czwartek, 26 lipca 2012

3. Upić się ze Stylesem w cztery dupy!

    Minął już miesiąc od kiedy Matta nie ma... Codziennie rano się budzę i patrze na kalendarz z nadzieją, że nagle będzie czerwiec... Koniec tego!
A-Chris, pakuj się!
C-Co? Gdzie?
A-No lecimy do USA. Zaraz kupię nam bilety przez internet.
C-Aha. Fajnie.
A-No też się cieszę! Lot jest za ponad trzy godziny... Czyli mamy godzinę na spakowanie! Szybko!
*kilkanaście godzin później*
Zadzwoniłam do Matthewa. Nie odbiera. Miałam też numer Hazzy...
A-Cześć, Harry. Mówi Alice. Matt nie odbiera, chciałam żeby odebrał nas z lotniska...
H-Cześć, nie wiem o co ci chodzi. Na jakim lotnisku jesteś?
A-No na JFK w NY.
Rozłączył się. Aha. Próbowałam z powrotem dodzwonić się do Matta, ale nagle ktoś do mnie zadzwonił.
A-Tak, słucham?
Z-Hej, Alice, z tej strony Zayn. Daj mi do telefonu jakiegoś ochroniarza.
Lekko zdziwiona wykonałam polecenie. On za chwilę oddał mi telefon.
-Proszę za mną.-odezwał się.
Poprowadził nas do tylnych drzwi, gdzie czekali już chłopcy.
H-Co wy tu w ogóle robicie?
A-No chciałyśmy was odwiedzić... Co z Matim?
Z-Akurat teraz nie mógł przyjechać. Ćwiczy piosenkę...
Niedługo dojechaliśmy do hotelu i od razu poszłyśmy spać.
    Następnego dnia rano tylko przywitałam się z moim chłopakiem i też był zajęty...
A-Jak wy go tu katujecie... Cały czas zajęty!
H-Spokojnie dzisiaj ma wolny dzień od 13. Chodźcie na śniadanie!
Lo-Tak w ogóle to wieczorem jest impreza.
Z-A teraz pani mi powie, dlaczego pani płakała.
A-Miałam nie bardzo udane święta... Ale wy chyba też wolelibyście być z rodziną...
Zaraz przyszedł po mnie Matt i poszliśmy na spacer.
A-Tęskniłeś?
M-Nie.
A-Co, pewnie masz teraz nową dziewczynę i wam przeszkodziłam?
M-Może chcesz kupić jakąś sukienkę na wieczór?
A-Idziemy!
Kupiłam to http://stylistki.pl/sylwek-170659/.
A-Masz jakieś wyrzuty sumienia?
M-Nie...
A-Udawajmy, że ci wierze.
M-Jasne.
Uśmiechnął się szeroko. Może ma wyrzuty sumienia, bo mnie zostawił na 2 miesiące... Tak, pozostanę przy tej myśli!
    Kiedy wróciliśmy, przygotowywałam się z Chris na imprezę i do klubu! Mój cel; upić się ze Stylesem w cztery dupy! Kiedy weszliśmy od razu Hazz zamówił najmocniejsze drinki. Mam nadzieje, że nie będę żałować!
M-Masz zamiar dzisiaj pić?
A-Upić, wykorzystać i zatrzymać przy sobie na dziecko, Tomlinsona! Jeeej!
Z-Czyli tak...
Lo-No, no... Ambitne plany!
A-Prawda?
Lo-To chodź, Lena. Już mnie upiłaś, teraz mnie wykorzystasz!
Zaciągnął mnie na parkiet, pełen ludzi.
Lo-Wiesz, trochę się boję, że zrobisz mi taki dowcip, jak Mattowi na Prima Aprilis...
A-O je-ju! Co na to two-ja dzie-wczy-na!
*kilka drinków później...*
Ledwo już co kojarzę, ale najważniejsze w życiu są cele! Harold gdzieś zniknął na chwilę i gadałam z Lou, przy barze.
Lo-To w końcu będę tym ojcem, czy nie? Bo ja naprawdę lubię dzieci!
A-No jakieś dziecko może się znajdzie... Mogę ci urodzić, nie ma problemu! Ale co na to Diana?
Lo-Ona chyba nie lubi dzieci, bo się ze mną pokłóciła...
A-O co?
Lo-Odkąd wypiłem to niebieskie, mam to w dupie! Spróbuj!
A-Weź, ja mam tyle tych problemów, że będę miała wielką dupę!
Wtedy wrócił Harry i zamówił coś jeszcze mocniejszego.
H-To skoro się chciałaś upić, służą pomocą!
Po wypiciu tego drinka, to ja nawet nie wiedziałam co to jest dupa.
A-Harry! Ktoś mi coś dosypał! Ktoś chcę mnie zgwałcić! Harry! Ratuj mnie!
H-Mnie też chcą zgwałcić! Też mi coś dosypali!
A-To ja cię miałam zgwałcić, Louis! Nie ty mnie!
Lo-Nie! Koniec tego! Muszę znaleźć jakiegoś człowieka! Muszę z nim zatańczyć!
Wtedy zauważyłam Zayna, który potłukł nasze szklanki.
A-Zayn, zatańczysz ze mną?
Z-Mnie tu nie ma! Ale zatańczyć mogę!
A-A to bardzo dobrze się składa, bo ja tak sobie pomyślałam, że może bym tak wstała i z kimś tak zaczęła tańczyć, tak wiesz... No rozumiesz o co mi chodzi!
Z-Ja lubię tak tańczyć!
Zatańczyłam TAK z Malikiem, a potem był odbijany i tańczyłam z Niallem.
N-Ja się chyba z kimś żenię.
A-Z kim?
N-Nie wiem właśnie, ale przed chwilą przed kimś klękałem i prosiłem o rękę...
A-Ee, tam. Mnie tu ktoś chce zgwałcić! Harolda też! My musimy teraz uważać!
N-Tak, ale ja muszę już iść na ten mój ślub! Przepraszam! Zatańcz teraz z loczkiem!
Wyrwałam go zza baru i zaczęliśmy tańczyć.
H-Muszę ci się do czegoś przyznać...
A-Chciałeś sam siebie zgwałcić!
H-Nie... Tak naprawdę Michael Jackson, to ja!
Wtedy zaczął tańczyć jak on.
M-Słyszałem, że ktoś cię zgwałcił.
A-Tak?! To już?! No, bo ktoś miał takie plany, ale ja się nawet nie zorientowałam! Dobrze, że już po wszystkim...
__________________________________________________

