sobota, 22 grudnia 2012

31. Walka z wiatrakami.

    Ta noc była okropna. Właśnie dowiedziałam się, że człowiek któremu zaufałam, spędziłam sporo czasu sam na sam, chce mnie zamordować! Leżałam tak z Malikiem na łóżku i oboje zamiast spać ryczeliśmy.
-Boję się...-przerwałam głuchą ciszę.
-Kochanie, pamiętaj jedno-przy mnie nic ci nie grozi.-słychać było, że płakał.
-Co niby zrobisz?
-Jak chcę ciebie to najpierw musi zabić mnie, a tak łatwo mu nie pójdzie...
-Proszę cię, nie rób nic głupiego... Zresztą to tylko zły sen, prawda?
-Wiem co trzeba zrobić.-spojrzałam na niego z zaciekawieniem.-Musimy się rozstać. Może wtedy się od ciebie odczepią. Powiemy, że cię zdradziłem i wtedy nikt nie będzie się ciebie czepiał!
-Naprawdę chcesz to zrobić? Chcesz mnie zostawić?-spytałam z wyrzutem.-Nigdy z ciebie nie zrezygnuje! Jesteś dla mnie kompletnie wszystkim. Wolę umrzeć.
-Przestań...
-Wolę umrzeć! Przytul mnie i powiedz, że wszystko będzie dobrze...
-Będzie dobrze...-nie brzmiał zbyt realistycznie ze względu na łzy. Pierwszy raz widzę kiedy tak płacze...
    Rano go nie było, a ja poczułam się samotna, więc ruszyłam do Larrowej sypialni. Zapukałam grzecznie modląc się żebym im niczego nie przerwała. Nikt nie powiedział 'proszę' znaczy, że śpią i można wbijać.
-Co tu robisz?
-Zay gdzieś poszedł...
-Uh... Jasne, kładź się...
Wtuliłam się w nich. Poczułam niesamowite ciepło. Nie, nikt się nie zeszczał. Miałam na myśli wewnętrzne ciepło. Oni się na prawdę bardzo kochają... Sposób w jaki na siebie patrzą, te gesty... Magia... Współczuję wszystkim shipperką Larrego, bo one to czują, ale nie mają wystarczających dowodów...
-Loui?
-Hmm?-mruknął przez sen.
-Powiedz do Hazzy 'kocham cię'...
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Harry za to też się wybudził i uśmiechał się szeroko.
-Proszę?-zachęciłam go.
-Kocham cię, Curly...-jego głos był nad wyraz przesiąknięty uczuciem... Piękne...
Wtedy do pokoju wszedł Zayn i położył się koło nas. Po chwili i reszta się zleciała... Efekt końcowy był taki, że Larry spadli z łóżka i musieli leżeć na podłodze. Po chwili wturlali się pod łóżko.
-Idę do Starbucksa napić się kawy. Do widzenia się z państwem.-wstałam i poprawiłam bluzkę drużyny z Doncaster którą dostałam od Lou.
-Się paniusia znalazła... Gdzie lecisz sama?-krzyczał za mną mulat.
-Pieprz się chłopcze mój drogi. Miłego poranka życzę.-rzekłam i poszłam się ogarnąć do łazienki.
    Kiedy już dotarłam na miejsce, Dan z którą się umówiłam już tam czekała.
-Joł joł joł. A gdzie Chris?
-Chris... Można powiedzieć, że ma karę. Rodzice przetrzymują ją w domu, bo jej mama była u wróżki, która jej powiedziała, że dziś, stanie się coś złego związanego z jej córką. Więc trzyma ją w domu i pilnuje...
-A ciebie Zay puszcza samą?
-Nie. Uciekłam.-zaśmiałam się, ale mina po chwili mi całkiem zrzedła.
-Co jest?
-Matko, to on! Ej uciekamy!
-Malik?
-Jaki Malik?! Morderca ten mój. Taylor.
-Dobra, idź się skitrać w kiblu, ja zapłacę i przyjdę po ciebie.
Posłuchałam się jej. Raczej nie zabije mnie w damskiej toalecie w Starbucksie... Mimo wszystko cała w nerwach czekałam, aż Dani mnie stamtąd zabierze.
-Dziś naprawdę stanie się coś złego...-powiedziałam już w kiedy jechałyśmy na jej rowerze do domu chłopców.
-Daj spokój. Nie bój się, najwyżej przesiedzimy resztę dnia w domu, oglądając jakiś film...-próbowała mnie uspokoić.
-Muszę dziś wyjść. Muszę jechać podpisać jakiś papierek...
-To podpiszesz jutro skoro dziś nie czujesz się na siłach.
-Jeśli nie podpisze tego dzisiaj, właśnie w tym biurze, nie będzie żadnej płyty.
Zastałyśmy Li stojącego pod domem.
-Czemu uciekłaś?-zapytał, chyba wkurzony.
-Bo chciałam wypić kawę z twoją dziewką. A co?
-Zayn dzwoni po Londyńskich szpitalach. Aktualnie jest na dziesiątym...
-Kochanie! Wiem co trzeba zrobić!-wrzasnęłam wbiegając do środka.
-Nie denerwuj mnie... Co znów idiotycznego wymyśliłaś?
-Nie idiotycznego! Upijemy się! Albo naćpamy! Nie będziemy się dziś przejmować!-spojrzałam na ich miny.-Czyli jednak idiotyczny?
-Chodź się przytul...-wyciągnął do mnie ręce Horan. Awww.
*przytulasek*
-Czyli jednak mnie nie kochasz...-skomentował smutno mój chłopak i walnął się na kanapę.
-Nie, nie kocham cię...-usiadłam mu na kolanach.-Pójdziesz dziś ze mną do studia coś podpisać?-spytałam słodko.
-Nie ma nic za darmo...
-Nie całuj go! Widziałem jak wypił przed chwilą pół butelki domestosa!-wydarł się Hazz.
-No i nie będę. Jeszcze złapie jakiegoś HIVA czy coś...-zaśmiałam się i poszłam na górę, do sypialni.
    Kiedy weszłam do środka, on wszedł za mną i zatrzasnął drzwi.
-Albo mnie pocałuj, albo cię zgwałcę.-powiedział poważnym tonem, całując mnie w szyję.
-Wyjdź stąd zboczeńcu, przebieram się. I tak cię nie pocałuję!-uświadomiłam go, rozbierając się.
-No to cię zgwałcę.
-No to mnie zgwałć. Ale najpierw musisz mnie złapać!-krzyknęłam rzucając się w ucieczkę po pokoju.
Niestety bieg słabo mi wyszedł i złapał mnie po niecałej minucie, całując namiętnie i przyciskając do ściany. Po chwili usiadł na łóżku, a ja obok niego.
-Ej, czemu mnie nie gwałcisz?-spytałam smutno.
-Odwzajemniłaś pocałunek. Daruje ci.
-No to ja cię zgwałcę. Co mi tam.
Usiadłam na nim, ściągając mu spodnie. On za to zaczął całować mnie po szyi i rozpinać stanik. Znowu go rozerwał...
-Zabiję cię idioto.
-Nie marudź, kupię ci nowy.
-Nie stać cię.
-Pójdę żebrać pod Tesco.
-Dobra, może być.
Po chwili byliśmy już zupełnie nadzy... Nagle zaczęłam się śmiać.
-Co?
-Nic. Masz dziś seksowną fryzurę, wiesz?
-Dobrze, że chociaż fryzurę...
    Wieczorem, po obejrzeniu filmu, który był nawet fajny, ale Malikowi się nie podobał więc zaczął mnie molestować, dostał w ryj i się obraził, odbraził się i pojechaliśmy do tego biura. Wbiegłam szybko na górę, podpisałam i zbiegłam. A teraz jak najszybciej do domu... Naprawdę się boję...
-Chris dzwoniła, że zaraz tu będzie i pojedzie z nami.-oznajmił mi.-Nie bój się... Lenka...
-Dobrze, ale może wejdźmy do środka?
-Daj spokój... O patrz, już ją widać. To chyba ona...
I właśnie wtedy stało się coś strasznego... Jedyne co zdążyłam zapamiętać to jak Zay popycha mnie na ziemie, odgłos strzału i dużo krwi. Jego krwi...
___________________________________________________________

