niedziela, 30 grudnia 2012

32. Carol.

    To były niby sekundy, ale też ciągnęły mi się wieczność. Nie patrząc na nic, padłam na kolana i zaczęłam płakać. Chris do mnie podbiegła, ochrona chyba zadzwoniła na pogotowie, które zaraz nas zabrało. Nic kompletnie nie ogarniałam, pamiętam tylko jak mi dawali w żyłę. I potem szpital.
-Co mu jest?-rzuciłam się w stronę lekarza.
-Wstrząs mózgu no i z ręką w którą został postrzelony w miarę w porządku... Generalnie takie urazy goją się ok. 2 miesiący... A z panią już ok?
-Spać mi się tylko chcę...
-W takim razie proszę iść do domu. W razie czego będzie...
-Żartowałam. Nie chce mi się. Mogę już do niego wejść?
Skinął głową, a jak wparowałam do tej sali to go obudziłam.
-Nie płacz.-powiedział słabo.
-Kocham cię.-jeszcze bardziej się poryczałam.-Bardzo cię boli?
-No jak patrze na twoje łzy to bardzo.
Spróbowałam się uśmiechnąć i wtedy do sali weszła reszta chłopców.
-Zayn super hero!-zaśmiał się Loui.
-Ha. Ha. Ha.-walnęłam go w ramię.-Złapali go chociaż?
-Tak. I to tylko dzięki temu, że mu skopałam jaja!-pochwaliła się moja BFF.
-Co? Podeszłaś do kolesia ze spluwą i kopnęłaś go w jaja?-spojrzał na nią groźnie Nialler.
-Sam do mnie podszedł. Tak jakby. I z tego co widziałam to mu się chyba te kule w nim skończyły...
-A skąd ty się nagle tak znasz na pistoletach?-zakpił jej chłopak.
-Bo chciał w nich strzelać do skutku i widziałam, że mu coś nie za bardzo pykło, idioto...
-Nie kłócić się!-wydarł się Liam.
-Ja tam kocham jak oni się kłócą. Tak zabawnie to robią!-uśmiechnął się Hazz.
    Na noc wszyscy pojechali do domu, tylko ja zostałam.
-Brzuch mnie boli.-zajęczałam.
-To wskakuj na łóżko, prześpimy się i ci go pomasuje.
Postąpiłam według jego zalecenia.
-I co? Przestaje?
-Kocham cię.
-Bo ci masuję brzuszek? A co? Matt ci nigdy nie masował?-zaśmiał się.
-Nie, nie masował. Tak bardzo chcesz się dowartościować, że teraz będziesz was porównywał?

*17.00, 25 grudnia, (2012r.)*
    Właśnie pukaliśmy do domu rodzinnego Malików. Moja mama i Alex również zostali zaproszeni. Ciekawe co z tego wyjdzie... Jego mama powitała nas ciepło, tak samo jak po chwili cała rodzina.
-A gdzie Doniya?-pytał Zayn.
-Siedzi w Manchesterze, u Leny w domu. Tzn. mam nadzieje, że już wyjechali...-odparła jego mama.
Nie wiedziałam... Nie spodziewałam się, że oni mogą być razem! Bo chyba wychodzi na to, że są... Że ona i mój brat?!
    Niedługo wszyscy dotarli i zaczęła się świąteczna wieczerza. Doniya i Alex nawet zachowywali się jak para... Ale to było coś w stylu "Larry oficjalnie". Zastanawiałam się jak będą wyglądać te święta. W końcu-nie ma co ukrywać, ja jestem chrześcijanką, a on muzułmanem. Poszło... Normalnie. Prezenty, jakieś jedzenie... Nie. Właściwie to były najlepsze święta mojego życia. Pierwszy raz spędziłam je wśród rodziny i w takiej atmosferze... Mama niedługo z nami siedziała.
-Muszę już lecieć. Ktoś po mnie przyjechał, przepraszam.
Poszłam niby odprowadzić ją do drzwi, a tak naprawdę wylukać nowego fagasa. Wtedy wysiadł z auta (dziwnie znajomego auta) i pocałowali się. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! To przecież jest... Nie. To niemożliwe. Tak! To on! To mój ojciec!
    Kiedy wszyscy poszli spać ja zostałam jeszcze chwilę z Zayem na dole i mu to opowiedziałam. On w tym czasie nalał wina... Przyjemnie, nie powiem. Szczególnie, że w tle leciały Carole.
-Czas pokaże.
-Nie rozumiesz tego?! On ma żonę i córkę! Co będzie z nimi kiedy je zostawi?-spojrzałam na niego smutno.
-Ty mówisz serio? Alice, zacznij myśleć trochę o sobie... Po pierwsze ta córeczka chciała cię zabić, a po drugie on zostawił właśnie was dla nich...
-Ja nauczyłam się takiego życia. Nie życzę tego nikomu. Są święta, panie Malik. Po za tym-kazałeś mi przypomnieć ci o czymś...
-Proszę, pani Malik.-powiedział zabawnym tonem i podał mi pudełeczko, a mi zaświeciły się oczy.-Długo się zastanawiałem co ci kupić, bo nie chciałaś powiedzieć co chcesz...
-Jej! Jakie śliczne!-prawie że krzyknęłam na widok kolorowych, grubych skarpet.
-Bo wiesz... Ja sam je uszyłem...
Wydobyłam z siebie krótkie 'awww' i zaczęłam śpiewać razem z Marią Carey świąteczny przebój.
-Jakby ci stópki w trasie zmarzły...-puściłam to mimo uszu, by nie psuć sobie humoru, naszym nadchodzącym rozstaniem.
    Było już grubo po północy. Może nawet ok. 2. Siedzieliśmy na jasnej sofie, popijając czerwone wino i zwyczajnie rozmawiając.
-Czego tak naprawdę, najbardziej chciałbyś na święta...?-zagaiłam. W końcu nawet się go o to nie pytałam. Lepiej późno niż w cale...
On za to spojrzał mi głęboko w oczy.
-Ciebie.-usłyszałam ciepły szept, który przyprawił mnie o palpitacje serca. W tle leciało akurat All I want for Christmas is You.
Podarował mi krótki pocałunek w skroń i uśmiechnął się słabo. Jak ja dam sobie radę na trasie?
-Kocham cię najbardziej na świecie, więc wybrałem chyba właściwy prezent...-uzupełnij swoją odpowiedź.-Ej! Tylko mi tu nie płacz znowu!-przytulił mnie mocno. To te ramiona w których mogłabym zginąć...
-Zrobiło się późno. Chodźmy na górę.-poderwałam się i zachwiałam.
Wtedy mój super hero zaniósł mnie do mojego pokoju.
-Żeby nie było-ty śpisz na przeciwko! Twoja mama mi dziś wszystko pokazała...
-Na pewno?
-Na pewno. To jej dom i jej zasady. Tzn. twój też, ale... Dobra, dobranoc kochanie...-pożegnałam się z nim  całusem w policzek i wróciłam do łóżka.
    Po jakiś 15 minutach wślizgnęłam się do jego sypialni.
-Wiesz co... Ty też zasługujesz na prezent... Więc teraz jestem twoja... Zapakować?-przygryzłam nerwowo wargę, a on się uśmiechnął i mocno mnie przytulił. Przed opadnięciem powiek ostatni raz spojrzałam na Bradfordowskie gwiazdy, które świeciły dziś wyjątkowo magicznie...
____________________________________________________