Ogłoszenia parafialne:
Wyjeżdżam na dwa tygodnie. Zabieram internet, ale będę u babci i po pierwsze nie wiem czy będzie tam zasięg, a po drugie, nie będę tam dużo pisać. Postaram się dodawać tam rozdziały, ale tak często jak normalnie. I nie będę też mogła was tam powiadamiać. Ale za to zawsze jak gdzieś wyjeżdżam, mam masę pomysłów, więc rozdziały powinny wychodzić niezłe ;)

poniedziałek, 23 lipca 2012

2. Nie do końca wesołe święta...


    Dojechaliśmy już na lotnisko. Nie wierzę, że nie zobaczę Matta całe 2 miesiące. Zaczęłam strasznie płakać.
-Nie płacz, proszę cię!-odezwał się Matthew.
-Nie wytrzymam bez ciebie!-dalej płakałam.
-Dasz radę. Będę dzwonił dzień w dzień, obiecuję.
W tym momencie zauważyłam chłopców. Pomachali mi i poszli na odprawę.
-Chyba też już muszę iść, Lena...-Zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej.
-Kocham cię-szepnęłam.
-Też cię kocham! Pamiętaj! Pa...
Usiadłam na ławce, żeby jakoś się uspokoić. Wtedy ktoś się przysiadł.
-Cześć...-usłyszałam czyiś głos.
-Danielle?!
-Tak. A ty jesteś Alice? U ciebie wczoraj siedział Li?
-Tak. A Diany nie ma?
-Ostatnio się pokłócili... To znaczy Lou twierdzi, że wolała się pożegnać w domu...
-Kiedy jest na trasie, bardzo ci ciężko?
-Na lotnisku zawsze płaczę, ale dzwonimy do siebie codziennie. Wiadomo, że bardzo tęsknie, ale to jego praca...
-Mam nadzieje, że te 2 miesiące szybko miną...
Niedługo potem siedziałam w pociągu do Manchesteru. Akurat zaczyna się wielkanoc, więc postanowiłam posiedzieć tam, pare dni. Z dworca odebrał mnie mój braciszek. Ucieszył się na mój widok i zaraz byliśmy w domu.
-Cześć, kochanie.-przywitała się ze mną mama.
-Hej, mamo. Co u was?
-Wszystko OK. Słyszałam kogo poznałaś...
-No! Nie masz pojęcia jak się ciesze!
-Nie ma to jak spotkanie pedałów. Jeej!-odezwał się Alex.
To boli. Jak bliska ci osoba, mówi tak o kimś ważnym dla ciebie. Boli... Może i on mówi to na żarty, ale jak ktoś ich tak nazywa...
    Razem z mamą szykowałyśmy święconkę. Pomalowałyśmy śmiesznie jajka, włożyłyśmy sztuczne kurczaczki i koszyk doskonale się prezentował.
-To idziemy do kościoła?-zapytałam.
-Pojdziesz dzisiaj sama. Jestem zajęta.
Zdziwiło mnie to trochę, bo co roku chodziłyśmy razem, ale poszłam sama...
    Kiedy wróciłam mama siedziała z jakimś facetem w kuchni. Pomyślałam, że to może ojeciec jakiegoś dziecka z fundacji, dla niepełnosprawnych maluchów, mojej mamy. Założyła ją razem ze swoją siostrą, bliźniaczką, po skończonym serialu w, którym grała, bo jest aktorką. Poszłam do siebie i zajęłam się czymś co lubię, czyli pisaniem piosneki. Nagle wszedł do pokoju mój brat.
-Co się działo w sobotę? Matt nakablował!
-Och, jak wy mnie wkurzacie. Mam już rocznikowo osiemnastkę!
-To musiało komicznie wyglądać, jak ich ujrzałaś i sięgnęłaś od razu po wódkę, haha.
-Dzieci, chodźcie po obiad!-usłyszałam krzyk mamy.
Zaraz, zaraz... PO obiad, a nie NA? WTF? Ruszyłam za Alexem. Wziął talerz z blatu i poszedł do siebie. Zrobiłam to samo. Czemu nie jemy w kuchni i na dodatek wszyscy osobno? Ten facet jeszcze tam siedział... Samotnie zjadłam to spaghetti i poszłam do warsztatu Alexa, gdzie teraz siedział.
-O co tu chodzi? Kto to?-zapytałam przerażona.
-Rob. Mieszka tu.-odpowiedział spokojnie.
-Że co? Ale jak...
-To proste. Skoro jesteś taka dorosła to radź sobie teraz bez mamusi!
Mama jest pare lat po rozwodzie, bo tata zostawił ją dla młodszej... Miała już kiedyś faceta, fajnego, ale im nie wyszło. Nowy?
*wieczór*
Siedziałam, w salonie, przed tv. Nikogo nie było w domu. Próbowałam znaleźć jakiś fajny film...
-Idź stąd!-usłyszałam czyiś głos.-Natalie, czy ona musi tu ciągle siedzieć? Nie ma u siebie telewizora?-zwrócił się do mojej mamy.
-Popsuł się. Alice idź już do siebie.-powiedziała obojętnym głosem i uśmiechnęła się do Roba.
Że co? Zawsze wieczory spędzaliśmy wspólnie, w salonie, śmiejąc się razem, rozmawiając, a teraz w salonie siedzi sobie moja mama z Robem, a ja mam tam zakaz wstępu. Nie mogę uwierzyć... Poszłam do siebie i wylałam morze łez w poduszkę. Nagle dostałam SMS-a od Matta. "Już dolecieliśmy. Miłych snów księżniczko!". "To najgorszy dzień mojego życia! Jutro pogadamy...".
    Wstałam rano z myślą, że pewnie śniadanie wielkanocne zjem samotnie, w swoim pokoju. Jednak mama mnie zaskoczyła i jedliśmy wspólnie, bez Roba. Ale ta sielanka twała niecałe pół godziny...
-Dobra dzieci, ja już się najadłam. Jadę teraz z Robem do jego rodziców. Będę za 1,5 h do 2. Pa.
