niedziela, 28 października 2012

20. Karaluchy?


    Już 3 godzinę trudziłam się z tym obrazem. Postawiłam na 'telefon do przyjaciela'.
-Alex... Nie wiem jak dokończyć ten obraz... Tzn. wiem, ale boje się, że coś spieprzę...
-Ugh... Piszesz piosenki. Do tych obydwu czynności potrzebna jest wena... Ten pędzel ma sam zapieprzać po płótnie, rozumiesz?
-Wiesz jaką ja mam wenę? Ja mam taką wielką wenę! To jest aż fascynujące, osiągnąć taki stan duchowy! Ja po prostu już wymyśliłam taką piosenkę, że jutro mogę zrobić światową karierę! Czujesz ten klimat?
-Nie ćpaj, bo wrócisz do Manchesteru!
-Ja już tam nie wrócę... Miałeś rację-to nie moje miejsce. W ogóle zaczynam nowe życie, nie wracam do szkoły, pa!
Rozłączyłam się i wyłączyłam telefon, żeby uniknąć słuchania, co on sądzi na ten temat. Usłyszałam pukanie i podskoczyłam.
-Lena...-usłyszałam głos Li.
-Nie wchodź!
-Nie bij! Co ty tam takiego robisz?
-Tak w ogóle, gdzie twoja dziewka, chędogo?
-Posprzeczaliśmy się. Nic wielkiego...
    Zjedliśmy obiad, który Chris nam przyrządziła.
-Naucz mnie tak gotować! Może wtedy Styles nareszcie mi się oświadczy!-prosiłam moją BF.
-Jeżeli dorównasz Christinie, to możemy się hajtnąć. Nie ma problemu!-odparł loczek.
-Czyli nie muszę się na razie bać, bo prędko to nie nastąpi!-zaśmiał się Malik.
Walnęłam go i poszłam dalej malować...
    Jeeeej! Skończyłam! Teraz tylko pozostało walnąć się na łóżko i się nie ruszać. Tak więc zrobiłam. Po chwili ktoś walnął się obok mnie. Zakładam, że Malik, ale nie chciało mi się otwierać oczu, żeby sprawdzić... Złapał moją rękę i ją pocałował. Awww... Potem to już mnie całował prawie wszędzie; w nos, w oko, po szyi... Dopiero ja go cmoknęłam w usta i tak się zaczęło... Ja pierwsza pozbyłam się bluzki, on zaraz za mną...
-Na pewno tego chcesz?-pytał podczas zdejmowania spodni.
Miałam już coś mówić, ale wtedy rozległ się dźwięk mojego telefonu. Zay opadł na łóżko, westchnął i odebrał. Wystraszyłam się, bo zrobił bardzo dziwną minę i oddał mi komórkę.
-Halo?
    Po 15 minutach byłam w drodze do Manchesteru. Znowu. Mój dziadek trafił do szpitala i Alex do mnie zadzwonił.
-Nie możesz jechać szybciej?-czepiałam się, bad boya.
-Spokojnie... Nie martw się.
"Łatwo ci mówić", pomyślałam, ale zachowałam dla siebie. Tak bardzo się boję!
    Wbiegłam do szpitala w prędkości światła i od razu napotkałam mojego brata.
-Co z nim?
-Nie wiadomo. Ostatnio czuł się gorzej... Możliwe, że to od fajek...
Weszłam do sali.
-Jak się czujesz?-spytałam troskliwie.
-Bywało lepiej... Gadałaś z mamą?
-Co to ma teraz do rzeczy?
-Słyszałem, że się pokłóciłyście...
-Nie. Po prostu ona ma teraz nową rodzinę.
-Nie mów tak. Nawet jeśli nie wiem co by się działo, zawsze będziecie rodziną! Poświęciła dla ciebie wiele dobrych ról, żebyś nie musiała zostawać z nianią.
-I tak z nią ciągle siedziałam.
-Ktoś musiał zarabiać. Ona cię kocha! Tak jak każda matka swoje dziecko!
-Póki będzie z Robem, nie wróże nam świetlanej przyszłości...