Ostatni rozdział w 2012! Jakie jest wasze postanowienie na nowy rok? Ja chcę wszystko zmienić. Uwielbiam zmiany. A i jeszcze życzenia...
Soł. Kocham was, jako moje czytelniczki i siostry z fandomu. Więc wam życzę, żeby ta pechowa 13 wcale nie była dla was pechowa. Żeby chłopcy na swoim koncercie w Polsce was przytulili. Co tam, że nikt po za mną nie wie o tym koncercie, ale wyobraźcie sobie jak np. taki Niall do was podchodzi i przytula czule. Czy tylko ja mam dreszcze i łzy w oczach? c; I ogólnie spełnienia wszystkich marzeń. Aha. Pewnie większość będzie się odchudzać. Wytrwali, może nawet cały tydzień noworoczny xd Mimo wszystko życzę wam rezultatów. ;3
I love you xx
PS Sorry że nie złożyłam wam życzeń na święta. Mam nadzieje, że wam minęły lepiej, bo to były najgorsze święta w moim życiu...

sobota, 22 grudnia 2012

31. Walka z wiatrakami.

    Ta noc była okropna. Właśnie dowiedziałam się, że człowiek któremu zaufałam, spędziłam sporo czasu sam na sam, chce mnie zamordować! Leżałam tak z Malikiem na łóżku i oboje zamiast spać ryczeliśmy.
-Boję się...-przerwałam głuchą ciszę.
-Kochanie, pamiętaj jedno-przy mnie nic ci nie grozi.-słychać było, że płakał.
-Co niby zrobisz?
-Jak chcę ciebie to najpierw musi zabić mnie, a tak łatwo mu nie pójdzie...
-Proszę cię, nie rób nic głupiego... Zresztą to tylko zły sen, prawda?
-Wiem co trzeba zrobić.-spojrzałam na niego z zaciekawieniem.-Musimy się rozstać. Może wtedy się od ciebie odczepią. Powiemy, że cię zdradziłem i wtedy nikt nie będzie się ciebie czepiał!
-Naprawdę chcesz to zrobić? Chcesz mnie zostawić?-spytałam z wyrzutem.-Nigdy z ciebie nie zrezygnuje! Jesteś dla mnie kompletnie wszystkim. Wolę umrzeć.
-Przestań...
-Wolę umrzeć! Przytul mnie i powiedz, że wszystko będzie dobrze...
-Będzie dobrze...-nie brzmiał zbyt realistycznie ze względu na łzy. Pierwszy raz widzę kiedy tak płacze...
    Rano go nie było, a ja poczułam się samotna, więc ruszyłam do Larrowej sypialni. Zapukałam grzecznie modląc się żebym im niczego nie przerwała. Nikt nie powiedział 'proszę' znaczy, że śpią i można wbijać.
-Co tu robisz?
-Zay gdzieś poszedł...
-Uh... Jasne, kładź się...
Wtuliłam się w nich. Poczułam niesamowite ciepło. Nie, nikt się nie zeszczał. Miałam na myśli wewnętrzne ciepło. Oni się na prawdę bardzo kochają... Sposób w jaki na siebie patrzą, te gesty... Magia... Współczuję wszystkim shipperką Larrego, bo one to czują, ale nie mają wystarczających dowodów...
-Loui?
-Hmm?-mruknął przez sen.
-Powiedz do Hazzy 'kocham cię'...
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Harry za to też się wybudził i uśmiechał się szeroko.
-Proszę?-zachęciłam go.
-Kocham cię, Curly...-jego głos był nad wyraz przesiąknięty uczuciem... Piękne...
Wtedy do pokoju wszedł Zayn i położył się koło nas. Po chwili i reszta się zleciała... Efekt końcowy był taki, że Larry spadli z łóżka i musieli leżeć na podłodze. Po chwili wturlali się pod łóżko.
-Idę do Starbucksa napić się kawy. Do widzenia się z państwem.-wstałam i poprawiłam bluzkę drużyny z Doncaster którą dostałam od Lou.
-Się paniusia znalazła... Gdzie lecisz sama?-krzyczał za mną mulat.
-Pieprz się chłopcze mój drogi. Miłego poranka życzę.-rzekłam i poszłam się ogarnąć do łazienki.
    Kiedy już dotarłam na miejsce, Dan z którą się umówiłam już tam czekała.
-Joł joł joł. A gdzie Chris?
-Chris... Można powiedzieć, że ma karę. Rodzice przetrzymują ją w domu, bo jej mama była u wróżki, która jej powiedziała, że dziś, stanie się coś złego związanego z jej córką. Więc trzyma ją w domu i pilnuje...
-A ciebie Zay puszcza samą?
-Nie. Uciekłam.-zaśmiałam się, ale mina po chwili mi całkiem zrzedła.
-Co jest?
-Matko, to on! Ej uciekamy!
-Malik?
-Jaki Malik?! Morderca ten mój. Taylor.
-Dobra, idź się skitrać w kiblu, ja zapłacę i przyjdę po ciebie.
Posłuchałam się jej. Raczej nie zabije mnie w damskiej toalecie w Starbucksie... Mimo wszystko cała w nerwach czekałam, aż Dani mnie stamtąd zabierze.
-Dziś naprawdę stanie się coś złego...-powiedziałam już w kiedy jechałyśmy na jej rowerze do domu chłopców.
-Daj spokój. Nie bój się, najwyżej przesiedzimy resztę dnia w domu, oglądając jakiś film...-próbowała mnie uspokoić.
-Muszę dziś wyjść. Muszę jechać podpisać jakiś papierek...
-To podpiszesz jutro skoro dziś nie czujesz się na siłach.
-Jeśli nie podpisze tego dzisiaj, właśnie w tym biurze, nie będzie żadnej płyty.
Zastałyśmy Li stojącego pod domem.
-Czemu uciekłaś?-zapytał, chyba wkurzony.
-Bo chciałam wypić kawę z twoją dziewką. A co?
-Zayn dzwoni po Londyńskich szpitalach. Aktualnie jest na dziesiątym...
-Kochanie! Wiem co trzeba zrobić!-wrzasnęłam wbiegając do środka.
-Nie denerwuj mnie... Co znów idiotycznego wymyśliłaś?
-Nie idiotycznego! Upijemy się! Albo naćpamy! Nie będziemy się dziś przejmować!-spojrzałam na ich miny.-Czyli jednak idiotyczny?
-Chodź się przytul...-wyciągnął do mnie ręce Horan. Awww.
*przytulasek*
-Czyli jednak mnie nie kochasz...-skomentował smutno mój chłopak i walnął się na kanapę.
-Nie, nie kocham cię...-usiadłam mu na kolanach.-Pójdziesz dziś ze mną do studia coś podpisać?-spytałam słodko.
-Nie ma nic za darmo...
-Nie całuj go! Widziałem jak wypił przed chwilą pół butelki domestosa!-wydarł się Hazz.
-No i nie będę. Jeszcze złapie jakiegoś HIVA czy coś...-zaśmiałam się i poszłam na górę, do sypialni.
    Kiedy weszłam do środka, on wszedł za mną i zatrzasnął drzwi.
-Albo mnie pocałuj, albo cię zgwałcę.-powiedział poważnym tonem, całując mnie w szyję.
-Wyjdź stąd zboczeńcu, przebieram się. I tak cię nie pocałuję!-uświadomiłam go, rozbierając się.
-No to cię zgwałcę.
-No to mnie zgwałć. Ale najpierw musisz mnie złapać!-krzyknęłam rzucając się w ucieczkę po pokoju.
Niestety bieg słabo mi wyszedł i złapał mnie po niecałej minucie, całując namiętnie i przyciskając do ściany. Po chwili usiadł na łóżku, a ja obok niego.
-Ej, czemu mnie nie gwałcisz?-spytałam smutno.
-Odwzajemniłaś pocałunek. Daruje ci.
-No to ja cię zgwałcę. Co mi tam.
Usiadłam na nim, ściągając mu spodnie. On za to zaczął całować mnie po szyi i rozpinać stanik. Znowu go rozerwał...
-Zabiję cię idioto.
-Nie marudź, kupię ci nowy.
-Nie stać cię.
-Pójdę żebrać pod Tesco.
-Dobra, może być.
Po chwili byliśmy już zupełnie nadzy... Nagle zaczęłam się śmiać.
-Co?
-Nic. Masz dziś seksowną fryzurę, wiesz?
-Dobrze, że chociaż fryzurę...
    Wieczorem, po obejrzeniu filmu, który był nawet fajny, ale Malikowi się nie podobał więc zaczął mnie molestować, dostał w ryj i się obraził, odbraził się i pojechaliśmy do tego biura. Wbiegłam szybko na górę, podpisałam i zbiegłam. A teraz jak najszybciej do domu... Naprawdę się boję...
-Chris dzwoniła, że zaraz tu będzie i pojedzie z nami.-oznajmił mi.-Nie bój się... Lenka...
-Dobrze, ale może wejdźmy do środka?
-Daj spokój... O patrz, już ją widać. To chyba ona...
I właśnie wtedy stało się coś strasznego... Jedyne co zdążyłam zapamiętać to jak Zay popycha mnie na ziemie, odgłos strzału i dużo krwi. Jego krwi...
___________________________________________________________

