niedziela, 30 września 2012

16. "Sex on the bath!"

    Rano obudził mnie Malik mruczący mnie do ucha.
-Ja chcę spać, idioto!-krzyczałam się na niego.
-Och, każdy by chciał kochanie, ale niedługo masz pierwszą lekcję.-puścił do mnie oczko i zaciągnął do kuchni.
-Lekcję czego?-zapytałam robiąc wszystkim grzanki i jajecznice.
-Śpiewu. Za godzinę wychodzimy. Podwiozę cię.-puścił do mnie oczko.-Kocham cię i mam nadzieje, że nie obrazisz się, kiedy ci coś powiem... Spaliłaś nasze śniadanie, nie umiesz gotować i proszę się w tej chwili pogodzić z Chris!
Wtedy szybko włożyłam patelnie pod wodę i poszłam się ubierać.
-A wy co dziś robicie?-darłam się z łazienki.
-Jedziemy do radia. Wieczorem impreza.-odpowiedział mi Lou.
-Gdzie?
-Domówka u nas. Nie będzie wiele osób...-wtrącił Nialler.
-To fajnie, że mi powiedzieliście, nie mam się w co ubrać!
-Jakbyś się nie fochała z Christiną to byście na zakupy poszły...-podsunął Harold.
-Jedziemy, chłopcy!-przywołałam wszystkich do porządku i ruszyliśmy.
    No to poznałam panią, której za chwilkę udowodnię, że nie umiem śpiewać. Sympatyczna... Miałam zaprezentować kawałek jakiejś piosenki. Wybrałam Use Somebody.
-No muszę powiedzieć, że Zayn miał nosa... Nieoszlifowany, ale diament...
-Że ja?! Mój głos?!-dziwiłam się szczerze. Nie tak miało być!
-No jasne. Coś z tym zrobimy. Teraz masz pewnie dużo wolnego czasu, bo są wakacje...
-Całymi dniami się obijam. Więc czemu nie... Można spróbować.
-Jak dobrze pójdzie to możesz zrobić karierę.
Taak kiedyś też mówiła mi tak moja nauczycielka... Że na pewno zrobię wielką karierę muzyczną, chociaż nie słyszała, jak śpiewam, to twierdziła, że wie, że jestem zdolna... Nauczyłam się grać na fortepianie i... Teraz umiem grać na fortepianie. Dziękuję, amen. Lekcja skończyła się szybciej, więc wyskoczyłam po sukienkę. To był szybki i zdecydowany zakup. Kiedy byłam przy kasie, jakaś dziewczyna zaczęła krzyczeć do drugiej "Słuchaj co Zayn mówi! Jednak ma dziewczynę!". Przysłuchałam się.
-Kiedy się w sobie zakochaliście?
-To była miłość od pierwszego wejrzenia... Prawda Zayn?-odpowiadał za niego Tommo.-Tyle razy słyszałem tą historie...
-Tak...
Miłość od pierwszego wejrzenia?
    Po chwili dostałam SMS-a od Liama. "Spotkamy się w Milkshake City. Usiądź przy 'naszym' stoliku.". Tak też zrobiłam. Na szczęście nasz ulubiony stolik był wolny. Zamówiłam shake i spokojnie czekałam. Chris podeszła do stolika. Ja wstałam i ją przytuliłam. Piękna scenka.
-Kocham cię i przepraszam.-wyszeptałam.
-Ja cię też kocham i przepraszam. Co nie zmienia faktu, że jesteś idiotką...
-Hahaha. Bardzo śmieszne. Oni są idiotami, że używają takich podstępów.
-No ja też nie wiedziałam, że tu jesteś...
-Jesteś nam potrzebna do gotowania, a ty się obrażasz!-zdradziłam kolejny powód, dla którego się z nią godzę.
    Niedługo przyjechali po nas 1D i wróciliśmy do domu. Przygotowania do melanżu trwały. Loczek i blondynek pojechali do sklepu, a reszta sprzątała.
-O widzę, że Lena robiła śniadanie...-zakpiła moja BF patrząc na spalone jedzenie.
-Jutro ty nam robisz!-rozkazał Liam.
-A Danielle będzie?-pytał Lou.
-Zaraz pojedziesz odebrać ją z lotniska, Loui.-zakomunikował Daddy.
-Też jadę!-krzyknęłam.
-Czemu ja?!-wykłócał się.
-A wolisz sprzątać?
-Jedziemy!-rzekł i pobiegł do samochodu.
Po drodze odkryliśmy dach, radio włączyliśmy na maksa i próbowaliśmy je przekrzyczeć.
    Odebraliśmy szybko Danielle i zawróciliśmy do domu. Po przywitaniach wzięliśmy się dalej do roboty. Jednak mi udało się wymsknąć na górę i weszłam na internet... 69 mln obserwujących mi doszło... I ile wiadomości! Odpowiedziałam na kilka i wtedy do pokoju wbił Zayn.
-A co ty tu robisz?-spytał śmiesznie akcentując i wyrwał mi komórkę.
-Co piszesz?-pytałam z deka wkurzona i jednocześnie rozbawiona.
-"Ludzie! Właśnie całuje mnie mega seksowna gwiazda!".
-A tylko spró...-nie dokończyłam, bo całowała mnie mega seksowna gwiazda!
Z moich ust przeszedł na szyję. Jego ręce błądziły pod moją bluzką, po plecach... Ciarki mnie przeszły. Kiedy zaczął ją ściągać, odskoczyłam od niego i przeszłam na drugi koniec pokoju.
-Prze-przepraszam...-wyszeptał.
-Idę się szykować...-powiedziałam i odeszłam do łazienki.
To był impuls. Nie i już. A jak zareaguję kiedy to się powtórzy?
    Kiedy zeszłam na dół byli już pierwsi goście, a ja z drinkiem podeszłam do DJ-a Malika.
-Masz zamiar dużo dziś pić?-zapytałam od niechcenia.
-Nie, nie martw się.-odpowiedział z uśmiechem i złapał mnie za rękę.
Kiedy zauważyłam Dianę mina mi zrzedła... Dzisiaj, to wyglądała jak dziwka. Przeszła samą siebie. Co Tomlinson w niej widzi? Kończyłam 2 drinka i zaczęłam z nim tańczyć.
-I ty mi do cholery powiedz o czym jest WMYB. No mów!-zaczęłam na niego wrzeszczeć.
-O ładnych dziewczynach. I o tych takich... Naturalnych!-wydukał.
-No czyli na przykład o mnie, Chris, Dan... Ale nie o niej!
-No o skromności tam nic nie było...
-Muszę pójść.-zakomunikowałam.
-Pójdź, a więc.
Idąc nie wiadomo gdzie, potknęłam się o turlającego się Nialla.
-Co ty...?
-Lubię się turlać!-oświadczył wesoło, a ja stwierdziłam, że do niego dołączę.
-Jakby ktoś pytał po co to robimy, to niby dzięki temu potem nie ma kaca.-szepnęłam.
-I, że to powoduje u człowieka przyjemne wibracje.
-A te wibrację powodują, że się lata.
-Niech one nas poniosą!-krzyknął przyspieszając tępo.
(...)    Wypiłam trochę czystej wódki i zaczęłam densić ze Stylesem.
-Myślisz, że gdybym teraz się upiła i poszła na dach, to bym się wyje.bała?
-A co byś chciała zrobić na tym dachu? -dziwił mi się, ledwo kojarząc fakty.
-Krzyknąć.
-Co byś krzyknęła? No słucham?
-A.
-Mam ochotę na...-zaczął.-Kaczkę panierowaną i usmażoną... Z sosem. Sos. Nie wiem jaki wybrać! Nie wiem jaki wybrać sos...-piosenka o sosie była niezła!-Schrzaniłaś śniadanie, więc teraz to odpracuj!
-Daj mi 20 minut.
Pobiegłam do łazienki i zgarnęłam jakąś gumową kaczuszkę. Stwierdziłam, że panierka będzie się tam trzymać tylko na klej i wysmarowałam ją całą. To teraz cała butelka oleju i na patelnie! Podsmażyłam 30 sekund i wyjęłam na talerz. Polałam to drinkiem mojej roboty-Sex on the bath. Skład: wódka, mydło.
    Wręczyłam mu to danie na maksa dumna z siebie, że podołałam zadaniu. Moja uwaga zaraz jednak skupiła się na Louisie, który próbował zrobić striptiz... Trochę się z tym ociągał, więc podeszłam i stanowczym ruchem pociągnęłam jego spodnie na dół. Wyciągnęłam też szminkę i napisałam mu na udzie swój numer oraz "zawsze do usług".
-Patrz jaka niezła dupa!-komentowałam Chris.
-Dziwne, że Djana nie reaguje...
Obróciłam się i zobaczyłam Dianę zajętą czymś innym. Ustami Zayna...
W furii wybiegłam stamtąd, a Christina za mną. Wzięłyśmy taksówkę do niej, do domu...
__________________________________________________________

