam się i zaczęłam mu robić zdjęcia.
-W takim razie ty też!-znalazłam się przy ścianie, a on zagrodził mi drogę.
-Ale ja nie mam fanów.
-Ja jestem twoim fanem…-wyznał i pocałował mnie w policzek.
-Awww, to słodkie… I tak się nie rozbiorę!-krzyknęłam i pobiegłam do lodówki.-Ołkej. To co? Pizza?
-Jasne.
Mieliśmy dobrą zabawę, jak przy każdym wspólnym gotowaniu. Przy robieniu sosu, Nialler mnie nim ochlapał.
-O nie! Nie ujdzie ci to na sucho!
Złapałam go i łyżką wsmarowałam mu na brzucho napis ‘SEX OR NOT SEX?’.
-No to teraz idź tak na ulicę!
-Ej! Ale co ty mi napisałaś?
-Ym. Że jesteś z Irlandii…
Serio?-zaśmiał się, patrząc w lustro.-Zimno tu.
W końcu podszedł do mnie i zaczął czule całować.
-Ale pizza…
-Sama tego chciałaś!
Podsadził mnie na blat i ściągnęłam pozostałości jego ubrań.
-Nie będzie ci zbyt zimno?-pytał troskliwie przed rozebraniem mnie.
-Jak mnie przytulisz, to nie.
*Jakiś czas później*
    Pizza była już prawie gotowa i wtedy przypomniałam sobie o mojej przyjaciółce. Pośpiesznie do niej zadzwoniłam.
-Yyy... Gdzie jesteś?
-Na lotnisku. Wrócę za kilka dni. Albo może zobaczymy się od razu w Mediolanie...
-Jak to? Gdzie ty chcesz lecieć?
-Słuchaj, potrzebuje mojego kubka z gorącą herbatą na moim parapecie, w moim pokoju.
-Manchester? Ale serio?
-Musze kończyć, zaraz mam odprawę.-rozłączyła się.
-Horan, lotnisko, szybko!
-Ale pizza...
-Wyłączaj piekarnik i jedziemy! Musimy zatrzymać samolot!
-Łatwiej będzie zatrzymać Alice...
-Mój pomysł będzie w lepszym stylu! Dzwoń do Obamy, czy coś!

*Alice*
Właśnie wchodziłam do samolotu, ale nagle ktoś podbiegł i zaczął coś krzyczeć.
-Ta pani nie leci.-przekazał dziwny typek, stewardessie
-Lece.
-Nigdzie pani nie leci.
-Niby dlaczego?
-Pan Obama sobie nie życzy.
-Ale ja sobie życzę! Chcę do domu!
-Samolot nie ruszy, póki pani stąd nie odejdzie.
-Ugh. Oj, mamy do pogadania Baraczku...
Poddałam się i podążałam za tym dziwakiem. To chyba był ochroniarz. Nagle Nris wybiegli mi na przeciw.
-No co ty odstawiasz. Prawie zatrzymaliśmy lot.
-JA prawie zatrzymałem lot.
-Bo ja ci kazałam.
-Och, nie kłóćcie się. A Barack...
-Tak, to kit. Christina chciała to zrobić w wielkim stylu.-zakpił ze mnie Niall.
-Za 15 minut musimy być pod wierzą Eiffla. Biegiem!
Cudem zaciągnęliśmy tam Lenę.
-Ale na co ja mam tu czekać?! Zimno mi!
-A popatrz jakie to ładne tak z bliska.-starał się mnie zagadać Irlandczyk.
-Dobra, powiedz jej prawdę...-jęknęła Chris.
-Liam robi niespodziankę Dan. Musimy jej pomóc. Usiądź sobie na tej ławce, a my pójdziemy tam i jak przyjdzie czas, zaczniemy nagrywać.
-A moja rola to...?
-Danielle myśli, że idzie na spotkanie z tobą. Zagadasz ją chwilę i przyjdzie Li. Rozumiesz?-tłumaczyła mi przyjaciółka.
-Taak...-nie byłam za bardzo przekonana, ale siadłam na ławeczce.