Po tych słowach siedziałam 15 minut w ciszy. Że co? Posiedziała z nami 20 minut i wychodzi do nowej rodziny? Niewierze...
-Nie ma nic ciekawego w tv-przerwał ciszę Alex-Chyba pójdę namalować jakiś obraz...
I zostałam sama. W święta. To moja siedemnasta wielkanoc i wszystkie poprzednie, nie mogłam odpędzić się od rodziny. Siedziałam wpatrzona w stół pełen żarcia i płakałam...
    Mama wróciła po 4 godzinach, nie po 2. Stwierdziła, że się zasiedziała. Jeszcze ze zdziwieniem spytała czemu mam taką smutną minę... Ja oczywiście odpowiedziałam, że wydaje jej się... Przygotowała obiad, który również zjadła w kilkanaście minut.
-Ja wychodzę teraz z Robem, ale niedługo będę i zjemy sobie razem ciasto, OK?-powiedziała z uśmiechem mama.
-Jasne.-odpowiedział od niechcenia mój brat.
Pierwszy film... Drugi film... Minął trzeci film, było już dosyć późno... Alex leżał na kanapie i ledwo co miał otwarte oczy.
-Wiesz co, ja chyba już pójdę spać-rzekł.
-Ale zaraz będzie mama, mieliśmy zjeść ciasto...
On tylko zaśmiał się, krótko i poszedł się położyć. Kolejna moja fontanna tego dnia. Święta. Każdy spędza je z rodziną. Tata ze swoją, mama z tą nową i wychodzi na to, że ja i mój brat zostaliśmy sami, bez rodziny... Mama i Rob była o 1, a ja twardo siedziałam na fotelu wyczekując naszego wspólnego ciasta.
-Czemu jeszcze nie śpisz? Wiesz co, może jutro zjemy to ciasto, bo dziś już nie mam siły. Dobranoc.
Co? Czekałam na nią do pierwszej w nocy, a ona nie ma siły, żeby w święta zjeść ze mną kawałek ciasta, który mi obiecała?! Nie wierze w to co się dzieje...
    Następny dzień minął podobnie. Króciutkie śniadanie, samotność, obiad, potem Alex przygotował dla mnie wodną niespodziankę, która wcale nie była miła... I gadałam z Matim, mówił, że gdyby tam był to też oblałby mnie wodą i, że bardzo tęskni... One Direction też dzwoniło...
-Halo?-odebrałam zastanawiając się kto to.
-Cześć tu Harry. To znaczy Louis. Auu, debilu nie bij mnie! No to numer Hazzy, ale mówi Lou.
-Wesołych Świąt Lena-Usłyszałam krzyk Niallera.
-Nie wesołych, to oklepane. Niech będzie jajecznych świąt, Alice!-Teraz krzyczał Zayn.
-No w każdym razie składam ci właśnie życzenia. Od całego zespołu! Dziękuje za uwagę! Dobranoc.-skończył Loui.
Ten dzień się jeszcze różnił tym, że mama mi nie obiecywała ciasta, ale ja i tak na nią czekałam. W tle puściłam sobie One Direction.
-Czy ten dzieciak nigdy nie śpi?!-spytał z wściekłością Rob, kiedy już wrócili w nocy.
I właśnie wtedy zrozumiałam, że nie warto było czekać... Wycofałam się powoli do pokoju.
-I jeszcze te geje lecą-dodał.
W tej chwili cofnęłam się z powrotem i walnęłam mu w mordę, po czym poszłam spać.
    Rano postanowiłam wyjechać. Najpierw jednak napisałam kartkę.
"Wyjeżdżam, Natalie. I skoro mnie tu nie chcesz, więcej nie wrócę, nie martw się."
Normalnie napisałabym "Mamo", ale teraz, aż nie mam ochoty jej tak nazywać. Skoro ma mnie w dupie to ja ją też.
    Przed domem stał samochód Roba. Wyglądał na drogi... Rozejrzałam się. Nie było żywej duszy. Miałam akurat w ręku klucz i przeszłam z nim bardzo blisko auta. Trzy rysy i dwie przebite opony, powinny dać mu do myślenia. Tak, wiem, że to przestępstwo. Dopiero teraz zaczęłam myśleć nad konsekwencjami... Czasu nie cofnę i póki co muszę stąd uciekać. Pobiegłam na dworzec i szybko wsiadłam w pociąg, który akurat nadjechał...
    Poszłam od razu do domu Chris.
-Miałaś wrócić za kilka dni...-powiedziała zaskoczona.
-Chyba zrobiłam coś złego... A przy okazji, nie mam już matki.
Opowiedziałam jej wszystko co zaszło i pojechałyśmy taksówką, z jej rzeczami do mnie. Kiedy je rozpakowywałyśmy zadzwonił mój telefon.
-Mam nadzieje, że nie zrobiłaś nic głupiego...-zaczął Alex.
-Co masz na myśli?
-Udajesz, że nie wiesz, czy nie wiesz?
-A tego kto zrobił TO COŚ spotka poważna kara?
-Jak się nie przyzna to raczej żadna, bo nie ma żadnych dowodów, ani świadków...-powiedział z zadowoleniem-To chyba musiał załatwić zawodowiec...
-A jak myślisz, kto za to zapłaci...?-zapytałam.
-Rob, chyba, że naciągnie na to mamę, co mu się raczej uda.
Hmm... Może powinnam się przyznać i zapłacić, skoro będzie musiała zrobić to moja mama... Nie! Nawet jeśli, dobrze jej tak! Haha.
-Może i ten ktoś, kto to zrobił, nie ma serca, ale podjął decyzję, że się nie przyzna. Paa.-rozłączyłam się.
I tak to jest jak ktoś działa pod wpływem emocji... Mam to po mamie, niech teraz płaci! Będę mieć wyrzuty sumienia... Ale mi przejdzie!
___________________________________________________________