Ale emołszyns ;D Ogólnie nie wiem jak robimy, bo święta... Spróbuje ogarnąć rozdział na za tydzień, ale nic nie obiecuje, bo wyjeżdżam, a Kielce to magia i tam nie wchodzę na neta ;p Tak wgl. to to będą najgorsze święta ever ;c no ale co zrobic... I nie wiem czemu nazwałam tak rozdział xd

sobota, 15 grudnia 2012

30. Będę prezydentem.

-Nikt nie chce cie zabić!-krzyknął.
-Huh. Zajebiście. Więc po co robisz te szopki?
-To złożona sprawa. Próbuję cię obronić.
-Przed czym? Czemu niby miałam czekać na Zayna żebyś ze mną pogadał?
-Bo ty sobie nie zdajesz sprawy z niczego! Dorośnij, albo wracaj do matki!
-O co w tym wszystkim chodzi?-przerwał naszą kłótnie Zay.-Może mi ktoś wreszcie powie?!
-Dobra. Od początku. Ale powtórzę to tylko raz... Należę do takiej pseudo mafii... Na początku spotykaliśmy się, żeby pogadać. Potem zaczęliśmy mieć wspólnych wrogów... Nie chcemy... Tzn. Nie chcą cię zabić. Na pewno oszpecić, stąd ten nóż...
-Przecież wtedy do niej celowali...-odezwał się Lou.
-Kłamałem. Chciałem jakoś uświadomić jej w jak poważnej jest sytuacji i, że chcę jej pomóc. Jeszcze jakieś pytania?
-Dlaczego nic miało mi nie grozić przez 2 tyg., dlaczego ostrzegałeś mnie przed tymi występami i dlaczego w ogóle chcesz mi pomagać chociaż należysz do tej twojej mafii?
-Nic nie planowali przez następne 2 tygodnie. Ostrzegałem cię, bo stwierdziłem, że muszę coś robić, przecież to się zrobiło psychiczne. Nie odejdę od nich na razie, przynajmniej wiem co planują...
-Jeszcze jedno. Kto mnie tak nienawidzi?
-Fanki. Ale poza tym jest tam jeszcze...-zawiesił głos.-Twoja... siostra. Sorry, muszę lecieć. Jakby co, jesteśmy w kontakcie.-powiedział pospiesznie i odbiegł.
Co teraz? Zrobiło się niezręcznie...
-Dlaczego Louis wiedział, a ja nie?! Kur.wa, czemu mi nic nie powiedziałaś?!-naskoczył na mnie mój chłopak.
-Nie chciałam żebyś się martwił. Potrafię jeszcze dać sobie rade sama przez kilka tygodni!
-Jak widać nie! Nawet on tak stwierdził! Chodź do domu.
-Nie rozkazuj mi! Może ja nie chcę nigdzie iść! Nie jestem małym dzieckiem!
-W takim razie cześć. Sama zadecyduj czy pojechać autem czy pójść na piechotę. I czy zjeść w McDonaldzie czy w Nando's! I tak zawsze ty decydujesz, więc prawie nic się nie zmieni!-krzyknął i odszedł wkurzony.
Krzyczałam za nim, ale nie zabardzo zwracał na to uwagę.
*Chris*
Nie wierze w to wszystko... Kiedy Zayn sobie poszedł, Lena za nim spojrzała, krzyczała, aż w końcu padła! Na szczęście w ostatniej chwili Loui ją złapał. Ja ryczałam, a on bezradnie trzymał ją na rękach i wyglądał jakby też był bliski płaczu. Tylko Daddy zachował zimną krew i zadzwonił od razu na pogotowie... Niall jeszcze wołał za Malikiem, ale już nawet go straciliśmy z oczu. Po chwili przyjechała karetka i zaczęli ją wybudzać.
-Proszę nie krzyczeć...-kiedy otworzyła oczy, zaczęła ustawiać ich do pionu.-Gdzie mnie zabieracie?!
-Jedziemy do szpitala.
-Ale mi nic nie jest. Ja już sobie idę.
-Takie są procedury.
-Cóż. Dobra nie będę wam robić kłopotów, pojadę tam na chwilę, ale jak tylko mnie puścicie idę je zmienić. Zostanę prezydentem i je zmienię. I nie będzie głupich procedur.-zdecydowała.
-Uh, chyba zaczyna majaczyć...-powiedział jeden ratownik do drugiego.
-O Chris! Ty tutaj!-zauważyła mnie po chwili.
-Wiesz kto powinien tu być.
-Obraził się. Co zrobić. No chyba, że zostanę prezydentem.
*Alice*
Droga do szpitala mi się trochę ciągnęła, więc zaczęłam śpiewać hakuna matata. Czułam się normalnie, tylko chciałam zobaczyć ich reakcję. Zaczęli mierzyć mi temperaturę. Nagle zaczęłam być senna.
    Kiedy się obudziłam, Nris (Chris & Niall) kłócili się nad moim łóżkiem.
-Jak zostanę prezydentem to karzę was zakneblować...-odezwałam się.
-Sorry... Jak się czujesz?-spytał troskliwie Nialler.
Wtedy wszedł lekarz, żeby mnie poinformować, że mam sobie iść.
-Myślicie ze Zayn jest dalej taki zły?-pytałam wychodząc z sali.
Nie zdążyli odpowiedzieć, a mnie zamurowało. Zay stał przed szpitalem! Pobiegłam do niego, a Nris wzięli mój wypis.
-Co tu robisz?-zapytałam.