Och ten Bad boy... Rozdział pisany o 3, więc jakby były niedociągnięcia to sorry. A pisałam go tak późno bo stwierdziłam ze po prostu nie ide spac bo jak wstane mam tyle do roboty, że nie ide i koniec. I poszłam o 4 ;p Wy też nienawidzicie niedzieli? ;c
PS http://www.twitlonger.com/show/jf2aeq

niedziela, 23 września 2012

15. Talent? Zwariował!

    Cała załzawiona pobiegłam do domu.
-Zayn? Ile zajmuje zejście na dół i wyrzucenie śmieci?!-krzyczał coś Niall i po chwili zobaczyłam go w korytarzu.-Co się dzieje?-zapytał przerażony i mnie przytulił. Po chwili siedzieliśmy w samochodzie, w drodze na policję i czekaliśmy kiedy się uspokoję i powiem coś więcej.
-No ktoś mnie zaczepiał i on się z nimi pobił i zabrali ich...-powiedziałam w końcu.
-Na jedno zdanie musieliśmy czekać 10 minut?-czepiał się Hazz, ale to zlekceważyliśmy.
Wbiliśmy wreszcie na posterunek.
-Może poczekajcie tutaj, a ja to załatwię.-zaoferował Li i ruszył po jakieś informację.
Usidłam na krześle, oddychając głęboko.
-Ale ci kolesie, nic ci nie zrobili, co nie?-upewniał się Nialler.
-Można powiedzieć, że mnie porwali... Ale Zayn mnie uratował.-zaśmiałam się słabo.
-Też bym im obił mordy...-odezwał się Lou.
Wtedy wrócił Daddy.
-Narzeczony do odebrania za 24h... Jedziemy.-przekazał, po czym ruszył do samochodu.
-Ugh... Jak to?-oburzyłam się.
-Mogli go zatrzymać 48, więc i tak jest ok.
Były korki, a ja zasnęłam w samochodzie...
    Obudziłam się rano w jakimś dziwnym łóżku. A no tak, śpię u chłopców... Ale zaraz, to nie ten pokój. Pełno porozwalanych ubrań... Awwww! Spałam u Zayna! Wtedy do pokoju wpadł Tomlinson i zaczął skakać po łóżku...
-Dzień dobry! Dzień dobry!-śpiewał wesoło, aby mnie rozbudzić.
-Nie wiem, czy taki dobry...
-Twój chłopak wychodzi na wolność!
-Ale przeze mnie, nie jest na wolności.
-Nie gadaj głupot, tylko chodź na śniadanie. Niall robi naleśniki!-ucieszył się, jak małe dziecko (bitch please, on wszystko robi jak małe dziecko) i w podskokach ruszył do kuchni, a ja za nim. Wtedy na MTV puścili WMYB, więc zrobiliśmy 3 minutowe party hard. Po tym zadzwonił stacjonarny. Blondynek odebrał.
-Lena! Chris do ciebie!-krzyknął i podleciałam do aparatu.
-No, hej.-powitałam ją radośnie.
-O co chodzi z Malikiem? I z tobą? Co się dzieje?
-No, bo wczoraj cię okłamałam... To znaczy, tak jakby. Bo miałam czekać na tą taksówkę, ale nie przyjeżdżała to poszłam na pieszo. No i nastąpił mały incydent...
-Oszalałaś już do reszty?! Wiesz jak to się mogło skończyć! Coś mi obiecałaś! Idiotka!
Nie zdążyłam nic już powiedzieć, bo się rozłączyła.
-No to się fochnęła...-stwierdziłam beznamiętnie.
-Ona ma rację. Głupio zrobiłaś...-pouczał mnie loczek.
-Podsłuchiwaliście?!-udałam mocno wkurzoną i rzuciłam w nich poduszką.-Nie ma racji. Miałam tam zapuścić korzenie czekając na taksówkę? Za bardzo się wszystkim przejmuję.
-A ty byś się nie przejęła na jej miejscu?
-Nie chcę. O tym. Gadać!-zakomunikowałam dobitnie i poszłam z powrotem, do pokoju Mulata, rozkładając się na jego łóżku, z zamkniętymi oczami. Nagle poczułam, że ktoś mnie przytula. Otworzyłam gwałtownie oczy...
-Zaaaaaaaaaayn!-zaczęłam się drzeć i go całować.
-Tak to ja!-po tych słowach wziął mnie na ręce i zszedł na dół.
-Ooo, bad boi wrócił!-ucieszyli się chłopcy i usiedliśmy na kanapie.
-Na szczęście wyszedłeś wtedy wyrzucić te śmieci... I Alice nie ucierpiała.-pieprzył coś Payne.
Wszyscy przyjrzeli się mojej twarzy i zauważyli pamiątkę po Robie... Wycofywałam się powoli do łazienki...
-Nie jesteśmy ślepi... Trzeba chyba jechać na jakąś obdukcję...
-Ale to nie przez nich...-ciekawe czy będę tego żałować...-To przez Roba...