Dałam mu trochę odpocząć i usiadłam koło Zayna, który mnie przytulił. Po chwili wkroczyła matka... Najpierw do dziadka, a potem podeszła do mnie. Dałam Malikowi do zrozumienia, żeby zaczekał w samochodzie.
-Przepraszam...-zaczęła niepewnie.-Kocham cię i nie wiedziałam, że to, że jestem z Robem, aż tak wam przeszkadza... Zrozum, że każdy szuka swojej drugiej połówki, a byłam z nim szczęśliwa. Zerwaliśmy. Okazał się zwykłym dupkiem. Myślałam, że nareszcie się uda, że będę miała dla kogo wstawać rano i lecieć po bułki, że będę komuś potrzebna... Wy się wyprowadziliście, a ja jestem sama...
Ale mnie wrobiła w poczucie winy... Z drugiej strony, przecież nic nie zrobiłam! Z dziadkiem wszystko ok i zostaje jeszcze trochę na obserwacji. To wszystko przez to, że upiera się, żeby nie iść na emeryturę, ugh. Wróciłam do samochodu i od razu odleciałam...
*Zayn*
    Kiedy obudziłem się rano Leny już nie było w łóżku. Znalazłem tylko kartkę "Idź do garażu!".
-Ta-da!-krzyknęła kiedy odsłoniła obraz.-To teraz zgaduj co na nim jest!
-Karaluchy?
-To są płuca. Palacza.
OMG.
-To wygląda strasznie!
-Starałam się...
-Nie to mam na myśli... Kocham cię! Dziękuję!
-Przestaniesz palić?
-Oczywiście. Pale coraz mniej...
Myślałem, że jest okej, ale ona usiadła na stercie opon i się rozpłakała.
-Spokojnie... Co się dzieje?-pytałem, przytulając ją.
-Nie chcę po prostu, żebyś skończył jak mój dziadek... Przez palenie ma poważne problemy ze zdrowiem. Kocham cię strasznie, błagam rzuć to, bo ja już nie mam więcej pomysłów!-mówiła przez łzy.-Czuję się bezradna do tego, że narażasz się na śmierć...
Teraz to mi się chciało ryczeć. Bardzo trudno jest mi rzucić, a ona tak płacze, tak się stara...
*Chris*
Sytuacja się trochę uspokoiła i zaczęliśmy jeść śniadanie.
-Pójdź może na górę po chłopców.-zasugerował brunet.
Tak też zrobiłam. W pokoju Niallera była kartka, że idzie z Christiną do parku. Następnie puknęłam w drzwi Louiego i weszłam, bez proszę. Cofnęłam się momentalnie i zamknęłam drzwi. Chyba się całowali... Harold wyszedł, uśmiechnął się do mnie i ruszył do łazienki.
-Właź.-zawołał mnie Boo bear.
-Przepraszam.
-Nic się nie stało... Tzn właściwie jestem ciut zły. Ani razu się nie pocałowaliśmy!
-Przecież jesteście razem już 2 miesiące!
-Wiem, ale nie chciałem go całować, póki byłem z Dianą, a teraz ciągle ktoś nam przeszkadza...
-Znam ten ból...-westchnęłam cicho.
-Co?
-Nie nic. Idziesz na śniadanie?
-Jasne, już schodzimy.
Zaczęliśmy wżerać jajecznicę i wtedy wbiła rozwścieczona Chris.
-Gdzie masz Nialla? Mieliście iść na poranny spacer...-odezwał się Hazz.
-Gdzie ja go mam? W dupie!
-Jej, co się stało?-pytałam troskliwie.
-Kur.wa, mi mydli oczy! Oni nas okłamują!-pomimo tego, że Malik jest mulatem, zrobił się teraz blady jak ściana...-Tak, święty Liam też! Myślisz, że dlaczego się pokłócił z Dani? Ile to już trwa?
-Ale o co chodzi?-poczułam się strasznie i coś ukuło mnie w klatce piersiowej.
-Niech któryś z was wreszcie ma jaja i jej powie!
Poczułam się okropnie. Łzy zaczęły ściekać mi po policzkach i bezradnie zerkałam na każdego po kolei...
_________________________________________________________________