*Zayn*
    Siedziała tam. Wyglądała jak dziewczynka z zapałkami, marznąca i obsypana białym puchem. Do tego oświetlał ją lekki blask lampy… Tylko co teraz? Nie planowałem co jej powiem… Stwierdziłem, że jakoś pójdzie. Miałem świeczkę, którą właśnie zapaliłem i po prostu zacząłem śpiewać.

Je m'baladais sur l'avenue le cœur ouvert à l'inconnu
J'avais envie de dire bonjour à n'importe qui
N'importe qui et ce fut toi, je t'ai dit n'importe quoi
Il suffisait de te parler, pour t'apprivoiser

Aux Champs-Elysées, aux Champs-Elysées
Au soleil, sous la pluie, à midi ou à minuit
Il y a tout ce que vous voulez aux Champs-Elysées

(kawałek francuskiej piosenki http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=M4C6cqo4EjY ooo InterMarche. Na pewno znacie c;)
Zwrotkę śpiewałem a’capella, a na refren dołączyła do mnie jakaś mini orkiestra, z ulicznych grajków. I jestem jej za to naprawdę wdzięczny, bo zdumiewająco dobrze wyszło, jak na spontana. Kiedy skończyłem koncertować przed wierzą Eiffla, ona zdążyła do mnie podejść. Klęknąłem przed nią, cały czas ściskając świeczkę.
-Kocham cię najbardziej na świecie.-popatrzyłem głęboko w jej szklane oczy.-Przepraszam za wszystko, wrócisz do mnie?
-Znowu nie masz szalika, przeziębisz się…-uśmiechnęła się lekko, a po jej bladym policzku popłynęła pierwsza łza.
Chyba chciała żebym ją przytulił. Tak też zrobiłem.
-Nie puszczaj mnie nigdy więcej…-szepnęła mi do ucha.
______________________________________________________________________
Nie wiem czy jest sens dalej to pisać. Wydaje mi się, że prawie nikt nie czyta, bo są śladowe ilości komentarzy. Co prawda nie molestuje was, pisząc np. 10 kom=następny rozdział, ale przynajmniej wtedy wiedziałabym, że ktoś czyta. Nie wiem sama co robić... Z boku ankieta...
PS. Ciągle robie EDIT w poście Libster Awards.

niedziela, 20 stycznia 2013

34. Poważna choroba serca.

Menadżerka mówiła, że załatwiła nam najlepszy hotel w mieście. Wnętrze było naprawdę super, ale po podróżach z mamą, nie zrobiło na mnie ogromnego wrażenia. Za to pokój…
-Niewierze…-stwierdziła Chris.
-Uwierz.
-Niewierze!
-Uwierz!
Pora na test łóżka. Dobrze się złożyło, że na MTV puszczali Kiss You. Byłyśmy całe zasapane, ale to nie przeszkodziło w śpiewaniu solówki z Zorro.
-Patrz co puszczają!-próbowała przekrzyczeć plazmę, moja BFF.
-Aaa! Jestem super gwiazdą! Haha! A ty nie-e!-cieszyłam się, widząc Call Me Maybe.
-I do tego bardzo dojrzałą.-dodał mój fryzjer.
-Się puka się!-darłam się, nieprzerywając testu.-Czego?
-Wołają cię na próbę.

Za 2 minuty wchodzę. Na koncert. Swój pierwszy koncert! Aaa! I tam będą moi fani! Ja mam fanów! Aaa! Fangirling (właściwie Idolgirling xd) włączył nam się z Christiną już w samolocie…
-Potrzebujesz czegoś jeszcze?-pytał masażer stóp.
Dobra. Jeszcze nie mam masażera stóp, ale będę miała! Hm. Jedyne czego potrzebuje to hug Zayna, ale tego nie dostanę, bo z nim zerwałam. Bo jestem idiotką. Więc rzuciłam szybkie ‘nie’ w stronę menadżerki i ruszyłam na scenę.