-Jadę do Manchesteru... Po twoje rzeczy.-Puf! I Malik znikł!
-Do odebrania za 48 godzin...-skomentował Horan.-To co dziś robimy?
*Zayn*
Tak pędziłem, że w mgnieniu oka dotarłem na miejsce. Mam nadzieje, że ten cały... typek, będzie w domu. Zapukałem. Otworzył mi jakiś młody chłopak. To chyba nie on...
-Cześć. Nie mieliśmy okazji chyba się poznać...-zaczął. -Jestem Alex. Tak wiem ty jesteś Zayn, cześć.
-Ooo, więc jednak wiesz jak mam na imię.
Wtedy pokazał ręką żebym szedł za nim. Ruszyliśmy do jakiegoś pokoju. Prawie nie było widać koloru ścian od ilości plakatów.
-Między innymi stąd cię znam. A co cię tu właściwie sprowadza?
-Przyjechałem po rzeczy Lenki...
-Już przywykłem, że nagle przyjeżdża i jeszcze szybciej odjeżdża, ale teraz miała zostać dłużej... Co się stało?
-Dostała w twarz. Przyjechałem też po to, by oddać. Jest może nie jaki Rob?
Twarz Alexa zbladła. Widocznie wkurzył się tak jak ja.
-Zabiję...-wysyczał.
-Pomogę.
Wtedy go zobaczyłem. Nie wyglądał zbyt sympatycznie, ale było mi wszystko jedno. Już odsiedziałem swoje nawet na tej policji, dalej będę jej bronił, mimo wszystko. Właściwie to i tak miałem szczęście, że wypuścili mnie tylko po nocy.
-Przepraszam, ma pan ze sobą jakiś problem?-zacząłem spokojnie.-Może i kobiety jest łatwiej bić, bo są słabsze, ale warto zwrócić uwagę na to, że nie które mają chłopaków, braci... Mam ochotę cię zabić, ale nie chcę przez ciebie gnić w więzieniu.
-Wynocha z mojego domu!-zaczął się wydzierać, chyba nie wiedząc, co odpowiedzieć.
Buum! Pierwsze uderzenie ode mnie.
-Właściwie, to już mogę iść.
Szwagier poprawił.
-Ja też.
Zgarnąłem jej rzeczy. Pożegnałem się z Alexem i odjechałem. Taa, chyba dobrze załatwiłem sprawę.
*Alice*
-Chyba Zayn nie zrobi nic głupiego, prawda?-zapytałam, z nadzieją w głosie.
Spojrzeli tylko po sobie i ciche "niee" z ich strony...
-Zrób mu pyszną kolację w zamian. Nie obrazimy się jak wystarczy też dla nas...-poradził mi Niall.
-Od gotowania to jest... Christina...-odpowiedziałam smutno, przypominając sobie o mini kłótni.
-To się z nią pogódź.-poradził Lou.
-To ona zaczęła na mnie wrzeszczeć... Nie gadajmy o tym, idę na zakupy. Ktoś ze mną?
-Ja, ja, ja!-zgłosił się Nialler i odjechaliśmy taksówką.
    Po drodze weszłam na tt. Przeczytałam tweet Zayna, wysłanego do mnie i wybuchłam śmiechem. "Kocham cię, moja dziewczyno.". "Kocham cię, mój bardzo mądry chłopaku!" odpisałam, dalej ciesząc ryjca.
    W sklepie zaraz zaczęły się zdjęcia z Niallerem, więc właściwie sama robiłam zakupy.
-Ty jesteś Alice? -podeszła do mnie jakaś dziewczyna.-Dziewczyna Zayna?
-Yyy, tak... A co?-zdziwiłam się szczerze.
-Mogę sobie z tobą zrobić zdjęcie?
Oczywiście się zgodziłam. Podszedł do mnie blondynek.
-Ok, to było dziwne...-odezwałam się.
-Jesteś dziewką Malika! Mogę słit focie?-zaczął się do mnie wydzierać i poszliśmy do kasy.
    Utknęłam w kuchni i ślęczałam tam już godzinę.
-Dogadałem się ze szwagrem.-wszedł nagle do kuchni bad boy.
-Jak to?
-Oboje daliśmy w mordę temu kolesiowi. Nawet mnie policja nie zgarnęła! Twoje rzeczy zaniosłem na górę.
Chwilkę po tym zjedliśmy kolację. Na szczęście smakowała. Sielankę przerwał jakiś telefon od menadżera i zostałam sama...

    Usiadłam koło fortepianu i po prostu zaczęłam grać. Po chwili dałam całkiem porwać się muzyce. Nagle poczułam jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu.
-Zaśpiewaj coś-szepcze mi do ucha chyba Zayn.
-Ale ja przecież nie umiem!
-Każdy umie!
Wzięłam wdech, żeby udowodnić temu komuś, że jednak nie każdy.
-"Close the door
Throw the key
Don't wanna be reminded
Don't wanna be seen
Don't wanna be without you
My judgement is clouded
Like tonight's sky