Co do rozdziału to mój dziadek serio pali i kiedyś ze mną został jak miałam ze 4 lata. Wyszedł na klatkę na fajkę, a ja zamknęłam drzwi i włączyłam Klan, żeby nie słyszeć jak mnie woła. Poczułam się taka 'dorosła' i dalej mu nie otwierałam. Musiał dużo nakombinować, żeby zdobyć klucze od mojej mamy, która miała wrócić z pracy za kilka godzin... Niestety dalej pali i chyba muszę se maznąć taki obraz...
Jak myślicie 'o co chodzi'?
Mam dodawać rozdziały 2 czy raz w tygodniu? Ja tam mogę spiąć dupę, ale czy wy macie czas czytać? Wgl jak szkoła? Już 2 miesiące wytrzymaliśmy... ;)

poniedziałek, 22 października 2012

19. Obraz-kolejny chory plan...

    Przy śniadaniu oznajmiłam, że wyjeżdżam do Manchesteru.
-What the fuck?-zapytał spokojnie Hazz.
-Mam do załatwienia pewną sprawę... Zawiezie mnie ktoś?-spytałam słodkim głosikiem.-Hmm, widzę las rąk...
-Dobra, ja mogę...-poświęcił się Loui.-Mam tam i tak coś do załatwienia...
-Ale mi to zajmie jakieś 3 dni...
-Co?! Co ty będziesz robiła tam przez 3 dni?-oburzył się Malik.
-Dobra, ostatecznie mogę pojechać tam na kilka godzin i zrobić to tutaj, ale jeśli mi udostępnicie garaż i nie będziecie tam zaglądać...
Zgodzili się i zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy.
    Loui po drodze dawał mi lekcję śpiewu... Trochę mi nie wychodziło, bo cały czas mnie rozśmieszał.
-Co zawsze sądziłaś o Larrym?-spytał, jak już się opanowaliśmy.
-Wiedziałam, że kiedyś o to zapytasz... Nie obrazisz się?
-Niee.
-Nie byłam jakąś shipperką, ale też nie byłam pewna, że to nieprawda. Kochałam czytać różne opowiadania o Larrym, takie jak np. "Room 317"... Nigdy nie wiedziałam co o tym sądzić...
-A teraz? Kiedy już się poznaliśmy, co o nim sądzisz?
Ale mnie zagiął... Co ja teraz sądzę o Larrym? Nie widziałam żadnych pocałunków, przytulania...
-Teraz jesteśmy przyjaciółmi i jakby on istniał, to powiedzielibyście...-prosta i polityczna odpowiedź.-Larry istnieje, prawda?
W samochodzie nastała cisza. Słyszałam tylko jak w radiu leci Payphone. Jak ja mogłam przez tyle czasu nic nie zauważyć? Może po prostu Diana, mydliła mi oczy...
-Kiedy poznałem Dianę odrazu mi się spodobała. Myślałem, że jestem w niej zakochany, potem okazało się to zauroczeniem... Nie orientuję się, kiedy poczułem coś do Hazzy. Od niedawna jesteśmy razem... Wcześniej, może faktycznie wyglądało, jakbyśmy byli gejami... W końcu zerwałem z Dianą, nawet nie mówiąc jej dlaczego... Potraktowałem ją okropnie, bo udawałem, że ją kocham, będąc już z loczkiem...
Wow. Larry is real! Właśnie poznałam odpowiedź na jedno z najbardziej frustrujących pytań Directionerki.
-A jak długo jesteście razem?-zdziwiłam się, że się odezwałam
-To dopiero początki... Jakiś 2-3 miesiąc...
-Czyli Larry powstawał na moich oczach, a ja nic nie widziałam?! Ugh...
Zaśmiał się krótko i nerwowo.
-To może ty mi w takim razie powiesz po co jedziesz do Manchesteru?
-Mam plan.
-Już się boję.
    Akurat natknęliśmy się na mamę, jak wysiadałam z auta.
-Ou, Alice. Dzień dobry, Louis. A nie ma z wami Zayna?
-Dzień dobry. Niee. Coś przekazać?-zapytał grzecznie.
-Chciałam się dowiedzieć czemu pobił Roba.
-Gdzie Alex?-zapytałam zdziwiona.
-Wyprowadził się.
-Ja akurat mogę odpowiedzieć na to pytanie...-zaczęłam błagać, żeby jej nie powiedział.-Oddał za Lenę.-powiedział szybko i odjechał.
-O co tu chodzi?-moja mama miała już na maksa zdziwioną minę.
-Idę do Alexa, pa.
-Czekaj!
-Nie chcę już z tobą rozmawiać! Nigdy!-zabrzmiało ostro... I dobrze.
    Jakoś trafiłam do nowego mieszkania mojego brata. Małe, ale przytulne. A on chyba nareszcie jest w pełni szczęśliwy...
-A więc, muszę namalować obraz.
-Nie umiesz malować.-zakpił ze mnie.
-Właśnie dlatego tu jestem. Pomożesz mi.
-Okej... Jaki obraz?
-Płuc... Płuc palacza.
-Kolejny chory plan, namówienia Zayna na rzucenie palenia?-zaśmiał się pod nosem, na co ja tylko kiwnęłam głową.-Wiesz, że będzie to trochę śmiesznie wyglądało?
-Och, Alex... Nie maluje tego na jakąś wystawę. Liczy się gest!
Najpierw robiliśmy szkic, wzorując się na przerażającym zdjęciu. Patrząc na nie, chciało mi się płakać. Oby obraz go poruszył...
    Wieczorem przyjechał po mnie Loui i wróciliśmy do domu. Dotarliśmy już w nocy, więc od razu położyłam się do łóżka i wtuliłam w Zayna.
-Nareszcie jesteś.-odezwał się nagle, a ja aż podskoczyłam.
-Myślałam, że śpisz...
-Kocham cię.
    Ranek. Omlety. Mniaaam.
-Malik, korzystaj z życia, bo zaraz jedziemy do tej nowej galerii!
-Uhh... Ołkej, ale potem, do końca dnia, leżymy w domu!
    W sumie galeria jak każda inna, ale spodobało mi się parę rzeczy. Oczywiście odbyłam z Zaynem kłótnie.
-Dobra, zdejmij to, idę do kasy.-zakomunikował kiedy przeglądałam się w lustrze w przymierzalni.
-Sama to sobie kupie.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak!
-Nie!
-W takim razie, nie wezmę tego. Przyjadę po tą sukienkę kiedy indziej.
-Daj spokój. To ma być prezent!
-Nie chcę, żeby to wyglądało, że jestem z tobą dla kasy! Nie biorę.
Kiedy wyszłam ze sklepu, zauważyłam, że Zayn jednak ją kupił.
-Co? Może to dla mojej siostry!
-Zayn, al...-przerwał mi, całując namiętnie.-Wracajmy do domu...
Weszliśmy do windy, nacisnęłam przycisk, drzwi się zamknęły... Był tylko jeden problem-winda nie ruszała.
-Yym... Nie panikuj...-uspokajał mnie Zay.
-Czy ja panikuję?
-Zawsze się tak mówi w takich sytuacjach... Trzeba... Nacisnę ten przycisk.
Brak reakcji. Trwaliśmy minutę w ciszy. W końcu zgasło światło, a winda zaczęła się powoli osuwać w dół. Miałam łzy w oczach. Głupia muzyczka uciszyła się i usłyszeliśmy jakiś komunikat, że zaraz ją naprawią i żeby 'nie panikować'.
-Jak mam nie panikować, jak kur.wa spadamy?!
-Spokojnie...-jego głos nie brzmiał tak pewnie, ale mocno mnie przytulił.
Winda nareszcie się zatrzymała, ale nadal było ciemno. Kilka wdechów i wydechów i było mi lepiej. Wtedy Malik chwycił mnie i pewnie pocałował. Po ustach, przyszedł czas na szyje... Po chwili nie mieliśmy już na sobie bluzek i zapomnieliśmy o bożym świecie...
-Ej! Winda ruszyła!-przerwaliśmy pocałunki i jak najszybciej próbowaliśmy doprowadzić się do ładu. Nareszcie nas stamtąd, ale szczerze, wolałabym, gdyby zrobili to później...
    Kiedy szliśmy do samochodu, zaczepiły nas jakieś fanki. Byłam w szoku, bo chciały też zdjęcie ze mną! To było bardzo miłe szczególnie dlatego, że mało osób akceptowało nasz związek... Ciężko jest, kiedy chcesz być z osobą, którą kochasz, a ludzie cię za to nienawidzą... Kiedy byłam młodsza, dbałam o to, żeby każdy mnie lubił i tak było. Zawsze byłam miła, pomocna, często za bardzo i inni to wykorzystywali, ale lubili mnie. Teraz nie dbam o to, bo i tak znajdzie się osoba, która wymyśli jakąś idiotyczną plotkę i wszystkie sytuacje w których byłam taka milutka, znikną, zostaną wymazane z pamięci...
-Z tą szkołą, to tak na serio?-zapytał mulat, już w aucie.
-Że robię sobie przerwę? Tak...
-Wiesz,  że to poważna sprawa...
-Chcę choć raz w życiu, powalczyć o swoje marzenia! Ciągle były tylko plany, bo szkoła. Musiałam w końcu jakoś przechodzić z klasy do klasy mając 'takich' rodziców... Teraz ich praktycznie nie mam. Chcę zająć się jedną rzeczą, a porządnie, a nie ledwo zdać i mało śpiewać przez następny rok. Każdy ma swoje cele....
-Wiesz, że droga do tych celów jest bardzo ważna? Do twojego, droga jest bardzo trudna... To jest show-biznes i wszystkie chwyty są dozwolone... Trzeba mieć naprawdę mocną psychikę...
-Nie strasz mnie, tylko wspieraj...
-Kocham cię, wiesz?
-Wiem.
_______________________________________________________________________

Zatrzasnęliście się kiedyś w windzie? Ja raz na wycieczce, z moimi kol... Było podobnie jak opisałam. Jedna z moich koleżanek krzyczała: "Julia, ratuj nas!". Więc ja super hero, rozsunęłam drzwi ręcznie, ale okazało się, że za nimi są jeszcze jedne drzwi... Zamknęłam je więc i zadzwoniłyśmy do naszego kolegi. Na początku nam nie wierzył, ale powiadomił kogoś i winda ruszyła... Taka tam anegdotka ;p
PS Nie wiem kiedy będzie następny, bo mam awarie laptopa, a komp mnie denerwuje xd poza tym przez caly tydzien sprawdziany. Postaram sie ;D

wtorek, 16 października 2012

18. "I love you!"


    Szwendałam się po Londynie, próbując poukładać sobie wszystko w głowie. Może i Matt był moją pierwszą, prawdziwą miłością i nigdy o nim nie zapomnę, ale zostawił mnie. Teraz kocham Zayna. Nie kocham Mathewa. Nie kocham go. Jestem po prostu sentymentalna i dlatego teraz czuje się tak... dziwnie. Przecież zawsze marzyłam, żeby poznać Zayna i w ogóle... I Matt pomógł mi spełnić to marzenie... Ugh!
-Alice? Czemu nie odbierasz telefonu?-ujrzałam nad sobą Malika.-Dzwoniłem do ciebie z tysiąc razy! Miałaś odbierać!
-Przepraszam, nie słyszałam...
-Jak było?
-Wracajmy już.
Bez słowa ruszyliśmy do domu. Tam, udałam się na taras.
-Czemu tu siedzisz? Pada.-dziwił się Harreh.-Co się stało na tym spotkaniu? Tylko błagam, nie mów 'nic', bo inaczej Zay nie miałby teraz pełnych gaci, że go zostawisz...
Łzy zaczęły mi napływać do oczu. Co on teraz może czuć? Jestem okropna.
-Nie kocham już Matta. To zwykły sentyment. Naprawdę...
-Wiesz, że wypalił dzisiaj dwie paczki fajek?
What the fuck? Przeze mnie tyle palił...?
-No, ale ja mówię prawdę!
-Nie twierdze, że nie, ale zrób coś z tym faktem.
    Zrobiłam tyle, że resztę dnia spędziłam u Chris. Dopiero wieczorem wróciłam do domu. Myślałam, że chłopcy śpią, ale usłyszałam ich głosy na górze. Postanowiłam tej nocy przespać się na kanapie. Nie mogłam jakoś, przytulać się do Zayna, zastanawiając się, czy aby na pewno nie czuje nic do Matta. Położyłam się pod kocem i zamknęłam oczy próbując usnąć. Nagle usłyszałam kroki. Ktoś odchrząknął i byłam prawie pewna że to mulat. Kucnął obok mnie, a ja dalej udawałam, że śpię. Patrzył się chwilkę na mnie, poprawił koc, pogładził po policzku i poszedł. Kiedy tylko zniknął, rozpłakałam się. Dlaczego jestem taką pieprzoną egoistką?
    Kiedy obudziłam się rano zastałam tylko kartkę powieszoną na lodówce.

Hej, nie chcieliśmy cię budzić, bo wyszliśmy coś załatwić. Zrobiliśmy ci naleśniki, ale niestety Niall wszystko zeżarł. We're sorry. Bądźcie z Christiną o 16 w domu, Horan postanowił to odpracować... xx

Napiłam się tylko kawy i wyszłam... do Mathewa. Drzwi były otwarte na oścież, więc puknęłam tylko i weszłam od razu. W salonie mój eks całował się z jakąś lasencją, obmacując się przy okazji. Wszystkie wątpliwości minęły... Kiedy mnie spostrzegli ona wyszła, a on zrobił się cały czerwony.
-Nie kocham cię chu.ju. Tak dla jasności...-odezwałam się w końcu.
-No, bo...
-Nie tłumacz się. Dokończmy tą pieprzoną rozmowę i nie chcę cię więcej widzieć na oczy.
-Zrobić...
-Nie proponuj mi kawy, piłam przed chwilą.-usiedliśmy na kanapie.-Więc po co pytałeś czy cię jeszcze kocham? Wracasz?
-Nie, ale pomyślałem, że możesz tam ze mną pojechać...
-Hmm... Pomyślałeś... Szkoda, że 2 miesiące za późno... Ilu dziewczyną jeszcze to zaproponowałeś? No miej jaja chociaż raz w życiu!
*chwila ciszy*
Pokazałam mu moją rękę.
-Rany po tobie mi się właśnie zagoiły. Nie chcę mieć następnych. Wiesz, że myślałam, że jestem z tobą w ciąży? Nie przyjechał byś, nie?
-Co?!
-No tak... Chłopcy wysłali mnie do lekarza, zajęli się mną... Dobra, spełniaj dalej swoje marzenia, nie będę ci wchodzić w drogę. Powodzenia i żegnaj.
-Powodzenia z Zaynem... Pa.
Kiedy wybiegłam z klatki poczułam się tak... dobrze. Ciężar spadł mi z serca. Poszłam na naukę śpiewu.
-Co masz zamiar zrobić z tą karierą?-zapytała mnie moja nauczycielka.
-Z jaką karierą?!
-Z karierą, którą możesz osiągnąć... Nie chcę cię namawiać na odejście ze szkoły... Weź to wszystko przemyśl.
Wow... Co robić? Myślałam, że mam jeszcze czas na decyzje życiowe...

    Wychodząc z budynku zauważyłam chłopców którzy zmierzali do samochodu. Skoczyłam Zaynowi na plecy, a on prawie dostał zawału.
-Stęskniłam się za wami! Mogę się z wami zabrać?
-Jasne.-odpowiedzieli i ruszyliśmy.
Poszłam na chwilę do łazienki i wszyscy zdążyli rozproszyć się po domu. Zaczęłam szukać Malika. Siedział odwrócony tyłem na łóżku.
-Tęskniłam za tobą...-zaczęłam rozmowę.
-Ja za tobą też. W nocy...
-Tak, w nocy spałam na kanapie.-przerwałam mu.-Musiałam sobie wszystko przemyśleć...
-I przemyślałaś? Wracasz do niego?
-Oszalałeś?! Kocham cię... Chciałam po prostu przekreślić grubą kreską całą przeszłość. Nie wracam po wakacjach do szkoły.
Pocałował mnie i blondynek zawołał nas na obiad.
-A gdzie twoja sis?-pytał Lou.
-Moja sis jest aktualnie w Leeds. Musi tam coś załatwić.
    Po jedzeniu chłopcy znów musieli gdzieś jechać... Tajemnicze to wszystko... Na szczęście Loui został.
-To co oglądamy? American pie, czy American pie?-zapytał, trzymając płytę.
-Hmm... Niech będzie... American pie!
-Świetny wybór!
Obejrzeliśmy już jakieś pół godziny filmu, ale skończył nam się popcorn, więc ruszyliśmy do kuchni dorobić.
-Lou... Powiedziałeś mi ostatnio, że nic o was nie wiem... O co chodzi?
-Z tą Dianą to bardziej złożona sprawa...
-No przecież możesz mi zaufać... Chcę zrozumieć.
-O tym wszystkim wie tylko pięć osób... Tak, zespół. Nie wiem, czy mogę...
Jezu. O co chodzi?
-Bo ty jesteś Directionerką... No i byłaś zanim się poznaliśmy. I co ty sądziłaś o...
Wtedy wbili chłopcy i rozmowę szlag trafił...

*Zayn*
    Podczas gdy Lena była pod prysznicem ja pościeliłem łóżko i odczytałem SMS-a od Matta.
"Mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę, że jesteś wielkim szczęściarzem. Opiekuj się nią, to niezwykła dziewczyna..."
Chciałem odpisać, ale właśnie niezwykła dziewczyna, w samym ręczniku, wróciła z łazienki.
-No co? Piżamy zapomniałam... Podasz?
Chwyciłem ubranie z szafki, a ona wyciągnęła rękę.
-Zaraz, zaraz. Chyba coś mi się za to należy...
Pocałowała mnie w policzek.
-Naprawdę?-dziwiłem się rozczarowany.
Posadziłem ją u siebie na kolanach, a ona pocałowała mnie namiętnie. Zacząłem gładzić ją po plecach. Nagle ona się ode mnie odkleiła i poderwała na nogi. Znów miałem jakieś poczucie winy, że zabrnąłem za daleko i...
-Przepraszam... Um... Mogę tą piżamę?-zapytała.
-Nie przepraszaj. Rozumiem, że jeszcze nie jesteś gotowa...
-Jestem! Tylko... mam okres.
Roześmiałem się na jej słowa, nie wiem dlaczego, a ona skarciła mnie wzrokiem.
-Dzisiaj ty śpisz na kanapie!
-Nie! Błagam!
-Za późno. Na przyszłość się nauczysz co to znaczy się śmiać z takich rzeczy...
*Alice*
    Rozbawiona całą sytuacją, zadzwoniłam do Chris. Wiedziałam, że Zay siedzi pod drzwiami.
-Zayn bardzo mnie zdenerwował! Śpi dziś na kanapie! Oszalałaś?! Nie ustąpię mu!
Nagle usłyszałam "grę" na gitarze i śpiew. Tiaa, piosenka I love you. Jej tekst brzmiał: I love you, I love you, I love you,+ nieudolna gra na gitarze i wpuściłam go do tego pokoju. Jednak sama z niego wyszłam, żeby dokończyć rozmowę. Skróciłam jej wszystko co stało się przez te 2 dni.
-No to widzę, że było ciekawie...
-Jezu! Olśniło mnie!
-Co? O co chodzi?
-Namaluję obraz! Jadę do Manchesteru, namaluję obraz!
_________________________________________________________________

Jak myślicie o co chodzi z obrazem? I z tą rozmową z Louisem? Wgl. sorry że tak długo musieliście czekać, ale szkoła + myszy mam w domu... ;c. Miał ktoś kiedyś? Ja już nie wytrzymuje psychiczne z tym wszystkim... Chętnie bym sobie z kimś popisała... Jakby ktoś chciał to piszcie w kom. ;)

niedziela, 7 października 2012

17. Jak tu wybaczać?

    Ranek. Kac. Właściwie bardziej bolało mnie serce od głowy... Czemu on ją całował? Wielka gwiazda... Bad boy, kur.wa... Znowu nie mam co ze sobą zrobić. U Chris nie zamieszkam. Wiem, że bym mogła, ale głupio mi codziennie jeść śniadanko z jej rodzicami...
-Hej kochanie. Idziemy coś zjeść?-wyrwała mnie z zamyśleń moja BF.
Kiwnęłam głową i spojrzałam na telefon. 17 nieodebranych od Zayna. Zlekceważyłam to i poszłyśmy do kuchni. Zadzwonił Loui.
-Hej, hej. To gdzie cię poniósł ten melanż?-pytał rozbawiony.
-Um... Wstałeś dopiero? Gadałeś z Zayem?
-Ej, co jest?
I się rozbeczałam...
-Nie, nic... Pomożesz mi znaleźć jakąś kawalerkę w Londynie?
-Co ten idiota znowu odwalił?! Zaraz już sobie z nim pogadam...
Rozłączył się, a ja wzięłam łyka kawy.
-Co masz zamiar z tym zrobić? Wybaczysz mu?
-Nie wiem. Mam już tego dość...
Spojrzałam w okno. Stał tam. Bezczelny. Ani myślę z nim gadać.
Christina poszła otworzyć.
-Co chciałeś?-spytała grzecznie.
-Chyba nie myślisz, że chciałem się całować z Dianą? Jak to z boku wyglądało?-doradzał się jej.
-No Malik... Kombinuj, bo na sucho, to ci to nie ujdzie...
Odszedł. Ciekawe co wymyśli...
    Spędziłam już 30 minut z słuchawkami w uszach, siedząc na parapecie, obserwując... Jakaś dziewczyna wybiegła z domu, za nią jej ojciec. W samochodzie czekał chłopak. Kłócili się, aż w końcu ona odjechała. Mnie nigdy ojciec nie zabraniał spotykania się z chłopakami. Bo nigdy go nic nie obchodziłam... Zamknęłam oczy wsłuchując się w piosenkę Payphone... Prawie spadłam na podłogę, przez nagły, głośny huk. Przed oknem stał mulat i puszczał sobie fajerwerki.
-Alice! Kocham cię!-darł się w niebo głosy, a ja miałam ochotę go zabić.
Na szczęście rodziców Chris nie było... To nawet trochę słodkie... Ale i tak jestem zła! Co robić?!
-Przepraszam!-krzyczał dalej, a wszyscy sąsiedzi byli już przed domami.
Chris wyszła do niego, szepnęła coś i wróciła. On rzucił się na kolana, ciągle puszczając te petardy.
-Dużo tego ma?-pytałam, zastanawiając się jak zareagować.
-No troszkę... Odpuść rzesz!
-Nie ma tak łatwo! Mam tylko nadzieje, że nikt nie zadzwoni na policję.-zaśmiałam się w duchu. Niech się męczy!
Odszedł gdzieś, a ja się zajęłam pomaganiem Christinie w cieście marchewkowo-czekoladowym. Kiedy wsadziłyśmy je do piekarnika, ktoś zadzwonił do drzwi. Ona poszła otworzyć. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i przerzucił przez ramię.
-Puszczaj mnie!-krzyczałam, robiąc jego tyłkowi masaż pięściami.
-Ej! Nie bij mnie!
-Miłej zabawy!-życzyła nam zdrajczyni i zamknęła za nami drzwi.
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.
-Pogarszasz swoją sytuację... Wiesz, że mogę zgłosić to na policję?!
Gwałtownie zatrzymał się na poboczu.
-Kocham cię. I przepraszam. Przecież znasz Dianę i wiesz, że zrobiła to specjalnie! Zrobiłem ci nawet pokaz fajerwerków!
-Też cię kocham. Byłam na tyle pijana, że sama byłabym zdolna, do przelizania się z nią!
    Jechaliśmy i jechaliśmy i dojechaliśmy. Miałam zasłonięte oczy, więc kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Kiedy nareszcie mogłam je odsłonić zorientowałam się, że jesteśmy na plaży. Było już ciemno, były gwiazdy i Malik zapalił świeczki... Awww.
-Nie, nie wyjmę teraz jakiś tac z jedzeniem. Nie miałem czasu...
-Uhh. To trzeba było znaleźć czas! Teraz, musisz sobie zasłużyć czymś innym, na wybaczenie!-zakomunikowałam i zaczęłam go całować.
Nie doszło do niczego więcej. I dobrze. Jeszcze nie chcę. Po bardzo miłym wieczorze, wróciliśmy do domu.
    Od rana słyszałam jakieś krzyki. Zayna już nie było w łóżku. Usiadłam i wsłuchałam się w kłótnie.
-Co się dzieje?-włączył się w rozmowę Nialler.
-Przyjechał.-odburknął Lou.-Mówiłem, że w końcu przyjedzie.
-Ale wraca?-pytał zaciekawiony blondynek.
-Nie wiadomo.-odpowiedział tym razem Zay.-Trzeba jej powiedzieć...
-To chyba jasne, że on chcę się z nią spotkać... Muszą gdzieś pogadać.-stwierdził Loui.
-Tylko czy ona będzie chciała...
Wreszcie wkroczyłam do akcji, wychodząc z pokoju.
-Tak, słyszałam waszą rozmowę. Matt?
Pokiwali głowami.
-Styles! Rób jakieś dobre śniadanie, muszę mieć dużo siły!-wydarłam się na cały dom.
Chyba się trochę zdziwili, że tak zareagowałam, ale co miałam zrobić? Płakać? Wewnątrz płakałam. Wcale nie jestem silna, tylko taką udaję. Fajnie jest tak czasem poudawać...
    Dzwoni telefon. Odbieram.
-Halo?-głos drżał mi jak nigdy.
-Cześć, Lena. Przyjechałem na chwilę do Londynu. Możemy się spotkać?
-MilkShake City?
-Jasne. O 14.
Koniec rozmowy. Teraz się denerwowałam, a co będzie w MSC?
    Ubrałam się w najlepsze ciuchy, zrobiłam super fryzurę i makijaż. Niech wie co stracił!
-Po co tak się stroisz?-kolor skóry mulata, zrobił się teraz czerwony. Para mu z uszu poszła... Zaśmiałam się, co jeszcze bardziej wyprowadziło go z równowagi.
-Bo wychodzę, a w MilkShake City jest nowy kelner. Podobno niezła dupa...
-Ugh, gadajmy normalnie!
-Zadzwoń do Chris, była tam wczoraj i go wylukała. Mamy trochę inny gust, ale mi może też się spodoba...-jak ja kocham go tak wkurzać!-Odprowadzisz mnie, kochanie?
Pokiwał głową i opuścił łazienkę. Za to przypałętał się Tommo.
-Bądź ze mnie dumna-zerwałem z nią!-chwalił się.
-Dzień za późno...
-Wiem.
-Gdyby nie ta akcja, zerwałbyś z nią?
Patrzyłam mu głęboko w oczy, w lustrzanym odbiciu. Nie odpowiedział. Więc co w nich było? Chyba poczuł się żałośnie. Może w normalnych okolicznościach, to byłoby żałosne, ale w jego sytuacji nie... Ten cały nacisk ze strony mediów, fanów... Pewnie ciężko sobie z tym poradzić...
-Kochałeś ją w ogóle?
-Ty nic nie wiesz. Ty nic o nas nie wiesz, Alice...
    Nadeszła godzina śmierci-14. Razem z bad boyem zrobiliśmy sobie spacer. Przytuliłam go mocno.
-Dasz radę. Jakby co dzwoń, pokręcę się po mieście...-uspokoił mnie, a ja z trudem go puściłam.
Weszłam do środka. Siedział już tam i machnął mi ręką... Zajęłam miejsce.
-Shake One Direction?-zapytał z uśmiechem.
-Dzisiaj nie. Wybierz mi coś innego...-co ja gadam?! Chciałam się napić shake 1D, ale coś mnie powstrzymywało...
Zamówił.
-Moje rzeczy są w mieszkaniu?
Ups... Jego rzeczy...
-Nie...
-To gdzie?-zdziwił się szczerze.
-Nie wiem. Pozbyłam się ich skutecznie.-nabrałam jakoś pewności siebie, oczekując na jego zdenerwowanie.
-Ah, okej. Jesteś z Zaynem?
Chyba nas widział. Nie można przytulać przyjaciela?
-Tak...-po tym słowie nastała niezręczna cisza.-Na ile przyjechałeś?
-Niecałe 2 tygodnie... Wybaczysz mi kiedyś?
-Nie wiem. Po co ci moje wybaczenie?
Zamilkł.
-Nie kochasz mnie już, prawda?
-Co to za pytanie?-moje oczy były wielkości spodków.
-Normalne.
-Ta rozmowa nie ma sensu. Cześć.
Pożegnałam się i wybiegłam. Lał deszcz. Nie kochałam go już, co nie?
___________________________________________________

Może będę nie skromna, ale ten rozdział to mi się podoba ;p LANIELLE. Nie ma. Nie ma Lanielle. Co sądzicie? Ja czekałam na ślub i dzieci, więc jestem w szczerym szoku. Już prędzej się spodziewałam, że serio będzie ten koniec świata... o.O
Posiadacie coś takiego jak tumblr? Jeśli tak, podajcie ;)