-Wyrzucili mnie. Za niestosowne zachowanie. Nic ci nie jest?
-Niby nie. Ale strzelali do mnie. To dlatego zrobiło mi się słabo...
-Jak strzelali?
-No normalnie. Patrzyłam za tobą i zauważyłam gościa z pistoletem.
-Ale jesteś pewna?
-No tak. Przepraszam tak w ogóle. Strasznie się boję... Zabierz mnie stąd.
Stało się to czego najbardziej potrzebowałam-przytulił mnie. Następnie wziął za rękę i poprowadził do samochodu.
    Kiedy odpoczęliśmy w domu, przyszedł czas na rozkminy.
-Trzeba coś z tym zrobić.-Zayn zmienił głos na poważny.
-Będę prezydentem. Spoko.
-Ty naprawdę nic nie rozumiesz...
-Nie zaczynaj się idioto! Wiem, ale co niby chcesz zrobić?
-Ten Taylor mi jakoś śmierdzi...-wtrącił się do rozmowy Payne.-Zay, podobno go znasz...?
-Zamieniłem z nim ze dwa zdania... Alex go bardziej zna. Jednak słyszałem o nim coś. Same złe rzeczy właściwie...
-No to...-odezwał się Loui.-Trzeba go śledzić! Harry! Idziesz ze mną! Jesteś świetnym ninja!
-Jasne! Jutro zaczynamy z samego rana!
-W takim razie, idziemy już do sypialni, obudź ktoś nas ok. 13. Branoc! Papatki prezydencie!
-Papatki słiciaki-obywatele!-pożegnałam się z nimi.
*Harry*
    Kiedy z Louisem wyszliśmy z domu, trochę nam zajęło znalezienie "Bola". Jednak udało nam się. Ale to nuuuudny człowiek! Najpierw siedział chwilę w domu, potem polazł do kawiarni, w której prawie wpadliśmy. Taylor przyglądał nam się przez dłuższą chwilę, ale Lou nas wybronił.
-To wy chłopaki?-zagadał wychodząc.
-Ale o kim pan mówi? Może pomylił mnie pan z Louisem Tomlinsonem. Wie pan, to ten z One Direction... Ludzie często nas mylą. Tłumy fanek się na mnie rzucają. Ciężkie życie. Właściwie to ciesze się, że wygląda jak on. Bo przecież on jest taki przystojny.
-Ale niestety zajęty.-przerwałem mu, śmiejąc się skrycie.
-To Lou ma dziewczynę?-zapytał, a nas zatkało.-Dobra nieważne, nie mam czasu, lecę.
I poleciał. A my za nim. Nareszcie zaczęło się coś dziać! Najpierw krzyczał przez telefon, a potem szalenie biegł przez park. A my za nim. Przystanął, a Tommo rzucił się na mnie i polecieliśmy w krzaki.
-Oszalałeś?
-Nie. Nie wiesz jak to jest na filmach jak ktoś kogoś śledzi? Człowiek biegnie, zatrzymuje się i odwraca! Zdążyłem w samą porę!
-Nie nakręcaj się BooBear!
-Te spadające liście są niczym moja miłość do ciebie.
-Twoja miłość spada, prawda?
-Ona leci. Niesie ją wiatr uczucia...
-Oh. Ah. Też cię kocham latającą miłością.
-Jestę poetę.
Wyszliśmy wreszcie z krzaków i poszliśmy za nim do jakiejś meliny w jednej z kamienic.
-Znowu się spóźniłeś...-powiedziała do niego jakaś dziewczyna.-Taylor, proszę cię, nie rób tego!
-O co ci chodzi? Sama mnie o to prosiłaś!
-Niby tak, ale tak nie można. Zayn mnie znienawidzi...
-Dziewczyno, on cię nawet nie zna!
-Nic nie rozumiesz... Masz ją zostawić w spokoju! Nastraszyliśmy ją i dobrze tak suce, ale zabijanie to chyba przesada... A wy, co o tym sądzicie?
-Nie sądzisz, że zasługuje na większą karę?-odezwał się inny damski głos.
-Nie wiem już sama... Ale nie zabijaj jej może...
-Co boisz się tatusia?! Że jak zabijesz jego córkę to może nie kupić ci najnowszego Iphona? Mógł ci od razu kupić cały ten zasrany zespół gejów!
Następnie po odgłosie dało się domyśleć, że Tay dostał siarczysty policzek...
-Następnym razem zastanowisz się 69 razy zanim coś powiesz!-krzyknęła i zbliżała się do wyjścia. Nie zdążyliśmy uciec. Zauważyła nas.
-Co wy tu robicie?-ujrzeliśmy drobną blond nastolatkę. Wyglądała na mega pustą i wyszpachlowaną na ryju.
-Yyy, no... To my już pójdziemy...
-Ile słyszeliście?
-Przez przypadek usłyszeliśmy, że ten zespół to geje... Masz coś przeciwko gejom?-palnąłem co przyszło mi do głowy.
-Nie, ale oni nie są gejami.
-Też lubię One Direction.-rzekł Louis.
-Macie nawet podobne głosy do nich... Zaraz. Skąd wiecie o kogo chodziło?
Uciekliśmy stamtąd biegiem.
-Kur.wa! Ale z tego Taylora dupek!-krzyknąłem, kiedy byliśmy wystarczająco daleko.
-Zastanów się jak jej to powiemy...
________________________________________________________________