Hands are silent
Voice is numb
Try to scream out my lungs
But it makes this harder
And the tears stream down my face"
Pierwszy raz zaśpiewałam przy kimś... Nawet przy Chris tego nie robiłam. Sobie wybrałam, piosenkarza...
-Wow, dziewczyno! To było... Genialne!-już byłam pewna że to Mulat.
-Nie musisz kłamać... Wiem, że aż uszy puchną.
-Chyba żartujesz! Nigdy wcześniej nie śpiewałaś, gdzieś z Mattem, czy coś? Masz nagrane jakieś piosenki?
-Zayn, nabijanie się ze mnie, nie jest miłe!-wkurzyłam się już trochę.
-Twój talent się marnuje. Dzwonie do mojej nauczycielki śpiewu i umawiam cię na jutro!-zwariował! Zwariował!
Śmiejąc się z tej sytuacji, poszłam pod prysznic. Nawet nie mogłam tam zostać sama, bo pukanie...
-Zayn się pyta, czy pomóc ci w myciu pleców!-krzyczał do mnie Hazz.
-Nie.
-A ja mam ci pomóc?
-Nie!
Przemknęłam się szybko w ręczniku, do pokoju gościnnego, który na razie miał służyć mi.
-Na pewno chcesz spać w tym pokoju?-usłyszałam głos Malika zza drzwi.
-Tak, a co?
-Nic tak się pytam... Bo wiesz, Liam nie chciał siać paniki, ale wczoraj rano, znalazł tu zdechłą mysz. Zresztą tak samo jak i 3 dni temu... Jutro ma przyjechać spec, bo najwidoczniej gdzieś się tu zagnieździły...
-Taa, jasne.
-Nie musisz wierzyć, rano sama się przekonasz, gdy będziesz się przytulać do jednych z nich, zamiast mnie!
-Dobranoc!-po tych słowach, zrezygnowany wrócił do siebie i ja też się położyłam.
A jeśli to prawda? To takie obrzydliwe! Na pewno to zmyślił! Na pewno... Wtedy usłyszałam jakieś skrobanie i z krzykiem pobiegłam do pokoju Zayna. Na mój widok tylko się zaśmiał, a kiedy położyłam się obok, mocno przytulił.
-Chcesz mnie udusić?-pytała, niby na żarty...
-Nie. Po prostu mam zamiar przyznać ci się, że to kłamstwo. O, a teraz mi nie uciekniesz!
_____________________________________________________________

Jakoś tracę wenę... Ten akurat wyszedł wyjątkowo długi, ale też o niczym... ;c Nie, za żadne skarby nie usunę bloga, tylko siłą ją odzyskam ;) Zdecydowana większość ludzi, którzy brali udział w ankiecie zaznaczyli, że wpadli na bloga przez przypadek. Więcej takich przypadków, proszę! ;D Po kiego grzyba moi mężowie się germanizują? Nie uczę się na niemca, foch! Kurnaa, to Polska wygrała wojnę, tak? http://twitition.com/xtv8o <------- zapewne gówno da, ale co tam. Klikać! :)
Podawajcie w kom. swoje tt i aski ;3
PS też sądzicie że LWWY to magia? ^^

poniedziałek, 17 września 2012

14. Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?