Na samym początku przepraszam, że się zaplątałam i wyszło na to, że chłopcy odlecieli w poniedziałek, a ja od razu z lotniska pojechałam do Manchesteru gdzie była sobota. Haha. Tak, tak wiem, cholernie długi i może trochę nudny, więc I'm sorry! Myślicie, że Alice jest rozpieszczona, czy, że to Rob i jej mama są porąbani? Tak wgl to chcecie być informowani o nowych rozdziałach? Na bloggerze, twitterze? Bo w ankiecie 7 osób zaznaczyło, że mam informować na twitterze. Świętujecie jakoś dzisiaj? Nie mogę uwierzyć, że to już dwa lata! Przypominałam sobie co wtedy robiłam i wgl nie byłam świadoma, że gdzieś tam w UK właśnie zdarzył się cud! Do chłopców mam dwa słowa: Kocham i Dziękuje!

sobota, 21 lipca 2012

1. Spotkanie na trzeźwo.

    Obudziłam się z lekkim bólem głowy. Jak zwykle rano spojrzałam czy Matt już na nogach. Nie było go w łóżku, lecz właśnie wszedł do pokoju, niosąc śniadanie.
-Jej, kochanie, co to za okazja?-spytałam zaskoczona.
-No, bo dzisiaj, jest jeden z niewielu dni, w którym wstałem pierwszy.-oznajmł ze śmiechem-Ciesz się, bo długo to się raczej nie powtórzy...
-Będę ci ustawiać budzik na 6 rano, żebyś zdążył zrobić mi coś pysznego!
Wtedy zauważyłam, że mam pomazaną rękę. Napis "To nie sen, kochanie" i podpisy chłopaków z 1D, przypomniały mi mój sen. Momentalnie zakręciło mi się w głowie. To nie sen, jak wskazuje treść!
-Matt, co tu się wczoraj działo?
-Wiesz, że mieszkałem kiedyś w Bradford i chodziłem do szkoły z Malikiem. Byłem pewien, że już dawno o mnie zapomniał, ale ich gitarzysta złamał rękę i...-słuchałam jego wyjaśnień z wielkimi oczami-I twoi idole poprosili mnie, żebym zagrał w zastępstwie na trasie po USA...
Nie ruszałam się. Umarłam? Może jakiś zawał, czy coś?
-Chcieliśmy wczoraj o tym dokładnie pogadać, bo Zayn przedstwił mi sprawę przez telefon.-kontynuował mój chłopak-Ja pomyślałem, że możemy zrobić to tu, żebyś ich nareszcie poznała. Niestety wpadłaś w taki szok, że aż zacząłem się martwić o twój stan zdrowia. Chłopcy zresztą też, więc umówiliśmy się na dziś. Kocham cię.-skończył swoją przemowę pocałunkiem.
Nieodwzajemnionym pocałunkiem, bo jeszcze nie zmartwychwstałam. Chłopcy się o mnie martwili... Bo zrobiłam z siebie kompletną idiotkę! Mój wzrok przeniósł się na szisze.
-Paliliśmy?-zapytałam z niedowierzeniem.
-Jak już wypiłaś pół butelki wódki to zeszłaś po nią do piwnicy i chciałaś palić, ale cię powstrzymaliśmy... Miałem cię pilnować, dzieciaku!-zmierzwił mi ręką włosy.
-Kiedy tu będą?
-No wieczorem.
Zadzwoniłam po Chris i powiedziałam, że mam sprawę życia i śmierci. Była po 15 minutach.
-Poznałam One Direction! Aaaa!-wydarłam się na cały Londyn.
-A ja wczoraj pieprzyłam się z koniem!-jak ten psychol coś wymyśli...
-Matt powiedz jej, że to prawda!
Mój chłopak wyjaśnił jej wszystko, a ona słuchała z otwartymi ustami. 5 minut po tym jak skończył, ruszyła się.
-Ty idiotko! Czemu wczoraj nie zadzwoniłaś?! Zwariowałaś do reszty?!-zaczęła nawalać mnie poduszką.
-Ale Chris... Auu! Oni będą tu wieczorem!
Usłyszałam tylko pisk.
-Wiecie co, ja może pójdę... Yyy... No będę na czas! Pa.-powiedział wystraszony Matthew.
Wbiłyśmy się w najlepsze ciuchy jaki
e znalazłyśmy w mojej szafie. Dalej w to wszystko nie mogłam uwierzyć...
*kilka godzin później*
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wdech, wydech... Otworzyłam spokojnie. Niespodziewanie zaczęłyśmy piszczeć.
-Spokojnie, nie zrobimy wam krzywdy!-wykrzyczał Niall.
-Czy jest tu ktoś z mniej zrytą banią?-zapytał Lou.
-Matt zaraz będzie. Przepraszam. I za wczoraj też, bo pod koniec nie kojarzyłam jak mam na imię... To jest Christina, a ja jestem Alice.
-Przecież wczoraj się poznaliśmy-przypomniał Hazz.-Ale możesz nie pamiętać...
-Wow, jak Christina Aguilera-sprytnie zauważył Nialler.
W tym momencie wszedł Mati.
-Słychać wasz pisk na ulicy. Byście chociaż okno zamknęły, bo się ludzie wystraszą!-powiedział Matt-To może zróbcie swoim mężą coś do jedzenia, a my w tym czasie uzgodnimy co z trasą...
Każdy przystał na tą propozycję. Zrobiłyśmy tacos-ulubiona potrawa Harolda.
-Wyjdźcie za mnie!-rozkazał loczek.
-Ale tak obie?-zapytała Chris.
-Za mnie też! Obie, to robiłyście, więc tak!-rzekł blondynek.
-Co do trasy... Ona będzie trwała 2 miesiące przecież...-zmieniłam temat.
-No właśnie... Co o tym sądzisz, kochanie?
Proszę, kochanie!-odśpiewali chórem chłopcy, co wyszło im cudnie.
-No i jak ja mam się nie zgodzić?! Ale to jednak 2 miesiące samej w mieszkaniu...-zasmuciłam się.
-Jest na to proste rozwiązanie-powiedział Lou-Chris się wprowadzi!
-Niezły pomysł Lou!-ucieszyłam się.
-Zaraz, zaraz... Ale kto powiedział, że ja się zgadzam?
"Pleeeaaase Chriiiis"-odśpiewali teraz chłopcy.
-Ok, ok... Nie mam wyboru...
-To może jak już pogadaliście o trasie... Pogramy w butelkę!-zaproponowałam.
Wszystkim spodobał się pomysł. Pierwszy kręcił Matthew. Chris musiała zjeść łyżkę pieprzu.
-Proszę bardzo, tutaj masz pieprz. W bonusie dajemy szklaneczkę wody. Smacznego!-zachęcał ją Niall.
Twardo wykonała zadanie. Teraz ona zakręciła i wypadło na Louisa, który wybrał pytanie.
-Wolałbyś zjeść ślimaka, czy robaka?-WTF? Jakie pytanie...
-Zdecydowanie marchewkę-odpowiedział Lou-Teraz ja kręce! Ouu Hazz. Harry, Harry, Harry mój stary przyjacielu...
-Jakie masz dla mnie zadanie, Louisie?
-Podobno jesteś świetnym flirciarzem Haroldzie...-zaczął-Teraz zapukasz do drzwi naprzeciwko i poderwiesz tego, kto ci otworzy.
-Ale nie mów, że jesteś od nas, bo naprzeciwko mieszka babcia-potwór.-poprosiłam.
Wszyscy przyłożyliśmy uszy do drzwi i z napięciem słuchaliśmy.
-Dobry wieczór.-zaczął Hazz.
-Dobry wieczór. Słucham?
-No, bo chyba się trochę zgubiłem... Chciałem dojść pod numer 4/58. Moja babcia niedawno się tam przeprowadziła i chciałem ją odwiedzić. Mogłaby pani powiedzieć mi gdzie to jest? Bardzo proszę.
-Mogę pana zaprowadzić.
-Nie! Nie musi się pani fatygować...
-Ale to naprawdę żaden problem, właśnie miałam wyjść z psem. Azor! Azorek, chodź tu! Och, zapomniałam ,że mój mąż zabrał go na spacer, ale pana zaprowadzę. Tylko może się przebiorę i poprawię włosy. Tutaj każdy o każdym plotkuje...
-Ależ bardzo dobrze pani wygląda, naprawdę! Wie pani, ludzie czasem plotkują z zazdrości...
-Ale czego oni mogą mi zazdrościć.
-Napewno nie każda pani sąsiadka jest taka elegancka...
-Niech pan tak nie mówi, bo się czerwienie. Chodźmy już.
Laliśmy tam jak nigdy. Zastanawialiśmy się o czym teraz gadają. Za jakieś 15 minut Styles wrócił.
-O czym gadaliście dalej?-zapytał zaciekawiony Matt.
-No pytała się czy moja babcia też ma takie ładne loczki. I mówiła, że jej mąż też takie miał, w młodości. Doszliśmy i powiedziała, że bardzo się cieszy, że mogła mi pomóc. I wiecie, co, ona wcale nie jest, ani taka stara, ani straszna.
-Uważaj, bo się zakochasz! Haha!-naśmiewał się Niall.
-A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Ona nigdy nie miała psa, a tym bardziej męża! Haha!-Odezwał się Mati.
Dawno się tak nie uśmiałam. Każdy zwijał się ze śmiechu, a Harry był dumny, że podołał zadaniu. Teraz on zakręcił i wypadło na mnie. Wybrałam pytanie.
-Jak to jest, być największą fanką, takich pięciu przystojniaków?
-Okropnie. Bo kiedy patrzysz na takie zdjęcia, które oczywiście masz na tapecie, to czasem marzysz, że kiedyś się z nimi zaprzyjaźnisz, ale zaraz sobie uświadamiasz, że i tak to nie nastąpi. Albo kiedy oglądasz ich koncerty i ciągle ryczysz ze wzruszenia. Na przykład jak śpiewają swoje ulubione piosenki... A jak, któryś był w restauracji z jakąś dziewczyną to już jest masakra. Mimo, że ja mam chłopaka.
-Och, biedne te fanki...-stwierdził Liam.
-Jesteśmy! Jesteśmy!-zaczął się wydzierać Lou.
-O co ci chodzi?-zapytał Zayn.
Loui miał przed sobą włączonego laptopa i krzyczał, że są na tapecie.
-Nie rób afery! Prawie każda Directionerka was ma!-rzekła Chris.
Tym razem moja kolej na kręcenie. Zayn. Wybrał zadanie.
-Ok. Więc musisz... Zatańczyć jak na tym filmiku!
-Porno dance Malik?-Zapytała Christina.
-Dokładnie!
-Ej, wtedy byłem pijany!-próbował się wybronić.
-To wyobraź sobie, że jesteś pijany i jedziesz z tym koksem!-namawiał go Tomlinson.
Zaczął tańczyć [http://www.youtube.com/watch?v=spvBll6MZIA ^^]. Myślałam, że zemdleje! Haha! Liam wszystko nagrywał! Chyba musiałam głupio wyglądać jak tak się gapiłam. Miałam nadzieje, że nie dostanę od Matthewa za ten pomysł. Ale się gorąco zrobiło... Hahaha...
-Ej, dobra, dobra koniec. Patrzcie na ich miny! Jak go wzrokiem rozbierają! Haha!
Teraz to mnie Harold wkurzył!
_______________________________________________
No to się doczekaliście pierwszego! Mam nadzieje, że dobrze wyszedł i sie wam podoba. Dziękuje za tyle miłych komentarzy pod prologiem =* Co do komentarzy, nie będę na was stosować szantarzy, typu 8 komentarzy=następny rozdział. Sama czytam sporo blogów, ale na tablecie i wtedy mi się nie chcę komentować każdego rozdziału. Następny będzie w ten magiczny dzień, 23 lipca! Macie jakieś szczególne plany na ten dzień? Ja będę oglądać dvd, słuchać ich piosenek, jak bd jakieś akcje na twitterze to wezme udział itp. ;) Tak w ogóle nie wkurza was czcionka? Bo mnie nie które wkurzają i dlatego się pytam ;pp
PS Proszę o głosowanie w ankiecie ;D
PS2 Zapraszam do polubienia mojej strony na fb https://www.facebook.com/pages/Niby-Nic-A-Jednak-Co%C5%9B/394872300562701 ;p

