środa, 28 listopada 2012

27. CYCKI, CYCKI, CYCKI...

    Impreza się rozkręcała, a Li był zachwycony. To właściwie była też taka impreza pożegnalna, bo już jutro chłopcy wyjeżdżają... Na razie tylko na 3 tygodnie, ale to i tak dużo. Nie mieliśmy zamiaru pić tak dużo, bo chłopcy jeszcze jutro muszą się spakować... Nagle dostałam SMS-a od Malika. "Chodź do pokoju 69!". 69. Aha. To tu jest w ogóle jakiś hotel? Mimo wszystko zastosowałam się do tego. Zapukałam, żeby mi otworzył, po czym rzuciłam się na łóżko.
-Ugh, serio, 69?!
-Wiem, że to twoja ulubiona liczba!
-I myślałeś, że wtedy łatwiej zgodzę się na seks?-zakpiłam.
-Coś ty! Ale masz grzeszne myśli! Chciałem po prostu sobie tu z tobą poleżeć...
-Na urodzinach Liama?
-Taa...
Po 2 minutach sama zaczęłam go całować. Jego dłonie powędrowały pod moją bluzkę, którą błyskawicznie zdjął. Kiedy doszedł do biustonosza, rozerwał go.
-Masz w ryj.
Jednak nie przejmował się tym faktem i całował mnie dalej.
*jakiś czas potem xd*
-Jak ja mam się niby teraz ubrać, debilu?!
-Jezu, najwyżej nie założysz stanika!
-Popatrz na moje ubranie! Przecież to będzie widać!
-Nie będzie! Pokarz się!-spojrzał na mnie 'okiem eksperta'.-No... Nic nie widać prawie...
-Dobra i tak większość się schlała, idziemy!-zdecydowałam, nie chcąc tracić imprezy.
Inni chyba postanowił sobie nie szczędzić. Na przykład Mazzi, który właśnie tańczył na stole. I to mi się podoba!
-Cześć!-podszedł do mnie równie wstawiony Andy.-Krzywo sobie bluzkę zapięłaś!-zaczął się śmiać i odszedł.
Stwierdziłam, że jednak muszę się upić i usiadłam przy barze.
-Cóż się stało dziewojo?-przysiadł się Hazz.
-Mówisz o tym, że widać mi cycki i się źle ubrałam?
Przytaknął, a ja wciągnęłam całą tequilę.
-Taka moda.-rzekłam szybko.-Trzeba zrobić Liasiowi kochanemu, coś takiego... No wiesz... Danielle!-zawołałam ją i przyszła od razu.-O czym marzy Li?
-Nie wiem, ma różne marzenia... Jakby co, nie spełnisz ich w ciągu 15 minut.-zaśmiała się.
-No nie! To już nawet do tego doszło, że muszę za niego marzyć? Ołkej, spróbuję... Jakieś pomysły?
-Cycki, cycki, cycki till we see the sun...-nucił coś Hazz.
-Co?
-Nie, nic...-odparł i położył się na blacie, twierdząc, że musi odsapnąć.
-Może... Wiem! Piknik w powietrzu! Poczekamy aż ludzie się rozejdą i lecimy. Chwilka... Telefon Harolda! On ma kontakty... Zadzwonię do menagera.
*
-Cześć, tu Harry.
-Co tam?
-Mam sprawę...
-Styles, to na pewno ty?
-Tak. Potrzebny mi lot balonem. Za jakieś 2-3 godzinki. Wyślij mi sms z miejscem. Papatki, kocham cię, misiu!
*
-Alice, sądzisz, że to się uda?-kpiła ze mnie Dann.
-Wypij więcej.
-No dobra, ale...
-Cii! To nie-spo-dzianka! Bo Liam się tego nie-spo-dziewa! Dobrze, że piłam, bo mam lęk wysokości... Lokuniu zatańcz ze mną wolnegoo... To zawsze było moje marzenie!
-Czas spełnić marzenie ziemniaka!-poderwał się i zaczęliśmy tańczyć.
    Za jakiś czas każdy się zaczął zbierać, a my do balonu.
-Ale gdzie mnie ciągniecie?-pytał po drodze.