    Obudziła mnie rano czyjaś łapa na mojej twarzy. Zdjęłam ją i zobaczyłam, że spałam na jednoosobowym łóżku z Tomlinsonem, a Zayn leży na podłodze. Wyszłam z domku, wyciągnęłam się i poszłam zobaczyć, jak wygląda ta sala. Zamurowało mnie. Takiego chaosu w życiu nie widziałam...
-I tak już to jest w miarę ogarnięte... Pani by zobaczyła, co było wcześniej!-odezwała się do mnie jedna ze sprzątających kobiet.
Wtedy ktoś mnie objął od tyłu, a ja podskoczyłam wystraszona.
-Spokojnie...-mruknął mi do ucha Malik.-I jak kac?
-Brak. To była moja osiemnastka, więc on też postanowił zrobić mi prezent!
-Haha, tak na pewno o to chodzi.-mówiąc to zapalił papierosa.
Zlekceważyłam to i poszłam się rozejrzeć po domkach. Kompletna melina i widoczne ślady po niezłym melanżu. Niedługo całe towarzystwo się zebrało, pożegnało, a mnie chłopcy i Chris odwieźli na dworzec.
-Paa.-żegnał się ze mną Mulat, przytulając mnie.
-Możesz mnie puścić, odwiedzę was niedługo...-próbowałam się od niego wydostać.
-Na pewno?
-Na pewno. Kocham cię.-szepnęłam mu do ucha.
    Droga szybko mi minęła i doszłam do domu na piechotę. Z nudów postanowiłam wreszcie wejść na internet i poczytać kolejne ploteczki o chłopcach.
"Co łączy tajemniczą dziewczynę z zespołem One Direction?"
Ostatnio z uroczymi chłopcami zaczęła pojawiać się dziewczyna, córka Natalie Collins, Alice.
To jestem w końcu tajemnicza, czy nie?
Podejrzewamy, że z którymś z nich łączy ją coś więcej. Oby tylko nie z Liamem, ani Louisem, bo ich dziewczyny mogłyby mieć coś przeciwko...
Co za debil pisze takie "artykuły", ja się pytam? Postanowiłam po prostu, wbić na twittera. Wow! Przybyło mi mnóstwo obserwujących i mam dużo wiadomości prywatnych... Wszystkie mniej więcej takie same; "Odwal się od One Direction, bo inaczej pożałujesz!", tylko, że bardziej wulgarne... A dobra, leje na to. Mam inne problemy. Tweetnęłam tylko "Chcę do Londynu ;c" i poszłam do garażu Alexa.
-Hej, co tam robisz?-wesoło zapytałam.
-Pracuję. Jak tam po imprezie? Zmieniłaś już status na facebooku, na "w związku"?-roześmiał się głośno, a ja zrobiłam się czerwona.
-Nie, nie zmieniłam. A ty kiedy wreszcie zmienisz?-pokazałam mu język i usiadłam na stosie opon.
-Matt wczoraj dzwonił kilka razy... Nie mówiłem ci, sorry...-zmienił ton na bardziej poważny.
-Bardzo dobrze, że mi nie mówiłeś... Czego chciał?
-Zapewne złożyć ci życzenia.-zapadła niezręczna cisza.-Co ty właściwie będziesz tu robić do końca wakacji? Twoje miejsce jest w Londynie!
-Mam tu kilku znajomych...
-A w Londynie masz chłopaka i przyjaciół.
-Wiem, że mnie kochasz, ale wydaje mi się, że mnie wyganiasz...
Zaśmiał się tylko, a ja wróciłam do domu. Zobaczyłam samochód Roba i przeklęłam w myślach. Cóż, dam radę. Ja tu byłam pierwsza!
-O, wróciła córeczka... Czego tu jeszcze szukasz?-takie tam miłe powitanie w stylu Roba.
Już zaczęłam się wycofywać do mojego pokoju, ale zawróciłam. Podeszłam do niego dosyć blisko i wysyczałam "wypier*alaj". Uderzył mnie w twarz... Tego było już za wiele. Pobiegłam od razu na dworzec. Napisałam SMS-a do Malika "Mogę u was przenocować kilka dni?". Odpowiedział momentalnie "Bardziej pożyteczne będziesz, jak za mnie wyjdziesz.". Chociaż to wywołało u mnie chwilowy uśmiech, ale i tak powróciłam do płaczu. Obejrzałam się w lusterku. Było widoczne limo, które musiałam szybko zamaskować. Wolę uniknąć tłumaczenia co się stało.
    Z dworca pomknęłam od razu do Chris.
-Myślałam, że zdążę za tobą zatęsknić. Nie szkoda ci życia na jeżdżenie tym pociągiem?
-Szkoda mi życia na siedzenie w Manchesterze. Moje miejsce jest w Londynie!-wspomniałam słowa mojego brata.
Na szczęście jej rodziców nie było. Nie to żebym ich nie lubiła, ale jak jesteśmy same czuję się swobodniej. Włączyłyśmy mtv i zaczęłyśmy gadać.
-Czyli jednak jesteś gotowa, żeby być z Zaynem...-bardziej stwierdziła niż spytała.
-Nie wiem. Po prostu kocham go i mam w dupie całą resztę.-przerwałyśmy na chwilę rozmowę.-Wiesz, Matt wczoraj dzwonił, złożyć mi życzenia...
-To takie kur.wa słodkie...
-Prawda? Boję się rozmowy z nim. A co jeśli odwiedzi stare śmieci?
-Nie przejmuj się na zapas.
Nasza pogawędka się skończyła, bo właśnie puścili WMYB, więc zaczęłyśmy się wydzierać i skakać po sofie. Na refrenie zadzwonił Harry, więc sobie posłuchał ich piosenki do końca i dopiero mogłam z nim pogadać.
-Halo?
-Jesteście nienormalne...-skomentował wesoło.
-Jesteśmy Directionerkami, bitch!
-To wbijasz do nas dzisiaj?
-No będę wieczorem, ok?
-Jeeej, zrobimy sobie babskie pidżama party, będziemy gadać o chłopakach i malować paznokcie!
-Jasne.-odpowiedziałam ze śmiechem i się rozłączyłam.
Znudziło nam się siedzenie w domu, więc spiknęłyśmy pod jakiś supermarket i pożyczyłyśmy wózek. Wlazłyśmy i poprosiłyśmy jakiegoś kolesia, żeby nas popchnął. Spełnił swoje zadanie znakomicie, gdyby nie to, że jechałyśmy prosto na ochroniarza, który był odwrócony tyłem. Udało nam się to zatrzymać centymetr od niego, ale i tak się czaił...
-Co tu się dzieje?
-Dzień dobry. Bo widzi pan zaszło takie nieporozumienie...-zaczęła Christina.
-Jakie znowu nieporozumienie?
-Chciałyśmy tu zrobić zakupy,więc wzięłyśmy ten wózek...-kontynuowałam.-Ja się o niego oparłam, i wpadłam do środka, a moja koleżanka mi pomagała.
-Tylko tak niefortunnie się złożyło, że również tu wpadłam. A na dodatek jakiś zły chłopak nas popchnął...
-Dobra idźcie, ale następnym razem, na zakupach, bierzcie zwykły koszyk.-poradził nam miły ochroniarz.
Weszłyśmy do tego sklepu, biorąc koszyk i kupiłyśmy trzy lizaki.
-Proszę.-powiedziałam wręczając jednego ochroniarzowi.
    Późnym wieczorem, po obskoczeniu różnych galerii, skierowałam się do domu chłopców. Kiedy dochodziłam już na właściwą ulicę, ktoś zaczął mnie zaczepiać.
-Cześć kochanie. Gdzie tak pędzisz?-zagadnął jeden z podejrzanych typów.
-Jak najdalej od was.-odpowiedziałam zimno i przyspieszyłam.
-Dlaczego? Nie chcesz się bliżej poznać?-odezwał się drugi.
-Jakoś nie mam ochoty...
Po moich słowach, zrobiło się nagle cicho, więc myślałam, że sobie odpuścili. Po za tym byłam już kilka metrów od domu chłopców. Wtedy złapali mnie od tyłu i przycisnęli rękę do ust, tak, że nawet nie mogłam krzyknąć. Próbowałam się wyrwać, ale na marne. Ciągnęli mnie do jakiegoś zaułka. Byłam przerażona! Wtedy zobaczyłam jakąś postać. Ktoś biegł w naszą stronę! Niestety my też szybko się oddalaliśmy. Ci kolesie nareszcie mnie puścili. Rozpoznałam Zayna, który bił się z tymi typami, a ja zaczęłam płakać. Nagle ni stąd ni zowąd zjawił się jakiś gościu i dzwonił na policję. Przyjechała w mgnieniu oka i zabrała tych facetów, ale również Zayna.
-Biegnij do domu!-krzyknął w ostatniej chwili i odjechał...
_______________________________________________________________

Tak wiem, że ponad tydzień nie dodawałam, więc sorry. Ale zapewne wy też teraz macie mniej czasu na czytanie, więc chyba luz ;p Niedługo skończę drugiego bloga więc będę częściej dodawać ;)
PS Ankietaa ;3
PS2 My twitter: Mrrs_Cherry (podawajcie w kom. swoje ^^)
PS3 Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? Malik nas uratuje♥!