*12 styczeń, Portugalia*
Kolejne dni trasy, kolejne kraje… Po chwili dotarliśmy do przytulnego hotelu i rzuciłam się na łóżko. Sięgnęłam po laptopa. Na TT huczy o urodzinach Zayna. Każda Directioner pisze coś w stylu
„@zaynmalik Wszystkiego najlepszego kochanie! Kocham cię, przybądź do *kraj*!”.
Ale nie ja. Jego była dziewczyna, nie może tak napisać. Jakby spojrzeć na to z boku, to straszne. Directionerka, która była z jednym ze swoich idoli, ale zerwali. Nie wiem co mam do niego czuć. Co powinnam. Napisałam
„Wszystkiego najlepszego @zaynmalik. Dużo miłości. xx”
Po kilki sekundach pojawiła się odpowiedź
„@AliceInWonderland dziękuję xx”.
Tyle w tym miłości co marchewek w Nandos. Jeszcze niedawno miałam nazwę ‘Zorro’s wife’. Teraz zmieniłam na ‘Larry’s child’. Zbyt kontrowersyjne? Mówi się trudno…
-Chris!
-Co?!-wydarła się z łazienki.
-Skombinuj lody czekoladowe, będę ryczeć!
Za ok. 10 minut wbiła do mojego łóżka z lodami i skypem.
-Nie chcę gadać z żadnym facetem! Nigdy!-oznajmiłam, spodziewając się naszych ‘mężulków’ na ekranie.
Zrobili mi skarpetkowy teatrzyk.
-Hej, jestem Louis.
-A ja Harry.
-Lubimy płatki z mlekiem i pokażemy ci jak się je robi.
-Ponoć dzieci też lubicie…-wtrąciłam.
-Milcz. Więc wsypujesz płatki, zalewasz mlekiem i gotowe!
-A najlepsza zabawa jest w tym, że kolejność czynności nie ma znaczenia!
-Skończcie i tak faceci są okropni.
-Przestań! Nie możesz być zdołowana tylko dlatego, że Zay ma urodziny…
-…i pewnie teraz zabawia się z jakimiś panienkami w klubie.-dodał Nialler, który znalazł się tam ni stąd ni zowąd.
Christina zatrzasnęła laptopa i wrzuciła go pod łóżko.
-Dziewczyno, jesteśmy w Portugalii. Czujesz to? Portugalia! Jedzmy te lody i chodźmy na drinka, albo chociaż na spacer!
-Dziś jestem zajęta. Płaczę.
-Bezsensu ta cała szopka z nimi. Gdybyśmy się nie spotkali, dalej byłabyś zwykłą Alice Collins, studentką, dziewczyną gitarzysty…
-Mówisz serio?
-Przemyśl sobie kilka spraw. Sądzisz, że istnieje takie coś jak przeznaczenie? Wszystko mogło być zaplanowane. Oni zmienili całe nasze życie.
-Tak bardzo potrzebowałyśmy zmiany?
-Ty potrzebowałaś…
Racja. Odkryłam, co jest dla mnie w życiu ważniejsze i mniej ważne. I przede wszystkim przekonałam się, że Matt nie był mi przeznaczony...

*Zayn*
Obudziło mnie ‘sto lat’. Chciałem jeszcze pospać, już miałem na nich nakrzyczeć, ale nie jestem aż tak chamski… Zawsze lubiłem spać, ale teraz o wiele częściej to robię. Po prostu każda świadoma sekunda boli. Boli jak cholera. Ona czasem mi się śni, nie lubię tego. A może właśnie tylko to podtrzymuje mnie przy życiu? Kiedy towarzystwo dało mi spokój, udałem się na balkon zapalić. Nałóg powraca, nie jestem wystarczająco silny. Jak to jest, że czasem wyobrażamy sobie, jakby to było bez tej drugiej osoby, ale kiedy odchodzi, jesteśmy w kompletnym szoku? Przecież to nie miało prawa się wydarzyć. Bo niby jakim cudem? A jednak. Ludzie odchodzą, a my musimy codziennie budzić się i zasypiać z ciężarem tęsknoty, która wyżera od środka. Mam nadzieje, że chłopcy nie widzą. Gówno prawda. Liam na 100% wszystko wie. On też kiedyś zerwał z Dan, ale wrócili do siebie. Czy wiedział, że wszystko skończy się dobrze? Nadzieja jednocześnie potrafi przytrzymać przy życiu i zabić...

Aby przestać na chwilę o tym myśleć, wszedłem na TT. Trendy zawalone życzeniami z poszczególnych krajów. Mnóstwo wiadomości. Ale wśród nich ta jedna, której najmniej się spodziewałem.
„Wszystkiego najlepszego @zaynmalik. Dużo miłości. xx”
Wiadomość od NIEJ! Tyle w tym miłości co marchewek w Nandos. Jednakże to i tak dobrze, że cokolwiek napisała. Co ma znaczyć ‘dużo miłości’? Dużo miłości z innymi dziewczynami czy z nią? Obstawiam to pierwsze… Myślałem, że to będą najlepsze urodziny w moim życiu, tymczasem jest na odwrót. Zaraz potem odkryłem, że Christina dodała zdjęcie. Dwa nadgarstki, jej i Alice. Były ‘poświęcone’ moim urodzinom.
-Zay? Dziś twoje święto! Ogarnij się i idziemy. Mamy niespodziankę!-gdyby nie piątka mojego rodzeństwa, trwałbym w stanie wegetatywnym.

Przed snem jeszcze raz sprawdziłem TT. Ktoś życzliwy podesłał mi link. Jakaś plotkarska strona, napisała artykuł o Lenie. Tytuł brzmiał „Alice znalazła pocieszyciela, po zerwaniu z Zaynem. [ZDJĘCIA]”. Tak, bardzo zachęcająco. Pisali, że w jednym z Portugalskich klubów, bawiła się ze swoim nowym chłopakiem. Armanda, poznała ponoć w Skandynawii i przyleciał za nią aż tam. „Teraz cieszą się sobą. Przynajmniej póki piosenkarka nie ucieknie przed nim do innych krajów, dalej realizować trasę!”. Na zdjęciach było widoczne jak się obejmują. Nie było pocałunków. Dobrze, nie wytrzymałbym. Nagle laptop się zatrzasnął.
-Na tej stronie pisali, że podkładam głos do Kaczora Donalda, ale się nie przyznaję, bo wtedy Disney mnie zwolni i ucierpią na tym sieroty z Afryki.-Hazz rozsiadł się obok mnie.
-Zdjęcia nie kłamią.
-Daj spokój! Zdecyduj: albo chcesz z nią być i robisz wszystko, aby ją odzyskać, albo nie chcesz i przestajesz użalać się nad sobą, cierpieć, zaczynając znów normalne życie!-krzyknął w złości.

*Alice*
Po kilku drinkach w klubie na dole, zrobiłyśmy twitcama. Nareszcie trochę luzu. Potańczyłam i zapomniałam o łzach i całym bólu. Niestety, działa to jak zamiatanie okruchów pod dywan. Tego wieczoru elegancko posprzątałam, ale niedługo wyda się, że nie chciało mi się szukać szufelki, zamieść na nią, a paprochy wyrzucić do kosza.

Mimo późnej godziny, po 10 minutach, było już z nami sporo osób. Przeczytałam pierwsze pytanie o Maliku. Ops, teraz się wydało. Wszystkie brudy spod dywanika rozniosły się po domu. Jest naprawdę źle, bo mam alergie na kurz. Właściwie żadne z nas nie potwierdziło jeszcze stuprocentowo, że zerwaliśmy.
-Sprawa wygląda tak… Nie jesteśmy już razem i bardzo proszę nie zadawać pytań na ten temat, bo będę ryczeć. No i kichać!
Tak myślałam. Fani, niezastosowalni się do prośby i zaczęło się pojawiać mnóstwo wiadomości. I każda z nich kuła mnie prosto w serce. A może po prostu to choroba? Ostatnio bardzo często boli… Rozpłakałam się ostatecznie. Jak świetnie, że moja przyjaciółka ma gadane, bo ja nic nie musiałam się odzywać.
-Zayn Malik to przeszłość!-rzekła w końcu.
Ała! To musi być poważny uszczerbek na zdrowiu…
___________________________________________________________

W miejscu akapitów będą na razie po prostu odstępy. I tak jestem z siebie dumna, że trochę już ogarnęłam tego bloggera c; A właśnie, jak nowy wygląd? + kiedy macie ferie i jak zamierzacie wykorzystać ten cudowny czas? ;)

niedziela, 13 stycznia 2013

33. Święta, święta i sylwester!