poniedziałek, 16 lipca 2012

Bohaterowie + Prolog



Alice Collins, zwana przez niektórych Leną. Ma 17 lat, gra na fortepianie i studiuje dziennikarstwo. Jest z Manchesteru, ale razem ze swoim chłopakiem, Mattem, mieszka w Londynie. Na zewnątrz jest spokojna i grzeczna, ale jej drugie oblicze jest zupełnie inne! No i przede wszystkim jest wielką fanką One Direction!


Christina (Chris) Cruise jest rówieśniczką i najlepszą przyjaciółką Leny i tak jak ona, lubi imprezować. Wciąż szuka miłości swojego życia.  Mieszka z rodzicami w Londynie. Świetnie gotuje i w przyszłości chciałaby zostać kucharką. Również wielka fanka chłopców!


Tych kociaków chyba nie muszę przedstawiać, ale to zrobię ;). (Od lewej) MrauLouis, MrauLiam, MrauZayn, MrauHarry & MrauNiall 


Alex Collins - Brat Alice, starszy o 4 lata. Mieszka w Manchesterze. Bardzo troszczy się o swoją młodszą siostrę i trochę zastępuje jej ojca. Na 1D ma jedno słowo-geje. Bardziej chce dokuczyć Lenie niż tak sądzi i mu się to udaje, wywołując niejedną kłótnię. Przyjaźni się z jej chłopakiem. Zarabia naprawiając samochody itp., ale jego prawdziwą pasją i talentem jest malarstwo.


Danielle Peazer - Dziewczyna Liama, tancerka. Kiedy pozna Alice i Chris od razu przypadną sobie do gustu i zaprzyjaźnią się.


Matthew Stewart - 19-latek, chłopak Alice. Pochodzi z Bradford i chodził do szkoły z Malikiem. Przyjaźni się z Alexem. Gra na gitarze i głównie z tego się utrzymuje, bo świetnie mu to wychodzi.


Diana Dark - Dziewczyna Louisa. Zaczyna denerwować już wszystkich swoim zachowaniem. Jednak zwykle wszystko uchodzi jej na sucho na słodkie oczka.