-Spełnię twoje marzenie, które ci nawet wymarzyłam! Czego chcieć więcej?! O już jesteśmy!-ucieszyłam się.-No to teraz życzenia! Kocham cię Liam, nie zmieniaj się, miej 69 payzerątków, happy birthday i co tam sobie wymarzysz, albo co ja ci wymarzę.
Wpakowaliśmy się do środka, oczywiście z koszykiem pełnym żarcia jak na piknik przystało. Yeah, tylko nie mogę patrzeć w dół, bo będzie po mnie.
-Jej, zajebiście, uznajmy, że o tym marzyłem!-cieszył spitą mordę Daddy.
-Jedzcie i wracamy.
-Tak szybko to my nie wylądujemy.-oznajmił mi ten facio co to kontrolował.
-Chodź cię przytulę królewno...-zaproponował Zay, widząc, że mam pełne gacie.
Spojrzałam na zegarek mego wybranka. Było w pół do piątej nad ranem. Ciekawe za ile wytrzeźwieje...
-Włóż do zamrażalnika, Loui!-krzyknęłam nagle.
-A ile miałaś na pierwsze półrocze z matmy w 5 klasie?-pytał srogo.
-Tak.
-To włożę.
Nie jestem pewna o czym rozmawialiśmy... Wiem, że zaraz potem razem z Paynem rzucałam bananami w ptaki z głowami antylop.
-Fajna ta impreza. Ale za bardzo podkręcili klimatyzację w tym klubie.-stwierdził Horan.
*kilka godzin później, dom*
    Nie poszłam spać. Pakowałam chłopaków. Reszta od razu padła. Jak ja bez nich wytrzymam tyle czasu?! Przytuliłam się do Malika.
-Nie płacz. Szybko minie...-wymruczał, a ja aż poderwałam się z zaskoczenia.
Za godzinkę byliśmy na lotnisku.
-Lena, spakowałaś mi moje czerwone polo?-pytał Nialler.
-Tak, idioto. Gdzie 'dziękuje', że ty nie musiałeś tego robić?!
-Dzię-ku-je-my!-powiedzieli słodko chórkiem.
Przyszedł czas rozstania, a ja mi włączył się syndrom 'fontanna'.
-Ej, spokojnie. Masz wisiorek, tak? Nie ściągaj go przypadkiem! I nie zrób sobie krzywdy! Chris, pilnuj jej. Jak dolecimy to zadzwonię do Alexa... Nie chodź sama po mieście, ani mi się waż przechodzić na czerwonym świetle! A jak będziesz w nocy szła pogapić się na lodówkę, uważaj na schodach! A i jak zachce ci się znów się zwierzać, zamiast spać, to dzwoń. Kocham cię. Nie zostanę w żadnej Ameryce. Pa.-dostał 'biegunki słownej', a ja nie odezwałam się ani słowem tylko ryczałam.
_________________________________________________________________

Te cycki to dla was, bocianki ;3! 'biegunka słowna' dzisiaj poznałam takie określenie. Hmm... Nie powiem, ciekawe ;D Czy wy też w szkole macie taki zapierdziel? Od niedzieli tylko i wyłącznie siedzę w książkach o.O 

4 komentarze:

  1. Haha Malik seksoholik xD
    No to impreza się im udała ;D
    Mam nadzieję że Zayn nie zrobi jakiejś głupoty w tej Ameryce.
    Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Horanieeeee <3 skąd Ty te teksty bierzesz ? o.O
    Normalnie kocham Cię i ziemniaka xdd ;33
    ` Czas spełnić marzenie ziemniaka! ` <3 i napisać niwy rozdział ;dd

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział:) Po prostu genialny jak każdy;)
    PS: Nominuję cię do Liebster Award. Tutaj masz link do pytań:
    http://love-story-1d4ever.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń