niedziela, 30 grudnia 2012

32. Carol.

    To były niby sekundy, ale też ciągnęły mi się wieczność. Nie patrząc na nic, padłam na kolana i zaczęłam płakać. Chris do mnie podbiegła, ochrona chyba zadzwoniła na pogotowie, które zaraz nas zabrało. Nic kompletnie nie ogarniałam, pamiętam tylko jak mi dawali w żyłę. I potem szpital.
-Co mu jest?-rzuciłam się w stronę lekarza.
-Wstrząs mózgu no i z ręką w którą został postrzelony w miarę w porządku... Generalnie takie urazy goją się ok. 2 miesiący... A z panią już ok?
-Spać mi się tylko chcę...
-W takim razie proszę iść do domu. W razie czego będzie...
-Żartowałam. Nie chce mi się. Mogę już do niego wejść?
Skinął głową, a jak wparowałam do tej sali to go obudziłam.
-Nie płacz.-powiedział słabo.
-Kocham cię.-jeszcze bardziej się poryczałam.-Bardzo cię boli?
-No jak patrze na twoje łzy to bardzo.
Spróbowałam się uśmiechnąć i wtedy do sali weszła reszta chłopców.
-Zayn super hero!-zaśmiał się Loui.
-Ha. Ha. Ha.-walnęłam go w ramię.-Złapali go chociaż?
-Tak. I to tylko dzięki temu, że mu skopałam jaja!-pochwaliła się moja BFF.
-Co? Podeszłaś do kolesia ze spluwą i kopnęłaś go w jaja?-spojrzał na nią groźnie Nialler.
-Sam do mnie podszedł. Tak jakby. I z tego co widziałam to mu się chyba te kule w nim skończyły...
-A skąd ty się nagle tak znasz na pistoletach?-zakpił jej chłopak.
-Bo chciał w nich strzelać do skutku i widziałam, że mu coś nie za bardzo pykło, idioto...
-Nie kłócić się!-wydarł się Liam.
-Ja tam kocham jak oni się kłócą. Tak zabawnie to robią!-uśmiechnął się Hazz.
    Na noc wszyscy pojechali do domu, tylko ja zostałam.
-Brzuch mnie boli.-zajęczałam.
-To wskakuj na łóżko, prześpimy się i ci go pomasuje.
Postąpiłam według jego zalecenia.
-I co? Przestaje?
-Kocham cię.
-Bo ci masuję brzuszek? A co? Matt ci nigdy nie masował?-zaśmiał się.
-Nie, nie masował. Tak bardzo chcesz się dowartościować, że teraz będziesz was porównywał?