    Usiadłam koło fortepianu i po prostu zaczęłam grać. Po chwili dałam całkiem porwać się muzyce. Nagle poczułam jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu.
-Zaśpiewaj coś-szepcze mi do ucha nieznajomy.
-Ale ja przecież nie umiem!
-Każdy umie!
Wzięłam wdech, żeby udowodnić temu komuś, że jednak nie każdy.
"Your insecure. Don't know what for. You're turning heads when you walk throught the do-o-or. Don't need make-up. To cover up, being the way that you are is eno-o-ough..."
Mój niezawodny budzik znów zadzwonił. Liam, czemu zawsze musisz mnie budzić z ciekawych snów?! Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 1 kwietnia, sobota, 7.30. Co? Wstałam w sobotę o 7.30? Może miałam coś załatwić, tylko co... Spojrzałam na Matta leżącego obok mnie. Pocałowałam go lekko i nawet się nie obudził.
    Nie wymyśliłam jeszcze prima aprilisowego żartu dla mojego chłopaka. Po chwili wpadłam na pewien pomysł. Poszłam do apteki po test ciążowy. Narysowałam na nim mazakiem 2 kreski. Teraz pozostało mi tylko czekać, aż wstanie.
    Z braku laku weszłam na internet. Harry idzie dzisiaj do fryzjera. OMG oby tylko nie ściął swoich cudnych loczków! Li był wczoraj z Dan na zakupach. Niall zmienił ikonę na twitterze. Natomiast Zayn i Lou byli w klubie i tak się spili, że zostali wyrzuceni. Obecnie są w UK, ale niedługo jadą na trasę po USA. Może spotkam któregoś? Co prawda byłam na ich koncercie 2 razy, ale za wiele z nimi nie pogadałam... Czemu musiałam akurat ich pokochać? Tak jak miliony innych dziewczyn? Co prawda mam Matta i nie zerwałabym z nim. Może niedługo też zostanie wielką gwiazdą i dziewczyny będą tak kochać jego...
    Nagle usłyszałam, że już wstał i idzie pod prysznic. Przygotowałam się na mój żart.
-Hej, kochanie. Jak się spało.-spojrzał na moją minę i dodał-Co jest?
-No, bo... Chyba jestem w ciąży.
Na te słowa przytulił mnie mocno, ale nic nie mówił.
-I co teraz będzie?
-Będzie dobrze, nie martw się!-chyba nieźle się wystraszył.
-Kochasz mnie?-przytaknął głową-No to chyba nie będziesz bardzo zły jak ci uświadomie, że dziś prima aprilis?
-Lena! Ja pier...
-Nie klnij!
-...dziele. Za kare robisz dzisiaj lasanie!
-Ok, niech ci będzie.
-TY robisz lasanie, nie Chris!
-Jasne.
Pocałowałam go, a on wyszedł coś załatwić.
-Jak wróce ma być gotowe, bo jak nie to...
-To co?
-Oj, nie chcesz wiedzieć!
    Pare godzin później danie było już gotowe. Oczywiście z pomocą telefoniczną Christiny. Kiedy miałam je wyciągnąć w radiu leciało akurat WMYB. Zaczęłam śpiewać i tańczyć do rytmu. Pierwszy refren się skończył i wtedy usłyszałam...
-So c-come on! You got it wrong. To prove I'm right I put it in a so-o-ong. I don't know why, You're being shy. And turn away when I look into your e-e-eyes...
Odwróciłam się i upuściłam naczynie z lasanią na podłogę. 2 metry ode mnie, koło Matta stał Zayn Malik! Tak Zayn Malik z One Direction! I zaśpiewał mi zwrotkę ich piosenki! Zaczęłam piszczeć i się na niego rzuciłam.
-Jesteś prawdziwy? Czy to żart z okazji 1 kwietnia?
Zayn zaczął się śmiać, a mój chłopak udawał obrażonego.
-Moja lasania! Musiałeś mieć takie wejście?
-Wybacz-jak to brzmi w jego ustach!
-O co tu chodzi?-zapytałam w końcu.
-Zrywam z tobą i na pocieszenie przyprowadziłem ci 1/5.
-Ok, ale to ty się wyprowadzasz.
-Pomyśl sobie o domu Malika!
-Dobra, ja się wyprowadzam!-zaśmialiśmy się-Żarty żartami, ale co do jasnej cholery ta 1/5 robi w moim domu?!
-Śpiewam ci!
Nie wierze w to co się teraz dzieje. Matt przyprowadza sobie ot tak Zayna do domu. On mi śpiewa, gadamy sobie, żartujemy... Co tu jest grane? Popłakałam się niespodziewanie.