Sorry że długo musicie czekać na rozdziały, ale ostatnio kiepsko ze mną fizycznie a psychicznie jeszcze gorzej. Na szczęście już się w miarę ogarnęłam. Teraz wszystko zależy od tego ile będę miała nauki. Co chcecie na gwiazdkę? Ja się właśnie zastanawiam, podsuńcie mi pomysły ;D
PS All I want for Christmas is Loooouuuu! (pozostała czwórka też może być c;)

niedziela, 9 grudnia 2012

29. Kołnierz ortopedyczny.

    Cały dzień ćwiczyłam przed wieczorowym występem, nawet nic nie jadłam. Niby miałam śpiewać coś co dobrze znam-I kissed a girl, ponieważ Katy nie mogła przyjść, żeby odebrać nagrodę i zaśpiewać. Strasznie się bałam. Kiedy byłam już na miejscu i mnie malowali, Zayn do mnie zadzwonił.
-Czemu nie mogę być tam z tobą i cię wspierać?-żalił się.
-Oj. Będziesz może jak wyjdzie Call me mayby i to zaśpiewam. W końcu pracujesz i nie możesz być ciągle ze mną...
-Będę na pewno oglądać! Chłopcy też!
-Dobrze. Muszę kończyć, kocham cię.
-Na pewno będziesz świetna! Kocham cię!
Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Nie wierzę w to wszystko... Nagle wbiegł tam Taylor i zaciągnął mnie w jakiś kąt.
-Co ty tu robisz?! Jak cię wpuścili?-pytałam maksymalnie zdziwiona.
-Nieważne. Najważniejsze jest to, że nie możesz wyjść na scenę!
-No chyba sobie żartujesz!
-Tu chodzi o twoje życie! Zrozum w końcu!
-Co? Właściwie coś się tak do mnie doczepił?! Co cię obchodzi czy przeżyję?!
-Nie idź tam! Błagam!
Właśnie mnie zawołali. Zauważyłam tylko jego zdenerwowane spojrzenie... Mimo wszystko postanowiłam się nie stresować, aby wyjść jak najlepiej.
    Kiedy zeszłam w ogóle nie mogłam uwierzyć co właśnie zrobiłam! Pożegnali mnie brawami, chyba było spoko... No i przede wszystkim-żyję! Nie zostawałam na żadnym after party, bo by było, że gwiazdorze, a po za tym nikogo tam nie znałam, ani nic... Przed budynkiem czekał Tay...
-Mówiłem ci żebyś nie szła!
-Przestań rujnować mi życie! Cały czas mnie straszysz, a nic mi nie chcesz powiedzieć! Nie ufam ci! Żyję? Żyję! A więc daj mi spokój!
-Dowiesz się jak wróci twój chłopak...
*kilkanaście dni później*
    Yeah! Dziś wyszła moja pierwsza piosenka! Wychodząc ze studia napotkałam na taksówkę, w której siedziała Christina.
-To gdzie jedziemy?-pytałam wesoło.
-Nowy Jork, a co?
-Ha. Ha. Ha.-zakpiłam.-A tak serio?
-Dwie ogromne walizki są w bagażniku. Nie żartuje. O patrz! Już prawie jesteśmy na lotnisku...
Zrobiłam wielkie oczy. Aha. To porwanie?
-A chłopcy wiedzą?
-Supriseeeee!
-Ou. Fajnie. Lećmy.
    Dotarłyśmy na późny wieczór. Od ochroniarzy dowiedzieliśmy się w którym pokoju siedzą. Weszłyśmy powoli, nawet się nie zczaili.
-Chris podaj nutelle. Na szafce nocnej.-rzucił przelotnie Nialler.
Wszyscy look na nas.
-What the fuck?-odpalił Hazz.
-Niespodzianka?-krzyknęłyśmy i skoczyliśmy na siebie, żeby się przywitać.
-Byłaś świetna na tej całej gali!-chwalili mnie.
-Tak, wiem. No, ale nie czas teraz na moją skromność. Chcę Little Things!
Wtuliłam się w Malika i zaczęłam wsłuchiwać się i przyglądać teledyskowi. Ryk. Chris też.
-To jest... To jest niesamowite...-odezwała się moja BFF przez łzy.
-Spokojnie...-próbowali jakoś nas ogarnąć.
-Ja mam teraz zrytą psychę. Nie rozmawiać do mnie proszę!-krzyknęłam i wtuliłam się w poduszkę.
-Idź spać kochanie. Jutro idziemy się spotkać z Edem. Chcesz też?-pytał Zay, gładząc mnie po głowie.-Ale nie płacz już...
-Wy chyba wiecie jak to jest, kiedy dzieją się rzeczy o których nawet nie śmiało się marzyć. Marzyłam o tym, żeby pójść na wasz koncert-poszłam. Żeby osobiście wam powiedzieć 'cześć'-powiedziałam. Do głowy by mi nie przyszło, że będę z wami tak blisko. Że jak usłyszę kolejną genialną piosenkę, to będę wam mogła powiedzieć, że to co robicie jest częścią mojego życia... Pamiętam jak kiedyś się poryczałam, bo pomyślałam, że w końcu się rozejdziecie... Nie róbcie tego! Przynajmniej przed moją śmiercią...