niedziela, 9 września 2012

13. W razie czego, to nas tu nie było!

    Z dworca od razu poszłyśmy do parku. Spojrzałyśmy na ogromną fontannę...
-My na pewno chcemy to zrobić?-upewniała się Christina.
-Ja chcę, a ty mi będziesz towarzyszyć!-zachęcałam ją.
-Jasne, twoje życzenie, jest dla mnie rozkazem!-powiedziała lekko niepewnie
-Cześć dziewczyny.-usłyszałyśmy jakiś głos za nami.
Było tam 2 przystojniaków. I do tego oni zagadali pierwsi!
-Hej. Co teraz robicie?-odparłam pewnie.
-Wyrywamy...-odpowiedzieli zmieszani.
-Nie, bo ogólnie chodzi mi o to, żeby ktoś nagrał naszą fazę. Mam dzisiaj osiemnastkę.-uśmiechnęłam się na myśl o tym.
-Jasne. Zapowiemy ją, w sensie tą fazę, jakoś.
-Ok. To ja jestem Chris, a to jest, hm... już pani, Lena.-odezwała wreszcie moja BF.
-Ludzie co się tu teraz będzie działo! Z okazji 18-nastki pani Leny, razem z Chris wskoczą do fontanny i złamią prawo. Tak, dobrze słyszeliście, mogą trafić za kratki! Ale jednak zrobią to dla dobra... no dla dobra...
-Mój nowy kolego... Przestań tyle pieprzyć.-rzekłam słodko.-1... 2... 3...-po odliczaniu skoczyłyśmy. Potem, to już biegałyśmy po całej fontannie... Zaczęłyśmy śpiewać "Baby you light up my world like nobody else...", ludzie gapili się na nas zdziwieni, ale właściwie się im nie dziwie, bo wyglądałyśmy, jakbyśmy uciekły z psychiatryka.
-No to teraz, Chris, złóż mi życzenia!-zażądałam kiedy trochę przystopowałyśmy.
-No to życzę ci wakacji do końca życia, jednorożca, dzieci, byle nie teraz, udanej imprezy, i żebym zawsze była twoją przyjaciółką, bo co byś be ze mnie zrobiła?
-Kocham cię.
-Aha i jeszcze jedno! Życzę ci Malika!-krzyknęła radośnie na co ja się zarumieniłam.-A prezent dostaniesz w swoim czasie.
-Dobra to teraz ja złożę życzenia, prze pani.-odezwał się jeden z chłopaków i wszedł do fontanny.-A więc, ja też kiedyś miałem 18 lat i ja wiem jak to jest... Nie będzie łatwo. Znajomi wyciągają cię na imprezy, każą ci dużo pić, potem dużo rzygasz...
-Oszczędź szczegóły kolego i wymień jakieś dobre strony!-przerwałam mu.
-No to na przykład... Możesz szpanować dowodem...
-Możesz oglądać po... Nieważne...-odezwał się drugi.
-Idę teraz skakać na bungee. Macie ochotę nagrać?-zapytałam grzecznie.
-Jasne, jasne, ale przy życzeniach napijesz się z nami osiemnastkowego piwa w tej oto fontannie.-zażądali moi towarzysze.
-Łyczka. Jednego. Wiesz, pić, to ja będę wieczorem...-na mojej twarzy pojawił się banan na myśl o imprezie.
-Zaraz, zaraz... Bungee?!-martwiła się moja BF.
-Oj Chris. Tak, umrę i sami będziecie się bawić na imprezie...-odparłam sarkastycznie.
Skakałam krzycząc "One Direction!".
-Co ty masz do tego One Direction?-pytał jeden z chłopców.
-To moi mężowie, bitch!
    Po wszystkich odpałach ogarnęłyśmy się i spotkałyśmy na sali. Złożyła po raz drugi życzenia i dała prezent-album z naszymi zdjęciami od małego, przez te wszystkie lata naszej przyjaźni. Dodatkiem był jakiś zegarek. Teraz pozostało mi czekać na pierwszych gości...
-Aaaa, to One Direction!-wydarłam się, kiedy ich zobaczyłam.-Jak ja was dawno nie widziałam!
-Jako najstarszy, pozwolę sobie pierwszy złożyć życzenia...-podszedł Lou i mnie przytulił szepcząc mi do ucha.-Nie wiem jakie masz jeszcze marzenia, ale życzę ich spełnienia. I duuuuużo miłości. Aha i więcej takich zajebistych ludzi jak my, na swojej drodze.
-No to wszystkiego najlepszego!-następny był Li-Dużo miłości i mało łyżek, kochanie. + Piję dzisiaj.
-Co?! Jak to?-dziwiłam się.
-No tak jakby wyzdrowiała mi nerka. Patrz jaki szczęśliwy zbieg okoliczności!-oznajmił, na co skoczyłam na niego z okrzykiem szczęścia.
Każdy mówił mniej więcej to samo. I każdy o tej głupiej miłości... Wtedy przyszedł czas na Zayna, który był na końcu kolejki. Przytulił się do mnie tak jak wszyscy i zaczął mówić.
-Ale już jesteś stara...-zaśmiał się cicho.-No więc życzę ci wszystkiego co najlepsze, chociaż właściwie to już masz...
-Nie prawda. Nie mam jeszcze jednej rzeczy...-zaprzeczyłam.
-Życzę ci tego czegoś, Lenka.-uśmiechnął się zabójczo i pocałował w ucho.
Dziwnie się czułam kiedy byłam z nim tak blisko. Przywitałam wszystkich gości i wypiliśmy pierwszy toast. Posiedzieliśmy chwilę przy stole i poszliśmy tańczyć. Mój pierwszy taniec był z... Malikiem. Przypadek?
    Impreza już trochę trwała i każda sekunda była zajebista. I z każdą sekundą byłam coraz bardziej pijana... Zobaczyłam chłopców siedzących razem. Podeszłam do nich i usiadłam któremuś na kolanach.
-No hej piękna.-powitał mnie Nialler.
Wtedy zauważyłam bransoletki. Każdy miał na sobie bransoletkę, którą dałam im, po koncercie w Manchesterze! Nie myślałam, że oni będą je nosić, ale zrobiłam...
-Jak ja was kocham!-krzyknęłam i rzuciłam się w ich ramiona.