-Nie płacz! Proszę!-na te słowa to już myślałam, że zemdleje.
-Wiesz, co, może chodź na balkon, a ona się trochę uspokoi.-zaproponował Mati-Ok, kochanie?
-Ale Zayn ma nie palić!
-A ja to mogę?-zapytał z oburzeniem Matt.
-Ty nie palisz debilu!
Oni wyszli na balkon, a ja próbowałam ogarnąć myśli. Dalej nie wiem jaki jest prawdziwy powód jego wizyty. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc wzięłam butelkę wódki, żeby sobie nalać. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam, Niall Horan.
-Cze...-próbował powiedzieć Nialler.
-Przepraszam, że przerywam, ale mógłbyś mnie uszczypnąć?
Spełnił moją prośbę, ale bardzo lekko. Dałam sobie spokój z kieliszkiem i wypiłam z gwinta.
-Przepraszam, bo ja...-znów próbował Niall.
-Szukasz Zayna? Czy może do mnie w odwiedziny, hm? A kiedy będzie reszta?
Tym razem dzwonek przeszkodził Horanowi. Otworzyłam, Harry Styles. Nie zdziwiło mi to.
-Nie ściołeś loków!-wydarłam się na całą klatkę schodową.
-Tylko końcówki podcięłem. Nigdy ich nie zetnę! Jest może...
-Jest już Zayn i Niall. Rozgość się. Przepraszam, że przyjmuję cię trochę wstawiona... Siadaj.-powiedziałam jakby właśnie weszła moja koleżanka...
-O, Harry. Zayn też po ciebie dzwonił?-pytał blondynek.
-A więc to DJMalik zwala mi na głowę całe One Direction!-zaczęłam się żalić.
-Nie poczęstujesz gości?-spojrzał na butelkę wódki.
-Macie całą. Dowodu to ja jeszcze nie mam.-podałam im flaszke.
-O, to muszę skonfiskować.-ucieszył się Harold.
Tym razem usłyszałam puknie do drzwi. Otworzyłam, Liam Payne.
-Po pierwsze obudziłeś mnie dzisiaj rano, cwaniaczku, a po drugie, mam pytanie. Gdzie Lou?-zapytałam na wstępie.
-Już biegne!-Usłyszałam zasapany głos.
-Loui! Jak ja cię dawno nie widziałam! Ciebie również, Li! Wchodźcie!
-No ostatnio na koncercie!-przypomniał Louis.
-Tak, to było w Manchesterze!-dodał Liam.
Skąd oni to wiedzieli... Zgadli? Hm...
a)To sen
b)Upiłam się i mam zwidy
c)Naćpałam się i mam zwidy
d)To nie prawdziwi One Direction tylko Matt mnie wkręca
e)gdzieś jest ukryta kamera
-Alice, zabierz tą wódkę Harremu...-Niall wyrwał mnie z zamyśleń.
Skąd on zna moje imię? W tym momencie do pokoju wszedł Zayn i Mati.
-O, już nie płaczesz!-ucieszył się Zayn.
-No nie. Wiecie co, mam tu gdzieś szisze...
-Piłaś?-wkurzył się mój chłopak.-A podobno w ciąży jesteś.
-Piła, ale spokojnie, zarekwirowałem-uspokoił go Hazz.-Co, w ciąży?
-Tak, Haroldzie, będziesz ojcem...
Zeszłam do piwnicy szukać mojej sziszy. Normalnie nie wzięłabym butelki wódki i nie piła z gwinta. Normalnie nie paliłabym sziszy, ale to nie rzeczywistość, więc mogę wszystko. Rozważałam też skok z dachu....
    Kiedy wróciłam cała 6 siedziała na sofie i rozmawiała. Ja postawiłam szisze na kuchennym stole.
-Wiecie może, co jest najmocniejsze?-zapytałam od niechcenia.
-Lena, do cholery! Gdybym wiedział, że zacznie ci tak odwalać, to nie zapraszałbym ich tu.-mój wybranek był już naprawdę zdenerwowany.
-Kochanie, oboje dobrze wiemy, że to nie dzieje się naprawdę. To mój sen, jak przypuszczam i daj mi się zabawić!
Zayn podszedł do mnie i napisał mi na ręce: "To nie sen, kochanie!". Pod tym każdy się podpisał.
-Dobra, to wpadniemy jutro, jak Al już uwierzy, że to nie sen i kiedy nie będzie już 1 kwietnia... Do zobaczenia!-Pożegnali się i wyszli.
-Ale faza!-krzyknęłam.
___________________________________________________________

Prolog trochę długi i może trochę ciężko ogarnąć, ale mam nadzieje, że się podoba. 1 rozdział dodam dopiero za jakiś tydzień (może uda się wcześniej), ale potem będę dodawać co 2-3 dni ;). 
PS Jak myślicie, co chłopcy robili u niej w domu? ;pp