-Huh.-westchnęli razem.
Niezręczna chwila ciszy.
-Cieszę się. My się już zbieramy... Widzimy się jutro.-powiedział dziwnym głosem Loui i zostaliśmy sami.
-Kocham cię.-zaśmiał się, całując mnie w czoło.
-Jesteś chyba najlepszym co mnie w życiu spotkało, wiesz?
-A ty jesteś moim życiem. Wiesz jak tęskniłem? Budziłem się w nocy, patrzałem na twoje zdjęcie i odliczałem dni, za ile się zobaczymy.
-Nie miałam do kogo gadać tych wszystkich nocnych bzdur, więc napisałam piosenkę.
-Kiedy ją usłyszę?
-Jeśli nie chcesz czekać do premiery płyty, to daj mi jakąś gitarę.
(http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=xJGoWkeGBBY co z tego czyja to piosenka? xd fajna jest i mi podpasowała ;p)
Ja śpiewałam, a Zay patrzył na mnie wielkimi oczami. W których były szklanki.
-She could be the one...-nucił, a ja ze zmęczenia usnęłam w jego ramionach...
    Rano ubrałam się z zamkniętymi oczami i wyczłapałam z pokoju, przed którym już czekali chłopcy. Nagle gwałtownie mnie cofnęli.
-Co?
-Spójrz na szyję... Serio chcesz tak iść?
O.Em.Dżi. Miałam niemalże calutką szyję w malinkach...
-Wolę nie pytać co się tu działo.-śmiał się Loczek.-To co robimy?
-Ja chcę do Eda!-przytupnęłam, by to odpowiednio oddać me uczucia.
-Proste, załóż golf.-stwierdził Nialler.
-Fuuuuuu! W życiu nie założę golfu!
-Oczywiście, bo cycki muszą być na wierzchu.-krzyknął Zay z drugiego pomieszczenia.
-Morda, ciulu!-również odkrzyknęłam.
-Zaraz, zaraz... Mam plan!-wydarł się Tommo i biorąc Harrego pobiegli gdzieś.
Wrócili po chwili z... kołnierzem ortopedycznym!
-Przecież ludzie będą pytać co mi się stało!
-E tam. Powiesz, że to głupi zakład. No chodź już!-popędzał Liam.
    Po drodze przechodziliśmy koło dziewczyny, której dzwonił telefon.
-Ej! Słyszeliście co ona miała na dzwonek! Call me maybe! Aaaa!
Zamknęłam się, ponieważ Sheeran wyszedł nam naprzeciw.
    Stwierdziłam, że to naprawdę niesamowity człowiek. Marzę, żeby kiedyś napisał dla mnie jakąś piosenkę.  Wyszłam chyba trochę na idiotkę, bo bardzo się tym jarałam. Ed pytał co mi się stało w szyję. Kurewka, co miałam takiemu odpowiedzieć? Usłyszał tylko, że to nie przez względy zdrowotne i zaśmiał się. Tak w ogóle, przez ten kołnierz, musiałam wyłączyć telefon i ustawić sobie sekretarkę "Nie miałam żadnego wypadku!" Po za tym, dał mi swój numer telefonu!
    Po kilku dniach relaksu w NY, czas było wracać do Londynu i dalej pracować! Zaprosili mnie do programu śniadaniowego na pierwszy poważny wywiad i występ z nową piosenką! Chłopcy przyleźli za mną do studia. Szykowali mnie do wyjścia Deja vu. Tzw. Bolo znów przyszedł mnie ostrzec...
-Nie! Nawet nie próbuj mi mówić, żebym tam nie wychodziła!-wrzasnęłam na niego, a chłopcy mieli miny 'WTF'.
-Chcesz się dowiedzieć całej prawdy?
-Jak wystąpię, pogadamy, a póki co daj mi spokój!-odpowiedziałam i cała w nerwach weszłam na wizję.
    Na szczęście wszystko poszło doskonale. Oczywiście pytali o kołnierz. Wyznałam, że to zakład. Cholernie się bałam końca programu, kiedy dowiem się prawdy... Jednocześnie, nie mogłam wytrzymać z niepewności...
-O co tu chodzi, Lena?-denerwował się Malik.
-Sama chciałabym się dowiedzieć. Może od twojego kolegi ze szkoły...?
-Dobra, nie owijajmy w bawełnę. Kto ją chce zabić i dlaczego?-odezwał się Louis poważnym głosem.
-Ale na pewno...
-Gadaj!-przerwałam Taylorowi.
__________________________________________________________