Święta, święta i po...! Na sylwestra wróciliśmy wszyscy do Londynu, ponieważ w tym roku chłopcy wzięli na siebie odpowiedzialność urządzenia dżamprezy. Co prawda mieliśmy się spotkać w dość małym gronie, ale to tym lepiej. Razem z Niallerem robiła zakupy, więc kupiliśmy wiele ciekawych rzeczy... Typu paluszki rybne z którymi mieliśmy odbyć kąpiel lub granat którego chcieliśmy wysadzić, by odbyć prywatny koniec świata, w 2012.

Goście zaczęli się schodzić, a impreza nieźle rozkręcać! Zaczęły się tańce na stole, a nawet na suficie, w wykonaniu Daddego. O mało się nie zabił, ale pokazał, że Liam Payne z One Direction może wszystko…

Podczas zabawy, Niall nagle zgarnął mnie do kąta. Loui musiał oczywiście poleźć za nami…
-Napuszczam już wody do jacuzzi, a ty idź po zwierzęta.-przekazał i z powrotem zakładając całkiem czarne okulary, pobiegł na górę.
-Ej… Mogę mogę mogę?! Proszeeeeeee!-zaczął krzyczeć Tomlinson.
-Ok…-jęknęłam.
Od razu wskoczyłam do naszego akwarium. Niezła faza…
-Nie rozbierasz się?-spytał zaczepnie BooBear.
-Niee. Ale ty chyba też nie będziesz. Tak całkiem. C’nie?
-Haha jakie przerażenie w oczach!
-Wcale nie!
-To co byś zrobiła gdybym teraz się jednak rozebrał?
-Zatweetowała o tym, dodając zdjęcie.
-Oj, uwierz mi, nie myślałabyś wtedy o zdjęciach…
-Może to sprawdzicie?-śmiał się blondynek, który miał z nas niezłą polewkę.
-Ok, no to zmieniam temat! Ładne bokserki, Niall…
-Coś nie jesteś w tym dobra!
Dalej się ze mnie nabijali, ja za to zanurkowałam, chcąc sobie oszczędzić dalszej, przyjemnej konwersacji…

Po kąpieli, jak gdyby nigdy nic, zeszliśmy cali mokrzy na dół. Nie wzbudziliśmy większych podejrzeń, ponieważ towarzystwo ledwo kojarzyło gdzie jest. Stwierdziliśmy, że przyszedł czas na wysadzenie granatu. Zastanawialiśmy się jak to zrobić. Wpadliśmy na pomysł, że Zayn dokona zniszczenia ludzkości. Ktoś podał mu, z dupy wzięty, megafon, aby zawiadomić wszystkich.
-Obywatele! Rodacy! Więc… Miss mokrego podkoszulka wygrywa… Niall Horan!-krzyknął i rzucił się z pocałunkami na zwycięzcę.
-Okej, Harry. Ty wysadzisz ziemie.-podałam mu owoc.
Nie wiem jak to zrobił, ale roztrzaskał go w drobny mak… Bardziej wstawieni, w tym ja, zaczęli straszliwie piszczeć…

Minutę przed północą wszyscy zeszliśmy się do ogrodu, by podziwiać fajerwerki. Zaczęliśmy odliczanie. 3… 2… Na 1 Zay mnie pocałował! Awww!
-Wszystkiego najlepszego w nowym roku, kochanie!-krzyknął kiedy się ode mnie odkleił.
-Najlepiej rozpoczęty rok w moim życiu!-przyznałam, a kontem oka zauważyłam całującego się Larrego. Na wszelki wypadek postanowiłam odwrócić uwagę wszystkich, zaciągając ich do domu.