Ale emołszyns ;D Ogólnie nie wiem jak robimy, bo święta... Spróbuje ogarnąć rozdział na za tydzień, ale nic nie obiecuje, bo wyjeżdżam, a Kielce to magia i tam nie wchodzę na neta ;p Tak wgl. to to będą najgorsze święta ever ;c no ale co zrobic... I nie wiem czemu nazwałam tak rozdział xd

9 komentarzy:

  1. Jak mogłaś tak skończyć ten rozdział? Zabiję cię kiedyś dziewczyno! <3
    Mam nadzieję, że z Malikiem wszystko będzie dobrze, musi być..

    OdpowiedzUsuń
  2. CO NA TAKIM MOMENCIE?
    ja do ciebie przyjdę i ty też zobaczysz krew. hahahahahahah żartuje.
    pisz szybko następny.
    zapraszam do mnie: http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim momencie
    Nawet w święta nie masz serca
    Foch
    Boski
    Czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
  4. No biczys ;(( krwi, jego krwi ? czy ty chcesz, żebym ja zawału dostała ?

    P.S wesołych <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej :) zapraszam na mój nowy blog na http://do-i-have-to-play-it.blogspot.com/ bardzo proszę o opinię prologu i bohaterów oraz o małą pomoc w wypromowaniu bloga.
      oraz na http://look-i-love-you.blogspot.com/

      Usuń
  5. Haha, super rozdział;) Uśmiałam się, dzięki;)
    Jestem strasznie ciekawa końca rozdziału...
    Czekam na następny.
    Zapraszam wszystkich do mnie: http://mysecretsaresecret.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  6. o Jezu... JAK MOGŁAŚ SKOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE ! NO XD

    OdpowiedzUsuń
  7. ty wredoto! ja ty możesz tak znęcać sie nad ludźmi którzy chcą więcej?! no powiedz mi jak?! ;D pisz pisz pisz! błaaaagam! ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś nominowana przeze mnie do Liebster Award :) Wszystkiego dowiesz się tutaj -> http://this-girl-is-unpredictable.blogspot.com/p/lib.html

    OdpowiedzUsuń