-Skąd ten nagły przypływ uczuć, kochanie?-zapytał Hazz ze uroczym uśmiechem.
Wyjaśniłam im o co chodzi, a oni się tylko zaśmiali.
-Lubię tą bransoletkę. To naprawdę ładna bransoletka. Tak, cieszę się, że posiadam tą bransoletkę. A ty Liamie co sądzisz tej bransoletce?-pieprzył coś bez sensu LouLou.
-Musimy cię na chwilkę przeprosić, Lena.-odparł Li i gdzieś poszli.
Po chwili zobaczyłam ich na małej scenie. Co?! Co oni...?
-Hej, Alice. Chris stwierdziła, że musimy to zrobić, na twoich urodzinach.-zaczął przemawiać Horan.
-Mianowicie, dedyk WMYB dla ciebie.-kontynuował Liam.-Your insucure...
W środku piosenki wciągnęli mnie do siebie i śpiewałam z nimi. To zawsze było moim marzeniem. Magiczny dzień...
    Następnie wjechał wielki tort w kształcie "18". Oczywiście było tam osiemnaście świeczek, które musiałam zdmuchnąć, ale przedtem-marzenie... Nawet kiedy miałam 6 lat tym marzeniem nie była jakaś lalka, tylko "żeby mamusia i tatuś wrócili do siebie". Moim dzisiejszym marzeniem będzie "Zayn". Po prostu "Zayn"...
-Przemyśl to!-szepnął mi Styles. Czyta w moich myślach?
Sekundę po tym zdmuchnęłam wszystkie świeczki.
    Tort był pyszny-malinowy. Ledwo skończyłam jeść i BadBoy znów wyciągnął mnie do tańca. Kiedy tylko dotarliśmy na parkiet zmienili piosenkę na wolną... Czemu zawsze to się musi dziać? Właściwie wiem czemu; kumpel Alexa jest DJ, więc pewnie maczali w tym paluchy.
-Mieliśmy dziś pogadać.-szepnął mi do ucha po chwili przyjemnego tańca.
-A no tak...-udałam zaskoczoną.-Może wyjdźmy na zewnątrz?-zaproponowałam.
Przystał na tą propozycję i wyszliśmy z sali.
-Zayn, bo ja... Przepraszam.-rzekłam nie tracąc czasu.-Wiem, że to wyglądało jakbym się tobą bawiła, ale to nie tak... Masz prawo być zły, ale chyba nie jesteś...-dało się zauważyć nadzieję w moim głosie.
-Dzisiaj są twoje urodziny. Najważniejsze urodziny. Przeszło mi i cieszę się, że mogę spędzić z tobą ten dzień.
-Ah, czyli byłeś zły... Ten dzień będzie idealny, kiedy jeszcze z tobą coś wyjaśnię. Bo, nie chcę się z tobą przyjaźnić...-kiedy to powiedziałam ujrzałam smutek na jego twarzy.
Coś mnie sparaliżowało i nic dalej nie mówiłam przez jakiś czas.
-Kocham cię.-słowa Zayna przerwały ciszę.
Co?! Co on właśnie powiedział? Może się przesłyszałam? Nie, to brzmiało bardzo wyraźnie, na dodatek wciąż słyszałam jakby echo, tego wyznania.
-Ja... Ja ciebie też... Kocham.-wydukałam po czym nasze usta połączyły się w pocałunku.
-Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Wrócisz do mnie? Jesteś gotowa?
-Mam w dupie moją gotowość. Nie wytrzymam bez ciebie ani dnia więcej!
Zatopiłam się w jego ramionach, nareszcie będąc szczęśliwa...
    Niedługo po tym, kontynuowaliśmy imprezę. Już nie musiałam być w miarę trzeźwa, bo było po rozmowie, więc poszłam pić z Haroldem...
-Ej, widzisz tego kolesia?-powiedziałam już po paru kieliszkach.-Niezła z niego dupa...
-Lena, to twój brat...
-Chyba za dużo wypiłeś, Loczek. To przecież nie on!-chciałam postawić na swoim.-O, patrz, idzie tu!
-Hej, siostra, nie pij za dużo, bo wiesz co będzie jutro...-przekazał mi przystojniak i poszedł dalej
Oj. Wpadka.
-No, ale przecież mogłam się pomylić, tak?-próbowałam jakoś obronić resztki dobrej reputacji.
-Jasne, że mogłaś...-nie zabrzmiało to mega przekonująco, ale niech będzie.
*kilka następnych kieliszków później...*
Sięgając po coś ze stołu, trochę go zdemolowałam, niestety...
-Dobra, spadamy!-przekazałam Harremu.-W razie co, to nas tu nie było!-szepnęłam do Liama, który tylko się zaśmiał i wyprowadziłam Hazzę z sali. Wtedy poczułam jak ktoś mnie złapał za łokieć. Odwróciłam się i zobaczyłam Mulata.
-Co robisz?-zapytał zdziwiony uśmiechając się.
-Uciekam...
-Z własnej imprezy?
Mój bisty plan właśnie legł w gruzach...
-Oj, nie wymądrzaj się, tylko całuj!-rozkazałam po czym rzuciłam się na niego, a Styles przyglądał nam się zdezorientowany.
Zaraz wróciliśmy do środka i z kimś zaczęłam tańczyć, a potem biegłam chyba do jednego z domków, które wynajęłam na tę noc. Za mną poszła tam Christina, coś krzyczała i znów zaciągnęli mnie na parkiet. Sięgnęłam po mikrofon i postanowiłam przemówić.
-Moje urodzinowe marzenie, spełniło się w prędkości światła. Jestem zajebiście szczęśliwa i chciałabym żeby było tak zawsze, ale to niestety nie możliwe. Właściwie nie wiem co chciałam wam powiedzieć, ale wypiłam dziś tyle alkoholu, że nie poznałam własnego brata i zapomniałam, że to moja impreza. Lubię się turlać! Dobra, nie ważne, bawcie się dobrze, a ja idę pić dalej. Amen.-wydukałam coś bezsensu, napiłam się trochę i kolejny raz poszłam tańczyć. Tym razem na stole...
_______________________________________________