Przepraszam, że ostatnio rzadziej dodaje, ale miałam 2 tyg pełne sprawdzianów. Niby teraz powinno być lepiej, ale właśnie skręciłam kostkę chyba. Pieprze, nie idę do lekarza, chociaż mam tą kostkę 69 razy taką jak głowę. A no i jeszcze rano zemdlałam pierwszy raz w życiu *-* zajebiście... Nwm nawet dlaczego. Ciekawe co będzie ze mną dalej... Rozdział postaram się dodać w środę. #bye

sobota, 1 grudnia 2012

28. Zrobię kawę i wszystko mi opowiesz!

    Jakoś niewyraźnie się poczułam, wiec położyłam się spać po południu. Kiedy wstałam było jeszcze gorzej. Ołkej, dam radę... Po co im taka wielka chata? Teraz muszę w niej siedzieć sama bo Chris pracuje, a Dani nie ma w kraju. Chciałam wstać i zejść na dół, żeby sobie zaparzyć mięty. Nie zdołałam dojść, bo zaczęło kręcić mi się w głowie i zatrzymałam się w połowie schodów. Czy już tu umrę?
-Hejho, Alice. Spisz?-uff, nie umrę. Christina wróciła!
-Chora jestem chyba...
Zaraz się mną zajęła.
-Prawie 39'!-przeraziła się po zmierzeniu temperatury.
-Ostatni raz tak źle się czułam, wtedy w wakacje, jak moja matka poszła sobie na jakąś randkę olewając mnie, musiałam sobie sama radzić, a ona się mną zainteresowała następnego dnia, jak mieliśmy jechać na wakacje...
-I w końcu pojechaliście...
-Taa. Chyba najgorsze wakacje w moim życiu! Pewnych rzeczy jej nie wybaczę... Ale chyba jutro w południe mi przejdzie, bo usłyszę LWWY!
    Tak też się stało. Kiedy pierwszy raz miałyśmy to zobaczyć, połączyłyśmy się z chłopakami na skype. Najpierw się nade mną użalali, a potem śmiali jak densiłam i się darłam 'cycki' zamiast 'crazy'. Ona jest genialna!
-Malik, przyznaj się, że coś ćpałeś przed teledyskiem!
-Yxbedwsnzknjwxo! Nie, coś ty!
-Aaaa, jak Loui słodko wpadł do wody!-wiele podobnych komentarzy padało z naszej strony.
Musieliśmy się rozłączyć, bo dziś nagrywam mój pierwszy singiel Call me mayby! Jestem tym nieźle podjarana, aż wszyscy z ekipy się ze mnie śmieją!
    Wieczorem znów zadzwoniłam do Zayna i nie mogłam spać, wiec on zaczął śpiewać mi kołysankę. Jego głos był coraz bardziej nieprzytomny, aż w końcu chyba sam usnął.
-Zayek-gejek! Śpisz? Dobra, to se śpij. Kocham cię, wiesz? I nigdy nie ściągnę wisiorka... Nie dzwoń jutro. Napisz SMS-a, ale nie dzwoń. Jak słyszę twój głos to bardziej tęsknie i chce mi się ryczeć... Ołkej, nie będę ci już pieprzyć nad uchem. Dobranoc!
    W środę byłam już zupełnie zdrowa. Wieczorem moja BFF znów poszła do pracować, a ja postanowiłam wyjść do spożywczaka za rogiem. Nie brałam ochroniarza, którego już miałam po dziurki w dupie. Nagle ktoś się na mnie rzucił! Zaczęłam piszczeć, a on mnie uspokajać. W końcu zaciągnął mnie do sklepu.
-Co ty odwalasz człowieku?!-wydarłam się na niego.
-Celowali do ciebie.
-Że co?
-No miałaś taką czerwoną kropeczkę jak na filmach. Teraz rozumiesz?
-Jakoś dalej nie... Chodź do mnie, zrobię kawę i wszystko mi opowiesz!
Byłam w szoku. Jednak chciałam aby wszystko się wyjaśniło. To był ten chłopak! Ten sam, który mnie wtedy obronił!
-No, a więc...-zaczął kiedy już dotarliśmy.-Co chcesz wiedzieć?
-Jak masz na imię, skąd się zawsze bierzesz jak coś mi grozi, czemu mnie w ogóle ratujesz?
-Jestem Taylor. Biorę się przypadkiem i niby czemu mam nie ratować komuś życia?
-Aha.
-No.
-Czy ty mnie skądś znasz?
-Tylko z prasy.
-Aha.
-No.
Niezła jazda. Ktoś chce mnie zabić. A ten kolo wie o co chodzi, ale mi nie chce powiedzieć. Ups, to moje życie, a nie jakiś pieprzony film! Po za tym tyle zawdzięczam Taylorowi... No tak jakby 2 życia... Mówić Zayowi? Lepiej nie. Ale nigdzie bez ochrony się już nie ruszam!