*17.00, 25 grudnia, (2012r.)*
    Właśnie pukaliśmy do domu rodzinnego Malików. Moja mama i Alex również zostali zaproszeni. Ciekawe co z tego wyjdzie... Jego mama powitała nas ciepło, tak samo jak po chwili cała rodzina.
-A gdzie Doniya?-pytał Zayn.
-Siedzi w Manchesterze, u Leny w domu. Tzn. mam nadzieje, że już wyjechali...-odparła jego mama.
Nie wiedziałam... Nie spodziewałam się, że oni mogą być razem! Bo chyba wychodzi na to, że są... Że ona i mój brat?!
    Niedługo wszyscy dotarli i zaczęła się świąteczna wieczerza. Doniya i Alex nawet zachowywali się jak para... Ale to było coś w stylu "Larry oficjalnie". Zastanawiałam się jak będą wyglądać te święta. W końcu-nie ma co ukrywać, ja jestem chrześcijanką, a on muzułmanem. Poszło... Normalnie. Prezenty, jakieś jedzenie... Nie. Właściwie to były najlepsze święta mojego życia. Pierwszy raz spędziłam je wśród rodziny i w takiej atmosferze... Mama niedługo z nami siedziała.
-Muszę już lecieć. Ktoś po mnie przyjechał, przepraszam.
Poszłam niby odprowadzić ją do drzwi, a tak naprawdę wylukać nowego fagasa. Wtedy wysiadł z auta (dziwnie znajomego auta) i pocałowali się. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! To przecież jest... Nie. To niemożliwe. Tak! To on! To mój ojciec!
    Kiedy wszyscy poszli spać ja zostałam jeszcze chwilę z Zayem na dole i mu to opowiedziałam. On w tym czasie nalał wina... Przyjemnie, nie powiem. Szczególnie, że w tle leciały Carole.
-Czas pokaże.
-Nie rozumiesz tego?! On ma żonę i córkę! Co będzie z nimi kiedy je zostawi?-spojrzałam na niego smutno.
-Ty mówisz serio? Alice, zacznij myśleć trochę o sobie... Po pierwsze ta córeczka chciała cię zabić, a po drugie on zostawił właśnie was dla nich...
-Ja nauczyłam się takiego życia. Nie życzę tego nikomu. Są święta, panie Malik. Po za tym-kazałeś mi przypomnieć ci o czymś...
-Proszę, pani Malik.-powiedział zabawnym tonem i podał mi pudełeczko, a mi zaświeciły się oczy.-Długo się zastanawiałem co ci kupić, bo nie chciałaś powiedzieć co chcesz...
-Jej! Jakie śliczne!-prawie że krzyknęłam na widok kolorowych, grubych skarpet.
-Bo wiesz... Ja sam je uszyłem...
Wydobyłam z siebie krótkie 'awww' i zaczęłam śpiewać razem z Marią Carey świąteczny przebój.
-Jakby ci stópki w trasie zmarzły...-puściłam to mimo uszu, by nie psuć sobie humoru, naszym nadchodzącym rozstaniem.
    Było już grubo po północy. Może nawet ok. 2. Siedzieliśmy na jasnej sofie, popijając czerwone wino i zwyczajnie rozmawiając.
-Czego tak naprawdę, najbardziej chciałbyś na święta...?-zagaiłam. W końcu nawet się go o to nie pytałam. Lepiej późno niż w cale...
On za to spojrzał mi głęboko w oczy.
-Ciebie.-usłyszałam ciepły szept, który przyprawił mnie o palpitacje serca. W tle leciało akurat All I want for Christmas is You.
Podarował mi krótki pocałunek w skroń i uśmiechnął się słabo. Jak ja dam sobie radę na trasie?
-Kocham cię najbardziej na świecie, więc wybrałem chyba właściwy prezent...-uzupełnij swoją odpowiedź.-Ej! Tylko mi tu nie płacz znowu!-przytulił mnie mocno. To te ramiona w których mogłabym zginąć...
-Zrobiło się późno. Chodźmy na górę.-poderwałam się i zachwiałam.
Wtedy mój super hero zaniósł mnie do mojego pokoju.
-Żeby nie było-ty śpisz na przeciwko! Twoja mama mi dziś wszystko pokazała...
-Na pewno?
-Na pewno. To jej dom i jej zasady. Tzn. twój też, ale... Dobra, dobranoc kochanie...-pożegnałam się z nim  całusem w policzek i wróciłam do łóżka.
    Po jakiś 15 minutach wślizgnęłam się do jego sypialni.
-Wiesz co... Ty też zasługujesz na prezent... Więc teraz jestem twoja... Zapakować?-przygryzłam nerwowo wargę, a on się uśmiechnął i mocno mnie przytulił. Przed opadnięciem powiek ostatni raz spojrzałam na Bradfordowskie gwiazdy, które świeciły dziś wyjątkowo magicznie...
____________________________________________________

Ostatni rozdział w 2012! Jakie jest wasze postanowienie na nowy rok? Ja chcę wszystko zmienić. Uwielbiam zmiany. A i jeszcze życzenia...
Soł. Kocham was, jako moje czytelniczki i siostry z fandomu. Więc wam życzę, żeby ta pechowa 13 wcale nie była dla was pechowa. Żeby chłopcy na swoim koncercie w Polsce was przytulili. Co tam, że nikt po za mną nie wie o tym koncercie, ale wyobraźcie sobie jak np. taki Niall do was podchodzi i przytula czule. Czy tylko ja mam dreszcze i łzy w oczach? c; I ogólnie spełnienia wszystkich marzeń. Aha. Pewnie większość będzie się odchudzać. Wytrwali, może nawet cały tydzień noworoczny xd Mimo wszystko życzę wam rezultatów. ;3
I love you xx
PS Sorry że nie złożyłam wam życzeń na święta. Mam nadzieje, że wam minęły lepiej, bo to były najgorsze święta w moim życiu...

5 komentarzy:

  1. Dobrze, że z Zayn'em wszystko dobrze :)
    Jest boski w tym jak się zachowuje i co robi <33

    Mam nadzieję, że następne święta spędzisz o wiele, wiele lepiej. Weny na nowy rok ;]

    Zapraszam na moje nowe opowiadanie, zależy mi na opinii kogoś doświadczonego http://do-i-have-to-play-it.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahahaha uwielbiam twoje opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jebłam! Świetny rozdział, jak zawsze zresztą, ale trochę krótki ;p
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. hahahaha, dobry skarpety. :D
    dobrze że Zayn'owi nic się nie stało.
    czekam na nastepny.
    zapraszam do mnie: http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. http://yesiwantyouharry.blogspot.com/ Z A P R A S Z A M !

    OdpowiedzUsuń