Tak, tak, wiem, że dawno nie dodawałam, ale po pierwsze szkoła, więc przynajmniej dopóki nie skończę drugiego bloga będę rzadziej dodawać, a po drugie brak weny. Aktualnie jest 2 w nocy, oczy mi się kleją, ale wsadziłam zapałki, bo obiecałam sobie, że dzisiaj dodam ten imprezowy rozdział. Mam nadzieje, że nareszcie jesteście zadowoleni z obrotu spraw ^^. Wgl właśnie się dowiedziałam, że Zayn skręcił kostkę... Biedactwo ;*

poniedziałek, 3 września 2012

12. Narnia?

    Uwaga tą informacją zaskoczę... Rano nie miałam kaca! Nie mam pojęcia jak to się stało, ale nie narzekam... Pełna energii wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek-8. Coś tu jest nie tak, jednak nie mam zamiaru wnikać co i poszłam pobiegać po plaży. Było mało ludzi, ale nagle wpadłam na kogoś.
-Przepraszam bardzo.-wybąkałam i pobiegłam dalej.
-Lenka!-usłyszałam za sobą krzyk.
To Zayn! Zatrzymałam się, a on podszedł do mnie i nastąpił pocałunek.
-Lena! Lena!-co? co Chris robi na plaży?-Wstawaj!
Wtedy otworzyłam oczy. Kac. To był sen. Kac. Czemu ja mam takie kurna szczęście?
-Widzę, że ledwo żyjesz, więc pośpij sobie. Na razie.-rzuciła, po czym wyszła z pokoju.
    Kiedy po raz drugi wstałam była 15. Musiałam więc się spakować, bo zaraz mamy samolot. Postanowiłam przed wyjazdem pójść w miejsce, gdzie pomiędzy mną a Malikiem zaiskrzyło. Nie wiem po co, bo przecież nie jestem w jakiejś Disneyowskiej bajce, czy filmie o miłości. Nie było go tam. Popatrzyłam na morze. Czego ja do cholery chcę?
    Lot minął mi na żartowaniu z Louisem. Co jakiś czas zerkałam na Zayna, ale on miał słuchawki na uszach i patrzył w okno.
-To gdzie teraz będziesz mieszkać?-pytał Li już na lotnisku.
-Na noc idę do Christiny, a jutro jadę do Manchesteru. Za 4 dni osiemnastka! Pa.-pożegnałam się z nimi ze smutkiem w głosie.
    Kiedy dotarłyśmy do domu Chris nie byłyśmy zbyt zmęczone. Jeszcze zamieniłam parę zdań z jej rodzicami, typu "Co u ciebie? Świetnie, a u państwa?" i poszłyśmy na górę. Ta noc zalicza się do tych przegadanych. Rozmawiałyśmy oczywiście pomiędzy jednym SMS-em od Niallera do Chris i drugim... To dobijające, ale jestem szczęśliwa, że są razem.
    I znów Mama, Rob, Alex... Tą ostatnią opcję, to nawet lajkam. Poszłam do garażu braciszka.
-Hej.-przywitał mnie buziakiem w policzek.-Czemu jesteś taka smutna?-i jak on do cholery poznał? No jak, pytam się?
-Nie jestem...
-Jesteś.
Opowiedziałam mu mniej więcej co zaszło między mną i... nim.
-Dupek.-skomentował jednym słowem.
-Co?! Kto?-dziwiłam się.
-No on. Po kiego w ogóle cię całował?
-Ale to moja wina. Było by wszystko dobrze, gdyby...
-Jesteś byłą dziewczyną jego kumpla. Ledwo co z nim zerwałaś, a on...
-Ja nie protestowałam kiedy mnie całował, więc...
-To o co ci chodzi? Weź zastanów...
-Dobra, pogadamy później.-skończyłam nasze przerywanie i poszłam do swojego pokoju. Z braku laku sprawdziłam pocztę. Reklama, reklama, wiadomość od Zayna Malika, reklama... Co?! Wpatrywałam się w ekran i myślałam co mógł mi napisać... *klik*
Hej, Lena. W całej tej sytuacji śmieszy mnie to, że najpierw się ciągle całowaliśmy, a dzień później, nie wymieniliśmy ani jednego spojrzenia. Nie mówiąc już o normalniej rozmowie. Piszę, żeby cię przeprosić. Tak nagle namieszałem w twoim życiu, którego nawet nie skończyłaś układać. Więc przepraszam. Mówiłaś, że nie jesteś gotowa. A może w ogóle nie będziesz? Albo to była taka gadka, żebym się odwalił, chociaż liczę na szczerość z twojej strony. Skoro nie miłość, to przyjaźń? Nie będę usatysfakcjonowany, ale to zawsze coś... Odpisz szybko.        
                                                                                                                     Zayn.
Aaaaaaaaaaaaaa! Co robić?
Cześć, Zayn. Raczej ja powinnam przeprosić, że tak namieszałam. Szczerze-nie wiem co mam ci odpisać. Po za tym głupio tak przez e-maila. Pogadamy na mojej osiemnastce! Czaisz, jaka ja już stara? Bo do mnie nie dociera ^^. 
Myśląc co mu odpisać, zdałam sobie sprawę, że nigdy nie będę żałować, że znałam Matta. Dzięki niemu poznałam chłopców... Nie będę też żałować, że całowałam się z Malikiem. Nigdy.
    15 lipca. Jaka ja już stara... No, ale zmarszczek to chyba nie mam?! To musi być wyjątkowy dzień, w końcu osiemnastkę, ma się tylko raz... Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Włazić, włazić...-powiedziałam zaspana.
-Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!-do pokoju weszli mama i Alex, a za nimi... tata?!-Wszystkiego najlepszego, kochanie. Chodź, pokażemy ci prezent!
Pokażemy? Nie mogli go tu przynieść? Kiedy podali mi szlafrok i wyszliśmy na dwór zrobiło się już naprawdę dziwnie... Aaaaaaaa! Przed domem stał piękny czerwony samochód! A na dachu jeszcze słodka kokarda! Awwww! Zaczęłam piszczeć na całą ulicę i dziękować rodzince.
-Tylko nie waż się go ruszać za nim będziesz miała prawko!-ostrzegał mój brat.
Skoczyłam tylko na niego ze szczęścia.
-Powodzenia z Zaynem...-szepnął mi do ucha. Magiczny dzień!
Poszłam się ogarnąć do łazienki. Chciałam zrobić dziś coś szalonego, tylko co...
-Alice, ktoś do ciebie!-usłyszałam krzyk z dołu i zbiegłam po schodach.
-Chris? Co ty tu robisz?!-pytałam oszołomiona.
-Wsiadłam rano w pociąg i jestem! Tadaaa! W końcu nie codziennie kończysz osiemnastkę...
Poszłyśmy na górę rozmyślając co dziś robić.
-Dobra. Na dworzec, do Londynu, porobimy coś ciekawego w pociągu i dalej się zobaczy...-zarządziłam i ruszyłyśmy.
-Ja dopiero przyjechałam do Manchesteru i znów mam wracać do stolicy...?-zapytała Christina opanowując złość.
-Kocham cię.
Pierwsze loty zaczęły się przy zakupie biletów.
-Dzień dobry. Dwa do Hogwartu, proszę.
Kobieta dała mi dwa do Londynu. Może poznała po tym, że Chris trzymała plakat z napisem "Londyn". Niedługo po tym szukałyśmy miejsc.
-Państwo też do Narnii?-upewniałam się, zaglądając do przedziału.
-Nie. To chyba ten przedział obok.-odpowiedział jakiś facet.
Podziękowałam i zajrzałyśmy do następnego.
-Narnia?-pytała moja BF.
-Niee...
-No i pacz! Kurna okłamał nas ten... bardzo niedobry pan...-wkurzyłam się.
Wreszcie znalazłyśmy swoje miejsca. Siedzieli już tam jacyś chłopcy...
-Siema laski.-odezwali się.
-Spycigniew?! Nie poznałam cię, brachu!-przywitałam się z jednym.-Zmieniłeś się...
-No można tak powiedzieć...-odparł nieco zdziwiony.
-Ogoliłeś brwi, hmm?-zgadywałam brewkując i uśmiechając się znacząco.-Chyba cieszysz się, że mnie widzisz. Zawsze jak się cieszy ma taki małpi wyraz twarzy.-ostatnie zdanie powiedziałam jakby do Chris.
-Gdzie jedziecie?-pytała moja przyjaciółka.-Narnia?
-Na pewno w przeciwną stronę!-krzyknęli, po czym uciekli.
-Jesteś nienormalna!-skomentowała po całej akcji.-To co następne?
-Kąpiel. W fontannie.
_____________________________________________________________

I'm sorry. Za to że długo nie dodawałam, ale wiecie ostatni weekend wakacji był. Ugh... No właśnie-szkoła! Obym miała fajną klasę. Boję się trochę, że będą kocić... A z wami jak było?