-Dobra ta kawa.-rzekł, aby przerwać ciszę.
-Dorzucę ci ciastka Christiny, jak mi powiesz wszystko co wiesz. I nie kłam, że nic, bo widać po tobie!
-Nie mogę ci powiedzieć, zrozum proszę! Ale bądź pewna, że przez następne 2 tyg. nic ci nie grozi...
-Na jakiej podstawie mam ci niby ufać?
-Czy te oczy mogą kłamać, bejb?-zapytał ze śmiechem.
-Awww... Jakie niebieskie! Dobra, załóżmy, że ci zaufam.
-Muszę już iść.
-Czekaj! Numer telefonu!
Wymieniliśmy się numerami i wyszedł.
    No to teraz trza się zwierzyć. Dzwonie do Louisa.
-Hej.-zaczął wesoło.
-Ktoś za wszelką cenę chce mnie zabić...
-Co?-spytał, myśląc, że to coś w rodzaju żartu.
-Dzisiaj chcieli mnie zastrzelić. Zajebiście, nie? Tylko Malikowi nic nie mów.
-Jak mam nic nie mówić?!
-On zwariuje w tej Szwecji. Kiedy lecicie do Ameryki...?
Próbowałam zmienić temat, ale wciąż słyszałam jego drżący głos. Opowiedziałam mu o Taylorze.
-I tak po prostu go do domu wpuściłaś? Dzwonie do Alexa, nie możesz się plątać samopas, dzieciuchu!
-Ugh.
    Cały wieczór pisałam SMS-y z Taylorem. Fajny jest. Cały czas wydaje mi się, że go znam. Ze sto lat. W życiu nie byłam w takiej dziwnej sytuacji...
    Caalutki czwartek nagrywałam, połowę piątku też. Czas się chyba wyluzować. Taylor powiedział, że zna fajny klub. Kiedy się szykowałam, braciszek już był na miejscu, bo w końcu musi mnie ratować...
-To sobie wylukam tego chłopaka...-stwierdził.-Aha i najwięcej jeden drink!
-Tak, wiem, Zayn mi mówił, że idę bez niego, więc mnie upiją i zgwałcą...
Wtedy Tay przyszedł.
-Bolo? Siema!-podszedł do niego brat i przywitali się.
-Znacie się?-byłam w szczerym szoku.
-Bolo chodził ze mną do szkoły. Z BradfordBadBoyem też.
-Ale jak to?
-Najpierw przez pół roku chodziłem w Bradford, a potem przeniosłem się do Manchesteru.-wyjaśnił.-Idziemy?
Poszliśmy spacerem.
-Klub już niedaleko, Lena.
-Mówiłeś, że mnie nie znasz, a nie mówiłam ci, że tak na mnie mówią...
-Yyy, bo cię nie znam. Tylko twojego brata i chłopaka trochę.
-Boję się ciebie...
Mimo wszystko, żeby się wyluzować, bawiłam się świetnie. Przeraża mnie to wszystko. Nie zdaje sobie nawet do końca sprawy co się dzieje...
    Następnego dnia rano, Malik mnie obudził dzwoniąc.
-Kaca masz?-spytał na wstępie ze śmiechem.
-Nie.
-To dobrze. A Chris?
-Chris?
-No przecież z nią byłaś...-o fuck! Ja mu tak serio powiedziałam?!
-Nie. Nie mogła pójść. Ze znajomym byłam.-no, czyli go właściwie nie okłamałam. Bo pytałam się jej czy idzie, ale pracowała...
-Znajomym?
-Tak. Pewnie będą gadać, że cię zdradzam, ale nie wierz w to.-teraz to chyba przesadziłam. Nieźle się wkurzył!
-A dlaczego mają mówić, że mnie zdradzasz?
-Dobra, skończ! Przecież mi ufasz, tak?
-Tak. W każdym razie dzwonię, żeby ci powiedzieć, że dziś jest taka gala rozdania nagród w Leeds i zaśpiewasz tam cover.
Zaczęłam skakać po łóżku drąc się 'jej jej jej jej jej'.
-Ale jak to?
-Szukali kogoś takiego i twoja nowa menagerka ci to załatwiła tylko, że nie mogła się do ciebie w ogóle dodzwonić wczoraj, wiec zadzwoniła do mnie. Idź się szykować. Kocham cię.-wyjaśnił i rozłączył się, a ja się zajarałam jak pochodnia.
________________________________________________________________

Co ja wgl odpier...dzielam, żeby nie powiedzieć brzydko. xd próbuje wam wmówić, że to Call me maybe to piosenka Alice, robię z tego bloga jakiś pieprzony kryminał haha. nudny ten rozdział trochę. sorry. I wgl nie wiem czy ogarniecie, bo sama się trochę gubię.
PS ciągle robie EDIT w Libster Awards żeby nie było, że nie odpowiadam na wasze pytania. ;3