Po kilku godzinach zabawy w nowym roku, niektórzy zaczęli się zwijać, a reszta traciła siły więc rozwiązaniem była gra w butelkę.
-Soł. Ja kręcę pierwszy ponieważ jestem liderem zespołu...-tłumaczył Loui.
-Tak. Bo wszystkie inne funkcje są zajęte!-dodała Chris.
Padło na mnie. Zaśmiał się szyderczo.
-Mam idealne zadanie dla ciebie!
-Słucham, kotku?-krzyknęłam za nim, bo oddalił się do kuchni.
-To chyba oczywiste, że ogórek ma pozostać czysty.
Popatrzyłam na niego znacząco, ale on tylko się uśmiechnął podając mi ogórka, którego posmarował masłem. Ponieważ wszyscy czekali w napięciu, zrobiłam to.
-Oh, naprawdę? To takie dziecinne...-skomentował Malik.
-Proszę cię, nie komentuj, bo znając życie, jesteś już tak wstawiony, że nie pamiętasz jak mam na imię.-starałam się zachować twarz.
Zakręciłam i wypadło na niego.
-To co? Sprawdzamy poziom twojego upojenia? Więc na 15 minut wypadasz z gry i udajesz psa. Możesz robić dowolne psie rzeczy...
Padł na czworaka, ale się wywrócił. Kiedy Li go pozbierał, ruszył obwąchiwać różne rzeczy. W takim wypadku kazaliśmy kręcić Joshowi. Wypadło na Stana. Devine poleciał na górę, a po chwili wrócił z całkiem rozmoczonym, paluszkiem rybnym!
-No, Stan… Smacznego!
-Fuuuuuu!-komentował każdy po kolei.
-Zaraz, zaraz… Skąd wiedziałeś, że tam jest akwarium?-rozkminiał Horan.
-Tomlinson dodał filmik na TT…
I w tym momencie, wiedziałam, że zemsta będzie słodka… Kiedy Stan zjadł paluszka, wymyślał zadanie dla Harrego. Nagle zadzwonił telefon.
-Odbiore!-wydarł się zbyt głośno Payne.
-Kto to?
-Ym. Sąsiadka. Mówiła, że Zay tarza się po ulicy i zaraz będziemy musieli go zeskrobywać…
Li poleciał po niego, a Stan polecił Hazzie, że ma zlizywać wódkę z brzucha Chris.
-Co?!-zareagowali oboje.
-2 kieliszki. Nie bójcie się, będziemy lać powoli…
-Halo! Nikt nie zauważył, że mam sukienkę?!-wkurzyła się moja BFF.
-Przykro mi. Podwijaj ją! Nie ma czasu!-odpowiedział jej kumpel Louisa ze śmiechem. Po chwili Christina miała już czysty brzuszek, ale do tego śmierdzący alkoholem...

Harold zakręcił i znowu ja!
-Buhaha.
-Już się boję…-przyznałam.
Okazało się, że mam pocałować kilka razy Seana, przyjaciela Irlandczyka, prawie że w jaja, podczas gdy on miał ściągnąć spodnie.
-Ej to już nie jest gra tylko jakaś pieprzona orgia!-nakrzyczałam na nich.
-Dobrze. Niech zachowa spodnie…
Wykonałam zadanie, mimo, że było bardzo dziwnie… Na szczęście Malik, aktualnie wył do księżyca i tego nie widział.

Zadanie dla Tommego… Dobrze. On ze strachu aż zbladł. Jeszcze lepiej!
-No to teraz zobaczymy jaki z ciebie Masta From Doncasta…
Podałam mu mój cienki, ale za to długi sweterek.
-Więc musisz przejechać skuterem po naszej ulicy, TYLKO w sweterku. Aha, pośpiesz się, bo przecież nie chcemy, żebyś zmarzł…!
Schował twarz w dłoniach i westchnął.
-Ołkej.-próbował stanowczo powiedzieć, z pokerową twarzą.
Odwrócił się do nas tyłem i tym samym przodem do drzwi. Jego ubrania spadały na podłogę i… ZOBACZYŁAM TOMLINSONOWĄ DUPĘ! Mniejsza z tym, nałożył sweter i pobiegł do garażu. Po chwili zobaczyliśmy skuter mulata (jak dobrze, że teraz jadł jakieś mięso w galarecie z podłogi i tego nie widział).
-Jakie to uczucie?-darła się Dani z zasłoniętymi przez Liama oczami.
-Pierwszy raz w życiu, czuję się kompletnie wolny!
-Słońce, kończ to, bo się boję, że zobacze coś złego!-śmiałam się.
-To w najmniejszym stopniu nie jest złe, nie lękaj się!
Okazało się, że Zorro skończył zadanie i podbiegł do nas.
-Choć już lepiej do środka!-zareagował mimo procentów i pociągnął mnie za rękę.

Zaraz wróciła też reszta oraz Loui, z rękami na „czymś co nie jest złe”. Teraz wypadło na Niallera. Skubany, wyszeptał mu zadanie. Przeczworakował do mnie i odgarnął moje włosy.
-Tylko nie rób nic, o co będę mogła się pokłócić z najlepszą przyjaciółką!-ostrzegłam go w ostatnim momencie.
Przelizał moje ucho od góry i przygryzł opuszek. Następnie pocałował w szyję. Wow. To wyglądało trochę jak zaproszenie do seksu, w wykonaniu blondyna…

Cała rozbawiona wróciłam do domu, odprowadzona przez Justina. Myślałam, że już nikogo nie zastanę, tymczasem Zayn siedział wytrwale na sofie.
-Dlaczego tak długo?-zaczął czepliwym tonem.
-Daj spokój. To, że nie miałeś ochoty iść, nie znaczy, że ja nie mogłam się dobrze bawić. Przestań być taki zazdrosny!
-Że niby ja jestem zazdrosny?! I co jeszcze?
-I zachowujesz się jakbyś był nie wiadomo kim! Nie jestem małym dzieckiem, nie trzeba mnie pilnować na każdym kroku!-uh. Zaczyna się naprawdę ostra kłótnia...
-Jakbym był kim? Twoim chłopakiem?
-Na pewno nie tak, jak powinieneś. Przestań mi robić o wszystko awantury!
-Niby ja ci robię awantury?!
-Tak! I podejmujesz za mnie decyzje i w ogóle nie czuję się wolna tylko stale kontrolowana!
-No tak, bo to w końcu ja zdecydowałem, żebyś poszła na tą imprezę...
-Zrobiłam ci to na złość! I ciesze się z tego.
-Skoro aż tak się ze mną męczysz, to po co ze mną jesteś? Wyjeżdżasz w trasę, będziesz decydować sama o sobie i o swoich imprezach i wreszcie poczujesz się wolna!
-Świetny pomysł! Tak zrobię! Żegnaj! Idź już spać, nie musisz nikogo pilnować! Trzaskanie drzwi naszej... nie! Jego sypialni i potem głucha cisza. Możliwe, że próbowało się przez nią przebić moje ciche szlochanie. To ze złości na tego idiotę! Z którym właśnie zerwałam...

Noc spędziłam na kanapie. Po południu byliśmy na lotnisku. Ja się poryczałam jak to ja...
-Nie martw się, niedługo się spotkamy...-uspokajał mnie Harreh.
On jako pierwszy podszedł i mnie przytulił. Następnie Loui, Liam, Niall... Malikowi rzuciłam tylko przelotne 'cześć' i oddaliłyśmy się z Chris na odprawę. Na szczęście będę miała ją przy sobie...

Lot był niby tylko do Norwegi, ale ciągnął mi się niesamowicie długo. Nagle dostałam SMS-a od Niallera.
"To jak? Dużo wypiłaś na tej imprezie?"
"Nie poszło o picie. Chyba. Nie drążcie tego tematu, zerwaliśmy i tak będzie najlepiej..."
-Nie ściągnęłaś wisiorka...-rzuciła Christina, jakby od niechcenia.
-Przecież nigdy go nie ścią...-zawiesiłam głos, orientując się o co chodzi. Wisiorek, który ma pozostać na mojej szyi, póki będę go kochać.-Wyleciało mi to z głowy.-odpowiedziałam głośniej.
-Jasne. Do twarzy ci z nim. Zostaw go sobie.
-Skoro tak uważasz...

___________________________________________________________________
Sorry, że czekaliście tak długo. Ja nie miałam zbyt wesołego sylwka, chociaż część zadań w grze, zaczerpnęłam z mojej imprezy. A wy jak się bawiliście? PS Wczoraj (sobota) leciał na TVN film. 2 facetów, którzy musieli udawać gejów. Dodam, że jeden miał na imię Larry... No to ciekawe jak się skończył c;